Ofiara Chrystusa (1)

W ewangelikalnym ujęciu ofiara Chrystusa jest zazwyczaj przywoływana jako zapłata, spłacenie długu u Boga zaciągniętego przez ludzi za sprawą ich grzechów, jako zastępcza kara – Chrystus po to miał się stać człowiekiem, po to cierpieć i umrzeć, aby zadośćuczynić Bogu w miejsce wierzących za ich grzechy. Uznaje się, że ludzkie grzechy zasługują na nieskończony gniew Boga, który ugasić może tylko śmierć Jezusa Chrystusa ze względu na Jego boską naturę. Chociaż mówi się o ofierze, takie ujęcie tematu sprawia, że rzeczona „ofiara” nie ma nic wspólnego z ofiarą, jako formą kultu. Śmierć Chrystusa może pozostać ofiarą wyłącznie w tym sensie, że Chrystus dobrowolnie poświęcił siebie dla dobra wierzących. Nowy Testament nie ogranicza jednak ofiary Chrystusa w ten sposób, a raczej przedstawia ją w kultowym kontekście. Jaki jest sens ofiary w ogóle? W tym poście skupimy się na znaczeniach związanych z ofiarą w kulcie Izraela.

1. Ofiara jest darem.

Podstawową rzeczywistością ofiary jest dar. Można to rozpoznać po tym, że przed Chrystusem było wiele ofiar i nie wszystkie były związane z grzechem, a mimo to nadal przysługiwało im miano ofiary. Istotą ofiary jest to, że człowiek bierze coś, co posiada, i darowuje to Bogu, poświęca to Bogu. Nie zawsze oznaczało to zniszczenie daru – nie wszystkie ofiary spalano. Czasem część niektórych ofiar była niszczona, a część spożywana. Również zalecenia dotyczące rytualnego uboju można rozumieć jako ustanawiające powszechność ofiar – każde zwierze z trzody musi zostać zabite w kontekście kultu JHWH, musi zostać najpierw przedstawione Bogu, a dopiero potem spożyte.

Ofiara zatem to dobrowolny dar przedstawiany Bogu przez czciciela – dar związany z popełnionym grzechem, ale niekoniecznie. Mógł to być również zupełnie bezinteresowny dar. Składanie ofiar miało być znakiem, że czciciel, Izraelita, jest związany ze swoim Bogiem, jest od Niego zależny, jest Jemu poddany i posłuszny. Był to znak, że cała majętność owego Izraelity, która stanowiła o jego przeżyciu, należy do Boga, że On jest jej dawcą i prawdziwym właścicielem. Dlatego ofiara chociaż jest darem, nie jest wyłącznie darem – nie jest to przekazanie czegoś pomiędzy równymi. Ofiara oznaczała hołd, wyraz uznania dla Boga.

W historii Abla i Kaina nie jest powiedziane, że złożyli oni swoje ofiary za coś. Raczej opowieść rozwija się w ten sposób, że każdy z nich zajął się różnym rodzajem pracy dla swego utrzymania i potem przyniósł Bogu to, co ta praca mu zrodziła. Z tego, co we współpracy z ziemią zdołali wyhodować, podarowali Bogu jako znak poddaństwa. Konflikt w tej historii rozgorzał, gdy ofiara – dar – Kaina nie została przyjęta, a stało się tak, ponieważ Kain uległ grzechowi. Bóg odrzucił dar Kaina, jego hołd nie znalazł u Boga uznania, ponieważ był obłudny i nieczysty. Obłudę kultu ofiarniczego wielokrotnie piętnowali potem prorocy wskazując, że nie o same ofiary Bogu chodzi – mają one być znakami postawy człowieka wobec Boga. Bóg nie potrzebuje ofiar, ponieważ wszystko z natury do Niego należy, Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia. Ofiary to dar człowieka dla Boga, dar, który na samym początku jest darem Boga dla człowieka.

2. Ofiara jest hołdem, dziękczynieniem i wyrazem wiary.

Okazuje się zatem, że człowiek nie może Bogu nic dać, co nie należałoby już do Boga. Tym bardziej ofiara staje się unaocznieniem tego faktu – radosne, rytualne wyniszczenie ofiary na ołtarzu jest świadectwem wiary czciciela w to, że wszystko od Boga pochodzi, a zatem nie musi się o to troszczyć, może to oddać z wiarą, że mu nigdy nie zabraknie tego, czego potrzebuje.

Dlatego ofiara jest dziękczynieniem, jest uznaniem dobroci Boga, weseleniem się z faktu, że dobra Boże są nieograniczone, że Bóg jest łaskawym dawcą i daje tak wiele, że tym, co człowiekowi ofiarowuje, ten człowiek może jeszcze Go czcić. Można dzięki temu zrozumieć opisy hekatomb przy wielki świętach Izraela w starym przymierzu – złożenie w ofierze setek zwierząt było aktem niepohamowanej wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, uznaniem, że to wszystko od początku do końca od Boga pochodzi, jest Jego dziełem, darem i własnością.

Znacząca tutaj jest historia o ofiarowaniu Izaaka. Można powiedzieć, że ujawnia ona, iż Abraham prawdziwie pojął sens ofiarnego rytuału – nie zawahał się poświęcić własnego długo wyczekiwanego syna, ponieważ wiedział, że Bóg mu go dał i może go zwrócić (Hbr 11:17-19). Ale to nie tylko historia dwóch ludzi – Izaak jest przecież protoplastą narodu wybranego. Opowieść ta mogła pouczać Izraelitów o tym, że w gruncie rzeczy zawdzięczają Bogu w całości swoje istnienie i tą wdzięczność mogą wyrażać przez takie ofiary, jak ta, którą Abraham złożył na górze Moria. Ofiary, które zastępują ich samych na ołtarzu, jak baran zastąpił Izaaka. Abraham za swoją wiarę i ofiarność otrzymał błogosławieństwo i podobnie Izraelici mieli wierzyć, że składając na ołtarzu to, co stanowi o ich życiu, otrzymają błogosławieństwo swego ojca Abrahama.

3. Ofiara to wspólnota, uczta i dialog.

Z powyższych uwag można łatwo wyciągnąć wniosek, że ofiara zawiera w sobie ogromny ładunek znaczeń: wierność, wdzięczność, dar, ofiarność, hołd, poddanie, posłuszeństwo, uznanie. To wszystko sprawia, że ofiara jest sposobem zawiązania i zachowywania relacji między ludźmi a Bogiem. Dary, które ludzie ofiarowują Bogu ze swej natury są wspólne – należą i do Boga, i do człowieka. W ten sposób stworzenie, które służy ludziom, człowiek wykorzystuje na służbę Bogu, dla uwielbienia i dziękczynienia. Ofiara to podstawowy język, w jakim odbywa się dialog między Bogiem a człowiekiem. To nie słowa tworzą relację pomiędzy Stwórca i człowiekiem, ale właśnie realizm daru, dlatego przymierza bywały zawierane przez złożenie ofiar i były zachowywane przez ofiary.

Ofiara to oczywiście była również uczta. Jak zostało wspomniane – nie wszystkie ofiary spalano w całości. Część z nich była źródłem kultowych uczt. Owe uczty były jakby echem uczty, którą spożyli starsi Izraela z Mojżeszem u stóp Boga na górze Synaj przy zawarciu przymierza (Wj 24:11), ale również znakiem przyszłej uczty na górze Syjon zapowiadanej przez proroków dla wszystkich ludów (Iz 25:6). Sens tych uczt pozostaje ten sam – to JHWH jest źródłem życia, dawcą wszelkich dobrych darów dla wszystkich ludów. Wizja wszystkich pogan ucztujących z Izraelem przed obliczem Pańskim to była wizja wspólnego całej ludzkości kultu prawdziwego Boga.

4. Ofiara to to, co najlepsze dla naprawy tego, co najgorsze.

We wszystkich sferach kultu Izraela królowała zasada, że Bogu należy się to, co najlepsze, najczystsze, najdoskonalsze. Tak doskonali fizycznie musieli być kapłani, tak czciciele nie mogli wstępować do domu Pańskiego, jeśli posiadali jakiekolwiek stałe lub tymczasowe defekty. Tak też ofiary musiały być nieskazitelne. Pisma są pełne napomnień, by nie ofiarowywać Bogu tego, co zepsute lub marne – jest to zniewaga, a nie prawdziwy hołd. Tak też było z ofiarami za grzech, które musiały być doskonałe, niepokalane, by dokonać oczyszczenia z grzechu. Ofiarowuje się Bogu nie to co grzeszne i nieczyste, ale to co najdoskonalsze, najlepsze – zwierzęta nie są zabijane i ofiarowane jako złe, ale właśnie jako najczystsze, by naprawić zniszczoną przez grzech więź człowieka z Bogiem. Po tym jak człowiek zanieczyścił siebie, jak skaził samego siebie, czyni coś radykalnie przeciwnego – bierze to, co najlepsze, co najcenniejsze, co stanowi o jego życiu i oddaje to Bogu. Zaburzenie porządku relacji między człowiekiem i Bogiem przynosi zniszczenie, ale ofiara odbudowuje te relacje ponownie – znowu człowiek oświadcza swym czynem, na kim polega i komu oddaje hołd, a Bóg przywraca czystość i zdrowie człowiekowi. Tam, gdzie weszła śmierć i zniszczenie przez zerwanie wspólnoty z Bogiem, zaczyna na powrót królować życie przez wylanie krwi czystego zwierzęcia. Niektórzy są skłonni sądzić, że przebłagalna funkcja ofiary zasadzała się na przeniesieniu winy z człowieka na zwierzę i zabicie go w miejsce człowieka, jednak wywraca to do góry nogami logikę systemu ofiarniczego – ofiara przestaje być darem (tymczasem każda ofiara nim jest) i staje się egzekucją, a gdyby w tej sytuacji miała pozostać darem, to oddawałoby się Bogu coś, co jest Boga niegodne – coś grzesznego i nieczystego. Prawo izraelskie znało egzekucje zwierząt – wołu, który zabódł człowieka należało ukamienować i nie wolno było go spożywać. Nie miało to nic wspólnego z ofiarą, ale z bezpowrotnym zniszczeniem.

Podsumowując można powiedzieć, że ofiara była osią, wokół której obracały się żydowskie wyobrażenia na temat więzi człowieka. z Bogiem. To ona ukazywała jaka jest pozycja człowieka wobec Boga, ona ukazywała jakie znaczenie ma stworzenie i wszystko, co daje człowiekowi życie, w świetle Boga. Z ofiarą wiązało się dziękczynienie, wspólnota z Bogiem i innymi czcicielami, radość z dobrodziejstw, skrucha wobec własnej niewdzięczności, oczyszczenie i odpuszczenie grzechów, ratunek od zniszczenia i śmierci. W następnym wpisie zobaczymy, jak te prawdy zostały przekute przez Apostołów na teologię ofiary Chrystusa.

Symbol pozbawiony mocy

  Uciekając teologicznie od katolickiego sakramentalizmu, niektóre wspólnoty protestanckie przyjęły symboliczne rozumienie Chrztu i Komunii. Poniekąd zwrócenie uwagi na ten aspekt sakramentów jest bardzo pożądane, w minionym wieku pojęcie symbolu było intensywnie badane przez przedstawicieli chyba wszystkich wyznań chrześcijańskich, co przyniosło moc obserwacji i spostrzeżeń dot. funkcji i znaczenia symbolu w praktyce chrześcijańskiej. Symbol – nawet nie sakramentalny – posiada rzeczywistą moc nad człowiekiem, który z nim obcuje. Dzieje się tak dlatego, że pomimo swej konwencjonalności prezentuje się on człowiekowi jako naturalny, jako element rzeczywistości, jako coś prawdziwego. Symbol jest rzeczą, która odsyła do innej rzeczy albo raczej obcowanie z symbolem ma być obcowaniem z rzeczą, którą on reprezentuje. A symbol nie reprezentuje błahych rzeczy, on streszcza w sobie rzeczywistości przerastające człowieka, rzeczywistości ostateczne, przekraczające dyskursywne poznanie, mające naturę intuicyjną. Kontakt z symbolem zazwyczaj w praktyce oznacza kontakt z bardzo prostymi obiektami, gestami czy obrazami, ale znaczenie, jakim są one obdarzone, wyzwala w tym kontakcie przemianę człowieka o podłożu psychologicznym, symbol w potężny sposób odmienia postawę, zachowanie, myślenie człowieka, ponieważ przemawia do jego irracjonalnej sfery.
  Ale wróćmy do chrześcijańskich symbolistów. Bardzo często okazuje się, że gdy mówią oni o symbolu, wcale nie mają na myśli tego, o czym napisałem powyżej. Gdy optują za symbolizmem sakramentów, tak naprawdę chodzi im o ich niemal całkowitą deprecjację. Byłem świadkiem udzielania chrztu lub komunii, któremu towarzyszyło podkreślanie ich symboliczności, a zarazem neutralizowanie ich symbolicznej mocy. Symbol traci swą transformatywną moc, gdy opowiadamy o tym, jaki jest symboliczny i jaki jest umowny, gdy podkreślamy jego nierzeczywistość. Gdy chrzczonemu mówimy „A teraz zanurzymy cię w wodzie, co tylko symbolizuje zanurzenie w Chrystusa”, zamiast zanurzyć go w wodzie i powiedzieć „Zostałeś zanurzony w Chrystusa”, pozbawiamy symbol racji bytu. Rzecz oznaczana przez symbol została od niego chirurgicznie oddzielona, symbol stracił moc, jest dodatkiem pozbawionym znaczenia, wszystko zostało bezpiecznie zracjonalizowane, symboliczna bomba rozbrojona przez teologicznych saperów. Nic dziwnego, że sakramenty w takich wspólnotach bywają marginalizowane czasem do zupełnego zaniku.

Churching baby
  Dla kontrastu przywołam inne zdarzenie, którego byłem świadkiem w innych okolicznościach – tzw. wocerkowlenije dziecka w Cerkwi prawosławnej (słowo to pochodzi z cerkiewno-słowiańskiego i oznacza dosłownie „ukościelnienie”, a mniej dosłownie obrzęd włączenia nowo ochrzczonego dziecka do lokalnej wspólnoty Kościoła). Nie jest to sakrament i nie da się jego wagi porównać do wagi Chrztu, a jednak nawet tak mały akt rytualny jest pełen symbolizmu w prawosławiu. Kapłan, który przyjmował dziecko, wykonał rytuał bez słowa wyjaśnienia, modlił się po cichu nad dzieckiem, wykonywał nim znak krzyża, obnosił po cerkwi i prezbiterium. Całość była pełna aktów symbolicznych, które mówiły same za siebie i których treści nie da się sprowadzić do słów. To zupełnie inna postawa wobec symbolu, niż ta, którą opisałem wcześniej. To jest symbol w swojej pełni.
–Kamil M.

Św. Bazyli Wielki o upodobnieniu do Chrystusa

  Ekonomia Boga i Zbawiciela naszego wobec człowieka polega na przywołaniu go z wygnania spowodowanego karą za nieposłuszeństwo i na powrocie do zażyłości z Bogiem. Dlatego potrzebne jest przebywanie Chrystusa wcielonego, przykłady zasad ewangelicznych, cierpienie, krzyż, grób, zmartwychwstanie, aby człowiek zbawiony, przez naśladowanie Chrystusa odzyskał owo dawne synostwo. Dla osiągnięcia życia doskonałego konieczne jest zatem naśladowanie Chrystusa, nie tylko w przykładach opanowania, pokory i wielkoduszności w życiu, lecz także w samej śmierci, jak mówi Paweł, naśladowca Chrystusa: „Upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do powstania z martwych”.

  W jaki więc sposób stajemy się podobni do Niego poprzez śmierć? Jako razem z Nim pogrzebani przez chrzest. Jaki zatem jest sposób pogrzebania siebie i jaka korzyść z takiego naśladownictwa? Pierwszą niezbędną rzeczą jest przerwanie kolei poprzedniego życia. Nie jest zaś niemożliwe „narodzić się powtórnie” – według słowa Pana – ponieważ powtórne narodzenie, jak to wyjaśnia samo słowo, jest początkiem innego życia. Aby zaś zaczęło się inne życie, trzeba położyć kres poprzedniemu. To tak jak podczas biegu podwójnego, gdy jakiś postój lub odpoczynek odcina ruch powrotny, tak też do przemiany życia niezbędną okazała się śmierć, aby pośredniczyła między dwoma [rodzajami] życia, dokonując tego, które trwa, i dając początek temu, które nastąpi. A jak osiągamy zejście do piekła? Naśladując poprzez chrzest grzebanie Chrystusa. Tak samo bowiem w wodzie pogrążone są ciała ochrzczonych. Chrzest symbolicznie wskazuje na wyrzeczenie się spraw ciała, zgodnie ze słowami Apostoła: „Otrzymaliście obrzezanie, nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się z ciała grzesznego, jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie”. Podobnie też jest [on] oczyszczeniem duszy z brudu wnikającego do niej z cielesnego sposobu myślenia, jak napisano: „Obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję”. Dlatego nie obmywamy się na wzór Żydów po każdym splamieniu, bo znamy jeden zbawczy chrzest, skoro jedna jest śmierć nad światem i jedno powstanie z martwych, których typem jest chrzest. Przez wzgląd na to Pan, który zarządza naszym życiem, wyznaczył nam przymierze chrztu, zawierające w sobie typ śmierci i życia. Woda wyraża obraz śmierci, Duch zaś przynosi zapowiedź życia.

  Tak więc odtąd stało się dla nas jasne to, co jest przedmiotem dociekań, dlaczego woda została przyjęta wraz z Duchem. Dlatego, że w chrzcie tkwią dwa cele, jeden to uwolnienie ciała od grzechu, by ono już nie przynosiło owoców dla śmierci, drugi, aby żyło dla Ducha, a owoc znalazło w uświęceniu. Woda przynosi obraz śmierci, tak jak ciało pochowane w grobie. Duch zaś wsącza życiodajną siłę, odnawiając nasze dusze ze stanu śmierci w grzechu do nowego życia. To więc oznacza narodzić się powtórnie z wody i Ducha. Stan śmierci jak gdyby wyraża się w wodzie, a życie nasze urzeczywistnia się przez Ducha. W trzech zatem zanurzeniach i w tyluż wezwaniach dokonuje się wielka tajemnicza chrztu, aby objawił się typ śmierci, a przekazanie Mądrości Bożej oświeciło dusze chrzczonych. Wobec tego jeśli w wodzie jest łaska, to nie pochodzi ona z natury wody, lecz z obecności Ducha. Chrzest bowiem nie polega na usunięciu brudu cielesnego, lecz na dobrze uświadomionym zwróceniu się ku Bogu. Pan zatem, przygotowując nas do życia po zmartwychwstaniu, narzuca ewangeliczny tryb życia, nakazując opanowanie, cierpliwość, wolność od zamiłowania do rozkoszy, życie wolne od przywiązania do pieniędzy. Toteż powinniśmy osiągnąć wcześniej drogą dobrowolnego wyboru to właśnie, co przyszły wiek przyjmie za naturalne. Jeśli więc ktoś powiedziałby, że Ewangelia jest zapowiedzią życia po zmartwychwstaniu, to nie wydaje mi się, by był on daleki od prawdy. Wróćmy jednak do tematu.
  To za pośrednictwem Ducha Świętego [następuje] powrót do raju, wejście do Królestwa Niebieskiego, powrót do synostwa, szczerość w nazywaniu Boga naszym Ojcem, stawanie się uczestnikiem łaski Chrystusa, posiadanie imienia dziecka światłości, udział w wiecznej chwale, jednym słowem doznawanie pełni błogosławieństwa w tym, jak i przyszłym wieku, aby jak w lustrze oglądać łaskę dóbr nagromadzonych w obietnicach, jakby już obecnych, których rozkoszy oczekujemy żarliwie przez wiarę. Jeśli zatem zadatek jest tak wielki, to jak wielkie będzie to, co jest ostateczne? A jeśli pierwsze owoce są tak okazałe, to jakaż będzie pełnia wszystkiego?

Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, rozdział XV, 35-36, wyróżnienie własne (Św. Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, tłum. A. Brzóstkowska, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1999, str. 130-132.)

Maksym z Turynu o Objawieniu Pańskim

Maksym bp Turynu

  Gdy Chaldejczycy przywiedzeni promieniami szczególnie jasnej gwiazdy oddali pokłon Chrystusowi, dana została poganom nadzieja czczenia prawdziwego Boga. Gdy woda, poprzez nowy porządek rzeczy, została przemieniona w wino, dany został przedsmak Sakramentu nowego Kielicha. I gdy ochrzczony został Baranek Boży, dar odradzającego Chrztu, tak zbawiennego dla nas, został uświęcony. Dlatego skorośmy niedawno obchodzili Narodzenie naszego Zbawcy z wielką radością, jest naszym obowiązkiem dla Jego czci i z serdecznym oddaniem świętować również owe narodziny Jego potężnych dzieł. I jakże słusznym jest to, że zwiastujemy te tajemnice jako wykonane jednego dnia, skoro wyznajemy tajemnicę niewysłowionej Trójcy pod jednym imieniem Boga! Za sprawą tych cudów zatem Chrystus, nasz Pan i Odkupiciel upodobał sobie objawić się oczom ludzi, aby Jego niewidzialne Bóstwo, które spoczywało ukryte w Jego Człowieczeństwie, mogło ujawnić się w Jego działaniu. Weselmy się tedy duchowo w duchowych darach, odrzucając wszelką zmysłową przyjemność; aby światłość niebieskiej gwiazdy mogła rozjaśnić ciemności naszych serc, błogosławieństwo głosu Ojca mogło nas oświecić, a wino zbawienia rozradować – nalane dłonią Chrystusa.

–Kamil M.

Didache: Imię, które zamieszkuje

W Didache znajdujemy taką oto modlitwę po spożyciu eucharystii:

Dziękujemy Ci, święty Ojcze, za Twoje święte Imię, które zamieszkało w naszych sercach, i za poznanie, wiarę oraz nieśmiertelność, którą dałeś nam poznać przez Jezusa, Twego Sługę. Tobie chwała na wieki.
Did 10:2 (przekład własny)

Tekst grecki:
Εὐχαριστοῦμέν σοι, πάτερ ἅγιε, ὑπὲρ τοῦ ἁγίου ὀνόματός σου, οὗ κατεσκήνωσας ἐν ταῖς καρδίαις ἡμῶν, καὶ ὑπὲρ τῆς γνώσεως καὶ πίστεως καὶ ἀθανασίας, ἥς ἐγνώρισας ἡμῖν διὰ Ἰησοῦ τοῦ παιδός σου· σοὶ ἡ δόξα εἰς τοὺς αἰῶνας.
Obraz Imienia Pańskiego zamieszkującego w jakimś miejscu, to obraz świątyni, w której spoczywa obecność (chwała) Pańska, jak można przeczytać w ST w kilku miejscach, m.in.:

On zbuduje dom Imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki.
2 Sam 7:13 (BT)

Wtedy przemówił Salomon: „Jahwe powiedział, że będzie mieszkać w chmurze. A ja Ci wybudowałem dom na mieszkanie, miejsce przebywania Twego na wieki”. Potem król się odwrócił i pobłogosławił całe zgromadzenie Izraela. Całe zaś zgromadzenie Izraela stało. Potem rzekł: „Błogosławiony Jahwe, Bóg Izraela, który rękami wypełnił, co zapowiedział ustami ojcu mojemu Dawidowi, mówiąc: Od tego dnia, w którym wyprowadziłem mój lud z ziemi egipskiej, nie wybrałem ze wszystkich pokoleń Izraela żadnego miasta do wybudowania domu, by Imię moje w nim przebywało, i nie obrałem męża, aby był władcą nad moim ludem, Izraelem. Ale wybrałem Jerozolimę, aby tam było moje Imię, i obrałem Dawida, aby był nad moim ludem izraelskim”.
2 Krn 6:1-6 (BT)

Samo „Imię” zdaje się oznaczać zlokalizowaną obecność Boga w ogóle, nie tylko w świątyni:

Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim.
Wj 23:20-21 (BT)

W świetle powyższego można sądzić, że autor Didache nawiązuje do tej teologii Imienia, tyle że świątyniami, miejscami przebywania Imienia Pańskiego są serca wierzących. Pytanie jednak czy autor dziękuje ogólnie za zamieszkanie Imienia, czy też ma na myśli to, iż poprzez spożycie chleba i wina Imię zamieszkało właśnie w sercach biorących udział w eucharystii? Następne zdanie może to wyjaśniać:

Ty, Władco Wszechmogący, stworzyłeś wszystko z powodu Twojego imienia, dałeś ludziom pokarm i napój dla korzystania z niego z przyjemnością, aby Tobie dziękowali, nam z kolei łaskawie udzieliłeś duchowego pokarmu i napoju oraz życia wiecznego przez Twego Sługę.
Did 10:3 (przekład własny)

Autor Didache wspomina akt stwórczy Boga, z którego korzystają wszyscy ludzie, po czym dziękuje za coś, co jest szczególne dla wierzących w Jezusa – możliwość spożycia duchowego pokarmu i napoju, które jest powiązane z życiem wiecznym. Tworzy to pewną paralelę do wcześniejszego wersetu, w którym Imię zamieszkuje w sercach, a wierzący poznają nieśmiertelność. Wszystko wskazuje na to, że Didachista wierzy, iż opisywany we fragmencie akt spożycia chleba i wina jest czynnością duchową służącą zamieszkaniu Imienia (obecności Pańskiej) w sercach wierzących i w ten sposób środkiem, przez który internalizują oni (poznają) życie wieczne, nieśmiertelność objawioną przez Jezusa (prawdopodobnie w Jego zmartwychwstaniu).
Mamy wobec tego tutaj – pod koniec I wieku – do czynienia z teologią sakramentalną w zalążku, jednak ze wszystkimi charakterystycznymi elementami: z afirmacją dobroci stworzenia, ze szczególną obecnością i akcją Boga zawartą w sakramencie oraz komunikowaniem (udzieleniem) wiernym łaski, która stała się już udziałem Jezusa. A wszystko to z odwołaniem do starotestamentowej idei świątyni i zamieszkującego ją Imienia Pańskiego.

3-letni katechumenat

  Pewnie ktoś na to wpadł i gdzieś o tym napisał, a ja po prostu przeczytałem za mało książek, by się o tym dowiedzieć, ale przyszło mi do głowy, dlaczego w starożytnym Kościele katechumenat (przygotowanie i nauczanie przedchrzcielne) trwał zazwyczaj 3 lata. Możliwe, że źródłem takiego urządzenia rzeczy jest inspiracja Ewangeliami wg których Pan powołał uczniów, by z Nim byli, przygotowywał ich i nauczał przez 3 lata, po czym nastąpiła Jego męczeńska śmierć, chwalebne zmartwychwstanie, wywyższenie i wylanie Ducha Świętego. Może po prostu człowiek, który chciał przystać do Kościoła, na wzór uczniów Pańskich również wymagał trzyletniego szkolenia, po którym następował jego chrzest w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, a wg niektórych tradycji także namaszczenie olejem i/lub włożenie rąk na znak otrzymania Ducha Świętego. Jeśli taki w istocie stał za tym zamysł, to wygląda na to, że Kościół wymagał od nawracających się, by ucieleśniali w dość dokładny sposób Ewangelię o życiu, służbie, śmierci i chwale ich nowego Pana. 
Może tak było? 
–Kamil M.