Chrystus jest otchłanią miłosierdzia

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 170-173).

***

miracle-exorcism-of-daughter-of-the-canaanite-woman

Wtedy Diakon, stojąc przed Królewskimi Wrotami w kierunku sanktuarium, intonuje Ektenię żarliwą:
 Wołajmy wszyscy z całej duszy i ze wszystkich myśli naszych wołajmy.
Chór, po każdej prośbie: Panie, zmiłuj się (trzy razy).
Diakon: Panie wszechmocny, Boże ojców naszych, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Zmiłuj się nad nami, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Jeszcze módlmy się za pobożnych i prawosławnych chrześcijan.
Jeszcze módlmy się za naszego arcybiskupa [imię].
Jeszcze módlmy się za naszych braci kapłanów, hieromnichów, hierodiakonów i mnichów, i za wszystkich naszych braci w Chrystusie.
Jeszcze módlmy się o miłosierdzie, życie pokój, zdrowie, zbawienie, nawiedzenie, wybaczenie i odpuszczenie grzechów sług Bożych, wszystkich pobożnych i prawosławnych chrześcijan, którzy mieszkają lub odwiedzają to miasto i parafię, opiekunów i członków tej świętej cerkwi.
Jeszcze módlmy się za błogosławionych i zawsze godnych pamięci fundatorów tej cerkwi [lub: świętego tego monasteru] i za wszystkich prawosławnych ojców i braci naszych, którzy spoczęli przed nami, którzy tutaj i w różnych miejscach spoczywają w prawdziwej wierze, i za wszystkich prawosławnych w każdym miejscu.
Jeszcze módlmy się za ofiarodawców i dobroczyńców tego świętego i czcigodnego domu Bożego, za pracujących, śpiewających i za tu obecny lud, oczekujący od Ciebie wielkiego i obfitego miłosierdzia.
Gdy Diakon recytuje te prośby, Kapłan po cichu odmawia poniższą Modlitwę ektenii żarliwej:
Panie Boże nasz, przyjmij tę żarliwą modlitwę Twoich sług i zmiłuj się nad nami według wielkiego Twego miłosierdzia. Ześlij swą litość na nas i na cały Twój lud, który oczekuje od Ciebie obfitego miłosierdzia.
(donośnie)  Albowiem jesteś Bogiem miłosiernym, Przyjacielem człowieka, i Tobie chwałę oddajemy, Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze, i na wieki wieków.
Chór: Amen.

Ta seria próśb jest nazywana ektenis ikesia lub „długim błaganiem” (zazwyczaj jest znana jako „żarliwe błaganie” [po polsku „ektenia żarliwa” — przyp. K.M.]).1

Jak niewiasta Kananejska (por. Mat. 15:21-8) przybiegamy do Chrystusa i nieustannie błagamy o Jego miłosierdzie: „Zmiłuj się nade mną. Mój sposób życia nie pozwala mi zwracać się do Ciebie. Szukam schronienia w miłosierdziu, tej przystani, która przyjmuje wszystkich grzeszników. Szukam schronienia w miłosierdziu, gdzie nie ma żadnego trybunału sądowego, gdzie zbawienie jest ofiarowane bezwarunkowo.” „Zwróć uwagę na roztropność tej niewiasty” — mówi św. Jan Chryzostom. „Nie prosi Jakuba, nie błaga Jana, nie zwraca się do Piotra. (…) Myśli: «Nie potrzebuję pośrednika. Biorę pokajanie za swego orędownika i idę do samego źródła. Właśnie dlatego Chrystus zstąpił na ziemię, dlatego przyjął ciało, abym nawet ja mogła z Nim rozmawiać.» (…) Zmiłuj się nade mną. To prosty zwrot, a pociąga za sobą niezmierzony ocean zbawienia. Zmiłuj się nade mną. «To po to przyszedłeś do nas, to po to przyjąłeś ciało jak nasze, to po to stałeś się taki jak ja.» W niebiosach w górze [pośród świętych aniołów] — strach; na ziemi na dole [w kobiecie] — śmiałość zbliżenia!”2

Nawet pomimo iż nie słyszymy Chrystusowej odpowiedzi na nasze prośby, nawet mimo iż nie jesteśmy godni Jego miłosierdzia, i my sami jak Kananejka, klękamy przed Nim i błagamy Go: Panie, zmiłuj się.

Chrystus przyszedł na ziemię ze swego miłosierdzia względem nas i tajemnicy Jego przyjścia na ziemię dane są imiona „miłosierdzia” i „prawdy”: „«Miłosierdzie», ponieważ gdy byliśmy wszyscy w kompletnie godnym pożałowania stanie i nieprzyjaciółmi toczącymi z Nim wojnę, w swej wielkiej łaskawości i miłości do człowieka nie wzgardził nami. I nie tylko okazał litość dla naszej niedoli (…), ale nawet uznał nas godnymi Jego Królestwa. (…) Z tych powodów Psalmista nazywa boską ekonomię miłosierdziem. I nazywa ją prawdą [Ps. 91:3], ponieważ w czasie Starego Testamentu wszystko spoglądało ku niej jak cienie i zarysy ku rzeczywistości.”3

Chrystus jest „otchłanią miłosierdzia”. Dlatego szukamy schronienia w tej otchłani, pewni, że znajdziemy miłosierdzie, ponieważ u Pana jest miłosierdzie (Ps. 129:7). Chrystus jest „krynicą i skarbcem miłości do człowieka, tryskającą niewyczerpanie”. On jest „niezmierzonym oceanem miłości do człowieka”.4

Ten niezmierzony ocean miłości do człowieka, którym jest Chrystus, wyznaczył Tajemnicę Boskiej Eucharystii jako sposób wejścia do Królestwa niebios. Gdy celebruje się Boską Eucharystię, wejście do Królestwa jest otwarte. I „w swej wielkiej miłości do człowieka Pan okazuje nam litość, wyczekując powrotu nas wszystkich do Niego”. Ten, który jest „potężny w miłosierdziu i łaskawy w sile” oczekuje nas na swym zgromadzeniu: oczekuje na nas i ofiarowuje siebie samego każdemu z nas, skoro przez swe Wcielenie „zjednoczył siebie samego całkowicie z człowiekiem w jego zupełności, aby mógł udzielić zbawienia całemu człowiekowi”.5

Gdy dusza staje się kadzielnicą

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 93-94).

***

censing-in-church1

Kadzidło, którego używa w tym momencie celebrans, jest prefiguracją zstąpienia Świętego Ducha na przedłożone Dary: „Wonny dym symbolizuje wonność Świętego Ducha.” Gdy celebrans okadza je, „oddaje Bogu cześć przez ofiarowanie kadzidła oraz przez jego woń i wskazuje, że cokolwiek czyni, czyni to razem ze Świętym Duchem.”1 „Gdy kadzidło zapala się i płonie, i tchnie wonnym dymem, to symbolizuje to łaskę Świętego Ducha (…), który jaśniejąco oświeca nasze zmysły i jednocześnie czyni je pachnącymi duchową wonnością. Oświeca, ponieważ jest Światłością i jest widziny przez tych, którzy są czystego serca. Wydaje zaś przyjemną woń, ponieważ jest Drzewem Żywota, które krzyżuje [to jest, uśmierca] wolę ciała i czyni cały świat wonnym.”2
Św. Jan Chryzostom przekonuje nas, byśmy rozpalili naszą duszę boską gorliwością, aby przez modlitwę mogła się ona sama stać kadzielnicą: „Tak jak kadzidło jest dobre i wonne nawet samo w sobie, ale wydaje swoją wonność we właściwy sobie sposób, gdy zetknie się z ogniem, tak też jest z modlitwą. Jest dobra nawet sama w sobie, ale staje się jeszcze lepsza i wonniejsza, gdy jest zanoszona z gorącą i żarliwą duszą, gdy dusza staje się kadzielnicą i płonie żarliwym płomieniem. (…) Najpierw rozpal swoje serce gorliwością i wtedy się módl.”3

O. A. Schmemann: Świat sam w sobie

garden_of_eden

Nie przez przypadek także i biblijne opowiadanie o upadku człowieka skoncentrowane jest na pokarmie. Człowiek zjadł zakazany owoc. Cokolwiek dałoby się o nim powiedzieć, owoc ów różnił się od wszystkich innych owoców w raju: nie był darem zaoferowanym człowiekowi. Nie podarowany i nie pobłogosławiony przez Boga był to „pokarm sam w sobie”, a nie w Bogu, był obrazem świata kochanego w oderwaniu od Boga, dla niego samego. Kochać nie jest rzeczą łatwą i człowiek pozostawił miłość Bożą bez odzewu. Zakochał się w świecie traktowanym jako cel sam w sobie, w świecie bez łączności z Bogiem. I ten jego egoistyczny stosunek do świata stał się stopniowo czymś samo przez się zrozumiałym. Człowiek zaczął percypować świat jako zamknięty sam w sobie, jako rzeczywistość, w której nie ma obecności Boga. Jest to świat, któremu Ewangelia nadaje miano „świata tego”, świata egzystującego w sobie i w sobie zamkniętego. I człowiek przywykł żyć nie zanosząc dziękczynienia za świat darowany mu przez Boga, po prostu tak zwyczajnie utracił eucharystyczny stosunek do Bożego stworzenia.

Nasz świat jest światem upadłym, jako że utracił on świadomość, że Bóg jest „wszystkim we wszystkim” (! Kor. 1, 28). To zlekceważenie Boga, to grzech pierworodny, w którym dusi się życie. I w tym upadłym świecie nawet religia przestała być zdolna do tego, by ten świat uleczyć i naprawić, albowiem zgodziła się na zamknięcie Boga w „tym, co święte” i przeciwstawieniu Go „temu, co świeckie”. Religia – zaiste straszna to rzecz – pojednała się z „sekularyzmem” z chwilą odsunięcia Boga w sferę „tego, co święte”.

Pierwotne powołanie człowieka polegało na stałym przetwarzaniu przezeń swej naturalnej zależności od świata we współuczestnictwo w Bożym życiu, które jak mówi Ewangelia, było „światłem dla ludzi”. Człowiek stworzony został na kapłana dziękczynienia. Przynosząc świat w akcie dziękczynienia Bogu, w tym akcie, w dziękczynieniu, otrzymał dar życia. Lecz przez grzech pozbawił się tego kapłaństwa. Jego zależność od świata stała się całkowita. Jego miłość zeszła z właściwej drogi. Jak dawniej kocha i jak dawniej łaknie. Uświadamia sobie swoją zależność od tego, co jest poza nim. Jednakowoż i jego miłość i jego zależność za punkt odniesienia mają teraz świat i tylko świat. Człowiek zapomniał, że ten świat, powietrze, pożywienie nie są same przez się zdolne dać nam życia, że źródłem życia są one o tyle, o ile przyjmowane są „ze względu na Boga” i w Bogu jako nosicielu Boskiego życia.

W świecie, w którym coś samo w sobie ma być celem, wszystko przybiera samoistną wartość, lecz tym samym i traci ją, albowiem swój sens i wartość wszystkie rzeczy mają tylko w Bogu; świat napełnia się sensem tylko wtedy, gdy staje się „tajemnicą” Bożej obecności. „Naturalny” świat, świat oderwany od źródła życia, to świat umierający, kosztowanue jego pokarmu to tyle, co wstępowanie w śmierć. Nawet i sam pokarm jest martwy i trzeba go przechowywać w lodówkach niby jakieś martwe zwłoki.

„Zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Życie, którze człowiek wybrał – to życie zubożone i śmiertelne. Bóg pokazał człowiekowi, że zjedzenie ziemskiego pokarmu, który człowiek sam sobie wybrał, poprowadzi go do ziemi, z której wzięty jest i pokarm, i człowiek: „Bo prochem jesteś i w proch sie obrócisz” (Rdz 3, 19). Człowiek utracił autentyczne – „eucharystyczne” – życie, stracił życie samego życia. Przestał być kapłanem świata i stał się jego niewolnikiem.

Wedle biblijnej opowieści dramat ten odbył się „w porze, kiedy był powiew wiatru”, tj. nocą. I kiedy Adam opuścił rajski ogród, jego życie przestało być „eucharystyczne”, przestało być oddawaniem Bogu świata w akcie dziękczynienia i Adam wraz z sobą, w ciemności, poprowadził świat. W bizantyńskim hymnie o wygnaniu człowieka z raju Adam przedstawiony jest jak siedzi u wrót raju ze zwróconą ku nim twarzą. I płacze. Oto obraz człowieka w upadłym świecie…

o. Aleksander Schmemann, Za życie świata, s. 12-14

Mądrość Krzyża w Księdze Przysłów

Synu, nie lekceważ wychowania Pańskiego,
ani nie słabnij przez Niego karcony.
Kogo bowiem miłuje Pan, tego karci,
chłoszcze zaś każdego syna, którego przyjmuje.
Szczęśliwy człowiek, który znalazł mądrość,
i śmiertelnik, który poznał zrozumienie.
Lepiej bowiem jej nabyć, niż skarbnice złota i srebra.
Cenniejsza zaś jest od drogocennych kamieni,
nie sprzeciwi się jej żadne zło.
Sławna jest wśród wszystkich, którzy ją miłują,
nic zaś cennego nie może się jej równać.
Długi bowiem żywot i lata życia w jej prawicy,
zaś w lewicy jej bogactwo i chwała,
z jej ust pochodzi sprawiedliwość,
prawo zaś i miłosierdzie niesie na języku.
Drogi jej to drogi szlachetne,
a wszystkie jej ścieżki z pokojem.
Drzewem życia jest dla wszystkich, którzy się jej trzymają,
i niewzruszona dla tych, którzy opierają się na niej, jak na Panu.
Prz 3:1-18

cross-tree-of-life08

Dzisiejsze nieszpory święta Wywyższenia Życiodajnego Krzyża Pańskiego przynoszą nam trzy czytania ze Starego Testamentu, które – jak to zwykle bywa – otwierają nam oczy na tajemnicę Chrystusa ukrytą w Pismach. Chciałbym tutaj podzielić się refleksją na temat jednego z tych czytań, które zacytowałem powyżej.

Pierwsza część tego czytania poucza nas o Bożym synostwie: Pan, jeśli prawdziwie jest czyimś Ojcem, wychowuje swoje dzieci, co bywa nieprzyjemne, ale zbawienne dla nich. Przez to wychowanie staje się prawdziwie synem. Ale nie jest to zaledwie prawda teoretyczna – to jest prawda, która zrealizowała się w Ewangelii. Bóg posłał swojego jednorodzonego Syna, który zniósł wiele właśnie dlatego, że był Synem Ojca, jak mówi List do Hebrajczyków: «chociaż był Synem, nauczył się przez to, co wycierpiał, posłuszeństwa» (Hbr 5:8). I jako taki jednorodzony Syn staje się przewodnikiem «wielu synów do chwały» (Hbr 2:10). Krzyż Jezusa, Syna Bożego, staje się prawzorem wychowania Pańskiego, Bożego usynowienia – kto chce zostać synem Pana, musi być gotowy na karcenie Pana, na pójście za Jezusem, na przyjęcie Krzyża.

Druga część czytanego fragmentu przechodzi od razu do nauczania o mądrości i jak bardzo jest możliwe, że właśnie ten cały fragment miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: «Podczas gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy domagają się mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego – dla Żydów skandal, a dla pogan głupstwo, ale dla samych powołanych, Żydów i Greków, Chrystusa jako Bożą moc i Bożą mądrość» (1 Kor 1:22-24). Bo oto kiedy Księga Przysłów mówi o prawdziwym synostwie Bożym, które nierozłączne jest z bolesnym procesem wychowania, a my rozumiemy to jako cień Krzyża Syna Bożego, to i mądrość trzeba widzieć w tym świetle. Mądrość, o której mowa, jest bezcenna, lepsza niż wszelkie skarby. I o tym też wiadomo z Ewangelii, bo przecież Chrystus właśnie wzywa, by sprzedać wszystko dawszy jałmużnę, pójść za Nim. On i to ukrzyżowany jest tym skarbem ukrytym na roli i drogocenną perłą, które nabywa się za wszystko, co się posiada, ponieważ On, Jezus, Mądrość Boża, jest bezcenny. I prawdą jest, że szczęśliwy jest śmiertelnik, który znalazł tą Mądrość, ponieważ w Niej znajdzie życie wieczne. Tej Mądrości nie sprzeciwi się żadne zło, bowiem ta Mądrość mówi: «Na świecie macie ucisk, ale bądźcie odważni: Ja zwyciężyłem świat!» (J 16:33).

W jaki sposób Mądrość zwyciężyła? W jaki sposób Mądrość stała się skarbem śmiertelników? Przez Krzyż, do którego przybity został Chrystus-Mądrość. W Jego zranionej prawicy jest zmartwychwstanie i żywot wieczny, w Jego przebitej lewicy są bogactwo i chwała. To Jego język, który za nas smakował octu na Krzyżu, zjednoczył Prawo i miłosierdzie tak, że tchnął z Krzyża na nas swoją sprawiedliwością, Duchem Świętym (J 19:28-30), którym nasycił łaknących i pragnących sprawiedliwości. W tej sprawiedliwości Chrystusa-Mądrości wypełniamy Prawo przez ofiarną miłość dźwigając ciężary bliźnich, jak Jezus wziął na siebie nasz ciężar i otrzymujemy wielkie miłosierdzie poprzez Krzyż.

Kto bierze swój krzyż, by pójść za Jezusem, wstępuje na szlachetną drogę. Kto idzie drogą Krzyża, temu zawsze towarzyszyć będzie pokój, ponieważ to przez Krzyż Syn Boży pojednał nas z Bogiem i ludźmi. To Krzyż jest rajskim Drzewem Życia, ponieważ na nim zawisł Owoc dający nieśmiertelność tym, którzy Go spożywają. Kto idzie przez życie z Krzyżem Jezusa i kto z Krzyżem wkracza w śmierć, ten się nie zawiedzie. Ponieważ na Krzyżu zawisł Ten, który ziemię na wodach powiesił, Krzyż jest umocnieniem całego świata, niewzruszonym oparciem dla wszystkich ufających Panu, który na nim cierpiał. Krzyż jest objawieniem Mądrości, która stworzyła świat i zbawiła człowieka.

Przyjdźcie, wszystkie narody,
oddajmy pokłon błogosławionemu Drzewu,
przez które dokonała się wieczna sprawiedliwość.
Bowiem ten, który przez drzewo zwiódł praojca Adama,
przez Krzyż wpadł w pułapkę
i przez wiarę strącony w nadzwyczajnym upadku jest ten,
który zawładnął gwałtem nad królewskim stworzeniem.
Krwią Bożą jad węża jest zmyty
i zostaje rozwiązane przekleństwo sprawiedliwego potepienia
przez niesprawiedliwy wyrok nad potępionym Sprawiedliwym.
Przez Drzewo bowiem musiało być drzewo uleczone
i przez cierpienie Niecierpiętliwego na Krzyżu
rozwiązane cierpienia potępionego.
Chwała, Chryste Królu, Twojej względem nas wstrząsającej ekonomii,
przez którą zbawiłeś wszystkich
jako Dobry i Przyjaciel człowieka.
Z nieszporów

Krzyżowi Twemu kłaniamy się, Władco,
i święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy!

Przemienienie Pańskie: Modlitwa i światłość

Zaledwie minionej niedzieli czytany był w Cerkwi tekst Ewangelii św. Mateusza o Jezusie, który przyszedł do uczniów po wzburzonym morzu. Fragment ten zaczyna się jednak interesującym wstępem:

I natychmiast Jezus wymógł na swych uczniach, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg, nim On odprawi tłumy. A odesławszy tłumy, wstąpił na górę, aby modlić się na osobności. Gdy zapadł zmrok, był tam sam.
Mat 14:22-23

Nie jedyny raz Ewangelia ukazuje nam Jezusa oddalającego się w samotności na górę, by się modlić. Oczywiście wydaje się być tajemnicą to, jak wyglądała taka modlitwa Chrystusa, jednak nie do końca jest to prawdą. Właśnie we wczorajsze święto mogliśmy usłyszeć również czytanie z Ewangelii św. Mateusza o innej górze:

I po sześciu dniach bierze ze sobą Jezus Piotra, Jakuba i Jana, brata jego, i prowadzi ich na górę wysoką na osobności. I przemienił się przed nimi, i zajaśniało oblicze Jego, jak słońce, zaś szaty Jego stały się białe jak światłość. I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy z Nim rozmawiali. Zwracając się zaś do Jezusa, Piotr rzekł: Panie, dobrze, że jesteśmy tutaj. Jeśli pragniesz, uczynimy tutaj trzy namioty, dla Ciebie jeden, dla Mojżesza jeden i jeden dla Eliasza. Gdy jeszcze to mówił, oto obłok świetlisty zacienił ich i oto głos z obłoku mówił: To jest Syn mój umiłowany, w którym sobie upodobałem – Jego słuchajcie! A usłyszawszy to uczniowie padli na twarz i przerazili się wielce. I podszedłszy Jezus dotknął ich i powiedział: Powstańcie i nie bójcie się. Wzniósłszy zaś swe oczy, nie ujrzeli nikogo poza samym Jezusem.
Mat 17:1-8

Sam tekst, a za nim Ojcowie, słusznie wskazuje, że to nie tyle Jezus doznał przemiany, ale uczniom dane było ujrzeć coś, co było dotąd przed nimi zakryte. Ale co właściwie zobaczyli? Jezus, który zazwyczaj sam udawał się na modlitwę, tym razem zabrał ich ze sobą i chociaż wiele sensów zawiera w sobie Jego chwalebne przemienienie, bez wątpienia jeden narzuca się tutaj sam: uczniowie ujrzeli swego Pana w modlitwie, takim jakim jest naprawdę. W swym przemienieniu ukazał uczniom nie tylko swoją chwałę, boskość i boskie synostwo, ale ukazał również to, jak wygląda Syn Boży w modlitwie i jak wyglądają ci, którzy w Chrystusie się modlą. Jak więc to wygląda?

Jezus otoczony boską światłością swego Ojca, jaśniejący jak słońce, wysławiony przez Ojca. Ale czy to wszystko? Nie, okazuje się, że Jezus nie jest sam. Uczniowie mają możliwość zobaczyć, że Jezus w swej modlitwie na górze rozmawia również z Mojżeszem i Eliaszem – Mojżeszem, który od piętnastu wieków był przecież umarły, i Eliaszem, który osiem wieków temu został żywcem zabrany do nieba. Jezus rozmawia z umarłymi i z żywymi. Ale inna rzecz nasuwa się od razu. Czy to nie ten Mojżesz, którego oblicze jaśniało chwałą nie do zniesienia po tym, jak rozmawiał z Panem na Górze Synaj? Czy to nie ten Eliasz, który na ognistym rydwanie został wzięty do nieba? Dwaj ludzie modlitwy, dwaj mężowie Boży otoczeni blaskiem, światłością i chwałą. Obaj stanowili zapowiedź chwały wcielonego Syna Bożego, ale byli też czymś więcej, niż znakami. W swych własnych osobach ukazali, co dzieje się z człowiekiem, który prawdziwie się modli, który wchodzi w bliską zażyłość z Bogiem – człowiek taki staje się uczestnikiem Bożej chwały i Bożego życia tak, że nawet setki lat po jego śmierci, rozmawia z Jezusem na objawiając się Apostołom.

Apostołowie dobrze zrozumieli tę prawdę i wielkie musiała wywrzeć na nich wrażenie. Św. Jan, który był z Piotrem i Jakubem na tej górze, w swej Ewangelii przytacza słowa Chrystusa, które kieruje do Ojca, żegnając się z uczniami przed swą męką:

Nie tylko za nich proszę, ale i za tych, którzy uwierzą we mnie poprzez ich słowo, aby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas byli jednym, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. I ja chwałę, którą dałeś mi, im dałem, aby byli jednym, jak my jednym jesteśmy, ja w nich i Ty we mnie, aby byli wydoskonaleni w jednym i aby poznał świat, że Ty mnie posłałeś i umiłowałeś ich, jak mnie umiłowałeś. Ojcze, co dałeś mi, pragnę, aby gdzie ja jestem tam i oni byli ze mną, aby oglądali chwałę moją, którą dałeś mi, ponieważ umiłowałeś mnie przed założeniem świata.
J 17:20-24

Przebywać tam, gdzie Chrystus, być w Jego światłości, prawdziwie modlić się z Nim i w Nim, oznacza być jednym z Ojcem, z Synem i ze Świętym Duchem. Ale nie tylko. To również być jednym ze wszystkimi, którzy są jednym z Chrystusem, którzy żyją w Jego światłości, z «Praojcami, Ojcami, Patriarchami, Prorokami, Apostołami, Kaznodziejami, Ewangelistami, Męczennikami, Wyznawcami, Ascetami oraz każdym duchem sprawiedliwym, który w wierze dopełnił życia» (Liturgia św. Jana Chryzostoma). Z Mojżeszem i Eliaszem, Piotrem, Janem i Jakubem, żywymi i zmarłymi. Ale drogą do tej udziału świętych w światłości (Kol 1:12) jest modlitwa za przykładem Jezusa, w której choćbyśmy byli na osobności, podobnie jak Jezus nigdy nie jesteśmy sami.

seraphim_transfigurationsymeon-icon

Przemienienie św. Serafima z Sarowa (1754-1833) i św. Symeona Nowego Teologa (949–1022)


Czytaj także

Moc i przyjście Pana – Przemienienie Pańskie

Obłok świadków, obłok Bożego synostwa

Met. Jan Zizioulas o encyklice «Laudato Si’»

Metropolita Jan Zizioulas, biskup Pergamonu, jest jednym z najwybitniejszych współczesnych teologów prawosławnych. Jest również współprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu między Kościołem Katolickim i Wschodnimi Kościołami Prawosławnymi. W miniony czwartek miał okazję uczestniczyć w ogłoszeniu najnowszej papieskiej encykliki Laudato Si’, dzięki czemu mógł wygłosić krótki prawosławny komentarz do encykliki jako przedstawiciel Patriarchatu Ekumenicznego. Poniżej zamieszczam przekład własny jego bardzo ciekawego wystąpienia (tłumaczenie z wersji angielskiej dostępnej na stronie Greckiej Archidiecezji Prawosławnej w Ameryce).

Metropolita Jan Zizioulas

Metropolita Jan Zizioulas

Komentarz do encykliki papieża Franciszka pt. „Laudato si”

Metropolita Jan (Zizioulas), bp Pergamonu

Wprowadzenie

Chciałbym rozpocząć od wyrażenia mojej głębokiej wdzięczności z powodu dostąpienia zaszczytu, jakim jest bycie zaproszonym do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, w ogłoszeniu nowej encykliki Jego Świątobliwości Papieża Franciszka, „Laudato Si’”. Jestem również zaszczycony faktem, że Jego Świątobliwość, Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej, poprosił mnie o przekazanie wam wyrazów jego osobistej radości i satysfakcji z powodu wydania tej encykliki. Jak niektórzy zapewne wiecie, Patriarchat Ekumeniczny był jednym z pierwszych w świecie chrześcijańskim, który zwrócił uwagę światowej społeczności na powagę problemu ekologicznego oraz obowiązku Kościoła do zgłaszania swego zaniepokojenia i podejmowania prób włączenia się za sprawą wszelkich duchowych środków, jakie ma na podorędziu, do ochrony naszego środowiska naturalnego. Toteż już w roku 1989 Patriarcha Ekumeniczny Dimitrios wydał encyklikę skierowaną do wiernych chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli, w której podkreślił powagę problemu ekologicznego i jego teologicznych oraz duchowych wymiarów. Za tym podążyła seria działań takich, jak organizacja międzynarodowych konferencji przywódców religijnych i ekspertów naukowych, jak również seminariów dla ludzi młodych, dla posługujących w Kościele itp. pod auspicjami obecnego Patriarchy Ekumenicznego, mających na celu promocję świadomości ekologicznej wśród chrześcijan w szczególności oraz w szerszej wspólnocie mężczyzn i kobiet.

Wydanie encykliki „Laudato Si’” jest zatem okazją do wielkiej radości i satysfakcji dla prawosławnych. W ich imieniu pragnę wyrazić naszą głęboką wdzięczność Jego Świątobliwości za wzniesienie swego pełnego autorytetu głosu, by przyciągnąć uwagę świata ku pilnej potrzebie ochrony Bożego stworzenia przed szkodami, które my, ludzie wyrządzamy za sprawą naszego zachowania względem przyrody. Encyklika pojawia się w krytycznym momencie w ludzkich dziejach i niewątpliwie będzie miała globalny wpływ na świadomość ludzi.

Ci, którzy będą czytać encyklikę, będą pod wrażeniem głębi i przenikliwości, z jaką potraktowany jest ekologiczny problem i z jaką wykazana jest jego powaga, do społu z konkretnymi sugestiami i propozycjami tego, jak należy działać, by zmierzyć się z jego konsekwencjami. Materiał zawarty na jej stronach da do myślenia każdemu: naukowcowi, ekonomiście, socjologowi, a nade wszystko wszystkim wiernym Kościoła. Mój własny komentarz ograniczy się do bogactwa teologicznej myśli i duchowości encykliki. Czas i objętość uniemożliwiają mi oddanie całej sprawiedliwości potraktowaniu tych aspektów. Ograniczę się zatem do następujących punktów:

Teologiczne znaczenie ekologii;
Duchowy wymiar problemu ekologicznego; oraz
Ekumeniczne znaczenie encykliki.

1. Teologia i ekologia

Co wspólnego ma ekologia z teologią? W tradycyjnych podręcznikach do teologii ledwo można znaleźć jakiekolwiek miejsce na ekologię i to samo jest prawdą w stosunku do akademickich sylabusów szkół teologicznych: katolickich, prawosławnych i protestanckich. Encyklika poświęca cały rozdział (roz. 2), by ukazać głębokie ekologiczne implikacje chrześcijańskiej nauki o stworzeniu. Wskazuje, że zgodnie z Biblią „ludzka egzystencja opiera się na trzech podstawowych relacjach ściśle ze sobą związanych: na relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z ziemią” (par. 66). Ta trzecia relacja, tj. z ziemią, była bardzo często ignorowana przez chrześcijańską teologię do tego stopnia, że amerykański historyk Lynn White w słynnym już dzisiaj artykule w magazynie Scientist (1967) oskarżał chrześcijańską teologię o ponoszenie odpowiedzialności za współczesny kryzys ekologiczny. Jest bowiem prawdą, że w teologii chrześcijańskiej istota ludzka została tak bardzo wywyższona ponad materialne stworzenie, że ludzie mogli traktować je jako materiał służący do zaspokajania swoich potrzeb i pragnień. Człowiek został zdenaturalizowany i w swym nadużyciu oraz błędnym wykorzystaniu biblijnego nakazu danego pierwszej parze – „bądźcie płodni i rozmnażajcie się, i czyncie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1:28) – ludzkość została zachęcona do wykorzystywania materialnego stworzenia bez ograniczeń, bez szacunku dla jego integralności, a nawet świętości.

To podejście do stworzenia nie tylko prowadziło do nadużyć biblijnej nauki, ale jednocześnie było sprzeczne z fundamentalnymi zasadami chrześcijańskiej wiary. Jedną z nich jest wiara we Wcielenie Chrystusa. Przyjmując ludzką naturę Syn Boży przyjął materialne stworzenie w jego całości. Chrystus przyszedł, by zbawić całe stworzenie poprzez Wcielenie, nie tylko ludzkość; bowiem według św. Pawła (Rz 8:23) „całe stworzenie wzdycha w bólu i cierpi” oczekując swego wybawienia poprzez ludzkość.

Inna fundamentalna zasada wiary chrześcijańskiej, która posiada istotne ekologiczne implikacje, ma związek z samym sercem Kościoła, którym jest Święta Eucharystia. W celebracji Eucharystii Kościół ofiarowuje Bogu materialny świat w formie chleba i wina. W tym Sakramencie przestrzeń, czas i materia zostają uświęcone; są wzniesione do Stwórcy z dziękczynieniem, jako Jego dary dla nas; stworzenie jest uroczyście ogłoszone Bożym darem, a ludzie zamiast jako właściciele stworzenia działają jako jego kapłani, którzy wznoszą je do świętości boskiego życia. To przywodzi na myśl poruszające słowa św. Franciszka z Asyżu, którymi rozpoczyna się encyklika: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez Siostrę naszą, Matkę Ziemię.” Jak ujęliby to św. Grzegorz Palamas i inni greccy Ojcowie, całe stworzenie jest przeniknięte Bożą obecnością za sprawą Jego boskich energii; wszystko obwieszcza Bożą chwałę, jak powiada Psalmista, i człowiek przewodzi kosmicznemu chórowi uwielbienia Boga jako kapłan stworzenia. Ten sposób rozumienia miejsca i misji ludzkości w stworzeniu jest wspólny dla wschodniej i zachodniej tradycji chrześcijańskiej i ma szczególne znaczenie dla kultywowania ekologicznego etosu.

2. Duchowy wymiar

Jak wynika jasno z encykliki, kryzys ekologiczny jest w swej istocie problemem duchowym. Właściwa więź pomiędzy ludzkością i ziemią lub jej środowiskiem naturalnym została zerwana wraz z Upadkiem zarówno zewnętrznie, jak i w nas, a zerwaniem tym jest grzech. Kościół musi teraz wprowadzić do swego nauczania o grzechu grzech przeciwko środowisku, grzech ekologiczny. Pokajanie musi być rozszerzone, by objąć również zniszczenie, które przynosimy przyrodzie zarówno jako jednostki, jak i jako społeczeństwa. Musi to pojawić się w sumieniu każdego chrześcijanina, który troszczy się o swoje zbawienie.

Zerwanie właściwej relacji pomiędzy ludzkością i naturą wynika ze wzrostu indywidualizmu w naszej kulturze. Dążenie do jednostkowego szczęścia stało się ideałem w naszych czasach. Grzech ekologiczny ma swoją przyczynę w ludzkiej zachłanności, która zaślepia mężczyzn i kobiety aż do poziomu ignorowania i bagatelizowania podstawowej prawdy, że szczęście jednostki zależy od jej więzi z resztą istot ludzkich. Istnieje społeczny wymiar w ekologii, który encyklika przedstawia bardzo jasno. Kryzys ekologiczny idzie ręka w rękę z rozprzestrzenianiem się społecznej niesprawiedliwości. Nie możemy z powodzeniem zmierzyć się z jednym bez odniesienia się do drugiego.

Ekologiczny grzech jest grzechem nie tylko przeciwko Bogu, ale również przeciwko naszemu bliźniemu. I jest to grzech nie tylko przeciwko innym w naszych czasach, ale również – i to jest poważne – przeciwko przyszłym pokoleniom. Zniszczywszy naszą planetę z powodu pragnienia zaspokojenia naszej żądzy szczęścia, pozostawiamy przyszłym pokoleniom świat zepsuty i niedający się naprawić ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, jakie będzie to nieść dla ich życia. Musimy działać zatem odpowiedzialnie względem naszych dzieci i tych, którzy przyjdą po nas w tym życiu.

Wszystko to wzywa nas do tego, co możemy nazwać ekologiczną ascezą. To znaczące, że wielkie postaci chrześcijańskiej tradycji ascetycznej były wszystkie bardzo wrażliwe na cierpienie wszystkich stworzeń. Odpowiednicy św. Franciszka z Asyżu są bardzo powszechni w monastycznej tradycji Wschodu. Istnieją opowieści o życiu świętych pustyni, które przedstawiają ascetów opłakujących cierpienie lub śmierć każdego stworzenia i prowadzących pełną pokoju i przyjazną koegzystencję nawet z dzikimi zwierzętami. To nie jest romantyczna wizja. To wypływa z kochającego serca i przekonania, że między światem przyrody i nami istnieje organiczna jedność oraz współzależność, która sprawia, że dzielimy jeden los tak, jak mamy tego samego Stwórcę.

Asceza jest nieprzyjemną ideą w naszej obecnej kulturze, która mierzy szczęście i postęp wzrostem kapitału i konsumpcji. Byłoby czymś nierealistycznym oczekiwać od naszych społeczeństw przyjęcia ascezy takiej, jak ta, która była udziałem św. Franciszka i Ojców Pustyni. Ale duch i etos ascezy może i musi zostać przyjęty, jeśli nasza planeta ma przetrwać. Powstrzymanie zużycia surowców naturalnych jest realistycznym podejściem i muszą znaleźć się sposoby, które mogłyby ograniczyć niezmierzone marnotrawstwo materiałów naturalnych. Technologia i nauka muszą poświęcić swe wysiłki takiemu zadaniu. Jest bardzo wiele inspiracji i pomocy, którą można uzyskać z samej encykliki w tym względzie.

Na końcu, duchowość musi przenikać nasz ekologiczny etos za sprawą modlitwy. Encyklika podaje pewne piękne przykłady tego, jak można się modlić o ochornę Bożego stworzenia. Z modlitw cytowanych na końcu encykliki porusza mnie następujący wycinek:

Boże, ulecz nasze życie,
byśmy strzegli świata, a nie łupili go,
byśmy rozsiewali piękno, a nie skażenie i zniszczenie.
Dotknij serc
tych, którzy szukają jedynie zysków
kosztem ubogich i ziemi.
Naucz nas odkrywania wartości każdej rzeczy,
kontemplowania w zadziwieniu,
uznania, że jesteśmy głęboko zjednoczeni
z każdym stworzeniem
w naszej pielgrzymce ku Twej nieskończonej światłości.

W tym punkcie chciałbym wspomnieć, że Patriarcha Ekumeniczny zdecydował już w 1989, by 1. września każdego roku był poświęcony na modlitwę o środowisko. Ta data według prawosławnego kalendarza liturgicznego, którego początki sięgają czasów bizantyjskich, to pierwszy dzień roku kościelnego. Liturgiczne nabożeństwo tego dnia zawiera modlitwy o stworzenie i Patriarchat Ekumeniczny zlecił współczesnemu hymnografowi z Góry Atos skomponowanie hymnów specjalnie na ten dzień. 1. września każdego roku jest teraz poświęcony przez prawosławnych środowisku. Czy mogłoby się to stać dniem takiej modlitwy dla wszystkich chrześcijan? To oznaczałoby krok w stronę zbliżenia między nimi.

To zaś prowadzi mnie do mojej ostatniej uwagi do papieskiej encykliki, mianowicie jej ekumenicznego znaczenia.

3. Ekumeniczne znaczenie encykliki

Istnieją moim zdaniem trzy wymiary ekumenizmu. Pierwszy możemy nazwać ekumenizmem w czasie, wyrażenie to często było używane przez jednego z największych prawosławnych teologów minionego stulecia, śp. o. Georgesa Florovsky’ego. Rozumiemy przez nie wysiłek podzielonych chrześcijan w kierunku zjednoczenia na podstawie ich wspólnej Tradycji, nauczania Biblii i Ojców Kościoła. To jest przedmiotem teologicznych dialogów, które mają miejsce w ruchu ekumenicznym naszych czasów i wydaje się być dominująca formą ekumenizmu.

W tym samym czasie ekumenizm w przestrzeni jest również praktykowany poprzez różne międzynarodowe instytucje takie jak Światowa Rada Kościołów i jej podobne ciała ekumeniczne, które gromadzą podzielonych chrześcijan, aby różne kulturowe konteksty, w których żyją, mogły zostać wzięte pod rozwagę w poszukiwaniu jedności. To zbliżyło chrześcijan z Azji, Ameryki, Europy, Ameryki Łacińskiej itd. – to wyraz powszechności Kościoła chrześcijańskiego.

Do tych dwóch wymiarów, które zdominowały ekumeniczną scenę na minione sto lat, musimy dodać, jak sądzę, trzeci, który zazwyczaj jest zaniedbywany, mianowicie coś, co nazwałbym ekumenizmem egzystencjalnym. Przez to mam na myśli wysiłek, by zmierzyć się z najgłębszymi egzystencjalnymi problemami, które zajmują ludzkość w jej całości – nie po prostu w poszczególnych miejscach lub w określonych klasach ludzi. Ekologia jest bez wątpienia najbardziej oczywistym kandydatem w tym przypadku.

Wierzę, że znaczenie papieskiej encykliki „Laudato Si’” nie jest ograniczone do tematu ekologii jako takiej. Widzę w niej ważny wymiar ekumeniczny przez to, że jednoczy podzielonych chrześcijan wobec wspólnego zadania, z którym muszą się zmierzyć razem. Żyjemy w czasach, gdy fundamentalne egzystencjalne problemy przerastają nasze tradycyjne podziały i czynią je względnymi niemal do punktu zupełnego zaniku. Zwróćmy uwagę dla przykładu na to, co ma miejsce dzisiaj na Bliskim Wschodzie: czy ci, którzy prześladują chrześcijan, pytają ich, do jakiego Kościoła lub konfesji przynależą? Chrześcijańska jedność w takich wypadkach jest de facto zrealizowana poprzez prześladowanie i krew – ekumenizm męczeństwa.

Groźba jaką stawia przed nami kryzys ekologiczny podobnie przekracza nasze tradycyjne podziały. Niebezpieczeństwo, które wisi nad naszym wspólnym domem, planetą, na której mieszkamy, jest opisane w encyklice w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do egzystencjalnego ryzyka, z którym musimy się zmierzyć. To ryzyko jest współne dla nas wszystkich bez względu na kościelne lub konfesyjne tożsamości. W równym stopniu wspólny musi być nasz wysiłek, by zapobiec katastrofalnym skutkom obecnej sytuacji. Encyklika Papieża Franciszka jest wezwaniem do jedności – jedności w modlitwie o środowisko, w tej samej Ewangelii stworzenia, w nawróceniu naszych serc i naszych stylów życia, byśmy szanowali i kochali każdego i wszystko, co zostało nam dane przez Boga. Jesteśmy za to wdzięczni.

Watykan, 18.06.2015

Bp Kallistos Ware: Zbawienie w Chrystusie

Poniżej znajduje się moje tłumaczenie wykładu bpa Kallistosa na język polski. Właściwy wykład trwa od 6:27 do ok 1:09:00. Nie dokonywałem redakcji tekstu, dlatego pojawiają się w nim czasem niezręczności związane z językiem mówionym. Wykład jest bardzo ciekawy, pozwala spojrzeć na dzieło Chrystusa z różnych perspektyw szczególnie interesujących dla zachodnich chrześcijan, zwłaszcza protestantów, bo i został wygłoszony na protestanckim uniwersytecie. Zapraszam do lektury i komentarzy.

***

Pozwólcie, że zacznę od pytania, które zadano mi jakiś czas temu w pociągu. Pewna osoba siedząca naprzeciwko mnie, utkwiła we mnie przeszywające spojrzenie i powiedziała: «Czy jesteś zbawiony?» Jak na to odpowiedziałem? Jak wy byście na to pytanie odpowiedzieli? Powiem wam, jaka była moja odpowiedź, ale jeszcze nie teraz, będziecie musieli poczekać do końca wykładu.

«Czy jesteś zbawiony?» Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zapytać samych siebie, co rozumiemy przez «zbawienie». Z prawosławnego punktu widzenia są cztery uwagi, które należy poczynić.

«Wielka jest tajemnica naszej religii» jest powiedziane w Listach Pasterskich (1 Tym 3:16) – «Bóg został objawiony w ciele, usprawiedliwiony w duchu, widziany przez aniołów, ogłoszony wśród pogan, uwierzono w Niego na świecie, został wzięty do góry w chwale». W równym stopniu możemy rzec: wielka jest tajemnica naszego zbawienia! Zbawienia nie powinno się dać łatwo wyjaśnić, to jest tajemnica sięgająca w oślepiający mrok Boga. Jest tak wiele rzeczy, których nie potrafimy wyrazić słowami. W tym miejscu przypomina mi się hymn, który my, prawosławni, śpiewamy każdego roku w Wielką Sobotę:

«Niechaj milczy wszelkie śmiertelne ciało
i niech stoi z bojaźnią i drżeniem»

O tej tajemnicy zbawienia – i jest to moja druga uwaga wstępna – można przynajmniej to powiedzieć słowami znowuż Listów Pasterskich, tym razem 1 Tym 2:4: «Bóg pragnie, aby każdy został zbawiony i przyszedł do poznania prawdy». Był to tekst, na który wielki nacisk kładł John Wesley, ale jest to też tekst równie podkreślany w prawosławiu. Dar zbawienia jest skierowany do każdej istoty ludzkiej bez wyjątku. Jednakże – i to jest trzecia uwaga – jednocześnie my, ludzie, możemy odmówić przyjęcia tego daru. Bóg jest wolny i tak każda osoba ludzka ukształtowana na obraz Boży jest podobnie wolna. Mówiąc słowami Sørena Kierkegaarda: «Najbardziej wstrząsającą rzeczą podarowaną ludziom jest wybór, wolność». A św. Augustyn mówi: «Bóg stworzył cię bez twojego przyzwolenia, ale nie zbawi cię bez twojej zgody». Nie możemy zostać zbawionymi bez Boga, ale Bóg nas nie zbawi bez naszej dobrowolnej zgody. Jak jest powiedziane w Homiliach św. Makarego (mających ważny wpływ na Johna Wesleya): «Wola człowieka jest niezbędnym warunkiem wstępnym, bowiem bez niego Bóg nie czyni nic». Nasze zbawienie jest efektem zbieżności – po grecku synergii1 – dwóch czynników, o nierównym znaczeniu, a mimo to obu niezbędnych: Bożej łaski i ludzkiej wolności.

Czwarta uwaga, którą chcę poczynić na początku, jest taka: dla tradycji prawosławnej zbawienie jest osobowe, ale nie rozłączne. Nie jesteśmy zbawieni sami, ale jako członki Ciała Chrystusa, Kościoła, przez udział w sakramentach Chrztu i Świętej Komunii.

Zgłębiając trochę bardziej znaczenie zbawienia, to, co znajdujemy w Piśmie i w Tradycji, to nie pojedyncza systematyczna teoria zbawienia, ale wiele obrazów, metafor i modeli. Nie wyłącznie jedną ścieżką podchodzimy do pojęcia tak wielkiej tajemnicy. A zatem znajdujemy w Biblii wiele symboli o wielkim znaczeniu i mocy, a jednak w większości nie są one wyjaśnione, mają mówić same za siebie i musimy być ostrożni, by zamienić tych obrazów i symboli w racjonalny, sylogistyczny wywód. Nie powinniśmy też oddzielać od reszty żadnego z tych obrazów czy symboli, kładąc nań wyłączny nacisk, ignorując pozostałe. Musimy równoważyć jeden obraz innym obrazem. Musimy mówić nie «albo, albo», ale «i to, i tamto», różne obrazy to nie alternatywy, potrzebujemy ich wszystkich.

To przypomina mi moje doświadczenie, gdy pierwszy raz przybyłem do USA jako student w 1959 roku. W tamtych czasach jeśli chciało się podróżować samolotem, trzeba było być bardzo bogatym, więc ja przypłynąłem statkiem, liniowcem Cunard Królowa Elżbieta, to była pięcio- lub sześciodniowa podróż. W cenie biletu zawierały się wszystkie posiłki. Byłem zupełnie zachwycony, gdy odkryłem po przyjściu do restauracji, że można tam wybrać tyle jedzenia ile się tylko chce. Nie było się ograniczonym tylko do trzech dań. Na śniadanie, jeśli się miało taką ochotę, można było wziąć i owsiankę, i płatki, i sok owocowy, i grejpfruta. A potem można było dostać i bekon z jajkami, i wędzonego śledzia – o ile oczywiście miało się na to ochotę na falujących wodach Atlantyku. Przy obiedzie moi współtowarzysze podróży okazywali wielki brak wyobraźni – wzięli sobie zupę, potem główne danie, a potem jeszcze deser. Ja dałem radę wsunąć każdego wieczora siedmiodaniowy posiłek. A więc powinniśmy uczynić podobnie z różnymi modelami zbawczego dzieła Chrystusa. Wybrać każde danie z menu Cunard. Jest pewne bezpieczeństwo w tych liczbach.

Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować słowa rumuńskiego teologa prawosławnego, Dumitru Staniloae, który mówi w tym miejscu o apofatycznej teologii Kościoła prawosławnego, teologii, która posługuje się negacjami, która mówi przede wszystkim nie o tym, czym jest Bóg, ale czym nie jest, o teologii, która podkreśla Bożą transcendencję. «Tajemnica zbawienia – mówi ojciec Staniloae – nie może zostać wyrażona inaczej, niż w formie paradoksu i dlatego prawosławie szukało zawsze sposobu, by uchronić paradoks przed próbami rozwikłania tajemnicy za pomocą serii jednostronnych, racjonalistycznych twierdzeń. Paradoksalna i apofatyczna pełnia tajemnicy zbawienia jest w sposób bardziej wierny ukazywana za pomocą symboli, niż intelektualnych definicji. Rozważać Krzyż i Zmartwychwstanie w obrazach, wyrażać je za pomocą symbolicznych i liturgicznych aktów – to naprowadzać na tę tajemnicę zbawienia w sposób bardziej rzeczywisty i bardziej egzystencjalny, niż to możliwe za pomocą teorii zadośćuczynienia Anzelma czy protestanckiej teorii kary, które nie mogą wyrazić więcej niż jeden aspekt niepojętej tajemnicy zbawienia. Takie teorie są do przyjęcia tylko pod warunkiem, że nie mają ambicji zastąpić samej tajemnicy w jej niepojętej pełni, ale by zaledwie ukazać pewien konkretny element i to we względny i doraźny sposób.»

Dzisiejszego wieczoru chciałbym przyjrzeć się razem z wami pięciu modelom Chrystusowego dzieła zbawienia i chciałbym, byście w odniesieniu do każdego z tych modeli zadali sobie cztery pytania. Pytania są następujące:

  1. Po pierwsze powinniśmy zapytać, czy dany model zakłada zmianę dokonującą się w Bogu, czy w nas? Jeśli zakłada, że to Bóg podlega zmianie, to oznacza, że na pewno coś tutaj poszło nie tak. Powinniśmy odrzucić obraz Boga Ojca jako gniewnego despoty, którego trzeba jakoś przebłagać. Niektóre teorie odkupienia wydają się sugerować, że musimy zostać uratowani raczej przed Bogiem, niż od grzechu i zła. Ale w kluczowym tekście (2 Kor 5:19), który umieściłem na górze naszego konspektu, Paweł mówi: «Bóg był w Chrystusie, jednając świat ze sobą samym», nie «jednając samego siebie ze światem». To my potrzebujemy pojednania i uzdrowienia, nie Bóg; my potrzebujemy zmiany, nie Bóg.
  2. Drugim moim pytaniem jest: czy dana teoria oddziela Chrystusa od Ojca? Jeśli Chrystus jest oddzielony od Ojca, to ponownie coś zdecydowanie poszło nie tak. Paweł mówi: «Bóg był w Chrystusie». Zbawienie to dzieło Boga w Chrystusie, powinniśmy widzieć Chrystusa w Jego służbie jako przedstawiciela Boga, nie jako Jego ofiarę, nawet jeśli potwierdzamy solidarność i zjednoczenie Chrystusa z nami poprzez Jego Wcielenie, to nie powinno mieć miejsca w taki sposób, że aż oddzielamy Go od Ojca. Jedność Trójcy musi zostać zachowana.
  3. Potem trzecie pytanie: czy model oddziela Krzyż od Wcielenia i Zmartwychwstania? Pewne teorie odkupienia są wyłącznie skoncentrowane na Krzyżu, ale Krzyż nie powinien był oderwany od tego, co miało miejsce wcześniej, Wcielenia, jak i tego, co nastąpiło potem – Zmartwychwstania. W innym wypadku ciągłość i spójność ekonomii Chrystusa zostaje zerwana. Musimy postrzegać zbawcze dzieło Chrystusa jako jedność: narodzenie, życie, cuda, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie – wszystkie razem stanowią pojedyncze i niepodzielne dzieło.
  4. I wreszcie pytanie czwarte: czy dany model zakłada obiektywne czy subiektywne rozumienie dzieła Chrystusa? Czy zbawcze dzieło Chrystusa odnosi się przede wszystkim do naszych uczuć i emocji, czy też rzeczywiście odmienia stan wszechświata? Z całą pewnością to drugie. Bóg był w Chrystusie, przemieniając naszą całkowitą sytuację. Chrystus uczynił coś dla nas, obiektywnie.

Teraz z tymi czterema pytaniami w pamięci przyjrzyjmy się pięciu modelom i to nie jest zestaw wyczerpujący.

Po pierwsze, możemy myśleć o zbawczym dziele Chrystusa w kategoriach wymiany. Kluczowym tekstem tutaj jest 2 Kor 8:9: «Chociaż był bogaty, to dla was stał się ubogi, abyście przez Jego ubóstwo mogli się wzbogacić». Bogactwa Chrystusa to Jego boska chwała, ubóstwo, które przyjął na siebie to nasz rozpaczliwy stan. Zatem Chrystus ogołaca samego siebie – w słowach Listu do Filipian 2 – ogołaca samego siebie ze swej boskiej chwały, staje się posłuszny do śmierci, i to śmierci krzyżowej, w pełni wkracza w nasz rozpaczliwy stan, przyjmuje całe nasze zniszczenie w siebie samego, a przez przyjęcie go, uzdrawia je. Wymiana darów. Udział. Chrystus ma udział w tym, czym my jesteśmy, abyśmy my mogli mieć udział w tym, czym On jest.

To jest wielki motyw w pismach Ojców. Św. Ireneusz mówi: «W swej niezmierzonej miłości stał się tym, czym my jesteśmy, abyśmy mogli stać się tym, czym On jest». A św. Atanazy stwierdza tak, choć bardziej zwięźle: «On stał się człowiekiem, abyśmy my mogli stać się Bogiem». Oczywiście, Atanazy nie ma na myśli, że stajemy się dosłownie według natury Bogiem, nie stajemy się w zbawieniu dodatkowymi osobami Świętej Trójcy. Ale to, co ma na myśli, mówiąc o zbawieniu jako o przebóstwieniu (gr. theosis2), to to że zbawienie to nie jest tylko zmiana naszego prawnego statusu, to nie tylko kwestia przypisanej sprawiedliwości. Zbawienie oznacza kompletną przemianę naszej stworzonej natury tak, że jesteśmy przesiąknięci i odmienieni przez odwieczne Boże życie. Stajemy się, jak jest powiedziane w Drugim Liście Piotra, «uczestnikami boskiej natury».

Za tym modelem zbawienia, który na wiele sposobów jest najbardziej fundamentalnym w Kościele prawosławnym, stoją dwie zasady. Po pierwsze, tylko Bóg może zbawić, zbawienie jest boskim aktem. Prorok nie może być zbawicielem świata, śmierć zwykłego człowieka nie może zniszczyć śmierci. To Bóg musi umrzeć za nas na krzyżu. Zatem jeśli Chrystus ma być naszym zbawicielem, musi być on prawdziwym Bogiem. Ale oprócz tego istnieje druga zasada zbawienia – Boże zbawienie musi dosięgnąć głębi ludzkiej potrzeby. Tylko jeśli Chrystus, boski Zbawiciel jest prawdziwie człowiekiem tak, jak wy i ja jesteśmy ludźmi, tylko wtedy my ludzie mamy udział w tym, co On uczynił dla nas. Zatem jeśli Chrystus ma być naszym zbawcą, musi być prawdziwym człowiekiem. Jest to przedstawione w Liście do Hebrajczyków 4:15, jednym z najważniejszych chrystologicznych tekstów w całym Nowym Testamencie: «Nie mamy arcykapłana, którego nie może dotknąć odczucie naszych słabości – albo jak też może to być oddane – który nie może współczuć z naszymi słabościami, ale takiego, który był próbowany we wszystkim tak, jak i my jesteśmy, z wyjątkiem zgrzeszenia». Takie są więc implikacje modelu współudziału lub inaczej wymiany.

Jeśli uczynimy Chrystusa kimś mniej niż Bogiem, mniej niż człowiekiem, to podważamy cały wzór zbawienia. Chrystus, nasz Zbawiciel nie jest pół na pół, 50 na 50, ale jest w 100 procentach Bogiem i w 100 procentach człowiekiem. Odnieśmy teraz ten model wymiany do naszych czerech pytań. Czy model zakłada zmianę w Bogu czy w nas? Na pierwszy rzut oka zdaje się, że mówimy tutaj o zmianie w Bogu: druga Osoba Trójcy, boski Logos, który od wieczności jest prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga, równy Ojcu, w pewnym momencie staje się człowiekiem, rodzi się na ziemi. Ale nie jest to naprawdę zmiana w Bogu. Bóg jest miłością i Wcielenie jest najwyższym wyrazem Bożej miłości do nas. Ja jest powiedziane w Ewangelii Jana 3:16: «Bóg tak umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna». Tak więc Bóg stając się człowiekiem pozostaje wierny samemu sobie.

W tej teorii, po drugie, Bóg nie jest oddzielony od Chrystusa. Przeciwnie – ten model zakłada, że Chrystus jest Bogiem. Po trzecie, Krzyż nie jest wyizolowany. W istocie wielkie znaczenie jest tutaj przypisane Wcieleniu jako zbawczemu aktowi. Ale Krzyż pozostaje centralnym punktem. W tym modelu Bóg nie tylko ma udział w całej pełni ludzkiego życia, ale również ma udział w pełni ludzkiej śmierci. Krzyż oznacza, że do ostatecznego możliwego stopnia Chrystus uczestniczy w całej naszej udręce, cierpieniu i wyobcowaniu. To jest dla mnie być może najbardziej owocny z modeli, ale przyjrzyjmy się jeszcze kilku innym.

W drugiej kolejności w Piśmie zbawcze dzieło Chrystusa jest czasem rozumiane jako dzieło okupu. «Syn Człowieczy – mówi Chrystus w Ewangelii Marka 10:45 – przyszedł nie po to, aby mu służono, ale by służyć i aby dać swoje życie na okup za wielu». Podstawowym elementem tej metafory jest wolność: wcześniej byliśmy zniewoleni przez grzech, teraz jesteśmy wyzwoleni. Jak mówi Paweł w Liście do Galatów 5:1: «Chrystus wyzwolił nas». Ale ten akt wyzwolenia jest niesamowicie kosztowny! Okup, który Chrystus płaci za nas to samo Jego życie oddane na Krzyżu. Na ile to spełnia wymagania naszych czterech pytań?

Po pierwsze, co jasne, zmiana ma miejsce w nas. W porządku. Po drugie, Chrystus nie jest oddzielony od Ojca, bowiem płacąc okup działa w imię Boga, chociaż dla nas. Trzeci punkt jest mniej wyraźny – teorie okupu mają tendencję do bycia bardzo skoncentrowanymi na Krzyżu, ale tak nie musi być. I po czwarte, okup dokonuje obiektywnej zmiany naszego stanu. Jak na razie wszystko w porządku. Ale nie naciągajmy tej metafory za mocno! Nie powinniśmy zadawać pytania, komu okup jest uiszczany. Nowy Testament de facto nie zadaje tego pytania. W konsekwencji jednak wielu chrześcijan to właśnie czyniło, często z opłakanymi skutkami. Jeśli powie się, że okup jest zapłacony Bogu Ojcu, wtedy wprowadza się obraz zagniewanego ojca, którego trzeba uprosić, mściwego i karzącego, i ten właśnie obraz odepchnął niezliczone rzesze ludzi od chrześcijaństwa na przestrzeni ostatnich stu lat. Na pewno musimy unikać oddzielania Syna i Ojca w ten sposób. Bez wątpienia Bóg wybacza nam darmo, nie wymaga żadnej zapłaty. Ale wtedy czy należy powiedzieć, że okup jest płacony diabłu? Chrześcijanie często twierdzili coś takiego i wymyślono całą teorię na temat tego, jak diabeł został oszukany. Np. św. Augustyn posługuje się metaforą pułapki na myszy: diabeł jest myszą, serem jest człowieczeństwo Chrystusa, pułapka to Jego bóstwo. Demoniczna mysz widzi ser, zakrada się i zaczyna go jeść, i wtedy boska pułapka zatrzaskuje się na niej, i jest złapana. Śmiejecie się z tego i całkiem możliwe, że św. Augustyn zamyślał to jako żart, ale inni ludzie wzięli tego rodzaju wyobrażenie na poważnie. Jednak Grzegorz z Nazjanzu, Grzegorz Teolog, odrzuca tego rodzaju wyobrażenie jako niegodne Boga – Bóg nie posługuje się podstępem. Diabeł nie ma żadnych praw. Zatem centralną ideą teorii okupu nie jest transakcja handlowa, ale idea wyzwolenia. Nie pytaj, kto otrzymuje zapłatę, pozostań przy podstawowym znaczeniu: Chrystus nas wyzwolił.

Zatem dochodzimy do naszego trzeciego obrazu: ofiary. Dzisiaj dla nas jest to trudna idea, straciliśmy w dużej mierze zrozumienie tego, co oznacza ofiara. Ale w starożytności hebrajskiej, greckiej czy rzymskiej ofiara była wszechobecna, była przyjmowana jako coś oczywistego, chociaż zazwyczaj nie tłumaczono jej. Ani w Biblii, ani w tradycji klasycznej nie znajdziemy pojedynczej teorii tego, co ofiara oznacza. W Starym Testamencie jest wiele rodzajów ofiar. Paschalny baranek, w przypadku którego ofiara była spożywana. Ofiara za grzechy w Dniu Pojednania, kiedy ofiara nie była spożywana, ale kropiono krwią lud. Ofiara z kozła w Księdze Kapłańskiej 16, przy której kozioł jest wypędzany na pustynię, niosąc grzechy ludu, ofiara dla szatana. Wszystkie te sposoby rozumienia ofiary można znaleźć odniesione do Chrystusa. «Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata» – baranek paschalny. «Chrystus nasza Pascha został złożony w ofierze za nas» – znowu baranek paschalny. «On jest przebłaganiem – gr. hilasmos3 – za nasze grzechy» – to idea ofiary za grzechy w Dniu Pojednania.

Jeśli mamy poprawnie zrozumieć ofiarę, musimy zauważyć, że rzeczywistą ideą tutaj nie jest śmierć ofiary, prawdziwą istotą jest tutaj ofiarowanie, podarowanie życia ofiary Bogu. Gdy ofiara była zabijana, wylewano krew, co oznaczało, że życie ofiary było ofiarowywane Bogu. Gdy ofiara była palona jak w ofierze całopalnej i dym wznosił się do nieba, ofiara wstępowała do Boga. Mamy to samo poczucie w Kościele prawosławnym, gdy ofiarowujemy kadzidło i dym wznoszący się z kadzidła jest postrzegany jako ofiarowany Bogu. Zatem istotą ofiary jest dar. Ofiarować oznacza podarować, przede wszystkim oddać siebie samego. Toteż ofiara zakłada ideę miłości. I jeśli ofiara nie jest złożona dobrowolnie i z miłości, to nie jest to tak naprawdę w ogóle ofiara. To, co jest mi odebrane siłą i przemocą, wbrew woli, nie jest ofiarą. I kiedy rzeczy są mi odbierane wbrew mojej woli, jestem poszkodowany, ponoszę stratę. Ale jeśli składam ofiarę dobrowolnie, chętnie, nie ponoszę straty – wzbogacam się. Jak mówi C.S. Lewis: «Nic z tego, czego nie oddałeś, nie będzie nigdy naprawdę twoje własne». Zatem śmierć Chrystusa jest ofiarą, ponieważ oddaje On swoje życie za nas z miłości, dobrowolnie. «Nikt mi nie odbiera życia – mówi – ja sam je oddaję».

Myślę, że to wszystko odpowiada na nasze pytania. Chrystus składając ofiarę nie zmienia Boga, ale odmienia naszą sytuację. Ofiara Chrystusa posiada moc i jest skuteczna, ponieważ to jest ofiara Boga – Chrystus jest Bogiem. To nie po prostu ludzka ofiara, ale boska ofiara. Ofiara ta nie jest ograniczona – przechodząc do naszego trzeciego pytania – do Krzyża, ponieważ nie jest ona ograniczona tylko do śmierci. Całe życie Chrystusa to dobrowolne samoofiarowanie Boga, całość życia Chrystusa jest ofiarą. Wcieleniu jest już ofiarą. Znajdujemy kilka wariantów motywu ofiary. Dla przykładu teoria zadośćuczynienia św. Anzelma – i mój cytat z ojca Dumitru Staniloae zasugerował już, że prawosławni nie lubią szczególnie tej teorii. Teoria brzmi tak, że śmierć Chrystus jest aktem wynagrodzenia, czyni zadość urażonemu honorowi Ojca, mamy tutaj feudalne tło. Ale z pewnością Bóg nie jest feudalnym władcą, którego w ten sposób trzeba przebłagiwać za pomocą ofiary Jego Syna. I w istocie idea śmierci Chrystusa jako zadość czyniącej nie jest obecna u Ojców Greckich, ani jak sądzę u wcześniejszych Ojców Łacińskich, to średniowieczny dodatek. I oddziela Syna od Ojca, więc nie może to być słuszne.

Jednakże jest inny wariant, który ma większe znaczenie: idea zastępstwa, to że Chrystus umiera jako ofiara, jest złożony w ofierze zamiast nas. To akurat jest z pewnością biblijne. Jak jest powiedziane u proroka Izajasza w Pieśniach o Słudze, o Cierpiącym Słudze – i to jest odniesione do Chrystusa w Nowym Testamencie – Księga Izajasza 53:5: «Został zraniony za nasze występki i starty za nasze nieprawości. Na niego spadła kara, która nas uzdrowiła, a przez jego sińce jesteśmy uleczeni». Jest tutaj więc jasna idea zastępstwa. I to pojawia się ponownie w Drugim Liście do Koryntian 5:21: «Dla nas Bóg uczynił grzechem Tego, który nie znał grzechu, abyśmy w Nim mogli się stać sprawiedliwością Boga». Św. Atanazy stosuje względem Chrystusa słowo antipsychon4 oznaczające «Tego, który kładzie swoje życie za nas». Ale jeśli pragniemy rozwinąć tę teorię zastępstwa – i z pewnością jest na to miejsce w prawosławiu – musimy uważać, by nie oddzielać Chrystusa od Ojca, nie popadać wyobrażenia rozgniewanego ojca.

Kiedy byłem studentem Oksfordu miałem okazję słuchać przemowy znanego i szanowanego ewangelikalnego kaznodziei, samego Billy’ego Grahama i byłem pod wielkim wrażeniem jego przesłania, byłem przekonany, że naucza prawdziwej i pełnej wiary chrześcijańskiej. Generalnie protestanccy misjonarze nie są mile widziani w Rosji, ale Billy Graham był zawsze wyjątkiem. Gdy przybywał do Rosji, dzwonił wtedy do patriarchy w Moskwie i otrzymywał błogosławieństwo dla swojego głoszenia. Powiedział jednak wtedy pewną rzecz, która utkwiła mi w pamięci i która nie wzbudziła mojej sympatii. Powiedział: «W chwili, w której Chrystus umarł na Krzyżu, błyskawica Bożego gniewu uderzyła w Niego zamiast w ciebie». Pomyślałem, że nie jest to najlepszy sposób na wyrażenie teorii zastępstwa.

Jest jednak pewna istotna prawda zawarta w teorii zastępstwa, w tym, że Chrystus umarł za nas. Podkreśla ona, że Chrystus uczynił dla nas coś, czego nie mogliśmy uczynić sami dla siebie. Nie mogliśmy sami odnaleźć drogi z powrotem do Boga, więc Bóg zstąpił na ziemię i umarł za nas. Jestem zapalonym czytelnikiem opowieści o duchach M.R. Jamesa i wśród nich jest jedna historia nazwana «Opowieść o szkole». Chłopcy w szkole uczą się łaciny tak, jak to miało miejsce w minionych pokoleniach, i poznają zdania warunkowe, zdania zaczynające się od «jeśli», i tutaj zasady są nadzwyczajnie skomplikowane. Nauczyciel każe chłopcom, by każdy z nich napisał po łacinie zdanie, zdanie warunkowe wymyślone samodzielnie. Wszyscy piszą, oddają potem kartki. Nauczyciel sięga po pierwszą kartkę. Robi się blady i z przerażeniem na twarzy wybiega z klasy. Chłopcy zastanawiają się, kto mógł popełnić aż tak okropny błąd gramatyczny, żeby miało to taki skutek dla ich nauczyciela. Podchodzą więc do jego biurka, patrzą na kartkę na wierzchu i widzą charakter pisma, który nie należy do żadnego z chłopców. Tekst na kartce brzmi: «Jeśli nie przyjdziesz do mnie, ja przyjdę do ciebie». Cóż, nie opowiem wam reszty tej historii, o tym czego nauczyciel się tak wystraszył, że przyjdzie do niego i co się stało, gdy to coś w rzeczywistości przyszło. Poczytajcie sobie. Ale! Odnieśmy to do dzieła Chrystusa – my nie mogliśmy przyjść do Boga, więc Chrystus przyszedł do nas. Nie mogliśmy zbawić samych siebie, więc Chrystus by nas zbawić umarł za nas. Jednakże prawdopodobnie nie zamiast nas, ponieważ musimy się utożsamić ze zbawczym aktem Chrystusa.

Pozwólcie, że przejdę do moich dwóch ostatnich obrazów. Zwycięstwo, tzw. teoria dramatyczna. Jest ona bardzo popularna w prawosławiu. Mamy w tym przypadku myśleć w kategoriach kosmicznej bitwy. Chrystus Zwycięzca odnosi tryumf nad siłami diabła, grzechu i zła. Możemy odnaleźć w Nowym Testamencie podstawy dla tego rozumienia w ostatnim okrzyku Chrystusa na Krzyżu w Ewangelii św. Jana: «Tetelestai! Wykonało się!» To nie jest okrzyk rezygnacji i rozpaczy, Chrystus nie mówi: «Już po wszystkim, nic więcej nie da się zrobić». To okrzyk zwycięstwa: «Zostało dokonane! Spełniło się!» Paweł posługuje się tym obrazem, gdy mówi: «Bóg rozrobił władze i zwierzchności i wystawił je na pokaz odnosząc tryumf nad nimi poprzez Krzyż». I znowu mówi: «Gdy wstąpił na wysokości, wziął samą niewolę w niewolę». Każdy, kto miał okazję być na prawosławnym nabożeństwie paschalnym o północy, przypomni sobie zapewne jak silnie obecne jest wtedy poczucie zwycięstwa. «Chrystus powstał z martwych – mówimy – śmiercią podeptał śmierć!» I to jest również zdecydowanie idea obecna na Zachodzie – paschalna sekwencja w liturgii zachodniej zawiera te słowa: «Śmierć i życie starły się w tym wstrząsającym boju, Książe Życia, który umarł, króluje nieśmiertelny!» Zatem to podejście do odkupienia podkreśla Krzyż, ale również bardzo mocno Zmartwychwstanie, które nie mają być postrzegane jako dwa oddzielne wydarzenia, ale jako pojedynczy dramat i niepodzielne dzieło. Ponieważ Chrystus powstał z martwych, nie musimy obawiać się żadnej mrocznej rzeczy we wszechświecie albo w nas samych.

W początkach prześladowań chrześcijaństwa w Rosji ateistyczny wykładowca przyjechał, by przemawiać w pewnej wiosce i wszyscy ludzie zgromadzili się, by go posłuchać. Mówił przez długi czas wyjaśniając, że religia jest w całości kłamstwem i oszustwem, że wszystko to jest nonsens oraz że komunizm nadszedł, by ich wyzwolić z tego złudzenia. Po wszystkim z końca Sali podniósł rękę ksiądz z lokalnej parafii i powiedział: «Czy mogę coś powiedzieć?» Wykładowca wyczuł w tym trudność, ale nie chciał mu odmawiać powiedzenia czegokolwiek, więc odrzekł: «Tak, ale musisz się bardzo streścić, dam ci tylko jedną minutę». Na co ksiądz rzekł: «O, na pewno nie będę potrzebował aż tyle czasu». Wyszedł na przód i powiedział po prostu do całego zgromadzenia paschalne pozdrowienie: «Chrystus zmartwychwstał!» I wszyscy zgromadzeni ludzie odpowiedzieli razem: «Naprawdę zmartwychwstał!» «Dziękuję – zwrócił się ksiądz do ateistycznego wykładowcy – to wszystko, co chciałem powiedzieć».

Zatem w tym obrazie zwycięstwa zmiana zachodzi zdecydowanie w nas, Chrystus i Ojciec są ściśle połączeni, zwycięstwo Chrystusa jest naszym zwycięstwem, śmierć na Krzyżu jest bezpośrednio połączona ze Zmartwychwstaniem i Wniebowstąpieniem i jest to obiektywne. Ale ma to pewną wadę – dla wielu dzisiejszych wierzących wyobrażenie to jest zbyt militarne. Wydaje się, że zbawcze dzieło Chrystusa postrzegane jest w kategoriach przemocy, przymuszającej siły, jednak możemy zdemitologizować ten obraz. Zwycięstwo Krzyża to nie zwycięstwo przemocy, nie militarnej potęgi, ale cierpiącej miłości. Chrystusowe zwycięstwo to kenotyczne zwycięstwo, zwycięstwo ogołocenia samego siebie, zwycięstwo słabości i bezbronności. W poruszających słowach św. Efrem Syryjczyk nazywa Chrystusa «Potężnym, który przywdział bezbronność». Zwycięstwo Chrystusa więc dokonuje się poprzez odmowę wobec użycia siły i przemocy. Jak mówi Grzegorz z Nyssy: «Jego zstąpienie do naszego uniżenia jest najwyższym wyrazem jego potęgi». Bóg nigdy nie jest tak potężny, jak wtedy gdy jest tak słaby. Pokorna, współczująca miłość to najpotężniejsza rzecz we wszechświecie. Jak mówi Karl Barth: «Bóg chrześcijaństwa jest wystarczająco wielki, by być pokornym».

Teraz przechodzę do mojego piątego i ostatniego przykładu. Jestem świadom, że mówię już dość długo. Kiedy na początku zacząłem wykładać, bałem się, że urwę w połowie, bo nie będę miał już nic więcej do powiedzenia. Co ciekawe nigdy coś takiego nie miało w rzeczywistości miejsca. Ale w przeddzień mojego pierwszego wykładu na uniwersytecie inny również świeżo upieczony wykładowca miał bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Przygotował coś, co miało trwać godzinę, ale przez swoje zdenerwowanie wygłosił to tak szybko, że skończył po 20 minutach. Cóż, w tej sytuacji powinien zacząć od początku, ponieważ nikt nic nie zrozumiał. Ale zamiast tego podniósł wzrok na słuchaczy i rzekł: «Przepraszam, ale to wszystko, co mam do powiedzenia», po czym ruszył do wyjścia. Jednak w swoim skrajnym zdenerwowaniu zamiast skierować się do wyjścia, wpakował się do schowka na miotły. W bardzo upokarzający sposób musiał być wyciągany stamtąd przez jego słuchaczy. Dlatego ostrożnie przyglądałem się, gdzie tutaj może być schowek na miotły na wypadek, gdybym musiał pilnie wyjść.

Pozwólcie, że przejdę do naszego piątego przykładu. Jest on wiązany w szczególności z Abelardem. To idea życia i śmierci Chrystusa jako najwyższego wyrazu miłości w działaniu. «Miłość – powiedział Abelard – jest głęboko pociągająca, więc miłość, która Chrystusa zajaśniała w jego życiu i śmierci, wywołuje miłosną odpowiedź w nas». Jak mówimy w pieśni: «Jak wielce, wielce umiłował On i my Jego umiłować musimy też». A u św. Jana Jezus mówi: «Gdy zostanę podniesiony z ziemi, pociągnę wszystkich do siebie». Zwróćmy uwagę na to, jak wielką zaletę ma ten piąty model dla dzisiejszych chrześcijan. Kompletnie oddala się od obrazu Boga Ojca jako zazdrosnego, mściwego, żądnego krwi. W równym stopniu odsuwa się od legalistycznych kategorii takich jak zadośćuczynienie. Odsuwa się od militarystycznych wyobrażeń. Interpretuje Boga i Jego zbawienie w kategoriach miłości, ale czy odpowiada na nasze czwarte pytanie? Z pewnością ten piąty model, który traktuje Krzyż jako najwyższy przykład miłości, jest subiektywny, nie obiektywny. Jeśli Chrystus tylko dał nam przykład, wtedy nie uczynił nic, przez co rzeczywiście odmieniłby nasza sytuację. Jesteśmy zdani na siebie samych, by naśladować jego przykład mocą własnych wysiłków. W efekcie musimy zbawić samych siebie, a to jest pelagianizm.

Pozwólcie, że podam przykład z życia szkockiego wodza Roberta Bruce’a, który walczył z Anglikami i wielokrotnie został pokonany. W przygnębieniu siedząc w samotności myślał, że musi się poddać. Wtedy spojrzał i zobaczył pająka zwisającego z pajęczyny, który próbował wspiąć się z powrotem, ale ciągle spadał. Mimo to nie przestawał usiłować wspiąć się na górę, chociaż spadał nieustannie. I w końcu udało mu się wrócić na pajęczynę. «Cóż – rzekł Robert Bruce – jeśli pająk może to uczynić, być może ja też mogę». Wyruszył wtedy i pokonał Anglików. Ale czy Chrystus nie zrobił nic więcej dla nas, niż pająk dla Roberta Bruce’a? Moja odpowiedź jest taka, że ta krytyka całkowicie błędnie pojmuje zakres i dynamikę miłości.

Miłość jest twórcza, to nie jest tylko subiektywne uczucie. To obiektywna moc we wszechświecie. Kochając innych ludzi, zmieniamy ich, zmieniamy świat, w którym żyją. To samo jest prawdą w odniesieniu do nienawiści. Miłość uzdalnia, nienawiść pozbawia możliwości. Miłość drugiej osoby wobec mnie wlewa we mnie przemieniającą siłę, moc. I to jest bardzo prawdziwe w przypadku rodziców i dzieci. Jeśli miłość ojca lub matki ma tak dalekosiężne skutki dla przyszłości dziecka, o ileż bardziej miłość Boga dla nas. Chociaż tutaj rozróżnienie na subiektywne i obiektywne w rzeczywistości się rozmywa.

Być może możemy połączyć model czwarty i piąty, by otrzymać w tym punkcie efektywną teorię odkupienia. Zwycięstwo Chrystusa to zwycięstwo cierpiącej miłości, bezbronnego współczucia, zdemilitaryzowanej siły. A potem przejmujemy model piąty w obiektywnym sensie: miłość jest twórcza i przemieniająca. Dokładnie dlatego zwycięstwo Chrystusa darowuje nam wolność. W słowach Pieśni nad Pieśniami: «Miłość jest silna jak śmierć, wielość wód nie zdoła zgasić miłości». A poetka Edith Sitwell powiada: «Miłość nie doznaje zmiany za sprawą śmierci i nic nie jest stracone, i wszystko w końcu jest żniwem».

W tym punkcie pozostawiam wam moje pięć modeli. Jednak wciąż mam do spełnienia pewną obietnicę. Św. Paweł mówi w Pierwszy Liście do Koryntian 9:27, że obawia się, aby po głoszeniu innym, sam nie został odrzucony. Zatem na długo po swoim doświadczeniu nawrócenia pod Damaszkiem, obawiał się, że może odpaść od wiary. Zbawcze dzieło Chrystusa to fakt dokonany, Jego zwycięstwo jest spełnione. Ale moje uczestnictwo w tym zbawczym dziele i tym zwycięstwie nie jest jeszcze wypełnione. Zachowuję wolną wolę, a z nią możliwość odstąpienia. Św. Antoni z Egiptu, ojciec monastycyzmu, powiedział: «Oczekuj kuszenia aż do swego ostatniego tchu». Jestem w drodze, to prawda, ale ta droga się jeszcze nie skończyła. A więc, czy powinienem był odpowiedzieć: «Nie, nie jestem zbawiony»? Wtedy by pewnie zapytał, co w takim razie wyprawiam łażąc dookoła przebrany za duchownego. I czyż nie byłoby to zaprzeczenie łasce, którą otrzymałem od Chrystusa, mojego Zbawiciela? Cóż, może zatem powinienem był odpowiedzieć: «Nie wiem»? Ale czy nie zabrzmiałoby to marnie? Dlatego postanowiłem odpowiedzieć w czasie teraźniejszym, ale teraźniejszym ciągłym: «Ufam, że przez łaskę Bożą jestem zbawiany». To jeszcze nie skończone, zbawienie to proces trwający całe życie, ale mogę przynajmniej powiedzieć, że ufam, iż przez Bożą litość i miłosierdzie jestem zbawiany. Jednak aż do bram śmierci muszę kontynuować moje pokajanie.

Jest taka historia opowiadana o jednym z wielkich Ojców Pustyni, Abbie Sisoesie. Był już na łożu śmierci i w minionych wiekach śmierć była wydarzeniem publicznym, mnóstwo ludzie stało dookoła patrząc, jak umierasz. Było więc wielu jego uczniów wokół niego, gdy on zaczął rozmawiać z kimś. I oni pytają: «Z kim rozmawiasz, ojcze?» A on na to: «Rozmawiam z aniołami, proszę ich, by dali mi więcej czasu». «Dlaczego?» – zapytali jego uczniowie. «Proszę ich, by dali mi – odpowiedział – więcej czasu, bym mógł się pokajać». Uczniowie odrzekli: «Ty jesteś święty, wszyscy o tym wiemy, nie musisz się kajać». A on odpowiedział na to: «Zaiste, nie potrafię nawet po sobie stwierdzić, że choćby zacząłem się kajać». Wtedy jego twarz się rozjaśniła i mówi: «Pan przybył!» I umarł pośród wielkiego blasku jaśniejącego z jego twarzy. Taka jest moja nadzieja, abym mógł umrzeć jak Abba Sisoes. Dziękuję.

Grzegorz Teolog: ikonę zbawić i ciało unieśmiertelnić

Grigorios-theologos_0304

Był to sam Boga Słowo, przedwieczny, niewidzialny, nieobjęty, bezcielesny, z Początku Początek, ze Światłości Światłość, krynica życia i nieśmiertelności, wzór archetypu piękna, nienaruszalna pieczęć, niezmienna ikona, Ojca Określenie i Słowo. Do swej własnej ikony podchodzi i ciało niesie ze względu na ciało, a z duszą rozumną dla mojej duszy się miesza, za sprawą podobnego podobne oczyszczając. I we wszystkim staje się, za wyjątkiem grzechu, człowiekiem. Począł się z Dziewicy duszą i ciałem wcześniej oczyszczonej przez Ducha (trzeba było bowiem, by i zrodzenie zostało uczczone, i dziewictwo otrzymało jeszcze większą cześć). Przybywa zaś jako Bóg z tym, co przyjął, jako jeden z dwóch przeciwności, ciała i Ducha – jednej przebóstwiającej, drugiej zaś przebóstwianej. O, nowe połączenie! O, paradoksalne zmieszanie! Ten, który istnieje – staje się, Niestworzony stwarza się, a Nieobjęty daje się zawrzeć, za pośrednictwem duszy rozumnej pośredniczącej między bóstwem a biernością ciała. I Ten, który wzbogaca, ubożeje – ubożeje bowiem przez moje ciało, abym ja mógł wzbogacić się Jego boskością. I Pełen ogołaca się – ogołaca się zaś z własnej chwały na krótko, abym ja mógł mieć udział w Jego napełnieniu. Jakież bogactwo dobroci! Co to za tajemnica mnie dotycząca! Miałem udział w ikonie i nie ustrzegłem go – On uczestniczy w moim ciele, aby i ikonę zbawić, i ciało unieśmiertelnić. W drugiej wspólnocie ma udział, o wiele bardziej paradoksalnej, niż pierwsza. O ile wtedy miał udział w tym, co lepsze, teraz uczestniczy w tym, co gorsze. To obecne jest bardziej boskie, niż za pierwszym razem, dla tych, którzy mają rozum, bardziej jest wywyższone.
Grzegorz z Nazjanzu, Mowa o Teofanii [38] 13, tłum. własne

Yannaras: problem Boga w trzech odsłonach

Christos* Yannaras, grecki filozof i teolog, pisze w swojej książce Elements of Faith. An Introduction to Orthodox Theology (Elementarz wiary. Wprowadzenie do teologii prawosławnej) o trzech sposobach objawiania się problemu Boga w życiu człowieka w historii.

Pierwszy to religijny początek – obawa przed mocami obecnymi na świecie, które są potężniejsze od człowieka. Ten strach, to doświadczenie przerażającego ogromu rzeczywistości, na której pastwę zdany jest człowiek, rodzi potrzebę kontrolowania zewnętrznych sił poprzez kult, w szczególności przez ofiary. Religia tego rodzaju pierwszej kolejności daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa i kontroli, przynosi psychologiczną ulgę wobec poczucia słabości. Ulga ta przychodzi przez wypełnianie nakazów kultu i moralności. W dalszej perspektywie powstaje w religijnej osobie przekonanie, że ma „Boga w kieszeni” przez skrupulatne zachowywanie wytycznych religii, osoba zyskuje przesadne pewności siebie aż do traktowania z wyższością tych, którzy nie dorastają do jej religijnego poziomu.

Druga droga to poszukiwanie prawdy o świecie. Wiele ludów, ale w szczególności starożytnych Greków, żądza poznania świata doprowadziła również do wypracowania pewnej nauki o Bogu. Świat w tym poszukiwaniu jawi się jako logiczny porządek, system działający według logicznych praw. W tym systemie Bóg jest logiczną przyczyną wszechświata. Nie można Boga jako takiego poznać, ale można wywnioskować, jakie cechy powinien posiadać: musi być nieskończenie wielki, wszechmocny, ponad czasem, nieporuszony, niezmienny, niecierpiętliwy. Yannaras powiada, że to tak, jakbyśmy napotkawszy na pustkowiu opuszczony dom, wywnioskowali opis tego, kto musiałby być jego budowniczym, jego umiejętności, poczucie piękna itd. Jednak sam budowniczy pozostałby dla nas nieznany, nigdy go nie spotkaliśmy.

Trzecia droga to osobowa więź z Bogiem – jest to doświadczenie, które przekazane zostało w tradycji Hebrajczyków. Bóg objawił się Abrahamowi i jego potomkom, rozmawiali oni z Bogiem twarzą w twarz, jak człowiek z drugim człowiekiem. Poznanie Boga nie jest tutaj owocem logicznego rozumowania, ale osobistego spotkania, które rodzi wiarę. Abraham uwierzył, że Ten, którego spotkał, był naprawdę Bogiem, ponieważ okazał się być wiernym składanym przez siebie obietnicom. Bóg jest tutaj rzeczywistą osobą poznawaną przez osoby ludzkie, jest dla Izraela „Bogiem naszych ojców”. To sprawia też, że poznanie Boga ufundowane jest na wierze w świadectwo tychże przodków.

Te trzy sposoby odnoszenia się do Boga są obecne i możliwe w każdym czasie. I tak są ludzie, którzy potrzebują Boga jako pewnego psychologicznego oparcia wobec niebezpieczeństw życia, jako źródła władzy i moralności, jednak nie są zainteresowani prawdą o Nim. Z drugiej strony są tacy, którzy zadowalają się przekonaniem o istnieniu „Najwyższej Istoty”. Mogą nawet przyjmować pewne formy religijne, jako element życia społecznego, ale ostatecznie pozostają swego rodzaju agnostykami przywiązanymi do ogólnej i abstrakcyjnej idei Boga. Ostatni rodzaj więzi z Bogiem to wiara w i ufność historyczne doświadczenie Jego objawienia. Dla ludzi takiej wiary prawda o Bogu nie jest owocem logicznego rozumowania, ale przekonania o prawdziwości doświadczenia przodków – i własnego.

Dla tej ostatniej postawy odziedziczonej po Abrahamie, Mojżeszu i Prorokach, wcielenie Jezusa Chrystusa jest kolejną historyczną interwencją Boga, która pozostanie kompletnie niepojęta dla drugiego typu ludzi. Wcielenie jest głupotą dla tych, dla których Bóg jest rezultatem rozumowania. Dlatego rozpoczynając swoją książkę, Yannaras mówi nam, że musimy dokonac wyboru, jaką drogą chcemy pójść:

„W tym miejscu musimy zasadniczo rozróżnić drogi i ścieżki, którymi podążymy w celu poznania Boga. Jeśli pragniemy poznać abstrakcyjną koncepcję Boga, którą narzuca logiczna konieczność, musimy podążać konsekwentnie i ściśle według zasad logiki. Jeśli pragniemy poznać Boga psychologii religii i emocji, musimy pielęgnować w sobie psychologiczne i religijne motywacje wiodące do takiego poznania. A jeśli chcemy poznać Boga tradycji judeochrześcijańskiej, musimy pójść drogą osobistej więzi i doświadczenia, drogą wiary.”
Ch. Yannaras, Elements of Faith (Kindle Locations 247-250). Kindle Edition.

I o tym będzie ta książka: o Bogu, człowieku i świecie w świetle tej epistemologii, tej drogi poznania, jaką jest osobowa więź, osobowa relacja. W następnych wpisach okaże się, w jak bogaty sposób Yannaras potrafi wyciągać konsekwencje z tego pierwotnego wyboru drogi do poznania Boga. To wyróżnia owo dzieło spośród innych książek, które stawiają sobie za cel przedstawienie chrześcijańskiej teologii w jej podstawach i dlatego Elements of Faith zasługuje na szczególną uwagę.

* Wbrew pozorom imię to nie ma nic wspólnego z Chrystusem, w klasycznej grece imię naszego autora brzmiałoby Chrestos (co oznacza dobry, życzliwy).

Walka z namiętnościami

 

Walka z namiętnościami

I.M. Kontzevich

Namiętności (pasje), jak cnoty, są również powiązane, podobnie jak „ogniwa jednego łańcucha” (św. Izaak z Nitrii), jedna jest odroślą drugiej. Jest ich osiem; w kolejności pochodzenia są to: 1) łakomstwo, 2) żądza, 3) zachłanność, 4) gniew, 5) zniechęcenie, 6) rozpacz, 7) próżność i 8) pycha.

To, co stanowi główną troskę ascezy Ojców, to nie zewnętrzne objawy grzechu, ani pojedyncze wystąpienia grzechu, ale raczej ich przyczyna, tj. wady i pasje zakorzenione w duszy lub choroby duszy i ukryte wewnętrzne grzeszne stany. Używając współczesnych terminów i pojęć, profesor Zarin wyjaśnia nauczanie świętych Ojców na temat psychologii namiętności i walki z nią. Oto krótkie streszczenie jego wykładu.

Myśl jest początkową chwilą pojawienia się namiętności; to moment wahania i najistotniejszy, centralny element tego psychologicznego stanu.[1] Istotą ascezy jest właściwie walka z myślami. Święci Ojcowie, asceci, rozpoznają sześć lub siedem etapów w rozwoju i wzroście pasji.

1. Prowokacja (sugestia)

Pierwszy bodziec prowadzący do pojawienia się zjawiska psychologicznego, które może przekształcić się w pasję, jest znany jako „prowokacja” lub „sugestia” (prilog).

To pojęcie przedmiotu lub działania odpowiadające jednej z nieczystych skłonności wewnątrz osoby. Pod wpływem zewnętrznych wrażeń lub w połączeniu z psychologicznym działaniem pamięci lub wyobraźni, zgodnie z prawami asocjacji, prowokacja ta wkracza do sfery ludzkiej świadomości. Ten pierwszy ruch ma miejsce niezależnie od wolnej woli człowieka, wbrew jego życzeniu, bez jego udziału, zgodnie z prawami psychologicznej nieuchronności – „spontaniczności” – i dlatego jest uważany za „niewinny” lub bez-namiętny. Nie czyni człowieka winnym grzechu, jeśli nie jest spowodowany przez jego „błądzące” myśli, jeśli nie jest wprowadzony świadomie i dobrowolnie oraz jeśli osoba nie jest względem niego beztroska. To papierek lakmusowy do sprawdzenia naszej woli, by zobaczyć czy jesteśmy skłonni do cnoty, czy też do występku. To w tym wyborze objawia się wolna wola człowieka.[2]

2. Podjęcie

Prowokacja wzbudza w odpowiedzi uczucie, które reaguje na wrażenie lub obraz wkraczający do świadomości albo „miłością”, albo „nienawiścią” (sympatią lub antypatią). Jest to najważniejsza chwila, ponieważ ona decyduje o losie prowokującej myśli: czy pozostanie ona, czy też ucieknie? Tylko pojawienie się tej myśli w świadomości ma miejsce bez względu na wolę człowieka. Jeśli nie jest natychmiastowo odrzucona i przeciąga się, to oznacza, że w naturze danej osoby znajduje zgodny grunt, co wyraża się w jej przyjaznej reakcji na prowokację. Przyjazne podejście pociąga za sobą uwagę, umożliwiając zasugerowanej myśli rosnąć i zamienić się w obraz fantazji ogarniający całą sferę świadomości oraz wypierający inne wrażenia i myśli. Uwaga trwa przy myśli, ponieważ człowiek czerpie z niej przyjemność. Ten drugi ruch jest nazywany podjęciem lub połączeniem (sochetanie). Św. Efrem Syryjczyk określa go jako „wolne przyjęcie myśli, jakby wzięcie jej pod uwagę i poprzestawanie z nią, któremu towarzyszy przyjemność”. We współczesnym języku psychologii oznacza to, że drugi ruch w rozwoju myśli polega na tym, że uwaga człowieka zostaje skierowana wyłącznie na nowo powstałe wrażenie lub wyobrażenie, co służy jako bodziec lub przyczyna do rozwoju całego zestawu powiązanych wyobrażeń. Te wyobrażenia dają człowiekowi uczucie przyjemności, które ma stanowić przedsmak przyjemności, jakiej doświadczy uzyskawszy obiekt wrażenia lub wyobrażenia. By przerwać tę sekwencję wrażeń, by usunąć ją ze świadomości oraz uciąć odczucie przyjemności, człowiek musi rozproszyć swoją uwagę. Musi aktywnie i niezachwianie zdecydować się odrzucić obrazy grzechu, które go atakują i nie powracać do nich znowu.

3. Połączenie

W innym wypadku, przy braku zdecydowanego odrzucenia napierających obrazów, powstaje trzeci ruch, gdy sama wola zostaje coraz bardziej pociągnięta przez myśl i w rezultacie staje się skłonna działać według tego, co myśl jej mówi i dążyć do satysfakcji ze współdziałania z nią. W tej chwili równowaga życia duchowego człowieka zostaje kompletnie zniszczona, dusza całkowicie poddaje się myśli i zabiega o to, by ją spełnić w celu doświadczenia jeszcze intensywniejszej przyjemności. Tym samym trzeci ruch charakteryzuje się skłonieniem woli ku obiektowi myśli poprzez jej zgodę i decyzję o tym, by zrealizować przyjemne fantazje. W konsekwencji w trzecim ruchu cała wola poddaje się myśli i teraz działa zgodnie z jej rozkazami, by spełnić jej fantastyczne zamiary. Ten ruch zwany połączeniem (slozhenie), jest współpracą woli, co stanowi deklarację zgody z pasją podszeptywaną przez myśl (św. Efrem Syryjczyk) lub przystanie duszy na to, co zostało jej przedstawione przez myśl połączone z przyjemnością (św. Jan Klimak). Ten stan już „zbliża się do grzesznego czynu i jest do niego podobny” (św. Efrem Syryjczyk). Powstaje zdecydowane postanowienie, by osiągnąć spełnienie obiektu pożądliwej myśli wszelkimi sposobami dostępnymi człowiekowi. Co do zasady podjęta już została decyzja o zaspokojeniu pasji. Grzech już został popełniony w zamiarze. Pozostaje tylko zaspokoić grzeszne pragnienie przekuwając je w konkretny czyn.

4. Walka

Czasami jednak przed ostateczną decyzją człowieka o przejściu do tego ostatniego ruchu lub nawet po tej decyzji, doświadcza on walki pomiędzy grzesznym pragnieniem a przeciwną skłonnością jego natury.

5. Nałóg (nawyk)

Jednakże ostatni psychologiczny ruch niepewnego wahania się woli pomiędzy przeciwnymi skłonnościami ma miejsce tylko, jeśli nawyk nie ukształtował się w duszy, mianowicie „zły nawyk” odpowiadania na złą myśl. Ma miejsce, gdy grzeszna skłonność nie przeniknęła jeszcze głęboko do natury człowieka i zamieniła się w stałą cechę jego charakteru, znajomy element jego usposobienia, gdy jego umysł jest nieustannie zajęty obiektem pożądliwego ponaglenia, gdy sama pasja nie została jeszcze całkowicie ukształtowana.

6. Niewola

W mocy namiętności człowiek chętnie i gwałtowanie pędzi, by zaspokoić swoją pasję albo w ogóle bez żadnej walki, albo niemal bez oporu. Traci panującą, przewodzącą i kontrolującą władzę swojego ośrodka woli nad poszczególnymi skłonnościami i dobrowolnymi żądaniami. To już nie wola rządzi grzesznymi skłonnościami, ale one panują nad wolą, siłą i całkowicie zwodząc duszę, zmuszając jej całą rozumną i czynną energię do skupiania się na obiekcie namiętności. Ten stan nazywa się niewolą (plenenie). To jest ruch całkowitego rozwoju pasji, w pełni umocowanego stanu duszy, który przejawia się z wykorzystaniem wszelkiej energii.[3]

„Najlepsza i najskuteczniejsza walka ma miejsce wtedy, gdy myśl zostaje odcięta przez nieustającą modlitwę na samym początku. Bo, jak mówili Ojcowie, kto tylko sprzeciwia się początkowej myśli, tj. prowokacji, powstrzyma też od razu następujące po niej usposobienie. Mądry asceta niszczy matkę bezbożnych biesów, tj. podstępną prowokację (pierwsze myśli). W czasie modlitwy przede wszystkim umysł człowieka powinien być głuchy i niemy (św. Nil z Synaju), a jego serce opróżnione ze wszelkich myśli, nawet pozornie dobrej myśli (św. Hezychiusz z Jerozolimy). Doświadczenie pokazuje, że przyjęcie niewinnej myśli, tj. rozproszenie, pociąga za sobą pożądliwą myśl oraz że wejście jednej otwiera drzwi drugiej.”[4]

Ta wewnętrzna walka jest żywo zobrazowana dla nas przez św. Hezychiusza z Jerozolimy (V wiek), ucznia św Grzegorza Teologa:

145. Nasz umysł będąc czymś lekkim i niewinnym, łatwo oddaje się marzycielstwu i niepowstrzymanie naraża się na złe myśli, jeśli nie ma w sobie takiego pojęcia, które jak monarcha nad pasjami, trzymałoby go nieustannie pod kontrolą i narzucało mu pęta.

169. Kamienie służą do budowy fundamentów domu, ale dla ta cnoty (strzeżenia umysłu) zarówno fundamentem i korzeniem jest święte i czcigodne imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Szybko i łatwo może głupi kapitan rozbić swój statek w czasie sztormu, jeśli odwoła marynarzy, wyrzuci żagle i wiosła do morza, a sam pójdzie spać; ale o wiele szybciej dusza może zostać pogrążona przez demony, jeśli gdy pojawiają się myśli, nie będzie strzec trzeźwości umysłu i wzywać imienia Jezusa Chrystusa.

94. Trzeźwość umysłu i Modlitwa Jezusowa wzmacniają się wzajemnie; bowiem ogromna czujność idzie w parze z nieustanną modlitwą, a modlitwa idzie w parze z trzeźwością i czujnością umysłu.

88. Wiele naszych myśli pochodzi z demonicznych sugestii i z nich pochodzą nasze złe czyny zewnętrzne. Jeśli z pomocą Jezusa natychmiastowo stłumimy myśl, unikniemy odpowiadającego jej działania. Wzbogacimy się słodkością Bożego poznania i tak odnajdziemy Boga, który jest wszędzie. Trzymając mocno lustro naszego umysłu skierowane na Boga, będziemy nieustannie rozświetleni jak czysta szklana tafla jest rozświetlona przez słońce. Wtedy w końcu umysł, osiągnąwszy cel swych pragnień, zaprzestanie w Nim wszelkich innych rozmyślań.[5]

Przypisy

  1. Istnieją trzy główne ruchy 1) pojawienie się pojęcia, 2) dodanie do niego uczucia, 3) dodanie do niego woli. (Umysł, uczucie, wola: pojęcie, połączenie z uczuciem i z dodaniem woli).
  2. Są dwie przyczyny powstania „prowokacji”, przyczyny naturalne i złe duchy.
  3. Zarin, Asceticism,  Tom 1, Księga 2, str. 248-258.
  4. Św. Nil Sorski (Moskwa, 1869), str. 19.
  5. Św. Hezychiusz z Jerozolimy, Wezwania do czujności i modlitwy (Moskwa, 1890).
Z The Acquisition of the Holy Spirit in Ancient Russia, I.M. Kontzevicha (Platina, CA: St. Herman of Alaska Brotherhood, 1988), rozdz. 2, str. 39-43. To współczesna klasyka i właściwie „podręcznik ascezy”.