Chrystus jest otchłanią miłosierdzia

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 170-173).

***

miracle-exorcism-of-daughter-of-the-canaanite-woman

Wtedy Diakon, stojąc przed Królewskimi Wrotami w kierunku sanktuarium, intonuje Ektenię żarliwą:
 Wołajmy wszyscy z całej duszy i ze wszystkich myśli naszych wołajmy.
Chór, po każdej prośbie: Panie, zmiłuj się (trzy razy).
Diakon: Panie wszechmocny, Boże ojców naszych, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Zmiłuj się nad nami, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Jeszcze módlmy się za pobożnych i prawosławnych chrześcijan.
Jeszcze módlmy się za naszego arcybiskupa [imię].
Jeszcze módlmy się za naszych braci kapłanów, hieromnichów, hierodiakonów i mnichów, i za wszystkich naszych braci w Chrystusie.
Jeszcze módlmy się o miłosierdzie, życie pokój, zdrowie, zbawienie, nawiedzenie, wybaczenie i odpuszczenie grzechów sług Bożych, wszystkich pobożnych i prawosławnych chrześcijan, którzy mieszkają lub odwiedzają to miasto i parafię, opiekunów i członków tej świętej cerkwi.
Jeszcze módlmy się za błogosławionych i zawsze godnych pamięci fundatorów tej cerkwi [lub: świętego tego monasteru] i za wszystkich prawosławnych ojców i braci naszych, którzy spoczęli przed nami, którzy tutaj i w różnych miejscach spoczywają w prawdziwej wierze, i za wszystkich prawosławnych w każdym miejscu.
Jeszcze módlmy się za ofiarodawców i dobroczyńców tego świętego i czcigodnego domu Bożego, za pracujących, śpiewających i za tu obecny lud, oczekujący od Ciebie wielkiego i obfitego miłosierdzia.
Gdy Diakon recytuje te prośby, Kapłan po cichu odmawia poniższą Modlitwę ektenii żarliwej:
Panie Boże nasz, przyjmij tę żarliwą modlitwę Twoich sług i zmiłuj się nad nami według wielkiego Twego miłosierdzia. Ześlij swą litość na nas i na cały Twój lud, który oczekuje od Ciebie obfitego miłosierdzia.
(donośnie)  Albowiem jesteś Bogiem miłosiernym, Przyjacielem człowieka, i Tobie chwałę oddajemy, Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze, i na wieki wieków.
Chór: Amen.

Ta seria próśb jest nazywana ektenis ikesia lub „długim błaganiem” (zazwyczaj jest znana jako „żarliwe błaganie” [po polsku „ektenia żarliwa” — przyp. K.M.]).1

Jak niewiasta Kananejska (por. Mat. 15:21-8) przybiegamy do Chrystusa i nieustannie błagamy o Jego miłosierdzie: „Zmiłuj się nade mną. Mój sposób życia nie pozwala mi zwracać się do Ciebie. Szukam schronienia w miłosierdziu, tej przystani, która przyjmuje wszystkich grzeszników. Szukam schronienia w miłosierdziu, gdzie nie ma żadnego trybunału sądowego, gdzie zbawienie jest ofiarowane bezwarunkowo.” „Zwróć uwagę na roztropność tej niewiasty” — mówi św. Jan Chryzostom. „Nie prosi Jakuba, nie błaga Jana, nie zwraca się do Piotra. (…) Myśli: «Nie potrzebuję pośrednika. Biorę pokajanie za swego orędownika i idę do samego źródła. Właśnie dlatego Chrystus zstąpił na ziemię, dlatego przyjął ciało, abym nawet ja mogła z Nim rozmawiać.» (…) Zmiłuj się nade mną. To prosty zwrot, a pociąga za sobą niezmierzony ocean zbawienia. Zmiłuj się nade mną. «To po to przyszedłeś do nas, to po to przyjąłeś ciało jak nasze, to po to stałeś się taki jak ja.» W niebiosach w górze [pośród świętych aniołów] — strach; na ziemi na dole [w kobiecie] — śmiałość zbliżenia!”2

Nawet pomimo iż nie słyszymy Chrystusowej odpowiedzi na nasze prośby, nawet mimo iż nie jesteśmy godni Jego miłosierdzia, i my sami jak Kananejka, klękamy przed Nim i błagamy Go: Panie, zmiłuj się.

Chrystus przyszedł na ziemię ze swego miłosierdzia względem nas i tajemnicy Jego przyjścia na ziemię dane są imiona „miłosierdzia” i „prawdy”: „«Miłosierdzie», ponieważ gdy byliśmy wszyscy w kompletnie godnym pożałowania stanie i nieprzyjaciółmi toczącymi z Nim wojnę, w swej wielkiej łaskawości i miłości do człowieka nie wzgardził nami. I nie tylko okazał litość dla naszej niedoli (…), ale nawet uznał nas godnymi Jego Królestwa. (…) Z tych powodów Psalmista nazywa boską ekonomię miłosierdziem. I nazywa ją prawdą [Ps. 91:3], ponieważ w czasie Starego Testamentu wszystko spoglądało ku niej jak cienie i zarysy ku rzeczywistości.”3

Chrystus jest „otchłanią miłosierdzia”. Dlatego szukamy schronienia w tej otchłani, pewni, że znajdziemy miłosierdzie, ponieważ u Pana jest miłosierdzie (Ps. 129:7). Chrystus jest „krynicą i skarbcem miłości do człowieka, tryskającą niewyczerpanie”. On jest „niezmierzonym oceanem miłości do człowieka”.4

Ten niezmierzony ocean miłości do człowieka, którym jest Chrystus, wyznaczył Tajemnicę Boskiej Eucharystii jako sposób wejścia do Królestwa niebios. Gdy celebruje się Boską Eucharystię, wejście do Królestwa jest otwarte. I „w swej wielkiej miłości do człowieka Pan okazuje nam litość, wyczekując powrotu nas wszystkich do Niego”. Ten, który jest „potężny w miłosierdziu i łaskawy w sile” oczekuje nas na swym zgromadzeniu: oczekuje na nas i ofiarowuje siebie samego każdemu z nas, skoro przez swe Wcielenie „zjednoczył siebie samego całkowicie z człowiekiem w jego zupełności, aby mógł udzielić zbawienia całemu człowiekowi”.5

Gdy dusza staje się kadzielnicą

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 93-94).

***

censing-in-church1

Kadzidło, którego używa w tym momencie celebrans, jest prefiguracją zstąpienia Świętego Ducha na przedłożone Dary: „Wonny dym symbolizuje wonność Świętego Ducha.” Gdy celebrans okadza je, „oddaje Bogu cześć przez ofiarowanie kadzidła oraz przez jego woń i wskazuje, że cokolwiek czyni, czyni to razem ze Świętym Duchem.”1 „Gdy kadzidło zapala się i płonie, i tchnie wonnym dymem, to symbolizuje to łaskę Świętego Ducha (…), który jaśniejąco oświeca nasze zmysły i jednocześnie czyni je pachnącymi duchową wonnością. Oświeca, ponieważ jest Światłością i jest widziny przez tych, którzy są czystego serca. Wydaje zaś przyjemną woń, ponieważ jest Drzewem Żywota, które krzyżuje [to jest, uśmierca] wolę ciała i czyni cały świat wonnym.”2
Św. Jan Chryzostom przekonuje nas, byśmy rozpalili naszą duszę boską gorliwością, aby przez modlitwę mogła się ona sama stać kadzielnicą: „Tak jak kadzidło jest dobre i wonne nawet samo w sobie, ale wydaje swoją wonność we właściwy sobie sposób, gdy zetknie się z ogniem, tak też jest z modlitwą. Jest dobra nawet sama w sobie, ale staje się jeszcze lepsza i wonniejsza, gdy jest zanoszona z gorącą i żarliwą duszą, gdy dusza staje się kadzielnicą i płonie żarliwym płomieniem. (…) Najpierw rozpal swoje serce gorliwością i wtedy się módl.”3

O. A. Schmemann: Świat sam w sobie

garden_of_eden

Nie przez przypadek także i biblijne opowiadanie o upadku człowieka skoncentrowane jest na pokarmie. Człowiek zjadł zakazany owoc. Cokolwiek dałoby się o nim powiedzieć, owoc ów różnił się od wszystkich innych owoców w raju: nie był darem zaoferowanym człowiekowi. Nie podarowany i nie pobłogosławiony przez Boga był to „pokarm sam w sobie”, a nie w Bogu, był obrazem świata kochanego w oderwaniu od Boga, dla niego samego. Kochać nie jest rzeczą łatwą i człowiek pozostawił miłość Bożą bez odzewu. Zakochał się w świecie traktowanym jako cel sam w sobie, w świecie bez łączności z Bogiem. I ten jego egoistyczny stosunek do świata stał się stopniowo czymś samo przez się zrozumiałym. Człowiek zaczął percypować świat jako zamknięty sam w sobie, jako rzeczywistość, w której nie ma obecności Boga. Jest to świat, któremu Ewangelia nadaje miano „świata tego”, świata egzystującego w sobie i w sobie zamkniętego. I człowiek przywykł żyć nie zanosząc dziękczynienia za świat darowany mu przez Boga, po prostu tak zwyczajnie utracił eucharystyczny stosunek do Bożego stworzenia.

Nasz świat jest światem upadłym, jako że utracił on świadomość, że Bóg jest „wszystkim we wszystkim” (! Kor. 1, 28). To zlekceważenie Boga, to grzech pierworodny, w którym dusi się życie. I w tym upadłym świecie nawet religia przestała być zdolna do tego, by ten świat uleczyć i naprawić, albowiem zgodziła się na zamknięcie Boga w „tym, co święte” i przeciwstawieniu Go „temu, co świeckie”. Religia – zaiste straszna to rzecz – pojednała się z „sekularyzmem” z chwilą odsunięcia Boga w sferę „tego, co święte”.

Pierwotne powołanie człowieka polegało na stałym przetwarzaniu przezeń swej naturalnej zależności od świata we współuczestnictwo w Bożym życiu, które jak mówi Ewangelia, było „światłem dla ludzi”. Człowiek stworzony został na kapłana dziękczynienia. Przynosząc świat w akcie dziękczynienia Bogu, w tym akcie, w dziękczynieniu, otrzymał dar życia. Lecz przez grzech pozbawił się tego kapłaństwa. Jego zależność od świata stała się całkowita. Jego miłość zeszła z właściwej drogi. Jak dawniej kocha i jak dawniej łaknie. Uświadamia sobie swoją zależność od tego, co jest poza nim. Jednakowoż i jego miłość i jego zależność za punkt odniesienia mają teraz świat i tylko świat. Człowiek zapomniał, że ten świat, powietrze, pożywienie nie są same przez się zdolne dać nam życia, że źródłem życia są one o tyle, o ile przyjmowane są „ze względu na Boga” i w Bogu jako nosicielu Boskiego życia.

W świecie, w którym coś samo w sobie ma być celem, wszystko przybiera samoistną wartość, lecz tym samym i traci ją, albowiem swój sens i wartość wszystkie rzeczy mają tylko w Bogu; świat napełnia się sensem tylko wtedy, gdy staje się „tajemnicą” Bożej obecności. „Naturalny” świat, świat oderwany od źródła życia, to świat umierający, kosztowanue jego pokarmu to tyle, co wstępowanie w śmierć. Nawet i sam pokarm jest martwy i trzeba go przechowywać w lodówkach niby jakieś martwe zwłoki.

„Zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Życie, którze człowiek wybrał – to życie zubożone i śmiertelne. Bóg pokazał człowiekowi, że zjedzenie ziemskiego pokarmu, który człowiek sam sobie wybrał, poprowadzi go do ziemi, z której wzięty jest i pokarm, i człowiek: „Bo prochem jesteś i w proch sie obrócisz” (Rdz 3, 19). Człowiek utracił autentyczne – „eucharystyczne” – życie, stracił życie samego życia. Przestał być kapłanem świata i stał się jego niewolnikiem.

Wedle biblijnej opowieści dramat ten odbył się „w porze, kiedy był powiew wiatru”, tj. nocą. I kiedy Adam opuścił rajski ogród, jego życie przestało być „eucharystyczne”, przestało być oddawaniem Bogu świata w akcie dziękczynienia i Adam wraz z sobą, w ciemności, poprowadził świat. W bizantyńskim hymnie o wygnaniu człowieka z raju Adam przedstawiony jest jak siedzi u wrót raju ze zwróconą ku nim twarzą. I płacze. Oto obraz człowieka w upadłym świecie…

o. Aleksander Schmemann, Za życie świata, s. 12-14

Św. Grzegorz Teolog: Chrystus się rodzi – wysławiajcie!

nativity

Chrystus się rodzi – wysławiajcie! Chrystus z niebios – wychodźcie na spotkanie! Chrystus na ziemi – wznieście się! Śpiewajcie Panu, cała ziemio! A rzeknę i o obu: Weselcie się, niebiosa i raduj się ziemio, bowiem niebiański stał się ziemskim. Chrystus w ciele – z drżeniem i radością się weselcie! Z drżeniem z powodu grzechu, z radością z powodu nadziei. Chrystus z Dziewicy – niewiasty, praktykujcie dziewictwo, byście stały się Chrystusa matkami! Któż nie odda pokłonu Temu, który jest od początku? Któż nie wysławi Ostatniego?

Ciemność znowu się rozprasza, światłość ponownie jest umocniona, Egipt znowu jest karany ciemnością, Izrael ponownie oświecony się przez słup [ognia]. Lud siedzący w ciemności niewiedzy niechaj ujrzy światłość poznania! Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. Litera usuwa się, duch postępuje, cienie ustępują, prawda wkracza w ich miejsce. Melchizedek jest spełniony: ten, który nie ma matki staje się tym, który nie ma ojca, bez matki najpierw, potem bez ojca. Prawa natury ulegają rozwiązaniu. Napełnić musi się wyższy świat. Chrystus rozkazuje – nie opierajmy się! Wszystkie narody, klaszczcie w dłonie, bowiem dziecię się nam narodziło, syn i został nam dany, na którego barkach jest władza (albowiem wraz z Krzyżem jest podniesiony) i otrzyma miano Wielkiej Rady – Rady Ojca – Wysłannika. Niechaj Jan zawoła: Przygotujcie drogę Panu! I ja ogłoszę potęgę tego dnia: Bezcielesny się ucieleśnia, Słowo nabiera masy, Niewidzialny jest widziany, Niedotykalnego można dotknąć, Bezczasowy ma początek, Syn Boży Synem Człowieczym się staje, Jezus Chrystus, wczoraj i dzisiaj ten sam i na wieki! Żydzi niech się gorszą, niechaj wyśmiewają Grecy, heretycy niech mówią aż do zdrętwienia języka. Uwierzą, gdy ujrzą Go idącego na niebiosa, a jeśli nie wtedy, to gdy z niebios przyjdzie i jako Sędzia zasiądzie.

To jednak później. Teraz zaś jest święto Objawienia Bożego lub Narodzenia, dwie nazwy nosi, skoro dwa miana przysługują jednej rzeczy. Ukazał się bowiem Bóg ludziom przez narodzenie. Z jednej strony jest Tym, który jest i zawsze Będącym z zawsze Będącego, ponad wszelką przyczynę i zasadę (logos), nie ma bowiem wyższej zasady (logos) nad Słowo (Logos). Z drugiej zaś, dla nas później się staje, aby Ten, który darował nam istnienie, obdarzył nas również dobrym bytem. Lub raczej skoro odpadliśmy od dobrego bytu w zło, aby do niego znowu nas przywrócić przez Wcielenie. Nazwa zatem to Objawienie, skoro się ukazał, i Narodzenie, skoro się narodził.

To jest święto dla nas, to obchodzimy dzisiaj: przyjście Boga do ludzi, abyśmy my do Boga przyszli albo raczej powrócili – tak bowiem rzec jest dokładniej – abyśmy starego człowieka odłożywszy, nowego przywdziali i jak w Adamie umarliśmy, tak byśmy w Chrystusie ożyli jako z Chrystusem narodzeni, i z Nim ukrzyżowani, i współpogrzebani, i razem z Nim powstali z martwych.
Św. Grzegorz Teolog, Mowa 38 (tłum. własne)

Św. Mikołaj Kabasilas o naszym wkładzie w zbawienie

Jest element pochodzący od Boga i element naszego starania. Jeden to całkowicie Jego dzieło, drugi zawiera nasze dążenie. Jednakże ten drugi na tyle jest naszym wkładem, na ile poddajemy się łasce i nie trwonimy skarbu, ani nie gasimy pochodni, która już płonie, to znaczy o ile nie wprowadzamy niczego przeciwnego życiu, ani niczego, co rodzi śmierć. Albowiem taki właśnie jest sens wszelkiej ludzkiej dobroci i wszelkiej cnoty: nie kierować miecza przeciwko samemu sobie, nie uciekać od szczęśliwości i nie strącać z własnej głowy zwycięskiego wieńca.
Życie w Chrystusie
Św. Mikołaj Kabasilas

saint_nicholas_cabasilas

Wy jesteście świątynią Boga żywego

Niniejsze kazanie pochodzi z biuletynu Archidiecezji Tiatyry i Wielkiej Brytanii z dnia 27 września 2015.

***

Bracia, wy jesteście świątynią Boga żywego według tego, co rzekł Bóg: «Zamieszkam w nich i będę pośród nich się przechadzał, i będę ich Bogiem, a oni będą mi ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i oddzielcie się – mówi Pan – i tego, co nieczyste, nie dotykajcie, a Ja was przyjmę do siebie, i będę dla was Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan wszechdzierżyciel”. Mając te obietnice, umiłowani, oczyśćmy samych siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świętości w bojaźni Bożej.
2 Kor 6:16-18, 7:1

Dzisiejsze czytanie listu apostolskiego inspiruje nas do pamiętania, że nasza wiara nie jest kwestią intelektualnego lub kulturowego związku z chrześcijańskimi tradycjami naszych rodzimych krajów. Gdyby tak było, nasze życie w ogóle nie różniłoby się od życia niechrześcijan, którzy czasami przewyższają nas, chrześcijan, w miłości i prawości charakteru. Prawdziwa wiara zdecydowanie będzie odbijać się w naszym sposobie życia i odróżniać nas od świata, ponieważ wierzyć oznacza wyznawać wiarę w praktyce, w naszym codziennym życiu, a zwłaszcza w naszych relacjach z innymi ludźmi. „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak wiara bez uczynków jest również martwa” (Jk 2:26).

List św. Pawła przypomina nam dzisiaj, że my, chrześcijanie, powinniśmy odróżniać się od reszty świata przez to, w jaki sposób żyjemy: przez „oczyszczanie siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha” (2 Kor 7:1). Nie oznacza to, że zwyczajnie jakiekolwiek cielesne namiętności nas plamią. Nieczystością jest wszystko, co jest przeciwne Bogu. Idole, o których św. Paweł mówi w swych listach, to nie tylko posągi bożków. Idol, bałwan to coś, co przejmuje nad nami kontrolę i podporządkowuje sobie nasze życie, staje się naszą „ostateczną egzystencjalną troską” (jak ujął to Paul Tillich) tak, że angażujemy w to całe nasze życie, wszystkie nasze wysiłki, nasz potencjał. We współczesnym świecie naturalnym jest dla ludzi poświęcać całe życie budowaniu swego majątku – tak by stać się bogatym; zabieganiu o sukces w swej karierze – aby być ponad resztą i sprawować władzę nad innymi ludźmi; albo zdobyciu sławy, aby otrzymać uznanie i podziw innych ludzi. Te „idole” niewątpliwie doprowadzą nas do konfliktu z Bogiem: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, ponieważ albo jednego będzie nienawidził i drugiego miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzał” (Łk 16:13).

Liturgia św. Bazylego podkreśla, że jednym z największych darów Chrystusa dla ludzkości jest to, że „wyzwolił nas z ułudy idoli”. Zaiste cechuje je ułuda: zamiast bogactwem obdarzają człowieka duchowym ubóstwem i pustką serca, zamiast sukcesem – niepowodzeniem w odkryciu prawdziwego sensu życia, zamiast władzą i kontrolą – słabością i rozkładem pełnych miłości relacji z innymi bliźnimi ludźmi, zamiast sławą – głęboką świadomością braku wartości własnej osoby. Pan wzywa nas do prawdziwego bogactwa, mocy i chwały, których ten świat nie może nam dać: wzywa nas, byśmy zostali Jego dziećmi, Jego mieszkaniem, byśmy sami zostali bogami. Jeśli „te obietnice”, o których mówi Apostoł docierają do serca człowieka i zaczyna on rozumieć rzeczywistość za tymi słowami, w sposób naturalny „wychodzi spośród tych”, którzy żyją bez wiary i nadziei – a ich brak jest stratą, której nie mogą wynagrodzić żadne pociechy świata.

Prawdziwy chrześcijanin staje się świątynią żywego Boga. To nie tylko łaska Boża mieszka w nas. Jak w świątyni, zachowujemy i strzeżemy w sobie najpiękniejsze życie, które Chrystus nam podarował; jak w świątyni, wzniósł On w naszych sercach swoje „idole”, przez które Jemu służymy: nimi są miłość, nadzieja, pokój, radość, pobożność, szczerość, łagodność, prawość charakteru – i wiele innych cnót, które Chrystus złożył w ludzkości, za co nigdy nie przestaniemy Go chwalić ani w tym życiu, ani w wieczności.

Matka Boża

Matka Boża jest ikoną i modelem Kościoła i chrześcijanina: świątyni Bożej ozdobionej cnotami, zamieszkanej przez samego Boga

Mądrość Krzyża w Księdze Przysłów

Synu, nie lekceważ wychowania Pańskiego,
ani nie słabnij przez Niego karcony.
Kogo bowiem miłuje Pan, tego karci,
chłoszcze zaś każdego syna, którego przyjmuje.
Szczęśliwy człowiek, który znalazł mądrość,
i śmiertelnik, który poznał zrozumienie.
Lepiej bowiem jej nabyć, niż skarbnice złota i srebra.
Cenniejsza zaś jest od drogocennych kamieni,
nie sprzeciwi się jej żadne zło.
Sławna jest wśród wszystkich, którzy ją miłują,
nic zaś cennego nie może się jej równać.
Długi bowiem żywot i lata życia w jej prawicy,
zaś w lewicy jej bogactwo i chwała,
z jej ust pochodzi sprawiedliwość,
prawo zaś i miłosierdzie niesie na języku.
Drogi jej to drogi szlachetne,
a wszystkie jej ścieżki z pokojem.
Drzewem życia jest dla wszystkich, którzy się jej trzymają,
i niewzruszona dla tych, którzy opierają się na niej, jak na Panu.
Prz 3:1-18

cross-tree-of-life08

Dzisiejsze nieszpory święta Wywyższenia Życiodajnego Krzyża Pańskiego przynoszą nam trzy czytania ze Starego Testamentu, które – jak to zwykle bywa – otwierają nam oczy na tajemnicę Chrystusa ukrytą w Pismach. Chciałbym tutaj podzielić się refleksją na temat jednego z tych czytań, które zacytowałem powyżej.

Pierwsza część tego czytania poucza nas o Bożym synostwie: Pan, jeśli prawdziwie jest czyimś Ojcem, wychowuje swoje dzieci, co bywa nieprzyjemne, ale zbawienne dla nich. Przez to wychowanie staje się prawdziwie synem. Ale nie jest to zaledwie prawda teoretyczna – to jest prawda, która zrealizowała się w Ewangelii. Bóg posłał swojego jednorodzonego Syna, który zniósł wiele właśnie dlatego, że był Synem Ojca, jak mówi List do Hebrajczyków: «chociaż był Synem, nauczył się przez to, co wycierpiał, posłuszeństwa» (Hbr 5:8). I jako taki jednorodzony Syn staje się przewodnikiem «wielu synów do chwały» (Hbr 2:10). Krzyż Jezusa, Syna Bożego, staje się prawzorem wychowania Pańskiego, Bożego usynowienia – kto chce zostać synem Pana, musi być gotowy na karcenie Pana, na pójście za Jezusem, na przyjęcie Krzyża.

Druga część czytanego fragmentu przechodzi od razu do nauczania o mądrości i jak bardzo jest możliwe, że właśnie ten cały fragment miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: «Podczas gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy domagają się mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego – dla Żydów skandal, a dla pogan głupstwo, ale dla samych powołanych, Żydów i Greków, Chrystusa jako Bożą moc i Bożą mądrość» (1 Kor 1:22-24). Bo oto kiedy Księga Przysłów mówi o prawdziwym synostwie Bożym, które nierozłączne jest z bolesnym procesem wychowania, a my rozumiemy to jako cień Krzyża Syna Bożego, to i mądrość trzeba widzieć w tym świetle. Mądrość, o której mowa, jest bezcenna, lepsza niż wszelkie skarby. I o tym też wiadomo z Ewangelii, bo przecież Chrystus właśnie wzywa, by sprzedać wszystko dawszy jałmużnę, pójść za Nim. On i to ukrzyżowany jest tym skarbem ukrytym na roli i drogocenną perłą, które nabywa się za wszystko, co się posiada, ponieważ On, Jezus, Mądrość Boża, jest bezcenny. I prawdą jest, że szczęśliwy jest śmiertelnik, który znalazł tą Mądrość, ponieważ w Niej znajdzie życie wieczne. Tej Mądrości nie sprzeciwi się żadne zło, bowiem ta Mądrość mówi: «Na świecie macie ucisk, ale bądźcie odważni: Ja zwyciężyłem świat!» (J 16:33).

W jaki sposób Mądrość zwyciężyła? W jaki sposób Mądrość stała się skarbem śmiertelników? Przez Krzyż, do którego przybity został Chrystus-Mądrość. W Jego zranionej prawicy jest zmartwychwstanie i żywot wieczny, w Jego przebitej lewicy są bogactwo i chwała. To Jego język, który za nas smakował octu na Krzyżu, zjednoczył Prawo i miłosierdzie tak, że tchnął z Krzyża na nas swoją sprawiedliwością, Duchem Świętym (J 19:28-30), którym nasycił łaknących i pragnących sprawiedliwości. W tej sprawiedliwości Chrystusa-Mądrości wypełniamy Prawo przez ofiarną miłość dźwigając ciężary bliźnich, jak Jezus wziął na siebie nasz ciężar i otrzymujemy wielkie miłosierdzie poprzez Krzyż.

Kto bierze swój krzyż, by pójść za Jezusem, wstępuje na szlachetną drogę. Kto idzie drogą Krzyża, temu zawsze towarzyszyć będzie pokój, ponieważ to przez Krzyż Syn Boży pojednał nas z Bogiem i ludźmi. To Krzyż jest rajskim Drzewem Życia, ponieważ na nim zawisł Owoc dający nieśmiertelność tym, którzy Go spożywają. Kto idzie przez życie z Krzyżem Jezusa i kto z Krzyżem wkracza w śmierć, ten się nie zawiedzie. Ponieważ na Krzyżu zawisł Ten, który ziemię na wodach powiesił, Krzyż jest umocnieniem całego świata, niewzruszonym oparciem dla wszystkich ufających Panu, który na nim cierpiał. Krzyż jest objawieniem Mądrości, która stworzyła świat i zbawiła człowieka.

Przyjdźcie, wszystkie narody,
oddajmy pokłon błogosławionemu Drzewu,
przez które dokonała się wieczna sprawiedliwość.
Bowiem ten, który przez drzewo zwiódł praojca Adama,
przez Krzyż wpadł w pułapkę
i przez wiarę strącony w nadzwyczajnym upadku jest ten,
który zawładnął gwałtem nad królewskim stworzeniem.
Krwią Bożą jad węża jest zmyty
i zostaje rozwiązane przekleństwo sprawiedliwego potepienia
przez niesprawiedliwy wyrok nad potępionym Sprawiedliwym.
Przez Drzewo bowiem musiało być drzewo uleczone
i przez cierpienie Niecierpiętliwego na Krzyżu
rozwiązane cierpienia potępionego.
Chwała, Chryste Królu, Twojej względem nas wstrząsającej ekonomii,
przez którą zbawiłeś wszystkich
jako Dobry i Przyjaciel człowieka.
Z nieszporów

Krzyżowi Twemu kłaniamy się, Władco,
i święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy!

Chrystus jest pośród nas

Damian._The_Ancient_of_Days

Zatem chrześcijanie znoszą cierpienia i myślą sobie: «Gdzie jest Jezus? Co On teraz robi? Co myśli o nas?» To właśnie w tym miejscu zaczyna się proroctwo. Dowiadujemy się, gdzie dokładnie jest Jezus i co robi, w tej cudownej wizji «podobnego do Syna Człowieczego». Pierwszą rzeczą jaką widzi Jan to siedem złotych świeczników i wyjaśnia to dla nas w wersecie 20. Mówi: «Co do tajemnicy siedmiu gwiazd, które widziałeś w mojej prawej dłoni i siedmiu złotych świeczników: siedem gwiazd to aniołowie siedmiu Kościołów, a świeczniki to siedem Kościołów.» A więc pierwszą rzeczą, jaką Jan widzi w tych świecznikach to Kościoły i zwróćcie uwagę, że Jezus jest wśród, pośrodku tych świeczników. Wiecie dobrze, że w Kościele pozdrawiamy się nawzajem nieustannie tymi słowy: «Chrystus jest pośród nas» i wy odpowiadacie «I jest, i będzie». To nie jest tylko przyjazne pozdrowienie, bracia i siostry. To, co widzicie w wersetach 12-13 to rzeczywistość, że Chrystus nie może zostać oddzielony od swego Kościoła. To jest stwierdzenie chrystologiczne. Kiedy kapłan obraca się od ołtarza do was i mówi: «Chrystus jest pośród nas» i odpowiadacie «I jest, i będzie», to potwierdzacie, że ta wizja jest prawdą. Że gdy jesteście w cerkwi, Chrystus też tam jest. Jest dosłownie pośród świeczników, nie jest odłączony od swego ludu, jest Głową Ciała i nie jest odciętą Głową latającą w powietrzu, odłączoną od chrześcijan. Nie – jest jednym z nami, gdzie my jesteśmy, i On jest, a gdzie On jest, tam i my jesteśmy. Czerpcie radość z tego pozdrowienia: «Chrystus jest pośród nas» z większym zrozumieniem, rozpoznajcie, co mówicie. To niewiarygodna chrystologiczna i eklezjologiczna afirmacja odnośnie do naszego życia.
o. Josiah Trenham (wykład o Księdze Apokalipsy)

Przemienienie Pańskie: Modlitwa i światłość

Zaledwie minionej niedzieli czytany był w Cerkwi tekst Ewangelii św. Mateusza o Jezusie, który przyszedł do uczniów po wzburzonym morzu. Fragment ten zaczyna się jednak interesującym wstępem:

I natychmiast Jezus wymógł na swych uczniach, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg, nim On odprawi tłumy. A odesławszy tłumy, wstąpił na górę, aby modlić się na osobności. Gdy zapadł zmrok, był tam sam.
Mat 14:22-23

Nie jedyny raz Ewangelia ukazuje nam Jezusa oddalającego się w samotności na górę, by się modlić. Oczywiście wydaje się być tajemnicą to, jak wyglądała taka modlitwa Chrystusa, jednak nie do końca jest to prawdą. Właśnie we wczorajsze święto mogliśmy usłyszeć również czytanie z Ewangelii św. Mateusza o innej górze:

I po sześciu dniach bierze ze sobą Jezus Piotra, Jakuba i Jana, brata jego, i prowadzi ich na górę wysoką na osobności. I przemienił się przed nimi, i zajaśniało oblicze Jego, jak słońce, zaś szaty Jego stały się białe jak światłość. I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy z Nim rozmawiali. Zwracając się zaś do Jezusa, Piotr rzekł: Panie, dobrze, że jesteśmy tutaj. Jeśli pragniesz, uczynimy tutaj trzy namioty, dla Ciebie jeden, dla Mojżesza jeden i jeden dla Eliasza. Gdy jeszcze to mówił, oto obłok świetlisty zacienił ich i oto głos z obłoku mówił: To jest Syn mój umiłowany, w którym sobie upodobałem – Jego słuchajcie! A usłyszawszy to uczniowie padli na twarz i przerazili się wielce. I podszedłszy Jezus dotknął ich i powiedział: Powstańcie i nie bójcie się. Wzniósłszy zaś swe oczy, nie ujrzeli nikogo poza samym Jezusem.
Mat 17:1-8

Sam tekst, a za nim Ojcowie, słusznie wskazuje, że to nie tyle Jezus doznał przemiany, ale uczniom dane było ujrzeć coś, co było dotąd przed nimi zakryte. Ale co właściwie zobaczyli? Jezus, który zazwyczaj sam udawał się na modlitwę, tym razem zabrał ich ze sobą i chociaż wiele sensów zawiera w sobie Jego chwalebne przemienienie, bez wątpienia jeden narzuca się tutaj sam: uczniowie ujrzeli swego Pana w modlitwie, takim jakim jest naprawdę. W swym przemienieniu ukazał uczniom nie tylko swoją chwałę, boskość i boskie synostwo, ale ukazał również to, jak wygląda Syn Boży w modlitwie i jak wyglądają ci, którzy w Chrystusie się modlą. Jak więc to wygląda?

Jezus otoczony boską światłością swego Ojca, jaśniejący jak słońce, wysławiony przez Ojca. Ale czy to wszystko? Nie, okazuje się, że Jezus nie jest sam. Uczniowie mają możliwość zobaczyć, że Jezus w swej modlitwie na górze rozmawia również z Mojżeszem i Eliaszem – Mojżeszem, który od piętnastu wieków był przecież umarły, i Eliaszem, który osiem wieków temu został żywcem zabrany do nieba. Jezus rozmawia z umarłymi i z żywymi. Ale inna rzecz nasuwa się od razu. Czy to nie ten Mojżesz, którego oblicze jaśniało chwałą nie do zniesienia po tym, jak rozmawiał z Panem na Górze Synaj? Czy to nie ten Eliasz, który na ognistym rydwanie został wzięty do nieba? Dwaj ludzie modlitwy, dwaj mężowie Boży otoczeni blaskiem, światłością i chwałą. Obaj stanowili zapowiedź chwały wcielonego Syna Bożego, ale byli też czymś więcej, niż znakami. W swych własnych osobach ukazali, co dzieje się z człowiekiem, który prawdziwie się modli, który wchodzi w bliską zażyłość z Bogiem – człowiek taki staje się uczestnikiem Bożej chwały i Bożego życia tak, że nawet setki lat po jego śmierci, rozmawia z Jezusem na objawiając się Apostołom.

Apostołowie dobrze zrozumieli tę prawdę i wielkie musiała wywrzeć na nich wrażenie. Św. Jan, który był z Piotrem i Jakubem na tej górze, w swej Ewangelii przytacza słowa Chrystusa, które kieruje do Ojca, żegnając się z uczniami przed swą męką:

Nie tylko za nich proszę, ale i za tych, którzy uwierzą we mnie poprzez ich słowo, aby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas byli jednym, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. I ja chwałę, którą dałeś mi, im dałem, aby byli jednym, jak my jednym jesteśmy, ja w nich i Ty we mnie, aby byli wydoskonaleni w jednym i aby poznał świat, że Ty mnie posłałeś i umiłowałeś ich, jak mnie umiłowałeś. Ojcze, co dałeś mi, pragnę, aby gdzie ja jestem tam i oni byli ze mną, aby oglądali chwałę moją, którą dałeś mi, ponieważ umiłowałeś mnie przed założeniem świata.
J 17:20-24

Przebywać tam, gdzie Chrystus, być w Jego światłości, prawdziwie modlić się z Nim i w Nim, oznacza być jednym z Ojcem, z Synem i ze Świętym Duchem. Ale nie tylko. To również być jednym ze wszystkimi, którzy są jednym z Chrystusem, którzy żyją w Jego światłości, z «Praojcami, Ojcami, Patriarchami, Prorokami, Apostołami, Kaznodziejami, Ewangelistami, Męczennikami, Wyznawcami, Ascetami oraz każdym duchem sprawiedliwym, który w wierze dopełnił życia» (Liturgia św. Jana Chryzostoma). Z Mojżeszem i Eliaszem, Piotrem, Janem i Jakubem, żywymi i zmarłymi. Ale drogą do tej udziału świętych w światłości (Kol 1:12) jest modlitwa za przykładem Jezusa, w której choćbyśmy byli na osobności, podobnie jak Jezus nigdy nie jesteśmy sami.

seraphim_transfigurationsymeon-icon

Przemienienie św. Serafima z Sarowa (1754-1833) i św. Symeona Nowego Teologa (949–1022)


Czytaj także

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

Obłok świadków, obłok Bożego synostwa