Przemienienie Pańskie: Modlitwa i światłość

Zaledwie minionej niedzieli czytany był w Cerkwi tekst Ewangelii św. Mateusza o Jezusie, który przyszedł do uczniów po wzburzonym morzu. Fragment ten zaczyna się jednak interesującym wstępem:

I natychmiast Jezus wymógł na swych uczniach, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg, nim On odprawi tłumy. A odesławszy tłumy, wstąpił na górę, aby modlić się na osobności. Gdy zapadł zmrok, był tam sam.
Mat 14:22-23

Nie jedyny raz Ewangelia ukazuje nam Jezusa oddalającego się w samotności na górę, by się modlić. Oczywiście wydaje się być tajemnicą to, jak wyglądała taka modlitwa Chrystusa, jednak nie do końca jest to prawdą. Właśnie we wczorajsze święto mogliśmy usłyszeć również czytanie z Ewangelii św. Mateusza o innej górze:

I po sześciu dniach bierze ze sobą Jezus Piotra, Jakuba i Jana, brata jego, i prowadzi ich na górę wysoką na osobności. I przemienił się przed nimi, i zajaśniało oblicze Jego, jak słońce, zaś szaty Jego stały się białe jak światłość. I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy z Nim rozmawiali. Zwracając się zaś do Jezusa, Piotr rzekł: Panie, dobrze, że jesteśmy tutaj. Jeśli pragniesz, uczynimy tutaj trzy namioty, dla Ciebie jeden, dla Mojżesza jeden i jeden dla Eliasza. Gdy jeszcze to mówił, oto obłok świetlisty zacienił ich i oto głos z obłoku mówił: To jest Syn mój umiłowany, w którym sobie upodobałem – Jego słuchajcie! A usłyszawszy to uczniowie padli na twarz i przerazili się wielce. I podszedłszy Jezus dotknął ich i powiedział: Powstańcie i nie bójcie się. Wzniósłszy zaś swe oczy, nie ujrzeli nikogo poza samym Jezusem.
Mat 17:1-8

Sam tekst, a za nim Ojcowie, słusznie wskazuje, że to nie tyle Jezus doznał przemiany, ale uczniom dane było ujrzeć coś, co było dotąd przed nimi zakryte. Ale co właściwie zobaczyli? Jezus, który zazwyczaj sam udawał się na modlitwę, tym razem zabrał ich ze sobą i chociaż wiele sensów zawiera w sobie Jego chwalebne przemienienie, bez wątpienia jeden narzuca się tutaj sam: uczniowie ujrzeli swego Pana w modlitwie, takim jakim jest naprawdę. W swym przemienieniu ukazał uczniom nie tylko swoją chwałę, boskość i boskie synostwo, ale ukazał również to, jak wygląda Syn Boży w modlitwie i jak wyglądają ci, którzy w Chrystusie się modlą. Jak więc to wygląda?

Jezus otoczony boską światłością swego Ojca, jaśniejący jak słońce, wysławiony przez Ojca. Ale czy to wszystko? Nie, okazuje się, że Jezus nie jest sam. Uczniowie mają możliwość zobaczyć, że Jezus w swej modlitwie na górze rozmawia również z Mojżeszem i Eliaszem – Mojżeszem, który od piętnastu wieków był przecież umarły, i Eliaszem, który osiem wieków temu został żywcem zabrany do nieba. Jezus rozmawia z umarłymi i z żywymi. Ale inna rzecz nasuwa się od razu. Czy to nie ten Mojżesz, którego oblicze jaśniało chwałą nie do zniesienia po tym, jak rozmawiał z Panem na Górze Synaj? Czy to nie ten Eliasz, który na ognistym rydwanie został wzięty do nieba? Dwaj ludzie modlitwy, dwaj mężowie Boży otoczeni blaskiem, światłością i chwałą. Obaj stanowili zapowiedź chwały wcielonego Syna Bożego, ale byli też czymś więcej, niż znakami. W swych własnych osobach ukazali, co dzieje się z człowiekiem, który prawdziwie się modli, który wchodzi w bliską zażyłość z Bogiem – człowiek taki staje się uczestnikiem Bożej chwały i Bożego życia tak, że nawet setki lat po jego śmierci, rozmawia z Jezusem na objawiając się Apostołom.

Apostołowie dobrze zrozumieli tę prawdę i wielkie musiała wywrzeć na nich wrażenie. Św. Jan, który był z Piotrem i Jakubem na tej górze, w swej Ewangelii przytacza słowa Chrystusa, które kieruje do Ojca, żegnając się z uczniami przed swą męką:

Nie tylko za nich proszę, ale i za tych, którzy uwierzą we mnie poprzez ich słowo, aby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas byli jednym, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. I ja chwałę, którą dałeś mi, im dałem, aby byli jednym, jak my jednym jesteśmy, ja w nich i Ty we mnie, aby byli wydoskonaleni w jednym i aby poznał świat, że Ty mnie posłałeś i umiłowałeś ich, jak mnie umiłowałeś. Ojcze, co dałeś mi, pragnę, aby gdzie ja jestem tam i oni byli ze mną, aby oglądali chwałę moją, którą dałeś mi, ponieważ umiłowałeś mnie przed założeniem świata.
J 17:20-24

Przebywać tam, gdzie Chrystus, być w Jego światłości, prawdziwie modlić się z Nim i w Nim, oznacza być jednym z Ojcem, z Synem i ze Świętym Duchem. Ale nie tylko. To również być jednym ze wszystkimi, którzy są jednym z Chrystusem, którzy żyją w Jego światłości, z «Praojcami, Ojcami, Patriarchami, Prorokami, Apostołami, Kaznodziejami, Ewangelistami, Męczennikami, Wyznawcami, Ascetami oraz każdym duchem sprawiedliwym, który w wierze dopełnił życia» (Liturgia św. Jana Chryzostoma). Z Mojżeszem i Eliaszem, Piotrem, Janem i Jakubem, żywymi i zmarłymi. Ale drogą do tej udziału świętych w światłości (Kol 1:12) jest modlitwa za przykładem Jezusa, w której choćbyśmy byli na osobności, podobnie jak Jezus nigdy nie jesteśmy sami.

seraphim_transfigurationsymeon-icon

Przemienienie św. Serafima z Sarowa (1754-1833) i św. Symeona Nowego Teologa (949–1022)


Czytaj także

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

Obłok świadków, obłok Bożego synostwa

Zaprzeć się siebie

Jeśli ktoś pragnie iść za mną, niechaj wyprze się siebie, weźmie swój krzyż i niech podąża za mną.
Mt 16:24

Słowa Pana o zaparciu się siebie i wzięciu swojego krzyża trzeba rozumieć w świetle Jego zaparcia się siebie i Jego Krzyża. Syn Boży wyrzekł się swojej chwały, swojej mocy, swojego bogactwa z miłości do swego Ojca i do ludzi – stał się człowiekiem, dał się upokorzyć, dał się poniżyć i zmieszać z błotem. Nie szukał swej wartości w samym sobie, w tym co posiadał, w tym kim był, ale we wszystkim czerpał swą wartość z wierności Ojcu i służby ludziom. Krzyż to zwieńczenie tej rzeczywistości, Jezus wyrzekł się swego życia do końca z wiarą, że Ojciec jest jedynym prawdziwym źródłem wszelkiego dobra.

Wedle słów Chrystusa my też powinniśmy powiedzieć o sobie «Nie znam tego człowieka», zapomnieć o sobie, zgubić siebie, a zacząć żyć w całości dla Boga i ludzi. My też powinniśmy zrezygnować z poszukiwania swej wartości w tym, kim jesteśmy, co umiemy, co posiadamy, co ludzie o nas sądzą, nie bać się straty, wyjścia na głupców, na biedaków. Nic nam nie powinno stanąć na drodze do Królestwa, ale przede wszystkim nie powinniśmy stanąć my sami. Nie jest trudno winić innych i cały świat za nasze niedomagania, nie jest trudno próbować dostosowywać rzeczywistość pod siebie, byle tylko łatwiej nam było przejść przez życie z wiarą. Ale Jezus pokazuje inną drogę: zacznij od siebie, sam jesteś przeszkodą, pozbądź się siebie. Pokłóciłeś się z kimś i wiesz, że masz rację w tym sporze? To nie ważne – uniż się przed tą osobą, zapomnij o swojej racji i szukaj zgody i przyjaźni. Ktoś wymaga od ciebie więcej niż powinien? Nie szkodzi – czyń to, czego wymaga, a szukaj nawet sposobu by zrobić jeszcze więcej. Masz oszczędności, które długo zbierałeś na jakiś cel, na jakiś zakup dla siebie, ale ktoś prosi cię o pieniądze? Daj i zapomnij o tym, że w ogóle je miałeś, nie spodziewaj się zwrotu. To jest Krzyż – kiedy człowiek go bierze i daje się ukrzyżować, zamienia się w źródło wody żywej, w lampę w ciemnym pokoju, która nigdy nie gaśnie. Nic nie ma, a zawsze ubogaca wszystkich dookoła, wydaje się być głupcem, a wszyscy pragną jego mądrości. To nie jest droga tych, którzy biorą życie w wierze na przetrzymanie, na przetrwanie, ale dla tych, którzy przyjmują poniżenia, ubóstwo, głód jak dobrych przyjaciół, wiedząc, że życie wieczne nie polega na podreperowaniu życia doczesnego, ale na ochotnym wejściu w śmierć i zwycięskim przejściu na drugą stronę.

Daj nam wszystkim, Panie, łaskę, abyśmy zdołali za Tobą pójść.

Ze Święta Chrztu Pańskiego

Z jutrzni święta

Światłość ze Światłości, zajaśniał światu Chrystus, Zbawca nasz, objawiony Bóg, któremu, ludzie, pokłońmy się.

Jakże Ciebie, Chryste, my słudzy, godnie uczcimy jako Władcę, bowiem w wodach wszystkich nas odrodziłeś.

Ty będąc w Jordanie chrzczonym, Zbawco nasz, wody uświęciłeś, dłonią sługi dotykany i żądze świata leczący, wielka jest tajemnica objawienia Twego, Przyjacielu człowieka, Panie, chwała Tobie!

Prawdziwa Światłość objawiła się wszystkim i wszystkim daje oświecenie. Chrzczony jest Chrystus jak my, chociaż przewyższa On wszelką czystość, Święty wstępuje do wody i jest oczyszczeniem dla dusz, na ziemi objawiony przewyższa niebios rozumienie. Kąpiel jest zbawieniem, wodą zaś Duch i ze względu na zanurzenie bywa nasze wejście do Boga. Cudowne są dzieła Twoje, Panie, chwała Tobie!

Chwała Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi.

Wodami jordańskimi odziałeś się, Zbawco, przyodziewający się w Światłość jak w szatę, i pochyliłeś głowę przed Poprzednikiem, który niebo wymierzyłeś piędzią, aby nawrócić świat ze zbłądzenia i zbawić jako Przyjaciel człowieka.

I teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Dzisiaj Chrystus przyszedł nad Jordan, aby zostać ochrzczonym, dzisiaj Jan dotyka głowy Władcy. Moce niebieskie przeraziły się, przesławną widząc tajemnicę, morze ujrzało i uciekło, Jordan zobaczył i cofnął wody swoje. My zaś, oświeceni, wołamy: Chwała objawionemu Bogu i na ziemi poznanemu, który oświecił świat!

Ofiara Chrystusa (1)

W ewangelikalnym ujęciu ofiara Chrystusa jest zazwyczaj przywoływana jako zapłata, spłacenie długu u Boga zaciągniętego przez ludzi za sprawą ich grzechów, jako zastępcza kara – Chrystus po to miał się stać człowiekiem, po to cierpieć i umrzeć, aby zadośćuczynić Bogu w miejsce wierzących za ich grzechy. Uznaje się, że ludzkie grzechy zasługują na nieskończony gniew Boga, który ugasić może tylko śmierć Jezusa Chrystusa ze względu na Jego boską naturę. Chociaż mówi się o ofierze, takie ujęcie tematu sprawia, że rzeczona „ofiara” nie ma nic wspólnego z ofiarą, jako formą kultu. Śmierć Chrystusa może pozostać ofiarą wyłącznie w tym sensie, że Chrystus dobrowolnie poświęcił siebie dla dobra wierzących. Nowy Testament nie ogranicza jednak ofiary Chrystusa w ten sposób, a raczej przedstawia ją w kultowym kontekście. Jaki jest sens ofiary w ogóle? W tym poście skupimy się na znaczeniach związanych z ofiarą w kulcie Izraela.

1. Ofiara jest darem.

Podstawową rzeczywistością ofiary jest dar. Można to rozpoznać po tym, że przed Chrystusem było wiele ofiar i nie wszystkie były związane z grzechem, a mimo to nadal przysługiwało im miano ofiary. Istotą ofiary jest to, że człowiek bierze coś, co posiada, i darowuje to Bogu, poświęca to Bogu. Nie zawsze oznaczało to zniszczenie daru – nie wszystkie ofiary spalano. Czasem część niektórych ofiar była niszczona, a część spożywana. Również zalecenia dotyczące rytualnego uboju można rozumieć jako ustanawiające powszechność ofiar – każde zwierze z trzody musi zostać zabite w kontekście kultu JHWH, musi zostać najpierw przedstawione Bogu, a dopiero potem spożyte.

Ofiara zatem to dobrowolny dar przedstawiany Bogu przez czciciela – dar związany z popełnionym grzechem, ale niekoniecznie. Mógł to być również zupełnie bezinteresowny dar. Składanie ofiar miało być znakiem, że czciciel, Izraelita, jest związany ze swoim Bogiem, jest od Niego zależny, jest Jemu poddany i posłuszny. Był to znak, że cała majętność owego Izraelity, która stanowiła o jego przeżyciu, należy do Boga, że On jest jej dawcą i prawdziwym właścicielem. Dlatego ofiara chociaż jest darem, nie jest wyłącznie darem – nie jest to przekazanie czegoś pomiędzy równymi. Ofiara oznaczała hołd, wyraz uznania dla Boga.

W historii Abla i Kaina nie jest powiedziane, że złożyli oni swoje ofiary za coś. Raczej opowieść rozwija się w ten sposób, że każdy z nich zajął się różnym rodzajem pracy dla swego utrzymania i potem przyniósł Bogu to, co ta praca mu zrodziła. Z tego, co we współpracy z ziemią zdołali wyhodować, podarowali Bogu jako znak poddaństwa. Konflikt w tej historii rozgorzał, gdy ofiara – dar – Kaina nie została przyjęta, a stało się tak, ponieważ Kain uległ grzechowi. Bóg odrzucił dar Kaina, jego hołd nie znalazł u Boga uznania, ponieważ był obłudny i nieczysty. Obłudę kultu ofiarniczego wielokrotnie piętnowali potem prorocy wskazując, że nie o same ofiary Bogu chodzi – mają one być znakami postawy człowieka wobec Boga. Bóg nie potrzebuje ofiar, ponieważ wszystko z natury do Niego należy, Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia. Ofiary to dar człowieka dla Boga, dar, który na samym początku jest darem Boga dla człowieka.

2. Ofiara jest hołdem, dziękczynieniem i wyrazem wiary.

Okazuje się zatem, że człowiek nie może Bogu nic dać, co nie należałoby już do Boga. Tym bardziej ofiara staje się unaocznieniem tego faktu – radosne, rytualne wyniszczenie ofiary na ołtarzu jest świadectwem wiary czciciela w to, że wszystko od Boga pochodzi, a zatem nie musi się o to troszczyć, może to oddać z wiarą, że mu nigdy nie zabraknie tego, czego potrzebuje.

Dlatego ofiara jest dziękczynieniem, jest uznaniem dobroci Boga, weseleniem się z faktu, że dobra Boże są nieograniczone, że Bóg jest łaskawym dawcą i daje tak wiele, że tym, co człowiekowi ofiarowuje, ten człowiek może jeszcze Go czcić. Można dzięki temu zrozumieć opisy hekatomb przy wielki świętach Izraela w starym przymierzu – złożenie w ofierze setek zwierząt było aktem niepohamowanej wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, uznaniem, że to wszystko od początku do końca od Boga pochodzi, jest Jego dziełem, darem i własnością.

Znacząca tutaj jest historia o ofiarowaniu Izaaka. Można powiedzieć, że ujawnia ona, iż Abraham prawdziwie pojął sens ofiarnego rytuału – nie zawahał się poświęcić własnego długo wyczekiwanego syna, ponieważ wiedział, że Bóg mu go dał i może go zwrócić (Hbr 11:17-19). Ale to nie tylko historia dwóch ludzi – Izaak jest przecież protoplastą narodu wybranego. Opowieść ta mogła pouczać Izraelitów o tym, że w gruncie rzeczy zawdzięczają Bogu w całości swoje istnienie i tą wdzięczność mogą wyrażać przez takie ofiary, jak ta, którą Abraham złożył na górze Moria. Ofiary, które zastępują ich samych na ołtarzu, jak baran zastąpił Izaaka. Abraham za swoją wiarę i ofiarność otrzymał błogosławieństwo i podobnie Izraelici mieli wierzyć, że składając na ołtarzu to, co stanowi o ich życiu, otrzymają błogosławieństwo swego ojca Abrahama.

3. Ofiara to wspólnota, uczta i dialog.

Z powyższych uwag można łatwo wyciągnąć wniosek, że ofiara zawiera w sobie ogromny ładunek znaczeń: wierność, wdzięczność, dar, ofiarność, hołd, poddanie, posłuszeństwo, uznanie. To wszystko sprawia, że ofiara jest sposobem zawiązania i zachowywania relacji między ludźmi a Bogiem. Dary, które ludzie ofiarowują Bogu ze swej natury są wspólne – należą i do Boga, i do człowieka. W ten sposób stworzenie, które służy ludziom, człowiek wykorzystuje na służbę Bogu, dla uwielbienia i dziękczynienia. Ofiara to podstawowy język, w jakim odbywa się dialog między Bogiem a człowiekiem. To nie słowa tworzą relację pomiędzy Stwórca i człowiekiem, ale właśnie realizm daru, dlatego przymierza bywały zawierane przez złożenie ofiar i były zachowywane przez ofiary.

Ofiara to oczywiście była również uczta. Jak zostało wspomniane – nie wszystkie ofiary spalano w całości. Część z nich była źródłem kultowych uczt. Owe uczty były jakby echem uczty, którą spożyli starsi Izraela z Mojżeszem u stóp Boga na górze Synaj przy zawarciu przymierza (Wj 24:11), ale również znakiem przyszłej uczty na górze Syjon zapowiadanej przez proroków dla wszystkich ludów (Iz 25:6). Sens tych uczt pozostaje ten sam – to JHWH jest źródłem życia, dawcą wszelkich dobrych darów dla wszystkich ludów. Wizja wszystkich pogan ucztujących z Izraelem przed obliczem Pańskim to była wizja wspólnego całej ludzkości kultu prawdziwego Boga.

4. Ofiara to to, co najlepsze dla naprawy tego, co najgorsze.

We wszystkich sferach kultu Izraela królowała zasada, że Bogu należy się to, co najlepsze, najczystsze, najdoskonalsze. Tak doskonali fizycznie musieli być kapłani, tak czciciele nie mogli wstępować do domu Pańskiego, jeśli posiadali jakiekolwiek stałe lub tymczasowe defekty. Tak też ofiary musiały być nieskazitelne. Pisma są pełne napomnień, by nie ofiarowywać Bogu tego, co zepsute lub marne – jest to zniewaga, a nie prawdziwy hołd. Tak też było z ofiarami za grzech, które musiały być doskonałe, niepokalane, by dokonać oczyszczenia z grzechu. Ofiarowuje się Bogu nie to co grzeszne i nieczyste, ale to co najdoskonalsze, najlepsze – zwierzęta nie są zabijane i ofiarowane jako złe, ale właśnie jako najczystsze, by naprawić zniszczoną przez grzech więź człowieka z Bogiem. Po tym jak człowiek zanieczyścił siebie, jak skaził samego siebie, czyni coś radykalnie przeciwnego – bierze to, co najlepsze, co najcenniejsze, co stanowi o jego życiu i oddaje to Bogu. Zaburzenie porządku relacji między człowiekiem i Bogiem przynosi zniszczenie, ale ofiara odbudowuje te relacje ponownie – znowu człowiek oświadcza swym czynem, na kim polega i komu oddaje hołd, a Bóg przywraca czystość i zdrowie człowiekowi. Tam, gdzie weszła śmierć i zniszczenie przez zerwanie wspólnoty z Bogiem, zaczyna na powrót królować życie przez wylanie krwi czystego zwierzęcia. Niektórzy są skłonni sądzić, że przebłagalna funkcja ofiary zasadzała się na przeniesieniu winy z człowieka na zwierzę i zabicie go w miejsce człowieka, jednak wywraca to do góry nogami logikę systemu ofiarniczego – ofiara przestaje być darem (tymczasem każda ofiara nim jest) i staje się egzekucją, a gdyby w tej sytuacji miała pozostać darem, to oddawałoby się Bogu coś, co jest Boga niegodne – coś grzesznego i nieczystego. Prawo izraelskie znało egzekucje zwierząt – wołu, który zabódł człowieka należało ukamienować i nie wolno było go spożywać. Nie miało to nic wspólnego z ofiarą, ale z bezpowrotnym zniszczeniem.

Podsumowując można powiedzieć, że ofiara była osią, wokół której obracały się żydowskie wyobrażenia na temat więzi człowieka. z Bogiem. To ona ukazywała jaka jest pozycja człowieka wobec Boga, ona ukazywała jakie znaczenie ma stworzenie i wszystko, co daje człowiekowi życie, w świetle Boga. Z ofiarą wiązało się dziękczynienie, wspólnota z Bogiem i innymi czcicielami, radość z dobrodziejstw, skrucha wobec własnej niewdzięczności, oczyszczenie i odpuszczenie grzechów, ratunek od zniszczenia i śmierci. W następnym wpisie zobaczymy, jak te prawdy zostały przekute przez Apostołów na teologię ofiary Chrystusa.

Syn Człowieczy i Święci Najwyższego

Jaki komunikat dla współczesnych Jezusowi niósł fakt, że mówił On o sobie, że jest „Synem Człowieczym”? Wydaje się dziś być oczywistym, że należy ten tytuł traktować jako tytuł mesjański, ale prawdopodobnie nie było tak w I wieku n.e., gdy Jezus wystąpił nauczając i uzdrawiając w Galilei i Judei. Tytuł Syna Człowieczego próbowano rozumieć jako inny, semicki sposób na powiedzenie o samym sobie lub jako pewne nawiązanie do Księgi Ezechiela, gdzie tytułowy prorok jest tak wielokrotnie nazywany przez Boga („synu człowieczy”). Może to być do jakiegoś stopnia słuszne, ale wszystko wskazuje na to, że takie skojarzenia powinny być traktowane jako marginalne. Wydaje się, że jeśli chce się zrozumieć właściwą funkcję tytułu „Syna Człowieczego”, należy sięgnąć przede wszystkim do Księgi Daniela.

Sen Daniela

W Dan 7 znajduje się opis oraz wyjaśnienie snu jaki Daniel otrzymał od Boga. Prorok ujrzał cztery bestie o różnych kształtach i różnym charakterze, które wychodziły z Morza Śródziemnego. Czwarta z nich była wyjątkowo groźna i brutalna, jej siła wyrażała się w dziesięciu rogach, jakie posiadała, do tego wszystkiego wyrósł jeszcze jeden zuchwały róg, który miał ludzkie oczy oraz usta, którymi mówił wielkie rzeczy. Wygląda to jakby przez ziemię przechodziła burza niebezpiecznych i nie liczących się z niczym potęg. Wtem wkracza wizja tronów i zasiadającego Przedwiecznego otoczonego wielkim majestatem i tymi, którzy Mu służą – odbywa się sąd w wyniku, którego najgroźniejszą bestię spotyka zguba (podobnie i poprzednie mają ograniczony czas działania). Przedwieczny sprawuje ostateczną kontrolę nad bestiami. Ale to nie koniec wizji – na obłokach nieba przybywa jakby syn człowieczy i staje przed Przedwiecznym. To jemu (a nie bestiom) powierzona jest władza i królowanie, i wszystkie narody właśnie jemu będą służyć. Jego władza jest wieczna, a jego królowanie niezniszczalne.

Święci Najwyższego

Bóg nie pozostawia tej wizji bez wyjaśnienia – Daniel otrzymuje jej wykład od jednego ze stojących w pobliżu. Okazuje się, że bestie symbolizują królestwa, które będą panować nad ziemią, zaś syn człowieczy to Święci Najwyższego, którzy zostaną wywyższeni do zwierzchniej władzy. Jeden z królów czwartego królestwa będzie bluźnił Najwyższemu i prześladował dotkliwie Świętych, ale w końcu zasiądzie sąd i dokona się sprawiedliwość – władza zostanie królestwom odebrana, a Święci zostaną nagrodzeni panowaniem i władzą królewską nad wszystkim.
Jak widać w wizji wywyższenie Świętych Najwyższego jest wyobrażone jako przybycie syna człowieczego na obłokach, by stawić się przed Przedwiecznym. Syn człowieczy to Święci Najwyższego, a Święci Najwyższego to syn człowieczy. Sen Daniela nie był niczym nowym dla czytającego go Żyda – nadzieją wiernego Izraela było ocalenie od pogańskich ciemięzców i rehabilitacja ludu Bożego, i ta nadzieja została wyrażona wielokrotnie u proroków w wizjach odnowy narodowej i klęski wrogów, wyniesienia przez Boga narodu Izraela do najwyższej pozycji. Kiedy Izrael oczekiwał eschatologicznego wkroczenia Boga w historię, oczekiwał właśnie tego – w to wierzyli m.in. Qumrańczycy, czego świadectwem są ich pisma i w to też wierzyła pewna grupa Żydów, która zaczęła się wyodrębniać z reszty ludu w początkach I wieku. Oto jak śpiewał o tym jeden z pobożnych mężczyzn należący do tego stronnictwa:
„Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela,
że nawiedził lud swój i wyzwolił go,
i moc zbawczą nam wzbudził w domu sługi swego, Dawida:
jak zapowiedział to z dawien dawna przez usta swych świętych proroków,

że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą,
że miłosierdzie okaże ojcom naszym i wspomni na swoje święte Przymierze –
na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi,
że nam użyczy tego, iż z mocy nieprzyjaciół wyrwani
bez lęku służyć Mu będziemy w pobożności i sprawiedliwości

przed Nim po wszystkie dni nasze.”
Łk 1:68-75 BT

Syn Człowieczy

W Ewangeliach dzieje się coś dziwnego – przychodzi człowiek imieniem Jezus tytułujący się mianem syna człowieczego. Można powiedzieć, że dotąd Księga Daniela sugerowała, że syn człowieczy to postać zbiorowa tzn. Święci Najwyższego, ale wygląda na to, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Jezus okazuje się skupiać w sobie samym lud Świętych Najwyższego – powołuje 12 mężczyzn na znak rekonstytucji narodu, postępuje jak prawdziwy przywódca, który pociąga za sobą zwolenników. Funkcjonujący establishment nie wie, jak sobie poradzić z człowiekiem, który podróżuje przez kraj wypowiadając zdania, które burzą ustalony porządek: Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczać grzechy, Syn Człowieczy jest Panem szabatu. W porządku, brzmi świetnie – mogą sobie myśleć zwolennicy Jezusa aka Syna Człowieczego – pójdziemy na Jerozolimę, usuniemy obłudnych kapłanów i uczonych w Piśmie, wypędzimy Rzymian, tę Bestię, która nas ciemięży i wreszcie poganie będą lizać stopy Izraelowi. Jednak Jezus ma w głowie to, co usłyszał prorok Daniel:
„Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie.”
Mk 10:33-34 BT
Jeśli ma nastąpić jakiekolwiek i czyjekolwiek wywyższenie, Jezus musi odegrać rolę Świętych Najwyższego – być wydany w ręce oprawców, umęczony i zabity. Musi zostać wrzucony pomiędzy bestie, które Go rozszarpią. Tyle że już nie chodzi tylko o pogańską władzę – to nie po prostu ci, którzy walczą z Izraelem są dzikimi zwierzętami z wizji Daniela, ale ci, którzy są przeciwko Synowi Człowieczemu – Judasz, arcykapłani. To właśnie arcykapłanowi w trakcie swego procesu jak arcybestii Jezus mówi:
„Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi”
Mk 14:62 BT
Granice pomiędzy tymi, których Bóg zrehabilituje, a tymi, których poniży, zostały przekształcone – sam Jezus zniesie poniżenie z rąk Żydów i pogan, by pierwszego dnia tygodnia zmartwychwstać, a potem na obłokach zostać wywyższonym do rządów ponad wszelką władzą i zwierzchnością, a ci którzy do Niego należą, mają w Jego królowaniu udział. Wizja Daniela stała się rzeczywistością, Syn Człowieczy zasiadł na tronie, koniec bestii jest bliski.

Powołani święci (Najwyższego)

Co za paradoks! Rzym jest siedzibą pogańskiego zwierzęcia, które miało dręczyć Izrael jako Świętych Najwyższego, tymczasem Paweł, wysłannik Jezusa Pomazańca pisze do pewnej grupy Rzymian takie słowa:
„Przez którego otrzymaliśmy łaskę i poslannictwo, abyśmy dla imienia jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody, wśród których jesteście i wy, powołani przez Jezusa Chrystusa. Wszystkim, którzy jesteście w Rzymie, umiłowanym Boga, powołanym świętym: Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa.”
Rz 1:5-7 BW
Redefinicja Świętych Najwyższego dokonana przez i w Jezusie doprowadziła do niewyobrażalnych skutków – oto stereotypowi ciemięzcy ludu Bożego stają się ludem Bożym, a – jak wynika z innych fragmentów NT – ci, którzy zostali powołani jako lud Boży, prześladują powołanych przez Boga świętych. Żydowski świat stanął na głowie. Ale właśnie w świetle tej prawdy został napisany Nowy Testament, tego dotyczyły pierwsze spory i fałszywe nauki, a ponieważ ta redefinicja świętych Najwyższego wynika ściśle z osoby Syna Człowieczego, Jezusa Mesjasza, to Paweł nie waha się przekląć tych, którzy głoszą inaczej, a ich naukę nazywa inną ewangelią (Gal 1:6-9). W samym centrum jego listu do Galacjan umiejscawia stwierdzenie, które wyjaśnia mechanizm działania jego prawdziwej Ewangelii:
„Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa.”
Gal 3:27 BW
Kto jest ochrzczony w Syna Człowieczego, ten przyoblekł się w Syna Człowieczego i dzieli z Nim los, w uniżeniu i wywyższeniu, jak u proroka Daniela.
„Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli. Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić.”
Rz 8:16-18 BW 
„I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.”
Hbr 12:1-2

–Kamil M.