Chrystus jest otchłanią miłosierdzia

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 170-173).

***

miracle-exorcism-of-daughter-of-the-canaanite-woman

Wtedy Diakon, stojąc przed Królewskimi Wrotami w kierunku sanktuarium, intonuje Ektenię żarliwą:
 Wołajmy wszyscy z całej duszy i ze wszystkich myśli naszych wołajmy.
Chór, po każdej prośbie: Panie, zmiłuj się (trzy razy).
Diakon: Panie wszechmocny, Boże ojców naszych, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Zmiłuj się nad nami, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Jeszcze módlmy się za pobożnych i prawosławnych chrześcijan.
Jeszcze módlmy się za naszego arcybiskupa [imię].
Jeszcze módlmy się za naszych braci kapłanów, hieromnichów, hierodiakonów i mnichów, i za wszystkich naszych braci w Chrystusie.
Jeszcze módlmy się o miłosierdzie, życie pokój, zdrowie, zbawienie, nawiedzenie, wybaczenie i odpuszczenie grzechów sług Bożych, wszystkich pobożnych i prawosławnych chrześcijan, którzy mieszkają lub odwiedzają to miasto i parafię, opiekunów i członków tej świętej cerkwi.
Jeszcze módlmy się za błogosławionych i zawsze godnych pamięci fundatorów tej cerkwi [lub: świętego tego monasteru] i za wszystkich prawosławnych ojców i braci naszych, którzy spoczęli przed nami, którzy tutaj i w różnych miejscach spoczywają w prawdziwej wierze, i za wszystkich prawosławnych w każdym miejscu.
Jeszcze módlmy się za ofiarodawców i dobroczyńców tego świętego i czcigodnego domu Bożego, za pracujących, śpiewających i za tu obecny lud, oczekujący od Ciebie wielkiego i obfitego miłosierdzia.
Gdy Diakon recytuje te prośby, Kapłan po cichu odmawia poniższą Modlitwę ektenii żarliwej:
Panie Boże nasz, przyjmij tę żarliwą modlitwę Twoich sług i zmiłuj się nad nami według wielkiego Twego miłosierdzia. Ześlij swą litość na nas i na cały Twój lud, który oczekuje od Ciebie obfitego miłosierdzia.
(donośnie)  Albowiem jesteś Bogiem miłosiernym, Przyjacielem człowieka, i Tobie chwałę oddajemy, Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze, i na wieki wieków.
Chór: Amen.

Ta seria próśb jest nazywana ektenis ikesia lub „długim błaganiem” (zazwyczaj jest znana jako „żarliwe błaganie” [po polsku „ektenia żarliwa” — przyp. K.M.]).1

Jak niewiasta Kananejska (por. Mat. 15:21-8) przybiegamy do Chrystusa i nieustannie błagamy o Jego miłosierdzie: „Zmiłuj się nade mną. Mój sposób życia nie pozwala mi zwracać się do Ciebie. Szukam schronienia w miłosierdziu, tej przystani, która przyjmuje wszystkich grzeszników. Szukam schronienia w miłosierdziu, gdzie nie ma żadnego trybunału sądowego, gdzie zbawienie jest ofiarowane bezwarunkowo.” „Zwróć uwagę na roztropność tej niewiasty” — mówi św. Jan Chryzostom. „Nie prosi Jakuba, nie błaga Jana, nie zwraca się do Piotra. (…) Myśli: «Nie potrzebuję pośrednika. Biorę pokajanie za swego orędownika i idę do samego źródła. Właśnie dlatego Chrystus zstąpił na ziemię, dlatego przyjął ciało, abym nawet ja mogła z Nim rozmawiać.» (…) Zmiłuj się nade mną. To prosty zwrot, a pociąga za sobą niezmierzony ocean zbawienia. Zmiłuj się nade mną. «To po to przyszedłeś do nas, to po to przyjąłeś ciało jak nasze, to po to stałeś się taki jak ja.» W niebiosach w górze [pośród świętych aniołów] — strach; na ziemi na dole [w kobiecie] — śmiałość zbliżenia!”2

Nawet pomimo iż nie słyszymy Chrystusowej odpowiedzi na nasze prośby, nawet mimo iż nie jesteśmy godni Jego miłosierdzia, i my sami jak Kananejka, klękamy przed Nim i błagamy Go: Panie, zmiłuj się.

Chrystus przyszedł na ziemię ze swego miłosierdzia względem nas i tajemnicy Jego przyjścia na ziemię dane są imiona „miłosierdzia” i „prawdy”: „«Miłosierdzie», ponieważ gdy byliśmy wszyscy w kompletnie godnym pożałowania stanie i nieprzyjaciółmi toczącymi z Nim wojnę, w swej wielkiej łaskawości i miłości do człowieka nie wzgardził nami. I nie tylko okazał litość dla naszej niedoli (…), ale nawet uznał nas godnymi Jego Królestwa. (…) Z tych powodów Psalmista nazywa boską ekonomię miłosierdziem. I nazywa ją prawdą [Ps. 91:3], ponieważ w czasie Starego Testamentu wszystko spoglądało ku niej jak cienie i zarysy ku rzeczywistości.”3

Chrystus jest „otchłanią miłosierdzia”. Dlatego szukamy schronienia w tej otchłani, pewni, że znajdziemy miłosierdzie, ponieważ u Pana jest miłosierdzie (Ps. 129:7). Chrystus jest „krynicą i skarbcem miłości do człowieka, tryskającą niewyczerpanie”. On jest „niezmierzonym oceanem miłości do człowieka”.4

Ten niezmierzony ocean miłości do człowieka, którym jest Chrystus, wyznaczył Tajemnicę Boskiej Eucharystii jako sposób wejścia do Królestwa niebios. Gdy celebruje się Boską Eucharystię, wejście do Królestwa jest otwarte. I „w swej wielkiej miłości do człowieka Pan okazuje nam litość, wyczekując powrotu nas wszystkich do Niego”. Ten, który jest „potężny w miłosierdziu i łaskawy w sile” oczekuje nas na swym zgromadzeniu: oczekuje na nas i ofiarowuje siebie samego każdemu z nas, skoro przez swe Wcielenie „zjednoczył siebie samego całkowicie z człowiekiem w jego zupełności, aby mógł udzielić zbawienia całemu człowiekowi”.5

Św. Mikołaj Kabasilas o naszym wkładzie w zbawienie

Jest element pochodzący od Boga i element naszego starania. Jeden to całkowicie Jego dzieło, drugi zawiera nasze dążenie. Jednakże ten drugi na tyle jest naszym wkładem, na ile poddajemy się łasce i nie trwonimy skarbu, ani nie gasimy pochodni, która już płonie, to znaczy o ile nie wprowadzamy niczego przeciwnego życiu, ani niczego, co rodzi śmierć. Albowiem taki właśnie jest sens wszelkiej ludzkiej dobroci i wszelkiej cnoty: nie kierować miecza przeciwko samemu sobie, nie uciekać od szczęśliwości i nie strącać z własnej głowy zwycięskiego wieńca.
Życie w Chrystusie
Św. Mikołaj Kabasilas

saint_nicholas_cabasilas

Mądrość Krzyża w Księdze Przysłów

Synu, nie lekceważ wychowania Pańskiego,
ani nie słabnij przez Niego karcony.
Kogo bowiem miłuje Pan, tego karci,
chłoszcze zaś każdego syna, którego przyjmuje.
Szczęśliwy człowiek, który znalazł mądrość,
i śmiertelnik, który poznał zrozumienie.
Lepiej bowiem jej nabyć, niż skarbnice złota i srebra.
Cenniejsza zaś jest od drogocennych kamieni,
nie sprzeciwi się jej żadne zło.
Sławna jest wśród wszystkich, którzy ją miłują,
nic zaś cennego nie może się jej równać.
Długi bowiem żywot i lata życia w jej prawicy,
zaś w lewicy jej bogactwo i chwała,
z jej ust pochodzi sprawiedliwość,
prawo zaś i miłosierdzie niesie na języku.
Drogi jej to drogi szlachetne,
a wszystkie jej ścieżki z pokojem.
Drzewem życia jest dla wszystkich, którzy się jej trzymają,
i niewzruszona dla tych, którzy opierają się na niej, jak na Panu.
Prz 3:1-18

cross-tree-of-life08

Dzisiejsze nieszpory święta Wywyższenia Życiodajnego Krzyża Pańskiego przynoszą nam trzy czytania ze Starego Testamentu, które – jak to zwykle bywa – otwierają nam oczy na tajemnicę Chrystusa ukrytą w Pismach. Chciałbym tutaj podzielić się refleksją na temat jednego z tych czytań, które zacytowałem powyżej.

Pierwsza część tego czytania poucza nas o Bożym synostwie: Pan, jeśli prawdziwie jest czyimś Ojcem, wychowuje swoje dzieci, co bywa nieprzyjemne, ale zbawienne dla nich. Przez to wychowanie staje się prawdziwie synem. Ale nie jest to zaledwie prawda teoretyczna – to jest prawda, która zrealizowała się w Ewangelii. Bóg posłał swojego jednorodzonego Syna, który zniósł wiele właśnie dlatego, że był Synem Ojca, jak mówi List do Hebrajczyków: «chociaż był Synem, nauczył się przez to, co wycierpiał, posłuszeństwa» (Hbr 5:8). I jako taki jednorodzony Syn staje się przewodnikiem «wielu synów do chwały» (Hbr 2:10). Krzyż Jezusa, Syna Bożego, staje się prawzorem wychowania Pańskiego, Bożego usynowienia – kto chce zostać synem Pana, musi być gotowy na karcenie Pana, na pójście za Jezusem, na przyjęcie Krzyża.

Druga część czytanego fragmentu przechodzi od razu do nauczania o mądrości i jak bardzo jest możliwe, że właśnie ten cały fragment miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: «Podczas gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy domagają się mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego – dla Żydów skandal, a dla pogan głupstwo, ale dla samych powołanych, Żydów i Greków, Chrystusa jako Bożą moc i Bożą mądrość» (1 Kor 1:22-24). Bo oto kiedy Księga Przysłów mówi o prawdziwym synostwie Bożym, które nierozłączne jest z bolesnym procesem wychowania, a my rozumiemy to jako cień Krzyża Syna Bożego, to i mądrość trzeba widzieć w tym świetle. Mądrość, o której mowa, jest bezcenna, lepsza niż wszelkie skarby. I o tym też wiadomo z Ewangelii, bo przecież Chrystus właśnie wzywa, by sprzedać wszystko dawszy jałmużnę, pójść za Nim. On i to ukrzyżowany jest tym skarbem ukrytym na roli i drogocenną perłą, które nabywa się za wszystko, co się posiada, ponieważ On, Jezus, Mądrość Boża, jest bezcenny. I prawdą jest, że szczęśliwy jest śmiertelnik, który znalazł tą Mądrość, ponieważ w Niej znajdzie życie wieczne. Tej Mądrości nie sprzeciwi się żadne zło, bowiem ta Mądrość mówi: «Na świecie macie ucisk, ale bądźcie odważni: Ja zwyciężyłem świat!» (J 16:33).

W jaki sposób Mądrość zwyciężyła? W jaki sposób Mądrość stała się skarbem śmiertelników? Przez Krzyż, do którego przybity został Chrystus-Mądrość. W Jego zranionej prawicy jest zmartwychwstanie i żywot wieczny, w Jego przebitej lewicy są bogactwo i chwała. To Jego język, który za nas smakował octu na Krzyżu, zjednoczył Prawo i miłosierdzie tak, że tchnął z Krzyża na nas swoją sprawiedliwością, Duchem Świętym (J 19:28-30), którym nasycił łaknących i pragnących sprawiedliwości. W tej sprawiedliwości Chrystusa-Mądrości wypełniamy Prawo przez ofiarną miłość dźwigając ciężary bliźnich, jak Jezus wziął na siebie nasz ciężar i otrzymujemy wielkie miłosierdzie poprzez Krzyż.

Kto bierze swój krzyż, by pójść za Jezusem, wstępuje na szlachetną drogę. Kto idzie drogą Krzyża, temu zawsze towarzyszyć będzie pokój, ponieważ to przez Krzyż Syn Boży pojednał nas z Bogiem i ludźmi. To Krzyż jest rajskim Drzewem Życia, ponieważ na nim zawisł Owoc dający nieśmiertelność tym, którzy Go spożywają. Kto idzie przez życie z Krzyżem Jezusa i kto z Krzyżem wkracza w śmierć, ten się nie zawiedzie. Ponieważ na Krzyżu zawisł Ten, który ziemię na wodach powiesił, Krzyż jest umocnieniem całego świata, niewzruszonym oparciem dla wszystkich ufających Panu, który na nim cierpiał. Krzyż jest objawieniem Mądrości, która stworzyła świat i zbawiła człowieka.

Przyjdźcie, wszystkie narody,
oddajmy pokłon błogosławionemu Drzewu,
przez które dokonała się wieczna sprawiedliwość.
Bowiem ten, który przez drzewo zwiódł praojca Adama,
przez Krzyż wpadł w pułapkę
i przez wiarę strącony w nadzwyczajnym upadku jest ten,
który zawładnął gwałtem nad królewskim stworzeniem.
Krwią Bożą jad węża jest zmyty
i zostaje rozwiązane przekleństwo sprawiedliwego potepienia
przez niesprawiedliwy wyrok nad potępionym Sprawiedliwym.
Przez Drzewo bowiem musiało być drzewo uleczone
i przez cierpienie Niecierpiętliwego na Krzyżu
rozwiązane cierpienia potępionego.
Chwała, Chryste Królu, Twojej względem nas wstrząsającej ekonomii,
przez którą zbawiłeś wszystkich
jako Dobry i Przyjaciel człowieka.
Z nieszporów

Krzyżowi Twemu kłaniamy się, Władco,
i święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy!

Met. Jan Zizioulas o encyklice «Laudato Si’»

Metropolita Jan Zizioulas, biskup Pergamonu, jest jednym z najwybitniejszych współczesnych teologów prawosławnych. Jest również współprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu między Kościołem Katolickim i Wschodnimi Kościołami Prawosławnymi. W miniony czwartek miał okazję uczestniczyć w ogłoszeniu najnowszej papieskiej encykliki Laudato Si’, dzięki czemu mógł wygłosić krótki prawosławny komentarz do encykliki jako przedstawiciel Patriarchatu Ekumenicznego. Poniżej zamieszczam przekład własny jego bardzo ciekawego wystąpienia (tłumaczenie z wersji angielskiej dostępnej na stronie Greckiej Archidiecezji Prawosławnej w Ameryce).

Metropolita Jan Zizioulas

Metropolita Jan Zizioulas

Komentarz do encykliki papieża Franciszka pt. „Laudato si”

Metropolita Jan (Zizioulas), bp Pergamonu

Wprowadzenie

Chciałbym rozpocząć od wyrażenia mojej głębokiej wdzięczności z powodu dostąpienia zaszczytu, jakim jest bycie zaproszonym do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, w ogłoszeniu nowej encykliki Jego Świątobliwości Papieża Franciszka, „Laudato Si’”. Jestem również zaszczycony faktem, że Jego Świątobliwość, Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej, poprosił mnie o przekazanie wam wyrazów jego osobistej radości i satysfakcji z powodu wydania tej encykliki. Jak niektórzy zapewne wiecie, Patriarchat Ekumeniczny był jednym z pierwszych w świecie chrześcijańskim, który zwrócił uwagę światowej społeczności na powagę problemu ekologicznego oraz obowiązku Kościoła do zgłaszania swego zaniepokojenia i podejmowania prób włączenia się za sprawą wszelkich duchowych środków, jakie ma na podorędziu, do ochrony naszego środowiska naturalnego. Toteż już w roku 1989 Patriarcha Ekumeniczny Dimitrios wydał encyklikę skierowaną do wiernych chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli, w której podkreślił powagę problemu ekologicznego i jego teologicznych oraz duchowych wymiarów. Za tym podążyła seria działań takich, jak organizacja międzynarodowych konferencji przywódców religijnych i ekspertów naukowych, jak również seminariów dla ludzi młodych, dla posługujących w Kościele itp. pod auspicjami obecnego Patriarchy Ekumenicznego, mających na celu promocję świadomości ekologicznej wśród chrześcijan w szczególności oraz w szerszej wspólnocie mężczyzn i kobiet.

Wydanie encykliki „Laudato Si’” jest zatem okazją do wielkiej radości i satysfakcji dla prawosławnych. W ich imieniu pragnę wyrazić naszą głęboką wdzięczność Jego Świątobliwości za wzniesienie swego pełnego autorytetu głosu, by przyciągnąć uwagę świata ku pilnej potrzebie ochrony Bożego stworzenia przed szkodami, które my, ludzie wyrządzamy za sprawą naszego zachowania względem przyrody. Encyklika pojawia się w krytycznym momencie w ludzkich dziejach i niewątpliwie będzie miała globalny wpływ na świadomość ludzi.

Ci, którzy będą czytać encyklikę, będą pod wrażeniem głębi i przenikliwości, z jaką potraktowany jest ekologiczny problem i z jaką wykazana jest jego powaga, do społu z konkretnymi sugestiami i propozycjami tego, jak należy działać, by zmierzyć się z jego konsekwencjami. Materiał zawarty na jej stronach da do myślenia każdemu: naukowcowi, ekonomiście, socjologowi, a nade wszystko wszystkim wiernym Kościoła. Mój własny komentarz ograniczy się do bogactwa teologicznej myśli i duchowości encykliki. Czas i objętość uniemożliwiają mi oddanie całej sprawiedliwości potraktowaniu tych aspektów. Ograniczę się zatem do następujących punktów:

Teologiczne znaczenie ekologii;
Duchowy wymiar problemu ekologicznego; oraz
Ekumeniczne znaczenie encykliki.

1. Teologia i ekologia

Co wspólnego ma ekologia z teologią? W tradycyjnych podręcznikach do teologii ledwo można znaleźć jakiekolwiek miejsce na ekologię i to samo jest prawdą w stosunku do akademickich sylabusów szkół teologicznych: katolickich, prawosławnych i protestanckich. Encyklika poświęca cały rozdział (roz. 2), by ukazać głębokie ekologiczne implikacje chrześcijańskiej nauki o stworzeniu. Wskazuje, że zgodnie z Biblią „ludzka egzystencja opiera się na trzech podstawowych relacjach ściśle ze sobą związanych: na relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z ziemią” (par. 66). Ta trzecia relacja, tj. z ziemią, była bardzo często ignorowana przez chrześcijańską teologię do tego stopnia, że amerykański historyk Lynn White w słynnym już dzisiaj artykule w magazynie Scientist (1967) oskarżał chrześcijańską teologię o ponoszenie odpowiedzialności za współczesny kryzys ekologiczny. Jest bowiem prawdą, że w teologii chrześcijańskiej istota ludzka została tak bardzo wywyższona ponad materialne stworzenie, że ludzie mogli traktować je jako materiał służący do zaspokajania swoich potrzeb i pragnień. Człowiek został zdenaturalizowany i w swym nadużyciu oraz błędnym wykorzystaniu biblijnego nakazu danego pierwszej parze – „bądźcie płodni i rozmnażajcie się, i czyncie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1:28) – ludzkość została zachęcona do wykorzystywania materialnego stworzenia bez ograniczeń, bez szacunku dla jego integralności, a nawet świętości.

To podejście do stworzenia nie tylko prowadziło do nadużyć biblijnej nauki, ale jednocześnie było sprzeczne z fundamentalnymi zasadami chrześcijańskiej wiary. Jedną z nich jest wiara we Wcielenie Chrystusa. Przyjmując ludzką naturę Syn Boży przyjął materialne stworzenie w jego całości. Chrystus przyszedł, by zbawić całe stworzenie poprzez Wcielenie, nie tylko ludzkość; bowiem według św. Pawła (Rz 8:23) „całe stworzenie wzdycha w bólu i cierpi” oczekując swego wybawienia poprzez ludzkość.

Inna fundamentalna zasada wiary chrześcijańskiej, która posiada istotne ekologiczne implikacje, ma związek z samym sercem Kościoła, którym jest Święta Eucharystia. W celebracji Eucharystii Kościół ofiarowuje Bogu materialny świat w formie chleba i wina. W tym Sakramencie przestrzeń, czas i materia zostają uświęcone; są wzniesione do Stwórcy z dziękczynieniem, jako Jego dary dla nas; stworzenie jest uroczyście ogłoszone Bożym darem, a ludzie zamiast jako właściciele stworzenia działają jako jego kapłani, którzy wznoszą je do świętości boskiego życia. To przywodzi na myśl poruszające słowa św. Franciszka z Asyżu, którymi rozpoczyna się encyklika: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez Siostrę naszą, Matkę Ziemię.” Jak ujęliby to św. Grzegorz Palamas i inni greccy Ojcowie, całe stworzenie jest przeniknięte Bożą obecnością za sprawą Jego boskich energii; wszystko obwieszcza Bożą chwałę, jak powiada Psalmista, i człowiek przewodzi kosmicznemu chórowi uwielbienia Boga jako kapłan stworzenia. Ten sposób rozumienia miejsca i misji ludzkości w stworzeniu jest wspólny dla wschodniej i zachodniej tradycji chrześcijańskiej i ma szczególne znaczenie dla kultywowania ekologicznego etosu.

2. Duchowy wymiar

Jak wynika jasno z encykliki, kryzys ekologiczny jest w swej istocie problemem duchowym. Właściwa więź pomiędzy ludzkością i ziemią lub jej środowiskiem naturalnym została zerwana wraz z Upadkiem zarówno zewnętrznie, jak i w nas, a zerwaniem tym jest grzech. Kościół musi teraz wprowadzić do swego nauczania o grzechu grzech przeciwko środowisku, grzech ekologiczny. Pokajanie musi być rozszerzone, by objąć również zniszczenie, które przynosimy przyrodzie zarówno jako jednostki, jak i jako społeczeństwa. Musi to pojawić się w sumieniu każdego chrześcijanina, który troszczy się o swoje zbawienie.

Zerwanie właściwej relacji pomiędzy ludzkością i naturą wynika ze wzrostu indywidualizmu w naszej kulturze. Dążenie do jednostkowego szczęścia stało się ideałem w naszych czasach. Grzech ekologiczny ma swoją przyczynę w ludzkiej zachłanności, która zaślepia mężczyzn i kobiety aż do poziomu ignorowania i bagatelizowania podstawowej prawdy, że szczęście jednostki zależy od jej więzi z resztą istot ludzkich. Istnieje społeczny wymiar w ekologii, który encyklika przedstawia bardzo jasno. Kryzys ekologiczny idzie ręka w rękę z rozprzestrzenianiem się społecznej niesprawiedliwości. Nie możemy z powodzeniem zmierzyć się z jednym bez odniesienia się do drugiego.

Ekologiczny grzech jest grzechem nie tylko przeciwko Bogu, ale również przeciwko naszemu bliźniemu. I jest to grzech nie tylko przeciwko innym w naszych czasach, ale również – i to jest poważne – przeciwko przyszłym pokoleniom. Zniszczywszy naszą planetę z powodu pragnienia zaspokojenia naszej żądzy szczęścia, pozostawiamy przyszłym pokoleniom świat zepsuty i niedający się naprawić ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, jakie będzie to nieść dla ich życia. Musimy działać zatem odpowiedzialnie względem naszych dzieci i tych, którzy przyjdą po nas w tym życiu.

Wszystko to wzywa nas do tego, co możemy nazwać ekologiczną ascezą. To znaczące, że wielkie postaci chrześcijańskiej tradycji ascetycznej były wszystkie bardzo wrażliwe na cierpienie wszystkich stworzeń. Odpowiednicy św. Franciszka z Asyżu są bardzo powszechni w monastycznej tradycji Wschodu. Istnieją opowieści o życiu świętych pustyni, które przedstawiają ascetów opłakujących cierpienie lub śmierć każdego stworzenia i prowadzących pełną pokoju i przyjazną koegzystencję nawet z dzikimi zwierzętami. To nie jest romantyczna wizja. To wypływa z kochającego serca i przekonania, że między światem przyrody i nami istnieje organiczna jedność oraz współzależność, która sprawia, że dzielimy jeden los tak, jak mamy tego samego Stwórcę.

Asceza jest nieprzyjemną ideą w naszej obecnej kulturze, która mierzy szczęście i postęp wzrostem kapitału i konsumpcji. Byłoby czymś nierealistycznym oczekiwać od naszych społeczeństw przyjęcia ascezy takiej, jak ta, która była udziałem św. Franciszka i Ojców Pustyni. Ale duch i etos ascezy może i musi zostać przyjęty, jeśli nasza planeta ma przetrwać. Powstrzymanie zużycia surowców naturalnych jest realistycznym podejściem i muszą znaleźć się sposoby, które mogłyby ograniczyć niezmierzone marnotrawstwo materiałów naturalnych. Technologia i nauka muszą poświęcić swe wysiłki takiemu zadaniu. Jest bardzo wiele inspiracji i pomocy, którą można uzyskać z samej encykliki w tym względzie.

Na końcu, duchowość musi przenikać nasz ekologiczny etos za sprawą modlitwy. Encyklika podaje pewne piękne przykłady tego, jak można się modlić o ochornę Bożego stworzenia. Z modlitw cytowanych na końcu encykliki porusza mnie następujący wycinek:

Boże, ulecz nasze życie,
byśmy strzegli świata, a nie łupili go,
byśmy rozsiewali piękno, a nie skażenie i zniszczenie.
Dotknij serc
tych, którzy szukają jedynie zysków
kosztem ubogich i ziemi.
Naucz nas odkrywania wartości każdej rzeczy,
kontemplowania w zadziwieniu,
uznania, że jesteśmy głęboko zjednoczeni
z każdym stworzeniem
w naszej pielgrzymce ku Twej nieskończonej światłości.

W tym punkcie chciałbym wspomnieć, że Patriarcha Ekumeniczny zdecydował już w 1989, by 1. września każdego roku był poświęcony na modlitwę o środowisko. Ta data według prawosławnego kalendarza liturgicznego, którego początki sięgają czasów bizantyjskich, to pierwszy dzień roku kościelnego. Liturgiczne nabożeństwo tego dnia zawiera modlitwy o stworzenie i Patriarchat Ekumeniczny zlecił współczesnemu hymnografowi z Góry Atos skomponowanie hymnów specjalnie na ten dzień. 1. września każdego roku jest teraz poświęcony przez prawosławnych środowisku. Czy mogłoby się to stać dniem takiej modlitwy dla wszystkich chrześcijan? To oznaczałoby krok w stronę zbliżenia między nimi.

To zaś prowadzi mnie do mojej ostatniej uwagi do papieskiej encykliki, mianowicie jej ekumenicznego znaczenia.

3. Ekumeniczne znaczenie encykliki

Istnieją moim zdaniem trzy wymiary ekumenizmu. Pierwszy możemy nazwać ekumenizmem w czasie, wyrażenie to często było używane przez jednego z największych prawosławnych teologów minionego stulecia, śp. o. Georgesa Florovsky’ego. Rozumiemy przez nie wysiłek podzielonych chrześcijan w kierunku zjednoczenia na podstawie ich wspólnej Tradycji, nauczania Biblii i Ojców Kościoła. To jest przedmiotem teologicznych dialogów, które mają miejsce w ruchu ekumenicznym naszych czasów i wydaje się być dominująca formą ekumenizmu.

W tym samym czasie ekumenizm w przestrzeni jest również praktykowany poprzez różne międzynarodowe instytucje takie jak Światowa Rada Kościołów i jej podobne ciała ekumeniczne, które gromadzą podzielonych chrześcijan, aby różne kulturowe konteksty, w których żyją, mogły zostać wzięte pod rozwagę w poszukiwaniu jedności. To zbliżyło chrześcijan z Azji, Ameryki, Europy, Ameryki Łacińskiej itd. – to wyraz powszechności Kościoła chrześcijańskiego.

Do tych dwóch wymiarów, które zdominowały ekumeniczną scenę na minione sto lat, musimy dodać, jak sądzę, trzeci, który zazwyczaj jest zaniedbywany, mianowicie coś, co nazwałbym ekumenizmem egzystencjalnym. Przez to mam na myśli wysiłek, by zmierzyć się z najgłębszymi egzystencjalnymi problemami, które zajmują ludzkość w jej całości – nie po prostu w poszczególnych miejscach lub w określonych klasach ludzi. Ekologia jest bez wątpienia najbardziej oczywistym kandydatem w tym przypadku.

Wierzę, że znaczenie papieskiej encykliki „Laudato Si’” nie jest ograniczone do tematu ekologii jako takiej. Widzę w niej ważny wymiar ekumeniczny przez to, że jednoczy podzielonych chrześcijan wobec wspólnego zadania, z którym muszą się zmierzyć razem. Żyjemy w czasach, gdy fundamentalne egzystencjalne problemy przerastają nasze tradycyjne podziały i czynią je względnymi niemal do punktu zupełnego zaniku. Zwróćmy uwagę dla przykładu na to, co ma miejsce dzisiaj na Bliskim Wschodzie: czy ci, którzy prześladują chrześcijan, pytają ich, do jakiego Kościoła lub konfesji przynależą? Chrześcijańska jedność w takich wypadkach jest de facto zrealizowana poprzez prześladowanie i krew – ekumenizm męczeństwa.

Groźba jaką stawia przed nami kryzys ekologiczny podobnie przekracza nasze tradycyjne podziały. Niebezpieczeństwo, które wisi nad naszym wspólnym domem, planetą, na której mieszkamy, jest opisane w encyklice w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do egzystencjalnego ryzyka, z którym musimy się zmierzyć. To ryzyko jest współne dla nas wszystkich bez względu na kościelne lub konfesyjne tożsamości. W równym stopniu wspólny musi być nasz wysiłek, by zapobiec katastrofalnym skutkom obecnej sytuacji. Encyklika Papieża Franciszka jest wezwaniem do jedności – jedności w modlitwie o środowisko, w tej samej Ewangelii stworzenia, w nawróceniu naszych serc i naszych stylów życia, byśmy szanowali i kochali każdego i wszystko, co zostało nam dane przez Boga. Jesteśmy za to wdzięczni.

Watykan, 18.06.2015

E-book «Acedia – duchowa depresja» za darmo!

Wydawnictwo tynieckie po raz kolejny obdarowuje nas wartościową, ogólnie dostępną publikacją. Tym razem z obfitych zasobów wydawnictwa na temat acedii przygotowało krótkie opracowanie Włodzimierza Zatorskiego OSB. Jeśli chcesz się dowiedzieć, czym jest acedia, jak działa i jak ją uleczyć, koniecznie zajrzyj na stronę benedyktyńskiego wydawnictwa!

Pan jest naszym zwierciadłem: Święto Wszystkich Świętych

Synaxis_of_all_saints_(icon)

Oto Pan jest naszym zwierciadłem,
otwórzcie swe oczy i ujrzyjcie je w Nim,
i poznajcie, jak wygląda wasze oblicze,
i wychwalajcie Jego Ducha,
i zetrzyjcie farbę ze swej twarzy,
i umiłujcie Jego świętość, i przywdziejcie ją,
a będziecie bez skazy zawsze z Nim.
Hallelujah!
Ody Salomona: Oda 13

Dzisiaj jest święto wszystkich świętych. Tych, którzy spojrzeli na Pana i ujrzeli w Nim to, jak wygląda prawdziwy człowiek. Tych, którzy przez Niego przejrzeli. Tych, którzy patrząc na Pana, rozpoznali, że sami są splamieni, że maskują i szpecą obraz Boży, który w sobie noszą. Tych, którzy zostali oświeceni przez Ducha Świętego, by mogli umiłować świętość Jezusa, zmyć z siebie brud i fałszywy makijaż, a odziać się nieskazitelność ich Pana.

To święto to świadectwo wielkiej łaski Ducha Świętego dla świata darowanej we wspólnocie Ciała Chrystusa – Kościoła. Ale to również wielkie wezwanie, zaproszenie: spójrzmy wraz ze świętymi w oblicze Pana, przejrzyjmy się w Nim, rozpoznajmy, co jest w nas nie tak, rozpoznajmy, do czego jesteśmy naprawdę powołani i uwolnijmy się z półśrodków i substytutów. Stańmy się prawdziwymi ludźmi, tak jak Jezus i święci są prawdziwymi ludźmi, prawdziwymi osobami, żyjącymi naprawdę, żyjącymi pełnią życia. Nie bójmy się prawdy o sobie, nie bójmy się spojrzeć Jezusowi w oczy, bo to nasze i Jego spojrzenie jest źródłem uleczenia, oświecenia i głębokiej przemiany. Umiłujmy Jego świętość, która ma stać się nasza świętością, a będziemy zawsze bez skazy z Nim – i z wszystkimi, którzy umiłowali Jego Oblicze.

Pan zaś jest Duchem, a gdzie Ducha Pana – tam wolność! My zaś wszyscy, którzy z odsłoniętym obliczem przyglądamy się chwale Pana, w ten sam obraz jesteśmy przemieniani – z chwały w chwałę poprzez Ducha Pańskiego.
2 Kor 3:17-18

Jezus nie schował się w naszych sercach

Przyjmij Jezusa do swego serca, przyjmij Jezusa jako swego osobistego Pana i Zbawiciela, a będziesz zbawiony. Wielu zapewne spotkało się już z tym potężnym przesłaniem. Dlaczego potężnym? Z wielu powodów. Po pierwsze, wielu daje mu posłuch – ten sposób ewangelizacji przyciągnął do chrześcijaństwa miliony osób na całym świecie, osób obojętnych religijnie lub osób tylko nominalnie będących chrześcijanami. Po drugie, właśnie szczególnie oddziałuje takie postawienie sprawy na ludzi, dla których chrześcijaństwo było bezwiednie odziedziczoną religią; takie słowa stawiają przed takimi osobami nową możliwość: chrześcijaństwo może być osobistym wyborem i owocem własnej decyzji. Po trzecie jednak, taka formuła jest atrakcyjna również dlatego, że wpisuje się w tzw. ducha naszych czasów, jest to odbierane jako wezwanie do sprowadzenia duchowości i religijności do sfery prywatnej, zamknięcia się w religii serca i osobistych przeżyć, w gronie wierzących-niepraktykujących. Ostatecznie chociaż cel wezwania może być szczytny – duchowe przebudzenie religijnie oziębłych ludzi – w swej treści i formie zawiera pewne ważne wykrzywienie chrześcijańskiej prawdy.

W ewangelizacji tego rodzaju często przywołuje się fragment z Listu do Rzymian, który brzmi:

Jeśli wyznasz ustami swymi, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych, będziesz zbawiony.
Rz 10:9

Tekst ten stał się narzędziem sprywatyzowanej pobożności i jakże dalekie jest takie jego użycie od jego wybuchowego pierwotnego sensu! Nie ma wątpliwości, że słowa te wzywają do osobistej wiary, nie wzywają jednak do wiary w osobistego Pana. Niedawno obchodziliśmy święto Wniebowstąpienia Pańskiego, święto, które moim zdaniem jest w dużej mierze „zapomniane”, ignorowane, którego doniosłość nie dociera do większości chrześcijan. Jest to sytuacja tragiczna, biorąc pod uwagę, że wniebowstąpienie Jezusa i Jego zasiadanie po prawicy Ojca było dla pierwszych chrześcijan niemal centralnym punktem Ewangelii zaraz po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. Właśnie dlatego najczęściej cytowanym Psalmem w NT (jeśli nie najczęściej cytowanym fragmentem ST w ogóle) jest początek Psalmu 109 [110]: «Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej…»

Po co Jezus zmartwychwstał? Sądząc po tym, jak ewangelizuje się w niektórych środowiskach wydaje się, że po to, by zamieszkać w naszych sercach. Powiada się, że teraz możemy przyjąć Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela, że może On królować w naszym sercu, że możemy Go do siebie zaprosić. Nawet jeśli w pewnej mierze to prawda (wszakże pisma Jana pięknie wzywają do trwania w Chrystusie, aby On trwał w nas), to nie to było naczelnym poselstwem Apostołów. Apostołowie, jak wielokrotnie można przeczytać w Dziejach Apostolskich i Listach, niezłomnie głosili, że Bóg wzbudził Jezusa z martwych, aby wywyższyć Go ponad wszystko (Dz 5:31, Flp 2:9), aby darować Mu wszelką władzę w niebie i na ziemi (Mt 28:18, Ef 1:20-23), by uczynić go Panem wszystkich (Dz 10:36, Rz 10:12), by ustanowić Go Sędzią żywych i umarłych, przed którym wszyscy odpowiadają (J 5:22-23, Dz 10:42). Kiedy więc Paweł wzywa: wyznaj, że Jezus jest Panem i uwierz, że Bóg wzbudził Go z martwych, to owszem, zawiera się w tym osobista wiara i posłuszeństwo, i zawierzenie, ale przede wszystkim Paweł wzywa do szalonego wyznania! Jezus, cieśla i wędrowny nauczyciel, uzdrowiciel i prorok, którego skazano na okrutną, bezlitosną i poniżającą śmierć przysługującą największym wichrzycielom, ten Jezus nie tylko został przez Boga wskrzeszony odwracając ciążący na Nim wyrok. Więcej! Tego właśnie Jezusa, który jawił się galilejskim biedakiem zdeptanym przez doczesne władze, Bóg wywyższył do najwyższej władzy i chwały, ten Jezus okazał się być Synem samego Boga. W Liście do Rzymian Apostoł Paweł wyjaśniając przedziwne i zaskakujące plany dobroci Bożej, które dokonały się w życiu i śmierci Jezusa, zachęca właśnie do tej szalonej wiary, tego szokującego i gorszącego dla świata wyznania. Nie: «Jezus zmartwychwstał i teraz panuje w moim sercu», ale: «Jezus zmartwychwstał i panuje teraz nad wszystkimi ludźmi i wszelką władzą, i wszyscy Jemu podlegają i przed Nim odpowiadają, i prędzej czy później Jemu hołd będą musieli oddać».

Jezus nie skrył się w naszych sercach. Jezus przejął władzę nad światem! Skoro tak jest, to jesteśmy wezwani nie tyle do łaskawego przyzwolenia, by zapanował w naszych sercach, ale do oddania Mu ufnego hołdu. To jest Ewangelia. Jak mówi jedno z wezwań w liturgii z narastającym przynagleniem:

Przyjdźcie, pokłońmy się Królowi naszemu Bogu!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa, Króla naszego i Boga!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do samego Chrystusa, Króla i Boga naszego!

Albo wezwanie towarzyszące wniesieniu Ewangelii w trakcie niedzielnej Liturgii:

Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa!
Zbaw nas, Synu Boży, śpiewających Tobie: Alleluja! Alleluja! Alleluja!

To jest tajemnica Wniebowstąpienia. To jest prawda zasiadania Jezusa po prawicy Ojca. Na tronie Wszechrzeczy zasiadł ukrzyżowany Jezus, na tronie Ojca znalazł się Baranek jakby zabity (Ap 5:5-6). Przyjdźmy, pokłońmy się i przypadnijmy do Niego, ofiarowując Mu serca i umysły, ciała i dusze, życie prywatne i życie publiczne, bo On jest Panem i Władcą wszystkiego, a zarazem jedynym prawdziwie Dobrym i Przyjacielem człowieka.

pantocrator_large

Czego nie wie diabeł?

Istnieje spora grupa ludzi spośród tych, którzy w ogóle wierzą w istnienie diabła, która wielką wagę przykłada do jego mocy i wiedzy. Słuchając lub czytając wypowiedzi takich osób na ten temat, ma się czasem wrażenie, że diabeł jeśli nie może wszystkiego, to już na pewno wie wszystko i przez to zręcznie manipuluje ludzkością stanowiąc rywala godnego Boga. Chociaż w żadnym wypadku nie lekceważę walki duchowej, jaką każdy prawdziwy chrześcijanin toczy z mocami ciemności w swoim życiu, to w takim ujęciu dostrzegam pewien mankament. Doskonale wychodzi on na jaw, kiedy pojawia się pytanie: jeśli to diabeł stał za udanym spiskiem na życie Jezusa, to dlaczego okazał taką naiwność sądząc, że Jezusa jako Syna Bożego da się skutecznie uśmiercić? Dlaczego nie wiedział, że posłanie samego Boga na śmierć zniszczy śmierć i moc szatana? Bardzo trafnie moim zdaniem podchodzi do tego zagadnienia o. Jonathan Tobias w swoim wykładzie Otchłań zwyciężona przez Piękno: Implikacje prymatu boskiego piękna nad przemocą. Oto co mówi:

Oto co jest niezmiennie szokujące w tych wydarzeniach, a co zawsze wprawiało mnie w zdumienie, gdy byłem dzieckiem: Dlaczego diabeł zawiódł Jezusa w tamto miejsce [do Otchłani, w śmierć], skoro wiedział, że się to tak skończy? Cóż, pierwsza odpowiedź, zgodnie ze św. Ireneuszem i niektórymi innymi Ojcami, brzmi tak, że nie wiedział, iż Jezus jest w pełni Bogiem. Druga odpowiedź jest jeszcze bardziej szokująca. Diabeł i moce zła w Wielki Piątek, Wielką Sobotę i w Wielką i Świętą Paschę, diabeł i moce zła nie znały trynitarnego nauczania i chrystologii. Po prostu nie znały. Prawdopodobnie nie powinniśmy być tym tak zaskoczeni, ponieważ jedynym sposobem, by rozpoznać boskość Chrystusa jest świadectwo Ducha Świętego, a jedyną drogą poznania Boga jako Trójcy jest dobrowolne przystąpienie do komunii trynitarnej miłości.

To w ten właśnie sposób piekło nie zorientowało się co je czeka i nadal tego nie rozumie. Diabeł, tak sądzę, nadal jest w najlepszym przypadku arianinem, a może być nawet agnostykiem i pozostaje fanatycznie oddany narracji o chaosie i przemocy, na które narzekaliśmy z taką mocą na początku. Ty sam jesteś z miejsca lepszym teologiem, niż diabeł, i zawsze będziesz. Diabeł zna wiele faktów, ale w rzeczywistości nie rozumie.

To jest właśnie rzecz, która zastanawia: jeśli to przez Ducha Świętego poznaje się prawdę, nie tylko o Jezusie, ale w ogóle o rzeczywistości duchowej, to jak diabeł może być tak „wszechwiedzący”, jak przypisują mu to niektórzy chrześcijanie? Zło nie tylko degraduje nas moralnie czy egzystencjalnie, ale zaciemnia oczy naszego serca, otępia nasz umysł, sprawia, że mniej rozumiemy, mniej widzimy. Jeśli diabeł jest w istocie takim mistrzem zła, to jakże ślepy musi być w istocie na wszystko, co od Boga pochodzi, na wszystko, co Bóg czyni. To jest wielka nadzieja: kto ma udział w Duchu Świętym, w Chrystusie, w Bogu, ten już jaśniej widzi, niż ociemniały władca ciemności.

resurrection-icon

Jezus poręką zbawienia człowieka

Bowiem nie aniołom [Bóg] poddał porządek świata, który ma nastać, a o którym tutaj mowa. Gdyż zaświadczył gdzieś ktoś mówiąc:
Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim?
I kim jest syn człowieczy, że troszczysz się o niego?
Uczyniłeś go niewiele (βραχύ τι) mniejszym od aniołów,
chwałą i czcią ukoronowałeś go,
wszystko poddałeś pod jego stopy.
Gdy bowiem poddał mu wszystko, niczego nie pozostawił, co by nie było mu poddane. Jednak teraz jeszcze nie widzimy, by wszystko było mu poddane, natomiast widzimy tego, który na krótko (βραχύ τι) został uczyniony mniejszym od aniołów – Jezusa, który dla śmiertelnych cierpień został ukoronowany chwałą i czcią.
Heb 2:5-9a (tłum. własne)

W toku myśli autora Listu do Hebrajczyków znajduje się krzepiące spostrzeżenie, które podpowiada odpowiedź na pytanie o problem zła na świecie. Autor przytacza wspaniały Psalm 8, który wychwala Boga za jego miłość do człowieka, którą okazał w wywyższeniu człowieka pośród wszystkich stworzeń. Jednakże Heb podchodzi do tego tekstu w sposób jakby krytyczny, zadaje poniekąd pytanie: czy widzimy, żeby człowiekowi wszystko zostało poddane pod jego stopy? Przeciwnie: strach, cierpienie i śmierć królują nad człowiekiem, który sam targany jest przez różne potężniejsze od niego moce. Człowiek nie jest panem sytuacji. W takim układzie rzeczy chciałoby się zapytać – czy w takim razie postanowienie Boga zawiodło? Czy Bóg z tym nie zamierza nic zrobić?

Odpowiedzią staje się tutaj Jezus, który jak mikrokosmos zostaje posłany przez Boga, by reprezentować całą ludzkość. Sam staje się niewiele mniejszym od aniołów, przyjmuje człowieczeństwo z jego uwikłaniem w zło, ale przez cierpienia śmierci otrzymuje obiecane chwałę i cześć w zmartwychwstaniu i wywyższeniu po prawicy Boga. Psalm jeszcze się nie spełnił, ale autor Listu chce nam powiedzieć coś takiego: nawet jeśli nie widzimy zwycięstwa zamiarów Boga na co dzień wokół nas, to Bóg poręczył realizację swego planu poprzez Jezusa, którego zmartwychwstanie i wywyższenie jest dowodem tego, że Bóg nie zapomniał o człowieku, że w swoim czasie wszystko odmieni tak, jak ocalił Jezusa ze śmierci. Jezus jest jak przebiśnieg zwiastujący nieuchronne nastanie wiosny, chociaż śnieg wciąż zalega na ziemi. Ilekroć rzeczywistość rodzi w nas wątpliwości, tylekroć możemy spojrzeć na Jezusa, który jest ikoną nadchodzącego porządku rzeczy.

the-last-judgement-icon

Zwiastowanie: Krzyż Marii i nawrócenie Józefa

Już w przyszłą środę, 25 marca, obchodzić będziemy Święto Zwiastowania Bogurodzicy, po grecku Evangelismós, czyli «zwiastowanie dobrej nowiny». To pamiątka Wcielenia, początku ludzkiej egzystencji Syna Bożego i początek Ewangelii. Bardzo wczesna tradycja, uwieczniona w homilii paschalnej Melitona z Sardes (początek II wieku), podaje, że 25 marca, dzień poczęcia się Jezusa to również dzień jego śmierci na Krzyżu. Do dzisiaj Zwiastowanie wypada w okresie wielkopostnym, w czasie przygotowania do Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, oświetlone jest więc oczekiwaniem na te święta. Zwiastowanie ma jednak bardzo wiele wspólnego z Krzyżem w samej swej istocie, nie tylko przez uniżenie Syna Bożego, który zechciał przyjąć ciało dla naszego zbawienia, ale przez uniżenie Marii, Bożej Rodzicielki. Ten wymiar często umyka uwadze przy okazji Święta Zwiastowania przede wszystkim dlatego, że samo wydarzenie opisane jest w Ewangelii wg św. Łukasza, który mniejszą uwagę poświęca problematyczności poczęcia, które jest udziałem Marii.

Aby ujrzeć szerszy obraz, musimy sięgnąć do Ewangelii wg św. Mateusza, która te wydarzenia opisuje następująco:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, powierzona została Józefowi, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że poczęła z Ducha Świętego. Józef zaś, mąż Jej, sprawiedliwym będąc i nie chcąc na nią donieść, postanowił potajemnie odesłać ją. Gdy tak pomyślał, oto anioł Pana ukazał mu się we śnie, mówiąc: – Józefie, synu Dawida, nie lękaj się przyjąć Mariam, żony twojej, bo To w Niej poczęte jest z Ducha Świętego. Urodzi zaś syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud swój od grzechów ich. To wszystko zaś stało się, aby wypełniło się, co zostało przez proroka powiedziane, mówiącego od Pana: Oto Dziewica pocznie i urodzi Syna, i nadadzą Mu imię: Emmanuel, co się przekłada: – Z nami Bóg. Powstawszy ze snu Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pana, i przyjął żonę swoją. I nie znał jej, a kiedy urodziła syna, nadał Mu imię Jezus.
Mt 1:18-25 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Mary and Joseph

Św. Mateusz ujawnia nam cały skandal: ta, która miała być dziewicza, okazuje się być w ciąży. Na poziomie prostego odczytania Ewangelii, nowopoślubiona małżonka Józefa okazuje się nosić już dziecko pod swym sercem jeszcze zanim się zeszli, zanim Józef «poznał ją» – i to już brzmi skandalicznie. Wrażenie to jednak wzmaga jeszcze znajomość tradycji pozabiblijnej, ale znowu sięgającej początków II wieku po Chrystusie, a zawartej w Proto-Ewangelii Jakuba, wedle której Maria miała być dziewicą poświęconą Bogu, służącą przy Świątyni, a tylko powierzoną pod opiekę starcowi Józefowi. Takie tło nadaje zupełnie nowy wymiar skandalowi poczęcia Jezusa w łonie Marii, który trafnie oddaje jeden z utworów z Liturgii Bożego Narodzenia w rycie bizantyjskim:

To mówi Józef do Dziewicy:
Mario, cóż to za rzecz, jaką w Tobie widzę?
Wątpię i dziwię się, przeraża się mój umysł,
odejdź ode mnie w tajemnicy jak najszybciej,
Mario, cóż to za rzecz, którą w Tobie widzę?
Zamiast szacunku hańbę,
zamiast radości smutek,
zamiast chwały wymówkę przyniosłaś mi.
Nie będę już dalej znosił ludzkich drwin,
bowiem od kapłanów ze świątyni Pańskiej
przyjąłem Ciebie jako nieskalaną i cóż widzę?
Stichera z Pierwszej Godziny 25 grudnia

Z tego tekstu przebija dramatyczny zawód: ta, która wydawała się być świętą dziewicą, okazuje się brzemienna. Maria miała przynieść cześć, radość i chwałę, a w zamian za to stała się źródłem hańby i smutku Józefa. Czy to nie brzmi znajomo? Posłuchajmy Ewangelii wg św. Łukasza i słów dwóch uczniów w drodze do Emaus:

To, co stało się z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem, mężem mocnym w czynie i słowie przed Bogiem i całym ludem, jak arcykapłani i przywódcy nasi oddali Go pod sąd, na śmierć i ukrzyżowali. My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela, a przy tym wszystkim już trzeci dzień upływa, odkąd się to wydarzyło.
Łk 24:19-21 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Zamiast radości – smutek, zamiast chwały – hańba. Zawiedzione nadzieje, wstyd, że się dało tak omamić. W historii zwiastowania to Maria przyjmuje swój krzyż dobrowolnie, przyjmuje hańbę nieślubnej ciąży, ryzyko bycia wytykaną palcami znajomych, odrzucenie przez Józefa, którego pewnej opiece została powierzona. A Józef, niczym Apostołowie w pierwszy dzień tygodnia po Męce, nie daje wiary, jest zdruzgotany, próbuje wyjść z twarzą i ocalić to, co zostało z godności Marii. Nie rozumie jej krzyża, jest nim zgorszony, chce się oddalić od całej sprawy tak, jak uczniowie uciekli od pojmanego Jezusa.

Dopiero sam Jezus wyjaśni Apostołom ich błąd tak, jak anioł objawił Józefowi sens całego wydarzenia. To przez Krzyż przychodzi zbawienie, zmartwychwstanie, życie dla świata. Nim Chrystus zdoła wypowiedzieć swoje wezwanie: «Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje», Maria na własnej skórze, na własnym ciele odczuła, co to znaczy zjednoczyć się z Wcielonym Synem Bożym, co to znaczy być ochrzczonym Jego chrztem i pić z Jego kielicha: zanurzyć się w hańbie, by powstać do chwały, napić się wstydu, by rozweselić serce radością, której już nikt nie może odebrać. Poczęcie i narodzenie Jezusa staje się jakby próbą generalną Jego budzącej bojaźń Paschy, tyle że u zarania Ewangelii próbę przechodzi Jego Matka, która potem będzie stała pod Jego Krzyżem, oniemiały świadek Męki. W Zwiastowaniu to Jezus pozostaje niemym towarzyszem cierpienia Marii, ale i źródłem jej ostatecznej chwały. Bo Józef nawraca się, staje na wysokości zadania, jako wierny stróż Wcielonego Słowa Bożego i Służebnicy Pańskiej. Na koniec posłuchajmy znowu słów Liturgii Bożego Narodzenia:

Gdy Józef, Dziewico, smutkiem spętany szedł do Betlejem, wołałaś do niego: Dlaczego widząc mnie brzemienną smucisz się i wątpisz? Czyż nie widzisz tej strasznej tajemnicy, która dokonała się za mną? Odrzuć wszelki lęk, poznawaj rzeczy przesławne. Bóg bowiem zstępuje na ziemię ze względu na miłosierdzie, teraz jest w moim łonie, gdzie przyjął ciało. Gdy ujrzysz Go urodzonego, jak zechce, napełnisz się radością i pokłonisz się Jemu jako twemu Stwórcy, któremu nieustannie śpiewają aniołowie i wysławiają z Ojcem i Duchem Świętym.
Stichera Dziewiątej Godziny 25 grudnia

Józefie, powiedz nam, jak od świętych przyjąłeś Dziewicę, którą brzemienną przyprowadzasz do Betlejem. Ja, rzecze, proroctwa wybadawszy i wieść otrzymawszy od anioła przekonałem się, że Boga Maria urodzi w niewypowiedziany sposób, któremu ze Wschodu przyjdą pokłonić się magowie z darami godnymi. Panie, ze względu na nas wcielony, chwała Tobie!
Stichera Trzeciej Godziny 25 grudnia

Bogurodzico Dziewico, raduj się,
łaski pełna Mario, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twego,
albowiem zrodziłaś Zbawcę dusz naszych!