Oralność a Nowy Testament (2)

  W ostatniej części swojego artykułu pt. Phenomenology of language and the New Testament R.W. Funk skupia się na Pawłowym użyciu języka. Pokazuje m.in. jak zawarte w wielu jego listach sekcje dotyczące podróży minionych i planowanych zajmują ważne miejsce w ciągu argumentacji. Ich położenie w strukturze i rozplanowaniu listu wskazuje, iż Paweł jako swoją centralną misję postrzega swą osobistą obecność w Kościołach, bezpośrednie, ustne głoszenie i nauczanie wiernych, które z konieczności wymaga w późniejszym czasie pewnych listownych sprostowań i dodatkowych wyjaśnień. To w swej słabej i niepozornej obecności Paweł dostrzega ośrodek objawienia się mocy Bożej. Choć jego przeciwnicy mówią: „Listy bowiem (…) są groźne i nieubłagane, lecz gdy się zjawia osobiście, słaby jest, a jego mowa nic nie znaczy.” (2 Kor 10:10), sam postrzega to inaczej: „Dowody [mojego] apostolstwa okazały się pośród was przez wielką cierpliwość, a także przez znaki i cuda, i przejawy mocy.” (2 Kor 12:12) Wprawdzie Paweł jest słaby, ale nie widzi on tego, jako czegoś niestosownego, czegoś, co szkodzi jego osobistym wystąpieniom: „Usiłujecie bowiem doświadczyć Chrystusa, który przeze mnie przemawia, a nie jest słaby wobec was, lecz ukazuje w was moc swoją. Chociaż bowiem został ukrzyżowany wskutek słabości, to jednak żyje dzięki mocy Bożej. I my także niemocni jesteśmy w Nim, ale żyć będziemy z Nim przez moc Bożą względem was.” (2 Kor 13:3-4). W mizerności własnej postaci apostoł widzi improwizację Chrystusa – słabego, a zarazem pełnego mocy.  Paweł nie jest w stanie odegrać, a zatem i głosić, Chrystusa listownie: „Lecz nie chcę, by wyglądało, że was straszę listami” (2 Kor 10:9). Słowo pisane potrafi zniekształcić intencje autora, obdarzyć przekaz fałszywym autorytetem pozbawiając go zarazem transformatywnej względem odbiorców mocy.
  Po drugie, z analizy twórczości Pawła wynika, iż jest on nie tyle zainteresowany treścią słów, co tym, jaki efekt one są zdolne wywołać. Paweł słowami raczej przywołuje rzeczywistość, w której i on, i odbiorca mogą wspólnie uczestniczyć, niż wysyła komunikaty. Słowo, ustne głoszenie ma moc przemiany ludzi, ponieważ jest związane z bezpośrednią personalną interakcją, każde słowo jest zdarzeniem pomiędzy osobami. Mowa nie daje się zamknąć, ograniczyć, skończyć jak słowo pisane – słowo mówione jest otwarte na przyszłość, na dalszą interakcję i przemianę osób przez wzajemny wpływ. Dlatego nawet gdy Paweł pisze swe listy, stara się je utrzymać w stylistyce jak najbliższej ustnej wypowiedzi – tłoczą się w nich wymyślone dialogi, oskarżenia i obrony, zapytania, wykrzyknienia, przysięgi i wyzwania. To nie jest materiał przeznaczony do wczytania się, ale do poddania się oralnemu wrażeniu jakie wywołuje, gdy jest słuchany.

–Kamil M.

Oralność a Nowy Testament (1)

  Czas zabrać się za pracę licencjacką. Przez długi czas myślałem nad tematem i początkowo skłaniałem się ku prześledzeniu mechanizmów działających w pierwotnym chrześcijaństwie, które posłużyły do skonstruowania trwałego i konkurencyjnego światopoglądu (por. P. Berger i Th. Luckmann Społeczne tworzenie rzeczywistości). W końcu jednak uznałem, że 1) to bardzo obszerny temat, 2) wymagałby on dużo pracy, na źródłach, które mogą być trudno dostępne lub zgoła nieistniejące. Może innym razem. Ponieważ jednak trochę już zdążyłem się zaznajomić z opracowaniami na temat kultury oralnej (nawet w pierwszych wpisach tego bloga jest o tym mowa), postanowiłem pójść w tym kierunku i tak planuję namierzyć i uwypuklić te cechy twórczości zawartej w NT, które noszą znamiona przynależności jej autorów do kultury wciąż w przeważającym stopniu oralnej. Dlaczego takie zagadnienie? Po pierwsze, z ciekawości, z pragnienia poznania albo chociaż podsumowania pracy innych, którzy się już wcześniej nad tym trudzili. Po drugie, z sympatii lub woli empatycznego poznania. Myślę, że taka praca pozwoli lepiej zrozumieć kluczowe osoby i teksty w pierwotnym chrześcijaństwie, intencje, wyobrażenia, sposób korzystania z języka. To próba zrozumienia obiektu na warunkach dyktowanych przez obiekt, a nie przez badającego.

  Zdążyłem już zrobić mały research i jestem zadowolony, znalazłem bowiem cały numer pisma biblistycznego  poświęcony Oralności i tekstualności w literaturze wczesnochrześcijańskiej, (podobno) przełomową książkę Wernera Kelbera pt. The Oral and Written Gospel oraz wiele artykułów z anglojęzycznych czasopism naukowych. Pośród nich m.in. Phenomenology of language and the New Testament R.W. Funka, który nie traktuje ściśle o kulturze oralnej, ale o użyciu języka w NT i o jego interpretacji lub odbiorze, co jest wystarczająco bliskie moim zainteresowaniom. W drugiej części artykułu (po zreferowaniu w pierwszej fenomenologicznego podejścia do języka) autor aplikuje fenomenologiczną teorię do faktu używania przez Jezusa przypowieści w swym nauczaniu i postrzega ten fakt jako znaczący. Przypowieści wyśmienicie pasują do zadania, jakiego podjął się Jezus – nie są (jak błędnie czasem się mniema) alegoriami, kodem odnoszącym się do innej rzeczywistości, unikają one abstrakcji. Raczej wychodząc ze świata doświadczeń odbiorców przekazują w sposób maksymalnie niezapośredniczony punkt widzenia Jezusa, wciągają odbiorców w ten nowy kształtowany przez niego świat. Przypowieści przykuwają uwagę nie do detali lub pojedynczych ich bohaterów, ale do przedstawionej w nich sytuacji. Przypowieść czerpie ze środowiska odbiorców, by podważyć ich świat i zaprosić do innego spojrzenia nie przez abstrakcyjne argumenty, ale w taki sposób, w jaki czyjś obraz potrafi zmienić punkt widzenia patrzącego. Przypowieści przybliżają Królestwo Boże i ukazują różne jego aspekty, ale nie w sposób systematyczny – to raczej krótkie wejrzenia w nową rzeczywistość, która wymaga zaangażowania się w nią, by ją zgłębić. Jest to bardzo oralne (w sensie kulturowym) zjawisko. Ludzie kultury oralnej żyją językowo blisko świata codziennej ludzkiej egzystencji, blisko przyrody, pracy, podstawowych stosunków międzyludzkich. Geniusz Jezusa polega nie na tym, że takie tematy w przypowieściach w ogóle podejmuje (to w tej sytuacji doprawdy nic dziwnego), ale na tym, jak je wykorzystuje. Jego opowiadanie świata tych ludzi na nowo wciąga ich w bliską więź z jego wizją, z nim samym poprzez jego słowo, poprzez bezpośrednią ekspresję jego wewnętrznej perspektywy, którą posiada. Ta osobista interakcja z Jezusem i jego nowo powstałym językowym światem, w którą on swoim słowem wciąga ludzi, budzi jednak również opór i protest tym gorętszy, że interakcja jest tak bezpośrednia i rozgrywa się na kanwie tak podstawowych zjawisk, do których odnoszą się przypowieści. Emocje rosną, wybuchają spory, łatwo o otwarty konflikt – i taka konfliktowość to też cecha kultury oralnej, ale o tym innym razem.
–Kamil M.