Wy jesteście świątynią Boga żywego

Niniejsze kazanie pochodzi z biuletynu Archidiecezji Tiatyry i Wielkiej Brytanii z dnia 27 września 2015.

***

Bracia, wy jesteście świątynią Boga żywego według tego, co rzekł Bóg: «Zamieszkam w nich i będę pośród nich się przechadzał, i będę ich Bogiem, a oni będą mi ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i oddzielcie się – mówi Pan – i tego, co nieczyste, nie dotykajcie, a Ja was przyjmę do siebie, i będę dla was Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan wszechdzierżyciel”. Mając te obietnice, umiłowani, oczyśćmy samych siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świętości w bojaźni Bożej.
2 Kor 6:16-18, 7:1

Dzisiejsze czytanie listu apostolskiego inspiruje nas do pamiętania, że nasza wiara nie jest kwestią intelektualnego lub kulturowego związku z chrześcijańskimi tradycjami naszych rodzimych krajów. Gdyby tak było, nasze życie w ogóle nie różniłoby się od życia niechrześcijan, którzy czasami przewyższają nas, chrześcijan, w miłości i prawości charakteru. Prawdziwa wiara zdecydowanie będzie odbijać się w naszym sposobie życia i odróżniać nas od świata, ponieważ wierzyć oznacza wyznawać wiarę w praktyce, w naszym codziennym życiu, a zwłaszcza w naszych relacjach z innymi ludźmi. „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak wiara bez uczynków jest również martwa” (Jk 2:26).

List św. Pawła przypomina nam dzisiaj, że my, chrześcijanie, powinniśmy odróżniać się od reszty świata przez to, w jaki sposób żyjemy: przez „oczyszczanie siebie ze wszelkiej zmazy ciała i ducha” (2 Kor 7:1). Nie oznacza to, że zwyczajnie jakiekolwiek cielesne namiętności nas plamią. Nieczystością jest wszystko, co jest przeciwne Bogu. Idole, o których św. Paweł mówi w swych listach, to nie tylko posągi bożków. Idol, bałwan to coś, co przejmuje nad nami kontrolę i podporządkowuje sobie nasze życie, staje się naszą „ostateczną egzystencjalną troską” (jak ujął to Paul Tillich) tak, że angażujemy w to całe nasze życie, wszystkie nasze wysiłki, nasz potencjał. We współczesnym świecie naturalnym jest dla ludzi poświęcać całe życie budowaniu swego majątku – tak by stać się bogatym; zabieganiu o sukces w swej karierze – aby być ponad resztą i sprawować władzę nad innymi ludźmi; albo zdobyciu sławy, aby otrzymać uznanie i podziw innych ludzi. Te „idole” niewątpliwie doprowadzą nas do konfliktu z Bogiem: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, ponieważ albo jednego będzie nienawidził i drugiego miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzał” (Łk 16:13).

Liturgia św. Bazylego podkreśla, że jednym z największych darów Chrystusa dla ludzkości jest to, że „wyzwolił nas z ułudy idoli”. Zaiste cechuje je ułuda: zamiast bogactwem obdarzają człowieka duchowym ubóstwem i pustką serca, zamiast sukcesem – niepowodzeniem w odkryciu prawdziwego sensu życia, zamiast władzą i kontrolą – słabością i rozkładem pełnych miłości relacji z innymi bliźnimi ludźmi, zamiast sławą – głęboką świadomością braku wartości własnej osoby. Pan wzywa nas do prawdziwego bogactwa, mocy i chwały, których ten świat nie może nam dać: wzywa nas, byśmy zostali Jego dziećmi, Jego mieszkaniem, byśmy sami zostali bogami. Jeśli „te obietnice”, o których mówi Apostoł docierają do serca człowieka i zaczyna on rozumieć rzeczywistość za tymi słowami, w sposób naturalny „wychodzi spośród tych”, którzy żyją bez wiary i nadziei – a ich brak jest stratą, której nie mogą wynagrodzić żadne pociechy świata.

Prawdziwy chrześcijanin staje się świątynią żywego Boga. To nie tylko łaska Boża mieszka w nas. Jak w świątyni, zachowujemy i strzeżemy w sobie najpiękniejsze życie, które Chrystus nam podarował; jak w świątyni, wzniósł On w naszych sercach swoje „idole”, przez które Jemu służymy: nimi są miłość, nadzieja, pokój, radość, pobożność, szczerość, łagodność, prawość charakteru – i wiele innych cnót, które Chrystus złożył w ludzkości, za co nigdy nie przestaniemy Go chwalić ani w tym życiu, ani w wieczności.

Matka Boża

Matka Boża jest ikoną i modelem Kościoła i chrześcijanina: świątyni Bożej ozdobionej cnotami, zamieszkanej przez samego Boga

Mądrość Krzyża w Księdze Przysłów

Synu, nie lekceważ wychowania Pańskiego,
ani nie słabnij przez Niego karcony.
Kogo bowiem miłuje Pan, tego karci,
chłoszcze zaś każdego syna, którego przyjmuje.
Szczęśliwy człowiek, który znalazł mądrość,
i śmiertelnik, który poznał zrozumienie.
Lepiej bowiem jej nabyć, niż skarbnice złota i srebra.
Cenniejsza zaś jest od drogocennych kamieni,
nie sprzeciwi się jej żadne zło.
Sławna jest wśród wszystkich, którzy ją miłują,
nic zaś cennego nie może się jej równać.
Długi bowiem żywot i lata życia w jej prawicy,
zaś w lewicy jej bogactwo i chwała,
z jej ust pochodzi sprawiedliwość,
prawo zaś i miłosierdzie niesie na języku.
Drogi jej to drogi szlachetne,
a wszystkie jej ścieżki z pokojem.
Drzewem życia jest dla wszystkich, którzy się jej trzymają,
i niewzruszona dla tych, którzy opierają się na niej, jak na Panu.
Prz 3:1-18

cross-tree-of-life08

Dzisiejsze nieszpory święta Wywyższenia Życiodajnego Krzyża Pańskiego przynoszą nam trzy czytania ze Starego Testamentu, które – jak to zwykle bywa – otwierają nam oczy na tajemnicę Chrystusa ukrytą w Pismach. Chciałbym tutaj podzielić się refleksją na temat jednego z tych czytań, które zacytowałem powyżej.

Pierwsza część tego czytania poucza nas o Bożym synostwie: Pan, jeśli prawdziwie jest czyimś Ojcem, wychowuje swoje dzieci, co bywa nieprzyjemne, ale zbawienne dla nich. Przez to wychowanie staje się prawdziwie synem. Ale nie jest to zaledwie prawda teoretyczna – to jest prawda, która zrealizowała się w Ewangelii. Bóg posłał swojego jednorodzonego Syna, który zniósł wiele właśnie dlatego, że był Synem Ojca, jak mówi List do Hebrajczyków: «chociaż był Synem, nauczył się przez to, co wycierpiał, posłuszeństwa» (Hbr 5:8). I jako taki jednorodzony Syn staje się przewodnikiem «wielu synów do chwały» (Hbr 2:10). Krzyż Jezusa, Syna Bożego, staje się prawzorem wychowania Pańskiego, Bożego usynowienia – kto chce zostać synem Pana, musi być gotowy na karcenie Pana, na pójście za Jezusem, na przyjęcie Krzyża.

Druga część czytanego fragmentu przechodzi od razu do nauczania o mądrości i jak bardzo jest możliwe, że właśnie ten cały fragment miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: «Podczas gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy domagają się mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego – dla Żydów skandal, a dla pogan głupstwo, ale dla samych powołanych, Żydów i Greków, Chrystusa jako Bożą moc i Bożą mądrość» (1 Kor 1:22-24). Bo oto kiedy Księga Przysłów mówi o prawdziwym synostwie Bożym, które nierozłączne jest z bolesnym procesem wychowania, a my rozumiemy to jako cień Krzyża Syna Bożego, to i mądrość trzeba widzieć w tym świetle. Mądrość, o której mowa, jest bezcenna, lepsza niż wszelkie skarby. I o tym też wiadomo z Ewangelii, bo przecież Chrystus właśnie wzywa, by sprzedać wszystko dawszy jałmużnę, pójść za Nim. On i to ukrzyżowany jest tym skarbem ukrytym na roli i drogocenną perłą, które nabywa się za wszystko, co się posiada, ponieważ On, Jezus, Mądrość Boża, jest bezcenny. I prawdą jest, że szczęśliwy jest śmiertelnik, który znalazł tą Mądrość, ponieważ w Niej znajdzie życie wieczne. Tej Mądrości nie sprzeciwi się żadne zło, bowiem ta Mądrość mówi: «Na świecie macie ucisk, ale bądźcie odważni: Ja zwyciężyłem świat!» (J 16:33).

W jaki sposób Mądrość zwyciężyła? W jaki sposób Mądrość stała się skarbem śmiertelników? Przez Krzyż, do którego przybity został Chrystus-Mądrość. W Jego zranionej prawicy jest zmartwychwstanie i żywot wieczny, w Jego przebitej lewicy są bogactwo i chwała. To Jego język, który za nas smakował octu na Krzyżu, zjednoczył Prawo i miłosierdzie tak, że tchnął z Krzyża na nas swoją sprawiedliwością, Duchem Świętym (J 19:28-30), którym nasycił łaknących i pragnących sprawiedliwości. W tej sprawiedliwości Chrystusa-Mądrości wypełniamy Prawo przez ofiarną miłość dźwigając ciężary bliźnich, jak Jezus wziął na siebie nasz ciężar i otrzymujemy wielkie miłosierdzie poprzez Krzyż.

Kto bierze swój krzyż, by pójść za Jezusem, wstępuje na szlachetną drogę. Kto idzie drogą Krzyża, temu zawsze towarzyszyć będzie pokój, ponieważ to przez Krzyż Syn Boży pojednał nas z Bogiem i ludźmi. To Krzyż jest rajskim Drzewem Życia, ponieważ na nim zawisł Owoc dający nieśmiertelność tym, którzy Go spożywają. Kto idzie przez życie z Krzyżem Jezusa i kto z Krzyżem wkracza w śmierć, ten się nie zawiedzie. Ponieważ na Krzyżu zawisł Ten, który ziemię na wodach powiesił, Krzyż jest umocnieniem całego świata, niewzruszonym oparciem dla wszystkich ufających Panu, który na nim cierpiał. Krzyż jest objawieniem Mądrości, która stworzyła świat i zbawiła człowieka.

Przyjdźcie, wszystkie narody,
oddajmy pokłon błogosławionemu Drzewu,
przez które dokonała się wieczna sprawiedliwość.
Bowiem ten, który przez drzewo zwiódł praojca Adama,
przez Krzyż wpadł w pułapkę
i przez wiarę strącony w nadzwyczajnym upadku jest ten,
który zawładnął gwałtem nad królewskim stworzeniem.
Krwią Bożą jad węża jest zmyty
i zostaje rozwiązane przekleństwo sprawiedliwego potepienia
przez niesprawiedliwy wyrok nad potępionym Sprawiedliwym.
Przez Drzewo bowiem musiało być drzewo uleczone
i przez cierpienie Niecierpiętliwego na Krzyżu
rozwiązane cierpienia potępionego.
Chwała, Chryste Królu, Twojej względem nas wstrząsającej ekonomii,
przez którą zbawiłeś wszystkich
jako Dobry i Przyjaciel człowieka.
Z nieszporów

Krzyżowi Twemu kłaniamy się, Władco,
i święte Zmartwychwstanie Twoje wysławiamy!

Darmowy ebook – «Ideał ascetyczny a Nowy Testament»!

fr-george-florovsky_2jpg

o. Jerzy Florowski

Chciałbym się z Wami podzielić tym razem owocem mojej dłuższej pracy. Przygotowałem tłumaczenie tekstu śp. o. Jerzego Florowskiego, wybitnego prawosławnego teologa i ekumenisty, pt. Ideał ascetyczny a Nowy Testament: Refleksje nad krytyką teologii Reformacji. W tym dość obszernym artykule o. Florowski polemizuje z myślą Reformacji, w szczególności z myślą luterańską reprezentowaną przez Andersa Nygrena, która odrzuciła monastycyzm i ascezę. Analizując Ewangelię św. Mateusza i Listy Apostolskie, o. Florowski ukazuje zrównoważoną wizję Nowego Testamentu, wizję inicjatywy Bożej i odkupienia w Chrystusie, ale również zobowiązania człowieka do realnej i wytężonej współpracy z Łaską Bożą, by to zbawienie sobie przyswoić. W konsekwencji tego obszernego przeglądu o. Florowski uwiarygodnia tezę, że właśnie monastycyzm i jego ascetyczny duch są wiernymi kontynuatorami orędzia Nowego Testamentu do chrześcijan. Zapraszam serdecznie do lektury. Pozwoliłem sobie jednakże wykorzystać tę publikację do promocji mojej skromnej strony. Aby uzyskać PDF, będziecie musieli udostępnić na jednym z serwisów społecznościowych linka do tego wpisu. Wystarczy kliknąć na baner poniżej, a serwis już poprowadzi Was dalej.

 

Zwiastowanie: Krzyż Marii i nawrócenie Józefa

Już w przyszłą środę, 25 marca, obchodzić będziemy Święto Zwiastowania Bogurodzicy, po grecku Evangelismós, czyli «zwiastowanie dobrej nowiny». To pamiątka Wcielenia, początku ludzkiej egzystencji Syna Bożego i początek Ewangelii. Bardzo wczesna tradycja, uwieczniona w homilii paschalnej Melitona z Sardes (początek II wieku), podaje, że 25 marca, dzień poczęcia się Jezusa to również dzień jego śmierci na Krzyżu. Do dzisiaj Zwiastowanie wypada w okresie wielkopostnym, w czasie przygotowania do Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, oświetlone jest więc oczekiwaniem na te święta. Zwiastowanie ma jednak bardzo wiele wspólnego z Krzyżem w samej swej istocie, nie tylko przez uniżenie Syna Bożego, który zechciał przyjąć ciało dla naszego zbawienia, ale przez uniżenie Marii, Bożej Rodzicielki. Ten wymiar często umyka uwadze przy okazji Święta Zwiastowania przede wszystkim dlatego, że samo wydarzenie opisane jest w Ewangelii wg św. Łukasza, który mniejszą uwagę poświęca problematyczności poczęcia, które jest udziałem Marii.

Aby ujrzeć szerszy obraz, musimy sięgnąć do Ewangelii wg św. Mateusza, która te wydarzenia opisuje następująco:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, powierzona została Józefowi, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że poczęła z Ducha Świętego. Józef zaś, mąż Jej, sprawiedliwym będąc i nie chcąc na nią donieść, postanowił potajemnie odesłać ją. Gdy tak pomyślał, oto anioł Pana ukazał mu się we śnie, mówiąc: – Józefie, synu Dawida, nie lękaj się przyjąć Mariam, żony twojej, bo To w Niej poczęte jest z Ducha Świętego. Urodzi zaś syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud swój od grzechów ich. To wszystko zaś stało się, aby wypełniło się, co zostało przez proroka powiedziane, mówiącego od Pana: Oto Dziewica pocznie i urodzi Syna, i nadadzą Mu imię: Emmanuel, co się przekłada: – Z nami Bóg. Powstawszy ze snu Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pana, i przyjął żonę swoją. I nie znał jej, a kiedy urodziła syna, nadał Mu imię Jezus.
Mt 1:18-25 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Mary and Joseph

Św. Mateusz ujawnia nam cały skandal: ta, która miała być dziewicza, okazuje się być w ciąży. Na poziomie prostego odczytania Ewangelii, nowopoślubiona małżonka Józefa okazuje się nosić już dziecko pod swym sercem jeszcze zanim się zeszli, zanim Józef «poznał ją» – i to już brzmi skandalicznie. Wrażenie to jednak wzmaga jeszcze znajomość tradycji pozabiblijnej, ale znowu sięgającej początków II wieku po Chrystusie, a zawartej w Proto-Ewangelii Jakuba, wedle której Maria miała być dziewicą poświęconą Bogu, służącą przy Świątyni, a tylko powierzoną pod opiekę starcowi Józefowi. Takie tło nadaje zupełnie nowy wymiar skandalowi poczęcia Jezusa w łonie Marii, który trafnie oddaje jeden z utworów z Liturgii Bożego Narodzenia w rycie bizantyjskim:

To mówi Józef do Dziewicy:
Mario, cóż to za rzecz, jaką w Tobie widzę?
Wątpię i dziwię się, przeraża się mój umysł,
odejdź ode mnie w tajemnicy jak najszybciej,
Mario, cóż to za rzecz, którą w Tobie widzę?
Zamiast szacunku hańbę,
zamiast radości smutek,
zamiast chwały wymówkę przyniosłaś mi.
Nie będę już dalej znosił ludzkich drwin,
bowiem od kapłanów ze świątyni Pańskiej
przyjąłem Ciebie jako nieskalaną i cóż widzę?
Stichera z Pierwszej Godziny 25 grudnia

Z tego tekstu przebija dramatyczny zawód: ta, która wydawała się być świętą dziewicą, okazuje się brzemienna. Maria miała przynieść cześć, radość i chwałę, a w zamian za to stała się źródłem hańby i smutku Józefa. Czy to nie brzmi znajomo? Posłuchajmy Ewangelii wg św. Łukasza i słów dwóch uczniów w drodze do Emaus:

To, co stało się z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem, mężem mocnym w czynie i słowie przed Bogiem i całym ludem, jak arcykapłani i przywódcy nasi oddali Go pod sąd, na śmierć i ukrzyżowali. My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela, a przy tym wszystkim już trzeci dzień upływa, odkąd się to wydarzyło.
Łk 24:19-21 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Zamiast radości – smutek, zamiast chwały – hańba. Zawiedzione nadzieje, wstyd, że się dało tak omamić. W historii zwiastowania to Maria przyjmuje swój krzyż dobrowolnie, przyjmuje hańbę nieślubnej ciąży, ryzyko bycia wytykaną palcami znajomych, odrzucenie przez Józefa, którego pewnej opiece została powierzona. A Józef, niczym Apostołowie w pierwszy dzień tygodnia po Męce, nie daje wiary, jest zdruzgotany, próbuje wyjść z twarzą i ocalić to, co zostało z godności Marii. Nie rozumie jej krzyża, jest nim zgorszony, chce się oddalić od całej sprawy tak, jak uczniowie uciekli od pojmanego Jezusa.

Dopiero sam Jezus wyjaśni Apostołom ich błąd tak, jak anioł objawił Józefowi sens całego wydarzenia. To przez Krzyż przychodzi zbawienie, zmartwychwstanie, życie dla świata. Nim Chrystus zdoła wypowiedzieć swoje wezwanie: «Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje», Maria na własnej skórze, na własnym ciele odczuła, co to znaczy zjednoczyć się z Wcielonym Synem Bożym, co to znaczy być ochrzczonym Jego chrztem i pić z Jego kielicha: zanurzyć się w hańbie, by powstać do chwały, napić się wstydu, by rozweselić serce radością, której już nikt nie może odebrać. Poczęcie i narodzenie Jezusa staje się jakby próbą generalną Jego budzącej bojaźń Paschy, tyle że u zarania Ewangelii próbę przechodzi Jego Matka, która potem będzie stała pod Jego Krzyżem, oniemiały świadek Męki. W Zwiastowaniu to Jezus pozostaje niemym towarzyszem cierpienia Marii, ale i źródłem jej ostatecznej chwały. Bo Józef nawraca się, staje na wysokości zadania, jako wierny stróż Wcielonego Słowa Bożego i Służebnicy Pańskiej. Na koniec posłuchajmy znowu słów Liturgii Bożego Narodzenia:

Gdy Józef, Dziewico, smutkiem spętany szedł do Betlejem, wołałaś do niego: Dlaczego widząc mnie brzemienną smucisz się i wątpisz? Czyż nie widzisz tej strasznej tajemnicy, która dokonała się za mną? Odrzuć wszelki lęk, poznawaj rzeczy przesławne. Bóg bowiem zstępuje na ziemię ze względu na miłosierdzie, teraz jest w moim łonie, gdzie przyjął ciało. Gdy ujrzysz Go urodzonego, jak zechce, napełnisz się radością i pokłonisz się Jemu jako twemu Stwórcy, któremu nieustannie śpiewają aniołowie i wysławiają z Ojcem i Duchem Świętym.
Stichera Dziewiątej Godziny 25 grudnia

Józefie, powiedz nam, jak od świętych przyjąłeś Dziewicę, którą brzemienną przyprowadzasz do Betlejem. Ja, rzecze, proroctwa wybadawszy i wieść otrzymawszy od anioła przekonałem się, że Boga Maria urodzi w niewypowiedziany sposób, któremu ze Wschodu przyjdą pokłonić się magowie z darami godnymi. Panie, ze względu na nas wcielony, chwała Tobie!
Stichera Trzeciej Godziny 25 grudnia

Bogurodzico Dziewico, raduj się,
łaski pełna Mario, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twego,
albowiem zrodziłaś Zbawcę dusz naszych!

Otworzyły się im oczy

Pierwszy posiłek wzmiankowany w Biblii to chwila, gdy Adam i Ewa spożywają zakazany owoc. Bezpośrednią jego konsekwencją jest nowa i niechciana wiedza: „otworzyły się oczy ich obojga i poznali, że są nadzy” (dienoichthesan hoi ophthalmoi ton duo kai egnosan hoti gymnoi esan, Rdz 3:7). Tym razem [w Ewangelii Łukasza – przyp. K.M.] inna para, Kleofas i jego towarzysz (najprawdopodobniej jego żona, jedna z wielu Marii w opowieści ewangelicznej) zasiadają przy stole i są skonfrontowani z nową i jakże głęboko pożądaną wiedzą: „otworzyły się ich oczy i rozpoznali Go” (auton de dienoichthesan hoi ophthalmoi, kai epegnosan auton, 24:31). To, mówi Łukasz, jest ostateczne odkupienie; to jest posiłek, który oznacza, że długie wygnanie rodzaju ludzkiego, nie tylko Izraela, jest wreszcie skończone. To jest początek nowego stworzenia. Właśnie dlatego „nawrócenie i odpuszczenie grzechów ma być głoszone wszystkim narodom” (24:47). Jeśli Earle Ellis ma rację, by upatrywać w scenie z Emmaus ósmego z kolei posiłku w Ewangelii, może działać tutaj numeryczny schemat, który ma podkreślić tę prawdę (która jak się okaże, jest podkreślona szczególnie przez Jana). To jest pierwszy dzień nowego tygodnia.
N.T. Wright, The Resurrection of the Son of God, str 652.

Prokimenony i Alleluja: Prokimenon Tonu 1 – Ps 32 (33)

Бyди гDи, ми1лость твоS на нaсъ, ћкоже ўповaхомъ на тS.
Рaдуйтесz прaведніи њ гDэ, пр†вымъ подобaетъ похвалA.
Budi, Hospodi, miłost’ Twoja na nas, jakoże upowachom na Tia.
Radujtiesia, prawiedni, o Hospodie, prawym podobajet pochwała.
Niech będzie miłosierdzie Twoje, Panie, nad nami, bo przecież położyliśmy nadzieję w Tobie.
Weselcie się, sprawiedliwi, w Panu prawym przystoi chwalenie.
Γένοιτο τὸ ἔλεός σου, κύριε, ἐφ᾽ ἡμᾶς, καθάπερ ἠλπίσαμεν ἐπὶ σέ.
Αγαλλιᾶσθε, δίκαιοι, ἐν τῷ κυρίῳ· τοῖς εὐθέσι πρέπει αἴνεσις.
Prokimenon pierwszego tonu zaczerpnięty jest z Psalmu 32 (33 w tekście hebrajskim) z wersetów 22. i 1.
  1. Weselcie się, sprawiedliwi, w Panu ¤ prawym przystoi chwalenie,
  2. wyznawajcie Panu na lirze, ¤ na harfie dziesięciostrunnej grajcie Mu.
  3. Śpiewajcie Mu pieśń nową, ¤ pięknie grajcie z okrzykiem,
  4. ponieważ prawe jest Słowo Pańskie, ¤ i wszystkie dzieła Jego w wierności.
  5. Miłuje litość i sąd, ¤ miłosierdzia Pańskiego pełna jest ziemia.
  6. Słowem Pańskim niebiosa zostały utwierdzone ¤ i Duchem ust Jego wszelka moc ich.
  7. Gromadzi jak bukłak wody morskie ¤ składa w skarbcach otchłanie.
  8. Niech boi się Pana cała ziemia, ¤ od Niego niech zadrżą zamieszkujący świat,
  9. ponieważ On rzekł i stali się, ¤ On rozkazał i zostali stworzeni.
  10. Pan rozprasza zamiary narodów, ¤ unieważnia zamysły ludów ¤ i unieważnia zamiary władców,
  11. ale zamiar Pana na wiek trwa, ¤ zamysły serca Jego na pokolenie i pokolenie.
  12. Szczęśliwy naród, dla którego Pan jest Bogiem jego, ¤ lud, który wybrał na dziedzictwo swoje.
  13. Z niebios wejrzał Pan, ¤ ujrzał wszystkich synów człowieczych,
  14. z gotowego mieszkania swego ¤ wejrzał na wszystkich zamieszkujących ziemię,
  15. Ten, który ukształtował z osobna serca ich, ¤ który rozeznaje się we wszystkich czynach ich.
  16. Nie ocala się król przez wielką moc ¤ i możny nie ocali się w ogromie siły swojej,
  17. zawodny jest koń dla ocalenia się, ¤ w ogromie mocy swojej nie ocali się.
  18. Oto oczy Pańskie są na bojących się Go, ¤ wyglądających miłosierdzia Jego,
  19. by wybawił ze śmierci dusze ich ¤ i by wykarmił ich w głodzie.
  20. Dusza nasza trwa w Panu, ¤ gdyż wspomożycielem i obrońcą naszym jest,
  21. ponieważ w Nim rozraduje się serce nasze ¤ w imieniu świętym Jego położyliśmy nadzieję.
  22. Niech będzie miłosierdzie Twoje, Panie, nad nami, ¤ bo przecież położyliśmy nadzieję w Tobie.
  Psalm 32 to ufna pieśń pochwalna tych, którzy pokładają nadzieję w Panu. Prokimenon zaczyna się od ostatniego wersetu psalmu, w którym wierni modlą się o miłosierdzie Pańskie. Spodziewają się go z ufnością, ponieważ położyli w Panu nadzieję i wiedzą, że On jest niezawodny. O tym mówią końcowe wersety: Pan zważa na tych, którzy się Go boją, którzy polegają na Jego miłosierdziu. Ta bojaźń to nie jest strach, ale respekt przed potęgą Bożą, której można zaufać. Pan wybawia ze śmierci i daje pokarm w czasie głodu. W świetle Chrystusa to nie tylko możliwe wybawienie z doczesnych utrapień, ale przede wszystkim życie wieczne, życie zmartwychwstania, które wybawia wiernych ze śmierci grzechu i nasyca „łaknących i pragnących sprawiedliwości”. Pan wskrzesza sprawiedliwych, ratuje ich od zniszczenia, bo jest ich wspomożycielem i obrońcą.
  Pan miłuje słabych, tych, którzy nie mogą polegać na własnych siłach, ale też ci, którzy mogą   poszczycić się różnymi możliwościami, nie ocaleją, nie zostaną wybawieni, zbawieni, uzdrowieni (gr. sōzein) inaczej jak przez Pana. Kim jest jednak Pan? O tym mówi pierwsza połowa psalmu. Słowo Pana, Jego obietnice, Jego wyroki są prawe, wszystkie Jego dokonania są wierne, spolegliwe, niezawodne. Pan okazuje miłosierdzie i oddaje sprawiedliwość tym, którym się ona należy. On swoim Słowem, Logosem stworzył niebiosa, a swym Duchem wszystkie ich zastępy, wielce wyniesiony i wywyższony. Ale to On również zgromadził wody, tak, że ukazała się ziemi sucha zdatna do zamieszkania przez ludzi (Rdz 1), ich egzystencja zależy całkowicie od Niego. Z Jego woli trwa firmament, z Jego woli wody nie występują z brzegów. Dlatego psalm wzywa do bojaźni Pańskiej wszystkich ludzi. Wprawdzie są oni tak mali i nikli w porównaniu do Jego majestatu, ale snują próżne zamysły. Pan jednak je wszystkie zniweczy, unicestwi wszelką pychę, wszystkie serca są dla niego przejrzyste, sam je wszystkie stworzył.
  Właśnie dlatego sprawiedliwi mają radować się w Panu, sprawiedliwi, którzy wszystko to wiedzą, którzy wiedzą kto ukształtował świat i ma go w swojej mocy, oni boją się Pana i Mu ufają, a nie polegają na sobie. Oni wiedzą, że już całe życie ich serca muszą bić w rytmie kolejnych Kyrie, eleison! To jedyna droga do ocalenia, które jest w Panu nieba i ziemi.
  To jest wizja z jaką wierni mają podchodzić do czytania nauczania apostolskiego w trakcie Liturgii. Apostołowie wzywają nas do polegania na Panu, do patrzenia na świat jako na wielkie Pańskie dzieło. Chrześcijanie wiedzą, że Panem jest Jezus, że ten, o którym mówi psalm, to ukrzyżowany i zmartwychwstały Chrystus posyłający Apostołów na całą ziemię, by wezwać wszystkich do bojaźni Pańskiej i polegania na miłosierdziu Bożym.

Prokimenony i Alleluja: Wprowadzenie

  Przed czytaniami z Pism Apostolskich (z księgi zwanej Apostołem) śpiewany jest zawsze prokimenon, zaś przed czytaniem Ewangelii – alleluja. W Księdze Ośmiu Tonów, czyli Oktoechosie przeznaczonym na niedziele zwykłe w ciągu roku, poza cyklami świąt, prokimenony i alleluja składają się z wersetów zaczerpniętych z Psalmów. Zwykle są to dwa wersety z jednego psalmu, czytane i śpiewane w pewnej konfiguracji na przemian przez lektora i chór. Prokimenony i alleluja stanowią wprowadzenie do przyjęcia Słowa Bożego, nastrajają do odpowiedniej modlitewnej postawy, jaką mamy zająć w trakcie czytań. W czasie Liturgii słyszymy tylko parę wersetów, ale odwołują się one do całego psalmu, który obfituje w treść. Dlatego w serii wpisów będę publikował moje tłumaczenie wskazanych przez Oktoechos psalmów za tekstem Septuaginty oraz krótki komentarz wskazujący na to, jaki kontekst do czytań stwarza dany psalm oraz jak odnosi się on do życia Chrystusa i Kościoła.

Bez porównania chwalebniejsza od Serafinów

  Teksty liturgiczne najczęściej wprowadzają w pewien świat wyobrażeń, z którego źródeł nie zawsze zdajemy sobie sprawę, aż pewnego dnia sposób myślenia ich autorów przenika nagle człowieka pewne rzeczy stają się jasne. Ale to za chwilę.
  W 6 rozdziale Księgi Izajasza znajduje się scena powołania proroka. Rzecz dzieje się w Świątyni – co prorok tam robi? Całkiem możliwe, że był kapłanem tak, jak Zachariasz, który również przy spalaniu kadzidła miał widzenie. Izajasz ujrzał jednak nie anioła, ale Pana w wielkiej chwale, chwale wręcz przerażającej. Wokół latały sześcioskrzydłe serafy, ale do lotu używały tylko jednej pary skrzydeł – jak wielka musiała być chwała Pańska, że musiały pozostałymi dwoma parami zakrywać przed Panem nie tylko swoje twarze, ale i nogi! Wołały przy tym przejmujący, a zarazem tajemniczy Trisagion: „Święty, Święty, Święty Pan Sabaoth! Pełna jest cała ziemia chwały Jego!” To okrzyk istot drżących z zachwytu i uniżenia wobec ostatecznej Potęgi, ale jego treść zadziwia, bo głosi nie tylko jej transcendencję, oddzielenie, świętość. Cała, skądinąd wydawałoby się profaniczna ziemia, jest pełna chwały Pana, przed którą serafy muszą skrywać twarze. Izajasz reaguje na to wszystko zrozumiale – myśli, że kolejną rzeczą jaka go spotka jest śmierć, ponieważ jest grzesznym człowiekiem, człowiekiem o nieczystych wargach, a jako taki nie może oglądać tego, co ujrzał i żyć. Seraf jednak rozwiązuje ten problem, choć chyba rzadko się zauważa, że jest to rozwiązanie bolesne – dotyka ust Izajasza rozpalonym węgielkiem z ołtarza kadzidlanego, oczyszczając go z grzechu. W konsekwencji Pan posyła proroka ze swoimi słowami dla grzesznego ludu.
  Z całej tej historii zyskujemy wrażenie wielkiego wywyższenia Pana i oddzielenia nie tylko od ludzi, ale stworzenia w ogóle, skoro nawet święte serafy z bojaźnią zakrywają się przed Jego wzrokiem. Kto mógłby do Pana się zbliżyć? Kto wstąpi na górę Pana i kto stanie w Jego świętym miejscu? – jak powiada psalm. I tutaj docieramy do tekstów liturgicznych – jest taka istota i Kościół wielce raduje się z niej. Jest pieśń śpiewana w trakcie liturgii eucharystycznej:

Zaprawdę godne to jest, błogosławić Ciebie, Bogarodzico, zawsze błogosławioną i nieskalaną i Matkę Boga naszego. Czcigodniejszą od Cherubinów i bez porównania chwalebniejszą od Serafinów, któraś bez zmiany zrodziła Boga Słowo, Ciebie, prawdziwą Bogarodzicę, wysławiamy.

  Śmiałe słowa – można by rzec, a jednak mając w pamięci objawienie dane Izajaszowi drżącego razem z serafami przed boskim Majestatem, stają się zrozumiałe. Maria była osobą, która mogła nie tylko oglądać Pana Zastępów, ale przyjąć Go do swego łona, bez pomocy rozpalonych węgli jako czysta, nieskalana. Nie tylko w swej czystości przewyższająca cherubinów, ale z łaski Bożej mogąca zbliżyć się do Pana Zastępów aż do organicznego połączenia, na myśl o czym zapewne serafiny mdleją (obrazowo mówiąc). Tę osobową bliskość między tą przedstawicielką stworzenia i ludzkości a Bogiem Kościół świętuje – to nie bezosobowy cud, to uprzednia bliska wspólnota i znajomość z Bogiem, która w obliczu niezwykłego Daru pozwoliła Marii powiedzieć spokojnie: Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. A wtedy wywyższony i wyniosły Pan przyjął postać sługi ze służebnicy.
–Kamil M.

Bóg nie stworzył śmierci (Mdr 1:12-16)

Czytając ciekawy tekst pt. The Sacrifice of the Life-Giving Death: The Atonement and Its Theological Presuppositions in Eastern Orthodox Soteriology [PDF], natknąłem się na poruszający fragment z Księgi Mądrości Salomona 1:12-16, którego autor używa do zilustrowania prawosławnego poglądu na związek grzechu ze śmiercią i skażeniem (str. 17). Uznałem, że przytoczę go tu i przetłumaczę, a do lektury linkowanej pracy zachęcam, nie jest długa.

μὴ ζηλοῦτε θάνατον ἐν πλάνῃ ζωῆς ὑμῶν
μηδὲ ἐπισπᾶσθε ὄλεθρον ἐν ἔργοις χειρῶν ὑμῶν·
ὅτι ὁ θεὸς θάνατον οὐκ ἐποίησεν
οὐδὲ τέρπεται ἐπ᾽ ἀπωλείᾳ ζώντων.
ἔκτισεν γὰρ εἰς τὸ εἶναι τὰ πάντα,
καὶ σωτήριοι αἱ γενέσεις τοῦ κόσμου,
καὶ οὐκ ἔστιν ἐν αὐταῖς φάρμακον ὀλέθρου
οὔτε ᾅδου βασίλειον ἐπὶ γῆς.
δικαιοσύνη γὰρ ἀθάνατός ἐστιν.
᾿Ασεβεῖς δὲ ταῖς χερσὶν καὶ τοῖς λόγοις προσεκαλέσαντο αὐτόν,
φίλον ἡγησάμενοι αὐτὸν ἐτάκησαν
καὶ συνθήκην ἔθεντο πρὸς αὐτόν,
ὅτι ἄξιοί εἰσιν τῆς ἐκείνου μερίδος εἶναι. 

Nie zabiegajcie o śmierć poprzez swe błędne życie,
ani nie ściągajcie na siebie zniszczenia poprzez czyny waszych rąk,
ponieważ Bóg nie stworzył śmierci,
ani nie znajduje zadowolenia w zgubie żyjących,
stworzył bowiem wszystko po to, by istniało,
i by niosły uzdrowienie byty zrodzone przez świat,
nie ma w nich trucizny zniszczenia,
ani domeny krainy umarłych na ziemi.
Prawość bowiem nie podlega śmierci.
Bezbożni zaś dłońmi i słowy przywołują ją,
mając ją za przyjaciela, rozpływają się
i zawierają z nią pakt,
ponieważ zasługują, by przypaść jej w dziale.

–Kamil M.

Pismo Święte wczesnego Kościoła – uwagi formalne

  Teoria komunikacji w dziedzinie środków przekazu szczególnie rozwinięta przez tzw. szkołę kanadyjską (Havelock, Ong, McLuhan) uczy, że na odbiorców komunikatu (przesłania, message) wpływ ma nie tylko sama treść, ale również środek przekazu (medium), jego forma. Powiedzenie ukute przez McLuhana brzmi the medium is the message – medium jest przesłaniem. Media (środki przekazu) w swoim ukształtowaniu same w sobie są przesłaniem. W więcej teoretycznych szczegółów może wdawać się nie będę, ale przejdę od razu do praktyki.
  Wielokrotnie i z wielu ust słyszałem już w kwestii wydań Biblii słowa „śródtytuły nie są w końcu natchnione,” co zasadniczo oznacza świadomość tego, że nie znajdowały się w oryginalnym tekście. To stwierdzenie wpada na trop pewnej bardzo ważnej rzeczy. Czym różni się nasza, współczesna Biblia od Biblii starożytnych? Oczywiście takie pytanie najczęściej staje się sygnałem do startu wielkiego wyścigu pod hasłem „Czy i gdzie tekst Biblii został zmieniony oraz jak udowodnisz, która jego wersja jest prawdziwa?”, ale nie to mam obecnie na myśli. O krytyce tekstu może jeszcze coś napiszę, tym razem jednak mam w głowie rzecz bardziej trywialną i jak to z takimi rzeczami bywa – o niebywałym znaczeniu. Otóż pomijając takie rzeczy jak materiał, którego używa się do publikacji Biblii czy cały problem tłumaczeń, skupmy się na – wydawałoby się nieistotnych – podziałach na wersety i rozdziały. Dostęp do informacji o tym, że te podziały zostały wprowadzone w toku historii nie jest trudny, a i nie wzbudzają one współcześnie wśród chrześcijan zbytniej kontrowersji. Przeciwnie – prawdopodobnie nie wyobrażają oni sobie korzystania z Biblii bez tych podziałów, bo skąd by wiedzieli „gdzie co jest”? Co najwyżej właśnie może paść uwaga o tym, że analizując tekst i jego kontekst nie należy się sugerować podziałem na rozdziały, bo bywa, że jest on nietrafiony.
  Wydaje się jednak, że wersety i rozdziały stwarzają ogromną różnicę. Pismo Święte wczesnego Kościoła nie zawierało żadnych podziałów wersetowych czy rozdziałowych, choć oczywiście teksty dzielono na pewne sekcje. Co więcej, mało prawdopodobne, żeby powszechnie w kościołach funkcjonowały księgi, które zawierałyby całe Pismo – raczej poszczególne Pisma stanowiły materialnie oddzielne księgi (zwoje), których kolekcje postrzegano jako kanoniczne (nie wkraczam w problem tworzenia się kanonu). Jest to sytuacja z goła odmienna od nasze, współczesnej: dla nas kanon to nie kolekcja, wystarczy otworzyć Biblię wydaną przez daną tradycję chrześcijańską i znajdziemy tam wszystkie księgi uznawane przez wydawcę za kanoniczne w odpowiedniej kolejności i porządku. Ale ta uwaga o kolekcjach Pism jest tak na marginesie, dla zastanowienia i pogłębienia kiedy indziej.

  Wczesny Kościół czytał zatem raczej nie jedną Księgę, ale księgi i pisma, które uznawał za mniej lub bardziej wiążące i które uważał za takie, ponieważ łączyła je pewna Historia, a Kościół widział siebie jako żywą kontynuację tej Historii pełnej wydarzeń, ludzi i przede wszystkim – Boga. Historia, opowieść, narracja to kategorie współcześnie w chrześcijaństwie często zapominane, ale nie jest to nic dziwnego. Tutaj wkraczają właśnie wersety i rozdziały – chrześcijanie znają Biblię przede wszystkim jako zbiór wersetów, w drastycznej formie jako zbiór wersetowych sentencji, chrześcijańskich wróżb z chińskich ciasteczek. Biblia jest bazą danych wygodnie oznakowaną cyframi, w której każde kilka czy kilkanaście słów ma swoją precyzyjną lokalizację w biblijnej siatce geograficznej. Z łatwością przychodzi zaznajomić się z dziesiątkami wersetów wyrwanych pojedynczo z tekstów, stają się one rozpoznawalne, czasem jako tagi czy catchphrases dla pewnych doktryn czy przekonań (np. łaską zbawieni jesteście, gdybym mówił językami ludzi i aniołów czy tak bowiem Bóg umiłował…). Rodzi to całe uniwersum tzw. proof-texts – zestawów wersetów dowodzących biblijności pewnych poglądów, powtarzanych do znudzenia. Wszystko to w dużej mierze zrodziło się nie tylko z upowszechnienia dostępu do Biblii wraz z Reformacją i drukiem, ale właśnie z wprowadzenia podziałów na wersety i rozdziały.
  Medium jest przesłaniem. Wczesny Kościół czytał księgi zawierające Pisma jak… księgi, traktaty, spisane historie, opowieści. Owszem – księgi o wielkiej wartości, stanowiące regułę wiary i pobożności, ale jednak księgi, tzn. pewne całości o zauważalnej literackiej budowie, na którą składały się jasne przy czytaniu sekcje zawierające jedną rozwiniętą myśl lub epizod narracyjny. Często się mówi, że Biblii nie można czytać jak zwykłej książki i jest to po części prawda, ale po części zwodnicze twierdzenie. Wczesny Kościół nie atomizował Pism, ale czytał je całymi partiami tak, jak czyta się książki. Współcześnie rozbicie na wersety doprowadziło do szatkowania tekstu, utraty szerokiego obrazu z pola widzenia i przyjęcia biblicyzmu obcego oryginalnym autorom, który utrudnia odczytanie przesłania Pisma. Chrześcijanie stracili zdolność odczytywania symboli (symboli, a nie kodów), literackich metafor, postradali umiejętność uchwycenia zamysłu pisarza przez ogarnięcie kompozycji całego dzieła – często czytanie Biblii sprowadza się do „słowa dla mnie od Boga” wyrwanego z małego kąska listu, ewangelii czy innego proroka. W ten sposób rozczłonkowanie Pism przyczynia się do indywidualizacji wiary, chrześcijanin dostaje na swój duchowy telefon 160-znakową wiadomość tekstową z Nieba. Szeroka wizja, porywająca Historia, która trwa i w którą są (powinni być) zanurzeni chrześcijanie dzisiaj, zniknęły pod gąszczem siglów. Znamiennym jest, że – przynajmniej na polskim rynku – nie do dostania jest wydanie Biblii, w którym nie byłoby żadnej numeracji wersetów czy rozdziałów, tylko sam, dobrze przetłumaczony, ciągły, choć może podzielony wygodnie na akapity bez śródtytułów tekst. Przeciwnie – nie dość, że wszystkie wydania zawierają omawiane podziały, to jeszcze Biblia Warszawska czy Gdańska niezmiennie są wydawane w ten sposób, że każdy werset zaczyna się od nowej linijki, a tekst przypomina wyliczankę. Tego nie da się czytać! A przynajmniej nie da się w taki sposób, by ogarnąć całość.
  Jakiś czas temu odkryłem, czemu nie jestem w stanie uczyć się z własnych notatek z wykładów – przy czytaniu rozpraszały mnie nadrukowane na kartki zeszytu kratki i linie. Na początku edukacji były bardzo pomocne, pozwalały zachować jakiś porządek w notatkach, linijki tekstu trzymały się prostej, litery zachowywały jako-taką proporcję (abstrahując od mojego niezbyt czytelnego stylu pisma). Ale nadszedł taki moment, ze zaczęły przeszkadzać odczytaniu tego, co napisałem. Od niedawna notuję tylko na białych czystych kartkach i wszystko stało się przejrzyste. Podział na wersety jest pomocny, pozwala szybko lokalizować fragmenty, czasami zwraca uwagę na rzeczy, które przy czytaniu zwykłego, ciągłego tekstu by umknęły. Jednak ostatecznie nie z tymi tradycyjnymi podziałami zostały Pisma napisane, ale z wielkim rozmachem, który koniecznie trzeba uchwycić cofając się nieco, by nie rozpraszały detale. Tak jak człowiek na pewnym etapie wspinaczki wyłania się spomiędzy drzew, wstępuje na łyse, skalne progi i wreszcie oprócz wszystkich okazów fauny i flory, jakie spotkał po drodze, widzi Puszczę, która jest więcej, niż sumą drzew i krzewów, a przynajmniej to zdaje się oznaczać zaparty dech patrzącego na nią człowieka. Tak spojrzeć na Pisma razem i każde z osobna, to zobaczyć je tak, jak widział je wczesny Kościół i dostać się pod ich nieco inny wpływ – dla nas odmienny, ale w gruncie rzeczy stary jak Ewangelia.
  Dla zachęty – N.T. Wright o pełnym ogarnięciu Pism:

The Whole Sweep Of Scripture – N.T. Wright

–Kamil M.