Św. Grzegorz Teolog: Chrystus się rodzi – wysławiajcie!

nativity

Chrystus się rodzi – wysławiajcie! Chrystus z niebios – wychodźcie na spotkanie! Chrystus na ziemi – wznieście się! Śpiewajcie Panu, cała ziemio! A rzeknę i o obu: Weselcie się, niebiosa i raduj się ziemio, bowiem niebiański stał się ziemskim. Chrystus w ciele – z drżeniem i radością się weselcie! Z drżeniem z powodu grzechu, z radością z powodu nadziei. Chrystus z Dziewicy – niewiasty, praktykujcie dziewictwo, byście stały się Chrystusa matkami! Któż nie odda pokłonu Temu, który jest od początku? Któż nie wysławi Ostatniego?

Ciemność znowu się rozprasza, światłość ponownie jest umocniona, Egipt znowu jest karany ciemnością, Izrael ponownie oświecony się przez słup [ognia]. Lud siedzący w ciemności niewiedzy niechaj ujrzy światłość poznania! Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. Litera usuwa się, duch postępuje, cienie ustępują, prawda wkracza w ich miejsce. Melchizedek jest spełniony: ten, który nie ma matki staje się tym, który nie ma ojca, bez matki najpierw, potem bez ojca. Prawa natury ulegają rozwiązaniu. Napełnić musi się wyższy świat. Chrystus rozkazuje – nie opierajmy się! Wszystkie narody, klaszczcie w dłonie, bowiem dziecię się nam narodziło, syn i został nam dany, na którego barkach jest władza (albowiem wraz z Krzyżem jest podniesiony) i otrzyma miano Wielkiej Rady – Rady Ojca – Wysłannika. Niechaj Jan zawoła: Przygotujcie drogę Panu! I ja ogłoszę potęgę tego dnia: Bezcielesny się ucieleśnia, Słowo nabiera masy, Niewidzialny jest widziany, Niedotykalnego można dotknąć, Bezczasowy ma początek, Syn Boży Synem Człowieczym się staje, Jezus Chrystus, wczoraj i dzisiaj ten sam i na wieki! Żydzi niech się gorszą, niechaj wyśmiewają Grecy, heretycy niech mówią aż do zdrętwienia języka. Uwierzą, gdy ujrzą Go idącego na niebiosa, a jeśli nie wtedy, to gdy z niebios przyjdzie i jako Sędzia zasiądzie.

To jednak później. Teraz zaś jest święto Objawienia Bożego lub Narodzenia, dwie nazwy nosi, skoro dwa miana przysługują jednej rzeczy. Ukazał się bowiem Bóg ludziom przez narodzenie. Z jednej strony jest Tym, który jest i zawsze Będącym z zawsze Będącego, ponad wszelką przyczynę i zasadę (logos), nie ma bowiem wyższej zasady (logos) nad Słowo (Logos). Z drugiej zaś, dla nas później się staje, aby Ten, który darował nam istnienie, obdarzył nas również dobrym bytem. Lub raczej skoro odpadliśmy od dobrego bytu w zło, aby do niego znowu nas przywrócić przez Wcielenie. Nazwa zatem to Objawienie, skoro się ukazał, i Narodzenie, skoro się narodził.

To jest święto dla nas, to obchodzimy dzisiaj: przyjście Boga do ludzi, abyśmy my do Boga przyszli albo raczej powrócili – tak bowiem rzec jest dokładniej – abyśmy starego człowieka odłożywszy, nowego przywdziali i jak w Adamie umarliśmy, tak byśmy w Chrystusie ożyli jako z Chrystusem narodzeni, i z Nim ukrzyżowani, i współpogrzebani, i razem z Nim powstali z martwych.
Św. Grzegorz Teolog, Mowa 38 (tłum. własne)

Wy jesteście świątynią Boga żywego

Niniejsze kazanie pochodzi z biuletynu Archidiecezji Tiatyry i Wielkiej Brytanii z dnia 27 września 2015.

***

Bracia, wy jesteście świątynią Boga żywego według tego, co rzekł Bóg: «Zamieszkam w nich i będę pośród nich się przechadzał, i będę ich Bogiem, a oni będą mi ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i oddzielcie się – mówi Pan – i tego, co nieczyste, nie dotykajcie, a Ja was przyjmę do siebie, i będę dla was Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan wszechdzierżyciel”. Mając te obietnice, umiłowani, oczyśćmy samych siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świętości w bojaźni Bożej.
2 Kor 6:16-18, 7:1

Dzisiejsze czytanie listu apostolskiego inspiruje nas do pamiętania, że nasza wiara nie jest kwestią intelektualnego lub kulturowego związku z chrześcijańskimi tradycjami naszych rodzimych krajów. Gdyby tak było, nasze życie w ogóle nie różniłoby się od życia niechrześcijan, którzy czasami przewyższają nas, chrześcijan, w miłości i prawości charakteru. Prawdziwa wiara zdecydowanie będzie odbijać się w naszym sposobie życia i odróżniać nas od świata, ponieważ wierzyć oznacza wyznawać wiarę w praktyce, w naszym codziennym życiu, a zwłaszcza w naszych relacjach z innymi ludźmi. „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak wiara bez uczynków jest również martwa” (Jk 2:26).

List św. Pawła przypomina nam dzisiaj, że my, chrześcijanie, powinniśmy odróżniać się od reszty świata przez to, w jaki sposób żyjemy: przez „oczyszczanie siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha” (2 Kor 7:1). Nie oznacza to, że zwyczajnie jakiekolwiek cielesne namiętności nas plamią. Nieczystością jest wszystko, co jest przeciwne Bogu. Idole, o których św. Paweł mówi w swych listach, to nie tylko posągi bożków. Idol, bałwan to coś, co przejmuje nad nami kontrolę i podporządkowuje sobie nasze życie, staje się naszą „ostateczną egzystencjalną troską” (jak ujął to Paul Tillich) tak, że angażujemy w to całe nasze życie, wszystkie nasze wysiłki, nasz potencjał. We współczesnym świecie naturalnym jest dla ludzi poświęcać całe życie budowaniu swego majątku – tak by stać się bogatym; zabieganiu o sukces w swej karierze – aby być ponad resztą i sprawować władzę nad innymi ludźmi; albo zdobyciu sławy, aby otrzymać uznanie i podziw innych ludzi. Te „idole” niewątpliwie doprowadzą nas do konfliktu z Bogiem: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, ponieważ albo jednego będzie nienawidził i drugiego miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzał” (Łk 16:13).

Liturgia św. Bazylego podkreśla, że jednym z największych darów Chrystusa dla ludzkości jest to, że „wyzwolił nas z ułudy idoli”. Zaiste cechuje je ułuda: zamiast bogactwem obdarzają człowieka duchowym ubóstwem i pustką serca, zamiast sukcesem – niepowodzeniem w odkryciu prawdziwego sensu życia, zamiast władzą i kontrolą – słabością i rozkładem pełnych miłości relacji z innymi bliźnimi ludźmi, zamiast sławą – głęboką świadomością braku wartości własnej osoby. Pan wzywa nas do prawdziwego bogactwa, mocy i chwały, których ten świat nie może nam dać: wzywa nas, byśmy zostali Jego dziećmi, Jego mieszkaniem, byśmy sami zostali bogami. Jeśli „te obietnice”, o których mówi Apostoł docierają do serca człowieka i zaczyna on rozumieć rzeczywistość za tymi słowami, w sposób naturalny „wychodzi spośród tych”, którzy żyją bez wiary i nadziei – a ich brak jest stratą, której nie mogą wynagrodzić żadne pociechy świata.

Prawdziwy chrześcijanin staje się świątynią żywego Boga. To nie tylko łaska Boża mieszka w nas. Jak w świątyni, zachowujemy i strzeżemy w sobie najpiękniejsze życie, które Chrystus nam podarował; jak w świątyni, wzniósł On w naszych sercach swoje „idole”, przez które Jemu służymy: nimi są miłość, nadzieja, pokój, radość, pobożność, szczerość, łagodność, prawość charakteru – i wiele innych cnót, które Chrystus złożył w ludzkości, za co nigdy nie przestaniemy Go chwalić ani w tym życiu, ani w wieczności.

Matka Boża

Matka Boża jest ikoną i modelem Kościoła i chrześcijanina: świątyni Bożej ozdobionej cnotami, zamieszkanej przez samego Boga

Mądrość Krzyża w Księdze Przysłów

Synu, nie lekceważ wychowania Pańskiego,
ani nie słabnij przez Niego karcony.
Kogo bowiem miłuje Pan, tego karci,
chłoszcze zaś każdego syna, którego przyjmuje.
Szczęśliwy człowiek, który znalazł mądrość,
i śmiertelnik, który poznał zrozumienie.
Lepiej bowiem jej nabyć, niż skarbnice złota i srebra.
Cenniejsza zaś jest od drogocennych kamieni,
nie sprzeciwi się jej żadne zło.
Sławna jest wśród wszystkich, którzy ją miłują,
nic zaś cennego nie może się jej równać.
Długi bowiem żywot i lata życia w jej prawicy,
zaś w lewicy jej bogactwo i chwała,
z jej ust pochodzi sprawiedliwość,
prawo zaś i miłosierdzie niesie na języku.
Drogi jej to drogi szlachetne,
a wszystkie jej ścieżki z pokojem.
Drzewem życia jest dla wszystkich, którzy się jej trzymają,
i niewzruszona dla tych, którzy opierają się na niej, jak na Panu.
Prz 3:1-18

cross-tree-of-life08

Dzisiejsze nieszpory święta Wywyższenia Życiodajnego Krzyża Pańskiego przynoszą nam trzy czytania ze Starego Testamentu, które – jak to zwykle bywa – otwierają nam oczy na tajemnicę Chrystusa ukrytą w Pismach. Chciałbym tutaj podzielić się refleksją na temat jednego z tych czytań, które zacytowałem powyżej.

Pierwsza część tego czytania poucza nas o Bożym synostwie: Pan, jeśli prawdziwie jest czyimś Ojcem, wychowuje swoje dzieci, co bywa nieprzyjemne, ale zbawienne dla nich. Przez to wychowanie staje się prawdziwie synem. Ale nie jest to zaledwie prawda teoretyczna – to jest prawda, która zrealizowała się w Ewangelii. Bóg posłał swojego jednorodzonego Syna, który zniósł wiele właśnie dlatego, że był Synem Ojca, jak mówi List do Hebrajczyków: «chociaż był Synem, nauczył się przez to, co wycierpiał, posłuszeństwa» (Hbr 5:8). I jako taki jednorodzony Syn staje się przewodnikiem «wielu synów do chwały» (Hbr 2:10). Krzyż Jezusa, Syna Bożego, staje się prawzorem wychowania Pańskiego, Bożego usynowienia – kto chce zostać synem Pana, musi być gotowy na karcenie Pana, na pójście za Jezusem, na przyjęcie Krzyża.

Druga część czytanego fragmentu przechodzi od razu do nauczania o mądrości i jak bardzo jest możliwe, że właśnie ten cały fragment miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: «Podczas gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy domagają się mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego – dla Żydów skandal, a dla pogan głupstwo, ale dla samych powołanych, Żydów i Greków, Chrystusa jako Bożą moc i Bożą mądrość» (1 Kor 1:22-24). Bo oto kiedy Księga Przysłów mówi o prawdziwym synostwie Bożym, które nierozłączne jest z bolesnym procesem wychowania, a my rozumiemy to jako cień Krzyża Syna Bożego, to i mądrość trzeba widzieć w tym świetle. Mądrość, o której mowa, jest bezcenna, lepsza niż wszelkie skarby. I o tym też wiadomo z Ewangelii, bo przecież Chrystus właśnie wzywa, by sprzedać wszystko dawszy jałmużnę, pójść za Nim. On i to ukrzyżowany jest tym skarbem ukrytym na roli i drogocenną perłą, które nabywa się za wszystko, co się posiada, ponieważ On, Jezus, Mądrość Boża, jest bezcenny. I prawdą jest, że szczęśliwy jest śmiertelnik, który znalazł tą Mądrość, ponieważ w Niej znajdzie życie wieczne. Tej Mądrości nie sprzeciwi się żadne zło, bowiem ta Mądrość mówi: «Na świecie macie ucisk, ale bądźcie odważni: Ja zwyciężyłem świat!» (J 16:33).

W jaki sposób Mądrość zwyciężyła? W jaki sposób Mądrość stała się skarbem śmiertelników? Przez Krzyż, do którego przybity został Chrystus-Mądrość. W Jego zranionej prawicy jest zmartwychwstanie i żywot wieczny, w Jego przebitej lewicy są bogactwo i chwała. To Jego język, który za nas smakował octu na Krzyżu, zjednoczył Prawo i miłosierdzie tak, że tchnął z Krzyża na nas swoją sprawiedliwością, Duchem Świętym (J 19:28-30), którym nasycił łaknących i pragnących sprawiedliwości. W tej sprawiedliwości Chrystusa-Mądrości wypełniamy Prawo przez ofiarną miłość dźwigając ciężary bliźnich, jak Jezus wziął na siebie nasz ciężar i otrzymujemy wielkie miłosierdzie poprzez Krzyż.

Kto bierze swój krzyż, by pójść za Jezusem, wstępuje na szlachetną drogę. Kto idzie drogą Krzyża, temu zawsze towarzyszyć będzie pokój, ponieważ to przez Krzyż Syn Boży pojednał nas z Bogiem i ludźmi. To Krzyż jest rajskim Drzewem Życia, ponieważ na nim zawisł Owoc dający nieśmiertelność tym, którzy Go spożywają. Kto idzie przez życie z Krzyżem Jezusa i kto z Krzyżem wkracza w śmierć, ten się nie zawiedzie. Ponieważ na Krzyżu zawisł Ten, który ziemię na wodach powiesił, Krzyż jest umocnieniem całego świata, niewzruszonym oparciem dla wszystkich ufających Panu, który na nim cierpiał. Krzyż jest objawieniem Mądrości, która stworzyła świat i zbawiła człowieka.

Przyjdźcie, wszystkie narody,
oddajmy pokłon błogosławionemu Drzewu,
przez które dokonała się wieczna sprawiedliwość.
Bowiem ten, który przez drzewo zwiódł praojca Adama,
przez Krzyż wpadł w pułapkę
i przez wiarę strącony w nadzwyczajnym upadku jest ten,
który zawładnął gwałtem nad królewskim stworzeniem.
Krwią Bożą jad węża jest zmyty
i zostaje rozwiązane przekleństwo sprawiedliwego potepienia
przez niesprawiedliwy wyrok nad potępionym Sprawiedliwym.
Przez Drzewo bowiem musiało być drzewo uleczone
i przez cierpienie Niecierpiętliwego na Krzyżu
rozwiązane cierpienia potępionego.
Chwała, Chryste Królu, Twojej względem nas wstrząsającej ekonomii,
przez którą zbawiłeś wszystkich
jako Dobry i Przyjaciel człowieka.
Z nieszporów

Krzyżowi Twemu kłaniamy się, Władco,
i święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy!

Przemienienie Pańskie: Modlitwa i światłość

Zaledwie minionej niedzieli czytany był w Cerkwi tekst Ewangelii św. Mateusza o Jezusie, który przyszedł do uczniów po wzburzonym morzu. Fragment ten zaczyna się jednak interesującym wstępem:

I natychmiast Jezus wymógł na swych uczniach, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg, nim On odprawi tłumy. A odesławszy tłumy, wstąpił na górę, aby modlić się na osobności. Gdy zapadł zmrok, był tam sam.
Mat 14:22-23

Nie jedyny raz Ewangelia ukazuje nam Jezusa oddalającego się w samotności na górę, by się modlić. Oczywiście wydaje się być tajemnicą to, jak wyglądała taka modlitwa Chrystusa, jednak nie do końca jest to prawdą. Właśnie we wczorajsze święto mogliśmy usłyszeć również czytanie z Ewangelii św. Mateusza o innej górze:

I po sześciu dniach bierze ze sobą Jezus Piotra, Jakuba i Jana, brata jego, i prowadzi ich na górę wysoką na osobności. I przemienił się przed nimi, i zajaśniało oblicze Jego, jak słońce, zaś szaty Jego stały się białe jak światłość. I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy z Nim rozmawiali. Zwracając się zaś do Jezusa, Piotr rzekł: Panie, dobrze, że jesteśmy tutaj. Jeśli pragniesz, uczynimy tutaj trzy namioty, dla Ciebie jeden, dla Mojżesza jeden i jeden dla Eliasza. Gdy jeszcze to mówił, oto obłok świetlisty zacienił ich i oto głos z obłoku mówił: To jest Syn mój umiłowany, w którym sobie upodobałem – Jego słuchajcie! A usłyszawszy to uczniowie padli na twarz i przerazili się wielce. I podszedłszy Jezus dotknął ich i powiedział: Powstańcie i nie bójcie się. Wzniósłszy zaś swe oczy, nie ujrzeli nikogo poza samym Jezusem.
Mat 17:1-8

Sam tekst, a za nim Ojcowie, słusznie wskazuje, że to nie tyle Jezus doznał przemiany, ale uczniom dane było ujrzeć coś, co było dotąd przed nimi zakryte. Ale co właściwie zobaczyli? Jezus, który zazwyczaj sam udawał się na modlitwę, tym razem zabrał ich ze sobą i chociaż wiele sensów zawiera w sobie Jego chwalebne przemienienie, bez wątpienia jeden narzuca się tutaj sam: uczniowie ujrzeli swego Pana w modlitwie, takim jakim jest naprawdę. W swym przemienieniu ukazał uczniom nie tylko swoją chwałę, boskość i boskie synostwo, ale ukazał również to, jak wygląda Syn Boży w modlitwie i jak wyglądają ci, którzy w Chrystusie się modlą. Jak więc to wygląda?

Jezus otoczony boską światłością swego Ojca, jaśniejący jak słońce, wysławiony przez Ojca. Ale czy to wszystko? Nie, okazuje się, że Jezus nie jest sam. Uczniowie mają możliwość zobaczyć, że Jezus w swej modlitwie na górze rozmawia również z Mojżeszem i Eliaszem – Mojżeszem, który od piętnastu wieków był przecież umarły, i Eliaszem, który osiem wieków temu został żywcem zabrany do nieba. Jezus rozmawia z umarłymi i z żywymi. Ale inna rzecz nasuwa się od razu. Czy to nie ten Mojżesz, którego oblicze jaśniało chwałą nie do zniesienia po tym, jak rozmawiał z Panem na Górze Synaj? Czy to nie ten Eliasz, który na ognistym rydwanie został wzięty do nieba? Dwaj ludzie modlitwy, dwaj mężowie Boży otoczeni blaskiem, światłością i chwałą. Obaj stanowili zapowiedź chwały wcielonego Syna Bożego, ale byli też czymś więcej, niż znakami. W swych własnych osobach ukazali, co dzieje się z człowiekiem, który prawdziwie się modli, który wchodzi w bliską zażyłość z Bogiem – człowiek taki staje się uczestnikiem Bożej chwały i Bożego życia tak, że nawet setki lat po jego śmierci, rozmawia z Jezusem na objawiając się Apostołom.

Apostołowie dobrze zrozumieli tę prawdę i wielkie musiała wywrzeć na nich wrażenie. Św. Jan, który był z Piotrem i Jakubem na tej górze, w swej Ewangelii przytacza słowa Chrystusa, które kieruje do Ojca, żegnając się z uczniami przed swą męką:

Nie tylko za nich proszę, ale i za tych, którzy uwierzą we mnie poprzez ich słowo, aby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas byli jednym, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. I ja chwałę, którą dałeś mi, im dałem, aby byli jednym, jak my jednym jesteśmy, ja w nich i Ty we mnie, aby byli wydoskonaleni w jednym i aby poznał świat, że Ty mnie posłałeś i umiłowałeś ich, jak mnie umiłowałeś. Ojcze, co dałeś mi, pragnę, aby gdzie ja jestem tam i oni byli ze mną, aby oglądali chwałę moją, którą dałeś mi, ponieważ umiłowałeś mnie przed założeniem świata.
J 17:20-24

Przebywać tam, gdzie Chrystus, być w Jego światłości, prawdziwie modlić się z Nim i w Nim, oznacza być jednym z Ojcem, z Synem i ze Świętym Duchem. Ale nie tylko. To również być jednym ze wszystkimi, którzy są jednym z Chrystusem, którzy żyją w Jego światłości, z «Praojcami, Ojcami, Patriarchami, Prorokami, Apostołami, Kaznodziejami, Ewangelistami, Męczennikami, Wyznawcami, Ascetami oraz każdym duchem sprawiedliwym, który w wierze dopełnił życia» (Liturgia św. Jana Chryzostoma). Z Mojżeszem i Eliaszem, Piotrem, Janem i Jakubem, żywymi i zmarłymi. Ale drogą do tej udziału świętych w światłości (Kol 1:12) jest modlitwa za przykładem Jezusa, w której choćbyśmy byli na osobności, podobnie jak Jezus nigdy nie jesteśmy sami.

seraphim_transfigurationsymeon-icon

Przemienienie św. Serafima z Sarowa (1754-1833) i św. Symeona Nowego Teologa (949–1022)


Czytaj także

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

Obłok świadków, obłok Bożego synostwa

Pan jest naszym zwierciadłem: Święto Wszystkich Świętych

Synaxis_of_all_saints_(icon)

Oto Pan jest naszym zwierciadłem,
otwórzcie swe oczy i ujrzyjcie je w Nim,
i poznajcie, jak wygląda wasze oblicze,
i wychwalajcie Jego Ducha,
i zetrzyjcie farbę ze swej twarzy,
i umiłujcie Jego świętość, i przywdziejcie ją,
a będziecie bez skazy zawsze z Nim.
Hallelujah!
Ody Salomona: Oda 13

Dzisiaj jest święto wszystkich świętych. Tych, którzy spojrzeli na Pana i ujrzeli w Nim to, jak wygląda prawdziwy człowiek. Tych, którzy przez Niego przejrzeli. Tych, którzy patrząc na Pana, rozpoznali, że sami są splamieni, że maskują i szpecą obraz Boży, który w sobie noszą. Tych, którzy zostali oświeceni przez Ducha Świętego, by mogli umiłować świętość Jezusa, zmyć z siebie brud i fałszywy makijaż, a odziać się nieskazitelność ich Pana.

To święto to świadectwo wielkiej łaski Ducha Świętego dla świata darowanej we wspólnocie Ciała Chrystusa – Kościoła. Ale to również wielkie wezwanie, zaproszenie: spójrzmy wraz ze świętymi w oblicze Pana, przejrzyjmy się w Nim, rozpoznajmy, co jest w nas nie tak, rozpoznajmy, do czego jesteśmy naprawdę powołani i uwolnijmy się z półśrodków i substytutów. Stańmy się prawdziwymi ludźmi, tak jak Jezus i święci są prawdziwymi ludźmi, prawdziwymi osobami, żyjącymi naprawdę, żyjącymi pełnią życia. Nie bójmy się prawdy o sobie, nie bójmy się spojrzeć Jezusowi w oczy, bo to nasze i Jego spojrzenie jest źródłem uleczenia, oświecenia i głębokiej przemiany. Umiłujmy Jego świętość, która ma stać się nasza świętością, a będziemy zawsze bez skazy z Nim – i z wszystkimi, którzy umiłowali Jego Oblicze.

Pan zaś jest Duchem, a gdzie Ducha Pana – tam wolność! My zaś wszyscy, którzy z odsłoniętym obliczem przyglądamy się chwale Pana, w ten sam obraz jesteśmy przemieniani – z chwały w chwałę poprzez Ducha Pańskiego.
2 Kor 3:17-18

Jezus nie schował się w naszych sercach

Przyjmij Jezusa do swego serca, przyjmij Jezusa jako swego osobistego Pana i Zbawiciela, a będziesz zbawiony. Wielu zapewne spotkało się już z tym potężnym przesłaniem. Dlaczego potężnym? Z wielu powodów. Po pierwsze, wielu daje mu posłuch – ten sposób ewangelizacji przyciągnął do chrześcijaństwa miliony osób na całym świecie, osób obojętnych religijnie lub osób tylko nominalnie będących chrześcijanami. Po drugie, właśnie szczególnie oddziałuje takie postawienie sprawy na ludzi, dla których chrześcijaństwo było bezwiednie odziedziczoną religią; takie słowa stawiają przed takimi osobami nową możliwość: chrześcijaństwo może być osobistym wyborem i owocem własnej decyzji. Po trzecie jednak, taka formuła jest atrakcyjna również dlatego, że wpisuje się w tzw. ducha naszych czasów, jest to odbierane jako wezwanie do sprowadzenia duchowości i religijności do sfery prywatnej, zamknięcia się w religii serca i osobistych przeżyć, w gronie wierzących-niepraktykujących. Ostatecznie chociaż cel wezwania może być szczytny – duchowe przebudzenie religijnie oziębłych ludzi – w swej treści i formie zawiera pewne ważne wykrzywienie chrześcijańskiej prawdy.

W ewangelizacji tego rodzaju często przywołuje się fragment z Listu do Rzymian, który brzmi:

Jeśli wyznasz ustami swymi, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych, będziesz zbawiony.
Rz 10:9

Tekst ten stał się narzędziem sprywatyzowanej pobożności i jakże dalekie jest takie jego użycie od jego wybuchowego pierwotnego sensu! Nie ma wątpliwości, że słowa te wzywają do osobistej wiary, nie wzywają jednak do wiary w osobistego Pana. Niedawno obchodziliśmy święto Wniebowstąpienia Pańskiego, święto, które moim zdaniem jest w dużej mierze „zapomniane”, ignorowane, którego doniosłość nie dociera do większości chrześcijan. Jest to sytuacja tragiczna, biorąc pod uwagę, że wniebowstąpienie Jezusa i Jego zasiadanie po prawicy Ojca było dla pierwszych chrześcijan niemal centralnym punktem Ewangelii zaraz po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. Właśnie dlatego najczęściej cytowanym Psalmem w NT (jeśli nie najczęściej cytowanym fragmentem ST w ogóle) jest początek Psalmu 109 [110]: «Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej…»

Po co Jezus zmartwychwstał? Sądząc po tym, jak ewangelizuje się w niektórych środowiskach wydaje się, że po to, by zamieszkać w naszych sercach. Powiada się, że teraz możemy przyjąć Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela, że może On królować w naszym sercu, że możemy Go do siebie zaprosić. Nawet jeśli w pewnej mierze to prawda (wszakże pisma Jana pięknie wzywają do trwania w Chrystusie, aby On trwał w nas), to nie to było naczelnym poselstwem Apostołów. Apostołowie, jak wielokrotnie można przeczytać w Dziejach Apostolskich i Listach, niezłomnie głosili, że Bóg wzbudził Jezusa z martwych, aby wywyższyć Go ponad wszystko (Dz 5:31, Flp 2:9), aby darować Mu wszelką władzę w niebie i na ziemi (Mt 28:18, Ef 1:20-23), by uczynić go Panem wszystkich (Dz 10:36, Rz 10:12), by ustanowić Go Sędzią żywych i umarłych, przed którym wszyscy odpowiadają (J 5:22-23, Dz 10:42). Kiedy więc Paweł wzywa: wyznaj, że Jezus jest Panem i uwierz, że Bóg wzbudził Go z martwych, to owszem, zawiera się w tym osobista wiara i posłuszeństwo, i zawierzenie, ale przede wszystkim Paweł wzywa do szalonego wyznania! Jezus, cieśla i wędrowny nauczyciel, uzdrowiciel i prorok, którego skazano na okrutną, bezlitosną i poniżającą śmierć przysługującą największym wichrzycielom, ten Jezus nie tylko został przez Boga wskrzeszony odwracając ciążący na Nim wyrok. Więcej! Tego właśnie Jezusa, który jawił się galilejskim biedakiem zdeptanym przez doczesne władze, Bóg wywyższył do najwyższej władzy i chwały, ten Jezus okazał się być Synem samego Boga. W Liście do Rzymian Apostoł Paweł wyjaśniając przedziwne i zaskakujące plany dobroci Bożej, które dokonały się w życiu i śmierci Jezusa, zachęca właśnie do tej szalonej wiary, tego szokującego i gorszącego dla świata wyznania. Nie: «Jezus zmartwychwstał i teraz panuje w moim sercu», ale: «Jezus zmartwychwstał i panuje teraz nad wszystkimi ludźmi i wszelką władzą, i wszyscy Jemu podlegają i przed Nim odpowiadają, i prędzej czy później Jemu hołd będą musieli oddać».

Jezus nie skrył się w naszych sercach. Jezus przejął władzę nad światem! Skoro tak jest, to jesteśmy wezwani nie tyle do łaskawego przyzwolenia, by zapanował w naszych sercach, ale do oddania Mu ufnego hołdu. To jest Ewangelia. Jak mówi jedno z wezwań w liturgii z narastającym przynagleniem:

Przyjdźcie, pokłońmy się Królowi naszemu Bogu!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa, Króla naszego i Boga!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do samego Chrystusa, Króla i Boga naszego!

Albo wezwanie towarzyszące wniesieniu Ewangelii w trakcie niedzielnej Liturgii:

Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa!
Zbaw nas, Synu Boży, śpiewających Tobie: Alleluja! Alleluja! Alleluja!

To jest tajemnica Wniebowstąpienia. To jest prawda zasiadania Jezusa po prawicy Ojca. Na tronie Wszechrzeczy zasiadł ukrzyżowany Jezus, na tronie Ojca znalazł się Baranek jakby zabity (Ap 5:5-6). Przyjdźmy, pokłońmy się i przypadnijmy do Niego, ofiarowując Mu serca i umysły, ciała i dusze, życie prywatne i życie publiczne, bo On jest Panem i Władcą wszystkiego, a zarazem jedynym prawdziwie Dobrym i Przyjacielem człowieka.

pantocrator_large

Zwiastowanie: Krzyż Marii i nawrócenie Józefa

Już w przyszłą środę, 25 marca, obchodzić będziemy Święto Zwiastowania Bogurodzicy, po grecku Evangelismós, czyli «zwiastowanie dobrej nowiny». To pamiątka Wcielenia, początku ludzkiej egzystencji Syna Bożego i początek Ewangelii. Bardzo wczesna tradycja, uwieczniona w homilii paschalnej Melitona z Sardes (początek II wieku), podaje, że 25 marca, dzień poczęcia się Jezusa to również dzień jego śmierci na Krzyżu. Do dzisiaj Zwiastowanie wypada w okresie wielkopostnym, w czasie przygotowania do Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, oświetlone jest więc oczekiwaniem na te święta. Zwiastowanie ma jednak bardzo wiele wspólnego z Krzyżem w samej swej istocie, nie tylko przez uniżenie Syna Bożego, który zechciał przyjąć ciało dla naszego zbawienia, ale przez uniżenie Marii, Bożej Rodzicielki. Ten wymiar często umyka uwadze przy okazji Święta Zwiastowania przede wszystkim dlatego, że samo wydarzenie opisane jest w Ewangelii wg św. Łukasza, który mniejszą uwagę poświęca problematyczności poczęcia, które jest udziałem Marii.

Aby ujrzeć szerszy obraz, musimy sięgnąć do Ewangelii wg św. Mateusza, która te wydarzenia opisuje następująco:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, powierzona została Józefowi, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że poczęła z Ducha Świętego. Józef zaś, mąż Jej, sprawiedliwym będąc i nie chcąc na nią donieść, postanowił potajemnie odesłać ją. Gdy tak pomyślał, oto anioł Pana ukazał mu się we śnie, mówiąc: – Józefie, synu Dawida, nie lękaj się przyjąć Mariam, żony twojej, bo To w Niej poczęte jest z Ducha Świętego. Urodzi zaś syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud swój od grzechów ich. To wszystko zaś stało się, aby wypełniło się, co zostało przez proroka powiedziane, mówiącego od Pana: Oto Dziewica pocznie i urodzi Syna, i nadadzą Mu imię: Emmanuel, co się przekłada: – Z nami Bóg. Powstawszy ze snu Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pana, i przyjął żonę swoją. I nie znał jej, a kiedy urodziła syna, nadał Mu imię Jezus.
Mt 1:18-25 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Mary and Joseph

Św. Mateusz ujawnia nam cały skandal: ta, która miała być dziewicza, okazuje się być w ciąży. Na poziomie prostego odczytania Ewangelii, nowopoślubiona małżonka Józefa okazuje się nosić już dziecko pod swym sercem jeszcze zanim się zeszli, zanim Józef «poznał ją» – i to już brzmi skandalicznie. Wrażenie to jednak wzmaga jeszcze znajomość tradycji pozabiblijnej, ale znowu sięgającej początków II wieku po Chrystusie, a zawartej w Proto-Ewangelii Jakuba, wedle której Maria miała być dziewicą poświęconą Bogu, służącą przy Świątyni, a tylko powierzoną pod opiekę starcowi Józefowi. Takie tło nadaje zupełnie nowy wymiar skandalowi poczęcia Jezusa w łonie Marii, który trafnie oddaje jeden z utworów z Liturgii Bożego Narodzenia w rycie bizantyjskim:

To mówi Józef do Dziewicy:
Mario, cóż to za rzecz, jaką w Tobie widzę?
Wątpię i dziwię się, przeraża się mój umysł,
odejdź ode mnie w tajemnicy jak najszybciej,
Mario, cóż to za rzecz, którą w Tobie widzę?
Zamiast szacunku hańbę,
zamiast radości smutek,
zamiast chwały wymówkę przyniosłaś mi.
Nie będę już dalej znosił ludzkich drwin,
bowiem od kapłanów ze świątyni Pańskiej
przyjąłem Ciebie jako nieskalaną i cóż widzę?
Stichera z Pierwszej Godziny 25 grudnia

Z tego tekstu przebija dramatyczny zawód: ta, która wydawała się być świętą dziewicą, okazuje się brzemienna. Maria miała przynieść cześć, radość i chwałę, a w zamian za to stała się źródłem hańby i smutku Józefa. Czy to nie brzmi znajomo? Posłuchajmy Ewangelii wg św. Łukasza i słów dwóch uczniów w drodze do Emaus:

To, co stało się z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem, mężem mocnym w czynie i słowie przed Bogiem i całym ludem, jak arcykapłani i przywódcy nasi oddali Go pod sąd, na śmierć i ukrzyżowali. My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela, a przy tym wszystkim już trzeci dzień upływa, odkąd się to wydarzyło.
Łk 24:19-21 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Zamiast radości – smutek, zamiast chwały – hańba. Zawiedzione nadzieje, wstyd, że się dało tak omamić. W historii zwiastowania to Maria przyjmuje swój krzyż dobrowolnie, przyjmuje hańbę nieślubnej ciąży, ryzyko bycia wytykaną palcami znajomych, odrzucenie przez Józefa, którego pewnej opiece została powierzona. A Józef, niczym Apostołowie w pierwszy dzień tygodnia po Męce, nie daje wiary, jest zdruzgotany, próbuje wyjść z twarzą i ocalić to, co zostało z godności Marii. Nie rozumie jej krzyża, jest nim zgorszony, chce się oddalić od całej sprawy tak, jak uczniowie uciekli od pojmanego Jezusa.

Dopiero sam Jezus wyjaśni Apostołom ich błąd tak, jak anioł objawił Józefowi sens całego wydarzenia. To przez Krzyż przychodzi zbawienie, zmartwychwstanie, życie dla świata. Nim Chrystus zdoła wypowiedzieć swoje wezwanie: «Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje», Maria na własnej skórze, na własnym ciele odczuła, co to znaczy zjednoczyć się z Wcielonym Synem Bożym, co to znaczy być ochrzczonym Jego chrztem i pić z Jego kielicha: zanurzyć się w hańbie, by powstać do chwały, napić się wstydu, by rozweselić serce radością, której już nikt nie może odebrać. Poczęcie i narodzenie Jezusa staje się jakby próbą generalną Jego budzącej bojaźń Paschy, tyle że u zarania Ewangelii próbę przechodzi Jego Matka, która potem będzie stała pod Jego Krzyżem, oniemiały świadek Męki. W Zwiastowaniu to Jezus pozostaje niemym towarzyszem cierpienia Marii, ale i źródłem jej ostatecznej chwały. Bo Józef nawraca się, staje na wysokości zadania, jako wierny stróż Wcielonego Słowa Bożego i Służebnicy Pańskiej. Na koniec posłuchajmy znowu słów Liturgii Bożego Narodzenia:

Gdy Józef, Dziewico, smutkiem spętany szedł do Betlejem, wołałaś do niego: Dlaczego widząc mnie brzemienną smucisz się i wątpisz? Czyż nie widzisz tej strasznej tajemnicy, która dokonała się za mną? Odrzuć wszelki lęk, poznawaj rzeczy przesławne. Bóg bowiem zstępuje na ziemię ze względu na miłosierdzie, teraz jest w moim łonie, gdzie przyjął ciało. Gdy ujrzysz Go urodzonego, jak zechce, napełnisz się radością i pokłonisz się Jemu jako twemu Stwórcy, któremu nieustannie śpiewają aniołowie i wysławiają z Ojcem i Duchem Świętym.
Stichera Dziewiątej Godziny 25 grudnia

Józefie, powiedz nam, jak od świętych przyjąłeś Dziewicę, którą brzemienną przyprowadzasz do Betlejem. Ja, rzecze, proroctwa wybadawszy i wieść otrzymawszy od anioła przekonałem się, że Boga Maria urodzi w niewypowiedziany sposób, któremu ze Wschodu przyjdą pokłonić się magowie z darami godnymi. Panie, ze względu na nas wcielony, chwała Tobie!
Stichera Trzeciej Godziny 25 grudnia

Bogurodzico Dziewico, raduj się,
łaski pełna Mario, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twego,
albowiem zrodziłaś Zbawcę dusz naszych!

Wprowadzenie Bogurodzicy: Obwieszczenie powrotu Jahwe do swojego ludu

Poniższy post jest tłumaczeniem artykułu ze strony Erica Jobe’a pt. Departing Horeb

Wprowadzenie Bogurodzicy: Obwieszczenie powrotu Jahwe do swojego ludu

21 listopada Kościół prawosławny obchodzi raczej osobliwe święto, jedno z tych, których nie znajdziemy w Piśmie Świętym, przez co może się wydawać ono pobożną legendą. Przeważająca część materiału tematycznego dla święta Wprowadzenia Bogurodzicy do Świątyni pochodzi z datowanego na połowę lub drugą połowę II wieku apokryficznego dzieła znanego jako Proto-Ewangelia Jakuba (również nazywanej Ewangelią Dzieciństwa Jakuba). Ogólna narracja opowiada o małej Marii, która jest oddawana do Świątyni przez swoich rodziców w podobny sposób jak Hanna (gr. Anna) i jej mąż Elkana oddali małego Samuela do Przybytku w Szilo (1 Sam 1-2). Później w owym dziele jest powiedziane, że mieszkała ona w Świętym Świętych. Znaczących badań nad historycznym prawdopodobieństwem takiego postępowania zdołała dokonać Megan Nutzman z Old Dominion University, która odnotowuje odniesienia do instytucji dziewic świątynnych w źródłach żydowskich.

Powrót chwały Jahwe

Pomijając kwestię historyczności tej opowieści, zauważamy, że teologiczne konsekwencje tego święta są ogromne. W ostatnim czasie emerytowany anglikański biskup i znany badacz Nowego Testamentu N.T. Wright brał udział w dyskusji panelowej w Duke Divinity School, w której podkreślał jeden z najważniejszych elementów jego wkładu w badania nad Nowym Testamentem, mianowicie to, iż Nowy Testament często przedstawia Jezusa Chrystusa w kategoriach motywu Powrotu Chwały Jahwe do Jego Ludu.

Ez 10 przedstawia wizję proroka, w której widzi on chwałę Jahwe odchodzącą ze Świątyni na żywym, cherubińskim tronie na krótko przed zniszczeniem Świątyni przez Babilończyków. Należy pamiętać, że w Świętym Świętych, najbardziej wewnętrznym pomieszczeniu Świątyni, znajdowała się Arka Przymierza, zaś na wierzchu Arki były dwa złote cherubiny z rozłożonymi skrzydłami. Posągi te tworzyły tron Jahwe znany jako merkaba, „tron-rydwan” lub przebłagalnia, miejsce gdzie obecność i chwała Jahwe w sposób niewidzialny zamieszkiwała pośród Jego ludu. Idea tronu tworzonego przez cherubiny, skrzydlate hybrydy, była dość powszechna na starożytnym Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Egipcie. Egipski motyw z takim właśnie tronem został odnaleziony pośród rzeźb z kości słoniowej z Megiddo w Dolinie Jezreel w północnym Izraelu. Można na nim wyraźnie dostrzec króla zasiadającego na tronie z cherubów. W Starym Testamencie Jahwe jest dokładnie tytułowany יהוה צבאות היושב ההכרובים Jahwe Zastępów (Sabaoth) Który zasiada/mieszka między Cherubami (1 Sam 4,4; 2 Sam 6,2; Iz 37,16) oraz jako ten, który „jedzie na Cherubach” (2 Sam 22,11; Ps 18/17,11). Dlatego powinniśmy rozumieć odniesienia do Cherubinów, zwłaszcza wizje z Ezechiela 1 i 10 jako odniesienia do tronu-rydwanu (stąd „Koła” u Ezechiela) Jahwe, a w szczególności do obecności Jahwe pośród Jego ludu.

Gdy chwała Jahwe opuściła Świątynię przed jej zniszczeniem przez Babilończyków, Żydzi oczekiwali dnia, gdy powróci, gdy chwała Jahwe ponownie zamieszka na cherubińskim tronie w jerozolimskiej Świątyni. Ez 40-48 opisuje w szczegółach tę nową Świątynię i zstępującą na nią chwałę Jahwe. Kiedy wygnani Żydzi powrócili z Babilonu, zaczęli odbudowywać Świątynię, właśnie tą, do której przyprowadzili Bogurodzicę jej rodzice. A jednak chwała Jahwe nigdy nie wróciła do tej Świętyni. Nie było Arki w Świętym Świętych, a Żydzi nadal oczekiwali powrotu ich Boga, by zamieszkał pośród nich.

Cherubiński Tron

Teraz zatem możemy dostrzec znaczenie wprowadzenia Matki Bożej do Świątyni. Gdy mała Maria wspina się po stopniach ołtarza i wchodzi do Świętego Świętych, powinniśmy to rozumieć jako powrót Arki Przymierza, Nowego Przymierza, do Świątyni. Chrześcijanie od dawna interpretowali następujący werset, Ps 131/132,8, jako odnoszący się do Bogurodzicy:

Powstań, Panie, do miejsca Twego spoczynku,
Ty i Arka Twej świętości (MT: mocy).

Ten psalm był prawdopodobnie śpiewany w czasie procesji z Arką Przymierza. Gdy kapłani niosąc Arkę zbliżali się do stopni Świątyni, by wnieść Arkę do Świętego Świętych, możemy sobie wyobrazić, że właśnie ten werset był śpiewany. Zatem, gdy mała Maria wstępuje po schodach Świątyni, możemy w tym ujrzeć przygotowanie do z dawna oczekiwanego powrotu chwały Jahwe pośrodku Jego ludu.

Połączenie Bogurodzicy z Arką Przymierza jest niezbędne do naszego teologicznego zrozumienia jej zrodzenia. Oprócz utożsamienia jej z samą Arką, lub uznania, że Arka była jej typem i cieniem, możemy zidentyfikować Bogurodzicę z samym cherubińskim tronem, na którym spoczywał Jahwe. W naszej hymnografii śpiewamy dwa hymny do Matki Bożej w trakcie Boskiej Liturgii. W Liturgii św. Jana Chryzostoma śpiewamy następującą pieśń:

Czcigodniejszą od Cherubinów i bez porównania chwalebniejszą od Serafinów, któraś bez zmiany zrodziła Boga-Słowo, Ciebie, prawdziwą Bogurodzicę, wysławiamy.

W Liturgii św. Bazylego śpiewamy:

Wnętrzności bowiem Twoje tronem uczynił i łono Twoje większym było od nieba.

Hymny umiejscowione w tej części Boskiej Liturgii jasno przedstawiają Bogurodzicę zarówno w kategoriach anielskich sług Pańskich, jak i tronu. Jeśli zrozumiemy ideę cherubińskiego tronu opisaną powyżej, dostrzeżemy prawdziwe znaczenie tych hymnów, które będąc czymś więcej, niż zwykłym hiperbolicznym ozdobnikiem, ujmują Bogurodzicę jako sam cherubiński tron Jahwe, miejsce, gdzie Bóg mieszka pośród swego ludu. W istocie nawet nasza ikonografia przedstawia Chrystusa Emmanuela siedzącego na kolanach Jego Matki jak na tronie.

Mistyczne wstępowanie do niebieskiego tronu

Znaczenie tych idei znacznie przekracza zwykłą typologię, bowiem możemy w nich dostrzec prawdę mistycznego wstępowania do niebieskiej sali tronowej Boga, które ma miejsce w trakcie każdej celebracji Boskiej Liturgii. W żydowskiej mistyce mistyk modlił się specjalnymi hymnami i imionami Boga w nadziei, że zostanie mistycznie przeniesiony do górnych, niebieksich przybytków oraz że gdy dotrze tam i będzie mógł tam przebywać bez uszczerbku, zostanie mu darowana wizja merkaby, tronu-rydwanu, samej chwały Jahwe opisanej przez Ezechiela. To, że obiektem mistycznej kontemplacji w judaizmie jest tron-rydwan pomaga nam zrozumieć naszą własną kontemplację Bogurodzicy, która zajmuje to samo miejsce. W Boskiej Liturgii wszyscy wstępujemy mistycznie do górnej, niebieskiej Świątyni. Na początku Liturgii Wiernych śpiewamy „My, którzy cherubinów mistycznie przedstawiamy…” Dotarłszy do tego punktu w Liturgii, znajdujemy się mistycznie, to jest na sposób ukryty i duchowy, na miejscu anielskich sług sali tronowej Boga. Weszliśmy do wewnętrznego sanktuarium niebiańskiej Świątyni, gdzie oglądamy chwałę Jahwe. W tym sanktuarium dołączamy do chórów Serafinów śpiewających „Święty, Święty, Święty, Pan Sabaoth,” dary eucharystyczne są poświęcane i wtedy śpiewamy jeden z hymnów do Matki Bożej przytoczonych wyżej. W tym momencie zwracamy naszą kontemplację w stronę samego tronu Bożego, Matki Chrystusa.

Znaczenie tego liturgicznego aktu jest takie: skierowując nasza kontemplację ku Matce Bożej, Liturgia zabiera nas, jakby prowadząc nas za rękę, do cherubińskiego tronu Jahwe, Boga Izraela. I co tam znajdujemy? Niewidzialną obecność? Słup ognia lub obłoku? Nie, znajdujemy Dziewicę i jej Syna, Wcielonego Syna Bożego. Spełnienie mistycznej nadziei Żydów, długo oczekiwany powrót Jahwe do Jego ludu dokonał się przez zrodzenie z Dziewicy. Jahwe mieszka znowu pośród swego ludu, zasiadając na swym matczynym tronie.

Chociaż Syn Boży zstąpił, by narodzić się z Dziewicy, potem wstąpił również do nieba. Powrót Jahwe do swego ludu spełnił się nie tylko przez Jego przyjście, by zamieszkać z nami na ziemi, ale również przez to, że wznosi nas do góry, byśmy mieszkali z Nim w Jego niebieskiej chwale. W naszym mistycznym wstępowaniu w Boskiej Liturgii, zostajemy wzniesieni do nieba, do samej sali tronowej Boga i trwamy z Nim w eucharystycznej komunii.

Po odśpiewaniu hymnu do Matki Bożej, śpiewamy (lub odmawiamy) Modlitwe Pańską. Kontynuowaliśmy nasze wstępowanie nie zatrzymując się na samym tronie. Raczej odkrywamy, że my sami zasiadamy na tronach jako „współdziedzice” z Chrystusem (Rz 8,17). W Modlitwie Pańskiej „ośmielamy” się wzywać Boga jako „Ojca”, co czynimy tylko dlatego, że otrzymaliśmy miano synów i córek Boga poprzez usynowienie z łaski. Jesteśmy z Chrystusem współdziedzicami Królestwa Bożego, dlatego razem z Chrystusem modlimy się „Ojcze nasz”. Dopiero po tym przyjmujemy Komunię. Dopiero po kontemplowaniu niebieskiego tronu i naszego przybranego synostwa w Królestwie, realizujemy ową więź, albowiem jesteśmy przyjęci za synów i córki Boga, ponieważ jesteśmy jednym ciałem z Chrystusem. Jako członki Jego Ciała, panujemy i królujemy z Nim w Jego Królestwie.

Co należy zapamiętać

  • Arka Przymierza i cherubiński tron Jahwe są typem i cieniem Bogurodzicy.
  • Wprowadzenie Bogurodzicy do Świątyni oznaczało powrót Jahwe, by zamieszkać ze swym ludem, co spełniło się w narodzeniu Chrystusa, Wcielonego Boga.
  • Znaczenie Bogurodzicy jako cherubińskiego tronu okazuje się w naszym mistycznym wstępowaniu w Boskiej Liturgii.
  • Kontemplując jej miejsce jako tronu Bożego odkrywamy nasze własne miejsce jako przybranych synów i córek, współdziedziców z Chrystusem w Jego wiecznym Królestwie.

Święto Wprowadzenia Bogurodzicy do Świątyni obwieszcza powrót chwały Jahwe, którą to chwałę dostrzegamy w obliczu Chrystusa Emmanuela – Boga z Nami. On zasiada na swym tronie i wnosi nas ze sobą do niebieskiej Świątyni, gdzie możemy mieć komunię z Nim i królować z Nim w Jego Królestwie jako współdziedzice. Nie śpiewajmy więcej w ten sam sposób hymnów do Bogurodzicy. Gdy śpiewamy „Czcigodzniejszą od cherubinów”, rozmyślajmy nad prawdziwym znaczeniem tych słów i rozumiejmy, że zostajemy podniesieni z ziemi do nieba, by mieć wspólnotę z Tym, który zasiada na swym cherubińskim tronie, Dziewicy Marii.

Glory to God for All Things: Ziemia zamarła

 

Poniższy post jest tłumaczeniem artykułu ze strony o. Stephena Freemana pt. Glory to God for All Things – „Chwała Bogu za wszystko”.

***

Ziemia zamarła

Prawosławni chrześcijanie obchodzą wspomnienie śmierci (Zaśnięcia) Dziewicy Marii w miesiącu sierpniu (w nowym kalendarzu 15-tego, w starym 28-ego). Tym, dla których takie święta są obce, łatwo jest błędnie zrozumieć, o co prawosławnym chodzi – i założyć, że jest to po prostu święto dla Marii, ponieważ lubimy tego rodzaju rzeczy. Takiej lekceważącej postawie łatwo umyka dostrzeżenie głębi tajemnicy naszego zbawienia. Zaśnięcie Matki Bożej jest jedną z bram do tej tajemnicy – z których wszystkie są Chrystusem, który jako jedyny jest naszym zbawieniem.

Życie chrześcijańskie, tak jak uczą o tym Pisma i Ojcowie, ma za fundament tajemnicę i rzeczywistość komunii. Nie istniejemy w oderwaniu, ani nie istniejemy zaledwie jako zbiorowisko. Nasze życie to komunia, wspólnota życia. Dzielimy się sobą nawzajem w sposób, który przenika cały nasz byt. Jestem wyjątkowy, a jednak jestem również dzieckiem Jima i Nancy, mężem Beth itd. Chociaż jestem wyjątkowy, tak wiele z tego, kim jestem i czym jestem stanowi ich własne życie i życie pokoleń istot ludzkich i kultury – nie tylko genetycznych krewnych, ale całej ludzkości. Bez tej wiedzy (świadomej lub nieświadomej), nie kochamy tak, jak powinniśmy, ani nie będziemy żyć tak, jak powinniśmy. Twoje życie jest moim życiem; Boże, dopomóż nam.

Wiara w to, że Bóg stał się człowiekiem we Wcieleniu Jezusa Chrystusa, nie ma sensu i posiada ograniczoną wartość w oderwaniu od rzeczywistości życia rozumianego jako komunia. Dlatego kluczowe jest to, że Credo wyznaje: „przyjął ciało z Marii Dziewicy i stał się człowiekiem.” Łono Dziewicy nie było „pożyczonym miejscem”, które Bóg zamieszkiwał do swego narodzenia. Łono Dziewicy jest również tym miejscem i tym źródłem, z którego Bóg „przyjął ciało z Marii Dziewicy.”

Istnieje wiele teologicznych opisów Chrystusa i Jego dzieła zbawienia, które skupiają się niemal wyłącznie na idei Chrystusa jako ofiary na Krzyżu, zapłaty za karę za nasze grzechy. Ten opis ma tendencję do bycia niepowiązanym z czymkolwiek innym. Nie ma nic istotnego w narodzeniu Chrystusa z Dziewicy dla takiego poglądu na Odkupienie. Również Dziewica nie jest postrzegana jako mająca jakikolwiek istotny związek ze zbawczymi dziełami Boga, które głoszą nam Pisma. W ten sposób ci, którzy wyznają jej dziewictwo w tym przypadku, czynią tak tylko dlatego, że jest ono zapisane w Piśmie – jednak nie robią tak dlatego, że rozumieją jego prawdziwą rolę w naszym zbawieniu. Wierzą w fakt jej dziewictwa, ale nie rozumieją jego tajemnicy.

Nasze zbawienie nie dokonuje się za sprawą obiektywnej zapłaty (nawet jeśli obraz zapłaty można znaleźć w Piśmie Świętym). Jednogłośnym nauczaniem Pism odnośnie Chrystusa jest to, że nasze zbawienie ma miejsce poprzez zjednoczenie z Nim, przez prawdziwą komunię, udział w Jego życiu.

Jego Wcielenie (Bóg-stał-się-człowiekiem) jest zatem fundamentalną rzeczywistością Bożego odnowienia naszej wspólnoty z Nim. Chrystus stał się uczestnikiem naszego życia, abyśmy mogli stać się uczestnikami Jego życia. Ta rzeczywistość staje się dogłębnie jasna w tym, że Bóg nie tylko przychodzi, by zamieszkać pośród nas, ale przychodzi, by uczynić to jako człowiek, przyjąwszy ciało z Dziewicy Marii. Staje się „ciałem z jej ciała i kością z jej kości” (Rdz 2:23). I jeszcze jeden obraz: „I miecz przeniknie także twoją własną duszę” (Łk 2:35). Maria jest zjednoczona z Chrystusem w ciele, jednak mistycznie również w swej duszy.

Jej rola w zbawieniu świata (przez zjednoczenie z Chrystusem) jest tak głęboka, że jest prorokowana w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju (Dz 3:15). Ona, i dziewicze narodziny, są zapowiadane w obrazach wielokrotnie w Starym Testamencie (tak, jak wyjaśniają go Ojcowie). Istnieje tradycyjny hymn śpiewany w trakcie przywdziewania szat przez Biskupa, który odnosi się do małego wycinka takich obrazów:

Dawni Prorocy zawczasu zapowiadali cię,
Złote Naczynie, Laskę, Tablicę, Arkę,
Świecznik, Stół, Górę Nieciosaną,
Złoty Ołtarz Kadzidlany, Bramę Zapieczętowaną,
i Tron Króla,
ciebie Prorocy zapowiadali z dawna.

Prawdopodobnie największą kolekcję tego rodzaju odniesień można znaleźć w hymnie z VI wieku zwanym Akatystem do Bogurodzicy.

Te obrazy i ich obfite wykorzystanie u Ojców wypływa w całości z fundamentalnego zrozumienia zbawienia jako komunii. I tak ona, jako Matka Boga, ma udział z Chrystusem. Ona przynależy do Niego, jak Złote Naczynie przynależało do Manny (ona jest naczyniem, które nosiło Chleb z Nieba); ona ma się do Niego, jak Laska Aarona ma się do pączków, które z niej wyrosły (to, że On miałby się narodzić z jej dziewiczego łona jest jak życie, które zakwitło z pozbawionej życia Aaronowej laski); ona jest Tablicą, podczas gdy Chrystus to słowa na niej wyryte; ona jest świecznikiem, podczas gdy Chrystus jest Światłem itd.

Jak mówi nam Credo, Chrystus umarł według Pism. To nie oznacza „według ksiąg Ewangelii”, ale „według Pism Starego Testamentu” (pierwszy raz widzimy tę frazę w 1 Koryntian 15:3). Oczami Ojców i Tradycji Kościoła zaczynamy widzieć, że „według Pism” to coś więcej, niż kilka odniesień do zapłaty lub ofiary albo wskazujących na Krzyż. Ewangelia, która została nam dana, zawiera bardzo holistyczne rozumienie zbawienia i jego historii, które rozwija się od początku do końca.

Zjednoczenie z ciałem Dziewicy jest zjednoczeniem się z naszym człowieczeństwem – zaiste z całym stworzeniem. To, co Chrystus przyjmuje za swoje w tym akcie, niesie ze sobą w trakcie swej służby, zabierając to ze sobą na śmierć, do Hadesu i wzbudza to ze sobą trzeciego dnia. Dlatego św. Paweł może mówić:

Tak więc przyjmując chrzest jesteśmy wspólnie z Nim składani do grobu w Jego śmierci, abyśmy potem mogli chodzić w nowości życia, tak jak i Chrystus zmartwychwstał dzięki chwale Ojca. Jeżeli bowiem zrośliśmy się z Nim przez śmierć podobną do Jego śmierci, to będziemy również jedno z Nim przez podobne zmartwychwstanie. Wiemy przecież, że nasz stary człowiek wspólnie z Nim został ukrzyżowany po to, aby uległa zniszczeniu grzeszność ciała i żebyśmy już nie byli w niewoli grzechu.
Rzymian 6:4-6

Owe komentarze na temat śmierci i zmartwychwstania w kontekście Chrztu, w którym „zrośliśmy się z Nim”, mają sens tylko z rozumieniem zbawienia jako komunii.

Śmierć Matki Bożej (bowiem Ten, który narodził się z niej, był prawdziwie Bogiem jak i prawdziwie człowiekiem), wspominana w Święcie Zaśnięcia, jest czymś, w czym ma udział całe stworzenie. Bowiem celem Wcielenia nie było po prostu przyjęcie ciała z Dziewicy, ale zjednoczenie z całym stworzeniem. I tak stworzenie „jęczy i wzdycha” oczekując ostatecznego spełnienia naszego zbawienia (Rzymian 8). Lub jak śpiewa Kościół:

Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie,
chóry Aniołów i ludzki ród.
O święta świątynio i raju duchowy,
dziewictwa chlubo,
w Ciebie wcielił się Bóg i Dzieckiem był
przedwieczny Bóg nasz.
Wnętrzności bowiem Twoje tronem uczynił
i łono Twoje większym było od nieba.
Tobą raduje się, Łaski Pełna, wszelkie stworzenie!

Jej Zaśnięcie jest zaiste dniem, w którym ziemia zamarła – bowiem Matka nas wszystkich przechodzi ze śmierci do życia.

Pokajania otwórz mi bramy, Dawco Życia

Sława Otcu i Synu i Swiatomu Duchu:
Pokajanija otwierzi mi dwieri, Żyznodawcze,
utrieniujet bo duch moj ko chramu swiatomu Twojemu,
chram nosiaj tielesnyj wies oskwiernien;

no jako Szczedr oczysti błahoutrobnoju Twojeju miłostiju.
I nynie i prisno i wo wieki wiekow, amiń:
Na spasienija stiezi nastawi mia, Bohorodice,
studnymi bo okalach duszu hriechmi
i w lenosti wsie żytije moje iżdich;
no Twoimi molitwami izbawi mia ot wsiakija nieczystoty.
Pomiłuj mia, Boże, po wielicej miłosti Twojej
i po mnożestwu szczedrot Twoich oczysti biezzakonije moje!
Mnożestwa sodiejannych mnoju lutych pomyszlaja okajannyj,
triepieszczu strasznaho dnie sudnaho,
no nadiejasia na miłost’ błahoutrobija Twojeho,
jako Dawid wopiju Ti:
pomiłuj mia, Boże, po wielicej Twojej miłosti.

Chwała Ojcu i Synowi i Świętemu Duchowi:
Pokajania otwórz mi bramy, Dawco życia,
tęskni bowiem duch mój do świętego przybytku Twego,
przybytek cielesny nosząc cały zbezczeszczony;
lecz jako Szczodry oczyść go z litościwego miłosierdzia Twego.
I teraz i zawsze i na wieki wieków, amen:
Na zbawienia ścieżki skieruj mnie, Bogurodzico,
strasznymi bowiem skalałem duszę grzechami
i w lenistwie całe moje życie spędziłem;
lecz przez Twoje modlitwy wybaw mnie od wszelkiej zmazy.
Zmiłuj się nade mną, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego
i według mnóstwa szczodrości Twoich oczyść mnie z nieprawości mojej.
O mnóstwie dokonanych przeze mnie złych czynów myśląc nieszczęsny,
drżę przed strasznym dniem sądu,
jednak pokładając nadzieję w miłosierdziu litości Twojej,
jak Dawid wołam do Ciebie:
zmiłuj się nade mną, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego.

 ***
Liturgią zaczął kierować postny Triodion, a wraz z nim nieustanne wezwanie do pokajania, pokuty, metanoi, nawrócenia. Powyższy hymn usłyszeliśmy na Całonocnym Czuwaniu minionej soboty po raz pierwszy, ale będzie nam jeszcze towarzyszył przez długi czas. Warto się wsłuchać, kontemplować i… pokajać się, skoro Wielki Post świta.