O. A. Schmemann: Świat sam w sobie

garden_of_eden

Nie przez przypadek także i biblijne opowiadanie o upadku człowieka skoncentrowane jest na pokarmie. Człowiek zjadł zakazany owoc. Cokolwiek dałoby się o nim powiedzieć, owoc ów różnił się od wszystkich innych owoców w raju: nie był darem zaoferowanym człowiekowi. Nie podarowany i nie pobłogosławiony przez Boga był to „pokarm sam w sobie”, a nie w Bogu, był obrazem świata kochanego w oderwaniu od Boga, dla niego samego. Kochać nie jest rzeczą łatwą i człowiek pozostawił miłość Bożą bez odzewu. Zakochał się w świecie traktowanym jako cel sam w sobie, w świecie bez łączności z Bogiem. I ten jego egoistyczny stosunek do świata stał się stopniowo czymś samo przez się zrozumiałym. Człowiek zaczął percypować świat jako zamknięty sam w sobie, jako rzeczywistość, w której nie ma obecności Boga. Jest to świat, któremu Ewangelia nadaje miano „świata tego”, świata egzystującego w sobie i w sobie zamkniętego. I człowiek przywykł żyć nie zanosząc dziękczynienia za świat darowany mu przez Boga, po prostu tak zwyczajnie utracił eucharystyczny stosunek do Bożego stworzenia.

Nasz świat jest światem upadłym, jako że utracił on świadomość, że Bóg jest „wszystkim we wszystkim” (! Kor. 1, 28). To zlekceważenie Boga, to grzech pierworodny, w którym dusi się życie. I w tym upadłym świecie nawet religia przestała być zdolna do tego, by ten świat uleczyć i naprawić, albowiem zgodziła się na zamknięcie Boga w „tym, co święte” i przeciwstawieniu Go „temu, co świeckie”. Religia – zaiste straszna to rzecz – pojednała się z „sekularyzmem” z chwilą odsunięcia Boga w sferę „tego, co święte”.

Pierwotne powołanie człowieka polegało na stałym przetwarzaniu przezeń swej naturalnej zależności od świata we współuczestnictwo w Bożym życiu, które jak mówi Ewangelia, było „światłem dla ludzi”. Człowiek stworzony został na kapłana dziękczynienia. Przynosząc świat w akcie dziękczynienia Bogu, w tym akcie, w dziękczynieniu, otrzymał dar życia. Lecz przez grzech pozbawił się tego kapłaństwa. Jego zależność od świata stała się całkowita. Jego miłość zeszła z właściwej drogi. Jak dawniej kocha i jak dawniej łaknie. Uświadamia sobie swoją zależność od tego, co jest poza nim. Jednakowoż i jego miłość i jego zależność za punkt odniesienia mają teraz świat i tylko świat. Człowiek zapomniał, że ten świat, powietrze, pożywienie nie są same przez się zdolne dać nam życia, że źródłem życia są one o tyle, o ile przyjmowane są „ze względu na Boga” i w Bogu jako nosicielu Boskiego życia.

W świecie, w którym coś samo w sobie ma być celem, wszystko przybiera samoistną wartość, lecz tym samym i traci ją, albowiem swój sens i wartość wszystkie rzeczy mają tylko w Bogu; świat napełnia się sensem tylko wtedy, gdy staje się „tajemnicą” Bożej obecności. „Naturalny” świat, świat oderwany od źródła życia, to świat umierający, kosztowanue jego pokarmu to tyle, co wstępowanie w śmierć. Nawet i sam pokarm jest martwy i trzeba go przechowywać w lodówkach niby jakieś martwe zwłoki.

„Zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Życie, którze człowiek wybrał – to życie zubożone i śmiertelne. Bóg pokazał człowiekowi, że zjedzenie ziemskiego pokarmu, który człowiek sam sobie wybrał, poprowadzi go do ziemi, z której wzięty jest i pokarm, i człowiek: „Bo prochem jesteś i w proch sie obrócisz” (Rdz 3, 19). Człowiek utracił autentyczne – „eucharystyczne” – życie, stracił życie samego życia. Przestał być kapłanem świata i stał się jego niewolnikiem.

Wedle biblijnej opowieści dramat ten odbył się „w porze, kiedy był powiew wiatru”, tj. nocą. I kiedy Adam opuścił rajski ogród, jego życie przestało być „eucharystyczne”, przestało być oddawaniem Bogu świata w akcie dziękczynienia i Adam wraz z sobą, w ciemności, poprowadził świat. W bizantyńskim hymnie o wygnaniu człowieka z raju Adam przedstawiony jest jak siedzi u wrót raju ze zwróconą ku nim twarzą. I płacze. Oto obraz człowieka w upadłym świecie…

o. Aleksander Schmemann, Za życie świata, s. 12-14

Św. Mikołaj Kabasilas o naszym wkładzie w zbawienie

Jest element pochodzący od Boga i element naszego starania. Jeden to całkowicie Jego dzieło, drugi zawiera nasze dążenie. Jednakże ten drugi na tyle jest naszym wkładem, na ile poddajemy się łasce i nie trwonimy skarbu, ani nie gasimy pochodni, która już płonie, to znaczy o ile nie wprowadzamy niczego przeciwnego życiu, ani niczego, co rodzi śmierć. Albowiem taki właśnie jest sens wszelkiej ludzkiej dobroci i wszelkiej cnoty: nie kierować miecza przeciwko samemu sobie, nie uciekać od szczęśliwości i nie strącać z własnej głowy zwycięskiego wieńca.
Życie w Chrystusie
Św. Mikołaj Kabasilas

saint_nicholas_cabasilas

Wy jesteście świątynią Boga żywego

Niniejsze kazanie pochodzi z biuletynu Archidiecezji Tiatyry i Wielkiej Brytanii z dnia 27 września 2015.

***

Bracia, wy jesteście świątynią Boga żywego według tego, co rzekł Bóg: «Zamieszkam w nich i będę pośród nich się przechadzał, i będę ich Bogiem, a oni będą mi ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i oddzielcie się – mówi Pan – i tego, co nieczyste, nie dotykajcie, a Ja was przyjmę do siebie, i będę dla was Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan wszechdzierżyciel”. Mając te obietnice, umiłowani, oczyśćmy samych siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świętości w bojaźni Bożej.
2 Kor 6:16-18, 7:1

Dzisiejsze czytanie listu apostolskiego inspiruje nas do pamiętania, że nasza wiara nie jest kwestią intelektualnego lub kulturowego związku z chrześcijańskimi tradycjami naszych rodzimych krajów. Gdyby tak było, nasze życie w ogóle nie różniłoby się od życia niechrześcijan, którzy czasami przewyższają nas, chrześcijan, w miłości i prawości charakteru. Prawdziwa wiara zdecydowanie będzie odbijać się w naszym sposobie życia i odróżniać nas od świata, ponieważ wierzyć oznacza wyznawać wiarę w praktyce, w naszym codziennym życiu, a zwłaszcza w naszych relacjach z innymi ludźmi. „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak wiara bez uczynków jest również martwa” (Jk 2:26).

List św. Pawła przypomina nam dzisiaj, że my, chrześcijanie, powinniśmy odróżniać się od reszty świata przez to, w jaki sposób żyjemy: przez „oczyszczanie siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha” (2 Kor 7:1). Nie oznacza to, że zwyczajnie jakiekolwiek cielesne namiętności nas plamią. Nieczystością jest wszystko, co jest przeciwne Bogu. Idole, o których św. Paweł mówi w swych listach, to nie tylko posągi bożków. Idol, bałwan to coś, co przejmuje nad nami kontrolę i podporządkowuje sobie nasze życie, staje się naszą „ostateczną egzystencjalną troską” (jak ujął to Paul Tillich) tak, że angażujemy w to całe nasze życie, wszystkie nasze wysiłki, nasz potencjał. We współczesnym świecie naturalnym jest dla ludzi poświęcać całe życie budowaniu swego majątku – tak by stać się bogatym; zabieganiu o sukces w swej karierze – aby być ponad resztą i sprawować władzę nad innymi ludźmi; albo zdobyciu sławy, aby otrzymać uznanie i podziw innych ludzi. Te „idole” niewątpliwie doprowadzą nas do konfliktu z Bogiem: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, ponieważ albo jednego będzie nienawidził i drugiego miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzał” (Łk 16:13).

Liturgia św. Bazylego podkreśla, że jednym z największych darów Chrystusa dla ludzkości jest to, że „wyzwolił nas z ułudy idoli”. Zaiste cechuje je ułuda: zamiast bogactwem obdarzają człowieka duchowym ubóstwem i pustką serca, zamiast sukcesem – niepowodzeniem w odkryciu prawdziwego sensu życia, zamiast władzą i kontrolą – słabością i rozkładem pełnych miłości relacji z innymi bliźnimi ludźmi, zamiast sławą – głęboką świadomością braku wartości własnej osoby. Pan wzywa nas do prawdziwego bogactwa, mocy i chwały, których ten świat nie może nam dać: wzywa nas, byśmy zostali Jego dziećmi, Jego mieszkaniem, byśmy sami zostali bogami. Jeśli „te obietnice”, o których mówi Apostoł docierają do serca człowieka i zaczyna on rozumieć rzeczywistość za tymi słowami, w sposób naturalny „wychodzi spośród tych”, którzy żyją bez wiary i nadziei – a ich brak jest stratą, której nie mogą wynagrodzić żadne pociechy świata.

Prawdziwy chrześcijanin staje się świątynią żywego Boga. To nie tylko łaska Boża mieszka w nas. Jak w świątyni, zachowujemy i strzeżemy w sobie najpiękniejsze życie, które Chrystus nam podarował; jak w świątyni, wzniósł On w naszych sercach swoje „idole”, przez które Jemu służymy: nimi są miłość, nadzieja, pokój, radość, pobożność, szczerość, łagodność, prawość charakteru – i wiele innych cnót, które Chrystus złożył w ludzkości, za co nigdy nie przestaniemy Go chwalić ani w tym życiu, ani w wieczności.

Matka Boża

Matka Boża jest ikoną i modelem Kościoła i chrześcijanina: świątyni Bożej ozdobionej cnotami, zamieszkanej przez samego Boga

Przemienienie Pańskie: Modlitwa i światłość

Zaledwie minionej niedzieli czytany był w Cerkwi tekst Ewangelii św. Mateusza o Jezusie, który przyszedł do uczniów po wzburzonym morzu. Fragment ten zaczyna się jednak interesującym wstępem:

I natychmiast Jezus wymógł na swych uczniach, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg, nim On odprawi tłumy. A odesławszy tłumy, wstąpił na górę, aby modlić się na osobności. Gdy zapadł zmrok, był tam sam.
Mat 14:22-23

Nie jedyny raz Ewangelia ukazuje nam Jezusa oddalającego się w samotności na górę, by się modlić. Oczywiście wydaje się być tajemnicą to, jak wyglądała taka modlitwa Chrystusa, jednak nie do końca jest to prawdą. Właśnie we wczorajsze święto mogliśmy usłyszeć również czytanie z Ewangelii św. Mateusza o innej górze:

I po sześciu dniach bierze ze sobą Jezus Piotra, Jakuba i Jana, brata jego, i prowadzi ich na górę wysoką na osobności. I przemienił się przed nimi, i zajaśniało oblicze Jego, jak słońce, zaś szaty Jego stały się białe jak światłość. I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy z Nim rozmawiali. Zwracając się zaś do Jezusa, Piotr rzekł: Panie, dobrze, że jesteśmy tutaj. Jeśli pragniesz, uczynimy tutaj trzy namioty, dla Ciebie jeden, dla Mojżesza jeden i jeden dla Eliasza. Gdy jeszcze to mówił, oto obłok świetlisty zacienił ich i oto głos z obłoku mówił: To jest Syn mój umiłowany, w którym sobie upodobałem – Jego słuchajcie! A usłyszawszy to uczniowie padli na twarz i przerazili się wielce. I podszedłszy Jezus dotknął ich i powiedział: Powstańcie i nie bójcie się. Wzniósłszy zaś swe oczy, nie ujrzeli nikogo poza samym Jezusem.
Mat 17:1-8

Sam tekst, a za nim Ojcowie, słusznie wskazuje, że to nie tyle Jezus doznał przemiany, ale uczniom dane było ujrzeć coś, co było dotąd przed nimi zakryte. Ale co właściwie zobaczyli? Jezus, który zazwyczaj sam udawał się na modlitwę, tym razem zabrał ich ze sobą i chociaż wiele sensów zawiera w sobie Jego chwalebne przemienienie, bez wątpienia jeden narzuca się tutaj sam: uczniowie ujrzeli swego Pana w modlitwie, takim jakim jest naprawdę. W swym przemienieniu ukazał uczniom nie tylko swoją chwałę, boskość i boskie synostwo, ale ukazał również to, jak wygląda Syn Boży w modlitwie i jak wyglądają ci, którzy w Chrystusie się modlą. Jak więc to wygląda?

Jezus otoczony boską światłością swego Ojca, jaśniejący jak słońce, wysławiony przez Ojca. Ale czy to wszystko? Nie, okazuje się, że Jezus nie jest sam. Uczniowie mają możliwość zobaczyć, że Jezus w swej modlitwie na górze rozmawia również z Mojżeszem i Eliaszem – Mojżeszem, który od piętnastu wieków był przecież umarły, i Eliaszem, który osiem wieków temu został żywcem zabrany do nieba. Jezus rozmawia z umarłymi i z żywymi. Ale inna rzecz nasuwa się od razu. Czy to nie ten Mojżesz, którego oblicze jaśniało chwałą nie do zniesienia po tym, jak rozmawiał z Panem na Górze Synaj? Czy to nie ten Eliasz, który na ognistym rydwanie został wzięty do nieba? Dwaj ludzie modlitwy, dwaj mężowie Boży otoczeni blaskiem, światłością i chwałą. Obaj stanowili zapowiedź chwały wcielonego Syna Bożego, ale byli też czymś więcej, niż znakami. W swych własnych osobach ukazali, co dzieje się z człowiekiem, który prawdziwie się modli, który wchodzi w bliską zażyłość z Bogiem – człowiek taki staje się uczestnikiem Bożej chwały i Bożego życia tak, że nawet setki lat po jego śmierci, rozmawia z Jezusem na objawiając się Apostołom.

Apostołowie dobrze zrozumieli tę prawdę i wielkie musiała wywrzeć na nich wrażenie. Św. Jan, który był z Piotrem i Jakubem na tej górze, w swej Ewangelii przytacza słowa Chrystusa, które kieruje do Ojca, żegnając się z uczniami przed swą męką:

Nie tylko za nich proszę, ale i za tych, którzy uwierzą we mnie poprzez ich słowo, aby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas byli jednym, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. I ja chwałę, którą dałeś mi, im dałem, aby byli jednym, jak my jednym jesteśmy, ja w nich i Ty we mnie, aby byli wydoskonaleni w jednym i aby poznał świat, że Ty mnie posłałeś i umiłowałeś ich, jak mnie umiłowałeś. Ojcze, co dałeś mi, pragnę, aby gdzie ja jestem tam i oni byli ze mną, aby oglądali chwałę moją, którą dałeś mi, ponieważ umiłowałeś mnie przed założeniem świata.
J 17:20-24

Przebywać tam, gdzie Chrystus, być w Jego światłości, prawdziwie modlić się z Nim i w Nim, oznacza być jednym z Ojcem, z Synem i ze Świętym Duchem. Ale nie tylko. To również być jednym ze wszystkimi, którzy są jednym z Chrystusem, którzy żyją w Jego światłości, z «Praojcami, Ojcami, Patriarchami, Prorokami, Apostołami, Kaznodziejami, Ewangelistami, Męczennikami, Wyznawcami, Ascetami oraz każdym duchem sprawiedliwym, który w wierze dopełnił życia» (Liturgia św. Jana Chryzostoma). Z Mojżeszem i Eliaszem, Piotrem, Janem i Jakubem, żywymi i zmarłymi. Ale drogą do tej udziału świętych w światłości (Kol 1:12) jest modlitwa za przykładem Jezusa, w której choćbyśmy byli na osobności, podobnie jak Jezus nigdy nie jesteśmy sami.

seraphim_transfigurationsymeon-icon

Przemienienie św. Serafima z Sarowa (1754-1833) i św. Symeona Nowego Teologa (949–1022)


Czytaj także

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

Obłok świadków, obłok Bożego synostwa

Darmowy ebook – «Ideał ascetyczny a Nowy Testament»!

fr-george-florovsky_2jpg

o. Jerzy Florowski

Chciałbym się z Wami podzielić tym razem owocem mojej dłuższej pracy. Przygotowałem tłumaczenie tekstu śp. o. Jerzego Florowskiego, wybitnego prawosławnego teologa i ekumenisty, pt. Ideał ascetyczny a Nowy Testament: Refleksje nad krytyką teologii Reformacji. W tym dość obszernym artykule o. Florowski polemizuje z myślą Reformacji, w szczególności z myślą luterańską reprezentowaną przez Andersa Nygrena, która odrzuciła monastycyzm i ascezę. Analizując Ewangelię św. Mateusza i Listy Apostolskie, o. Florowski ukazuje zrównoważoną wizję Nowego Testamentu, wizję inicjatywy Bożej i odkupienia w Chrystusie, ale również zobowiązania człowieka do realnej i wytężonej współpracy z Łaską Bożą, by to zbawienie sobie przyswoić. W konsekwencji tego obszernego przeglądu o. Florowski uwiarygodnia tezę, że właśnie monastycyzm i jego ascetyczny duch są wiernymi kontynuatorami orędzia Nowego Testamentu do chrześcijan. Zapraszam serdecznie do lektury. Pozwoliłem sobie jednakże wykorzystać tę publikację do promocji mojej skromnej strony. Aby uzyskać PDF, będziecie musieli udostępnić na jednym z serwisów społecznościowych linka do tego wpisu. Wystarczy kliknąć na baner poniżej, a serwis już poprowadzi Was dalej.

 

Met. Jan Zizioulas o encyklice «Laudato Si’»

Metropolita Jan Zizioulas, biskup Pergamonu, jest jednym z najwybitniejszych współczesnych teologów prawosławnych. Jest również współprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu między Kościołem Katolickim i Wschodnimi Kościołami Prawosławnymi. W miniony czwartek miał okazję uczestniczyć w ogłoszeniu najnowszej papieskiej encykliki Laudato Si’, dzięki czemu mógł wygłosić krótki prawosławny komentarz do encykliki jako przedstawiciel Patriarchatu Ekumenicznego. Poniżej zamieszczam przekład własny jego bardzo ciekawego wystąpienia (tłumaczenie z wersji angielskiej dostępnej na stronie Greckiej Archidiecezji Prawosławnej w Ameryce).

Metropolita Jan Zizioulas

Metropolita Jan Zizioulas

Komentarz do encykliki papieża Franciszka pt. „Laudato si”

Metropolita Jan (Zizioulas), bp Pergamonu

Wprowadzenie

Chciałbym rozpocząć od wyrażenia mojej głębokiej wdzięczności z powodu dostąpienia zaszczytu, jakim jest bycie zaproszonym do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, w ogłoszeniu nowej encykliki Jego Świątobliwości Papieża Franciszka, „Laudato Si’”. Jestem również zaszczycony faktem, że Jego Świątobliwość, Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej, poprosił mnie o przekazanie wam wyrazów jego osobistej radości i satysfakcji z powodu wydania tej encykliki. Jak niektórzy zapewne wiecie, Patriarchat Ekumeniczny był jednym z pierwszych w świecie chrześcijańskim, który zwrócił uwagę światowej społeczności na powagę problemu ekologicznego oraz obowiązku Kościoła do zgłaszania swego zaniepokojenia i podejmowania prób włączenia się za sprawą wszelkich duchowych środków, jakie ma na podorędziu, do ochrony naszego środowiska naturalnego. Toteż już w roku 1989 Patriarcha Ekumeniczny Dimitrios wydał encyklikę skierowaną do wiernych chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli, w której podkreślił powagę problemu ekologicznego i jego teologicznych oraz duchowych wymiarów. Za tym podążyła seria działań takich, jak organizacja międzynarodowych konferencji przywódców religijnych i ekspertów naukowych, jak również seminariów dla ludzi młodych, dla posługujących w Kościele itp. pod auspicjami obecnego Patriarchy Ekumenicznego, mających na celu promocję świadomości ekologicznej wśród chrześcijan w szczególności oraz w szerszej wspólnocie mężczyzn i kobiet.

Wydanie encykliki „Laudato Si’” jest zatem okazją do wielkiej radości i satysfakcji dla prawosławnych. W ich imieniu pragnę wyrazić naszą głęboką wdzięczność Jego Świątobliwości za wzniesienie swego pełnego autorytetu głosu, by przyciągnąć uwagę świata ku pilnej potrzebie ochrony Bożego stworzenia przed szkodami, które my, ludzie wyrządzamy za sprawą naszego zachowania względem przyrody. Encyklika pojawia się w krytycznym momencie w ludzkich dziejach i niewątpliwie będzie miała globalny wpływ na świadomość ludzi.

Ci, którzy będą czytać encyklikę, będą pod wrażeniem głębi i przenikliwości, z jaką potraktowany jest ekologiczny problem i z jaką wykazana jest jego powaga, do społu z konkretnymi sugestiami i propozycjami tego, jak należy działać, by zmierzyć się z jego konsekwencjami. Materiał zawarty na jej stronach da do myślenia każdemu: naukowcowi, ekonomiście, socjologowi, a nade wszystko wszystkim wiernym Kościoła. Mój własny komentarz ograniczy się do bogactwa teologicznej myśli i duchowości encykliki. Czas i objętość uniemożliwiają mi oddanie całej sprawiedliwości potraktowaniu tych aspektów. Ograniczę się zatem do następujących punktów:

Teologiczne znaczenie ekologii;
Duchowy wymiar problemu ekologicznego; oraz
Ekumeniczne znaczenie encykliki.

1. Teologia i ekologia

Co wspólnego ma ekologia z teologią? W tradycyjnych podręcznikach do teologii ledwo można znaleźć jakiekolwiek miejsce na ekologię i to samo jest prawdą w stosunku do akademickich sylabusów szkół teologicznych: katolickich, prawosławnych i protestanckich. Encyklika poświęca cały rozdział (roz. 2), by ukazać głębokie ekologiczne implikacje chrześcijańskiej nauki o stworzeniu. Wskazuje, że zgodnie z Biblią „ludzka egzystencja opiera się na trzech podstawowych relacjach ściśle ze sobą związanych: na relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z ziemią” (par. 66). Ta trzecia relacja, tj. z ziemią, była bardzo często ignorowana przez chrześcijańską teologię do tego stopnia, że amerykański historyk Lynn White w słynnym już dzisiaj artykule w magazynie Scientist (1967) oskarżał chrześcijańską teologię o ponoszenie odpowiedzialności za współczesny kryzys ekologiczny. Jest bowiem prawdą, że w teologii chrześcijańskiej istota ludzka została tak bardzo wywyższona ponad materialne stworzenie, że ludzie mogli traktować je jako materiał służący do zaspokajania swoich potrzeb i pragnień. Człowiek został zdenaturalizowany i w swym nadużyciu oraz błędnym wykorzystaniu biblijnego nakazu danego pierwszej parze – „bądźcie płodni i rozmnażajcie się, i czyncie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1:28) – ludzkość została zachęcona do wykorzystywania materialnego stworzenia bez ograniczeń, bez szacunku dla jego integralności, a nawet świętości.

To podejście do stworzenia nie tylko prowadziło do nadużyć biblijnej nauki, ale jednocześnie było sprzeczne z fundamentalnymi zasadami chrześcijańskiej wiary. Jedną z nich jest wiara we Wcielenie Chrystusa. Przyjmując ludzką naturę Syn Boży przyjął materialne stworzenie w jego całości. Chrystus przyszedł, by zbawić całe stworzenie poprzez Wcielenie, nie tylko ludzkość; bowiem według św. Pawła (Rz 8:23) „całe stworzenie wzdycha w bólu i cierpi” oczekując swego wybawienia poprzez ludzkość.

Inna fundamentalna zasada wiary chrześcijańskiej, która posiada istotne ekologiczne implikacje, ma związek z samym sercem Kościoła, którym jest Święta Eucharystia. W celebracji Eucharystii Kościół ofiarowuje Bogu materialny świat w formie chleba i wina. W tym Sakramencie przestrzeń, czas i materia zostają uświęcone; są wzniesione do Stwórcy z dziękczynieniem, jako Jego dary dla nas; stworzenie jest uroczyście ogłoszone Bożym darem, a ludzie zamiast jako właściciele stworzenia działają jako jego kapłani, którzy wznoszą je do świętości boskiego życia. To przywodzi na myśl poruszające słowa św. Franciszka z Asyżu, którymi rozpoczyna się encyklika: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez Siostrę naszą, Matkę Ziemię.” Jak ujęliby to św. Grzegorz Palamas i inni greccy Ojcowie, całe stworzenie jest przeniknięte Bożą obecnością za sprawą Jego boskich energii; wszystko obwieszcza Bożą chwałę, jak powiada Psalmista, i człowiek przewodzi kosmicznemu chórowi uwielbienia Boga jako kapłan stworzenia. Ten sposób rozumienia miejsca i misji ludzkości w stworzeniu jest wspólny dla wschodniej i zachodniej tradycji chrześcijańskiej i ma szczególne znaczenie dla kultywowania ekologicznego etosu.

2. Duchowy wymiar

Jak wynika jasno z encykliki, kryzys ekologiczny jest w swej istocie problemem duchowym. Właściwa więź pomiędzy ludzkością i ziemią lub jej środowiskiem naturalnym została zerwana wraz z Upadkiem zarówno zewnętrznie, jak i w nas, a zerwaniem tym jest grzech. Kościół musi teraz wprowadzić do swego nauczania o grzechu grzech przeciwko środowisku, grzech ekologiczny. Pokajanie musi być rozszerzone, by objąć również zniszczenie, które przynosimy przyrodzie zarówno jako jednostki, jak i jako społeczeństwa. Musi to pojawić się w sumieniu każdego chrześcijanina, który troszczy się o swoje zbawienie.

Zerwanie właściwej relacji pomiędzy ludzkością i naturą wynika ze wzrostu indywidualizmu w naszej kulturze. Dążenie do jednostkowego szczęścia stało się ideałem w naszych czasach. Grzech ekologiczny ma swoją przyczynę w ludzkiej zachłanności, która zaślepia mężczyzn i kobiety aż do poziomu ignorowania i bagatelizowania podstawowej prawdy, że szczęście jednostki zależy od jej więzi z resztą istot ludzkich. Istnieje społeczny wymiar w ekologii, który encyklika przedstawia bardzo jasno. Kryzys ekologiczny idzie ręka w rękę z rozprzestrzenianiem się społecznej niesprawiedliwości. Nie możemy z powodzeniem zmierzyć się z jednym bez odniesienia się do drugiego.

Ekologiczny grzech jest grzechem nie tylko przeciwko Bogu, ale również przeciwko naszemu bliźniemu. I jest to grzech nie tylko przeciwko innym w naszych czasach, ale również – i to jest poważne – przeciwko przyszłym pokoleniom. Zniszczywszy naszą planetę z powodu pragnienia zaspokojenia naszej żądzy szczęścia, pozostawiamy przyszłym pokoleniom świat zepsuty i niedający się naprawić ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, jakie będzie to nieść dla ich życia. Musimy działać zatem odpowiedzialnie względem naszych dzieci i tych, którzy przyjdą po nas w tym życiu.

Wszystko to wzywa nas do tego, co możemy nazwać ekologiczną ascezą. To znaczące, że wielkie postaci chrześcijańskiej tradycji ascetycznej były wszystkie bardzo wrażliwe na cierpienie wszystkich stworzeń. Odpowiednicy św. Franciszka z Asyżu są bardzo powszechni w monastycznej tradycji Wschodu. Istnieją opowieści o życiu świętych pustyni, które przedstawiają ascetów opłakujących cierpienie lub śmierć każdego stworzenia i prowadzących pełną pokoju i przyjazną koegzystencję nawet z dzikimi zwierzętami. To nie jest romantyczna wizja. To wypływa z kochającego serca i przekonania, że między światem przyrody i nami istnieje organiczna jedność oraz współzależność, która sprawia, że dzielimy jeden los tak, jak mamy tego samego Stwórcę.

Asceza jest nieprzyjemną ideą w naszej obecnej kulturze, która mierzy szczęście i postęp wzrostem kapitału i konsumpcji. Byłoby czymś nierealistycznym oczekiwać od naszych społeczeństw przyjęcia ascezy takiej, jak ta, która była udziałem św. Franciszka i Ojców Pustyni. Ale duch i etos ascezy może i musi zostać przyjęty, jeśli nasza planeta ma przetrwać. Powstrzymanie zużycia surowców naturalnych jest realistycznym podejściem i muszą znaleźć się sposoby, które mogłyby ograniczyć niezmierzone marnotrawstwo materiałów naturalnych. Technologia i nauka muszą poświęcić swe wysiłki takiemu zadaniu. Jest bardzo wiele inspiracji i pomocy, którą można uzyskać z samej encykliki w tym względzie.

Na końcu, duchowość musi przenikać nasz ekologiczny etos za sprawą modlitwy. Encyklika podaje pewne piękne przykłady tego, jak można się modlić o ochornę Bożego stworzenia. Z modlitw cytowanych na końcu encykliki porusza mnie następujący wycinek:

Boże, ulecz nasze życie,
byśmy strzegli świata, a nie łupili go,
byśmy rozsiewali piękno, a nie skażenie i zniszczenie.
Dotknij serc
tych, którzy szukają jedynie zysków
kosztem ubogich i ziemi.
Naucz nas odkrywania wartości każdej rzeczy,
kontemplowania w zadziwieniu,
uznania, że jesteśmy głęboko zjednoczeni
z każdym stworzeniem
w naszej pielgrzymce ku Twej nieskończonej światłości.

W tym punkcie chciałbym wspomnieć, że Patriarcha Ekumeniczny zdecydował już w 1989, by 1. września każdego roku był poświęcony na modlitwę o środowisko. Ta data według prawosławnego kalendarza liturgicznego, którego początki sięgają czasów bizantyjskich, to pierwszy dzień roku kościelnego. Liturgiczne nabożeństwo tego dnia zawiera modlitwy o stworzenie i Patriarchat Ekumeniczny zlecił współczesnemu hymnografowi z Góry Atos skomponowanie hymnów specjalnie na ten dzień. 1. września każdego roku jest teraz poświęcony przez prawosławnych środowisku. Czy mogłoby się to stać dniem takiej modlitwy dla wszystkich chrześcijan? To oznaczałoby krok w stronę zbliżenia między nimi.

To zaś prowadzi mnie do mojej ostatniej uwagi do papieskiej encykliki, mianowicie jej ekumenicznego znaczenia.

3. Ekumeniczne znaczenie encykliki

Istnieją moim zdaniem trzy wymiary ekumenizmu. Pierwszy możemy nazwać ekumenizmem w czasie, wyrażenie to często było używane przez jednego z największych prawosławnych teologów minionego stulecia, śp. o. Georgesa Florovsky’ego. Rozumiemy przez nie wysiłek podzielonych chrześcijan w kierunku zjednoczenia na podstawie ich wspólnej Tradycji, nauczania Biblii i Ojców Kościoła. To jest przedmiotem teologicznych dialogów, które mają miejsce w ruchu ekumenicznym naszych czasów i wydaje się być dominująca formą ekumenizmu.

W tym samym czasie ekumenizm w przestrzeni jest również praktykowany poprzez różne międzynarodowe instytucje takie jak Światowa Rada Kościołów i jej podobne ciała ekumeniczne, które gromadzą podzielonych chrześcijan, aby różne kulturowe konteksty, w których żyją, mogły zostać wzięte pod rozwagę w poszukiwaniu jedności. To zbliżyło chrześcijan z Azji, Ameryki, Europy, Ameryki Łacińskiej itd. – to wyraz powszechności Kościoła chrześcijańskiego.

Do tych dwóch wymiarów, które zdominowały ekumeniczną scenę na minione sto lat, musimy dodać, jak sądzę, trzeci, który zazwyczaj jest zaniedbywany, mianowicie coś, co nazwałbym ekumenizmem egzystencjalnym. Przez to mam na myśli wysiłek, by zmierzyć się z najgłębszymi egzystencjalnymi problemami, które zajmują ludzkość w jej całości – nie po prostu w poszczególnych miejscach lub w określonych klasach ludzi. Ekologia jest bez wątpienia najbardziej oczywistym kandydatem w tym przypadku.

Wierzę, że znaczenie papieskiej encykliki „Laudato Si’” nie jest ograniczone do tematu ekologii jako takiej. Widzę w niej ważny wymiar ekumeniczny przez to, że jednoczy podzielonych chrześcijan wobec wspólnego zadania, z którym muszą się zmierzyć razem. Żyjemy w czasach, gdy fundamentalne egzystencjalne problemy przerastają nasze tradycyjne podziały i czynią je względnymi niemal do punktu zupełnego zaniku. Zwróćmy uwagę dla przykładu na to, co ma miejsce dzisiaj na Bliskim Wschodzie: czy ci, którzy prześladują chrześcijan, pytają ich, do jakiego Kościoła lub konfesji przynależą? Chrześcijańska jedność w takich wypadkach jest de facto zrealizowana poprzez prześladowanie i krew – ekumenizm męczeństwa.

Groźba jaką stawia przed nami kryzys ekologiczny podobnie przekracza nasze tradycyjne podziały. Niebezpieczeństwo, które wisi nad naszym wspólnym domem, planetą, na której mieszkamy, jest opisane w encyklice w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do egzystencjalnego ryzyka, z którym musimy się zmierzyć. To ryzyko jest współne dla nas wszystkich bez względu na kościelne lub konfesyjne tożsamości. W równym stopniu wspólny musi być nasz wysiłek, by zapobiec katastrofalnym skutkom obecnej sytuacji. Encyklika Papieża Franciszka jest wezwaniem do jedności – jedności w modlitwie o środowisko, w tej samej Ewangelii stworzenia, w nawróceniu naszych serc i naszych stylów życia, byśmy szanowali i kochali każdego i wszystko, co zostało nam dane przez Boga. Jesteśmy za to wdzięczni.

Watykan, 18.06.2015

E-book «Acedia – duchowa depresja» za darmo!

Wydawnictwo tynieckie po raz kolejny obdarowuje nas wartościową, ogólnie dostępną publikacją. Tym razem z obfitych zasobów wydawnictwa na temat acedii przygotowało krótkie opracowanie Włodzimierza Zatorskiego OSB. Jeśli chcesz się dowiedzieć, czym jest acedia, jak działa i jak ją uleczyć, koniecznie zajrzyj na stronę benedyktyńskiego wydawnictwa!

Pan jest naszym zwierciadłem: Święto Wszystkich Świętych

Synaxis_of_all_saints_(icon)

Oto Pan jest naszym zwierciadłem,
otwórzcie swe oczy i ujrzyjcie je w Nim,
i poznajcie, jak wygląda wasze oblicze,
i wychwalajcie Jego Ducha,
i zetrzyjcie farbę ze swej twarzy,
i umiłujcie Jego świętość, i przywdziejcie ją,
a będziecie bez skazy zawsze z Nim.
Hallelujah!
Ody Salomona: Oda 13

Dzisiaj jest święto wszystkich świętych. Tych, którzy spojrzeli na Pana i ujrzeli w Nim to, jak wygląda prawdziwy człowiek. Tych, którzy przez Niego przejrzeli. Tych, którzy patrząc na Pana, rozpoznali, że sami są splamieni, że maskują i szpecą obraz Boży, który w sobie noszą. Tych, którzy zostali oświeceni przez Ducha Świętego, by mogli umiłować świętość Jezusa, zmyć z siebie brud i fałszywy makijaż, a odziać się nieskazitelność ich Pana.

To święto to świadectwo wielkiej łaski Ducha Świętego dla świata darowanej we wspólnocie Ciała Chrystusa – Kościoła. Ale to również wielkie wezwanie, zaproszenie: spójrzmy wraz ze świętymi w oblicze Pana, przejrzyjmy się w Nim, rozpoznajmy, co jest w nas nie tak, rozpoznajmy, do czego jesteśmy naprawdę powołani i uwolnijmy się z półśrodków i substytutów. Stańmy się prawdziwymi ludźmi, tak jak Jezus i święci są prawdziwymi ludźmi, prawdziwymi osobami, żyjącymi naprawdę, żyjącymi pełnią życia. Nie bójmy się prawdy o sobie, nie bójmy się spojrzeć Jezusowi w oczy, bo to nasze i Jego spojrzenie jest źródłem uleczenia, oświecenia i głębokiej przemiany. Umiłujmy Jego świętość, która ma stać się nasza świętością, a będziemy zawsze bez skazy z Nim – i z wszystkimi, którzy umiłowali Jego Oblicze.

Pan zaś jest Duchem, a gdzie Ducha Pana – tam wolność! My zaś wszyscy, którzy z odsłoniętym obliczem przyglądamy się chwale Pana, w ten sam obraz jesteśmy przemieniani – z chwały w chwałę poprzez Ducha Pańskiego.
2 Kor 3:17-18

Zaprzeć się siebie

Jeśli ktoś pragnie iść za mną, niechaj wyprze się siebie, weźmie swój krzyż i niech podąża za mną.
Mt 16:24

Słowa Pana o zaparciu się siebie i wzięciu swojego krzyża trzeba rozumieć w świetle Jego zaparcia się siebie i Jego Krzyża. Syn Boży wyrzekł się swojej chwały, swojej mocy, swojego bogactwa z miłości do swego Ojca i do ludzi – stał się człowiekiem, dał się upokorzyć, dał się poniżyć i zmieszać z błotem. Nie szukał swej wartości w samym sobie, w tym co posiadał, w tym kim był, ale we wszystkim czerpał swą wartość z wierności Ojcu i służby ludziom. Krzyż to zwieńczenie tej rzeczywistości, Jezus wyrzekł się swego życia do końca z wiarą, że Ojciec jest jedynym prawdziwym źródłem wszelkiego dobra.

Wedle słów Chrystusa my też powinniśmy powiedzieć o sobie «Nie znam tego człowieka», zapomnieć o sobie, zgubić siebie, a zacząć żyć w całości dla Boga i ludzi. My też powinniśmy zrezygnować z poszukiwania swej wartości w tym, kim jesteśmy, co umiemy, co posiadamy, co ludzie o nas sądzą, nie bać się straty, wyjścia na głupców, na biedaków. Nic nam nie powinno stanąć na drodze do Królestwa, ale przede wszystkim nie powinniśmy stanąć my sami. Nie jest trudno winić innych i cały świat za nasze niedomagania, nie jest trudno próbować dostosowywać rzeczywistość pod siebie, byle tylko łatwiej nam było przejść przez życie z wiarą. Ale Jezus pokazuje inną drogę: zacznij od siebie, sam jesteś przeszkodą, pozbądź się siebie. Pokłóciłeś się z kimś i wiesz, że masz rację w tym sporze? To nie ważne – uniż się przed tą osobą, zapomnij o swojej racji i szukaj zgody i przyjaźni. Ktoś wymaga od ciebie więcej niż powinien? Nie szkodzi – czyń to, czego wymaga, a szukaj nawet sposobu by zrobić jeszcze więcej. Masz oszczędności, które długo zbierałeś na jakiś cel, na jakiś zakup dla siebie, ale ktoś prosi cię o pieniądze? Daj i zapomnij o tym, że w ogóle je miałeś, nie spodziewaj się zwrotu. To jest Krzyż – kiedy człowiek go bierze i daje się ukrzyżować, zamienia się w źródło wody żywej, w lampę w ciemnym pokoju, która nigdy nie gaśnie. Nic nie ma, a zawsze ubogaca wszystkich dookoła, wydaje się być głupcem, a wszyscy pragną jego mądrości. To nie jest droga tych, którzy biorą życie w wierze na przetrzymanie, na przetrwanie, ale dla tych, którzy przyjmują poniżenia, ubóstwo, głód jak dobrych przyjaciół, wiedząc, że życie wieczne nie polega na podreperowaniu życia doczesnego, ale na ochotnym wejściu w śmierć i zwycięskim przejściu na drugą stronę.

Daj nam wszystkim, Panie, łaskę, abyśmy zdołali za Tobą pójść.

Walka z namiętnościami

 

Walka z namiętnościami

I.M. Kontzevich

Namiętności (pasje), jak cnoty, są również powiązane, podobnie jak „ogniwa jednego łańcucha” (św. Izaak z Nitrii), jedna jest odroślą drugiej. Jest ich osiem; w kolejności pochodzenia są to: 1) łakomstwo, 2) żądza, 3) zachłanność, 4) gniew, 5) zniechęcenie, 6) rozpacz, 7) próżność i 8) pycha.

To, co stanowi główną troskę ascezy Ojców, to nie zewnętrzne objawy grzechu, ani pojedyncze wystąpienia grzechu, ale raczej ich przyczyna, tj. wady i pasje zakorzenione w duszy lub choroby duszy i ukryte wewnętrzne grzeszne stany. Używając współczesnych terminów i pojęć, profesor Zarin wyjaśnia nauczanie świętych Ojców na temat psychologii namiętności i walki z nią. Oto krótkie streszczenie jego wykładu.

Myśl jest początkową chwilą pojawienia się namiętności; to moment wahania i najistotniejszy, centralny element tego psychologicznego stanu.[1] Istotą ascezy jest właściwie walka z myślami. Święci Ojcowie, asceci, rozpoznają sześć lub siedem etapów w rozwoju i wzroście pasji.

1. Prowokacja (sugestia)

Pierwszy bodziec prowadzący do pojawienia się zjawiska psychologicznego, które może przekształcić się w pasję, jest znany jako „prowokacja” lub „sugestia” (prilog).

To pojęcie przedmiotu lub działania odpowiadające jednej z nieczystych skłonności wewnątrz osoby. Pod wpływem zewnętrznych wrażeń lub w połączeniu z psychologicznym działaniem pamięci lub wyobraźni, zgodnie z prawami asocjacji, prowokacja ta wkracza do sfery ludzkiej świadomości. Ten pierwszy ruch ma miejsce niezależnie od wolnej woli człowieka, wbrew jego życzeniu, bez jego udziału, zgodnie z prawami psychologicznej nieuchronności – „spontaniczności” – i dlatego jest uważany za „niewinny” lub bez-namiętny. Nie czyni człowieka winnym grzechu, jeśli nie jest spowodowany przez jego „błądzące” myśli, jeśli nie jest wprowadzony świadomie i dobrowolnie oraz jeśli osoba nie jest względem niego beztroska. To papierek lakmusowy do sprawdzenia naszej woli, by zobaczyć czy jesteśmy skłonni do cnoty, czy też do występku. To w tym wyborze objawia się wolna wola człowieka.[2]

2. Podjęcie

Prowokacja wzbudza w odpowiedzi uczucie, które reaguje na wrażenie lub obraz wkraczający do świadomości albo „miłością”, albo „nienawiścią” (sympatią lub antypatią). Jest to najważniejsza chwila, ponieważ ona decyduje o losie prowokującej myśli: czy pozostanie ona, czy też ucieknie? Tylko pojawienie się tej myśli w świadomości ma miejsce bez względu na wolę człowieka. Jeśli nie jest natychmiastowo odrzucona i przeciąga się, to oznacza, że w naturze danej osoby znajduje zgodny grunt, co wyraża się w jej przyjaznej reakcji na prowokację. Przyjazne podejście pociąga za sobą uwagę, umożliwiając zasugerowanej myśli rosnąć i zamienić się w obraz fantazji ogarniający całą sferę świadomości oraz wypierający inne wrażenia i myśli. Uwaga trwa przy myśli, ponieważ człowiek czerpie z niej przyjemność. Ten drugi ruch jest nazywany podjęciem lub połączeniem (sochetanie). Św. Efrem Syryjczyk określa go jako „wolne przyjęcie myśli, jakby wzięcie jej pod uwagę i poprzestawanie z nią, któremu towarzyszy przyjemność”. We współczesnym języku psychologii oznacza to, że drugi ruch w rozwoju myśli polega na tym, że uwaga człowieka zostaje skierowana wyłącznie na nowo powstałe wrażenie lub wyobrażenie, co służy jako bodziec lub przyczyna do rozwoju całego zestawu powiązanych wyobrażeń. Te wyobrażenia dają człowiekowi uczucie przyjemności, które ma stanowić przedsmak przyjemności, jakiej doświadczy uzyskawszy obiekt wrażenia lub wyobrażenia. By przerwać tę sekwencję wrażeń, by usunąć ją ze świadomości oraz uciąć odczucie przyjemności, człowiek musi rozproszyć swoją uwagę. Musi aktywnie i niezachwianie zdecydować się odrzucić obrazy grzechu, które go atakują i nie powracać do nich znowu.

3. Połączenie

W innym wypadku, przy braku zdecydowanego odrzucenia napierających obrazów, powstaje trzeci ruch, gdy sama wola zostaje coraz bardziej pociągnięta przez myśl i w rezultacie staje się skłonna działać według tego, co myśl jej mówi i dążyć do satysfakcji ze współdziałania z nią. W tej chwili równowaga życia duchowego człowieka zostaje kompletnie zniszczona, dusza całkowicie poddaje się myśli i zabiega o to, by ją spełnić w celu doświadczenia jeszcze intensywniejszej przyjemności. Tym samym trzeci ruch charakteryzuje się skłonieniem woli ku obiektowi myśli poprzez jej zgodę i decyzję o tym, by zrealizować przyjemne fantazje. W konsekwencji w trzecim ruchu cała wola poddaje się myśli i teraz działa zgodnie z jej rozkazami, by spełnić jej fantastyczne zamiary. Ten ruch zwany połączeniem (slozhenie), jest współpracą woli, co stanowi deklarację zgody z pasją podszeptywaną przez myśl (św. Efrem Syryjczyk) lub przystanie duszy na to, co zostało jej przedstawione przez myśl połączone z przyjemnością (św. Jan Klimak). Ten stan już „zbliża się do grzesznego czynu i jest do niego podobny” (św. Efrem Syryjczyk). Powstaje zdecydowane postanowienie, by osiągnąć spełnienie obiektu pożądliwej myśli wszelkimi sposobami dostępnymi człowiekowi. Co do zasady podjęta już została decyzja o zaspokojeniu pasji. Grzech już został popełniony w zamiarze. Pozostaje tylko zaspokoić grzeszne pragnienie przekuwając je w konkretny czyn.

4. Walka

Czasami jednak przed ostateczną decyzją człowieka o przejściu do tego ostatniego ruchu lub nawet po tej decyzji, doświadcza on walki pomiędzy grzesznym pragnieniem a przeciwną skłonnością jego natury.

5. Nałóg (nawyk)

Jednakże ostatni psychologiczny ruch niepewnego wahania się woli pomiędzy przeciwnymi skłonnościami ma miejsce tylko, jeśli nawyk nie ukształtował się w duszy, mianowicie „zły nawyk” odpowiadania na złą myśl. Ma miejsce, gdy grzeszna skłonność nie przeniknęła jeszcze głęboko do natury człowieka i zamieniła się w stałą cechę jego charakteru, znajomy element jego usposobienia, gdy jego umysł jest nieustannie zajęty obiektem pożądliwego ponaglenia, gdy sama pasja nie została jeszcze całkowicie ukształtowana.

6. Niewola

W mocy namiętności człowiek chętnie i gwałtowanie pędzi, by zaspokoić swoją pasję albo w ogóle bez żadnej walki, albo niemal bez oporu. Traci panującą, przewodzącą i kontrolującą władzę swojego ośrodka woli nad poszczególnymi skłonnościami i dobrowolnymi żądaniami. To już nie wola rządzi grzesznymi skłonnościami, ale one panują nad wolą, siłą i całkowicie zwodząc duszę, zmuszając jej całą rozumną i czynną energię do skupiania się na obiekcie namiętności. Ten stan nazywa się niewolą (plenenie). To jest ruch całkowitego rozwoju pasji, w pełni umocowanego stanu duszy, który przejawia się z wykorzystaniem wszelkiej energii.[3]

„Najlepsza i najskuteczniejsza walka ma miejsce wtedy, gdy myśl zostaje odcięta przez nieustającą modlitwę na samym początku. Bo, jak mówili Ojcowie, kto tylko sprzeciwia się początkowej myśli, tj. prowokacji, powstrzyma też od razu następujące po niej usposobienie. Mądry asceta niszczy matkę bezbożnych biesów, tj. podstępną prowokację (pierwsze myśli). W czasie modlitwy przede wszystkim umysł człowieka powinien być głuchy i niemy (św. Nil z Synaju), a jego serce opróżnione ze wszelkich myśli, nawet pozornie dobrej myśli (św. Hezychiusz z Jerozolimy). Doświadczenie pokazuje, że przyjęcie niewinnej myśli, tj. rozproszenie, pociąga za sobą pożądliwą myśl oraz że wejście jednej otwiera drzwi drugiej.”[4]

Ta wewnętrzna walka jest żywo zobrazowana dla nas przez św. Hezychiusza z Jerozolimy (V wiek), ucznia św Grzegorza Teologa:

145. Nasz umysł będąc czymś lekkim i niewinnym, łatwo oddaje się marzycielstwu i niepowstrzymanie naraża się na złe myśli, jeśli nie ma w sobie takiego pojęcia, które jak monarcha nad pasjami, trzymałoby go nieustannie pod kontrolą i narzucało mu pęta.

169. Kamienie służą do budowy fundamentów domu, ale dla ta cnoty (strzeżenia umysłu) zarówno fundamentem i korzeniem jest święte i czcigodne imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Szybko i łatwo może głupi kapitan rozbić swój statek w czasie sztormu, jeśli odwoła marynarzy, wyrzuci żagle i wiosła do morza, a sam pójdzie spać; ale o wiele szybciej dusza może zostać pogrążona przez demony, jeśli gdy pojawiają się myśli, nie będzie strzec trzeźwości umysłu i wzywać imienia Jezusa Chrystusa.

94. Trzeźwość umysłu i Modlitwa Jezusowa wzmacniają się wzajemnie; bowiem ogromna czujność idzie w parze z nieustanną modlitwą, a modlitwa idzie w parze z trzeźwością i czujnością umysłu.

88. Wiele naszych myśli pochodzi z demonicznych sugestii i z nich pochodzą nasze złe czyny zewnętrzne. Jeśli z pomocą Jezusa natychmiastowo stłumimy myśl, unikniemy odpowiadającego jej działania. Wzbogacimy się słodkością Bożego poznania i tak odnajdziemy Boga, który jest wszędzie. Trzymając mocno lustro naszego umysłu skierowane na Boga, będziemy nieustannie rozświetleni jak czysta szklana tafla jest rozświetlona przez słońce. Wtedy w końcu umysł, osiągnąwszy cel swych pragnień, zaprzestanie w Nim wszelkich innych rozmyślań.[5]

Przypisy

  1. Istnieją trzy główne ruchy 1) pojawienie się pojęcia, 2) dodanie do niego uczucia, 3) dodanie do niego woli. (Umysł, uczucie, wola: pojęcie, połączenie z uczuciem i z dodaniem woli).
  2. Są dwie przyczyny powstania „prowokacji”, przyczyny naturalne i złe duchy.
  3. Zarin, Asceticism,  Tom 1, Księga 2, str. 248-258.
  4. Św. Nil Sorski (Moskwa, 1869), str. 19.
  5. Św. Hezychiusz z Jerozolimy, Wezwania do czujności i modlitwy (Moskwa, 1890).
Z The Acquisition of the Holy Spirit in Ancient Russia, I.M. Kontzevicha (Platina, CA: St. Herman of Alaska Brotherhood, 1988), rozdz. 2, str. 39-43. To współczesna klasyka i właściwie „podręcznik ascezy”.