Boże synostwo przez Boże macierzyństwo

J 19,26-27

Ἰησοῦς οὖν ἰδὼν τὴν μητέρα καὶ τὸν μαθητὴν παρεστῶτα ὃν ἠγάπα λέγει τῇ μητρί· Γύναι, ἴδε ὁ υἱός σου· εἶτα λέγει τῷ μαθητῇ· Ἴδε ἡ μήτηρ σου. καὶ ἀπ’ ἐκείνης τῆς ὥρας ἔλαβεν ὁ μαθητὴς αὐτὴν εἰς τὰ ἴδια.
Jezus zatem widząc matkę i stojącego obok ucznia, którego miłował, mówi matce: Niewiasto, oto syn twój. A potem rzecze uczniowi: Oto matka twoja. I od tej godziny wziął ją uczeń do siebie.

Powyższy fragment jest wskazywany jako źródło prawdy o matczynej roli Maryi wobec chrześcijan. Oto zostaje ona dana przez Chrystusa umiłowanemu uczniowi za matkę, zaś umiłowany uczeń nazwany zostaje jej synem. Już Orygenes zauważa, że nazwanie św. Jana synem Maryi jest zidentyfikowaniem Apostoła z Jezusem, ponieważ Maryja ma jednego Syna. Przez identyfikację zaś z Jezusem, św. Jan staje się dzieckiem Bożym w Chrystusie. Ewangelia podaje, że od tej godziny uczeń wziął Maryję do siebie (elaben auten eis ta idia). Istnieje interesujący językowy paralelizm tego fragmentu z Prologiem Ewangelii.

J 1,11-12b

εἰς τὰ ἴδια ἦλθεν, καὶ οἱ ἴδιοι αὐτὸν οὐ παρέλαβον. ὅσοι δὲ ἔλαβον αὐτόν, ἔδωκεν αὐτοῖς ἐξουσίαν τέκνα θεοῦ γενέσθαι
Do swoich przyszedł i swoi go nie przyjęli, ale wszystkim, którzy go przyjęli, dał moc stania się dziećmi Bożymi.

Słowo przychodzi do swoich, do siebie (eis ta idia), a ci, którzy Go faktycznie do siebie przyjmują (elabon auton), stają się dziećmi Bożymi. Św. Jan, który przyjął Słowo i wytrwał z Nim do krzyża, jest zidentyfikowany z Jezusem, z Synem Bożym i Synem Maryi, i bierze ją do siebie (elaben auten eis ta idia). Potwierdza się tutaj głęboka intuicja wielu świętych, Ojców i Doktorów, że Boże macierzyństwo Maryi i jej matczyna rola wobec wierzących jest nierozerwalnie związana z usynowieniem tych wierzących w Chrystusie. Jest to ta sama logika, którą obserwujemy u św. Pawła w Liście do Galatów:

Gal 4:4-5

ὅτε δὲ ἦλθεν τὸ πλήρωμα τοῦ χρόνου, ἐξαπέστειλεν ὁ θεὸς τὸν υἱὸν αὐτοῦ, γενόμενον ἐκ γυναικός, γενόμενον ὑπὸ νόμον, ἵνα τοὺς ὑπὸ νόμον ἐξαγοράσῃ, ἵνα τὴν υἱοθεσίαν ἀπολάβωμεν.
Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby tych, którzy są pod Prawem, wykupić, abyśmy otrzymali usynowienie.

Syn staje się człowiekiem przez narodzenie z niewiasty, aby narodzeni z niewiast stali się synami Bożymi. Ludzka natura zostaje usynowiona przez Boga w poczęciu i narodzeniu Syna Bożego z Dziewicy. Przytoczona wyżej scena pod krzyżem podkreśla, że rola Maryi nie kończy się na zrodzeniu Syna Bożego, ale że ma istotne przełożenie na to właśnie Boże usynowienie ludzi. Przyjąć Słowo wcielone, to przyjąć Maryję za matkę – oba akty są równoległe i jednoczesne, ponieważ usynowienie dokonuje się we Wcieleniu, usynowienie Boże dostępne jest poprzez włączenie w relację Syna Bożego z ludzkością, w której pośredniczy Maryja. Być w Chrystusie (ulubiona fraza św. Pawła), to być synem Bożym, ale z konieczności to również być synem Maryi.

Chrystus jest pośród nas

Damian._The_Ancient_of_Days

Zatem chrześcijanie znoszą cierpienia i myślą sobie: «Gdzie jest Jezus? Co On teraz robi? Co myśli o nas?» To właśnie w tym miejscu zaczyna się proroctwo. Dowiadujemy się, gdzie dokładnie jest Jezus i co robi, w tej cudownej wizji «podobnego do Syna Człowieczego». Pierwszą rzeczą jaką widzi Jan to siedem złotych świeczników i wyjaśnia to dla nas w wersecie 20. Mówi: «Co do tajemnicy siedmiu gwiazd, które widziałeś w mojej prawej dłoni i siedmiu złotych świeczników: siedem gwiazd to aniołowie siedmiu Kościołów, a świeczniki to siedem Kościołów.» A więc pierwszą rzeczą, jaką Jan widzi w tych świecznikach to Kościoły i zwróćcie uwagę, że Jezus jest wśród, pośrodku tych świeczników. Wiecie dobrze, że w Kościele pozdrawiamy się nawzajem nieustannie tymi słowy: «Chrystus jest pośród nas» i wy odpowiadacie «I jest, i będzie». To nie jest tylko przyjazne pozdrowienie, bracia i siostry. To, co widzicie w wersetach 12-13 to rzeczywistość, że Chrystus nie może zostać oddzielony od swego Kościoła. To jest stwierdzenie chrystologiczne. Kiedy kapłan obraca się od ołtarza do was i mówi: «Chrystus jest pośród nas» i odpowiadacie «I jest, i będzie», to potwierdzacie, że ta wizja jest prawdą. Że gdy jesteście w cerkwi, Chrystus też tam jest. Jest dosłownie pośród świeczników, nie jest odłączony od swego ludu, jest Głową Ciała i nie jest odciętą Głową latającą w powietrzu, odłączoną od chrześcijan. Nie – jest jednym z nami, gdzie my jesteśmy, i On jest, a gdzie On jest, tam i my jesteśmy. Czerpcie radość z tego pozdrowienia: «Chrystus jest pośród nas» z większym zrozumieniem, rozpoznajcie, co mówicie. To niewiarygodna chrystologiczna i eklezjologiczna afirmacja odnośnie do naszego życia.
o. Josiah Trenham (wykład o Księdze Apokalipsy)

E-book Apoftegmaty Ojców Pustyni za darmo!

Tynieccy benedyktyni udostępnili za darmo e-booka (formaty EPUB, MOBI i PDF) z dość obszernymi fragmentami z Apoftegmatów Ojców Pustyni. Zachęcam serdecznie do pobrania i lektury, może ta próbka zachęci kogoś do zgłębienia całości zbioru. E-book zawiera również przydatne wprowadzenie.

Przejdź do strony z Apoftegmatami!

Czego nie wie diabeł?

Istnieje spora grupa ludzi spośród tych, którzy w ogóle wierzą w istnienie diabła, która wielką wagę przykłada do jego mocy i wiedzy. Słuchając lub czytając wypowiedzi takich osób na ten temat, ma się czasem wrażenie, że diabeł jeśli nie może wszystkiego, to już na pewno wie wszystko i przez to zręcznie manipuluje ludzkością stanowiąc rywala godnego Boga. Chociaż w żadnym wypadku nie lekceważę walki duchowej, jaką każdy prawdziwy chrześcijanin toczy z mocami ciemności w swoim życiu, to w takim ujęciu dostrzegam pewien mankament. Doskonale wychodzi on na jaw, kiedy pojawia się pytanie: jeśli to diabeł stał za udanym spiskiem na życie Jezusa, to dlaczego okazał taką naiwność sądząc, że Jezusa jako Syna Bożego da się skutecznie uśmiercić? Dlaczego nie wiedział, że posłanie samego Boga na śmierć zniszczy śmierć i moc szatana? Bardzo trafnie moim zdaniem podchodzi do tego zagadnienia o. Jonathan Tobias w swoim wykładzie Otchłań zwyciężona przez Piękno: Implikacje prymatu boskiego piękna nad przemocą. Oto co mówi:

Oto co jest niezmiennie szokujące w tych wydarzeniach, a co zawsze wprawiało mnie w zdumienie, gdy byłem dzieckiem: Dlaczego diabeł zawiódł Jezusa w tamto miejsce [do Otchłani, w śmierć], skoro wiedział, że się to tak skończy? Cóż, pierwsza odpowiedź, zgodnie ze św. Ireneuszem i niektórymi innymi Ojcami, brzmi tak, że nie wiedział, iż Jezus jest w pełni Bogiem. Druga odpowiedź jest jeszcze bardziej szokująca. Diabeł i moce zła w Wielki Piątek, Wielką Sobotę i w Wielką i Świętą Paschę, diabeł i moce zła nie znały trynitarnego nauczania i chrystologii. Po prostu nie znały. Prawdopodobnie nie powinniśmy być tym tak zaskoczeni, ponieważ jedynym sposobem, by rozpoznać boskość Chrystusa jest świadectwo Ducha Świętego, a jedyną drogą poznania Boga jako Trójcy jest dobrowolne przystąpienie do komunii trynitarnej miłości.

To w ten właśnie sposób piekło nie zorientowało się co je czeka i nadal tego nie rozumie. Diabeł, tak sądzę, nadal jest w najlepszym przypadku arianinem, a może być nawet agnostykiem i pozostaje fanatycznie oddany narracji o chaosie i przemocy, na które narzekaliśmy z taką mocą na początku. Ty sam jesteś z miejsca lepszym teologiem, niż diabeł, i zawsze będziesz. Diabeł zna wiele faktów, ale w rzeczywistości nie rozumie.

To jest właśnie rzecz, która zastanawia: jeśli to przez Ducha Świętego poznaje się prawdę, nie tylko o Jezusie, ale w ogóle o rzeczywistości duchowej, to jak diabeł może być tak „wszechwiedzący”, jak przypisują mu to niektórzy chrześcijanie? Zło nie tylko degraduje nas moralnie czy egzystencjalnie, ale zaciemnia oczy naszego serca, otępia nasz umysł, sprawia, że mniej rozumiemy, mniej widzimy. Jeśli diabeł jest w istocie takim mistrzem zła, to jakże ślepy musi być w istocie na wszystko, co od Boga pochodzi, na wszystko, co Bóg czyni. To jest wielka nadzieja: kto ma udział w Duchu Świętym, w Chrystusie, w Bogu, ten już jaśniej widzi, niż ociemniały władca ciemności.

resurrection-icon

Zmartwychwstanie Jezusa wydarzyło się naprawdę, bo…

W swojej znakomitej książce Surprised by Hope N.T. Wright wylicza kilka powodów, dla których świadectwa Ewangelii o zmartwychwstaniu najprawdopodobniej są bardzo wczesnymi i prawdziwymi relacjami zdarzeń. Powody te są zaskakujące i warto je poznać.

Po pierwsze, sekcje mówiące o zmartwychwstaniu Jezusa są najbardziej pozbawione odniesień, cytatów z Pisma Świętego. Jakie ma to znaczenie? Pozostała treść Ewangelii została przez autorów nasycona licznymi odwołaniami do Biblii, okraszona spełnionymi zapowiedziami prorockimi. Są to teksty dobrze opracowane, głęboko przemyślane, prześwietlone biblijną teologią, teksty, które zdołały dojrzeć w Kościele czytającym Pisma w poszukiwaniu w nich Chrystusa. Wraz z brzaskiem „pierwszego dnia po szabacie” nagle te biblijne echa w Ewangeliach milkną. Wprawdzie Chrystus upomina Apostołów, że wszystkie Pisma Święte świadczą o Nim, ale to już nie to samo, co wcześniej. Nagle z kart Ewangelii wyziera nagi fakt Zmartwychwstania, sam w sobie wprawiający w oszołomienie, nie dający się łatwo wpleść w biblicyzowaną narrację. Wydaje się, że jeśli chodzi o zmartwychwstanie, Ewangelie po prostu przekazują pierwotne opowieści, być może relacje naocznych świadków w dość surowej formie, nieopracowane. Są to teksty przechowujące wrażenia uczniów jeszcze zanim zdążyli usiąść i nad nimi pomyśleć, a zwłaszcza podumać nad Prawem, Prorokami i Psalmami. Zmartwychwstanie nie jawi się w nich jako coś spodziewanego (a takie byłoby gdyby wziąć pod uwagę proroctwa), ale jako zupełne zaskoczenie, rzeczywistość, z którą dopiero po jej zaistnieniu, trzeba sobie jakoś poradzić.

Po drugie, uderzające jest jak w Ewangeliach pierwszymi świadkami zmartwychwstania są kobiety. Żaden poważny człowiek chcący być poważnie traktowanym przez starożytną publiczność nie przedstawiałby kobiet jako pierwotnych świadków wydarzenia, które miałoby wstrząsnąć światem. Kobiety dla starożytnych były niewiarygodne, a ich słowo znaczyło tyle co nic. Wiedział o tym Paweł, gdy relacjonował ukazywanie się Jezusa po powstaniu z martwych w 15 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian – w jego wyliczeniu nie pojawia się żadna kobieta, tylko Apostołowie, Kefas, Jakub, 500 braci i sam Paweł. Paweł wiedział, że to są poważni świadkowie; historia zmartwychwstania Jezusa została już przez Pawła opowiedziana tak, by nie raziła odbiorców. Tymczasem w Ewangeliach znowu napotykamy na być może wstydliwy, ale trudny do ukrycia fakt – pierwsze żyjącego Jezusa spotkały kobiety. To jest zupełnie nieugrzeczniona wersja wydarzeń i dlatego prawdziwa. Jeśli ktoś tę historię zmyślił, to umiejscawiając kobiety przy pustym grobie strzelił sobie w stopę na samym wstępie.

Po trzecie, jeśli ewangeliczne relacje o zmartwychwstaniu miałyby powstać późno, pod koniec I wieku, to znowu są bardzo nieudane. Jeśli jednym z głównych problemów Kościoła w owym okresie był doketyzm (głoszący, że tylko wydawało się, iż Jezus był człowiekiem i miał ciało), to obraz Jezusa przenikającego przez drzwi nie był najszczęśliwszym do walki z tą herezją. Z drugiej strony Jezus jest zaskakująco zwyczajny, Maria Magdalena łatwo myli go z ogrodnikiem, a uczniowie idący do Emaus z przypadkowym wędrowcem. Jezus zwyczajnie spożywa z uczniami posiłki. Nie brzmi to jak coś nieziemsko chwalebnego, bardziej porażający jest już opis Przemienienia. Słowem powstały z martwych Jezus w Ewangeliach nie bardzo wpisuje się w jakiekolwiek spójne konstrukcje, jakie ktoś mógłby budować usiłując wyobrazić sobie zmartwychwstanie. To wskazuje, że mamy znowu do czynienia z opisem czegoś na tyle rzeczywistego, namacalnego, czego doświadczyli uczniowie, że nie poddawało się to żadnej manipulacji. Tak jakby Ewangelia mówiła: taki był Jezus po zmartwychwstaniu – taki, a nie taki jakiego byście chcieli go widzieć i musicie się z tym pogodzić.

Po czwarte, relacje o zmartwychwstaniu Chrystusa nie wspominają słowem o powszechnym zmartwychwstaniu. Związek pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami zaczął się wyłaniać w głowach i myślach Apostołów dopiero potem, gdy w modlitwie i czytaniu Pisma dochodzili do tego, co zmartwychwstanie Jezusa w zasadzie znaczy. Ewangeliczne opowieści o ukazywaniu się Jezusa po jego wskrzeszeniu skupiają się wyłącznie na tym oszałamiającym fakcie jego zmartwychwzbudzenia – przesłania ono wszelką inną perspektywę. Żywy Jezus w Ewangeliach nie zostawia miejsca na powszechne zmartwychwstanie i tego należałoby się spodziewać po pierwszych wrażeniach tych, którzy Go widzieli. Gdyby te opowieści ułożono pod koniec I wieku, nauka o powszechnym zmartwychwstaniu byłaby tutaj fundamentalna, tymczasem nie ma jej w ogóle.

Słowem z kart Ewangelii wychodzi nam naprzeciw żywy Jezus, dziwny, oszałamiający, niezrozumiały, nie dający się wpisać w żadne z góry przygotowane teologiczne ramy. Zmartwychwstanie w Ewangeliach jest rażące, wstydliwe, nieoswojone. Dlatego właśnie relacje Ewangelii są bardzo wczesne, a pusty grób i żywy Jezus nie mógł zostać wymyślony przez żadnego rozsądnego człowieka. To jest uderzająca rzeczywistość.

Igrzyska Śmierci: Męczeństwo rozwala system

Męczeństwo – nie po prostu bycie ofiarą, ale właśnie dobrowolne męczeństwo – bywa często kompletnie niezrozumiane. Z jednej strony przedstawia się je jako wyraz fanatyzmu, skrajnej wierności swoim poglądom, z drugiej jako radykalny owoc silnej wiary w to, że życie pozagrobowe jest cenniejsze, niż życie doczesne. Tego rodzaju interpretacje skupiają się na niezwykłości bądź dziwności męczennika, jawi się on jako szaleniec, uparty wyznawca, odmieniec. Tymczasem w chrześcijaństwie męczeństwo mówi wiele o świecie i ludziach w ogólności, męczennik wywleka pewne prawdy na wierzch i stawia je ludziom przed oczami.

Jakie to prawdy? Zaskakującym było dla mnie znaleźć doskonały przykład chrześcijańskiej logiki męczeństwa w popkulturze, mianowicie w ekranizacji pierwszej części trylogii Igrzyska Śmierci. Ponieważ książki jeszcze (!) nie czytałem, odwołuję się do filmu. Kto nie chce przeczytać w tej chwili spoilera, niech obejrzy najpierw film, a potem powróci do tego wpisu. Kto widział już film, niech czyta śmiało. Otóż świat Igrzysk Śmierci znajduje źródło rozrywki w obserwowaniu, jak ludzie, młodzi ludzie, dla zachowania własnego życia zamieniają się w maszyny do zabijania, ofiary systemu zabijają inne ofiary systemu w śmiertelnym boju zorganizowanym dla uciechy możnych. Cały projekt ma się dobrze właśnie dlatego, że zawodnicy Igrzysk pragną przeżyć, większość pragnie przeżyć za wszelką cenę. W końcu pośród żywych pozostają tylko Katniss i Peeta, wedle ogłoszonych wcześniej zasad mieli w takiej sytuacji oboje zostać zwycięzcami, ale w chwili tryumfu obwieszczona zostaje ponowna zmiana reguł gry – może być tylko jeden zwycięzca. Zapewne w tej chwili wygłodniała publiczność przed telewizorami oczekuje, że Katniss i Peeta rzucą się na siebie, by zwieńczyć to dzieło rozrywkowego geniuszu wisienką na torcie, zabiciem przyjaciela. Byle przeżyć.

I wtedy właśnie bohaterzy postanawiają razem popełnić samobójstwo za pomocą trujących jagód. Na taki obrót spraw reżyserzy tego makabrycznego przedstawienia pasują, pozwalają obu zwycięzcom przeżyć. Igrzyska Śmierci odnoszą w ten sposób potężną ranę, ich logika zawiodła. Znalazło się zwycięstwo nad śmiercią – śmierć.

Dlaczego ma to cokolwiek wspólnego z chrześcijaństwem? W świecie po Upadku to już nie tylko grzech jest źródłem śmierci, ale śmierć staje się źródłem grzechu. Śmierć jest tym przerażającym końcem człowieka, ostatecznym momentem dezintegracji, rozpadu fizycznego i psychicznego. W ciągu życia człowiek tylko coraz lepiej sobie uświadamia, że na horyzoncie dniem i nocą unosi się widmo jego własnej śmierci, która napawa go strachem i którą chciałby jak najdalej odsunąć od siebie. To jest ostateczne zagrożenie, jakby suma i korona wszystkich zagrożeń, które czyhają na człowieka. Cały czas walczy on nie tylko o zachowanie swojego życia, ale i o zachowanie swojego posiadania, swojej reputacji. Kłamie, kradnie, oszukuje, usprawiedliwia swoje wątpliwe postępowanie tylko po to, by mu czegoś nie odebrano, by mu czegoś nie ubyło – bezpieczeństwa, środków do życia, przyjemności, dobrej opinii u innych. Dlatego śmierć jest źródłem grzechu – grzeszymy, by siebie samych zachować nietkniętymi, a moce, które rządzą światem ten pęd ku samozachowaniu wykorzystują, byśmy niszczyli siebie nawzajem, byśmy dokonali dzieła własnymi rękami – oszukali, okłamali, okradli, znienawidzili innych, byle siebie zachować. List do Hebrjaczyków mówi o tym w ten sposób:

Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli.
Heb 2:14-15

Ten system funkcjonuje tylko w oparciu o to, że ludzie lękają się śmierci, lękają się stracić, boją się zubożeć. A co, gdyby ktoś przestał się bać? Ktoś, kto przestaje się bać śmierci, przestaje obawiać się zaparcia się siebie, inaczej mówiąc – zdradzenia siebie i swojego własnego dobra, uderza w same fundamenty tego kosmicznego widowiska, staje się odporny, ciosy, które się w niego wymierza, są wchłaniane, ponieważ nie oddaje oprawcom. Tracą one swoją moc. Śmierć nie może zagrozić komuś, kto przyjmuje ją z pokojem, kto daje się obrażać, kto daje się pozbawić mienia. To jest właśnie męczeństwo chrześcijan – nie tylko dla tych, którzy faktycznie tracą życie, ale dla wszystkich wszędzie i zawsze, bo wszędzie i zawsze boimy się straty. To męczeństwo rozwala system, bo dla męczenników nie ma już żadnej metody dyscyplinującej, nie ma na nich bata, który zmusiłby ich, by znowu podjęli walkę ze wszystkimi ku uciesze Mocy i Zwierzchności. Dlatego właśnie Chrystus śmiercią podeptał śmierć, jak śpiewamy na Paschę, a dając nadzieję nowego życia w zmartwychwstaniu, uwolnił tych, którzy troszczyli się o swoje doczesne życie, od strachu przed śmiercią i od spirali grzechu nakręcanej przez ten strach. Męczeństwo to wyraz siły, a Krzyż jest znakiem mocy.

Chrystus depczący śmiercią śmierć

Jan z Damaszku o Drzewie Poznania

W II Księdze, 9 rozdziale Wykładu wiary prawosławnej św. Jan z Damaszku pisząc o raju omawia dwa drzewa zasadzone w ogrodzie. Gdy opisuje Drzewo Poznania nie skupia się tyle na kwestii złamaniu nakazu, co na nieco innej sprawie:

W pośrodku raju zasadził Bóg „drzewo życia” oraz „drzewo poznania”. Drzewo poznania miało odegrać rolę jak gdyby pokusy i próby dla człowieka i stać się sprawdzianem [gymnasion] jego posłuszeństwa lub nieposłuszeństwa [wobec Boga]. Dlatego to nazwane zostało „drzewem rozpoznania dobra i zła”, albo też dlatego nosiło tę nazwę, że tym którzy by z niego spożywali, miało dawać zdolność poznania własnej natury. Takie jednak poznanie bywa dobre dla doskonałych, ale zgubne stać się może dla zbyt mało wyrobionych i za bardzo na nie łakomych, podobnie jak twardy pokarm dla niemowląt, potrzebujących jeszcze mleka. 

Raj okazuje się być nie tylko „jak gdyby królewską rezydencją”, jak pisze nieco Jan wcześniej, ale również areną, polem ćwiczeń, gimnazjonem, w którym charakter człowieka miał być wypróbowany. Z drugiej strony święty zauważa, że jeśli owoc Drzewa Poznania miał dawać człowiekowi wiedzę o jego własnej naturze, to był zgubny ze względu na stan niemowlęctwa człowieka. Ma to bardzo praktyczne zastosowanie dzisiaj – o ile bardziej ci, którzy żyją po Upadku, potrzebują ćwiczenia swojego posłuszeństwa, prawdziwej ascezy i odmawiania sobie różnych rzeczy, choć są łatwo dostępne. Z drugiej uwagi aplikacja może być taka – być może powołanie człowieka jest wielkie i wielka jest chwała, która ma się objawić (1P 5:1), ale na dzień dzisiejszy pojęcie tych rzeczy mogło by być zgubne dla człowieka, dlatego Bóg zwleka z tym, tymczasem na tym świecie i w tym życiu ćwiczy ludzi, by osiągnęli doskonałość i byli zdolni przyjąć stosowne poznanie (Ef 4:13, Kol 1:28, Hbr 12:23, 1J 4:17).

Nie chciał bowiem Bóg, który nas stworzył, byśmy się poddawali niespokojnej trosce o „zbyt wiele” [merimnan kai peri polla tyrbazesthai], zasępiali się i martwili już naprzód o nasze życie. A temu właśnie uległ Adam. Toteż skoro tylko zjadł z owego drzewa, spostrzegł, że był nagi [gymnos], i sporządził sobie okrycie, biorąc liście figowego drzewa i opasując się nimi. A przedtem „byli nadzy oboje”, tj. Adam i Ewa, „i nie odczuwali wstydu” [Rdz 2:25]. Chciał bowiem Bóg, żebyśmy w tych sprawach byli opanowani [apatheis] – a potrzebne jest tu całkowite opanowanie [apatheias] – i beztroscy, a dbali o jedną tylko sprawę, o tę, która pochłania aniołów: byśmy nieustannie i nieprzerwanie wielbili Stwórcę i rozkoszowali się Jego kontemplacją [theoria], wszelkie nasze troski Jemu powierzając.

Św. Jan w czynie Adama widzi istotę problemu człowieka – troskę o samego siebie i nieufność wobec Boga, tj. niezawierzenie się Mu. Adam wziął sprawę w swoje ręce, najpierw spożył owoc, który nie nadawał się dla niego, ale najwyraźniej sam uznał inaczej, a potem zamiast szukać Boga i Jego rozwiązania dla problemu, sam postarał się o zaradzenie swej nagości. Adam zaczął się troszczyć, zaczął być miotany namiętnościami (pathe), podczas gdy miał być opanowany (apathes), ufny i beztroski. Przeznaczeniem człowieka było oglądanie (theoria) Boga, ale uwaga Adama została rozproszona i przylgnęła do różnych rzeczy, którym Adam nie miał jej poświęcać.

Sam przecież wezwał nas do tego przez proroka Dawida w owych słowach: „Zrzuć na Pana swoją troskę, a on cię wyżywi” [Ps 54:23]. I w Ewangeliach tak upomina swoich uczniów: „Nie troszczcie się o życie wasze, co byście jedli, ani o ciało wasze, w co byście się odziewali” [Mt 6:25]. A dalej mówi: „Szukajcie Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a tamto wszystko będzie wam dostarczone” [Mt 6:33]. I jeszcze do Marty tak powiedział: „Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz [merimnas kai tyrbaze] o wiele, a jedno jest potrzebne. Maria obrała cząstkę dobrą, która nie będzie jej odebrana” [Łk 10:41n]. Obrała mianowicie przesiadywanie u stóp Pana i wsłuchiwanie się w Jego słowa.

Znowu sytuacja z raju ma zastosowanie w czasie obecnym, bo problem jest uniwersalny. Przesłaniem Ewangelii jest właśnie odwrócenie tej przypadłości człowieka – uczniowie Chrystusa mają odrzucić wszelką troskę, a wybrać w zamian to jedno – wsłuchiwanie się w słowo Pańskie, kontemplację Jego samego, szukanie Jego Królestwa. Odrzucenie troski to zwycięstwo nad błędem Adama, powrót do raju, dlatego przy wniesieniu Darów Chleba i Wina w trakcie Liturgii św. Jana Chryzostoma śpiewany jest Hymn Cherubinów o tej treści:

My, którzy Cherubinów tajemnie przedstawiamy,
i życiodajnej Trójcy trójświętą pieśń śpiewamy,
odrzućmy teraz wszelką życia troskę.

Abyśmy przyjęli Króla wszystkich,
którego niosą niewidzialne zastępy anielskie.
Alleluja, alleluja, alleluja!

Obłok świadków, obłok Bożego synostwa

Obłok jest znakiem obecności Boga w Piśmie Świętym, znakiem obecności Ducha Świętego. Dlatego Apostoł Paweł pisze: „A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli, i wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu” (1Ko 10:1-2), w czym porównuje doświadczenie Exodusu Izraelitów z nowym narodzeniem z wody i Ducha w Chrzcie (Jan 3:5) – woda odpowiada morzu, a Duch – obłokowi.

Kiedy Piotr, Jakub i Jan poszli z Jezusem na szczyt pewnej góry, ukazał im się w chwale, ale nie sam – byli z Nim Mojżesz i Eliasz. Wkrótce „oto obłok jasny okrył ich i oto rozległ się głos z obłoku: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem, jego słuchajcie!” (Mat 17:5). Mojżesz i Eliasz musieli wydawać się istotami nie z tego świata – byli przecież martwi od setek lat. Ale obłok w dziwny sposób połączył Mojżesza i Eliasza z Piotrem, Jakubem i Janem, zacienił ich wszystkich razem z Jezusem. Głos, który z obłoku doszedł ich uszu, był głosem obwieszczającym Boże synostwo Tego, który uczynił to niezwykłe spotkanie możliwym. To jednak coś więcej – pośród obłoku światło zostaje rozproszone, granice rozmyte, cała ta scena jest jakby zapowiedzią, znakiem wskazującym na niedaleką przyszłość, w której synowie ludzcy, jak Mojżesz i Piotr, staną się synami Bożymi przez Chrystusa, którego Światłość i Obłok ogarnie wszystkich. Nadejdzie chwila, gdy Bóg powie: Oto synowie moi umiłowani!

Choć autorstwo Listu do Hebrajczyków jest do dzisiaj niepewne, wydaje się, że jego autor żył tradycją Przemienienia Pańskiego. Po tym, jak wyliczył w 11 rozdziale różnych starotestamentowych świadków wiary, postanowił odnieść ich wszystkich razem do wiary chrześcijan. Pisząc o nich, miał do wyboru różne słowa: mógł napisać o tłumie, o rzeszy. Wybrał jednak słowo obłok:
Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami, Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego.
Heb 12:1-2
Brzmi to jak słowa człowieka, który głęboko przeżył prawdę Przemienienia Pańskiego: gdy jesteśmy z Chrystusem w chwale, zacienia nas Obłok, Duch Święty, nie jesteśmy sami, ale ze wszystkimi świadkami-męczennikami (gr. martyres), którzy spoczęli już po swym boju, a teraz śledzą nasze losy. Kulminacją tego obrazu jest fragment, który znowu zabiera nas na szczyt góry, tym razem Góry Syjon:
Lecz wy podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego i do niezliczonej rzeszy aniołów, do uroczystego zgromadzenia i zebrania pierworodnych, którzy są zapisani w niebie, i do Boga, sędziego wszystkich, i do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy osiągnęli doskonałość, i do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla.
Heb 12:22-24 

To już nie tylko Mojżesz, Eliasz, Piotr, Jakub i Jan, ale wielkie zgromadzenie synów Bożych, ludzi i aniołów. Została wzniesiona żywa Świątynia Boża na Górze zacieniona Obłokiem.

I widziałem, a oto Baranek stał na górze Syjon, a z nim sto czterdzieści cztery tysiące tych, którzy mieli wypisane jego imię na czole i imię jego Ojca.
Ap 14:1

Imię Ojca na ich czołach i imię Ojca na ich ustach, za sprawą Ducha Świętego, który z ich serc woła: Abba! (Ga 4:6) głosem umiłowanego Syna. Jedno serce, jedne usta, jeden głos, czy woła Mojżesz, czy Piotr, czy my, sławimy Ojca, Syna i Ducha Świętego, którzy uczynili nas wszystkich uczestnikami Boga.

Przykazanie, Mądrość, Słowo – Chrystus

Wpis ten będzie składać się tym razem głównie z dłuższych cytatów, które jak ostatnio zauważyłem ilustrują pewien kierunek w interpretacji Prawa. Niech mówią same za siebie.


Polecenie to bowiem, które ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem. Nie jest w niebiosach, by można było powiedzieć: „Któż dla nas wstąpi do nieba i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je”. I nie jest za morzem, aby można było powiedzieć: „Któż dla nas uda się za morze i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je”. Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić.
Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi.

Pwt 30:11-20 BT
Mądrość woła na ulicach,na placach głos swój podnosi;
nawołuje na drogach zgiełkliwych,
w bramach miejskich przemawia:
„Dokądże głupcy mają kochać głupotę,
szydercy miłować szyderstwo,
a nierozumni pogardzać nauką?
Powróćcie do moich upomnień,
udzielę wam ducha mojego,
nauczę was moich zaleceń.
Ponieważ prosiłam, lecz wyście nie dbali,
rękę podałam, a nikt nie zważał,
gardziliście każdą mą radą,
nie chcieliście moich upomnień:

więc i ja waszą klęskę wyszydzę,
zadrwię sobie z waszej bojaźni,
gdy bojaźń nadciągnie jak burza,
a wasza zagłada jak wicher,
gdy spotka was ucisk i boleść.
Wtedy będą mnie prosić – lecz ja nie odpowiem,
i szukać – lecz mnie nie znajdą,
gdyż wiedzy nienawidzili,
gardzili bojaźnią Pańską,
nie poszli za mymi radami,
zlekceważyli moje napomnienie;
spożyją owoce swej drogi,
nasycą się swymi radami;
odstępstwo prostaków uśmierci ich,
bezmyślność niemądrych ich zgubi.
Kto słucha mnie – osiągnie spokój,
wytchnienie – bez obawy nieszczęścia”.

Prz 1:20-33 BT 
Bądź posłuszny, Izraelu, przykazaniom życiodajnym,
nakłoń ucha, by poznać mądrość.

Cóż się to stało, Izraelu,
że jesteś w kraju nieprzyjaciół,
wynędzniały w ziemi obcej,
uważany za nieczystego na równi z umarłymi,
zaliczony do tych, co schodzą do Szeolu?
Opuściłeś źródło mądrości.
Gdybyś chodził po drodze Bożej,
mieszkałbyś w pokoju na wieki.
Naucz się, gdzie jest mądrość,
gdzie jest siła i rozum,
a poznasz równocześnie,
gdzie jest długie i szczęśliwe życie,
gdzie jest światłość dla oczu i pokój.
Lecz któż znalazł jej miejsce
lub kto wszedł do jej skarbców?
Gdzież są zwierzchnicy narodów
i panujący nad zwierzętami ziemi,
ci, co igrają z ptakami powietrznymi,
ci, co gromadzą srebro i złoto,
w których ludzie złożyli ufność,
a nie ma końca nabywaniu tych rzeczy,
którzy obrabiają srebro,
trudzą się, tak że prawie nie kończy się ich praca?
Zniknęli i do Szeolu zstąpili,
a inni stanęli na ich miejsce.
Młodsi ujrzeli światło
i zamieszkali na ziemi,
ale drogi mądrości nie pojęli,
nie poznali jej ścieżek
ani jej nie uchwycili,
a synowie ich od drogi swej daleko odeszli.
Nie słyszano o niej w Kanaanie
ani w Temanie jej nie widziano.
Synowie Hagar ubiegają się o mądrość tej ziemi,
kupcy Merranu i Temanu, opowiadający baśnie i poszukiwacze wiedzy,
drogi mądrości nie znają
ani nie pamiętają o jej ścieżkach.
O Izraelu, jakże wielki jest dom Boga,
jakże obszerne miejsce posiadłości Jego!
Wielki i nie mający końca,
wysoki i niezmierzony.
Tam urodzili się olbrzymi,
sławni od początku,
wielcy, biegli w walce.
Ale nie tych wybrał Bóg
ani im nie dał drogi do mądrości.
Zginęli dlatego, że mądrości nie mieli,
zginęli z powodu swej nierozwagi.
Któż wstąpił do nieba, aby ją wziąć,
któż ją z obłoków sprowadził?
Któż przeprawił się przez morze, a znalazł ją
i przywiózł ją w zamian za najlepsze złoto?

Nie ma nikogo, kto by znał jej drogę
i kto by rozpoznał jej ścieżkę.
Lecz zna ją Wszechwiedzący
i wynajdzie ją swoją mądrością.
Ten, który na czas bezkresny urządził ziemię
i napełnił ją stworzeniami czworonożnymi,
wysłał światło i poszło,
wezwał je, a ono posłuchało Go ze drżeniem.
Gwiazdy radośnie świecą na swoich strażnicach.
Wezwał je. Odpowiedziały: „Jesteśmy”.
Z radością świecą swemu Stwórcy.
On jest Bogiem naszym.
I żaden inny nie może
z Nim się równać.
Zbadał wszystkie drogi mądrości
i dał ją słudze swemu, Jakubowi,
i Izraelowi, umiłowanemu swojemu.
Potem ukazała się ona na ziemi
i zaczęła przebywać wśród ludzi.
Tą mądrością jest księga przykazań Boga
i Prawo trwające na wieki.

Wszyscy, którzy się go trzymają, żyć będą.
Którzy je zaniedbują, pomrą.
Nawróć się, Jakubie, trzymaj się go,
chodź w blasku jego światła!
Nie dawaj chwały swojej obcemu
ani innemu narodowi twych przywilejów!
Szczęśliwi jesteśmy, o Izraelu,
że znamy to, co się Bogu podoba.

Ba 3:9-4:4 BT 
Poznałem i co zakryte, i co jest jawne,
pouczyła mnie bowiem Mądrość – sprawczyni wszystkiego!
Jest bowiem w niej duch rozumny, święty,
jedyny, wieloraki, subtelny,
rączy, przenikliwy, nieskalany,
jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry,
niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki,
trwały, niezawodny, beztroski,
wszechmogący i wszystkowidzący,
przenikający wszelkie duchy
rozumne, czyste i najsubtelniejsze.
Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu
i przez wszystko przechodzi, i przenika dzięki swej czystości.
Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej
i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego,
dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie.
Jest odblaskiem wieczystej światłości,
zwierciadłem bez skazy działania Boga,
obrazem Jego dobroci.

Jedna jest, a wszystko może,
pozostając sobą, wszystko odnawia,
a przez pokolenia zstępując w dusze święte,
wzbudza przyjaciół Bożych i proroków.
Bóg bowiem miłuje tylko tego,
kto przebywa z Mądrością.
Bo ona piękniejsza niż słońce
i wszelki gwiazdozbiór.
Porównana ze światłością – uzyska pierwszeństwo,
po tamtej bowiem nastaje noc,
a Mądrości zło nie przemoże.

Sięga potężnie od krańca do krańca
i włada wszystkim z dobrocią.
Ją to pokochałem, jej od młodości szukałem:
pragnąłem ją sobie wziąć za oblubienicę
i stałem się miłośnikiem jej piękna.
Sławi ona swe szlachetne pochodzenie, gdyż obcuje z Bogiem
i miłuje ją Władca wszechrzeczy,
bo jest wtajemniczona w wiedzę Boga
i w Jego dziełach dokonuje wyboru.

Mdr 7:21-8:4 BT 
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.

Pojawił się człowiek posłany przez Boga –
Jan mu było na imię.
Przyszedł on na świadectwo,
aby zaświadczyć o światłości,
by wszyscy uwierzyli przez niego.
Nie był on światłością,
lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego –
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
A Słowo stało się ciałem
i zamieszkało wśród nas.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.

Jan 1:1-14 BT
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Jan 3:11-21 BT
Bracia, z całego serca pragnę ich zbawienia i modlę się za nimi do Boga. Bo muszę im wydać świadectwo, że pałają żarliwością ku Bogu, nie opartą jednak na pełnym zrozumieniu. Albowiem nie chcąc uznać, że usprawiedliwienie pochodzi od Boga, i uporczywie trzymając się własnej drogi usprawiedliwienia, nie poddali się usprawiedliwieniu pochodzącemu od Boga.
A przecież kresem Prawa jest Chrystus, dla usprawiedliwienia każdego, kto wierzy. Albowiem o sprawiedliwości, jaką daje Prawo, pisze Mojżesz: Kto je wypełnił, osiągnie przez nie życie. Sprawiedliwość zaś osiągana przez wiarę tak powiada: Nie mów w sercu swoim: Któż zdoła wstąpić do nieba? – oczywiście po to, by Chrystusa stamtąd sprowadzić na ziemię, albo: Któż zstąpi do Otchłani? – oczywiście po to, by Chrystusa wyprowadzić spośród umarłych. Ale cóż mówi: Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. Ale jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.
Wszak mówi Pismo: Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony. Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony.
Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę!
Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył temu, co od nas posłyszał? Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.
Pytam więc: czy może nie słyszeli? Ależ tak:
Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa.
Pytam dalej: czyż Izrael nie zrozumiał? Mojżesz mówi:
Wzbudzę w was zawiść do tego, który nie jest ludem,
wzniecę w was gniew do ludu nierozumnego.
Izajasz zaś odważa się powiedzieć:
Dałem się znaleźć tym, którzy mnie szukali,
objawiłem się tym, którzy o Mnie nie pytali.
A do Izraela mówi:
Cały dzień wyciągałem ręce do ludu nieposłusznego i opornego.

Rz 10 BT 
Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem:
Wytracę mądrość mędrców,
a przebiegłość przebiegłych zniweczę.
Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?
Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.

1 Kor 1:18-25 
Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat. Ten [Syn], który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty, podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi, a dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy Majestatu na wysokościach. On o tyle stał się wyższym od aniołów, o ile odziedziczył wyższe od nich imię.
Hbr 1:1-4
–Kamil M.