Symbol pozbawiony mocy

  Uciekając teologicznie od katolickiego sakramentalizmu, niektóre wspólnoty protestanckie przyjęły symboliczne rozumienie Chrztu i Komunii. Poniekąd zwrócenie uwagi na ten aspekt sakramentów jest bardzo pożądane, w minionym wieku pojęcie symbolu było intensywnie badane przez przedstawicieli chyba wszystkich wyznań chrześcijańskich, co przyniosło moc obserwacji i spostrzeżeń dot. funkcji i znaczenia symbolu w praktyce chrześcijańskiej. Symbol – nawet nie sakramentalny – posiada rzeczywistą moc nad człowiekiem, który z nim obcuje. Dzieje się tak dlatego, że pomimo swej konwencjonalności prezentuje się on człowiekowi jako naturalny, jako element rzeczywistości, jako coś prawdziwego. Symbol jest rzeczą, która odsyła do innej rzeczy albo raczej obcowanie z symbolem ma być obcowaniem z rzeczą, którą on reprezentuje. A symbol nie reprezentuje błahych rzeczy, on streszcza w sobie rzeczywistości przerastające człowieka, rzeczywistości ostateczne, przekraczające dyskursywne poznanie, mające naturę intuicyjną. Kontakt z symbolem zazwyczaj w praktyce oznacza kontakt z bardzo prostymi obiektami, gestami czy obrazami, ale znaczenie, jakim są one obdarzone, wyzwala w tym kontakcie przemianę człowieka o podłożu psychologicznym, symbol w potężny sposób odmienia postawę, zachowanie, myślenie człowieka, ponieważ przemawia do jego irracjonalnej sfery.
  Ale wróćmy do chrześcijańskich symbolistów. Bardzo często okazuje się, że gdy mówią oni o symbolu, wcale nie mają na myśli tego, o czym napisałem powyżej. Gdy optują za symbolizmem sakramentów, tak naprawdę chodzi im o ich niemal całkowitą deprecjację. Byłem świadkiem udzielania chrztu lub komunii, któremu towarzyszyło podkreślanie ich symboliczności, a zarazem neutralizowanie ich symbolicznej mocy. Symbol traci swą transformatywną moc, gdy opowiadamy o tym, jaki jest symboliczny i jaki jest umowny, gdy podkreślamy jego nierzeczywistość. Gdy chrzczonemu mówimy „A teraz zanurzymy cię w wodzie, co tylko symbolizuje zanurzenie w Chrystusa”, zamiast zanurzyć go w wodzie i powiedzieć „Zostałeś zanurzony w Chrystusa”, pozbawiamy symbol racji bytu. Rzecz oznaczana przez symbol została od niego chirurgicznie oddzielona, symbol stracił moc, jest dodatkiem pozbawionym znaczenia, wszystko zostało bezpiecznie zracjonalizowane, symboliczna bomba rozbrojona przez teologicznych saperów. Nic dziwnego, że sakramenty w takich wspólnotach bywają marginalizowane czasem do zupełnego zaniku.

Churching baby
  Dla kontrastu przywołam inne zdarzenie, którego byłem świadkiem w innych okolicznościach – tzw. wocerkowlenije dziecka w Cerkwi prawosławnej (słowo to pochodzi z cerkiewno-słowiańskiego i oznacza dosłownie „ukościelnienie”, a mniej dosłownie obrzęd włączenia nowo ochrzczonego dziecka do lokalnej wspólnoty Kościoła). Nie jest to sakrament i nie da się jego wagi porównać do wagi Chrztu, a jednak nawet tak mały akt rytualny jest pełen symbolizmu w prawosławiu. Kapłan, który przyjmował dziecko, wykonał rytuał bez słowa wyjaśnienia, modlił się po cichu nad dzieckiem, wykonywał nim znak krzyża, obnosił po cerkwi i prezbiterium. Całość była pełna aktów symbolicznych, które mówiły same za siebie i których treści nie da się sprowadzić do słów. To zupełnie inna postawa wobec symbolu, niż ta, którą opisałem wcześniej. To jest symbol w swojej pełni.
–Kamil M.

Grzegorz z Nyssy o wolności i godności obrazu Bożego

Jak rzemieślnicy nadają swoim wyrobom kształty odpowiednie do ich przeznaczenia, tak najlepszy Mistrz stworzył naszą naturę jak jakiś najlepszy sprzęt, zdatną do panowania, i tak ukształtował dusze i ciało, by człowiek był zdolny do sprawowania władzy. Dusza ukazuje swój władczy charakter i swą wyższość, daleką od pospolitej niskości, przez swoją niezależność od nikogo (adespoton), wolność (auteksousion) i kierowanie się własną wolą. A czyją to jest cechą, jeśli nie władcy? A poza tym natura, uczyniona na obraz natury panującej nad wszystkim, musi od początku mieć królewski charakter.
Malarze portretów władców zazwyczaj oddają ich postać, a godność królewską podkreślają przez purpurowe szaty i zgodnie ze zwyczajem także obraz nazywa się królem. Tak i ludzka natura, stworzona by rządzić innymi, przez swoje podobieństwo do Króla wszechrzeczy stanowi jakby Jego żywy obraz oraz uczestniczy w godności i imieniu. Nie ozdabia jej purpura, ani berło i korona nie oznaczają jej godności (bo i pierwowzór na tym nie polega), ale zamiast purpury odziana jest w cnotę, najbardziej królewską z szat; zamiast berła dzierży szczęście nieśmiertelności; zamiast korony ozdobiona jest wieńcem sprawiedliwości. Wszystko, co wskazuje na godność królewską, ukazuje jej doskonałe podobieństwo do piękna pierwowzoru.
Grzegorz z Nyssy, O stworzeniu człowieka r. 4, tł. M. Przyszychowska, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006.
004smJaką tragedią dla ludzkiej osoby jest zniewolenie przez grzech i konieczności wynikające z upadku w śmierć. Ten, który został stworzony na obraz Niepodlegającego Namiętnościom, musi służyć instynktom, zachciankom, przypadkowym pragnieniom, które porywają jego wolę i działania. Tym samym człowiek jest upodlony, pozbawiony oryginalnej królewskiej godności wynikającej z podobieństwa do Boga w wolności, w wolnym wyborze cnoty. W innym tekście Grzegorz pisze:
Skoro człowiek został stworzony jako podobny do Boga i szczęśliwy dzięki wolności (to auteksousio) (suwerenność i wolność od wszelkiej zależności (autokrates te kai adespoton) są właściwościami Boskiej natury), zatem prowadzenie go do czegokolwiek siłą lub z konieczności byłoby dla człowieka pogwałceniem jego godności. (…) To, co wolne, jest bowiem równe Bogu (isotheon gar esti to auteksousion).
Grzegorz z Nyssy, De mortuis, GNO 9, 54 (tł. M. Przyszychowska).
Dlatego asceza paradoksalnie nie służy zniewoleniu człowieka, ale przywróceniu mu pierwotnej wolności, niezależności od tego, co wydaje się konieczne w wyniku Upadku – zabiegania o własne zdrowie i życie. Człowiek wolny to taki, który wbrew instynktom decyduje się podążać drogą cnoty, droga miłości. A kto jest tak wolny, ten jest równy Bogu, wolnemu Pierwowzorowi.

Św. Bazyli Wielki o Duchu Świętym

Gdy zaś chodzi o uzyskanie przez duszę zażyłości z Duchem, to nie polega ona na przybliżeniu – jakżeż bowiem mogłoby się zbliżyć to, co jest cielesne do tego, co bezcielesne? – lecz na oddaleniu doznań, które z powodu przywiązania do ciała atakują duszę i pozbawiają ją zażyłości z Bogiem. Tedy więc oczyściwszy się z brzydoty, którą wycisnęło zło, wróciwszy do naturalnego piękna, tak jak obraz królewski, któremu przez oczyszczenie przywraca się dawną postać – tak jedynie można zbliżyć się do Parakleta. On zaś, jak słońce ściągnąwszy na siebie czyste spojrzenie, pokaże tobie w Sobie samym obraz Niewidzialnego. W szczęśliwym zaś oglądaniu obrazu jest niewysłowione dla oka piękno Archetypu. Dzięki Niemu serca wznoszą się ku górze, słabi [dają się] prowadzić za rękę, a ci, którzy posuwają się naprzód, doskonalą się. On to, świecąc tym, którzy oczyścili się z każdej plamy, sprawia, że stają się duchowymi istotami dzięki wspólnocie z Nim samym. I podobnie jak ciała jasne i przejrzyste, kiedy pada na nie promień, stają się lśniące i błyszczą innym choć własnym blaskiem, tak samo dusze niosące Ducha, oświecone przez Ducha, one właśnie stają się duchowe i łaskę przekazują innym. Stąd pochodzi przewidywanie tego, co będzie w przyszłości, rozumienie tajemnic, pojmowanie rzeczy ukrytych, rozdział darów łaski, niebiańskie obywatelstwo, korowód taneczny z aniołami, radość nieskończona, trwanie w Bogu, podobieństwo do Boga, kraniec wszystkich pragnień, aby stać się Bożym.
Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, rozdział IX, 23 (Św. Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, tłum. A. Brzóstkowska, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1999, str. 115-116.)
  To jest cytat z pierwszego chrześcijańskiego traktatu poświęconego Duchowi Świętemu, a konkretnie obronie Jego boskości, tymczasem widzimy doskonale, że teologii chrześcijańskiej nie da się sprowadzić do abstrakcji. Pośród argumentacji Bazylego koniecznie musiał znaleźć się taki fragment, który mówi o praktycznym działaniu Ducha Świętego, o relacji człowieka do Niego i o tym, co z tego wynika. Otrzymujemy tym samym pokaz klasycznego rozumienia zbawienia i uświęcenia człowieka. Po pierwsze – zadaniem człowieka jest „zażyłość z Duchem”, czyli więź, relacja z Bogiem. Drogą do tego jest asceza, czyli oddalenie doznań, które narażają duszę na atak bazujący na przywiązaniu człowieka do ciała, swojego fizycznego dobrostanu, zabiegania o fizyczne przetrwanie, o zachowanie swojego ciała. Człowiek jest zabrudzonym obrazem królewskim, tj. obrazem Króla – jeśli człowiek podejmuje trud odczyszczenia tego obrazu, usunięcia brzydoty i piętna zła, Duch ukazuje mu Archetyp, pierwowzór. Im lepiej człowiek widzi pierwowzór, tym bardziej jego serce rwie się ku górze, choć może jest słaby, daje się prowadzić dalej, a jeśli ktoś czyni postępy, Duch go wydoskonala. Ale jak to się dzieje? Otóż człowiek jakby nabywa Ducha, staje się duchowy tak, jak przejrzysty przedmiot jest rozświetlony promieniem słońca. Człowiek nosi w sobie światło i udziela go innym, co przywodzi na myśl słowa Jezusa o Janie Chrzcicielu:
Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. (J 5:33-35)
  To wewnętrzne rozświetlenie według Bazylego jest źródłem wszelkich cudownych duchowych darów, które zmierzają do jednego – do przebóstwienia. Powyższy przekład tłumaczy ostrożnie „aby stać się Bożym”, ale przypis podaje oryginał: theon genesthai, czyli „stać się bogiem”. Nie chodzi tu jednak o jakieś rozpłynięcie się w bóstwie albo stanie się Bogiem według natury, Bogiem jedynym. Jest to to, co zostało tysiąc lat później omówione przy okazji kontrowersji palamizmu, a w co św. Bazyli wierzy najwyraźniej. Chodzi o napełnienie Duchem Świętym, rozświetlenie niestworzoną łaską, przebóstwienie człowieka tak, że cały świeci Bogiem. To stała wizja chrześcijańskiego Wschodu. W XIX wieku w ślad za Bazylim i innymi Ojcami św. Serafin z Sarowa powie, że celem życia chrześcijańskiego jest nabywanie Świętego Ducha Bożego. Dlatego Duch musi być Bogiem – On wiedzie człowieka ku przebóstwieniu.
–Kamil M.

Powstań Panie, Ty i Arka Twojej świętości – Zaśnięcie Bogarodzicy (2)

Arka wnoszona do Jerozolimy

Arka wnoszona do Jerozolimy

  W dalszych modlitwach nieszporów Zaśnięcia znajdujemy takie wezwanie:
Chwała Ojcu i Synowi i Świętemu Duchowi.
Przyjdźcie, miłośnicy świąt, zorganizujemy świąteczny chór, przyjdźcie, uwielbimy pieśniami Kościół w Zaśnięciu Arki Boga. Dzisiaj bowiem niebo rozpościera swoje wnętrze przyjmując Tę, która zrodziła przewyższającego wszystkich, ziemia oddaje Źródło Życia, upiększa się błogosławieństwem, chóry aniołów z apostołami pobożnie i z lękiem patrzą, jak życie odchodzi do Życia, Ta, która zrodziła Przywódcę Życia. Wszyscy pokłońmy się Jej, modląc się: Bogurodzico, nie zapominaj o swych bliskich, którzy wiernie świętują najświętsze Twoje Zaśnięcie.
I teraz, i zawsze, i na wieki wieków.
Śpiewajcie, ludzie, Matce naszego Boga, śpiewajcie. Dzisiaj bowiem składa najświętszą swoją duszę w najczystsze dłonie Tego, który dziewiczo w Nią się wcielił. Modli się też do Niego nieustannie, aby darował światu pokój i wielkie miłosierdzie.
  Maria jest Arką Pańską, jej przejście z tego życia do Miasta Boga żywego, niebieskiego Jeruzalem (Hbr 12) jest świętowane równie radośnie, jak przeniesienie Arki do Miasta Dawidowego (2 Sam 6). Maria jest Źródłem Życia ponieważ z niej wytrysnęło Życie – Wcielony Bóg (podobnie Chrystus obiecuje swym wiernym duchowe wewnętrzne źródło wody żywej bijące ku życiu wiecznemu – Jan 7:37-39).
Przyjdźcie, ludzie, śpiewajmy Najświętszej i Czystej Dziewicy, z Niej bowiem niewypowiedzianie zrodziło się Wcielone Słowo Ojca. Wołajmy i mówmy: Błogosławiona Ty między niewiastami, błogosławione łono mieszczące Chrystusa! Oddawszy duszę w Jego święte ręce, módl się, Najczystsza, aby zbawił dusze nasze. 
Stichos: Powstań, Panie, w miejscu odpoczynku Twego, Ty i arka świętości Twojej. 
Śpiewajmy dziś, ludzie, Chrystusowi pieśń Dawida, który rzekł: Prowadzą Ją do Króla, panny za Nią, Jej przydane, i Jej przyjaciółki prowadzone są z radością i weselem. Oto bowiem z nasienia Dawida urodziła się Ta, przez którą zbliżyliśmy się do Boga, a teraz oddaje duszę w ręce Syna i Władcy, chwalebna i przewyższająca wszystkie słowa, opiewana jako Matka Boga. Śpiewajmy więc i mówmy: Zbaw nas, wyznających Ciebie jako Bogurodzicę, od wszelkiego złego, i wybaw z nieszczęść dusze nasze. 
Stichos: Poprzysiągł Pan Dawidowi prawdziwie, i nie cofnie przysięgi. 
Najczcigodniejsze Twoje Zaśnięcie, Dziewico Czysta, wielbi na niebie mnóstwo aniołów i na ziemi ludzki ród. Ty, jako Matka Stwórcy wszystkich, Chrystusa Boga, módl się do Niego nieustannie za nami, bowiem w Tobie złożyliśmy naszą nadzieję, Bogurodzico Najświętsza i Dziewico.
  W powyższych modlitwach akcent pada na wierność Boga wobec domu Dawidowego – Bóg wzbudził kobietę w rodzie królewskim, z której narodził się oczekiwany Mesjasz, a zarazem Syn Boży. W związku z tym Kościół raduje się wokół tej spośród jego grona, przez którą Bóg dokonał tak wielkich rzeczy, którą wywyższył jako Matkę nie tylko obiecanego Króla, ale samego Boga. Ona, która przez swą wierną współpracę z wolą Bożą miała udział w największych tajemnicach planu Bożego, jest wywyższoną przedstawicielką rodu Dawida i całego ludu Bożego, dlatego Kościół woła o jej wstawiennictwo, jako do umiłowanej królowej, matki Króla.
Wreszcie przytoczmy troparion święta:
W narodzeniu dziewictwo zachowałaś, w zaśnięciu świata nie porzuciłaś, Bogurodzico. Odeszłaś bowiem do życia, Matką będąc Życia, i Twymi modłami wybawiasz od śmierci dusze nasze.
  Znowu widzimy paradoksy towarzyszące tym, którzy należą do Chrystusa: Maria pomimo wydania na świat Chrystusa, zachowała dziewictwo, a pomimo zaśnięcia, nie porzuciła świata, przeciwnie – żyje i wstawia się za tych, którzy są na świecie. To też wspaniały obraz powołania chrześcijan do świętości, która nie jest bierna, ale aktywna – Maria nie spoczęła nigdy na laurach. Nikt, kto zna Boga, nie zaprzestaje troszczyć się o tych w potrzebie.

Zobacz też

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

  W minioną niedzielę prawosławie obchodziło Święto Przemienienia Pańskiego. Interesujące jest, że wydarzenie to znajduje się we wszystkich Ewangeliach synoptycznych, nie posiada jednak ewangelicznego komentarza – wizja przemienionego Chrystusa mówi sama za siebie, a przynajmniej ma mówić. W czytaniach liturgicznych obok relacji Mateusza (17:1-9), znajduje się fragment Drugiego Listu św. Piotra 1:10-19, który mówi m.in.:
Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.
2P 1:16-19

  Przemienienie według św. Piotra jest świadectwem mocy i faktycznego przyjścia Jezusa Chrystusa, Syna Ojca pomimo faktu, iż został On ukrzyżowany (w Ewangelii Chrystus zabrania mówić o Przemienieniu aż do swego zmartwychwstania), a sprawy wokół nie wyglądają dla chrześcijan najlepiej. Wizja Przemienionego Jezusa jest obietnicą, zapewnieniem – choć przypomina teofanię Chrztu Pańskiego, to nie jest wydarzeniem publicznym, ale objawieniem dla wąskiego grona, objawieniem jednak nieporównanie większej chwały, którego wierni mają się trzymać jak pochodni w czarną godzinę, czuwając i wyczekując świtu. Przemienienie Chrystusa jest zatem pewnym zaczątkiem, objawieniem przyszłej chwały, która ma zalać cały świat – podobnie Nowy Testament mówi o Jego zmartwychwstaniu, które jest pierwocinami wielkiego zmartwychwstania, tutaj jednak akcent jest położony gdzie indziej, bowiem przemienia się Chrystus, który jeszcze nie dostąpił zmartwychwstania. Od początku Kościół widział w tym fakcie obwieszczenie nie tylko przyjścia Syna Bożego, ale nowej możliwości, którą ono daje stworzeniu. W II wieku Ireneusz z Lyonu tak pisał o przyjściu Chrystusa:
Otrzymawszy przez [Jezusa Chrystusa] zbawienie, dziękujemy nieustannie Bogu, który nas zbawia przez swą wielką i niedościgłą mądrość i ogłasza nam z nieba zbawienie, to jest jawne przybycie Pana naszego, a więc inaczej mówiąc, jego przebywanie jako człowieka. Zbawienia tego nie byliśmy w stanie sami z siebie zdobyć, ale co niemożliwe u ludzi, możliwe jest u Boga. (…) On to otrzymał od Ojca władzę dla naszego życia i gdy otrzymał to życie, sprowadził je dla nas, którzy długo byliśmy z dala od niego, gdy objawił się na ziemi i przebywał z ludźmi, zmieszał i utrwalił Ducha Boga Ojca ze stworzeniem Bożym, aby człowiek stał się według obrazu i podobieństwa Bożego. (…) To właśnie, najdroższy, jest głoszenie prawdy, to jest znamię naszego zbawienia, to jest droga życia, którą głosili kiedyś prorocy, Chrystus zaś potwierdził, a apostołowie przekazali dalej. Kościół zaś podaje to na całym świecie swoim dzieciom. Tej drogi należy strzec ze wszelką troską, podobając się Bogu w dobrych uczynkach i zdrowej nauce. (…) Inni znów gardzą przyjściem Syna Bożego i planem zbawczym jego wcielenia. A przecież przekazali to apostołowie, przedtem prorocy zapowiadali, że nastąpi udoskonalenie człowieczeństwa.
Ireneusz z Lyonu, Wykład nauki apostolskiej, 97-99, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, str. 96-98.
  Ogłoszenie z nieba zbawienia może odwoływać się zarówno do Chrztu, jak i Przemienienia, jednak mowa o „jawnym przybyciu” przywołuje na myśl słowa Piotra z jego listu. Chrystus wcielając się przemienia człowieczeństwo, udoskonala je, odnawia obraz i podobieństwo Boże w człowieku przez Ducha Świętego i to właśnie jest ukazane w Przemienieniu – ludzka natura Chrystusa doznaje przemiany i uwielbienia na „świętej górze”. To jest obietnica dla wszystkich wiernych, obietnica łaski Bożej dogłębnie zmieszanej ze stworzeniem tak, że fizyczna twarz Jezusa lśni jak słońce (por. Wj 34:27-35 i 2Kor 3:6-18), a jego materialne szaty stają się białe jak światło. We wczorajszym kazaniu na Górze Grabarce Patriarcha Cyryl tak o tym mówił:

Na górze Tabor Bóg w sposób widzialny objawił nam swoją łaskę i swoją energię [siłę]. O tym właśnie mówi nam św. Jan Teolog [Ewangelista] na początku swej Ewangelii: „Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystus” (J 1, 17). I to, co wydarzyło się na górze Tabor, daje nam wyobrażenie o tym, czym jest energia Boża i co to jest łaska Boża. To siła Boża przemienia ludzkie ciało Jezusa, które zaczyna jaśnieć światłem, które Apostoł porównuje z blaskiem śniegu na szczycie góry. Jest to moc energii, która spływa na świat z przesławnego ciała Zbawiciela – na ten widok apostołowie padają na ziemię, porażeni wielkością tego, co zobaczyli. Jest to rzeczywiście objawienie łaski Bożej w historii ludzkiej. Łaska Boża zajaśniała nie tylko na obliczu Jezusa Chrystusa. 

Stare ikony w znamienny sposób przekazują nam boską tajemnicę Taboru: widzimy na nich przesławne ciało Zbawiciela, z którego wychodzą promienie, przenikające otaczający świat i cały Wszechświat, góry, drzewa i cały kosmos. Jest to wielki symbol i znak tego, czym jest łaska Boża i czego ona dokonuje w kosmosie i życiu człowieka. A Słowo Boże uczy nas, że to właśnie mocą łaski dokonuje się zbawienie człowieka.

Dzięki łasce wszyscy zostaliście zbawieni przez wiarę, łaską nie płynącą z waszych uczynków, abyście nie myśleli, że to dzięki wam się dokonuje dzieło zbawienie, ale – jak uczy nas apostoł Paweł – dzięki łasce Bożej przez wiarę. Łaska Boża w odpowiedzi na wiarę człowieka zbawia go i przemienia otaczający świat. Z ludzkiego Ciała Zbawiciela promienie łaski Bożej rozchodzą się na cały kosmos.

Źródło: www.cerkiew.pl
  To jest przesłanie Przemienienia – przemiana i uzdrowienie (gr. sōtēria, czyli inaczej zbawienie) całego człowieka oraz całego kosmosu, stworzenia. Tego zadatkiem jest Światło Taboru, obietnicą chwały, która ma się objawić.

–Kamil M.

Powstań Panie, Ty i Arka Twojej świętości – Zaśnięcie Bogarodzicy (1)

  Według kalendarza liturgicznego Kościoła prawosławnego w Polsce święto Zaśnięcia Bogurodzicy (15 sierpnia) przypada w kalendarzu gregoriańskim 28 sierpnia. Wczoraj rozpoczął się post przygotowujący do tego święta, który trwa dwa tygodnie i w związku z tym chciałbym przybliżyć w kilku wpisach ciekawe obrazy lub myśli, które zawierają teksty nabożeństw i Liturgii przeznaczone na to święto. Rzucają one niezwykłe światło na rolę Bogurodzicy Marii w historii zbawienia. Będzie to zapewne subiektywny wybór fragmentów, które mnie szczególnie uderzyły, więc zainteresowanych odsyłam do całego tekstu, z którego będę czerpał (liturgia.cerkiew.pl) wspierając się greckim pierwowzorem (analogion.gr).
  Marię szczególnie upamiętniają cztery spośród dwunastu wielkich prawosławnych świąt i to święta maryjne otwierają i zamykają rok liturgiczny, tworzą kontekst, ramy dla tajemnicy Chrystusa rozważanej w jego trakcie. Rok liturgiczny zaczyna się 1 września* i pierwszym wielkim świętem jest Narodzenie Bogurodzicy (8 września), a ostatnim Zaśnięcie, o którym tutaj mówimy. Może zastanawiać, czemu to życie Marii otwiera i zamyka wieczne świętowanie tajemnicy Chrystusa, jednak po krótkim zastanowieniu staje się to jasne. Życie Marii może zamykać klamrą rok liturgiczny, ponieważ jest to życie od swego początku do samego końca zdefiniowane przez Chrystusa. Chyba najczęściej używanym przez prawosławie tytułem Marii jest Bogarodzica – Maria nie istnieje sama w sobie, jej osobę na zawsze określa jej udział w najdonioślejszym cudzie w dziejach, we Wcieleniu. Maria w swej egzystencji uosabia stworzenie, ludzkość w doskonałej relacji do swego Stwórcy, dlatego jest ikoną Ludu Bożego, Izraela, Kościoła, ikoną zbawienia, odkupienia, przemienienia i odnowy stworzenia oraz ludzkości przez Chrystusa i Ducha Świętego. Jest dowodem Bożego miłosierdzia i zwycięstwa Chrystusa nad grzechem i śmiercią, ponieważ to miłosierdzie i zwycięstwo w niej zrealizowały się w pełni, dając dowód mocy Bożej i obraz tego, do czego powołana teraz jest każda osoba ludzka. Każdy teraz może stać się – i jest wezwany do tego – theophoros, nosicielem Boga, osobą przemienioną i odnowioną przez Chrystusa w Duchu Świętym jak Maria.
  Przejdźmy do tekstów liturgicznych, zaczynając od Wielkich Nieszporów.
O, przesławny cud! Źródło Życia spoczęło w grobie i grób staje się drabiną do nieba. Wesel się, Getsemani, święty domu Bogurodzicy! Zaśpiewajmy, wierni, razem z Gabrielem, wodzem zastępów: Łaski Pełna, raduj się, Pan z Tobą, przez Ciebie dający światu wielkie miłosierdzie. 
Przedziwne są Twoje tajemnice, Bogurodzico, zjawiłaś się jako tron Najwyższego, a dzisiaj odchodzisz z ziemi do nieba. Chwała Twoja jaśnieje Bożymi cudami. Dziewice, wznieście się wraz z Matką Króla na wysokości! Łaski Pełna, raduj się, Pan z Tobą, przez Ciebie dający światu wielkie miłosierdzie.  
Sławią Twoje Zaśnięcie Władze i Trony, Księstwa i Panowania, Moce i Cherubini, i straszni Serafini, radują się zrodzeni z ziemi, upiększeni Boską Twoją chwałą. Przypadają królowie z Archaniołami i Aniołami śpiewając: Łaski Pełna, raduj się, Pan z Tobą, przez Ciebie dający światu wielkie miłosierdzie.
  Już na początku otrzymujemy splot tematów i aluzji do Pisma. Maria jest nazwana Źródłem Życia, ponieważ z niej wyszedł Ten, który jest Życiem – Chrystus. Jej grób, po tym jak jej Syn zmartwychwstał, nie może być niczym innym, jak – paradoksalnie – drabiną do nieba. Nie ma już strachu śmierci, ale jest radość życia. Getsemani to miejsce, w którym Maria miała zostać pochowana. Pierwszy tekst przedstawia obraz zgromadzenia rzeszy wiernych wokół Bogarodzicy – u kresu jej życia towarzyszy jej już nie tylko Gabriel, anielski świadek początku Wcielenia, ale obfity owoc przyjścia Syna Bożego, wierni, którzy świadomi już wszystkich cudownych wydarzeń, które miały miejsce, mogą wołać teraz razem z Gabrielem: Kecharitomene, chaire, meta sou ho Kyrios! Czyli „Łaski pełna (lub: obdarzona łaską), raduj się (lub jak tłumaczy się na Zachodzie: bądź pozdrowiona, ave!), Pan z Tobą.” Znowu widzimy, jak całe życie Marii jest określone przez Chrystusa, który jest tym danym światu „wielkim miłosierdziem”.
  Życie Marii, jak i cała Ewangelia, jest Bożą tajemnicą, dziwnym i niespodziewanym postępowaniem Boga wobec ludzi, ukrytym działaniem, które w odpowiednim czasie staje się jawne dla wszystkich, objawia się chwalebnie. To Maria, uboga kobieta z prowincji, ludzka istota, a nie wielka Świątynia w stolicy, okazała się być tronem Najwyższego Boga, w niej spoczął Chrystus jako płód i na jej kolanach wychował się Stworzyciel wszystkiego. Nie koniec to dziwnych tajemnic – teraz Maria jest zabierana do nieba, jak sprawiedliwi Henoch i Eliasz, idzie do swego Syna, ponieważ On objął królowanie. Obraz zaczerpnięty z Psalmu 45 (44) ukazuje orszak dziewic, który ją prowadzi na wysokości – dziewice, które pojawiają się w psalmie, tutaj zapewne okazują się być tymi, które wzorem Marii i samego Chrystusa wybierają życie w stanie bezżennym.
  Wreszcie istoty bezcielesne sławią Marię, o której Kościół powiada, że jest „czcigodniejsza od cherubinów i bez porównania chwalebniejsza od serafinów”, ponieważ „zrodziła Boga-Słowo (Logos)”. W ten sposób w w niej, jako w pierwszym stworzeniu spełnia się to, że człowiek został „na krótko uczyniony niewiele mniejszym od aniołów” – w ślad za Chrystusem Maria dostępuje wywyższenia jako pierwsza z ludzi.
  Potem, po kilku modlitwach, przepisane są czytania ze Starego Testamentu, pierwsze z Księgi Rodzaju 28:10-17:
Kiedy Jakub wyszedł z Beer-Szeby i wędrował do Charanu, trafił na jakieś miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdyż słońce już zaszło. Wziął więc z tego miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym miejscu. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: „Ja jestem Bóg Abrahama, ojca Twego, i Bóg Izaaka, nie lękaj się. Ziemię, na której śpisz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twoje będzie liczne jak piasek ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe, i wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie, i przez potomków twoich. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz, a potem sprowadzę cię do tego kraju, bowiem nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję”. A gdy Jakub zbudził się ze snu, powiedział: „Prawdziwie Pan jest obecny na tym miejscu, o czym nie wiedziałem”. Uląkł się i rzekł: „Jakże dziwne jest to miejsce! Zaiste jest to dom Boży i brama do nieba!”
  Maria jest nazywana drabiną do nieba i bramą niebios, ponieważ przez nią Syn Boży zstąpił z nieba i stał się człowiekiem. Ona jest córką Abrahama, Izaaka i Jakuba, przez którą Pan przyszedł, by pobłogosławić Izraela i wszystkie narody. Wydarzenia z życia Marii są jeszcze dziwniejsze i tajemnicze, niż doświadczenie Jakuba – za jej sprawą Pan przybył do ludzi, stał się obecny przez to, że ona stała się domem Bożym godnym czci ze względu na dziwne dzieła Pańskie.
  Następne czytanie pochodzi z Proroka Ezechiela 43:27-44:4:
Tak mówi Pan: Dnia ósmego i później mają kapłani składać na ołtarzu wasze ofiary całopalne oraz wasze ofiary pojednania, i będę dla was łaskawy, mówi Pan. Następnie zaprowadził mnie do świętej zewnętrznej bramy przybytku, która skierowana jest na wschód, była jednakże zamknięta. I rzekł do mnie Pan: „Ta brama ma być zamknięta, nie powinno się jej otwierać i nikt nie powinien przez nią wchodzić, albowiem Pan, Bóg Izraela przejdzie przez nią. Dlatego powinna ona być zamknięta. Jedynie władca może w niej zasiadać, aby spożywać w niej chleb przed Panem, wchodzić jednak powinien przez przedsionek przy bramie i tą samą drogą znowu wychodzić”. Następnie zaprowadził mnie w kierunku świętej bramy północnej ku przedniej stronie świątyni i spojrzałem, a oto chwała napełniła świątynię Pańską. 
  Prorok Ezechiel zapowiadał powrót Chwały Pańskiej na Syjon, co paradoksalnie spełniło się w przyjściu Jezusa Chrystusa w ciele. Dlatego w tym fragmencie Kościół dopatruje się ukrytej zapowiedzi o Marii, tej przez którą przeszedł Pan, Bóg Izraela – jak brama w proroctwie jest zamknięta, tak Maria na zawsze pozostaje Dziewicą poświęconą duszą i ciałem Bogu, któremu się ofiarowała jako służebnica Pańska.
  Wreszcie czytanie z Księgi Przysłów 9:1-11:
Mądrość zbudowała sobie dom i umocniła siedem kolumn. Zabiła swoje zwierzęta, namieszała w swym kielichu wina i przygotowała swój stół. Posłała służące swoje, by zwoływały z wyżynnych miejsc miasta na ucztę, mówiąc: „Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie”. Do tego, komu brak mądrości, mówiła: „Chodźcie, spożywajcie mój chleb i pijcie wino, które zmieszałam dla was. Odrzućcie głupotę i będziecie żyć, chodźcie drogą rozwagi, a będziecie żyli. Kto uczy naśmiewcę, ściąga na siebie szyderstwo, kto strofuje nieprawego sam sobie szkodzi. Nie strofuj naśmiewcy, by cię nie znienawidził. Nie oskarżaj złych, aby nie znienawidzili ciebie, strofuj mądrego, a będzie cię kochał. Ucz mądrego, a stanie się mędrszy, oświeć sprawiedliwego, a zwiększy swą wiedzę. Początkiem mądrości jest bojaźń Pańska, a rada świętych jest poznaniem. Poznanie Zakonu jest bowiem dobrem, w ten sposób dni twe się pomnożą i będą ci dodane lata życia”. 
  Jest tu wiele stosownych odniesień do Marii. Ona jest domem, który Mądrość Boża, czyli Syn Boży, wzniosła sobie – to Bóg przygotował sobie sam tę, z której miał przyjąć ciało. Maria jako ta, która jest szczytem wiary Izraela pod Starym Przymierzem, poznała Zakon, była pobożna, czysta, sprawiedliwa, zachowywała w swym sercu słowa Pańskie, przyjęła pouczenie Bożej Mądrości, która przemawiała przez Mojżesza i Proroków. Była dobrą uczennicą Pańską, dlatego stała się Matką Pana, a jej dni się pomnożyły – nie dni życia śmiertelnego, które zawsze się kończą, ale życia niezniszczalnego. Maria od początku poznała nie tylko Prawo, ale Wcielonego Pana, Ewangelię, dlatego świętujemy jej śmierć, która jest jedynie przejściem do prawdziwego życia zmartwychwstałego obiecanego wiernym.
* Pamiętajmy, że między kalendarzem liturgicznym a gregoriańskim jest 13 dni różnicy, tzn. że 1 września odpowiada 14 września w kalendarzu liturgicznym, podobnie z innymi datami.

Bóg nie stworzył śmierci (Mdr 1:12-16)

Czytając ciekawy tekst pt. The Sacrifice of the Life-Giving Death: The Atonement and Its Theological Presuppositions in Eastern Orthodox Soteriology [PDF], natknąłem się na poruszający fragment z Księgi Mądrości Salomona 1:12-16, którego autor używa do zilustrowania prawosławnego poglądu na związek grzechu ze śmiercią i skażeniem (str. 17). Uznałem, że przytoczę go tu i przetłumaczę, a do lektury linkowanej pracy zachęcam, nie jest długa.

μὴ ζηλοῦτε θάνατον ἐν πλάνῃ ζωῆς ὑμῶν
μηδὲ ἐπισπᾶσθε ὄλεθρον ἐν ἔργοις χειρῶν ὑμῶν·
ὅτι ὁ θεὸς θάνατον οὐκ ἐποίησεν
οὐδὲ τέρπεται ἐπ᾽ ἀπωλείᾳ ζώντων.
ἔκτισεν γὰρ εἰς τὸ εἶναι τὰ πάντα,
καὶ σωτήριοι αἱ γενέσεις τοῦ κόσμου,
καὶ οὐκ ἔστιν ἐν αὐταῖς φάρμακον ὀλέθρου
οὔτε ᾅδου βασίλειον ἐπὶ γῆς.
δικαιοσύνη γὰρ ἀθάνατός ἐστιν.
᾿Ασεβεῖς δὲ ταῖς χερσὶν καὶ τοῖς λόγοις προσεκαλέσαντο αὐτόν,
φίλον ἡγησάμενοι αὐτὸν ἐτάκησαν
καὶ συνθήκην ἔθεντο πρὸς αὐτόν,
ὅτι ἄξιοί εἰσιν τῆς ἐκείνου μερίδος εἶναι. 

Nie zabiegajcie o śmierć poprzez swe błędne życie,
ani nie ściągajcie na siebie zniszczenia poprzez czyny waszych rąk,
ponieważ Bóg nie stworzył śmierci,
ani nie znajduje zadowolenia w zgubie żyjących,
stworzył bowiem wszystko po to, by istniało,
i by niosły uzdrowienie byty zrodzone przez świat,
nie ma w nich trucizny zniszczenia,
ani domeny krainy umarłych na ziemi.
Prawość bowiem nie podlega śmierci.
Bezbożni zaś dłońmi i słowy przywołują ją,
mając ją za przyjaciela, rozpływają się
i zawierają z nią pakt,
ponieważ zasługują, by przypaść jej w dziale.

–Kamil M.

Ordo Divini Sacrificii oraz Czyn Missy

  Przekopując internet natknąłem się na dwa ciekawe pliki. Pierwszy to tłumaczenie Liturgii św. Jana Chryzostoma na łacinę [PDF 143 KB] dokonane najwyraźniej przez Erazma z Rotterdamu. Drugi to tłumaczenie mszy trydenckiej na język cerkiewno-słowiański [PDF 755 KB], autor nie jest podany. Pierwszy plik jest niestety mało przejrzyście sformatowany. Nie miałem jeszcze okazji dokładnie porównać tłumaczeń z oryginałami, jedyne co zwróciło moją uwagę to tekst mszy trydenckiej jest zmieniony w Kanonie. Oryginalny tekst mówi:

In primis, quae tibi offerimus pro Ecclesia tua sancta Catholica quam pacificare, custodire, adunare, et regeredigneris toto orbe terrarum: una cum famulo tuo Papa nostro N. et Antistite nostro N. et omnibus orthodoxis, atque Catholicae et Apostolicae fidei cultoribus. 

Składamy Ci je przede wszystkim za Kościół Twój Święty, powszechny: racz Go obdarzyć pokojem, strzec, jednoczyć i rządzić Nim na całym okręgu ziemskim, wraz ze sługą Twoim Papieżem naszym N., i Biskupem naszym N., i ze wszystkimi prawowiernymi powszechnej i apostolskiej wiary wyznawcami.

Natomiast w podanym pliku stoi (str. 24):

in primis, quæ tibi offérimus pro Ecclésia tua sancta cathólica: quam pacificáre, custodíre, adunáre, et régere dignéris toto orbe terrárum: una cum fámulo tuo Patriárcha nostro N. et Antístite nostro N. et ómnibus orthodóxis, atque cathólicæ et apostólicæ fídei cultóribus. 

pierwieje jeże tiebie prinosim za Cerkow twoju swiatuju kafoliczeskuju: juże umiriti, chraniti, sojedniti i stroiti błahowoli wo wsiej wsielennej: kupno s rabom twoim Patriarchom naszym N. i episkopom naszym N. i so wsiemi prawosławnymi kafoliczeskija i apostolskija wiery dielatieli.

Krótko mówiąc tekst dostosowany do chyba prawosławnej eklezjologii. Ogólnie czytanie tego to ciekawe doświadczenie.

–Kamil M.