Chrystus jest otchłanią miłosierdzia

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 170-173).

***

miracle-exorcism-of-daughter-of-the-canaanite-woman

Wtedy Diakon, stojąc przed Królewskimi Wrotami w kierunku sanktuarium, intonuje Ektenię żarliwą:
 Wołajmy wszyscy z całej duszy i ze wszystkich myśli naszych wołajmy.
Chór, po każdej prośbie: Panie, zmiłuj się (trzy razy).
Diakon: Panie wszechmocny, Boże ojców naszych, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Zmiłuj się nad nami, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Jeszcze módlmy się za pobożnych i prawosławnych chrześcijan.
Jeszcze módlmy się za naszego arcybiskupa [imię].
Jeszcze módlmy się za naszych braci kapłanów, hieromnichów, hierodiakonów i mnichów, i za wszystkich naszych braci w Chrystusie.
Jeszcze módlmy się o miłosierdzie, życie pokój, zdrowie, zbawienie, nawiedzenie, wybaczenie i odpuszczenie grzechów sług Bożych, wszystkich pobożnych i prawosławnych chrześcijan, którzy mieszkają lub odwiedzają to miasto i parafię, opiekunów i członków tej świętej cerkwi.
Jeszcze módlmy się za błogosławionych i zawsze godnych pamięci fundatorów tej cerkwi [lub: świętego tego monasteru] i za wszystkich prawosławnych ojców i braci naszych, którzy spoczęli przed nami, którzy tutaj i w różnych miejscach spoczywają w prawdziwej wierze, i za wszystkich prawosławnych w każdym miejscu.
Jeszcze módlmy się za ofiarodawców i dobroczyńców tego świętego i czcigodnego domu Bożego, za pracujących, śpiewających i za tu obecny lud, oczekujący od Ciebie wielkiego i obfitego miłosierdzia.
Gdy Diakon recytuje te prośby, Kapłan po cichu odmawia poniższą Modlitwę ektenii żarliwej:
Panie Boże nasz, przyjmij tę żarliwą modlitwę Twoich sług i zmiłuj się nad nami według wielkiego Twego miłosierdzia. Ześlij swą litość na nas i na cały Twój lud, który oczekuje od Ciebie obfitego miłosierdzia.
(donośnie)  Albowiem jesteś Bogiem miłosiernym, Przyjacielem człowieka, i Tobie chwałę oddajemy, Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze, i na wieki wieków.
Chór: Amen.

Ta seria próśb jest nazywana ektenis ikesia lub „długim błaganiem” (zazwyczaj jest znana jako „żarliwe błaganie” [po polsku „ektenia żarliwa” — przyp. K.M.]).1

Jak niewiasta Kananejska (por. Mat. 15:21-8) przybiegamy do Chrystusa i nieustannie błagamy o Jego miłosierdzie: „Zmiłuj się nade mną. Mój sposób życia nie pozwala mi zwracać się do Ciebie. Szukam schronienia w miłosierdziu, tej przystani, która przyjmuje wszystkich grzeszników. Szukam schronienia w miłosierdziu, gdzie nie ma żadnego trybunału sądowego, gdzie zbawienie jest ofiarowane bezwarunkowo.” „Zwróć uwagę na roztropność tej niewiasty” — mówi św. Jan Chryzostom. „Nie prosi Jakuba, nie błaga Jana, nie zwraca się do Piotra. (…) Myśli: «Nie potrzebuję pośrednika. Biorę pokajanie za swego orędownika i idę do samego źródła. Właśnie dlatego Chrystus zstąpił na ziemię, dlatego przyjął ciało, abym nawet ja mogła z Nim rozmawiać.» (…) Zmiłuj się nade mną. To prosty zwrot, a pociąga za sobą niezmierzony ocean zbawienia. Zmiłuj się nade mną. «To po to przyszedłeś do nas, to po to przyjąłeś ciało jak nasze, to po to stałeś się taki jak ja.» W niebiosach w górze [pośród świętych aniołów] — strach; na ziemi na dole [w kobiecie] — śmiałość zbliżenia!”2

Nawet pomimo iż nie słyszymy Chrystusowej odpowiedzi na nasze prośby, nawet mimo iż nie jesteśmy godni Jego miłosierdzia, i my sami jak Kananejka, klękamy przed Nim i błagamy Go: Panie, zmiłuj się.

Chrystus przyszedł na ziemię ze swego miłosierdzia względem nas i tajemnicy Jego przyjścia na ziemię dane są imiona „miłosierdzia” i „prawdy”: „«Miłosierdzie», ponieważ gdy byliśmy wszyscy w kompletnie godnym pożałowania stanie i nieprzyjaciółmi toczącymi z Nim wojnę, w swej wielkiej łaskawości i miłości do człowieka nie wzgardził nami. I nie tylko okazał litość dla naszej niedoli (…), ale nawet uznał nas godnymi Jego Królestwa. (…) Z tych powodów Psalmista nazywa boską ekonomię miłosierdziem. I nazywa ją prawdą [Ps. 91:3], ponieważ w czasie Starego Testamentu wszystko spoglądało ku niej jak cienie i zarysy ku rzeczywistości.”3

Chrystus jest „otchłanią miłosierdzia”. Dlatego szukamy schronienia w tej otchłani, pewni, że znajdziemy miłosierdzie, ponieważ u Pana jest miłosierdzie (Ps. 129:7). Chrystus jest „krynicą i skarbcem miłości do człowieka, tryskającą niewyczerpanie”. On jest „niezmierzonym oceanem miłości do człowieka”.4

Ten niezmierzony ocean miłości do człowieka, którym jest Chrystus, wyznaczył Tajemnicę Boskiej Eucharystii jako sposób wejścia do Królestwa niebios. Gdy celebruje się Boską Eucharystię, wejście do Królestwa jest otwarte. I „w swej wielkiej miłości do człowieka Pan okazuje nam litość, wyczekując powrotu nas wszystkich do Niego”. Ten, który jest „potężny w miłosierdziu i łaskawy w sile” oczekuje nas na swym zgromadzeniu: oczekuje na nas i ofiarowuje siebie samego każdemu z nas, skoro przez swe Wcielenie „zjednoczył siebie samego całkowicie z człowiekiem w jego zupełności, aby mógł udzielić zbawienia całemu człowiekowi”.5

Św. Grzegorz Teolog: Chrystus się rodzi – wysławiajcie!

nativity

Chrystus się rodzi – wysławiajcie! Chrystus z niebios – wychodźcie na spotkanie! Chrystus na ziemi – wznieście się! Śpiewajcie Panu, cała ziemio! A rzeknę i o obu: Weselcie się, niebiosa i raduj się ziemio, bowiem niebiański stał się ziemskim. Chrystus w ciele – z drżeniem i radością się weselcie! Z drżeniem z powodu grzechu, z radością z powodu nadziei. Chrystus z Dziewicy – niewiasty, praktykujcie dziewictwo, byście stały się Chrystusa matkami! Któż nie odda pokłonu Temu, który jest od początku? Któż nie wysławi Ostatniego?

Ciemność znowu się rozprasza, światłość ponownie jest umocniona, Egipt znowu jest karany ciemnością, Izrael ponownie oświecony się przez słup [ognia]. Lud siedzący w ciemności niewiedzy niechaj ujrzy światłość poznania! Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. Litera usuwa się, duch postępuje, cienie ustępują, prawda wkracza w ich miejsce. Melchizedek jest spełniony: ten, który nie ma matki staje się tym, który nie ma ojca, bez matki najpierw, potem bez ojca. Prawa natury ulegają rozwiązaniu. Napełnić musi się wyższy świat. Chrystus rozkazuje – nie opierajmy się! Wszystkie narody, klaszczcie w dłonie, bowiem dziecię się nam narodziło, syn i został nam dany, na którego barkach jest władza (albowiem wraz z Krzyżem jest podniesiony) i otrzyma miano Wielkiej Rady – Rady Ojca – Wysłannika. Niechaj Jan zawoła: Przygotujcie drogę Panu! I ja ogłoszę potęgę tego dnia: Bezcielesny się ucieleśnia, Słowo nabiera masy, Niewidzialny jest widziany, Niedotykalnego można dotknąć, Bezczasowy ma początek, Syn Boży Synem Człowieczym się staje, Jezus Chrystus, wczoraj i dzisiaj ten sam i na wieki! Żydzi niech się gorszą, niechaj wyśmiewają Grecy, heretycy niech mówią aż do zdrętwienia języka. Uwierzą, gdy ujrzą Go idącego na niebiosa, a jeśli nie wtedy, to gdy z niebios przyjdzie i jako Sędzia zasiądzie.

To jednak później. Teraz zaś jest święto Objawienia Bożego lub Narodzenia, dwie nazwy nosi, skoro dwa miana przysługują jednej rzeczy. Ukazał się bowiem Bóg ludziom przez narodzenie. Z jednej strony jest Tym, który jest i zawsze Będącym z zawsze Będącego, ponad wszelką przyczynę i zasadę (logos), nie ma bowiem wyższej zasady (logos) nad Słowo (Logos). Z drugiej zaś, dla nas później się staje, aby Ten, który darował nam istnienie, obdarzył nas również dobrym bytem. Lub raczej skoro odpadliśmy od dobrego bytu w zło, aby do niego znowu nas przywrócić przez Wcielenie. Nazwa zatem to Objawienie, skoro się ukazał, i Narodzenie, skoro się narodził.

To jest święto dla nas, to obchodzimy dzisiaj: przyjście Boga do ludzi, abyśmy my do Boga przyszli albo raczej powrócili – tak bowiem rzec jest dokładniej – abyśmy starego człowieka odłożywszy, nowego przywdziali i jak w Adamie umarliśmy, tak byśmy w Chrystusie ożyli jako z Chrystusem narodzeni, i z Nim ukrzyżowani, i współpogrzebani, i razem z Nim powstali z martwych.
Św. Grzegorz Teolog, Mowa 38 (tłum. własne)

Wy jesteście świątynią Boga żywego

Niniejsze kazanie pochodzi z biuletynu Archidiecezji Tiatyry i Wielkiej Brytanii z dnia 27 września 2015.

***

Bracia, wy jesteście świątynią Boga żywego według tego, co rzekł Bóg: «Zamieszkam w nich i będę pośród nich się przechadzał, i będę ich Bogiem, a oni będą mi ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i oddzielcie się – mówi Pan – i tego, co nieczyste, nie dotykajcie, a Ja was przyjmę do siebie, i będę dla was Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan wszechdzierżyciel”. Mając te obietnice, umiłowani, oczyśćmy samych siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świętości w bojaźni Bożej.
2 Kor 6:16-18, 7:1

Dzisiejsze czytanie listu apostolskiego inspiruje nas do pamiętania, że nasza wiara nie jest kwestią intelektualnego lub kulturowego związku z chrześcijańskimi tradycjami naszych rodzimych krajów. Gdyby tak było, nasze życie w ogóle nie różniłoby się od życia niechrześcijan, którzy czasami przewyższają nas, chrześcijan, w miłości i prawości charakteru. Prawdziwa wiara zdecydowanie będzie odbijać się w naszym sposobie życia i odróżniać nas od świata, ponieważ wierzyć oznacza wyznawać wiarę w praktyce, w naszym codziennym życiu, a zwłaszcza w naszych relacjach z innymi ludźmi. „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak wiara bez uczynków jest również martwa” (Jk 2:26).

List św. Pawła przypomina nam dzisiaj, że my, chrześcijanie, powinniśmy odróżniać się od reszty świata przez to, w jaki sposób żyjemy: przez „oczyszczanie siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha” (2 Kor 7:1). Nie oznacza to, że zwyczajnie jakiekolwiek cielesne namiętności nas plamią. Nieczystością jest wszystko, co jest przeciwne Bogu. Idole, o których św. Paweł mówi w swych listach, to nie tylko posągi bożków. Idol, bałwan to coś, co przejmuje nad nami kontrolę i podporządkowuje sobie nasze życie, staje się naszą „ostateczną egzystencjalną troską” (jak ujął to Paul Tillich) tak, że angażujemy w to całe nasze życie, wszystkie nasze wysiłki, nasz potencjał. We współczesnym świecie naturalnym jest dla ludzi poświęcać całe życie budowaniu swego majątku – tak by stać się bogatym; zabieganiu o sukces w swej karierze – aby być ponad resztą i sprawować władzę nad innymi ludźmi; albo zdobyciu sławy, aby otrzymać uznanie i podziw innych ludzi. Te „idole” niewątpliwie doprowadzą nas do konfliktu z Bogiem: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, ponieważ albo jednego będzie nienawidził i drugiego miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzał” (Łk 16:13).

Liturgia św. Bazylego podkreśla, że jednym z największych darów Chrystusa dla ludzkości jest to, że „wyzwolił nas z ułudy idoli”. Zaiste cechuje je ułuda: zamiast bogactwem obdarzają człowieka duchowym ubóstwem i pustką serca, zamiast sukcesem – niepowodzeniem w odkryciu prawdziwego sensu życia, zamiast władzą i kontrolą – słabością i rozkładem pełnych miłości relacji z innymi bliźnimi ludźmi, zamiast sławą – głęboką świadomością braku wartości własnej osoby. Pan wzywa nas do prawdziwego bogactwa, mocy i chwały, których ten świat nie może nam dać: wzywa nas, byśmy zostali Jego dziećmi, Jego mieszkaniem, byśmy sami zostali bogami. Jeśli „te obietnice”, o których mówi Apostoł docierają do serca człowieka i zaczyna on rozumieć rzeczywistość za tymi słowami, w sposób naturalny „wychodzi spośród tych”, którzy żyją bez wiary i nadziei – a ich brak jest stratą, której nie mogą wynagrodzić żadne pociechy świata.

Prawdziwy chrześcijanin staje się świątynią żywego Boga. To nie tylko łaska Boża mieszka w nas. Jak w świątyni, zachowujemy i strzeżemy w sobie najpiękniejsze życie, które Chrystus nam podarował; jak w świątyni, wzniósł On w naszych sercach swoje „idole”, przez które Jemu służymy: nimi są miłość, nadzieja, pokój, radość, pobożność, szczerość, łagodność, prawość charakteru – i wiele innych cnót, które Chrystus złożył w ludzkości, za co nigdy nie przestaniemy Go chwalić ani w tym życiu, ani w wieczności.

Matka Boża

Matka Boża jest ikoną i modelem Kościoła i chrześcijanina: świątyni Bożej ozdobionej cnotami, zamieszkanej przez samego Boga

Darmowy ebook – «Ideał ascetyczny a Nowy Testament»!

fr-george-florovsky_2jpg

o. Jerzy Florowski

Chciałbym się z Wami podzielić tym razem owocem mojej dłuższej pracy. Przygotowałem tłumaczenie tekstu śp. o. Jerzego Florowskiego, wybitnego prawosławnego teologa i ekumenisty, pt. Ideał ascetyczny a Nowy Testament: Refleksje nad krytyką teologii Reformacji. W tym dość obszernym artykule o. Florowski polemizuje z myślą Reformacji, w szczególności z myślą luterańską reprezentowaną przez Andersa Nygrena, która odrzuciła monastycyzm i ascezę. Analizując Ewangelię św. Mateusza i Listy Apostolskie, o. Florowski ukazuje zrównoważoną wizję Nowego Testamentu, wizję inicjatywy Bożej i odkupienia w Chrystusie, ale również zobowiązania człowieka do realnej i wytężonej współpracy z Łaską Bożą, by to zbawienie sobie przyswoić. W konsekwencji tego obszernego przeglądu o. Florowski uwiarygodnia tezę, że właśnie monastycyzm i jego ascetyczny duch są wiernymi kontynuatorami orędzia Nowego Testamentu do chrześcijan. Zapraszam serdecznie do lektury. Pozwoliłem sobie jednakże wykorzystać tę publikację do promocji mojej skromnej strony. Aby uzyskać PDF, będziecie musieli udostępnić na jednym z serwisów społecznościowych linka do tego wpisu. Wystarczy kliknąć na baner poniżej, a serwis już poprowadzi Was dalej.

 

Met. Jan Zizioulas o encyklice «Laudato Si’»

Metropolita Jan Zizioulas, biskup Pergamonu, jest jednym z najwybitniejszych współczesnych teologów prawosławnych. Jest również współprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu między Kościołem Katolickim i Wschodnimi Kościołami Prawosławnymi. W miniony czwartek miał okazję uczestniczyć w ogłoszeniu najnowszej papieskiej encykliki Laudato Si’, dzięki czemu mógł wygłosić krótki prawosławny komentarz do encykliki jako przedstawiciel Patriarchatu Ekumenicznego. Poniżej zamieszczam przekład własny jego bardzo ciekawego wystąpienia (tłumaczenie z wersji angielskiej dostępnej na stronie Greckiej Archidiecezji Prawosławnej w Ameryce).

Metropolita Jan Zizioulas

Metropolita Jan Zizioulas

Komentarz do encykliki papieża Franciszka pt. „Laudato si”

Metropolita Jan (Zizioulas), bp Pergamonu

Wprowadzenie

Chciałbym rozpocząć od wyrażenia mojej głębokiej wdzięczności z powodu dostąpienia zaszczytu, jakim jest bycie zaproszonym do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, w ogłoszeniu nowej encykliki Jego Świątobliwości Papieża Franciszka, „Laudato Si’”. Jestem również zaszczycony faktem, że Jego Świątobliwość, Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej, poprosił mnie o przekazanie wam wyrazów jego osobistej radości i satysfakcji z powodu wydania tej encykliki. Jak niektórzy zapewne wiecie, Patriarchat Ekumeniczny był jednym z pierwszych w świecie chrześcijańskim, który zwrócił uwagę światowej społeczności na powagę problemu ekologicznego oraz obowiązku Kościoła do zgłaszania swego zaniepokojenia i podejmowania prób włączenia się za sprawą wszelkich duchowych środków, jakie ma na podorędziu, do ochrony naszego środowiska naturalnego. Toteż już w roku 1989 Patriarcha Ekumeniczny Dimitrios wydał encyklikę skierowaną do wiernych chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli, w której podkreślił powagę problemu ekologicznego i jego teologicznych oraz duchowych wymiarów. Za tym podążyła seria działań takich, jak organizacja międzynarodowych konferencji przywódców religijnych i ekspertów naukowych, jak również seminariów dla ludzi młodych, dla posługujących w Kościele itp. pod auspicjami obecnego Patriarchy Ekumenicznego, mających na celu promocję świadomości ekologicznej wśród chrześcijan w szczególności oraz w szerszej wspólnocie mężczyzn i kobiet.

Wydanie encykliki „Laudato Si’” jest zatem okazją do wielkiej radości i satysfakcji dla prawosławnych. W ich imieniu pragnę wyrazić naszą głęboką wdzięczność Jego Świątobliwości za wzniesienie swego pełnego autorytetu głosu, by przyciągnąć uwagę świata ku pilnej potrzebie ochrony Bożego stworzenia przed szkodami, które my, ludzie wyrządzamy za sprawą naszego zachowania względem przyrody. Encyklika pojawia się w krytycznym momencie w ludzkich dziejach i niewątpliwie będzie miała globalny wpływ na świadomość ludzi.

Ci, którzy będą czytać encyklikę, będą pod wrażeniem głębi i przenikliwości, z jaką potraktowany jest ekologiczny problem i z jaką wykazana jest jego powaga, do społu z konkretnymi sugestiami i propozycjami tego, jak należy działać, by zmierzyć się z jego konsekwencjami. Materiał zawarty na jej stronach da do myślenia każdemu: naukowcowi, ekonomiście, socjologowi, a nade wszystko wszystkim wiernym Kościoła. Mój własny komentarz ograniczy się do bogactwa teologicznej myśli i duchowości encykliki. Czas i objętość uniemożliwiają mi oddanie całej sprawiedliwości potraktowaniu tych aspektów. Ograniczę się zatem do następujących punktów:

Teologiczne znaczenie ekologii;
Duchowy wymiar problemu ekologicznego; oraz
Ekumeniczne znaczenie encykliki.

1. Teologia i ekologia

Co wspólnego ma ekologia z teologią? W tradycyjnych podręcznikach do teologii ledwo można znaleźć jakiekolwiek miejsce na ekologię i to samo jest prawdą w stosunku do akademickich sylabusów szkół teologicznych: katolickich, prawosławnych i protestanckich. Encyklika poświęca cały rozdział (roz. 2), by ukazać głębokie ekologiczne implikacje chrześcijańskiej nauki o stworzeniu. Wskazuje, że zgodnie z Biblią „ludzka egzystencja opiera się na trzech podstawowych relacjach ściśle ze sobą związanych: na relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z ziemią” (par. 66). Ta trzecia relacja, tj. z ziemią, była bardzo często ignorowana przez chrześcijańską teologię do tego stopnia, że amerykański historyk Lynn White w słynnym już dzisiaj artykule w magazynie Scientist (1967) oskarżał chrześcijańską teologię o ponoszenie odpowiedzialności za współczesny kryzys ekologiczny. Jest bowiem prawdą, że w teologii chrześcijańskiej istota ludzka została tak bardzo wywyższona ponad materialne stworzenie, że ludzie mogli traktować je jako materiał służący do zaspokajania swoich potrzeb i pragnień. Człowiek został zdenaturalizowany i w swym nadużyciu oraz błędnym wykorzystaniu biblijnego nakazu danego pierwszej parze – „bądźcie płodni i rozmnażajcie się, i czyncie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1:28) – ludzkość została zachęcona do wykorzystywania materialnego stworzenia bez ograniczeń, bez szacunku dla jego integralności, a nawet świętości.

To podejście do stworzenia nie tylko prowadziło do nadużyć biblijnej nauki, ale jednocześnie było sprzeczne z fundamentalnymi zasadami chrześcijańskiej wiary. Jedną z nich jest wiara we Wcielenie Chrystusa. Przyjmując ludzką naturę Syn Boży przyjął materialne stworzenie w jego całości. Chrystus przyszedł, by zbawić całe stworzenie poprzez Wcielenie, nie tylko ludzkość; bowiem według św. Pawła (Rz 8:23) „całe stworzenie wzdycha w bólu i cierpi” oczekując swego wybawienia poprzez ludzkość.

Inna fundamentalna zasada wiary chrześcijańskiej, która posiada istotne ekologiczne implikacje, ma związek z samym sercem Kościoła, którym jest Święta Eucharystia. W celebracji Eucharystii Kościół ofiarowuje Bogu materialny świat w formie chleba i wina. W tym Sakramencie przestrzeń, czas i materia zostają uświęcone; są wzniesione do Stwórcy z dziękczynieniem, jako Jego dary dla nas; stworzenie jest uroczyście ogłoszone Bożym darem, a ludzie zamiast jako właściciele stworzenia działają jako jego kapłani, którzy wznoszą je do świętości boskiego życia. To przywodzi na myśl poruszające słowa św. Franciszka z Asyżu, którymi rozpoczyna się encyklika: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez Siostrę naszą, Matkę Ziemię.” Jak ujęliby to św. Grzegorz Palamas i inni greccy Ojcowie, całe stworzenie jest przeniknięte Bożą obecnością za sprawą Jego boskich energii; wszystko obwieszcza Bożą chwałę, jak powiada Psalmista, i człowiek przewodzi kosmicznemu chórowi uwielbienia Boga jako kapłan stworzenia. Ten sposób rozumienia miejsca i misji ludzkości w stworzeniu jest wspólny dla wschodniej i zachodniej tradycji chrześcijańskiej i ma szczególne znaczenie dla kultywowania ekologicznego etosu.

2. Duchowy wymiar

Jak wynika jasno z encykliki, kryzys ekologiczny jest w swej istocie problemem duchowym. Właściwa więź pomiędzy ludzkością i ziemią lub jej środowiskiem naturalnym została zerwana wraz z Upadkiem zarówno zewnętrznie, jak i w nas, a zerwaniem tym jest grzech. Kościół musi teraz wprowadzić do swego nauczania o grzechu grzech przeciwko środowisku, grzech ekologiczny. Pokajanie musi być rozszerzone, by objąć również zniszczenie, które przynosimy przyrodzie zarówno jako jednostki, jak i jako społeczeństwa. Musi to pojawić się w sumieniu każdego chrześcijanina, który troszczy się o swoje zbawienie.

Zerwanie właściwej relacji pomiędzy ludzkością i naturą wynika ze wzrostu indywidualizmu w naszej kulturze. Dążenie do jednostkowego szczęścia stało się ideałem w naszych czasach. Grzech ekologiczny ma swoją przyczynę w ludzkiej zachłanności, która zaślepia mężczyzn i kobiety aż do poziomu ignorowania i bagatelizowania podstawowej prawdy, że szczęście jednostki zależy od jej więzi z resztą istot ludzkich. Istnieje społeczny wymiar w ekologii, który encyklika przedstawia bardzo jasno. Kryzys ekologiczny idzie ręka w rękę z rozprzestrzenianiem się społecznej niesprawiedliwości. Nie możemy z powodzeniem zmierzyć się z jednym bez odniesienia się do drugiego.

Ekologiczny grzech jest grzechem nie tylko przeciwko Bogu, ale również przeciwko naszemu bliźniemu. I jest to grzech nie tylko przeciwko innym w naszych czasach, ale również – i to jest poważne – przeciwko przyszłym pokoleniom. Zniszczywszy naszą planetę z powodu pragnienia zaspokojenia naszej żądzy szczęścia, pozostawiamy przyszłym pokoleniom świat zepsuty i niedający się naprawić ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, jakie będzie to nieść dla ich życia. Musimy działać zatem odpowiedzialnie względem naszych dzieci i tych, którzy przyjdą po nas w tym życiu.

Wszystko to wzywa nas do tego, co możemy nazwać ekologiczną ascezą. To znaczące, że wielkie postaci chrześcijańskiej tradycji ascetycznej były wszystkie bardzo wrażliwe na cierpienie wszystkich stworzeń. Odpowiednicy św. Franciszka z Asyżu są bardzo powszechni w monastycznej tradycji Wschodu. Istnieją opowieści o życiu świętych pustyni, które przedstawiają ascetów opłakujących cierpienie lub śmierć każdego stworzenia i prowadzących pełną pokoju i przyjazną koegzystencję nawet z dzikimi zwierzętami. To nie jest romantyczna wizja. To wypływa z kochającego serca i przekonania, że między światem przyrody i nami istnieje organiczna jedność oraz współzależność, która sprawia, że dzielimy jeden los tak, jak mamy tego samego Stwórcę.

Asceza jest nieprzyjemną ideą w naszej obecnej kulturze, która mierzy szczęście i postęp wzrostem kapitału i konsumpcji. Byłoby czymś nierealistycznym oczekiwać od naszych społeczeństw przyjęcia ascezy takiej, jak ta, która była udziałem św. Franciszka i Ojców Pustyni. Ale duch i etos ascezy może i musi zostać przyjęty, jeśli nasza planeta ma przetrwać. Powstrzymanie zużycia surowców naturalnych jest realistycznym podejściem i muszą znaleźć się sposoby, które mogłyby ograniczyć niezmierzone marnotrawstwo materiałów naturalnych. Technologia i nauka muszą poświęcić swe wysiłki takiemu zadaniu. Jest bardzo wiele inspiracji i pomocy, którą można uzyskać z samej encykliki w tym względzie.

Na końcu, duchowość musi przenikać nasz ekologiczny etos za sprawą modlitwy. Encyklika podaje pewne piękne przykłady tego, jak można się modlić o ochornę Bożego stworzenia. Z modlitw cytowanych na końcu encykliki porusza mnie następujący wycinek:

Boże, ulecz nasze życie,
byśmy strzegli świata, a nie łupili go,
byśmy rozsiewali piękno, a nie skażenie i zniszczenie.
Dotknij serc
tych, którzy szukają jedynie zysków
kosztem ubogich i ziemi.
Naucz nas odkrywania wartości każdej rzeczy,
kontemplowania w zadziwieniu,
uznania, że jesteśmy głęboko zjednoczeni
z każdym stworzeniem
w naszej pielgrzymce ku Twej nieskończonej światłości.

W tym punkcie chciałbym wspomnieć, że Patriarcha Ekumeniczny zdecydował już w 1989, by 1. września każdego roku był poświęcony na modlitwę o środowisko. Ta data według prawosławnego kalendarza liturgicznego, którego początki sięgają czasów bizantyjskich, to pierwszy dzień roku kościelnego. Liturgiczne nabożeństwo tego dnia zawiera modlitwy o stworzenie i Patriarchat Ekumeniczny zlecił współczesnemu hymnografowi z Góry Atos skomponowanie hymnów specjalnie na ten dzień. 1. września każdego roku jest teraz poświęcony przez prawosławnych środowisku. Czy mogłoby się to stać dniem takiej modlitwy dla wszystkich chrześcijan? To oznaczałoby krok w stronę zbliżenia między nimi.

To zaś prowadzi mnie do mojej ostatniej uwagi do papieskiej encykliki, mianowicie jej ekumenicznego znaczenia.

3. Ekumeniczne znaczenie encykliki

Istnieją moim zdaniem trzy wymiary ekumenizmu. Pierwszy możemy nazwać ekumenizmem w czasie, wyrażenie to często było używane przez jednego z największych prawosławnych teologów minionego stulecia, śp. o. Georgesa Florovsky’ego. Rozumiemy przez nie wysiłek podzielonych chrześcijan w kierunku zjednoczenia na podstawie ich wspólnej Tradycji, nauczania Biblii i Ojców Kościoła. To jest przedmiotem teologicznych dialogów, które mają miejsce w ruchu ekumenicznym naszych czasów i wydaje się być dominująca formą ekumenizmu.

W tym samym czasie ekumenizm w przestrzeni jest również praktykowany poprzez różne międzynarodowe instytucje takie jak Światowa Rada Kościołów i jej podobne ciała ekumeniczne, które gromadzą podzielonych chrześcijan, aby różne kulturowe konteksty, w których żyją, mogły zostać wzięte pod rozwagę w poszukiwaniu jedności. To zbliżyło chrześcijan z Azji, Ameryki, Europy, Ameryki Łacińskiej itd. – to wyraz powszechności Kościoła chrześcijańskiego.

Do tych dwóch wymiarów, które zdominowały ekumeniczną scenę na minione sto lat, musimy dodać, jak sądzę, trzeci, który zazwyczaj jest zaniedbywany, mianowicie coś, co nazwałbym ekumenizmem egzystencjalnym. Przez to mam na myśli wysiłek, by zmierzyć się z najgłębszymi egzystencjalnymi problemami, które zajmują ludzkość w jej całości – nie po prostu w poszczególnych miejscach lub w określonych klasach ludzi. Ekologia jest bez wątpienia najbardziej oczywistym kandydatem w tym przypadku.

Wierzę, że znaczenie papieskiej encykliki „Laudato Si’” nie jest ograniczone do tematu ekologii jako takiej. Widzę w niej ważny wymiar ekumeniczny przez to, że jednoczy podzielonych chrześcijan wobec wspólnego zadania, z którym muszą się zmierzyć razem. Żyjemy w czasach, gdy fundamentalne egzystencjalne problemy przerastają nasze tradycyjne podziały i czynią je względnymi niemal do punktu zupełnego zaniku. Zwróćmy uwagę dla przykładu na to, co ma miejsce dzisiaj na Bliskim Wschodzie: czy ci, którzy prześladują chrześcijan, pytają ich, do jakiego Kościoła lub konfesji przynależą? Chrześcijańska jedność w takich wypadkach jest de facto zrealizowana poprzez prześladowanie i krew – ekumenizm męczeństwa.

Groźba jaką stawia przed nami kryzys ekologiczny podobnie przekracza nasze tradycyjne podziały. Niebezpieczeństwo, które wisi nad naszym wspólnym domem, planetą, na której mieszkamy, jest opisane w encyklice w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do egzystencjalnego ryzyka, z którym musimy się zmierzyć. To ryzyko jest współne dla nas wszystkich bez względu na kościelne lub konfesyjne tożsamości. W równym stopniu wspólny musi być nasz wysiłek, by zapobiec katastrofalnym skutkom obecnej sytuacji. Encyklika Papieża Franciszka jest wezwaniem do jedności – jedności w modlitwie o środowisko, w tej samej Ewangelii stworzenia, w nawróceniu naszych serc i naszych stylów życia, byśmy szanowali i kochali każdego i wszystko, co zostało nam dane przez Boga. Jesteśmy za to wdzięczni.

Watykan, 18.06.2015

Bp Kallistos Ware: Zbawienie w Chrystusie

Poniżej znajduje się moje tłumaczenie wykładu bpa Kallistosa na język polski. Właściwy wykład trwa od 6:27 do ok 1:09:00. Nie dokonywałem redakcji tekstu, dlatego pojawiają się w nim czasem niezręczności związane z językiem mówionym. Wykład jest bardzo ciekawy, pozwala spojrzeć na dzieło Chrystusa z różnych perspektyw szczególnie interesujących dla zachodnich chrześcijan, zwłaszcza protestantów, bo i został wygłoszony na protestanckim uniwersytecie. Zapraszam do lektury i komentarzy.

***

Pozwólcie, że zacznę od pytania, które zadano mi jakiś czas temu w pociągu. Pewna osoba siedząca naprzeciwko mnie, utkwiła we mnie przeszywające spojrzenie i powiedziała: «Czy jesteś zbawiony?» Jak na to odpowiedziałem? Jak wy byście na to pytanie odpowiedzieli? Powiem wam, jaka była moja odpowiedź, ale jeszcze nie teraz, będziecie musieli poczekać do końca wykładu.

«Czy jesteś zbawiony?» Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zapytać samych siebie, co rozumiemy przez «zbawienie». Z prawosławnego punktu widzenia są cztery uwagi, które należy poczynić.

«Wielka jest tajemnica naszej religii» jest powiedziane w Listach Pasterskich (1 Tym 3:16) – «Bóg został objawiony w ciele, usprawiedliwiony w duchu, widziany przez aniołów, ogłoszony wśród pogan, uwierzono w Niego na świecie, został wzięty do góry w chwale». W równym stopniu możemy rzec: wielka jest tajemnica naszego zbawienia! Zbawienia nie powinno się dać łatwo wyjaśnić, to jest tajemnica sięgająca w oślepiający mrok Boga. Jest tak wiele rzeczy, których nie potrafimy wyrazić słowami. W tym miejscu przypomina mi się hymn, który my, prawosławni, śpiewamy każdego roku w Wielką Sobotę:

«Niechaj milczy wszelkie śmiertelne ciało
i niech stoi z bojaźnią i drżeniem»

O tej tajemnicy zbawienia – i jest to moja druga uwaga wstępna – można przynajmniej to powiedzieć słowami znowuż Listów Pasterskich, tym razem 1 Tym 2:4: «Bóg pragnie, aby każdy został zbawiony i przyszedł do poznania prawdy». Był to tekst, na który wielki nacisk kładł John Wesley, ale jest to też tekst równie podkreślany w prawosławiu. Dar zbawienia jest skierowany do każdej istoty ludzkiej bez wyjątku. Jednakże – i to jest trzecia uwaga – jednocześnie my, ludzie, możemy odmówić przyjęcia tego daru. Bóg jest wolny i tak każda osoba ludzka ukształtowana na obraz Boży jest podobnie wolna. Mówiąc słowami Sørena Kierkegaarda: «Najbardziej wstrząsającą rzeczą podarowaną ludziom jest wybór, wolność». A św. Augustyn mówi: «Bóg stworzył cię bez twojego przyzwolenia, ale nie zbawi cię bez twojej zgody». Nie możemy zostać zbawionymi bez Boga, ale Bóg nas nie zbawi bez naszej dobrowolnej zgody. Jak jest powiedziane w Homiliach św. Makarego (mających ważny wpływ na Johna Wesleya): «Wola człowieka jest niezbędnym warunkiem wstępnym, bowiem bez niego Bóg nie czyni nic». Nasze zbawienie jest efektem zbieżności – po grecku synergii1 – dwóch czynników, o nierównym znaczeniu, a mimo to obu niezbędnych: Bożej łaski i ludzkiej wolności.

Czwarta uwaga, którą chcę poczynić na początku, jest taka: dla tradycji prawosławnej zbawienie jest osobowe, ale nie rozłączne. Nie jesteśmy zbawieni sami, ale jako członki Ciała Chrystusa, Kościoła, przez udział w sakramentach Chrztu i Świętej Komunii.

Zgłębiając trochę bardziej znaczenie zbawienia, to, co znajdujemy w Piśmie i w Tradycji, to nie pojedyncza systematyczna teoria zbawienia, ale wiele obrazów, metafor i modeli. Nie wyłącznie jedną ścieżką podchodzimy do pojęcia tak wielkiej tajemnicy. A zatem znajdujemy w Biblii wiele symboli o wielkim znaczeniu i mocy, a jednak w większości nie są one wyjaśnione, mają mówić same za siebie i musimy być ostrożni, by zamienić tych obrazów i symboli w racjonalny, sylogistyczny wywód. Nie powinniśmy też oddzielać od reszty żadnego z tych obrazów czy symboli, kładąc nań wyłączny nacisk, ignorując pozostałe. Musimy równoważyć jeden obraz innym obrazem. Musimy mówić nie «albo, albo», ale «i to, i tamto», różne obrazy to nie alternatywy, potrzebujemy ich wszystkich.

To przypomina mi moje doświadczenie, gdy pierwszy raz przybyłem do USA jako student w 1959 roku. W tamtych czasach jeśli chciało się podróżować samolotem, trzeba było być bardzo bogatym, więc ja przypłynąłem statkiem, liniowcem Cunard Królowa Elżbieta, to była pięcio- lub sześciodniowa podróż. W cenie biletu zawierały się wszystkie posiłki. Byłem zupełnie zachwycony, gdy odkryłem po przyjściu do restauracji, że można tam wybrać tyle jedzenia ile się tylko chce. Nie było się ograniczonym tylko do trzech dań. Na śniadanie, jeśli się miało taką ochotę, można było wziąć i owsiankę, i płatki, i sok owocowy, i grejpfruta. A potem można było dostać i bekon z jajkami, i wędzonego śledzia – o ile oczywiście miało się na to ochotę na falujących wodach Atlantyku. Przy obiedzie moi współtowarzysze podróży okazywali wielki brak wyobraźni – wzięli sobie zupę, potem główne danie, a potem jeszcze deser. Ja dałem radę wsunąć każdego wieczora siedmiodaniowy posiłek. A więc powinniśmy uczynić podobnie z różnymi modelami zbawczego dzieła Chrystusa. Wybrać każde danie z menu Cunard. Jest pewne bezpieczeństwo w tych liczbach.

Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować słowa rumuńskiego teologa prawosławnego, Dumitru Staniloae, który mówi w tym miejscu o apofatycznej teologii Kościoła prawosławnego, teologii, która posługuje się negacjami, która mówi przede wszystkim nie o tym, czym jest Bóg, ale czym nie jest, o teologii, która podkreśla Bożą transcendencję. «Tajemnica zbawienia – mówi ojciec Staniloae – nie może zostać wyrażona inaczej, niż w formie paradoksu i dlatego prawosławie szukało zawsze sposobu, by uchronić paradoks przed próbami rozwikłania tajemnicy za pomocą serii jednostronnych, racjonalistycznych twierdzeń. Paradoksalna i apofatyczna pełnia tajemnicy zbawienia jest w sposób bardziej wierny ukazywana za pomocą symboli, niż intelektualnych definicji. Rozważać Krzyż i Zmartwychwstanie w obrazach, wyrażać je za pomocą symbolicznych i liturgicznych aktów – to naprowadzać na tę tajemnicę zbawienia w sposób bardziej rzeczywisty i bardziej egzystencjalny, niż to możliwe za pomocą teorii zadośćuczynienia Anzelma czy protestanckiej teorii kary, które nie mogą wyrazić więcej niż jeden aspekt niepojętej tajemnicy zbawienia. Takie teorie są do przyjęcia tylko pod warunkiem, że nie mają ambicji zastąpić samej tajemnicy w jej niepojętej pełni, ale by zaledwie ukazać pewien konkretny element i to we względny i doraźny sposób.»

Dzisiejszego wieczoru chciałbym przyjrzeć się razem z wami pięciu modelom Chrystusowego dzieła zbawienia i chciałbym, byście w odniesieniu do każdego z tych modeli zadali sobie cztery pytania. Pytania są następujące:

  1. Po pierwsze powinniśmy zapytać, czy dany model zakłada zmianę dokonującą się w Bogu, czy w nas? Jeśli zakłada, że to Bóg podlega zmianie, to oznacza, że na pewno coś tutaj poszło nie tak. Powinniśmy odrzucić obraz Boga Ojca jako gniewnego despoty, którego trzeba jakoś przebłagać. Niektóre teorie odkupienia wydają się sugerować, że musimy zostać uratowani raczej przed Bogiem, niż od grzechu i zła. Ale w kluczowym tekście (2 Kor 5:19), który umieściłem na górze naszego konspektu, Paweł mówi: «Bóg był w Chrystusie, jednając świat ze sobą samym», nie «jednając samego siebie ze światem». To my potrzebujemy pojednania i uzdrowienia, nie Bóg; my potrzebujemy zmiany, nie Bóg.
  2. Drugim moim pytaniem jest: czy dana teoria oddziela Chrystusa od Ojca? Jeśli Chrystus jest oddzielony od Ojca, to ponownie coś zdecydowanie poszło nie tak. Paweł mówi: «Bóg był w Chrystusie». Zbawienie to dzieło Boga w Chrystusie, powinniśmy widzieć Chrystusa w Jego służbie jako przedstawiciela Boga, nie jako Jego ofiarę, nawet jeśli potwierdzamy solidarność i zjednoczenie Chrystusa z nami poprzez Jego Wcielenie, to nie powinno mieć miejsca w taki sposób, że aż oddzielamy Go od Ojca. Jedność Trójcy musi zostać zachowana.
  3. Potem trzecie pytanie: czy model oddziela Krzyż od Wcielenia i Zmartwychwstania? Pewne teorie odkupienia są wyłącznie skoncentrowane na Krzyżu, ale Krzyż nie powinien był oderwany od tego, co miało miejsce wcześniej, Wcielenia, jak i tego, co nastąpiło potem – Zmartwychwstania. W innym wypadku ciągłość i spójność ekonomii Chrystusa zostaje zerwana. Musimy postrzegać zbawcze dzieło Chrystusa jako jedność: narodzenie, życie, cuda, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie – wszystkie razem stanowią pojedyncze i niepodzielne dzieło.
  4. I wreszcie pytanie czwarte: czy dany model zakłada obiektywne czy subiektywne rozumienie dzieła Chrystusa? Czy zbawcze dzieło Chrystusa odnosi się przede wszystkim do naszych uczuć i emocji, czy też rzeczywiście odmienia stan wszechświata? Z całą pewnością to drugie. Bóg był w Chrystusie, przemieniając naszą całkowitą sytuację. Chrystus uczynił coś dla nas, obiektywnie.

Teraz z tymi czterema pytaniami w pamięci przyjrzyjmy się pięciu modelom i to nie jest zestaw wyczerpujący.

Po pierwsze, możemy myśleć o zbawczym dziele Chrystusa w kategoriach wymiany. Kluczowym tekstem tutaj jest 2 Kor 8:9: «Chociaż był bogaty, to dla was stał się ubogi, abyście przez Jego ubóstwo mogli się wzbogacić». Bogactwa Chrystusa to Jego boska chwała, ubóstwo, które przyjął na siebie to nasz rozpaczliwy stan. Zatem Chrystus ogołaca samego siebie – w słowach Listu do Filipian 2 – ogołaca samego siebie ze swej boskiej chwały, staje się posłuszny do śmierci, i to śmierci krzyżowej, w pełni wkracza w nasz rozpaczliwy stan, przyjmuje całe nasze zniszczenie w siebie samego, a przez przyjęcie go, uzdrawia je. Wymiana darów. Udział. Chrystus ma udział w tym, czym my jesteśmy, abyśmy my mogli mieć udział w tym, czym On jest.

To jest wielki motyw w pismach Ojców. Św. Ireneusz mówi: «W swej niezmierzonej miłości stał się tym, czym my jesteśmy, abyśmy mogli stać się tym, czym On jest». A św. Atanazy stwierdza tak, choć bardziej zwięźle: «On stał się człowiekiem, abyśmy my mogli stać się Bogiem». Oczywiście, Atanazy nie ma na myśli, że stajemy się dosłownie według natury Bogiem, nie stajemy się w zbawieniu dodatkowymi osobami Świętej Trójcy. Ale to, co ma na myśli, mówiąc o zbawieniu jako o przebóstwieniu (gr. theosis2), to to że zbawienie to nie jest tylko zmiana naszego prawnego statusu, to nie tylko kwestia przypisanej sprawiedliwości. Zbawienie oznacza kompletną przemianę naszej stworzonej natury tak, że jesteśmy przesiąknięci i odmienieni przez odwieczne Boże życie. Stajemy się, jak jest powiedziane w Drugim Liście Piotra, «uczestnikami boskiej natury».

Za tym modelem zbawienia, który na wiele sposobów jest najbardziej fundamentalnym w Kościele prawosławnym, stoją dwie zasady. Po pierwsze, tylko Bóg może zbawić, zbawienie jest boskim aktem. Prorok nie może być zbawicielem świata, śmierć zwykłego człowieka nie może zniszczyć śmierci. To Bóg musi umrzeć za nas na krzyżu. Zatem jeśli Chrystus ma być naszym zbawicielem, musi być on prawdziwym Bogiem. Ale oprócz tego istnieje druga zasada zbawienia – Boże zbawienie musi dosięgnąć głębi ludzkiej potrzeby. Tylko jeśli Chrystus, boski Zbawiciel jest prawdziwie człowiekiem tak, jak wy i ja jesteśmy ludźmi, tylko wtedy my ludzie mamy udział w tym, co On uczynił dla nas. Zatem jeśli Chrystus ma być naszym zbawcą, musi być prawdziwym człowiekiem. Jest to przedstawione w Liście do Hebrajczyków 4:15, jednym z najważniejszych chrystologicznych tekstów w całym Nowym Testamencie: «Nie mamy arcykapłana, którego nie może dotknąć odczucie naszych słabości – albo jak też może to być oddane – który nie może współczuć z naszymi słabościami, ale takiego, który był próbowany we wszystkim tak, jak i my jesteśmy, z wyjątkiem zgrzeszenia». Takie są więc implikacje modelu współudziału lub inaczej wymiany.

Jeśli uczynimy Chrystusa kimś mniej niż Bogiem, mniej niż człowiekiem, to podważamy cały wzór zbawienia. Chrystus, nasz Zbawiciel nie jest pół na pół, 50 na 50, ale jest w 100 procentach Bogiem i w 100 procentach człowiekiem. Odnieśmy teraz ten model wymiany do naszych czerech pytań. Czy model zakłada zmianę w Bogu czy w nas? Na pierwszy rzut oka zdaje się, że mówimy tutaj o zmianie w Bogu: druga Osoba Trójcy, boski Logos, który od wieczności jest prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga, równy Ojcu, w pewnym momencie staje się człowiekiem, rodzi się na ziemi. Ale nie jest to naprawdę zmiana w Bogu. Bóg jest miłością i Wcielenie jest najwyższym wyrazem Bożej miłości do nas. Ja jest powiedziane w Ewangelii Jana 3:16: «Bóg tak umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna». Tak więc Bóg stając się człowiekiem pozostaje wierny samemu sobie.

W tej teorii, po drugie, Bóg nie jest oddzielony od Chrystusa. Przeciwnie – ten model zakłada, że Chrystus jest Bogiem. Po trzecie, Krzyż nie jest wyizolowany. W istocie wielkie znaczenie jest tutaj przypisane Wcieleniu jako zbawczemu aktowi. Ale Krzyż pozostaje centralnym punktem. W tym modelu Bóg nie tylko ma udział w całej pełni ludzkiego życia, ale również ma udział w pełni ludzkiej śmierci. Krzyż oznacza, że do ostatecznego możliwego stopnia Chrystus uczestniczy w całej naszej udręce, cierpieniu i wyobcowaniu. To jest dla mnie być może najbardziej owocny z modeli, ale przyjrzyjmy się jeszcze kilku innym.

W drugiej kolejności w Piśmie zbawcze dzieło Chrystusa jest czasem rozumiane jako dzieło okupu. «Syn Człowieczy – mówi Chrystus w Ewangelii Marka 10:45 – przyszedł nie po to, aby mu służono, ale by służyć i aby dać swoje życie na okup za wielu». Podstawowym elementem tej metafory jest wolność: wcześniej byliśmy zniewoleni przez grzech, teraz jesteśmy wyzwoleni. Jak mówi Paweł w Liście do Galatów 5:1: «Chrystus wyzwolił nas». Ale ten akt wyzwolenia jest niesamowicie kosztowny! Okup, który Chrystus płaci za nas to samo Jego życie oddane na Krzyżu. Na ile to spełnia wymagania naszych czterech pytań?

Po pierwsze, co jasne, zmiana ma miejsce w nas. W porządku. Po drugie, Chrystus nie jest oddzielony od Ojca, bowiem płacąc okup działa w imię Boga, chociaż dla nas. Trzeci punkt jest mniej wyraźny – teorie okupu mają tendencję do bycia bardzo skoncentrowanymi na Krzyżu, ale tak nie musi być. I po czwarte, okup dokonuje obiektywnej zmiany naszego stanu. Jak na razie wszystko w porządku. Ale nie naciągajmy tej metafory za mocno! Nie powinniśmy zadawać pytania, komu okup jest uiszczany. Nowy Testament de facto nie zadaje tego pytania. W konsekwencji jednak wielu chrześcijan to właśnie czyniło, często z opłakanymi skutkami. Jeśli powie się, że okup jest zapłacony Bogu Ojcu, wtedy wprowadza się obraz zagniewanego ojca, którego trzeba uprosić, mściwego i karzącego, i ten właśnie obraz odepchnął niezliczone rzesze ludzi od chrześcijaństwa na przestrzeni ostatnich stu lat. Na pewno musimy unikać oddzielania Syna i Ojca w ten sposób. Bez wątpienia Bóg wybacza nam darmo, nie wymaga żadnej zapłaty. Ale wtedy czy należy powiedzieć, że okup jest płacony diabłu? Chrześcijanie często twierdzili coś takiego i wymyślono całą teorię na temat tego, jak diabeł został oszukany. Np. św. Augustyn posługuje się metaforą pułapki na myszy: diabeł jest myszą, serem jest człowieczeństwo Chrystusa, pułapka to Jego bóstwo. Demoniczna mysz widzi ser, zakrada się i zaczyna go jeść, i wtedy boska pułapka zatrzaskuje się na niej, i jest złapana. Śmiejecie się z tego i całkiem możliwe, że św. Augustyn zamyślał to jako żart, ale inni ludzie wzięli tego rodzaju wyobrażenie na poważnie. Jednak Grzegorz z Nazjanzu, Grzegorz Teolog, odrzuca tego rodzaju wyobrażenie jako niegodne Boga – Bóg nie posługuje się podstępem. Diabeł nie ma żadnych praw. Zatem centralną ideą teorii okupu nie jest transakcja handlowa, ale idea wyzwolenia. Nie pytaj, kto otrzymuje zapłatę, pozostań przy podstawowym znaczeniu: Chrystus nas wyzwolił.

Zatem dochodzimy do naszego trzeciego obrazu: ofiary. Dzisiaj dla nas jest to trudna idea, straciliśmy w dużej mierze zrozumienie tego, co oznacza ofiara. Ale w starożytności hebrajskiej, greckiej czy rzymskiej ofiara była wszechobecna, była przyjmowana jako coś oczywistego, chociaż zazwyczaj nie tłumaczono jej. Ani w Biblii, ani w tradycji klasycznej nie znajdziemy pojedynczej teorii tego, co ofiara oznacza. W Starym Testamencie jest wiele rodzajów ofiar. Paschalny baranek, w przypadku którego ofiara była spożywana. Ofiara za grzechy w Dniu Pojednania, kiedy ofiara nie była spożywana, ale kropiono krwią lud. Ofiara z kozła w Księdze Kapłańskiej 16, przy której kozioł jest wypędzany na pustynię, niosąc grzechy ludu, ofiara dla szatana. Wszystkie te sposoby rozumienia ofiary można znaleźć odniesione do Chrystusa. «Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata» – baranek paschalny. «Chrystus nasza Pascha został złożony w ofierze za nas» – znowu baranek paschalny. «On jest przebłaganiem – gr. hilasmos3 – za nasze grzechy» – to idea ofiary za grzechy w Dniu Pojednania.

Jeśli mamy poprawnie zrozumieć ofiarę, musimy zauważyć, że rzeczywistą ideą tutaj nie jest śmierć ofiary, prawdziwą istotą jest tutaj ofiarowanie, podarowanie życia ofiary Bogu. Gdy ofiara była zabijana, wylewano krew, co oznaczało, że życie ofiary było ofiarowywane Bogu. Gdy ofiara była palona jak w ofierze całopalnej i dym wznosił się do nieba, ofiara wstępowała do Boga. Mamy to samo poczucie w Kościele prawosławnym, gdy ofiarowujemy kadzidło i dym wznoszący się z kadzidła jest postrzegany jako ofiarowany Bogu. Zatem istotą ofiary jest dar. Ofiarować oznacza podarować, przede wszystkim oddać siebie samego. Toteż ofiara zakłada ideę miłości. I jeśli ofiara nie jest złożona dobrowolnie i z miłości, to nie jest to tak naprawdę w ogóle ofiara. To, co jest mi odebrane siłą i przemocą, wbrew woli, nie jest ofiarą. I kiedy rzeczy są mi odbierane wbrew mojej woli, jestem poszkodowany, ponoszę stratę. Ale jeśli składam ofiarę dobrowolnie, chętnie, nie ponoszę straty – wzbogacam się. Jak mówi C.S. Lewis: «Nic z tego, czego nie oddałeś, nie będzie nigdy naprawdę twoje własne». Zatem śmierć Chrystusa jest ofiarą, ponieważ oddaje On swoje życie za nas z miłości, dobrowolnie. «Nikt mi nie odbiera życia – mówi – ja sam je oddaję».

Myślę, że to wszystko odpowiada na nasze pytania. Chrystus składając ofiarę nie zmienia Boga, ale odmienia naszą sytuację. Ofiara Chrystusa posiada moc i jest skuteczna, ponieważ to jest ofiara Boga – Chrystus jest Bogiem. To nie po prostu ludzka ofiara, ale boska ofiara. Ofiara ta nie jest ograniczona – przechodząc do naszego trzeciego pytania – do Krzyża, ponieważ nie jest ona ograniczona tylko do śmierci. Całe życie Chrystusa to dobrowolne samoofiarowanie Boga, całość życia Chrystusa jest ofiarą. Wcieleniu jest już ofiarą. Znajdujemy kilka wariantów motywu ofiary. Dla przykładu teoria zadośćuczynienia św. Anzelma – i mój cytat z ojca Dumitru Staniloae zasugerował już, że prawosławni nie lubią szczególnie tej teorii. Teoria brzmi tak, że śmierć Chrystus jest aktem wynagrodzenia, czyni zadość urażonemu honorowi Ojca, mamy tutaj feudalne tło. Ale z pewnością Bóg nie jest feudalnym władcą, którego w ten sposób trzeba przebłagiwać za pomocą ofiary Jego Syna. I w istocie idea śmierci Chrystusa jako zadość czyniącej nie jest obecna u Ojców Greckich, ani jak sądzę u wcześniejszych Ojców Łacińskich, to średniowieczny dodatek. I oddziela Syna od Ojca, więc nie może to być słuszne.

Jednakże jest inny wariant, który ma większe znaczenie: idea zastępstwa, to że Chrystus umiera jako ofiara, jest złożony w ofierze zamiast nas. To akurat jest z pewnością biblijne. Jak jest powiedziane u proroka Izajasza w Pieśniach o Słudze, o Cierpiącym Słudze – i to jest odniesione do Chrystusa w Nowym Testamencie – Księga Izajasza 53:5: «Został zraniony za nasze występki i starty za nasze nieprawości. Na niego spadła kara, która nas uzdrowiła, a przez jego sińce jesteśmy uleczeni». Jest tutaj więc jasna idea zastępstwa. I to pojawia się ponownie w Drugim Liście do Koryntian 5:21: «Dla nas Bóg uczynił grzechem Tego, który nie znał grzechu, abyśmy w Nim mogli się stać sprawiedliwością Boga». Św. Atanazy stosuje względem Chrystusa słowo antipsychon4 oznaczające «Tego, który kładzie swoje życie za nas». Ale jeśli pragniemy rozwinąć tę teorię zastępstwa – i z pewnością jest na to miejsce w prawosławiu – musimy uważać, by nie oddzielać Chrystusa od Ojca, nie popadać wyobrażenia rozgniewanego ojca.

Kiedy byłem studentem Oksfordu miałem okazję słuchać przemowy znanego i szanowanego ewangelikalnego kaznodziei, samego Billy’ego Grahama i byłem pod wielkim wrażeniem jego przesłania, byłem przekonany, że naucza prawdziwej i pełnej wiary chrześcijańskiej. Generalnie protestanccy misjonarze nie są mile widziani w Rosji, ale Billy Graham był zawsze wyjątkiem. Gdy przybywał do Rosji, dzwonił wtedy do patriarchy w Moskwie i otrzymywał błogosławieństwo dla swojego głoszenia. Powiedział jednak wtedy pewną rzecz, która utkwiła mi w pamięci i która nie wzbudziła mojej sympatii. Powiedział: «W chwili, w której Chrystus umarł na Krzyżu, błyskawica Bożego gniewu uderzyła w Niego zamiast w ciebie». Pomyślałem, że nie jest to najlepszy sposób na wyrażenie teorii zastępstwa.

Jest jednak pewna istotna prawda zawarta w teorii zastępstwa, w tym, że Chrystus umarł za nas. Podkreśla ona, że Chrystus uczynił dla nas coś, czego nie mogliśmy uczynić sami dla siebie. Nie mogliśmy sami odnaleźć drogi z powrotem do Boga, więc Bóg zstąpił na ziemię i umarł za nas. Jestem zapalonym czytelnikiem opowieści o duchach M.R. Jamesa i wśród nich jest jedna historia nazwana «Opowieść o szkole». Chłopcy w szkole uczą się łaciny tak, jak to miało miejsce w minionych pokoleniach, i poznają zdania warunkowe, zdania zaczynające się od «jeśli», i tutaj zasady są nadzwyczajnie skomplikowane. Nauczyciel każe chłopcom, by każdy z nich napisał po łacinie zdanie, zdanie warunkowe wymyślone samodzielnie. Wszyscy piszą, oddają potem kartki. Nauczyciel sięga po pierwszą kartkę. Robi się blady i z przerażeniem na twarzy wybiega z klasy. Chłopcy zastanawiają się, kto mógł popełnić aż tak okropny błąd gramatyczny, żeby miało to taki skutek dla ich nauczyciela. Podchodzą więc do jego biurka, patrzą na kartkę na wierzchu i widzą charakter pisma, który nie należy do żadnego z chłopców. Tekst na kartce brzmi: «Jeśli nie przyjdziesz do mnie, ja przyjdę do ciebie». Cóż, nie opowiem wam reszty tej historii, o tym czego nauczyciel się tak wystraszył, że przyjdzie do niego i co się stało, gdy to coś w rzeczywistości przyszło. Poczytajcie sobie. Ale! Odnieśmy to do dzieła Chrystusa – my nie mogliśmy przyjść do Boga, więc Chrystus przyszedł do nas. Nie mogliśmy zbawić samych siebie, więc Chrystus by nas zbawić umarł za nas. Jednakże prawdopodobnie nie zamiast nas, ponieważ musimy się utożsamić ze zbawczym aktem Chrystusa.

Pozwólcie, że przejdę do moich dwóch ostatnich obrazów. Zwycięstwo, tzw. teoria dramatyczna. Jest ona bardzo popularna w prawosławiu. Mamy w tym przypadku myśleć w kategoriach kosmicznej bitwy. Chrystus Zwycięzca odnosi tryumf nad siłami diabła, grzechu i zła. Możemy odnaleźć w Nowym Testamencie podstawy dla tego rozumienia w ostatnim okrzyku Chrystusa na Krzyżu w Ewangelii św. Jana: «Tetelestai! Wykonało się!» To nie jest okrzyk rezygnacji i rozpaczy, Chrystus nie mówi: «Już po wszystkim, nic więcej nie da się zrobić». To okrzyk zwycięstwa: «Zostało dokonane! Spełniło się!» Paweł posługuje się tym obrazem, gdy mówi: «Bóg rozrobił władze i zwierzchności i wystawił je na pokaz odnosząc tryumf nad nimi poprzez Krzyż». I znowu mówi: «Gdy wstąpił na wysokości, wziął samą niewolę w niewolę». Każdy, kto miał okazję być na prawosławnym nabożeństwie paschalnym o północy, przypomni sobie zapewne jak silnie obecne jest wtedy poczucie zwycięstwa. «Chrystus powstał z martwych – mówimy – śmiercią podeptał śmierć!» I to jest również zdecydowanie idea obecna na Zachodzie – paschalna sekwencja w liturgii zachodniej zawiera te słowa: «Śmierć i życie starły się w tym wstrząsającym boju, Książe Życia, który umarł, króluje nieśmiertelny!» Zatem to podejście do odkupienia podkreśla Krzyż, ale również bardzo mocno Zmartwychwstanie, które nie mają być postrzegane jako dwa oddzielne wydarzenia, ale jako pojedynczy dramat i niepodzielne dzieło. Ponieważ Chrystus powstał z martwych, nie musimy obawiać się żadnej mrocznej rzeczy we wszechświecie albo w nas samych.

W początkach prześladowań chrześcijaństwa w Rosji ateistyczny wykładowca przyjechał, by przemawiać w pewnej wiosce i wszyscy ludzie zgromadzili się, by go posłuchać. Mówił przez długi czas wyjaśniając, że religia jest w całości kłamstwem i oszustwem, że wszystko to jest nonsens oraz że komunizm nadszedł, by ich wyzwolić z tego złudzenia. Po wszystkim z końca Sali podniósł rękę ksiądz z lokalnej parafii i powiedział: «Czy mogę coś powiedzieć?» Wykładowca wyczuł w tym trudność, ale nie chciał mu odmawiać powiedzenia czegokolwiek, więc odrzekł: «Tak, ale musisz się bardzo streścić, dam ci tylko jedną minutę». Na co ksiądz rzekł: «O, na pewno nie będę potrzebował aż tyle czasu». Wyszedł na przód i powiedział po prostu do całego zgromadzenia paschalne pozdrowienie: «Chrystus zmartwychwstał!» I wszyscy zgromadzeni ludzie odpowiedzieli razem: «Naprawdę zmartwychwstał!» «Dziękuję – zwrócił się ksiądz do ateistycznego wykładowcy – to wszystko, co chciałem powiedzieć».

Zatem w tym obrazie zwycięstwa zmiana zachodzi zdecydowanie w nas, Chrystus i Ojciec są ściśle połączeni, zwycięstwo Chrystusa jest naszym zwycięstwem, śmierć na Krzyżu jest bezpośrednio połączona ze Zmartwychwstaniem i Wniebowstąpieniem i jest to obiektywne. Ale ma to pewną wadę – dla wielu dzisiejszych wierzących wyobrażenie to jest zbyt militarne. Wydaje się, że zbawcze dzieło Chrystusa postrzegane jest w kategoriach przemocy, przymuszającej siły, jednak możemy zdemitologizować ten obraz. Zwycięstwo Krzyża to nie zwycięstwo przemocy, nie militarnej potęgi, ale cierpiącej miłości. Chrystusowe zwycięstwo to kenotyczne zwycięstwo, zwycięstwo ogołocenia samego siebie, zwycięstwo słabości i bezbronności. W poruszających słowach św. Efrem Syryjczyk nazywa Chrystusa «Potężnym, który przywdział bezbronność». Zwycięstwo Chrystusa więc dokonuje się poprzez odmowę wobec użycia siły i przemocy. Jak mówi Grzegorz z Nyssy: «Jego zstąpienie do naszego uniżenia jest najwyższym wyrazem jego potęgi». Bóg nigdy nie jest tak potężny, jak wtedy gdy jest tak słaby. Pokorna, współczująca miłość to najpotężniejsza rzecz we wszechświecie. Jak mówi Karl Barth: «Bóg chrześcijaństwa jest wystarczająco wielki, by być pokornym».

Teraz przechodzę do mojego piątego i ostatniego przykładu. Jestem świadom, że mówię już dość długo. Kiedy na początku zacząłem wykładać, bałem się, że urwę w połowie, bo nie będę miał już nic więcej do powiedzenia. Co ciekawe nigdy coś takiego nie miało w rzeczywistości miejsca. Ale w przeddzień mojego pierwszego wykładu na uniwersytecie inny również świeżo upieczony wykładowca miał bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Przygotował coś, co miało trwać godzinę, ale przez swoje zdenerwowanie wygłosił to tak szybko, że skończył po 20 minutach. Cóż, w tej sytuacji powinien zacząć od początku, ponieważ nikt nic nie zrozumiał. Ale zamiast tego podniósł wzrok na słuchaczy i rzekł: «Przepraszam, ale to wszystko, co mam do powiedzenia», po czym ruszył do wyjścia. Jednak w swoim skrajnym zdenerwowaniu zamiast skierować się do wyjścia, wpakował się do schowka na miotły. W bardzo upokarzający sposób musiał być wyciągany stamtąd przez jego słuchaczy. Dlatego ostrożnie przyglądałem się, gdzie tutaj może być schowek na miotły na wypadek, gdybym musiał pilnie wyjść.

Pozwólcie, że przejdę do naszego piątego przykładu. Jest on wiązany w szczególności z Abelardem. To idea życia i śmierci Chrystusa jako najwyższego wyrazu miłości w działaniu. «Miłość – powiedział Abelard – jest głęboko pociągająca, więc miłość, która Chrystusa zajaśniała w jego życiu i śmierci, wywołuje miłosną odpowiedź w nas». Jak mówimy w pieśni: «Jak wielce, wielce umiłował On i my Jego umiłować musimy też». A u św. Jana Jezus mówi: «Gdy zostanę podniesiony z ziemi, pociągnę wszystkich do siebie». Zwróćmy uwagę na to, jak wielką zaletę ma ten piąty model dla dzisiejszych chrześcijan. Kompletnie oddala się od obrazu Boga Ojca jako zazdrosnego, mściwego, żądnego krwi. W równym stopniu odsuwa się od legalistycznych kategorii takich jak zadośćuczynienie. Odsuwa się od militarystycznych wyobrażeń. Interpretuje Boga i Jego zbawienie w kategoriach miłości, ale czy odpowiada na nasze czwarte pytanie? Z pewnością ten piąty model, który traktuje Krzyż jako najwyższy przykład miłości, jest subiektywny, nie obiektywny. Jeśli Chrystus tylko dał nam przykład, wtedy nie uczynił nic, przez co rzeczywiście odmieniłby nasza sytuację. Jesteśmy zdani na siebie samych, by naśladować jego przykład mocą własnych wysiłków. W efekcie musimy zbawić samych siebie, a to jest pelagianizm.

Pozwólcie, że podam przykład z życia szkockiego wodza Roberta Bruce’a, który walczył z Anglikami i wielokrotnie został pokonany. W przygnębieniu siedząc w samotności myślał, że musi się poddać. Wtedy spojrzał i zobaczył pająka zwisającego z pajęczyny, który próbował wspiąć się z powrotem, ale ciągle spadał. Mimo to nie przestawał usiłować wspiąć się na górę, chociaż spadał nieustannie. I w końcu udało mu się wrócić na pajęczynę. «Cóż – rzekł Robert Bruce – jeśli pająk może to uczynić, być może ja też mogę». Wyruszył wtedy i pokonał Anglików. Ale czy Chrystus nie zrobił nic więcej dla nas, niż pająk dla Roberta Bruce’a? Moja odpowiedź jest taka, że ta krytyka całkowicie błędnie pojmuje zakres i dynamikę miłości.

Miłość jest twórcza, to nie jest tylko subiektywne uczucie. To obiektywna moc we wszechświecie. Kochając innych ludzi, zmieniamy ich, zmieniamy świat, w którym żyją. To samo jest prawdą w odniesieniu do nienawiści. Miłość uzdalnia, nienawiść pozbawia możliwości. Miłość drugiej osoby wobec mnie wlewa we mnie przemieniającą siłę, moc. I to jest bardzo prawdziwe w przypadku rodziców i dzieci. Jeśli miłość ojca lub matki ma tak dalekosiężne skutki dla przyszłości dziecka, o ileż bardziej miłość Boga dla nas. Chociaż tutaj rozróżnienie na subiektywne i obiektywne w rzeczywistości się rozmywa.

Być może możemy połączyć model czwarty i piąty, by otrzymać w tym punkcie efektywną teorię odkupienia. Zwycięstwo Chrystusa to zwycięstwo cierpiącej miłości, bezbronnego współczucia, zdemilitaryzowanej siły. A potem przejmujemy model piąty w obiektywnym sensie: miłość jest twórcza i przemieniająca. Dokładnie dlatego zwycięstwo Chrystusa darowuje nam wolność. W słowach Pieśni nad Pieśniami: «Miłość jest silna jak śmierć, wielość wód nie zdoła zgasić miłości». A poetka Edith Sitwell powiada: «Miłość nie doznaje zmiany za sprawą śmierci i nic nie jest stracone, i wszystko w końcu jest żniwem».

W tym punkcie pozostawiam wam moje pięć modeli. Jednak wciąż mam do spełnienia pewną obietnicę. Św. Paweł mówi w Pierwszy Liście do Koryntian 9:27, że obawia się, aby po głoszeniu innym, sam nie został odrzucony. Zatem na długo po swoim doświadczeniu nawrócenia pod Damaszkiem, obawiał się, że może odpaść od wiary. Zbawcze dzieło Chrystusa to fakt dokonany, Jego zwycięstwo jest spełnione. Ale moje uczestnictwo w tym zbawczym dziele i tym zwycięstwie nie jest jeszcze wypełnione. Zachowuję wolną wolę, a z nią możliwość odstąpienia. Św. Antoni z Egiptu, ojciec monastycyzmu, powiedział: «Oczekuj kuszenia aż do swego ostatniego tchu». Jestem w drodze, to prawda, ale ta droga się jeszcze nie skończyła. A więc, czy powinienem był odpowiedzieć: «Nie, nie jestem zbawiony»? Wtedy by pewnie zapytał, co w takim razie wyprawiam łażąc dookoła przebrany za duchownego. I czyż nie byłoby to zaprzeczenie łasce, którą otrzymałem od Chrystusa, mojego Zbawiciela? Cóż, może zatem powinienem był odpowiedzieć: «Nie wiem»? Ale czy nie zabrzmiałoby to marnie? Dlatego postanowiłem odpowiedzieć w czasie teraźniejszym, ale teraźniejszym ciągłym: «Ufam, że przez łaskę Bożą jestem zbawiany». To jeszcze nie skończone, zbawienie to proces trwający całe życie, ale mogę przynajmniej powiedzieć, że ufam, iż przez Bożą litość i miłosierdzie jestem zbawiany. Jednak aż do bram śmierci muszę kontynuować moje pokajanie.

Jest taka historia opowiadana o jednym z wielkich Ojców Pustyni, Abbie Sisoesie. Był już na łożu śmierci i w minionych wiekach śmierć była wydarzeniem publicznym, mnóstwo ludzie stało dookoła patrząc, jak umierasz. Było więc wielu jego uczniów wokół niego, gdy on zaczął rozmawiać z kimś. I oni pytają: «Z kim rozmawiasz, ojcze?» A on na to: «Rozmawiam z aniołami, proszę ich, by dali mi więcej czasu». «Dlaczego?» – zapytali jego uczniowie. «Proszę ich, by dali mi – odpowiedział – więcej czasu, bym mógł się pokajać». Uczniowie odrzekli: «Ty jesteś święty, wszyscy o tym wiemy, nie musisz się kajać». A on odpowiedział na to: «Zaiste, nie potrafię nawet po sobie stwierdzić, że choćby zacząłem się kajać». Wtedy jego twarz się rozjaśniła i mówi: «Pan przybył!» I umarł pośród wielkiego blasku jaśniejącego z jego twarzy. Taka jest moja nadzieja, abym mógł umrzeć jak Abba Sisoes. Dziękuję.

Niechaj milczy wszelkie ciało

Od XVIII do XX wieku anglikanie bardzo żywo interesowali się prawosławiem oraz myślą Ojców Greckich. Owocem tego były liczne teologiczne prace, pisma Wesleya i niezliczone hymny – tłumaczenia z greki. Myśl prawosławna wlała się wtedy szerokim strumieniem do protestantyzmu, nawet jeśli nie w czystej formie. Już długi czas temu natknąłem się w internecie na utwór Let all mortal flesh keep silence w aranżacji E. Bairstowa, teraz się nim podzielę. Ale wcześniej wypada wyjaśnić co to za hymn. Otóż jest to hymn pochodzący z Liturgii św. Jakuba, brata Pańskiego, z Jerozolimy – Liturgii bardzo starożytnej. Śpiewany jest on przy Wielkim Wejściu, tj. wniesieniu Darów na ołtarz, co oznacza, że odpowiada funkcjonalnie słynnemu hymnowi cherubińskiemu w Liturgii św. Jana Chryzostoma. Angielskie tłumaczenie tekstu jest bardzo wierne, a wykonanie wyśmienite i – jak mi się zdaje – prawdziwie godne Liturgii, nie ustępujące słynnym prawosławnym kompozytorom (Czajkowski, Rachmaninow, Czesnokow i in.). Zapraszam zatem do słuchania, poniżej polskie tłumaczenie nagrania (różni się nieznacznie od polskiego przekładu Liturgii św. Jakuba, który można znaleźć tutaj).

Niechaj milczy wszelkie ciało
i stoi z bojaźnią i drżeniem,
niech wzniesie się ponad wszelką ziemską myśl.
Bowiem królów Król i panów Pan,
Chrystus, nasz Bóg,
przybywa by być naszą ofiarą
i by dać siebie na pokarm wiernym.
Przed nim kroczą chóry aniołów
ze wszelką zwierzchnością i mocą,
cherubini wieloocy i skrzydlaci serafini,
kryjący swe twarze, wołając tryumfalnie hymn:
Alleluja! Alleluja! Alleluja!

55 wskazówek o. Thomasa Hopko dla chrześcijańskiego życia

Na znakomitym serwisie Ancient Faith Radio o. Thomas Hopko, znany amerykański duszpasterz i były dziekan Seminarium Św. Włodzimierza, ma swój podcast, a na tym podcaście wspaniałe audycje. Wśród nich znajduje się nagranie Wielki Post – Dziesięcina roku (Lent – The Tithe of the Year), w którym o. Hopko opowiadając o postnym przygotowaniu do Paschy, przedstawia 55 rad dla chrześcijańskiego życia, o które został poproszony. Ponieważ rady te cieszą się niegasnącą popularnością i rzeczywiście wypływają z wieloletniego doświadczenia duchowego życia i jego zmagań, postanowiłem przetłumaczyć je na polski, by udostępnić je polskim czytelnikom. Dla znających j. angielski polecam inne audycje, artykuły i wykłady o. Hopko, tymczasem zaś zapraszam do lektury 55 wskazówek dla chrześcijańskiego życia:

  1. Bądź zawsze z Chrystusem. Ufaj Bogu we wszystkim. Nigdy nie zapominaj o Bogu.
  2. Módl się, jak potrafisz, nie jak myślisz, że musisz. Módl się tak, jak Bóg skłania cię do modlitwy, nie jak byś chciał, ale jak Bóg daje. A dla chrześcijanina oznacza to: w swoim sercu, w swoim pokoju, w swoim Kościele.
  3. Miej regułę modlitwy, którą możesz zachować i którą będziesz wypełniać z dyscypliną. Nie możesz się po prostu modlić, jak ci się podoba. Musisz się modlić z dyscypliną, mieć pory dnia, w których będziesz wspominał Boga i odmawiał swoje modlitwy.
  4. Odmawiaj Modlitwę Pańską kilka razy na dzień – gdy wsiadasz do samochodu lub idziesz do biura albo do klasy, albo przed zjedzeniem posiłku, gdy budzisz się rano, gdy kładziesz się spać. Po prostu odmawiaj Modlitwę Pańską. Jest to modlitwa, którą przekazał Pan, modlitwa krótka, ale zawiera wszystko, o co człowiek potrzebuje się modlić, jeśli Chrystus został ukrzyżowany, wzbudzony z martwych i uwielbiony.
  5. Znajdź krótką modlitwę, którą możesz nieustannie powtarzać, gdy twój umysł nie jest zajęty czymś innym. Tą krótką modlitwą może być po prostu „Panie, zmiłuj się” albo „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się.” Można po prostu mówić „Jezu.” Można mówić „Boże”, ale ma to być po prostu jakaś krótka modlitwa, która wypełnia umysł, gdy nie jest zajęty, by utrzymywać pamięć o Bogu w swoim życiu, w swoim sercu.
  6. Jako prawosławni moglibyśmy powiedzieć: rób prostracje, gdy się modlisz. Klękaj. Pochylaj się. Kłaniaj się. Używaj swego ciała. Jak mówi św. Efrem: „Jeśli twoje ciało się nie modli, gdy się modlisz, nie modlisz się tak naprawdę.” Modlitwa to nie tylko czynność umysłu i serca. To działanie całej osoby.
  7. Jedz dobre rzeczy z umiarem.
  8. Pość w dni postne i oczywiście w czasie Wielkiego Postu. Jednak jedz dobre rzeczy, nie takie, które mogą wyrządzić ci szkodę oraz jedz z umiarem, a gdy pościsz, pość w ukryciu.
  9. Ćwicz wyciszenie, wewnętrzne i zewnętrzne. Zwyczajnie siedź przez kilka minut dziennie w ciszy. Wyłącz wszystkie urządzenia. Otwórz się na Boga. Nie myśl o niczym. Obserwuj myśli, które się pojawiają i zwracaj je ku Bogu.
  10. Dokonuj aktów miłosierdzia w ukryciu. Po prostu czyń jakieś dobre rzeczy, o których nikt nie wie.
  11. Uczęszczaj regularnie na liturgiczne nabożeństwa. Chodź do kościoła. Stój tam. Słuchaj. Módl się. Nie zwracaj uwagi na ludzi – oczywiście bądź świadom ich obecności, ale bądź tam dla samego nabożeństwa.
  12. Przystępuj regularnie do Spowiedzi i Komunii Świętej. Bierz udział w życiu sakramentalnym Kościoła.
  13. Nie poddawaj się nachalnym myślom i uczuciom. Gdy nachodzą cię różne uczucia, gdy jakieś myśli cię nachodzą, nie zajmuj się nimi. Jeśli je przyjmiesz, one będą mieć cię w garści i będziesz grzeszyć. Musisz więc je uciąć, już na samym początku.
  14. Wyjawiaj wszystkie swoje myśli i uczucia regularnie jakiejś zaufanej osobie. Zazwyczaj będzie to duszpasterz lub ojciec albo matka duchowa, starzec. Jednak każdy człowiek, każdy chrześcijanin musi mieć kogoś, kto wie o nim wszystko, abyśmy mogli mu regularnie zdawać sprawę z tego, co dzieje się w naszym życiu.
  15. Regularnie czytaj Pismo Święte – nie czytaj go, by walczyć z innymi, ani by chwalić się zdolnością cytowania, ale czytaj je jako paliwo, jako pokarm. Ponieważ jeśli nie czytamy Pisma regularnie, umieramy. To jest jakby próbować żyć bez jedzenia albo jeździć samochodem bez nalania paliwa.
  16. Czytuj dobre książki, po trochu naraz. Nie pochłaniaj ich od razu. Nie czytaj ich po to, by móc powiedzieć „Przeczytałem ją”. Czytaj książki wolno. Czasami czytaj tą samą książkę dwa lub trzy razy – próbując wprowadzić w czyn to, o czym ona mówi.
  17. Pielęgnuj wspólnotę ze Świętymi. Dowiaduj się, kim byli święci ludzie w chrześcijańskiej historii. Dowiaduj się kim byli ci, którzy nauczali, którzy cierpieli, którzy umierali, którzy żyli chrześcijańskim życiem. I naśladuj ich. Jak rzekł św. Jan Klimak: „Kto nie naśladuje Świętych, jest głupcem, ale również głupcem byłby ktoś, kto by usiłował naśladować jakąś osobę w szczegółach jej życia.” Tego nie możesz uczynić, ale musimy uczyć się od świętych ludzi.
  18. Bądź zwyczajną osobą. Bądź jednym z ludzkiego rodu. Nigdy nie mów: „Dziękuję Ci, Boże, że nie jestem jak inni ludzie.” Staraj się być jak inni jak to tylko możliwe. Bądź zwyczajny. Jak rzekł rosyjski pisarz Czechow: „Wszystko poza tym, co zwyczajne, jest od Diabła.”
  19. Bądź uprzejmy względem wszystkich – przede wszystkim względem członków swojej własnej rodziny. Czasami wydaje nam się, że możemy być aroganccy w stosunku do członków własnej rodziny, ale mili dla ludzi z zewnątrz. Nie – musimy zacząć od życzliwości wobec tych, którzy są najbliżej nas.
  20. Zachowaj czystość i porządek w swoim domu. Bóg nie mieszka w bałaganie albo w brudzie i nieporządku. Oczywiście nie musimy być fanatykami zachowywania pedantycznej czystości, ale powinniśmy utrzymywać mądry porządek, przynajmniej w niektórych częściach domu, w których żyjemy, jadamy i zwłaszcza tam, gdzie się modlimy.
  21. Posiadaj zdrowe hobby. Znajdź sobie coś, przy czym będziesz ćwiczył swój mózg dla samej radości z tego płynącej.
  22. Ćwicz regularnie, musisz się ruszać.
  23. Przeżywaj dzień, lub nawet część dnia, naraz. Nie żyj w przeszłości, nie żyj jutrem. Św. Benedykt powiedział: „Rób to, co robisz. Bądź obecny tam, gdzie jesteś.” Co Bóg chce, abym robił właśnie teraz – nie wieczorem, nie jutro rano, nie wczoraj, ale właśnie teraz?
  24. Bądź zupełnie szczery – przede wszystkim z samym sobą. Największym grzechem jest kłamstwo, a największym kłamstwem jest kłamstwo dotyczące Boga i kłamstwo o mnie i Bogu. Bądź kompletnie szczery.
  25. Bądź wierny w małych rzeczach. Jezus to powiedział: „Kto jest wierny w małym, odziedziczy wiele i zostanie postawiony nad wieloma. A ci, którzy nie są wierni w małym, tracą to małe, które posiadają.” W Ewangelii św. Łukasza Pan nawet powiedział: „tracą to małe, które sądzą, że posiadają.” Wierność w małych, zwykłych sprawach.
  26. Wykonaj swoją pracę, a potem zapomnij o niej. Nie bierz jej wszędzie ze sobą. Bądź kompletnie skupiony na tym, co robisz, ale nie noś tego ze sobą w swoim umyśle. Skupiaj swój umysł na tym, co robisz w obecnej chwili.
  27. Rób trudne i bolesne rzeczy w pierwszej kolejności. Mamy zwyczaj robić najpierw proste rzeczy, rzeczy które lubimy, i odkładać te, których nie lubimy. Powinniśmy próbować odwrócić to i robić najtrudniejsze i nudne rzeczy najpierw.
  28. Mierz się z rzeczywistością. Nie żyj fantazją. Jest takie rosyjskie powiedzenie: „Bóg jest wszędzie, poza wyobraźnią i fantazją.” Zmierz się z rzeczywistościami swojego życia.
  29. Bądź wdzięczny. Bądź wdzięczny w każdym położeniu.
  30. Bądź radosny. Zachowuj się pogodnie, nawet jeśli nie czujesz się tak, zwłaszcza w obecności innych.
  31. Bądź prosty, ukryty, cichy i mały. Święci Ojcowie powiadają: „Jeśli chcesz być poznany przez Boga, nie staraj się być znany przez ludzi.” I znowu – to prostota, ukrycie, cichość, małość.
  32. Nigdy nie ściągaj ku sobie uwagi. Nigdy, świadomie, nie ściągaj uwagi ku sobie samemu. Gdziekolwiek jesteś, czyń, co czynią inni ludzie. To szczególnie ważne w Kościele. Gdy idziesz do Kościoła, rób to, co inni ludzie robią. To właśnie św. Ambroży powiedział św. Monice, matce św. Augustyna, gdy spytała: „Co powinnam czynić, gdy udam się do Rzymu?” Odpowiedział: „Rób to, co Rzymianie robią.” Pość, jak poszczą Rzymianie. Stój, jak Rzymianie stoją. Śpiewaj, jak Rzymianie śpiewają.
  33. Słuchaj, gdy ludzie mówią do ciebie. Bycie uważnym wobec innych jest jednym z największych darów. Zachowuj umysł trzeźwym i zwracaj uwagę, gdy inni do ciebie mówią.
  34. Bądź rozbudzony i bądź uważny. Bądź w pełni obecny tam, gdzie jesteś – trzeźwość, czujność, uważność.
  35. Myśl i mów o rzeczach nie więcej, niż jest to konieczne. Powinniśmy mówić tylko, gdy jest koniecznym mówić. W istocie Pismo powiada: „Powinniśmy mówić tylko, gdy ktoś się do nas zwróci.” Ojcowie mówią: „Często kajamy się z próżnej mowy, ale bardzo rzadko musimy pokutować za zachowanie milczenia.” Czasami mówimy, bo musimy coś powiedzieć. Ale powinniśmy mówić i myśleć o rzeczach nie więcej, niż jest to absolutnie konieczne.
  36. Gdy mówimy, mówmy prosto, jasno, pewnie i wprost – nic zbytecznego, żadnego pustego gadania. Znowu – prostota jest tu regułą.
  37. Uciekaj przed imaginacją, fantazjowaniem, analizowaniem, rozgryzaniem rzeczy. Bóg może oświecić nasz umysł i dać nam wgląd w naturę rzeczy, ale my nie możemy ich rozgryźć. Nie mamy zdolności, by to uczynić i powinniśmy przestać próbować.
  38. Uciekaj przed tym, co cielesne, seksualne na sam jego widok. Nie możesz prowadzić dialogu z żądzą, porneią i niemoralnością cielesną. Ona zawsze wygrywa. Zawsze ma argumenty po swojej stronie. Uciekaj na sam jej widok.
  39. Nie narzekaj, nie gderaj, nie szemraj, ani nie jęcz. Narzekanie, myślenie, zwracanie uwagi na braki innych – pracujemy w trakcie Wielkiego Postu i przez całe nasze życie, by z tym skończyć. Skupiamy się na sobie.
  40. Nie porównuj się z nikim. Sąd Ostateczny nie będzie od tego zależeć. Bóg nie porównuje nas ze sobą nawzajem. Każdy z nas zajmuje miejsce według tego, kim jest, co otrzymał, co zostało mu dane i co jest jego powołaniem.
  41. Nie szukaj i nie oczekuj pochwały z niczyjej strony, ani użalenia się nad tobą przez kogokolwiek. Żadnego chwalenia, żadnego użalania się. Zawsze pragniemy, by ludzie myśleli: „Och, jaki ty jesteś wspaniały” lub by mówili: „O, ale ciężko pracujesz” albo „Ale cierpisz!” Musimy starać się uciekać przed litością i uciekać przed pochwałą innych.
  42. Nie sądźmy nikogo za nic – bez względu na wszystko. To nie oznacza, że możemy po prostu powiedzieć: „Wszyscy są dobrzy i w porządku.” To nieprawda. Ale nie potępiamy ich. Nie wiemy, co nimi kieruje. Nie mówimy im cały czas, co mają robić. Pokazujemy ludziom, w co wierzymy, przez to, co czynimy. Ale nie osądzamy nikogo za nic, a jeśli osądzamy, to Pan osądza nas w taki sam sposób.
  43. Nie próbuj przekonywać nikogo do niczego. Raz na zawsze powinniśmy przestać próbować pouczać innych ludzi. Nie próbuję was teraz pouczać, mam nadzieję. Próbuję po prostu powiedzieć wam o tym, co uważam za prawdę. Wtedy możecie zrobić z tym, cokolwiek chcecie. Ale nie może być moim pragnieniem przekonać was i zwyciężyć w dyskusji. Mogę tylko – by użyć słowa z Pisma – „składać świadectwo” lub „zaświadczać”. Ale nie mogę mieć za cel nawracania innych. I jest to prawdą nawet w kwestii ewangelizacji. Nie jesteśmy tutaj, by nawracać ludzi. Jesteśmy, by przynosić im radość ze zwycięstwa Boga w Chrystusie. Co z tym zrobią, to jest sprawa między nimi i Bogiem.
  44. Nie broń się, ani się nie usprawiedliwiaj. Święci powiadają: „Ci, którzy usprawiedliwiają samych siebie, popełniają samobójstwo.” Nie potrzebujemy się usprawiedliwiać. Bóg nas zrehabilituje. Nie musimy bronić samych siebie. Bóg jest naszym obrońcą.
  45. Niech określa cię i zobowiązuje tylko Bóg, a nie ludzie. Nie dajemy nikomu określać naszego życia. Bóg określa nasze życie. I nawet najbliżsi nam ludzie nie powinni określać naszego życia – nasi rodzice, nasi małżonkowie. Nie, tylko Bóg określa kim jesteśmy i jesteśmy związani tylko przez Jego określenie.
  46. Przyjmuj krytykę z wdzięcznością, ale uważnie ją sprawdzaj. Nie jesteśmy zobowiązani wprowadzać w czyn każde słowo krytyki, które do nas dociera. Czasami krytyka jest fałszywa. Ale zdecydowanie musimy przyjąć ją otwarcie, okazać za nią wdzięczność, sprawdzić ją. A św. Jan Chryzostom powiedział, że nawet jak jesteśmy oskarżani o coś – nawet jeśli myślimy, że to nieprawda – powinniśmy przyjąć krytykę jak prawdziwą i wprowadzić ją w czyn, a wtedy nigdy nie zbłądzimy. Ponieważ jeśli nasz oskarżyciel ma rację, pokajaliśmy się i zadowoliliśmy go. A jeśli nie ma racji, to zawstydziliśmy go.
  47. Dawaj rady innym tylko, gdy jesteś o to proszony lub gdy jest twoim obowiązkiem to uczynić. To bardzo ważne. Nie chodź rozdzielając darmowe rady lub wskazówki. Jeśli ludzie proszą nas, odpowiadamy im. Poproszono mnie: „Ojcze Tomie, może powiesz parę rzeczy na Ancient Faith Radio.” Ja odpowiedziałem: „Ok, skoro mnie prosicie.” Więc gdy jesteśmy o to proszeni, możemy odpowiedzieć. Jeśli to jest nasz obowiązek, nasza praca – jak rodzic, duszpasterz, kierownik jakiegoś przedsięwzięcia lub nauczyciel – wtedy musimy to uczynić. To nasza praca. Ale nigdy nie udzielamy wskazówek i porad, jeśli nie zostaliśmy o to poproszeni lub nie jest to nasz obowiązek.
  48. Nie rób dla nikogo niczego, co może i powinien zrobić sam. Nie jest niczym wspaniałomyślnym robić dla innych to, co powinni oni robić sami dla siebie. Okradamy ich z ich życia, gdy tak postępujemy. Powinniśmy zatem pomagać ludziom robić to, co powinni czynić sami dla siebie, ale nie robić tego za nich. Jest oczywiście mnóstwo ludzi, którzy nie mogą uczynić dla siebie tego, co potrzebują. W takim wypadku pomóżmy im. Ale nie powinniśmy nigdy pomagać ludziom robić rzeczy, które sami powinni dla siebie wykonywać.
  49. Miej na każdy dzień plan aktywności, unikaj zachcianek i kaprysów. Ponownie Święci Ojcowie pouczają nas, że brak rytmu, kapryśność, uleganie zachciankom jest przyczyną wszystkich naszych upadków. Potrzebujemy dyscypliny. Potrzebujemy mieć dla siebie regułę i próbować ją zachowywać. Oczywiście reguła nie jest jakimś żelaznym prawem. W pewnym sensie jest skazana na to, by ulegać modyfikacji lub złamaniu, ale musimy ją posiadać. Każdego wieczoru, gdy idziemy spać, powinniśmy powiedzieć sobie, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, a potem usiłować dotrzymać tej reguły. Różne rzeczy się wydarzą, ale powinniśmy próbować zachowywać regułę.
  50. Bądź miłosierny dla siebie i innych. Oczywiście powinniśmy być miłosierni dla innych, ale musimy być miłosierni również względem samych siebie. Nie możemy osądzać samych siebie ostrzej, niż Bóg to czyni, a największym grzechem jest rozpacz. Powinniśmy zatem żyć przez miłosierdzie Boże w każdym czasie – biorąc odpowiedzialność za nasze życie, a nie wymyślając sobie albo mieszając siebie z błotem. Bóg tego nie pragnie. Nie ma w tym żadnej zasługi. Pokajanie jest tym, czego Bóg pragnie, nie samych wyrzutów sumienia albo jakiegoś samobiczowania.
  51. Nie miej innych oczekiwań, jak tylko tego, że będziesz zaciekle kuszony do swego ostatniego tchu. Św. Antoni tak powiedział. Rzekł: „Prawdziwie mądra osoba zna różnicę pomiędzy tym, co słuszne i niesłuszne, dobrem i złem, prawdą i fałszem, i usilnie trzyma się tego, co jest dobre, prawdziwe i piękne, ale w pełni oczekuje, że będzie próbowana, sprawdzana, kuszona do jej ostatniego tchu.” Powiedział, że bez bycia kuszonym, nikt nie może wejść do Bożego Królestwa – bez kuszenia, nie ma zbawienia. Całe życie człowieka na Ziemi jest próbą według Pisma. Job o tym mówił. A zatem jesteśmy próbowani każdej chwili, powinniśmy tego oczekiwać. Nigdy nie powinniśmy się spodziewać, że próba minie. Nie prosimy Boga, by zabrał nam nasze krzyże. Prosimy o moc, byśmy mogli je unieść. Bóg nie kusi nikogo. Jednak w opatrzności Bożej jesteśmy próbowani w każdym czasie, aby nasze zbawienie mogło być naprawdę nasze i abyśmy mogli być zwycięzcami przez zwycięstwo Chrystusa.
  52. Skup się wyłącznie na Bogu i światłości. Nigdy nie skupiaj się na ciemności, kuszeniu i grzechu. To klasyczna nauka. Wypełnij samego siebie dobrymi rzeczami. Nie daj się zahipnotyzować przez mroczne rzeczy. Nie rozmyślaj o złych rzeczach. Rozmyślaj o rzeczach dobrych, a Bóg zadba o resztę.
  53. Znoś swoją próbę, próbę swoich błędów i grzechów z pokojem, pogodnie, w miłosierdziu Bożym. To jest bardzo ważne. Św. Serafin z Sarowa powiedział: „Posiadać Ducha Świętego oznacza patrzeć na swoją własną marność z pokojem, ponieważ wiesz, że Boże miłosierdzie jest większe niż twoja marność.” Św. Teresa z Lisieux, rzymskokatolicka święta, która zmarła w wieku 24 lat, napisała do przyjaciółki: „Jeśli jesteś skłonna znosić próbę własnej marności pogodnie, wtedy na pewno będziesz słodkim mieszkaniem Jezusa.” Musimy znosić nasze własne błędy z pokojem. Św. Paweł rzekł: „Gdzie grzech się rozmnożył, łaska nadzwyczaj obfitowała.” I nie możemy pozwolić diabłu radować się dwukrotnie. Pitagoras powiedział: „Jeśli upadamy, diabli radują się. Jeśli pozostajemy na dole, diabli nie przestają się radować.” I nic nie zawstydza biesów bardziej, niż to, gdy upadłszy, powstajemy znowu. Musimy więc znosić w pokoju, spokojnie nasze własne słabości, nasze własne upadki. Spodziewaj się ich. Nie przyczyniaj się do nich, ale spodziewaj się ich. Nie jesteśmy Bogiem.
  54. Gdy upadasz, powstań natychmiast i zacznij od nowa. Ilekroć upadamy, powstajemy. Na pewno upadniemy. Jest powiedziane w Piśmie, że mądra osoba, mądry człowiek upada siedem razy w ciągu dnia – to znaczy po wielokroć – ale wstaje znowu. Głupiec nie powstaje, głupiec nawet nie wie, że upadł. Mądra osoba wie, gdy upada, ale powstaje ponownie. W istocie Tradycja mówi: „Tylko Bogu jest właściwe nigdy nie upadać.” Demonom jest właściwe upadać i nie powstawać, ale ludziom właściwe jest – na pewno zaś chrześcijanom – upadać i podnosić się, upadać i znowu wstawać. Pewien Ojciec Pustyni nawet opisał ludzkie życie, zgodnie z wiarą chrześcijańską, w ten sposób – gdy został zapytany przez poganina, co to znaczy być chrześcijaninem, powiedział: „Chrześcijanin to osoba, która upada i powstaje, upada i powstaje, upada i jest podniesiona znowu łaską Bożą, by zacząć od nowa.” W każdej chwili możesz zacząć od nowa.
  55. I wreszcie – poproś o pomoc, gdy jej potrzebujesz, bez strachu i bez wstydu. Wszyscy potrzebujemy pomocy. Rosyjskie przysłowie mówi: „Jedyne, co możesz zrobić sam, własnymi siłami, to zginąć,” to znaczy pójść do Piekła. Jeśli jesteśmy zbawieni, jesteśmy zbawieni z innymi. Potrzebujemy zatem rady. Musimy mieć przyjaciół. Musimy być z innymi. A czasami potrzebujemy konkretnej pomocy, kiedy np. jesteśmy uzależnieni od narkotyków, alkoholu, seksu. Wtedy musimy pójść i poszukać tej konkretnej pomocy tak, jak poszlibyśmy do lekarza w chorobie. Czasami nie wiemy, co czynić, więc potrzebujemy pomocy. Potrzebujemy pójść do starszej osoby, kogoś bardziej doświadczonego, by nami pokierował. Ale nigdy, przenigdy nie powinniśmy być zawstydzeni lub bać się szukać pomocy. To jest normalna część ludzkiego biegu. Okres Wielkiego Postu, jako miniatura życie, to czas, gdy korzystamy ze wszelkiej pomocy, jaką możemy uzyskać. Szukamy pomocy autorów Pisma. Szukamy pomocy Świętych. Szukamy pomocy nabożeństw. Szukamy pomocy, której udziela Bóg na wszelkie sposoby, jakie zapewnia – dla naszego życia, naszego uzdrowienia i naszego zbawienia. Zatem ostatnią, pięćdziesiątą piątą maksymą jest: szukaj pomocy, gdy jej potrzebujesz, bez strachu i wstydu. Bądź człowiekiem. Bądź chrześcijaninem.

Drugi List Klemensa – rozdziały 7-12

Rozdział 7
Stąd zatem, bracia moi, toczmy bój wiedząc, że w dłoniach [mamy] bój i że w zniszczalnych* bojach wielu bierze udział, ale nie wszyscy otrzymują wieńce, jeśli nie trudzili się wiele i pięknie nie walczyli. My zatem walczmy, abyśmy wszyscy otrzymali wieńce. Dlatego biegnijmy drogą prostą, w boju niezniszczalnym i liczni do niego przystępujmy i walczmy, byśmy zostali uwieńczeni. A jeśli nie możemy wszyscy otrzymać wieńców, to byśmy chociaż blisko wieńca się znaleźli. Musimy wiedzieć, że walczący w zniszczalnym boju, jeśli zostanie odkryty jako oszukujący**, otrzymawszy chłostę jest brany i wyrzucany ze stadionu.
Jak sądzicie? Co będzie musiał znieść ten, kto oszukiwał w boju niezniszczalnym? Albowiem tych, którzy nie ustrzegli – mówi – pieczęci, robak ich nie umiera i ogień ich nie gaśnie i są wystawieni na widok wszelkiego ciała.

* doczesnych
** phtheirōn – „niszczący, rozkładający, psujący”, tutaj: „walczący nieuczciwie”; gra słów ze słowem „zniszczalny” – phthartos

Rozdział 8
Skoro zatem jesteśmy na ziemi, kajajmy się, gliną bowiem jesteśmy w ręku rzemieślnika. Podobnie bowiem jak garncarz, gdy uczyni naczynie i w jego dłoniach skręci się lub zmiażdży, ponownie je kształtuje, ale gdy dojdzie do tego, że włoży je do pieca ognistego, już nie może mu pomóc, tak i my póki jesteśmy na tym świecie, w ciele co tylko dokonaliśmy złego, kajajmy się z całego serca, abyśmy byli zbawieni przez Pana, póki mamy porę pokajania. Bo po wyjściu naszym ze świata już nie będziemy mogli tam wyznać [grzechów], ani się pokajać.
Stąd, bracia, spełniwszy wolę Ojca i ciało czystym ustrzegłszy, a przykazania Pana zachowawszy, otrzymamy życie wieczne. Mówi bowiem Pan w Ewangelii: Jeśli małego nie ustrzegliście, to, co wielkie któż wam da? Mówię bowiem wam, że wierny w najmniejszy i w licznym wierny będzie. Dlatego to mówi: Zachowajcie ciało czystym, a pieczęć nieskalaną, abyśmy wieczne życie otrzymali.

Rozdział 9
I niech nie mówi ktoś z was, że samo ciało ani nie jest sądzone, ani nie powstaje [z martwych]. Zrozumcie: w czym zostaliście zbawieni, w czym przejrzeliście, jeśli nie będąc w tym ciele? Musimy zatem jak przybytek Boga strzec ciało. Podobnie bowiem jak w ciele zostaliście powołani i w ciele przyjdziecie [ponownie].
Jeśli Chrystus Pan, który zbawił nas, wprawdzie najpierw będąc duchem, stał się ciałem i w ten sposób nas powołał, tak i my w tym ciele otrzymamy zapłatę.
Miłujmy się zatem wzajemnie, abyśmy przyszli wszyscy do Królestwa Bożego. Skoro mamy czas, by zostać uzdrowionymi, oddajmy siebie leczącemu Bogu, zapłatę Mu dając. Jaką? Pokajanie ze szczerego serca. Poznaje On bowiem zawczasu wszystko i zna zawartość naszego serca. Oddajmy Mu zatem pochwałę nie tylko z ust, ale i z serca, aby nas przyjął jak synów. Bo powiedział też Pan: Braćmi moimi ci są, którzy pełnią wolę Ojca mego.

Rozdział 10

Stąd, bracia moi, pełnijmy wolę Ojca, który nas powołał, abyśmy żyli i bardziej zabiegajmy o cnotę. Złość porzućmy jako poprzedzającą nasze grzechy i uciekajmy przed bezbożnością, aby nas nie ogarnęło zło. Jeśli bowiem dołożymy starań, by dobrze czynić, będzie nas ścigać pokój.
Z tej to bowiem przyczyny nie ma zaspokojenia dla ludzi, którzy kierują się ludzkimi obawami, woląc bardziej tutejsze zadowolenie, niż przyszłą obietnicę.
Nie wiedzą bowiem, jak wielką mękę posiada tutejsze zadowolenie i jaką obfitość posiada przyszła obietnica.
Gdyby tylko oni sami te rzeczy czynili, byłoby to znośne, jednak nie przestają nauczać zła niewinne dusze, nie wiedząc, że podwójny otrzymają sąd, oni i ci, którzy ich słuchają.

Rozdział 11
My zatem z czystym sercem służmy Bogu, a będziemy sprawiedliwi, gdybyśmy zaś nie służyli, bo nie wierzymy w obietnicę Bożą, nieszczęśni będziemy. Mówi bowiem też słowo prorockie: Nieszczęśni są ci o rozdwojonej duszy, którzy wątpią sercem, mówiący: Te rzeczy dawno słyszeliśmy i za ojców naszych, my zaś dzień po dniu oczekujący żadnej z nich nie ujrzeliśmy. Nierozumni, porównajcie siebie do drzewa, do winorośli: najpierw wypuszcza liście, potem powstaje pęd, następnie niedojrzałe grono, potem dojrzała kiść, tak i lud mój niepokoje i uciski znosi, a potem otrzyma dobra.*
Stąd, bracia moi, nie miejmy rozdwojonej duszy, ale okazując nadzieję bądźmy wytrwali, abyśmy i zapłatę otrzymali. Wierny bowiem jest Ten, który obiecał zapłaty oddać każdemu z uczynków jego. Jeśli zatem będziemy czynić sprawiedliwość przed Bogiem, wejdziemy do Królestwa jego i otrzymamy obietnice, o których ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, ani na serce człowieka nie wstąpiło.

* Być może cytat (i kursywa) powinien kończyć się tutaj.

Rozdział 12
Wyczekujmy zatem każdej chwili Królestwa Bożego w miłości i sprawiedliwości, skoro nie znamy dnia ukazania się Boga. Zapytany bowiem Pan przez kogoś o to, kiedy przyjdzie jego Królestwo, rzekł: Gdy będą dwoje jednym i to, co na zewnątrz jak to, co wewnątrz, a mężczyzna z kobietą, ani mężczyzna, ani kobieta. Dwoje zaś jednym jest, gdy mówimy sobie nawzajem prawdę i w dwóch ciałach nieobłudnie jest jedna dusza. A to, co na zewnątrz jak to, co wewnątrz to oznacza: dusza oznacza wnętrze, zaś zewnętrze oznacza ciało. Podobnie jak twoje ciało jest widoczne, tak i dusza twoja ma być jawna w szlachetnych czynach. I mężczyzna z kobietą, ani mężczyzna, ani kobieta to oznacza: aby brat ujrzawszy siostrę nic nie mniemał o niej żeńskiego, ani [ona] nie mniemała niczego o nim męskiego. Gdy te rzeczy będziecie czynić – mówi – przyjdzie Królestwo Ojca mego.

W tekście pojawia się wiele odniesień do tekstów biblijnych zarówno ST, jak i pism apostolskich: motyw boju (agon), czyli zawodów lub wyścigów; motyw gliny i garncarza; motyw opóźnienia się przyjścia Pańskiego i szyderców; ostateczny sąd nad potępionymi zaczerpnięty z Iz 66 i powtórzony przez Jezusa w Ewangeliach. Duże znaczenie ma dla autora zachowanie „pieczęci”, czyli chrztu poprzez pokutę i pełnienie sprawiedliwości. Interesujące są również pojawiające się w tekście agrapha, czyli niezapisane w Piśmie Świętym słowa Jezusa, szczególnie cytat z Ewangelii Tomasza z 12 rozdziału Listu. Choć Ewangelia Tomasza jest uznawana za (para)gnostyczną, autor Listu nadaje fragmentowi całkiem niegnostyczne rozumienie. Jak się okaże jeszcze dalej, autor wykorzystuje wątki judeochrześcijańskie obecne również w gnostycyzmie, ale unika herezji, co jest zrozumiałe, skoro broni chociażby wagi ciała (i Wcielenia) w zbawieniu.
–Kamil M.

Drugi List Klemensa – rozdziały 3-6

Rozdział 3
Tyleż litości nam On okazał nie tylko tak, że my jako żywi już martwym bogom nie składaliśmy ofiar i nie oddawaliśmy im pokłonu, ale że poznaliśmy przez Niego Ojca prawdy. Czym zaś jest poznanie Jego, jeśli nie niezapieraniem się Tego, przez którego Go poznaliśmy?
Mówi zaś On sam: Do tego, który przyzna się do Mnie wobec ludzi, przyznam się do niego wobec mojego Ojca. Taka zatem jest zapłata nasza, jeśli przyznamy się do Tego, przez którego zostaliśmy zbawieni. Ale w czym się do Niego przyznamy? W czynieniu tych rzeczy, o których mówi i nieprzestępowaniu Jego przykazań oraz nie czczeniu Go tylko wargami, ale z całego serca i z całego rozumu. Mówi zaś i u Izajasza: Lud ten czci Mnie wargami, ale serce ich dalekie jest ode Mnie.

Rozdział 4

Dlatego nie tylko nazywajmy Go Panem, ponieważ nie to nas zbawi.
Mówi bowiem: Nie każdy, kto mówi mi „Panie, Panie”, będzie zbawiony, ale ten, kto czyni sprawiedliwość. Stąd zatem, bracia, w czynach Go wyznawajmy, w miłości wzajemnej, nie w dopuszczaniu się cudzołóstwa, wzajemnej obmowy, zazdrości, ale w byciu powściągliwymi, miłosiernymi, dobrymi, współczującymi sobie wzajemnie, a nie miłującymi pieniądze. W takich czynach wyznajemy Go, a nie w przeciwnych. I nie powinniśmy bać się ludzi bardziej, niż Boga.
Dlatego gdy te rzeczy czynicie, rzekł Pan: Gdybyście byli ze mną zgromadzeni na piersi mojej, a nie spełniali przykazań Moich, wyrzucę was i powiem wam „Odejdźcie ode Mnie, nie wiem, skąd jesteście, sprawcy nieprawości”.

Rozdział 5

Stąd, bracia, pozostawiwszy zamieszkiwanie na tym świecie, pełnijmy wolę Tego, który nas wezwał i nie bójmy się wyjść z tego świata. Mówi bowiem Pan: Bądźcie jak baranki pośród wilków, odpowiadając zaś Piotr mówi Mu: Zatem co jeśli wilki rozszarpią baranki? Rzekł Jezus Piotrowi: Niech nie boją się baranki wilków po tym, jak umrą i wy nie bójcie się tych, którzy was zabijają i nic wam nie mogą zrobić [więcej], ale bójcie się Tego, który po tym, jak umrzecie, ma władzę nad duszą i ciałem, by wrzucić je do Gehenny ognia. I wiedzcie, bracia, że tymczasowe przebywanie na tym świecie tego ciała jest krótkie i trwa niewiele czasu, zaś obietnica Chrystusa jest wielka i zadziwiająca, to jest spoczynek nadchodzącego Królestwa i życia wiecznego. Co zatem powinniśmy czynić, by je osiągnąć, jeśli nie zachowywać się świątobliwie i sprawiedliwie, a światowe rzeczy mieć za cudzoziemskie i nie pożądać ich? Bowiem gdy pożądamy, by je posiąść, odpadamy od prawej drogi.

Rozdział 6
Mówi zaś Pan: Żaden sługa domowy nie może służyć dwóm panom. Jeśli my pragniemy i Bogu służyć i mamonie, bez pożytku to jest dla nas. Co to bowiem za pożytek, jeśli ktoś cały świat zyska, ale duszę straci? Są zaś ten wiek i przyszły dwoma nieprzyjaciółmi. Ten namawia do cudzołóstwa i zepsucia, umiłowania pieniędzy i oszustwa, tamten zaś je odrzuca. Nie możemy zatem być przyjaciółmi obu, musimy natomiast ten odrzuciwszy tamtym się zająć. Sądzimy, że lepiej jest tutejsze rzeczy nienawidzić, ponieważ są małe, nietrwałe i zepsute, tamte zaś miłować – dobre, nieskażone. Pełniąc bowiem wolę Chrystusa, znajdziemy odpoczynek. Jeśli zaś nie, nic nas nie wybawi z wiecznej kary, jeśli nie będziemy posłuszni Jego przykazaniom. Mówi zaś i Pismo u Ezechiela, że gdyby powstał Noe i Job i Daniel, nie wybawią dzieci ich od uprowadzenia do niewoli.
Jeśli zaś i ci sprawiedliwi nie mogą swymi sprawiedliwościami wybawić ich dzieci, my, jeśli nie ustrzeżemy chrztu czystym i nieskalanym, z jakąż pewnością wejdziemy do Królestwa Bożego? Albo któż naszym orędownikiem będzie, jeśli nie zostaniemy znalezieni ze świątobliwymi i sprawiedliwymi uczynkami?

Autor wyraźnie wzywa do wiary popartej postępowaniem, czy chodzi o mężne wyznawanie Chrystusa w obliczu groźby męczeństwa, czy o postępowanie zgodne z Ewangelią w sprawiedliwości i umiłowaniu życia przyszłego. Autor najwyraźniej podziela również pogląd części wczesnych chrześcijan o wyjątkowym znaczeniu pierwszego nawrócenia (metanoia) i chrztu, których zachowanie stanowi o zbawieniu.
PS W niektórych miejscach tekst może brzmieć nieskładnie, ale staram się oddać jak najdokładniej oryginał.
–Kamil M.