Prawdziwy kult jako azyl prawdziwej sztuki

Wartość sztuki związana jest z jej niepowtarzalnością, która dotyczy różnych jej aspektów – albo samo dzieło jako przedmiot jest niepowtarzalne, albo jego forma; niepowtarzalna może być okazja do obcowania z nim, niepowtarzalny jest twórca dokonujący aktu kreacji w określonym czasie i przestrzeni. Sztuka to wielokształtne, unikatowe wydarzenie twórcze. Niekoniecznie twórcze w znaczeniu absolutnym – może być również odtwórcze tak, jak odtwórcze jest każde wystawienie jakiejś sztuki. Niepowtarzalność, o której mowa, ma jednak charakter subiektywny: coś jest niepowtarzalne dla kogoś. Niepowtarzalność jest sprawą odbioru.

W związku z powyższym postęp technologiczny, który umożliwił nieskończone powielanie dzieł w różnych formach i dostarczanie tych powieleń pod „strzechy”, okazał się być destruktywny dla sztuki, którą teoretycznie popularyzuje. Kontakt ze sztuką kończy się dla wielu na kontakcie z mechaniczną kopią, posiadają oni reprodukcje na papierze lub ekranie, mogą w każdej chwili odsłuchać utworu na swoim mp3. Sztuka przestaje być niepowtarzalnym, specyficznym doświadczeniem, traci wartość, staje się masowym produktem, przestaje być angażująca, a staje się nudna. Nie jest już wydarzeniem, a staje się zaledwie tłem, jak monotonne wzory tapety lub terkot jakiegoś urządzenia. Zaangażowanie jakie może wzbudzać to tylko płytkie, sentymentalne reakcje.

Być może z tego powodu nastąpił rozkwit różnego rodzaju happeningów i instalacji – to jest jakiś powrót do doświadczenia niepowtarzalnego wydarzenia, są one jednak i pewnie już pozostaną czymś marginalnym, nie trafiającym do szerokiego grona odbiorców, którzy najzwyczajniej nie będą mogli się do nich w żaden sposób do nich odnieść.

Niemniej myślę, że nie wszystko stracone. Istnieje moim zdaniem przestrzeń, która jest skarbnicą prawdziwej sztuki w sensie (inter)subiektywnego doświadczenia niepowtarzalności. Jest to przestrzeń kultu, choć nie każdego. W wielu Kościołach kult upodobnił się do otaczającej go kultury za sprawą wejścia z nią w estetyczny dialog i dostosowywanie się do gustów biorących w nim udział ludzi, gustów ukształtowanych znowu poza nim. Tym samym zatracono jego wyjątkowość wśród ludzkich doświadczeń, odmienność wobec codziennych przeżyć estetycznych, która jest niezbędna, by spotkanie z kultem było niepowtarzalne. Z braku tej odmienności doświadczenie kultu pozostawia w uczestniku wrażenie, że to wszystko już spotkał poza murami świątyni, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nie wymaga to od niego niczego, nie powoduje estetycznej niewygody zmuszającej do reakcji na to, co odbierają zmysły. Kult, który staje się czymś zwykłym na planie codziennie doświadczanej kultury, traci coś ze swojej prawdziwości.

Nietrudno dostrzec, że takie uprzystępnienie kultu przynosi gorzkie owoce – wprawdzie jako nowość przyciąga nowych uczestników ciekawych kolejnej odsłony skądinąd znanej sztuki i kultury, jednak po wypróbowaniu go przez nich, spada jego popularność, nie ma w nim nic, co byłoby wyjątkowe, niepowtarzalne, a zatem cenne i cenione. Słowem: nie ma w nim prawdziwej sztuki.

Prawdziwy kult jest w sposób trwały atrakcyjny, choć jest to atrakcyjność wymagająca. Przede wszystkim kult nie jest obiektem, jest wydarzeniem. Nawet jeśli jest wydarzeniem, które powtarza się okresowo, właściwością wydarzeń jest ich naturalna niepowtarzalność wynikająca z upływu czasu. Kult zawsze jest czymś nowym chociażby z subiektywnego punktu widzenia uczestnika – co tydzień, przychodzę do świątyni jako nieco inna osoba i jako taki muszę się z kultem na nowo zmierzyć. Oczywiście nie ma dwóch takich samych nabożeństw – każda liturgia jest każdorazowo na nowo wprowadzana w życie, wskrzeszana z ksiąg i pamięci, do tego urozmaicana w zależności od kalendarza liturgicznego. Pod tym względem przypomina sztukę teatralną – czym innym jest ją czytać, czym innym zobaczyć ją na jednym spektaklu, czym innym na drugim spektaklu. Różnica jest taka, że w liturgii nie ma widzów, tworzą ją wszyscy uczestnicy. Nie dość, że jest ona prawdziwą sztuką to jeszcze taką, która odbiorcę przekształca w twórcę.

Nie ma mowy jednak tutaj o twórczości spontanicznej (co łatwo przeradza się w twórczość płytką). Kult jest odtwarzany, a to oznacza, że niesie ze sobą duży ładunek dzieł pochodzących od unikalnych twórców z minionych lat, wieków, odległych miejsc, które razem tworzą jedno wielkie estetyczne zobowiązanie wobec uczestników kultu. Powierzają im misję podejmowania tego dziedzictwa na nowo w sposób znaczący dla ich współczesności i biografii. Każda liturgia to zmaganie się z trudną sztuką, nie tylko odmienną od współczesnej, codziennej, popularnej kultury i sztuki, ale od kultury i sztuki wszystkich czasów. Minione pokolenia uczestniczące w kulcie zmagały się z dokładnie z tym samym wymaganiem i trudnością, a to sprawia, że niepowtarzalna liturgiczna sztuka zawiązuje ponadczasową wspólnotę intersubiektywnego doświadczenia. Ma to zdolność przetrwania, ponieważ nie zależy od jednej osoby i jej estetycznej degradacji. Intensywne, wspólnotowe, regularne doświadczenie prawdziwej sztuki tworzy dla niej azyl, miejsce odnowy, refleksji, estetycznej dyscypliny i – pomimo wysiłku jakiego domaga się prawdziwa sztuka – odpoczynku wobec wszechobecnej artystycznej nijakości i powielenia.