Św. Grzegorz Teolog: Chrystus się rodzi – wysławiajcie!

nativity

Chrystus się rodzi – wysławiajcie! Chrystus z niebios – wychodźcie na spotkanie! Chrystus na ziemi – wznieście się! Śpiewajcie Panu, cała ziemio! A rzeknę i o obu: Weselcie się, niebiosa i raduj się ziemio, bowiem niebiański stał się ziemskim. Chrystus w ciele – z drżeniem i radością się weselcie! Z drżeniem z powodu grzechu, z radością z powodu nadziei. Chrystus z Dziewicy – niewiasty, praktykujcie dziewictwo, byście stały się Chrystusa matkami! Któż nie odda pokłonu Temu, który jest od początku? Któż nie wysławi Ostatniego?

Ciemność znowu się rozprasza, światłość ponownie jest umocniona, Egipt znowu jest karany ciemnością, Izrael ponownie oświecony się przez słup [ognia]. Lud siedzący w ciemności niewiedzy niechaj ujrzy światłość poznania! Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. Litera usuwa się, duch postępuje, cienie ustępują, prawda wkracza w ich miejsce. Melchizedek jest spełniony: ten, który nie ma matki staje się tym, który nie ma ojca, bez matki najpierw, potem bez ojca. Prawa natury ulegają rozwiązaniu. Napełnić musi się wyższy świat. Chrystus rozkazuje – nie opierajmy się! Wszystkie narody, klaszczcie w dłonie, bowiem dziecię się nam narodziło, syn i został nam dany, na którego barkach jest władza (albowiem wraz z Krzyżem jest podniesiony) i otrzyma miano Wielkiej Rady – Rady Ojca – Wysłannika. Niechaj Jan zawoła: Przygotujcie drogę Panu! I ja ogłoszę potęgę tego dnia: Bezcielesny się ucieleśnia, Słowo nabiera masy, Niewidzialny jest widziany, Niedotykalnego można dotknąć, Bezczasowy ma początek, Syn Boży Synem Człowieczym się staje, Jezus Chrystus, wczoraj i dzisiaj ten sam i na wieki! Żydzi niech się gorszą, niechaj wyśmiewają Grecy, heretycy niech mówią aż do zdrętwienia języka. Uwierzą, gdy ujrzą Go idącego na niebiosa, a jeśli nie wtedy, to gdy z niebios przyjdzie i jako Sędzia zasiądzie.

To jednak później. Teraz zaś jest święto Objawienia Bożego lub Narodzenia, dwie nazwy nosi, skoro dwa miana przysługują jednej rzeczy. Ukazał się bowiem Bóg ludziom przez narodzenie. Z jednej strony jest Tym, który jest i zawsze Będącym z zawsze Będącego, ponad wszelką przyczynę i zasadę (logos), nie ma bowiem wyższej zasady (logos) nad Słowo (Logos). Z drugiej zaś, dla nas później się staje, aby Ten, który darował nam istnienie, obdarzył nas również dobrym bytem. Lub raczej skoro odpadliśmy od dobrego bytu w zło, aby do niego znowu nas przywrócić przez Wcielenie. Nazwa zatem to Objawienie, skoro się ukazał, i Narodzenie, skoro się narodził.

To jest święto dla nas, to obchodzimy dzisiaj: przyjście Boga do ludzi, abyśmy my do Boga przyszli albo raczej powrócili – tak bowiem rzec jest dokładniej – abyśmy starego człowieka odłożywszy, nowego przywdziali i jak w Adamie umarliśmy, tak byśmy w Chrystusie ożyli jako z Chrystusem narodzeni, i z Nim ukrzyżowani, i współpogrzebani, i razem z Nim powstali z martwych.
Św. Grzegorz Teolog, Mowa 38 (tłum. własne)

Czego nie wie diabeł?

Istnieje spora grupa ludzi spośród tych, którzy w ogóle wierzą w istnienie diabła, która wielką wagę przykłada do jego mocy i wiedzy. Słuchając lub czytając wypowiedzi takich osób na ten temat, ma się czasem wrażenie, że diabeł jeśli nie może wszystkiego, to już na pewno wie wszystko i przez to zręcznie manipuluje ludzkością stanowiąc rywala godnego Boga. Chociaż w żadnym wypadku nie lekceważę walki duchowej, jaką każdy prawdziwy chrześcijanin toczy z mocami ciemności w swoim życiu, to w takim ujęciu dostrzegam pewien mankament. Doskonale wychodzi on na jaw, kiedy pojawia się pytanie: jeśli to diabeł stał za udanym spiskiem na życie Jezusa, to dlaczego okazał taką naiwność sądząc, że Jezusa jako Syna Bożego da się skutecznie uśmiercić? Dlaczego nie wiedział, że posłanie samego Boga na śmierć zniszczy śmierć i moc szatana? Bardzo trafnie moim zdaniem podchodzi do tego zagadnienia o. Jonathan Tobias w swoim wykładzie Otchłań zwyciężona przez Piękno: Implikacje prymatu boskiego piękna nad przemocą. Oto co mówi:

Oto co jest niezmiennie szokujące w tych wydarzeniach, a co zawsze wprawiało mnie w zdumienie, gdy byłem dzieckiem: Dlaczego diabeł zawiódł Jezusa w tamto miejsce [do Otchłani, w śmierć], skoro wiedział, że się to tak skończy? Cóż, pierwsza odpowiedź, zgodnie ze św. Ireneuszem i niektórymi innymi Ojcami, brzmi tak, że nie wiedział, iż Jezus jest w pełni Bogiem. Druga odpowiedź jest jeszcze bardziej szokująca. Diabeł i moce zła w Wielki Piątek, Wielką Sobotę i w Wielką i Świętą Paschę, diabeł i moce zła nie znały trynitarnego nauczania i chrystologii. Po prostu nie znały. Prawdopodobnie nie powinniśmy być tym tak zaskoczeni, ponieważ jedynym sposobem, by rozpoznać boskość Chrystusa jest świadectwo Ducha Świętego, a jedyną drogą poznania Boga jako Trójcy jest dobrowolne przystąpienie do komunii trynitarnej miłości.

To w ten właśnie sposób piekło nie zorientowało się co je czeka i nadal tego nie rozumie. Diabeł, tak sądzę, nadal jest w najlepszym przypadku arianinem, a może być nawet agnostykiem i pozostaje fanatycznie oddany narracji o chaosie i przemocy, na które narzekaliśmy z taką mocą na początku. Ty sam jesteś z miejsca lepszym teologiem, niż diabeł, i zawsze będziesz. Diabeł zna wiele faktów, ale w rzeczywistości nie rozumie.

To jest właśnie rzecz, która zastanawia: jeśli to przez Ducha Świętego poznaje się prawdę, nie tylko o Jezusie, ale w ogóle o rzeczywistości duchowej, to jak diabeł może być tak „wszechwiedzący”, jak przypisują mu to niektórzy chrześcijanie? Zło nie tylko degraduje nas moralnie czy egzystencjalnie, ale zaciemnia oczy naszego serca, otępia nasz umysł, sprawia, że mniej rozumiemy, mniej widzimy. Jeśli diabeł jest w istocie takim mistrzem zła, to jakże ślepy musi być w istocie na wszystko, co od Boga pochodzi, na wszystko, co Bóg czyni. To jest wielka nadzieja: kto ma udział w Duchu Świętym, w Chrystusie, w Bogu, ten już jaśniej widzi, niż ociemniały władca ciemności.

resurrection-icon

Ujrzeliśmy światłość prawdziwą

Pokłon przed Ciałem i Krwią Chrystusa

Jakiś czas temu zauważyłem pewną interesującą zbieżność pomiędzy Liturgią św. Jana Chryzostoma a Mszą Św. w starożytnym rycie rzymskim. Otóż w Boskiej Liturgii po Komunii Lud śpiewa:

Εἴδομεν τὸ φῶς τὸ ἀληθινόν,
ἐλάβομεν Πνεῦμα ἐπουράνιον,
εὕρομεν πίστιν ἀληθῆ,
ἀδιαίρετον Τριάδα προσκυνοῦντες,
αὕτη γὰρ ἡμᾶς ἔσωσεν.

Ujrzeliśmy światłość prawdziwą,
przyjęliśmy Ducha niebieskiego,
znaleźliśmy wiarę prawdziwą,
niepodzielnej Trójcy oddajemy pokłon,
Ona bowiem nas zbawiła.

Jest to dziękczynna odpowiedź na przyjęcie Ciała i Krwi Chrystusa. Zbieżność, o której mowa, to fakt odczytywania we Mszy rzymskiej na samym końcu Prologu Ewangelii św. Jana 1:1-14 (tzw. Ostatnia Ewangelia).

​Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.​ Ono było na początku u Boga.​ Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic nie się stało, z tego co się stało.​ W Nim było życie, a życie było światłością ludzi.​ A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie ogarnęła.​ Wystąpił człowiek, posłany od Boga, który nazywał się Jan.​ Ten przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy przezeń uwierzyli.​ Nie był on światłością, lecz miał zaświadczyć o światłości.​ Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, który na świat przychodzi.​ Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat Go nie poznał.​ Do swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli.​ Tym zaś, którzy Go przyjęli, dał moc stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego,​ którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga.​ A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką ma jednorodzony Syn od Ojca, pełny łaski i prawdy.

Przy czytaniu słów «A Słowo ciałem się stało» wszyscy klękają

To powiązanie poprzez ideę «oglądania prawdziwej światłości» może wyjaśniać oba teksty i ich użycie. Z jednej strony Liturgia bizantyjska przywołuje w ten sposób poselstwo Ewangelii św. Jana. Ci, którzy przyjęli Najświętsze Tajemnice Ciała i Krwi, to ci, którzy przyjęli Słowo, które stało się ciałem. Oni uwierzyli w imię Słowa – Jezusa Chrystusa i znaleźli prawdziwą wiarę. Oni stali się dziećmi Bożymi, otrzymali życie, przyjęli Ducha, którego Syn daje od Ojca, Ducha wołającego «Abba!». Oni w Komunii ujrzeli prawdziwą Światłość, Chrystusa, ujrzeli Go otoczonego Ojcowską chwałą.

Z drugiej strony modlitwa z Liturgii bizantyjskiej mówi coś o sensie odczytywania tej Ewangelii na końcu Mszy. Ta lektura stanowi formę modlitwy dziękczynnej – po przyjęciu Ciała i Krwi Wcielonego Słowa, wierni słowami Ewangelii wyznają prawdę, którą zostali oświeceni w Komunii. Była światłość prawdziwa i my Ją ujrzeliśmy. Przyjęliśmy Słowo, w którym jest życie. Uwierzyliśmy w Jednorodzonego i ujrzeliśmy Jego chwałę, stawszy się dziećmi Jego Ojca.

Tym samym Ewangelia św. Jana wyraża radość i szczyt Paschalnej tajemnicy – przyjęcie Boga, usynowienie przez Niego, udział w Bożej światłości i chwale, egzystencjalne poznanie prawdy i doświadczenie łaski poprzez Wcielone Słowo. To radość tych, którzy zanurzyli się w śmierć z Chrystusem i powstali z Nim do nowego życia, życia dzieci Bożych. Nie bez powodu właśnie ten fragment Ewangelii św. Jana czyta się w Święto Paschy w Liturgii bizantyjskiej.

Chociaż zwykło się postrzegać Mszę rzymską jako strukturę, która kładzie wielki nacisk na Ofiarę Krzyża, to ostatnie czytanie, widziane w świetle modlitwy bizantyjskiej, dopełnia tę Ofiarę właściwym zakończeniem – prawdą o tajemnicy usynowienia przez Boga w Chrystusie, tajemnicy pełnej światła, życia i łaski.

Zwiastowanie: Krzyż Marii i nawrócenie Józefa

Już w przyszłą środę, 25 marca, obchodzić będziemy Święto Zwiastowania Bogurodzicy, po grecku Evangelismós, czyli «zwiastowanie dobrej nowiny». To pamiątka Wcielenia, początku ludzkiej egzystencji Syna Bożego i początek Ewangelii. Bardzo wczesna tradycja, uwieczniona w homilii paschalnej Melitona z Sardes (początek II wieku), podaje, że 25 marca, dzień poczęcia się Jezusa to również dzień jego śmierci na Krzyżu. Do dzisiaj Zwiastowanie wypada w okresie wielkopostnym, w czasie przygotowania do Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, oświetlone jest więc oczekiwaniem na te święta. Zwiastowanie ma jednak bardzo wiele wspólnego z Krzyżem w samej swej istocie, nie tylko przez uniżenie Syna Bożego, który zechciał przyjąć ciało dla naszego zbawienia, ale przez uniżenie Marii, Bożej Rodzicielki. Ten wymiar często umyka uwadze przy okazji Święta Zwiastowania przede wszystkim dlatego, że samo wydarzenie opisane jest w Ewangelii wg św. Łukasza, który mniejszą uwagę poświęca problematyczności poczęcia, które jest udziałem Marii.

Aby ujrzeć szerszy obraz, musimy sięgnąć do Ewangelii wg św. Mateusza, która te wydarzenia opisuje następująco:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, powierzona została Józefowi, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że poczęła z Ducha Świętego. Józef zaś, mąż Jej, sprawiedliwym będąc i nie chcąc na nią donieść, postanowił potajemnie odesłać ją. Gdy tak pomyślał, oto anioł Pana ukazał mu się we śnie, mówiąc: – Józefie, synu Dawida, nie lękaj się przyjąć Mariam, żony twojej, bo To w Niej poczęte jest z Ducha Świętego. Urodzi zaś syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud swój od grzechów ich. To wszystko zaś stało się, aby wypełniło się, co zostało przez proroka powiedziane, mówiącego od Pana: Oto Dziewica pocznie i urodzi Syna, i nadadzą Mu imię: Emmanuel, co się przekłada: – Z nami Bóg. Powstawszy ze snu Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pana, i przyjął żonę swoją. I nie znał jej, a kiedy urodziła syna, nadał Mu imię Jezus.
Mt 1:18-25 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Mary and Joseph

Św. Mateusz ujawnia nam cały skandal: ta, która miała być dziewicza, okazuje się być w ciąży. Na poziomie prostego odczytania Ewangelii, nowopoślubiona małżonka Józefa okazuje się nosić już dziecko pod swym sercem jeszcze zanim się zeszli, zanim Józef «poznał ją» – i to już brzmi skandalicznie. Wrażenie to jednak wzmaga jeszcze znajomość tradycji pozabiblijnej, ale znowu sięgającej początków II wieku po Chrystusie, a zawartej w Proto-Ewangelii Jakuba, wedle której Maria miała być dziewicą poświęconą Bogu, służącą przy Świątyni, a tylko powierzoną pod opiekę starcowi Józefowi. Takie tło nadaje zupełnie nowy wymiar skandalowi poczęcia Jezusa w łonie Marii, który trafnie oddaje jeden z utworów z Liturgii Bożego Narodzenia w rycie bizantyjskim:

To mówi Józef do Dziewicy:
Mario, cóż to za rzecz, jaką w Tobie widzę?
Wątpię i dziwię się, przeraża się mój umysł,
odejdź ode mnie w tajemnicy jak najszybciej,
Mario, cóż to za rzecz, którą w Tobie widzę?
Zamiast szacunku hańbę,
zamiast radości smutek,
zamiast chwały wymówkę przyniosłaś mi.
Nie będę już dalej znosił ludzkich drwin,
bowiem od kapłanów ze świątyni Pańskiej
przyjąłem Ciebie jako nieskalaną i cóż widzę?
Stichera z Pierwszej Godziny 25 grudnia

Z tego tekstu przebija dramatyczny zawód: ta, która wydawała się być świętą dziewicą, okazuje się brzemienna. Maria miała przynieść cześć, radość i chwałę, a w zamian za to stała się źródłem hańby i smutku Józefa. Czy to nie brzmi znajomo? Posłuchajmy Ewangelii wg św. Łukasza i słów dwóch uczniów w drodze do Emaus:

To, co stało się z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem, mężem mocnym w czynie i słowie przed Bogiem i całym ludem, jak arcykapłani i przywódcy nasi oddali Go pod sąd, na śmierć i ukrzyżowali. My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela, a przy tym wszystkim już trzeci dzień upływa, odkąd się to wydarzyło.
Łk 24:19-21 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Zamiast radości – smutek, zamiast chwały – hańba. Zawiedzione nadzieje, wstyd, że się dało tak omamić. W historii zwiastowania to Maria przyjmuje swój krzyż dobrowolnie, przyjmuje hańbę nieślubnej ciąży, ryzyko bycia wytykaną palcami znajomych, odrzucenie przez Józefa, którego pewnej opiece została powierzona. A Józef, niczym Apostołowie w pierwszy dzień tygodnia po Męce, nie daje wiary, jest zdruzgotany, próbuje wyjść z twarzą i ocalić to, co zostało z godności Marii. Nie rozumie jej krzyża, jest nim zgorszony, chce się oddalić od całej sprawy tak, jak uczniowie uciekli od pojmanego Jezusa.

Dopiero sam Jezus wyjaśni Apostołom ich błąd tak, jak anioł objawił Józefowi sens całego wydarzenia. To przez Krzyż przychodzi zbawienie, zmartwychwstanie, życie dla świata. Nim Chrystus zdoła wypowiedzieć swoje wezwanie: «Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje», Maria na własnej skórze, na własnym ciele odczuła, co to znaczy zjednoczyć się z Wcielonym Synem Bożym, co to znaczy być ochrzczonym Jego chrztem i pić z Jego kielicha: zanurzyć się w hańbie, by powstać do chwały, napić się wstydu, by rozweselić serce radością, której już nikt nie może odebrać. Poczęcie i narodzenie Jezusa staje się jakby próbą generalną Jego budzącej bojaźń Paschy, tyle że u zarania Ewangelii próbę przechodzi Jego Matka, która potem będzie stała pod Jego Krzyżem, oniemiały świadek Męki. W Zwiastowaniu to Jezus pozostaje niemym towarzyszem cierpienia Marii, ale i źródłem jej ostatecznej chwały. Bo Józef nawraca się, staje na wysokości zadania, jako wierny stróż Wcielonego Słowa Bożego i Służebnicy Pańskiej. Na koniec posłuchajmy znowu słów Liturgii Bożego Narodzenia:

Gdy Józef, Dziewico, smutkiem spętany szedł do Betlejem, wołałaś do niego: Dlaczego widząc mnie brzemienną smucisz się i wątpisz? Czyż nie widzisz tej strasznej tajemnicy, która dokonała się za mną? Odrzuć wszelki lęk, poznawaj rzeczy przesławne. Bóg bowiem zstępuje na ziemię ze względu na miłosierdzie, teraz jest w moim łonie, gdzie przyjął ciało. Gdy ujrzysz Go urodzonego, jak zechce, napełnisz się radością i pokłonisz się Jemu jako twemu Stwórcy, któremu nieustannie śpiewają aniołowie i wysławiają z Ojcem i Duchem Świętym.
Stichera Dziewiątej Godziny 25 grudnia

Józefie, powiedz nam, jak od świętych przyjąłeś Dziewicę, którą brzemienną przyprowadzasz do Betlejem. Ja, rzecze, proroctwa wybadawszy i wieść otrzymawszy od anioła przekonałem się, że Boga Maria urodzi w niewypowiedziany sposób, któremu ze Wschodu przyjdą pokłonić się magowie z darami godnymi. Panie, ze względu na nas wcielony, chwała Tobie!
Stichera Trzeciej Godziny 25 grudnia

Bogurodzico Dziewico, raduj się,
łaski pełna Mario, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twego,
albowiem zrodziłaś Zbawcę dusz naszych!

Grzegorz Teolog: ikonę zbawić i ciało unieśmiertelnić

Grigorios-theologos_0304

Był to sam Boga Słowo, przedwieczny, niewidzialny, nieobjęty, bezcielesny, z Początku Początek, ze Światłości Światłość, krynica życia i nieśmiertelności, wzór archetypu piękna, nienaruszalna pieczęć, niezmienna ikona, Ojca Określenie i Słowo. Do swej własnej ikony podchodzi i ciało niesie ze względu na ciało, a z duszą rozumną dla mojej duszy się miesza, za sprawą podobnego podobne oczyszczając. I we wszystkim staje się, za wyjątkiem grzechu, człowiekiem. Począł się z Dziewicy duszą i ciałem wcześniej oczyszczonej przez Ducha (trzeba było bowiem, by i zrodzenie zostało uczczone, i dziewictwo otrzymało jeszcze większą cześć). Przybywa zaś jako Bóg z tym, co przyjął, jako jeden z dwóch przeciwności, ciała i Ducha – jednej przebóstwiającej, drugiej zaś przebóstwianej. O, nowe połączenie! O, paradoksalne zmieszanie! Ten, który istnieje – staje się, Niestworzony stwarza się, a Nieobjęty daje się zawrzeć, za pośrednictwem duszy rozumnej pośredniczącej między bóstwem a biernością ciała. I Ten, który wzbogaca, ubożeje – ubożeje bowiem przez moje ciało, abym ja mógł wzbogacić się Jego boskością. I Pełen ogołaca się – ogołaca się zaś z własnej chwały na krótko, abym ja mógł mieć udział w Jego napełnieniu. Jakież bogactwo dobroci! Co to za tajemnica mnie dotycząca! Miałem udział w ikonie i nie ustrzegłem go – On uczestniczy w moim ciele, aby i ikonę zbawić, i ciało unieśmiertelnić. W drugiej wspólnocie ma udział, o wiele bardziej paradoksalnej, niż pierwsza. O ile wtedy miał udział w tym, co lepsze, teraz uczestniczy w tym, co gorsze. To obecne jest bardziej boskie, niż za pierwszym razem, dla tych, którzy mają rozum, bardziej jest wywyższone.
Grzegorz z Nazjanzu, Mowa o Teofanii [38] 13, tłum. własne

Glory to God for All Things: Ziemia zamarła

 

Poniższy post jest tłumaczeniem artykułu ze strony o. Stephena Freemana pt. Glory to God for All Things – „Chwała Bogu za wszystko”.

***

Ziemia zamarła

Prawosławni chrześcijanie obchodzą wspomnienie śmierci (Zaśnięcia) Dziewicy Marii w miesiącu sierpniu (w nowym kalendarzu 15-tego, w starym 28-ego). Tym, dla których takie święta są obce, łatwo jest błędnie zrozumieć, o co prawosławnym chodzi – i założyć, że jest to po prostu święto dla Marii, ponieważ lubimy tego rodzaju rzeczy. Takiej lekceważącej postawie łatwo umyka dostrzeżenie głębi tajemnicy naszego zbawienia. Zaśnięcie Matki Bożej jest jedną z bram do tej tajemnicy – z których wszystkie są Chrystusem, który jako jedyny jest naszym zbawieniem.

Życie chrześcijańskie, tak jak uczą o tym Pisma i Ojcowie, ma za fundament tajemnicę i rzeczywistość komunii. Nie istniejemy w oderwaniu, ani nie istniejemy zaledwie jako zbiorowisko. Nasze życie to komunia, wspólnota życia. Dzielimy się sobą nawzajem w sposób, który przenika cały nasz byt. Jestem wyjątkowy, a jednak jestem również dzieckiem Jima i Nancy, mężem Beth itd. Chociaż jestem wyjątkowy, tak wiele z tego, kim jestem i czym jestem stanowi ich własne życie i życie pokoleń istot ludzkich i kultury – nie tylko genetycznych krewnych, ale całej ludzkości. Bez tej wiedzy (świadomej lub nieświadomej), nie kochamy tak, jak powinniśmy, ani nie będziemy żyć tak, jak powinniśmy. Twoje życie jest moim życiem; Boże, dopomóż nam.

Wiara w to, że Bóg stał się człowiekiem we Wcieleniu Jezusa Chrystusa, nie ma sensu i posiada ograniczoną wartość w oderwaniu od rzeczywistości życia rozumianego jako komunia. Dlatego kluczowe jest to, że Credo wyznaje: „przyjął ciało z Marii Dziewicy i stał się człowiekiem.” Łono Dziewicy nie było „pożyczonym miejscem”, które Bóg zamieszkiwał do swego narodzenia. Łono Dziewicy jest również tym miejscem i tym źródłem, z którego Bóg „przyjął ciało z Marii Dziewicy.”

Istnieje wiele teologicznych opisów Chrystusa i Jego dzieła zbawienia, które skupiają się niemal wyłącznie na idei Chrystusa jako ofiary na Krzyżu, zapłaty za karę za nasze grzechy. Ten opis ma tendencję do bycia niepowiązanym z czymkolwiek innym. Nie ma nic istotnego w narodzeniu Chrystusa z Dziewicy dla takiego poglądu na Odkupienie. Również Dziewica nie jest postrzegana jako mająca jakikolwiek istotny związek ze zbawczymi dziełami Boga, które głoszą nam Pisma. W ten sposób ci, którzy wyznają jej dziewictwo w tym przypadku, czynią tak tylko dlatego, że jest ono zapisane w Piśmie – jednak nie robią tak dlatego, że rozumieją jego prawdziwą rolę w naszym zbawieniu. Wierzą w fakt jej dziewictwa, ale nie rozumieją jego tajemnicy.

Nasze zbawienie nie dokonuje się za sprawą obiektywnej zapłaty (nawet jeśli obraz zapłaty można znaleźć w Piśmie Świętym). Jednogłośnym nauczaniem Pism odnośnie Chrystusa jest to, że nasze zbawienie ma miejsce poprzez zjednoczenie z Nim, przez prawdziwą komunię, udział w Jego życiu.

Jego Wcielenie (Bóg-stał-się-człowiekiem) jest zatem fundamentalną rzeczywistością Bożego odnowienia naszej wspólnoty z Nim. Chrystus stał się uczestnikiem naszego życia, abyśmy mogli stać się uczestnikami Jego życia. Ta rzeczywistość staje się dogłębnie jasna w tym, że Bóg nie tylko przychodzi, by zamieszkać pośród nas, ale przychodzi, by uczynić to jako człowiek, przyjąwszy ciało z Dziewicy Marii. Staje się „ciałem z jej ciała i kością z jej kości” (Rdz 2:23). I jeszcze jeden obraz: „I miecz przeniknie także twoją własną duszę” (Łk 2:35). Maria jest zjednoczona z Chrystusem w ciele, jednak mistycznie również w swej duszy.

Jej rola w zbawieniu świata (przez zjednoczenie z Chrystusem) jest tak głęboka, że jest prorokowana w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju (Dz 3:15). Ona, i dziewicze narodziny, są zapowiadane w obrazach wielokrotnie w Starym Testamencie (tak, jak wyjaśniają go Ojcowie). Istnieje tradycyjny hymn śpiewany w trakcie przywdziewania szat przez Biskupa, który odnosi się do małego wycinka takich obrazów:

Dawni Prorocy zawczasu zapowiadali cię,
Złote Naczynie, Laskę, Tablicę, Arkę,
Świecznik, Stół, Górę Nieciosaną,
Złoty Ołtarz Kadzidlany, Bramę Zapieczętowaną,
i Tron Króla,
ciebie Prorocy zapowiadali z dawna.

Prawdopodobnie największą kolekcję tego rodzaju odniesień można znaleźć w hymnie z VI wieku zwanym Akatystem do Bogurodzicy.

Te obrazy i ich obfite wykorzystanie u Ojców wypływa w całości z fundamentalnego zrozumienia zbawienia jako komunii. I tak ona, jako Matka Boga, ma udział z Chrystusem. Ona przynależy do Niego, jak Złote Naczynie przynależało do Manny (ona jest naczyniem, które nosiło Chleb z Nieba); ona ma się do Niego, jak Laska Aarona ma się do pączków, które z niej wyrosły (to, że On miałby się narodzić z jej dziewiczego łona jest jak życie, które zakwitło z pozbawionej życia Aaronowej laski); ona jest Tablicą, podczas gdy Chrystus to słowa na niej wyryte; ona jest świecznikiem, podczas gdy Chrystus jest Światłem itd.

Jak mówi nam Credo, Chrystus umarł według Pism. To nie oznacza „według ksiąg Ewangelii”, ale „według Pism Starego Testamentu” (pierwszy raz widzimy tę frazę w 1 Koryntian 15:3). Oczami Ojców i Tradycji Kościoła zaczynamy widzieć, że „według Pism” to coś więcej, niż kilka odniesień do zapłaty lub ofiary albo wskazujących na Krzyż. Ewangelia, która została nam dana, zawiera bardzo holistyczne rozumienie zbawienia i jego historii, które rozwija się od początku do końca.

Zjednoczenie z ciałem Dziewicy jest zjednoczeniem się z naszym człowieczeństwem – zaiste z całym stworzeniem. To, co Chrystus przyjmuje za swoje w tym akcie, niesie ze sobą w trakcie swej służby, zabierając to ze sobą na śmierć, do Hadesu i wzbudza to ze sobą trzeciego dnia. Dlatego św. Paweł może mówić:

Tak więc przyjmując chrzest jesteśmy wspólnie z Nim składani do grobu w Jego śmierci, abyśmy potem mogli chodzić w nowości życia, tak jak i Chrystus zmartwychwstał dzięki chwale Ojca. Jeżeli bowiem zrośliśmy się z Nim przez śmierć podobną do Jego śmierci, to będziemy również jedno z Nim przez podobne zmartwychwstanie. Wiemy przecież, że nasz stary człowiek wspólnie z Nim został ukrzyżowany po to, aby uległa zniszczeniu grzeszność ciała i żebyśmy już nie byli w niewoli grzechu.
Rzymian 6:4-6

Owe komentarze na temat śmierci i zmartwychwstania w kontekście Chrztu, w którym „zrośliśmy się z Nim”, mają sens tylko z rozumieniem zbawienia jako komunii.

Śmierć Matki Bożej (bowiem Ten, który narodził się z niej, był prawdziwie Bogiem jak i prawdziwie człowiekiem), wspominana w Święcie Zaśnięcia, jest czymś, w czym ma udział całe stworzenie. Bowiem celem Wcielenia nie było po prostu przyjęcie ciała z Dziewicy, ale zjednoczenie z całym stworzeniem. I tak stworzenie „jęczy i wzdycha” oczekując ostatecznego spełnienia naszego zbawienia (Rzymian 8). Lub jak śpiewa Kościół:

Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie,
chóry Aniołów i ludzki ród.
O święta świątynio i raju duchowy,
dziewictwa chlubo,
w Ciebie wcielił się Bóg i Dzieckiem był
przedwieczny Bóg nasz.
Wnętrzności bowiem Twoje tronem uczynił
i łono Twoje większym było od nieba.
Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie!

Jej Zaśnięcie jest zaiste dniem, w którym ziemia zamarła – bowiem Matka nas wszystkich przechodzi ze śmierci do życia.

Ofiara Chrystusa (1)

W ewangelikalnym ujęciu ofiara Chrystusa jest zazwyczaj przywoływana jako zapłata, spłacenie długu u Boga zaciągniętego przez ludzi za sprawą ich grzechów, jako zastępcza kara – Chrystus po to miał się stać człowiekiem, po to cierpieć i umrzeć, aby zadośćuczynić Bogu w miejsce wierzących za ich grzechy. Uznaje się, że ludzkie grzechy zasługują na nieskończony gniew Boga, który ugasić może tylko śmierć Jezusa Chrystusa ze względu na Jego boską naturę. Chociaż mówi się o ofierze, takie ujęcie tematu sprawia, że rzeczona „ofiara” nie ma nic wspólnego z ofiarą, jako formą kultu. Śmierć Chrystusa może pozostać ofiarą wyłącznie w tym sensie, że Chrystus dobrowolnie poświęcił siebie dla dobra wierzących. Nowy Testament nie ogranicza jednak ofiary Chrystusa w ten sposób, a raczej przedstawia ją w kultowym kontekście. Jaki jest sens ofiary w ogóle? W tym poście skupimy się na znaczeniach związanych z ofiarą w kulcie Izraela.

1. Ofiara jest darem.

Podstawową rzeczywistością ofiary jest dar. Można to rozpoznać po tym, że przed Chrystusem było wiele ofiar i nie wszystkie były związane z grzechem, a mimo to nadal przysługiwało im miano ofiary. Istotą ofiary jest to, że człowiek bierze coś, co posiada, i darowuje to Bogu, poświęca to Bogu. Nie zawsze oznaczało to zniszczenie daru – nie wszystkie ofiary spalano. Czasem część niektórych ofiar była niszczona, a część spożywana. Również zalecenia dotyczące rytualnego uboju można rozumieć jako ustanawiające powszechność ofiar – każde zwierze z trzody musi zostać zabite w kontekście kultu JHWH, musi zostać najpierw przedstawione Bogu, a dopiero potem spożyte.

Ofiara zatem to dobrowolny dar przedstawiany Bogu przez czciciela – dar związany z popełnionym grzechem, ale niekoniecznie. Mógł to być również zupełnie bezinteresowny dar. Składanie ofiar miało być znakiem, że czciciel, Izraelita, jest związany ze swoim Bogiem, jest od Niego zależny, jest Jemu poddany i posłuszny. Był to znak, że cała majętność owego Izraelity, która stanowiła o jego przeżyciu, należy do Boga, że On jest jej dawcą i prawdziwym właścicielem. Dlatego ofiara chociaż jest darem, nie jest wyłącznie darem – nie jest to przekazanie czegoś pomiędzy równymi. Ofiara oznaczała hołd, wyraz uznania dla Boga.

W historii Abla i Kaina nie jest powiedziane, że złożyli oni swoje ofiary za coś. Raczej opowieść rozwija się w ten sposób, że każdy z nich zajął się różnym rodzajem pracy dla swego utrzymania i potem przyniósł Bogu to, co ta praca mu zrodziła. Z tego, co we współpracy z ziemią zdołali wyhodować, podarowali Bogu jako znak poddaństwa. Konflikt w tej historii rozgorzał, gdy ofiara – dar – Kaina nie została przyjęta, a stało się tak, ponieważ Kain uległ grzechowi. Bóg odrzucił dar Kaina, jego hołd nie znalazł u Boga uznania, ponieważ był obłudny i nieczysty. Obłudę kultu ofiarniczego wielokrotnie piętnowali potem prorocy wskazując, że nie o same ofiary Bogu chodzi – mają one być znakami postawy człowieka wobec Boga. Bóg nie potrzebuje ofiar, ponieważ wszystko z natury do Niego należy, Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia. Ofiary to dar człowieka dla Boga, dar, który na samym początku jest darem Boga dla człowieka.

2. Ofiara jest hołdem, dziękczynieniem i wyrazem wiary.

Okazuje się zatem, że człowiek nie może Bogu nic dać, co nie należałoby już do Boga. Tym bardziej ofiara staje się unaocznieniem tego faktu – radosne, rytualne wyniszczenie ofiary na ołtarzu jest świadectwem wiary czciciela w to, że wszystko od Boga pochodzi, a zatem nie musi się o to troszczyć, może to oddać z wiarą, że mu nigdy nie zabraknie tego, czego potrzebuje.

Dlatego ofiara jest dziękczynieniem, jest uznaniem dobroci Boga, weseleniem się z faktu, że dobra Boże są nieograniczone, że Bóg jest łaskawym dawcą i daje tak wiele, że tym, co człowiekowi ofiarowuje, ten człowiek może jeszcze Go czcić. Można dzięki temu zrozumieć opisy hekatomb przy wielki świętach Izraela w starym przymierzu – złożenie w ofierze setek zwierząt było aktem niepohamowanej wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, uznaniem, że to wszystko od początku do końca od Boga pochodzi, jest Jego dziełem, darem i własnością.

Znacząca tutaj jest historia o ofiarowaniu Izaaka. Można powiedzieć, że ujawnia ona, iż Abraham prawdziwie pojął sens ofiarnego rytuału – nie zawahał się poświęcić własnego długo wyczekiwanego syna, ponieważ wiedział, że Bóg mu go dał i może go zwrócić (Hbr 11:17-19). Ale to nie tylko historia dwóch ludzi – Izaak jest przecież protoplastą narodu wybranego. Opowieść ta mogła pouczać Izraelitów o tym, że w gruncie rzeczy zawdzięczają Bogu w całości swoje istnienie i tą wdzięczność mogą wyrażać przez takie ofiary, jak ta, którą Abraham złożył na górze Moria. Ofiary, które zastępują ich samych na ołtarzu, jak baran zastąpił Izaaka. Abraham za swoją wiarę i ofiarność otrzymał błogosławieństwo i podobnie Izraelici mieli wierzyć, że składając na ołtarzu to, co stanowi o ich życiu, otrzymają błogosławieństwo swego ojca Abrahama.

3. Ofiara to wspólnota, uczta i dialog.

Z powyższych uwag można łatwo wyciągnąć wniosek, że ofiara zawiera w sobie ogromny ładunek znaczeń: wierność, wdzięczność, dar, ofiarność, hołd, poddanie, posłuszeństwo, uznanie. To wszystko sprawia, że ofiara jest sposobem zawiązania i zachowywania relacji między ludźmi a Bogiem. Dary, które ludzie ofiarowują Bogu ze swej natury są wspólne – należą i do Boga, i do człowieka. W ten sposób stworzenie, które służy ludziom, człowiek wykorzystuje na służbę Bogu, dla uwielbienia i dziękczynienia. Ofiara to podstawowy język, w jakim odbywa się dialog między Bogiem a człowiekiem. To nie słowa tworzą relację pomiędzy Stwórca i człowiekiem, ale właśnie realizm daru, dlatego przymierza bywały zawierane przez złożenie ofiar i były zachowywane przez ofiary.

Ofiara to oczywiście była również uczta. Jak zostało wspomniane – nie wszystkie ofiary spalano w całości. Część z nich była źródłem kultowych uczt. Owe uczty były jakby echem uczty, którą spożyli starsi Izraela z Mojżeszem u stóp Boga na górze Synaj przy zawarciu przymierza (Wj 24:11), ale również znakiem przyszłej uczty na górze Syjon zapowiadanej przez proroków dla wszystkich ludów (Iz 25:6). Sens tych uczt pozostaje ten sam – to JHWH jest źródłem życia, dawcą wszelkich dobrych darów dla wszystkich ludów. Wizja wszystkich pogan ucztujących z Izraelem przed obliczem Pańskim to była wizja wspólnego całej ludzkości kultu prawdziwego Boga.

4. Ofiara to to, co najlepsze dla naprawy tego, co najgorsze.

We wszystkich sferach kultu Izraela królowała zasada, że Bogu należy się to, co najlepsze, najczystsze, najdoskonalsze. Tak doskonali fizycznie musieli być kapłani, tak czciciele nie mogli wstępować do domu Pańskiego, jeśli posiadali jakiekolwiek stałe lub tymczasowe defekty. Tak też ofiary musiały być nieskazitelne. Pisma są pełne napomnień, by nie ofiarowywać Bogu tego, co zepsute lub marne – jest to zniewaga, a nie prawdziwy hołd. Tak też było z ofiarami za grzech, które musiały być doskonałe, niepokalane, by dokonać oczyszczenia z grzechu. Ofiarowuje się Bogu nie to co grzeszne i nieczyste, ale to co najdoskonalsze, najlepsze – zwierzęta nie są zabijane i ofiarowane jako złe, ale właśnie jako najczystsze, by naprawić zniszczoną przez grzech więź człowieka z Bogiem. Po tym jak człowiek zanieczyścił siebie, jak skaził samego siebie, czyni coś radykalnie przeciwnego – bierze to, co najlepsze, co najcenniejsze, co stanowi o jego życiu i oddaje to Bogu. Zaburzenie porządku relacji między człowiekiem i Bogiem przynosi zniszczenie, ale ofiara odbudowuje te relacje ponownie – znowu człowiek oświadcza swym czynem, na kim polega i komu oddaje hołd, a Bóg przywraca czystość i zdrowie człowiekowi. Tam, gdzie weszła śmierć i zniszczenie przez zerwanie wspólnoty z Bogiem, zaczyna na powrót królować życie przez wylanie krwi czystego zwierzęcia. Niektórzy są skłonni sądzić, że przebłagalna funkcja ofiary zasadzała się na przeniesieniu winy z człowieka na zwierzę i zabicie go w miejsce człowieka, jednak wywraca to do góry nogami logikę systemu ofiarniczego – ofiara przestaje być darem (tymczasem każda ofiara nim jest) i staje się egzekucją, a gdyby w tej sytuacji miała pozostać darem, to oddawałoby się Bogu coś, co jest Boga niegodne – coś grzesznego i nieczystego. Prawo izraelskie znało egzekucje zwierząt – wołu, który zabódł człowieka należało ukamienować i nie wolno było go spożywać. Nie miało to nic wspólnego z ofiarą, ale z bezpowrotnym zniszczeniem.

Podsumowując można powiedzieć, że ofiara była osią, wokół której obracały się żydowskie wyobrażenia na temat więzi człowieka. z Bogiem. To ona ukazywała jaka jest pozycja człowieka wobec Boga, ona ukazywała jakie znaczenie ma stworzenie i wszystko, co daje człowiekowi życie, w świetle Boga. Z ofiarą wiązało się dziękczynienie, wspólnota z Bogiem i innymi czcicielami, radość z dobrodziejstw, skrucha wobec własnej niewdzięczności, oczyszczenie i odpuszczenie grzechów, ratunek od zniszczenia i śmierci. W następnym wpisie zobaczymy, jak te prawdy zostały przekute przez Apostołów na teologię ofiary Chrystusa.

Boże Narodzenie – powrót Świątyni

Znajdujemy się właśnie w trakcie obchodów świąt Bożego Narodzenia (wg kalendarza juliańskiego wypadają one 7 stycznia w naszym kalendarzu i ciągną się do święta Chrztu Pańskiego 19 stycznia). Niesłychanie popularnym na Wschodzie, a zapomnianym na Zachodzie źródłem refleksji teologicznej nad pochodzeniem Marii i Jezusa jest tzw. Protoewangelia Jakuba, która zawiera opis nie tylko dzieciństwa Marii, ale również poczęcia i narodzenia się Chrystusa. Jest to dzieło specyficzne, czasami uderzające niektórymi szczegółami, czasem brzmiące niewiarygodnie lub naiwnie, jednak posiada swoją logikę na poziomie teologicznym. Jego wartość przejawia się w tym, że prawdopodobnie przekazuje dziedzictwo pierwotnej refleksji judeochrześcijan nad Chrystusem w świetle tradycji żydowskich. O jednym takim wątku chciałbym dzisiaj napisać.

Druga Księga Machabejska, utwór bardzo popularny wśród Żydów w starożytności jak i dziś, opisujący zmagania Machabeuszy z poganami, zawiera ciekawe tradycje dotyczące świątyni:

W dokumentach można znaleźć [wzmiankę], że prorok Jeremiasz rozkazał, aby ci, którzy byli uprowadzeni do niewoli, wzięli ze sobą ogień. Tak było powiedziane i tak prorok przykazał tym, których uprowadzono do niewoli. Dał im Prawo, aby nie zapomnieli przykazań Pana i aby nie zamąciły się ich myśli, kiedy będą widzieli wizerunki [bóstw] złote i srebrne, a wokoło nich ozdoby.Tymi i podobnymi słowami upomniał ich, aby nie dali usunąć Prawa ze swego serca.Było w tym piśmie [napisane], jak z Bożego polecenia prorok kazał nieść za sobą namiot i arkę, gdy wyszedł. Kiedy zaś wszedł na górę, na którą Mojżesz wstąpił i [z której] przyglądał się dziedzictwu Bożemu,przyszedłszy tam znalazł Jeremiasz pomieszczenie w postaci pieczary. Umieścił tam namiot, arkę i ołtarz kadzenia, a wejście zarzucił kamieniami.Kilku z tych, którzy mu towarzyszyli, wróciło, aby zaznaczyć drogę, ale już nie mogli jej odnaleźć.Kiedy zaś Jeremiasz dowiedział się o tym, czyniąc im wymówki powiedział: „Miejsce to pozostanie nieznane, aż Bóg na powrót zgromadzi swój lud i okaże mu miłosierdzie.Wtedy to Pan ponownie pokaże to [wszystko] i będzie można widzieć chwałę Pańską i obłok, podobnie jak za Mojżesza można ją było widzieć i jak wtedy, gdy Salomon modlił się, aby miejsce zostało w uroczysty sposób poświęcone”.
2 Mch 8:1-8

W ten sposób opisane zostało ukrycie najświętszych przedmiotów Świątyni – znalazły się w pieczarze, której lokalizacja jest nieznana, aż do czasów zmiłowania Bożego nad Izraelem. Wtedy powróci chwała Pańska i Świątynia prawdziwie odzyska swój blask, funkcję, cel i przeznaczenie jak za Mojżesza i Salomona.

We wspomnianej na początku Protoewangelii Jakuba znajdujemy takie zaskakujące wypełnienie tych słów. Józef i Maria są w drodze do Betlejem:

I przeszli około połowy drogi, i rzekła do niego Maryja: „Józefie, zsadź mnie z osła, ponieważ to, co jest [w moim łonie] nęka mnie, by się narodzić”. I zsadził ją tam, i rzekł do niej: „Gdzież cię zaprowadzę i osłonię twój wstyd, bo miejsce jest pustynne?” I ujrzał tam jaskinię, i wprowadził ją, i zostawił przy niej swoich synów, i odszedł, aby szukać położnej pochodzenia żydowskiego w krainie Betlejem.
ProtoEw Jak 17:3-18:1

Józef umieszcza Marię, dla której nadszedł czas porodu, w jaskini i sam idzie szukać żydowskiej położnej. Ciekawą rzeczą jest to, że położne pojawiają się tylko trzykrotnie w Piśmie Świętym. Pierwszy raz gdy Rachela rodzi Beniamina, ukochanego syna Jakuba – Rachela umiera w połogu, a ma to miejsce właśnie w drodze do Efraty, czyli Betlejemu (Rdz 35:16-20). Potem położna jest obecna przy narodzinach synów Judy z Tamar (Rdz 38:28). I wreszcie położne odgrywają kluczową rolę w przetrwaniu Izraela w niewoli egipskiej (Wj 1), co stanowi tło dla historii Mojżesza i wyprowadzenia ludu z Egiptu. Skoro zatem Józef udaje się po położną, wszystkie te tematy odżywają: znowu jesteśmy w drodze do Betlejemu, na świat ma przyjść ukochany Syn Ojca, prawdziwy Król z pokolenia Judy. On, jak zaraz zobaczymy, nie potrzebuje położnej, bo to nie On potrzebuje wybawienia, ale sam jest zbawieniem Izraela.

W czasie poszukiwania położnej Józef ma wizję, w której całe stworzenie zastyga w bezruchu, czas staje, by potem podjąć na nowo bieg – być może to nawiązanie do tego, iż właśnie objawia się nowe Święte Świętych, którym wieczność Boga przychodzi pośród ludzi i dlatego wszystko zastyga na Jego obecność.

I ujrzałem kobietę zstępującą z góry, i rzekła do mnie: „Człowieku, dokąd idziesz?” I rzekłem: „Szukam położnej, [która byłaby] z Hebrajczyków”. I odpowiadając powiedziała do mnie: „Czy ty jesteś Izraelitą?” I rzekłem do niej: „Tak”. Ona wtedy powiedziała: „A kimże jest ta, która porodziła w jaskini?” I rzekłem: „Jest mi zaślubiona”. I rzekła do mnie: „Nie jest twoją żoną?” I rzekłem do niej: „To jest Maryja, która została wychowana w świątyni Pańskiej, i została mi wyznaczona losem jako żona, i nie jest moją żoną, ale owoc jej łona jest z Ducha Świętego”. I rzekła położna: „Jestże to prawdą?” I rzekł do niej Józef: „Wejdź i zobacz!” I weszła z nim i stanęła wewnątrz jaskini. I była [tam] ciemna chmura, która ocieniła jaskinię. I rzekła położna: „Dziś dusza moja została wywyższona, bo moje oczy ujrzały dziś rzeczy przekraczające wszelkie pojęcia, ponieważ zbawienie narodziło się dla Izraela”. I natychmiast chmura poczęła znikać z jaskini, a w jaskini pojawiło się wielkie światło, że nie mogły go znieść. I wkrótce światło to poczęło znikać, aż ukazało się dziecię i zbliżyło się, i zaczęło ssać pierś swej matki. I położna wydała okrzyk i rzekła: „Jakże wielkim jest dla mnie dzień dzisiejszy, gdyż ujrzałam ten niezwykły cud”. I wyszła położna z jaskini, i spotkała ją Salome. I [położna] rzekła do niej: „Salome, Salome, mam ci do opowiedzenia cud niezwykły: dziewica porodziła, do czego z natury jest niezdolna”. I rzekła Salome: „Na Boga żywego, jeśli nie włożę palca mojego i nie zobaczę jej przyrodzenia, nie uwierzę, że dziewica porodziła”.
I weszła położna [do jaskini], i rzekła: „Maryjo, ułóż się odpowiednio, niemały bowiem spór toczy się w twojej sprawie”. I Maryja usłyszawszy to ułożyła się odpowiednio, i włożyła Salome palec w jej przyrodzenie. I Salome wydała okrzyk i rzekła: „Biada mi, bezbożnej i niewiernej, bom kusiła Boga żywego. Oto ręka moja palona ogniem odpada ode mnie”. I padła Salome na kolana przed Panem wszechwładnym, mówiąc: „O Boże ojców naszych, wspomnij na mnie, bom i ja jest potomkiem Abrahama i Izaaka, i Jakuba. Nie stawiaj mnie za przykład synom Izraela, ale oddaj mnie biednym. Ty bowiem wiesz, Panie wszechwładny, że w imię twoje dokonywałam uzdrowień, i że otrzymałam od Ciebie zapłatę” I oto anioł Pański stanął i rzekł do niej: „Salome, Salome, Pan wszechwładny wysłuchał twą modlitwę. Zbliż twą rękę do dziecięcia i obejmij je, i stanie się twoim zbawieniem i radością”. Przejęta radością zbliżyła się do dzieciny i objęła je mówiąc: „Uwielbiam Go, ponieważ ten jest, który narodził się królem Izraela”. I natychmiast Salome została uzdrowiona, i wyszła z jaskini usprawiedliwiona. I oto odezwał się głos: „Salome, Salome, nie objawiaj rzeczy cudownych, któreś widziała, dopóki dziecina nie wejdzie do Jerozolimy”.
ProtoEw Jak 19:1-20:3

Położna w jaskini znajduje niespodziewanie obłok, który zacienia pieczarę, a potem wielką światłość – są to dobrze znane starotestamentowe znaki objawienia się Boga, chwały Pańskiej. Nagle jaskinia wydaje się być przybytkiem Pańskim, w nim objawia się Arka – Maria i sam Pan, który spoczywa w jej ramionach. Zaiste zapowiedziane przez Jeremiasza zbawienie narodziło się dla Izraela, a zatem powróciła Świątynia i Arka, i chwała Pańska.
Ale to nie koniec historii, pojawia się Salome, po hebrajsku Szlomit, żeńska forma imienia Salomon (hbr. Szlomo). Nie jest ona tutaj budowniczą Świątyni, jak jej wielki imiennik, ale prototypem niewiernego Tomasza i naśladowniczką Uzzy, który po dotknięciu Arki Pańskiej padł martwy (2 Sam 6:3-8). A jednak ona żyje, bo narodziny Jezusa to objawienie miłosierdzia Pańskiego nad Izraelem – Salome zostaje przekonana o dziewiczym narodzeniu Chrystusa, wyznaje wiarę w Niego, zostaje uzdrowiona i usprawiedliwiona.

Przybytek Boga jest znowu między ludźmi i płynie z niego uświęcenie, uzdrowienie i zbawienie. Chrystus zajaśniał w jaskini z Dziewicy, skończyła się niewola Izraela i Adama, chwała Pańska powróciła i założyła nową Świątynię, chwała na wysokościach Bogu, na ziemi pokój, w ludziach upodobanie, światłość na oświecenie pogan oraz chwała i miłosierdzie dla Izraela!

Bez porównania chwalebniejsza od Serafinów

  Teksty liturgiczne najczęściej wprowadzają w pewien świat wyobrażeń, z którego źródeł nie zawsze zdajemy sobie sprawę, aż pewnego dnia sposób myślenia ich autorów przenika nagle człowieka pewne rzeczy stają się jasne. Ale to za chwilę.
  W 6 rozdziale Księgi Izajasza znajduje się scena powołania proroka. Rzecz dzieje się w Świątyni – co prorok tam robi? Całkiem możliwe, że był kapłanem tak, jak Zachariasz, który również przy spalaniu kadzidła miał widzenie. Izajasz ujrzał jednak nie anioła, ale Pana w wielkiej chwale, chwale wręcz przerażającej. Wokół latały sześcioskrzydłe serafy, ale do lotu używały tylko jednej pary skrzydeł – jak wielka musiała być chwała Pańska, że musiały pozostałymi dwoma parami zakrywać przed Panem nie tylko swoje twarze, ale i nogi! Wołały przy tym przejmujący, a zarazem tajemniczy Trisagion: „Święty, Święty, Święty Pan Sabaoth! Pełna jest cała ziemia chwały Jego!” To okrzyk istot drżących z zachwytu i uniżenia wobec ostatecznej Potęgi, ale jego treść zadziwia, bo głosi nie tylko jej transcendencję, oddzielenie, świętość. Cała, skądinąd wydawałoby się profaniczna ziemia, jest pełna chwały Pana, przed którą serafy muszą skrywać twarze. Izajasz reaguje na to wszystko zrozumiale – myśli, że kolejną rzeczą jaka go spotka jest śmierć, ponieważ jest grzesznym człowiekiem, człowiekiem o nieczystych wargach, a jako taki nie może oglądać tego, co ujrzał i żyć. Seraf jednak rozwiązuje ten problem, choć chyba rzadko się zauważa, że jest to rozwiązanie bolesne – dotyka ust Izajasza rozpalonym węgielkiem z ołtarza kadzidlanego, oczyszczając go z grzechu. W konsekwencji Pan posyła proroka ze swoimi słowami dla grzesznego ludu.
  Z całej tej historii zyskujemy wrażenie wielkiego wywyższenia Pana i oddzielenia nie tylko od ludzi, ale stworzenia w ogóle, skoro nawet święte serafy z bojaźnią zakrywają się przed Jego wzrokiem. Kto mógłby do Pana się zbliżyć? Kto wstąpi na górę Pana i kto stanie w Jego świętym miejscu? – jak powiada psalm. I tutaj docieramy do tekstów liturgicznych – jest taka istota i Kościół wielce raduje się z niej. Jest pieśń śpiewana w trakcie liturgii eucharystycznej:

Zaprawdę godne to jest, błogosławić Ciebie, Bogarodzico, zawsze błogosławioną i nieskalaną i Matkę Boga naszego. Czcigodniejszą od Cherubinów i bez porównania chwalebniejszą od Serafinów, któraś bez zmiany zrodziła Boga Słowo, Ciebie, prawdziwą Bogarodzicę, wysławiamy.

  Śmiałe słowa – można by rzec, a jednak mając w pamięci objawienie dane Izajaszowi drżącego razem z serafami przed boskim Majestatem, stają się zrozumiałe. Maria była osobą, która mogła nie tylko oglądać Pana Zastępów, ale przyjąć Go do swego łona, bez pomocy rozpalonych węgli jako czysta, nieskalana. Nie tylko w swej czystości przewyższająca cherubinów, ale z łaski Bożej mogąca zbliżyć się do Pana Zastępów aż do organicznego połączenia, na myśl o czym zapewne serafiny mdleją (obrazowo mówiąc). Tę osobową bliskość między tą przedstawicielką stworzenia i ludzkości a Bogiem Kościół świętuje – to nie bezosobowy cud, to uprzednia bliska wspólnota i znajomość z Bogiem, która w obliczu niezwykłego Daru pozwoliła Marii powiedzieć spokojnie: Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. A wtedy wywyższony i wyniosły Pan przyjął postać sługi ze służebnicy.
–Kamil M.

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

  W minioną niedzielę prawosławie obchodziło Święto Przemienienia Pańskiego. Interesujące jest, że wydarzenie to znajduje się we wszystkich Ewangeliach synoptycznych, nie posiada jednak ewangelicznego komentarza – wizja przemienionego Chrystusa mówi sama za siebie, a przynajmniej ma mówić. W czytaniach liturgicznych obok relacji Mateusza (17:1-9), znajduje się fragment Drugiego Listu św. Piotra 1:10-19, który mówi m.in.:
Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.
2P 1:16-19

  Przemienienie według św. Piotra jest świadectwem mocy i faktycznego przyjścia Jezusa Chrystusa, Syna Ojca pomimo faktu, iż został On ukrzyżowany (w Ewangelii Chrystus zabrania mówić o Przemienieniu aż do swego zmartwychwstania), a sprawy wokół nie wyglądają dla chrześcijan najlepiej. Wizja Przemienionego Jezusa jest obietnicą, zapewnieniem – choć przypomina teofanię Chrztu Pańskiego, to nie jest wydarzeniem publicznym, ale objawieniem dla wąskiego grona, objawieniem jednak nieporównanie większej chwały, którego wierni mają się trzymać jak pochodni w czarną godzinę, czuwając i wyczekując świtu. Przemienienie Chrystusa jest zatem pewnym zaczątkiem, objawieniem przyszłej chwały, która ma zalać cały świat – podobnie Nowy Testament mówi o Jego zmartwychwstaniu, które jest pierwocinami wielkiego zmartwychwstania, tutaj jednak akcent jest położony gdzie indziej, bowiem przemienia się Chrystus, który jeszcze nie dostąpił zmartwychwstania. Od początku Kościół widział w tym fakcie obwieszczenie nie tylko przyjścia Syna Bożego, ale nowej możliwości, którą ono daje stworzeniu. W II wieku Ireneusz z Lyonu tak pisał o przyjściu Chrystusa:
Otrzymawszy przez [Jezusa Chrystusa] zbawienie, dziękujemy nieustannie Bogu, który nas zbawia przez swą wielką i niedościgłą mądrość i ogłasza nam z nieba zbawienie, to jest jawne przybycie Pana naszego, a więc inaczej mówiąc, jego przebywanie jako człowieka. Zbawienia tego nie byliśmy w stanie sami z siebie zdobyć, ale co niemożliwe u ludzi, możliwe jest u Boga. (…) On to otrzymał od Ojca władzę dla naszego życia i gdy otrzymał to życie, sprowadził je dla nas, którzy długo byliśmy z dala od niego, gdy objawił się na ziemi i przebywał z ludźmi, zmieszał i utrwalił Ducha Boga Ojca ze stworzeniem Bożym, aby człowiek stał się według obrazu i podobieństwa Bożego. (…) To właśnie, najdroższy, jest głoszenie prawdy, to jest znamię naszego zbawienia, to jest droga życia, którą głosili kiedyś prorocy, Chrystus zaś potwierdził, a apostołowie przekazali dalej. Kościół zaś podaje to na całym świecie swoim dzieciom. Tej drogi należy strzec ze wszelką troską, podobając się Bogu w dobrych uczynkach i zdrowej nauce. (…) Inni znów gardzą przyjściem Syna Bożego i planem zbawczym jego wcielenia. A przecież przekazali to apostołowie, przedtem prorocy zapowiadali, że nastąpi udoskonalenie człowieczeństwa.
Ireneusz z Lyonu, Wykład nauki apostolskiej, 97-99, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, str. 96-98.
  Ogłoszenie z nieba zbawienia może odwoływać się zarówno do Chrztu, jak i Przemienienia, jednak mowa o „jawnym przybyciu” przywołuje na myśl słowa Piotra z jego listu. Chrystus wcielając się przemienia człowieczeństwo, udoskonala je, odnawia obraz i podobieństwo Boże w człowieku przez Ducha Świętego i to właśnie jest ukazane w Przemienieniu – ludzka natura Chrystusa doznaje przemiany i uwielbienia na „świętej górze”. To jest obietnica dla wszystkich wiernych, obietnica łaski Bożej dogłębnie zmieszanej ze stworzeniem tak, że fizyczna twarz Jezusa lśni jak słońce (por. Wj 34:27-35 i 2Kor 3:6-18), a jego materialne szaty stają się białe jak światło. We wczorajszym kazaniu na Górze Grabarce Patriarcha Cyryl tak o tym mówił:

Na górze Tabor Bóg w sposób widzialny objawił nam swoją łaskę i swoją energię [siłę]. O tym właśnie mówi nam św. Jan Teolog [Ewangelista] na początku swej Ewangelii: „Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystus” (J 1, 17). I to, co wydarzyło się na górze Tabor, daje nam wyobrażenie o tym, czym jest energia Boża i co to jest łaska Boża. To siła Boża przemienia ludzkie ciało Jezusa, które zaczyna jaśnieć światłem, które Apostoł porównuje z blaskiem śniegu na szczycie góry. Jest to moc energii, która spływa na świat z przesławnego ciała Zbawiciela – na ten widok apostołowie padają na ziemię, porażeni wielkością tego, co zobaczyli. Jest to rzeczywiście objawienie łaski Bożej w historii ludzkiej. Łaska Boża zajaśniała nie tylko na obliczu Jezusa Chrystusa. 

Stare ikony w znamienny sposób przekazują nam boską tajemnicę Taboru: widzimy na nich przesławne ciało Zbawiciela, z którego wychodzą promienie, przenikające otaczający świat i cały Wszechświat, góry, drzewa i cały kosmos. Jest to wielki symbol i znak tego, czym jest łaska Boża i czego ona dokonuje w kosmosie i życiu człowieka. A Słowo Boże uczy nas, że to właśnie mocą łaski dokonuje się zbawienie człowieka.

Dzięki łasce wszyscy zostaliście zbawieni przez wiarę, łaską nie płynącą z waszych uczynków, abyście nie myśleli, że to dzięki wam się dokonuje dzieło zbawienie, ale – jak uczy nas apostoł Paweł – dzięki łasce Bożej przez wiarę. Łaska Boża w odpowiedzi na wiarę człowieka zbawia go i przemienia otaczający świat. Z ludzkiego Ciała Zbawiciela promienie łaski Bożej rozchodzą się na cały kosmos.

Źródło: www.cerkiew.pl
  To jest przesłanie Przemienienia – przemiana i uzdrowienie (gr. sōtēria, czyli inaczej zbawienie) całego człowieka oraz całego kosmosu, stworzenia. Tego zadatkiem jest Światło Taboru, obietnicą chwały, która ma się objawić.

–Kamil M.