Darmowy ebook – «Ideał ascetyczny a Nowy Testament»!

fr-george-florovsky_2jpg

o. Jerzy Florowski

Chciałbym się z Wami podzielić tym razem owocem mojej dłuższej pracy. Przygotowałem tłumaczenie tekstu śp. o. Jerzego Florowskiego, wybitnego prawosławnego teologa i ekumenisty, pt. Ideał ascetyczny a Nowy Testament: Refleksje nad krytyką teologii Reformacji. W tym dość obszernym artykule o. Florowski polemizuje z myślą Reformacji, w szczególności z myślą luterańską reprezentowaną przez Andersa Nygrena, która odrzuciła monastycyzm i ascezę. Analizując Ewangelię św. Mateusza i Listy Apostolskie, o. Florowski ukazuje zrównoważoną wizję Nowego Testamentu, wizję inicjatywy Bożej i odkupienia w Chrystusie, ale również zobowiązania człowieka do realnej i wytężonej współpracy z Łaską Bożą, by to zbawienie sobie przyswoić. W konsekwencji tego obszernego przeglądu o. Florowski uwiarygodnia tezę, że właśnie monastycyzm i jego ascetyczny duch są wiernymi kontynuatorami orędzia Nowego Testamentu do chrześcijan. Zapraszam serdecznie do lektury. Pozwoliłem sobie jednakże wykorzystać tę publikację do promocji mojej skromnej strony. Aby uzyskać PDF, będziecie musieli udostępnić na jednym z serwisów społecznościowych linka do tego wpisu. Wystarczy kliknąć na baner poniżej, a serwis już poprowadzi Was dalej.

 

Met. Jan Zizioulas o encyklice «Laudato Si’»

Metropolita Jan Zizioulas, biskup Pergamonu, jest jednym z najwybitniejszych współczesnych teologów prawosławnych. Jest również współprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu między Kościołem Katolickim i Wschodnimi Kościołami Prawosławnymi. W miniony czwartek miał okazję uczestniczyć w ogłoszeniu najnowszej papieskiej encykliki Laudato Si’, dzięki czemu mógł wygłosić krótki prawosławny komentarz do encykliki jako przedstawiciel Patriarchatu Ekumenicznego. Poniżej zamieszczam przekład własny jego bardzo ciekawego wystąpienia (tłumaczenie z wersji angielskiej dostępnej na stronie Greckiej Archidiecezji Prawosławnej w Ameryce).

Metropolita Jan Zizioulas

Metropolita Jan Zizioulas

Komentarz do encykliki papieża Franciszka pt. „Laudato si”

Metropolita Jan (Zizioulas), bp Pergamonu

Wprowadzenie

Chciałbym rozpocząć od wyrażenia mojej głębokiej wdzięczności z powodu dostąpienia zaszczytu, jakim jest bycie zaproszonym do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, w ogłoszeniu nowej encykliki Jego Świątobliwości Papieża Franciszka, „Laudato Si’”. Jestem również zaszczycony faktem, że Jego Świątobliwość, Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej, poprosił mnie o przekazanie wam wyrazów jego osobistej radości i satysfakcji z powodu wydania tej encykliki. Jak niektórzy zapewne wiecie, Patriarchat Ekumeniczny był jednym z pierwszych w świecie chrześcijańskim, który zwrócił uwagę światowej społeczności na powagę problemu ekologicznego oraz obowiązku Kościoła do zgłaszania swego zaniepokojenia i podejmowania prób włączenia się za sprawą wszelkich duchowych środków, jakie ma na podorędziu, do ochrony naszego środowiska naturalnego. Toteż już w roku 1989 Patriarcha Ekumeniczny Dimitrios wydał encyklikę skierowaną do wiernych chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli, w której podkreślił powagę problemu ekologicznego i jego teologicznych oraz duchowych wymiarów. Za tym podążyła seria działań takich, jak organizacja międzynarodowych konferencji przywódców religijnych i ekspertów naukowych, jak również seminariów dla ludzi młodych, dla posługujących w Kościele itp. pod auspicjami obecnego Patriarchy Ekumenicznego, mających na celu promocję świadomości ekologicznej wśród chrześcijan w szczególności oraz w szerszej wspólnocie mężczyzn i kobiet.

Wydanie encykliki „Laudato Si’” jest zatem okazją do wielkiej radości i satysfakcji dla prawosławnych. W ich imieniu pragnę wyrazić naszą głęboką wdzięczność Jego Świątobliwości za wzniesienie swego pełnego autorytetu głosu, by przyciągnąć uwagę świata ku pilnej potrzebie ochrony Bożego stworzenia przed szkodami, które my, ludzie wyrządzamy za sprawą naszego zachowania względem przyrody. Encyklika pojawia się w krytycznym momencie w ludzkich dziejach i niewątpliwie będzie miała globalny wpływ na świadomość ludzi.

Ci, którzy będą czytać encyklikę, będą pod wrażeniem głębi i przenikliwości, z jaką potraktowany jest ekologiczny problem i z jaką wykazana jest jego powaga, do społu z konkretnymi sugestiami i propozycjami tego, jak należy działać, by zmierzyć się z jego konsekwencjami. Materiał zawarty na jej stronach da do myślenia każdemu: naukowcowi, ekonomiście, socjologowi, a nade wszystko wszystkim wiernym Kościoła. Mój własny komentarz ograniczy się do bogactwa teologicznej myśli i duchowości encykliki. Czas i objętość uniemożliwiają mi oddanie całej sprawiedliwości potraktowaniu tych aspektów. Ograniczę się zatem do następujących punktów:

Teologiczne znaczenie ekologii;
Duchowy wymiar problemu ekologicznego; oraz
Ekumeniczne znaczenie encykliki.

1. Teologia i ekologia

Co wspólnego ma ekologia z teologią? W tradycyjnych podręcznikach do teologii ledwo można znaleźć jakiekolwiek miejsce na ekologię i to samo jest prawdą w stosunku do akademickich sylabusów szkół teologicznych: katolickich, prawosławnych i protestanckich. Encyklika poświęca cały rozdział (roz. 2), by ukazać głębokie ekologiczne implikacje chrześcijańskiej nauki o stworzeniu. Wskazuje, że zgodnie z Biblią „ludzka egzystencja opiera się na trzech podstawowych relacjach ściśle ze sobą związanych: na relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z ziemią” (par. 66). Ta trzecia relacja, tj. z ziemią, była bardzo często ignorowana przez chrześcijańską teologię do tego stopnia, że amerykański historyk Lynn White w słynnym już dzisiaj artykule w magazynie Scientist (1967) oskarżał chrześcijańską teologię o ponoszenie odpowiedzialności za współczesny kryzys ekologiczny. Jest bowiem prawdą, że w teologii chrześcijańskiej istota ludzka została tak bardzo wywyższona ponad materialne stworzenie, że ludzie mogli traktować je jako materiał służący do zaspokajania swoich potrzeb i pragnień. Człowiek został zdenaturalizowany i w swym nadużyciu oraz błędnym wykorzystaniu biblijnego nakazu danego pierwszej parze – „bądźcie płodni i rozmnażajcie się, i czyncie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1:28) – ludzkość została zachęcona do wykorzystywania materialnego stworzenia bez ograniczeń, bez szacunku dla jego integralności, a nawet świętości.

To podejście do stworzenia nie tylko prowadziło do nadużyć biblijnej nauki, ale jednocześnie było sprzeczne z fundamentalnymi zasadami chrześcijańskiej wiary. Jedną z nich jest wiara we Wcielenie Chrystusa. Przyjmując ludzką naturę Syn Boży przyjął materialne stworzenie w jego całości. Chrystus przyszedł, by zbawić całe stworzenie poprzez Wcielenie, nie tylko ludzkość; bowiem według św. Pawła (Rz 8:23) „całe stworzenie wzdycha w bólu i cierpi” oczekując swego wybawienia poprzez ludzkość.

Inna fundamentalna zasada wiary chrześcijańskiej, która posiada istotne ekologiczne implikacje, ma związek z samym sercem Kościoła, którym jest Święta Eucharystia. W celebracji Eucharystii Kościół ofiarowuje Bogu materialny świat w formie chleba i wina. W tym Sakramencie przestrzeń, czas i materia zostają uświęcone; są wzniesione do Stwórcy z dziękczynieniem, jako Jego dary dla nas; stworzenie jest uroczyście ogłoszone Bożym darem, a ludzie zamiast jako właściciele stworzenia działają jako jego kapłani, którzy wznoszą je do świętości boskiego życia. To przywodzi na myśl poruszające słowa św. Franciszka z Asyżu, którymi rozpoczyna się encyklika: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez Siostrę naszą, Matkę Ziemię.” Jak ujęliby to św. Grzegorz Palamas i inni greccy Ojcowie, całe stworzenie jest przeniknięte Bożą obecnością za sprawą Jego boskich energii; wszystko obwieszcza Bożą chwałę, jak powiada Psalmista, i człowiek przewodzi kosmicznemu chórowi uwielbienia Boga jako kapłan stworzenia. Ten sposób rozumienia miejsca i misji ludzkości w stworzeniu jest wspólny dla wschodniej i zachodniej tradycji chrześcijańskiej i ma szczególne znaczenie dla kultywowania ekologicznego etosu.

2. Duchowy wymiar

Jak wynika jasno z encykliki, kryzys ekologiczny jest w swej istocie problemem duchowym. Właściwa więź pomiędzy ludzkością i ziemią lub jej środowiskiem naturalnym została zerwana wraz z Upadkiem zarówno zewnętrznie, jak i w nas, a zerwaniem tym jest grzech. Kościół musi teraz wprowadzić do swego nauczania o grzechu grzech przeciwko środowisku, grzech ekologiczny. Pokajanie musi być rozszerzone, by objąć również zniszczenie, które przynosimy przyrodzie zarówno jako jednostki, jak i jako społeczeństwa. Musi to pojawić się w sumieniu każdego chrześcijanina, który troszczy się o swoje zbawienie.

Zerwanie właściwej relacji pomiędzy ludzkością i naturą wynika ze wzrostu indywidualizmu w naszej kulturze. Dążenie do jednostkowego szczęścia stało się ideałem w naszych czasach. Grzech ekologiczny ma swoją przyczynę w ludzkiej zachłanności, która zaślepia mężczyzn i kobiety aż do poziomu ignorowania i bagatelizowania podstawowej prawdy, że szczęście jednostki zależy od jej więzi z resztą istot ludzkich. Istnieje społeczny wymiar w ekologii, który encyklika przedstawia bardzo jasno. Kryzys ekologiczny idzie ręka w rękę z rozprzestrzenianiem się społecznej niesprawiedliwości. Nie możemy z powodzeniem zmierzyć się z jednym bez odniesienia się do drugiego.

Ekologiczny grzech jest grzechem nie tylko przeciwko Bogu, ale również przeciwko naszemu bliźniemu. I jest to grzech nie tylko przeciwko innym w naszych czasach, ale również – i to jest poważne – przeciwko przyszłym pokoleniom. Zniszczywszy naszą planetę z powodu pragnienia zaspokojenia naszej żądzy szczęścia, pozostawiamy przyszłym pokoleniom świat zepsuty i niedający się naprawić ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, jakie będzie to nieść dla ich życia. Musimy działać zatem odpowiedzialnie względem naszych dzieci i tych, którzy przyjdą po nas w tym życiu.

Wszystko to wzywa nas do tego, co możemy nazwać ekologiczną ascezą. To znaczące, że wielkie postaci chrześcijańskiej tradycji ascetycznej były wszystkie bardzo wrażliwe na cierpienie wszystkich stworzeń. Odpowiednicy św. Franciszka z Asyżu są bardzo powszechni w monastycznej tradycji Wschodu. Istnieją opowieści o życiu świętych pustyni, które przedstawiają ascetów opłakujących cierpienie lub śmierć każdego stworzenia i prowadzących pełną pokoju i przyjazną koegzystencję nawet z dzikimi zwierzętami. To nie jest romantyczna wizja. To wypływa z kochającego serca i przekonania, że między światem przyrody i nami istnieje organiczna jedność oraz współzależność, która sprawia, że dzielimy jeden los tak, jak mamy tego samego Stwórcę.

Asceza jest nieprzyjemną ideą w naszej obecnej kulturze, która mierzy szczęście i postęp wzrostem kapitału i konsumpcji. Byłoby czymś nierealistycznym oczekiwać od naszych społeczeństw przyjęcia ascezy takiej, jak ta, która była udziałem św. Franciszka i Ojców Pustyni. Ale duch i etos ascezy może i musi zostać przyjęty, jeśli nasza planeta ma przetrwać. Powstrzymanie zużycia surowców naturalnych jest realistycznym podejściem i muszą znaleźć się sposoby, które mogłyby ograniczyć niezmierzone marnotrawstwo materiałów naturalnych. Technologia i nauka muszą poświęcić swe wysiłki takiemu zadaniu. Jest bardzo wiele inspiracji i pomocy, którą można uzyskać z samej encykliki w tym względzie.

Na końcu, duchowość musi przenikać nasz ekologiczny etos za sprawą modlitwy. Encyklika podaje pewne piękne przykłady tego, jak można się modlić o ochornę Bożego stworzenia. Z modlitw cytowanych na końcu encykliki porusza mnie następujący wycinek:

Boże, ulecz nasze życie,
byśmy strzegli świata, a nie łupili go,
byśmy rozsiewali piękno, a nie skażenie i zniszczenie.
Dotknij serc
tych, którzy szukają jedynie zysków
kosztem ubogich i ziemi.
Naucz nas odkrywania wartości każdej rzeczy,
kontemplowania w zadziwieniu,
uznania, że jesteśmy głęboko zjednoczeni
z każdym stworzeniem
w naszej pielgrzymce ku Twej nieskończonej światłości.

W tym punkcie chciałbym wspomnieć, że Patriarcha Ekumeniczny zdecydował już w 1989, by 1. września każdego roku był poświęcony na modlitwę o środowisko. Ta data według prawosławnego kalendarza liturgicznego, którego początki sięgają czasów bizantyjskich, to pierwszy dzień roku kościelnego. Liturgiczne nabożeństwo tego dnia zawiera modlitwy o stworzenie i Patriarchat Ekumeniczny zlecił współczesnemu hymnografowi z Góry Atos skomponowanie hymnów specjalnie na ten dzień. 1. września każdego roku jest teraz poświęcony przez prawosławnych środowisku. Czy mogłoby się to stać dniem takiej modlitwy dla wszystkich chrześcijan? To oznaczałoby krok w stronę zbliżenia między nimi.

To zaś prowadzi mnie do mojej ostatniej uwagi do papieskiej encykliki, mianowicie jej ekumenicznego znaczenia.

3. Ekumeniczne znaczenie encykliki

Istnieją moim zdaniem trzy wymiary ekumenizmu. Pierwszy możemy nazwać ekumenizmem w czasie, wyrażenie to często było używane przez jednego z największych prawosławnych teologów minionego stulecia, śp. o. Georgesa Florovsky’ego. Rozumiemy przez nie wysiłek podzielonych chrześcijan w kierunku zjednoczenia na podstawie ich wspólnej Tradycji, nauczania Biblii i Ojców Kościoła. To jest przedmiotem teologicznych dialogów, które mają miejsce w ruchu ekumenicznym naszych czasów i wydaje się być dominująca formą ekumenizmu.

W tym samym czasie ekumenizm w przestrzeni jest również praktykowany poprzez różne międzynarodowe instytucje takie jak Światowa Rada Kościołów i jej podobne ciała ekumeniczne, które gromadzą podzielonych chrześcijan, aby różne kulturowe konteksty, w których żyją, mogły zostać wzięte pod rozwagę w poszukiwaniu jedności. To zbliżyło chrześcijan z Azji, Ameryki, Europy, Ameryki Łacińskiej itd. – to wyraz powszechności Kościoła chrześcijańskiego.

Do tych dwóch wymiarów, które zdominowały ekumeniczną scenę na minione sto lat, musimy dodać, jak sądzę, trzeci, który zazwyczaj jest zaniedbywany, mianowicie coś, co nazwałbym ekumenizmem egzystencjalnym. Przez to mam na myśli wysiłek, by zmierzyć się z najgłębszymi egzystencjalnymi problemami, które zajmują ludzkość w jej całości – nie po prostu w poszczególnych miejscach lub w określonych klasach ludzi. Ekologia jest bez wątpienia najbardziej oczywistym kandydatem w tym przypadku.

Wierzę, że znaczenie papieskiej encykliki „Laudato Si’” nie jest ograniczone do tematu ekologii jako takiej. Widzę w niej ważny wymiar ekumeniczny przez to, że jednoczy podzielonych chrześcijan wobec wspólnego zadania, z którym muszą się zmierzyć razem. Żyjemy w czasach, gdy fundamentalne egzystencjalne problemy przerastają nasze tradycyjne podziały i czynią je względnymi niemal do punktu zupełnego zaniku. Zwróćmy uwagę dla przykładu na to, co ma miejsce dzisiaj na Bliskim Wschodzie: czy ci, którzy prześladują chrześcijan, pytają ich, do jakiego Kościoła lub konfesji przynależą? Chrześcijańska jedność w takich wypadkach jest de facto zrealizowana poprzez prześladowanie i krew – ekumenizm męczeństwa.

Groźba jaką stawia przed nami kryzys ekologiczny podobnie przekracza nasze tradycyjne podziały. Niebezpieczeństwo, które wisi nad naszym wspólnym domem, planetą, na której mieszkamy, jest opisane w encyklice w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do egzystencjalnego ryzyka, z którym musimy się zmierzyć. To ryzyko jest współne dla nas wszystkich bez względu na kościelne lub konfesyjne tożsamości. W równym stopniu wspólny musi być nasz wysiłek, by zapobiec katastrofalnym skutkom obecnej sytuacji. Encyklika Papieża Franciszka jest wezwaniem do jedności – jedności w modlitwie o środowisko, w tej samej Ewangelii stworzenia, w nawróceniu naszych serc i naszych stylów życia, byśmy szanowali i kochali każdego i wszystko, co zostało nam dane przez Boga. Jesteśmy za to wdzięczni.

Watykan, 18.06.2015

Jezus nie schował się w naszych sercach

Przyjmij Jezusa do swego serca, przyjmij Jezusa jako swego osobistego Pana i Zbawiciela, a będziesz zbawiony. Wielu zapewne spotkało się już z tym potężnym przesłaniem. Dlaczego potężnym? Z wielu powodów. Po pierwsze, wielu daje mu posłuch – ten sposób ewangelizacji przyciągnął do chrześcijaństwa miliony osób na całym świecie, osób obojętnych religijnie lub osób tylko nominalnie będących chrześcijanami. Po drugie, właśnie szczególnie oddziałuje takie postawienie sprawy na ludzi, dla których chrześcijaństwo było bezwiednie odziedziczoną religią; takie słowa stawiają przed takimi osobami nową możliwość: chrześcijaństwo może być osobistym wyborem i owocem własnej decyzji. Po trzecie jednak, taka formuła jest atrakcyjna również dlatego, że wpisuje się w tzw. ducha naszych czasów, jest to odbierane jako wezwanie do sprowadzenia duchowości i religijności do sfery prywatnej, zamknięcia się w religii serca i osobistych przeżyć, w gronie wierzących-niepraktykujących. Ostatecznie chociaż cel wezwania może być szczytny – duchowe przebudzenie religijnie oziębłych ludzi – w swej treści i formie zawiera pewne ważne wykrzywienie chrześcijańskiej prawdy.

W ewangelizacji tego rodzaju często przywołuje się fragment z Listu do Rzymian, który brzmi:

Jeśli wyznasz ustami swymi, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych, będziesz zbawiony.
Rz 10:9

Tekst ten stał się narzędziem sprywatyzowanej pobożności i jakże dalekie jest takie jego użycie od jego wybuchowego pierwotnego sensu! Nie ma wątpliwości, że słowa te wzywają do osobistej wiary, nie wzywają jednak do wiary w osobistego Pana. Niedawno obchodziliśmy święto Wniebowstąpienia Pańskiego, święto, które moim zdaniem jest w dużej mierze „zapomniane”, ignorowane, którego doniosłość nie dociera do większości chrześcijan. Jest to sytuacja tragiczna, biorąc pod uwagę, że wniebowstąpienie Jezusa i Jego zasiadanie po prawicy Ojca było dla pierwszych chrześcijan niemal centralnym punktem Ewangelii zaraz po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. Właśnie dlatego najczęściej cytowanym Psalmem w NT (jeśli nie najczęściej cytowanym fragmentem ST w ogóle) jest początek Psalmu 109 [110]: «Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej…»

Po co Jezus zmartwychwstał? Sądząc po tym, jak ewangelizuje się w niektórych środowiskach wydaje się, że po to, by zamieszkać w naszych sercach. Powiada się, że teraz możemy przyjąć Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela, że może On królować w naszym sercu, że możemy Go do siebie zaprosić. Nawet jeśli w pewnej mierze to prawda (wszakże pisma Jana pięknie wzywają do trwania w Chrystusie, aby On trwał w nas), to nie to było naczelnym poselstwem Apostołów. Apostołowie, jak wielokrotnie można przeczytać w Dziejach Apostolskich i Listach, niezłomnie głosili, że Bóg wzbudził Jezusa z martwych, aby wywyższyć Go ponad wszystko (Dz 5:31, Flp 2:9), aby darować Mu wszelką władzę w niebie i na ziemi (Mt 28:18, Ef 1:20-23), by uczynić go Panem wszystkich (Dz 10:36, Rz 10:12), by ustanowić Go Sędzią żywych i umarłych, przed którym wszyscy odpowiadają (J 5:22-23, Dz 10:42). Kiedy więc Paweł wzywa: wyznaj, że Jezus jest Panem i uwierz, że Bóg wzbudził Go z martwych, to owszem, zawiera się w tym osobista wiara i posłuszeństwo, i zawierzenie, ale przede wszystkim Paweł wzywa do szalonego wyznania! Jezus, cieśla i wędrowny nauczyciel, uzdrowiciel i prorok, którego skazano na okrutną, bezlitosną i poniżającą śmierć przysługującą największym wichrzycielom, ten Jezus nie tylko został przez Boga wskrzeszony odwracając ciążący na Nim wyrok. Więcej! Tego właśnie Jezusa, który jawił się galilejskim biedakiem zdeptanym przez doczesne władze, Bóg wywyższył do najwyższej władzy i chwały, ten Jezus okazał się być Synem samego Boga. W Liście do Rzymian Apostoł Paweł wyjaśniając przedziwne i zaskakujące plany dobroci Bożej, które dokonały się w życiu i śmierci Jezusa, zachęca właśnie do tej szalonej wiary, tego szokującego i gorszącego dla świata wyznania. Nie: «Jezus zmartwychwstał i teraz panuje w moim sercu», ale: «Jezus zmartwychwstał i panuje teraz nad wszystkimi ludźmi i wszelką władzą, i wszyscy Jemu podlegają i przed Nim odpowiadają, i prędzej czy później Jemu hołd będą musieli oddać».

Jezus nie skrył się w naszych sercach. Jezus przejął władzę nad światem! Skoro tak jest, to jesteśmy wezwani nie tyle do łaskawego przyzwolenia, by zapanował w naszych sercach, ale do oddania Mu ufnego hołdu. To jest Ewangelia. Jak mówi jedno z wezwań w liturgii z narastającym przynagleniem:

Przyjdźcie, pokłońmy się Królowi naszemu Bogu!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa, Króla naszego i Boga!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do samego Chrystusa, Króla i Boga naszego!

Albo wezwanie towarzyszące wniesieniu Ewangelii w trakcie niedzielnej Liturgii:

Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa!
Zbaw nas, Synu Boży, śpiewających Tobie: Alleluja! Alleluja! Alleluja!

To jest tajemnica Wniebowstąpienia. To jest prawda zasiadania Jezusa po prawicy Ojca. Na tronie Wszechrzeczy zasiadł ukrzyżowany Jezus, na tronie Ojca znalazł się Baranek jakby zabity (Ap 5:5-6). Przyjdźmy, pokłońmy się i przypadnijmy do Niego, ofiarowując Mu serca i umysły, ciała i dusze, życie prywatne i życie publiczne, bo On jest Panem i Władcą wszystkiego, a zarazem jedynym prawdziwie Dobrym i Przyjacielem człowieka.

pantocrator_large

Zaprzeć się siebie

Jeśli ktoś pragnie iść za mną, niechaj wyprze się siebie, weźmie swój krzyż i niech podąża za mną.
Mt 16:24

Słowa Pana o zaparciu się siebie i wzięciu swojego krzyża trzeba rozumieć w świetle Jego zaparcia się siebie i Jego Krzyża. Syn Boży wyrzekł się swojej chwały, swojej mocy, swojego bogactwa z miłości do swego Ojca i do ludzi – stał się człowiekiem, dał się upokorzyć, dał się poniżyć i zmieszać z błotem. Nie szukał swej wartości w samym sobie, w tym co posiadał, w tym kim był, ale we wszystkim czerpał swą wartość z wierności Ojcu i służby ludziom. Krzyż to zwieńczenie tej rzeczywistości, Jezus wyrzekł się swego życia do końca z wiarą, że Ojciec jest jedynym prawdziwym źródłem wszelkiego dobra.

Wedle słów Chrystusa my też powinniśmy powiedzieć o sobie «Nie znam tego człowieka», zapomnieć o sobie, zgubić siebie, a zacząć żyć w całości dla Boga i ludzi. My też powinniśmy zrezygnować z poszukiwania swej wartości w tym, kim jesteśmy, co umiemy, co posiadamy, co ludzie o nas sądzą, nie bać się straty, wyjścia na głupców, na biedaków. Nic nam nie powinno stanąć na drodze do Królestwa, ale przede wszystkim nie powinniśmy stanąć my sami. Nie jest trudno winić innych i cały świat za nasze niedomagania, nie jest trudno próbować dostosowywać rzeczywistość pod siebie, byle tylko łatwiej nam było przejść przez życie z wiarą. Ale Jezus pokazuje inną drogę: zacznij od siebie, sam jesteś przeszkodą, pozbądź się siebie. Pokłóciłeś się z kimś i wiesz, że masz rację w tym sporze? To nie ważne – uniż się przed tą osobą, zapomnij o swojej racji i szukaj zgody i przyjaźni. Ktoś wymaga od ciebie więcej niż powinien? Nie szkodzi – czyń to, czego wymaga, a szukaj nawet sposobu by zrobić jeszcze więcej. Masz oszczędności, które długo zbierałeś na jakiś cel, na jakiś zakup dla siebie, ale ktoś prosi cię o pieniądze? Daj i zapomnij o tym, że w ogóle je miałeś, nie spodziewaj się zwrotu. To jest Krzyż – kiedy człowiek go bierze i daje się ukrzyżować, zamienia się w źródło wody żywej, w lampę w ciemnym pokoju, która nigdy nie gaśnie. Nic nie ma, a zawsze ubogaca wszystkich dookoła, wydaje się być głupcem, a wszyscy pragną jego mądrości. To nie jest droga tych, którzy biorą życie w wierze na przetrzymanie, na przetrwanie, ale dla tych, którzy przyjmują poniżenia, ubóstwo, głód jak dobrych przyjaciół, wiedząc, że życie wieczne nie polega na podreperowaniu życia doczesnego, ale na ochotnym wejściu w śmierć i zwycięskim przejściu na drugą stronę.

Daj nam wszystkim, Panie, łaskę, abyśmy zdołali za Tobą pójść.

Jezus poręką zbawienia człowieka

Bowiem nie aniołom [Bóg] poddał porządek świata, który ma nastać, a o którym tutaj mowa. Gdyż zaświadczył gdzieś ktoś mówiąc:
Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim?
I kim jest syn człowieczy, że troszczysz się o niego?
Uczyniłeś go niewiele (βραχύ τι) mniejszym od aniołów,
chwałą i czcią ukoronowałeś go,
wszystko poddałeś pod jego stopy.
Gdy bowiem poddał mu wszystko, niczego nie pozostawił, co by nie było mu poddane. Jednak teraz jeszcze nie widzimy, by wszystko było mu poddane, natomiast widzimy tego, który na krótko (βραχύ τι) został uczyniony mniejszym od aniołów – Jezusa, który dla śmiertelnych cierpień został ukoronowany chwałą i czcią.
Heb 2:5-9a (tłum. własne)

W toku myśli autora Listu do Hebrajczyków znajduje się krzepiące spostrzeżenie, które podpowiada odpowiedź na pytanie o problem zła na świecie. Autor przytacza wspaniały Psalm 8, który wychwala Boga za jego miłość do człowieka, którą okazał w wywyższeniu człowieka pośród wszystkich stworzeń. Jednakże Heb podchodzi do tego tekstu w sposób jakby krytyczny, zadaje poniekąd pytanie: czy widzimy, żeby człowiekowi wszystko zostało poddane pod jego stopy? Przeciwnie: strach, cierpienie i śmierć królują nad człowiekiem, który sam targany jest przez różne potężniejsze od niego moce. Człowiek nie jest panem sytuacji. W takim układzie rzeczy chciałoby się zapytać – czy w takim razie postanowienie Boga zawiodło? Czy Bóg z tym nie zamierza nic zrobić?

Odpowiedzią staje się tutaj Jezus, który jak mikrokosmos zostaje posłany przez Boga, by reprezentować całą ludzkość. Sam staje się niewiele mniejszym od aniołów, przyjmuje człowieczeństwo z jego uwikłaniem w zło, ale przez cierpienia śmierci otrzymuje obiecane chwałę i cześć w zmartwychwstaniu i wywyższeniu po prawicy Boga. Psalm jeszcze się nie spełnił, ale autor Listu chce nam powiedzieć coś takiego: nawet jeśli nie widzimy zwycięstwa zamiarów Boga na co dzień wokół nas, to Bóg poręczył realizację swego planu poprzez Jezusa, którego zmartwychwstanie i wywyższenie jest dowodem tego, że Bóg nie zapomniał o człowieku, że w swoim czasie wszystko odmieni tak, jak ocalił Jezusa ze śmierci. Jezus jest jak przebiśnieg zwiastujący nieuchronne nastanie wiosny, chociaż śnieg wciąż zalega na ziemi. Ilekroć rzeczywistość rodzi w nas wątpliwości, tylekroć możemy spojrzeć na Jezusa, który jest ikoną nadchodzącego porządku rzeczy.

the-last-judgement-icon

Ujrzeliśmy światłość prawdziwą

Pokłon przed Ciałem i Krwią Chrystusa

Jakiś czas temu zauważyłem pewną interesującą zbieżność pomiędzy Liturgią św. Jana Chryzostoma a Mszą Św. w starożytnym rycie rzymskim. Otóż w Boskiej Liturgii po Komunii Lud śpiewa:

Εἴδομεν τὸ φῶς τὸ ἀληθινόν,
ἐλάβομεν Πνεῦμα ἐπουράνιον,
εὕρομεν πίστιν ἀληθῆ,
ἀδιαίρετον Τριάδα προσκυνοῦντες,
αὕτη γὰρ ἡμᾶς ἔσωσεν.

Ujrzeliśmy światłość prawdziwą,
przyjęliśmy Ducha niebieskiego,
znaleźliśmy wiarę prawdziwą,
niepodzielnej Trójcy oddajemy pokłon,
Ona bowiem nas zbawiła.

Jest to dziękczynna odpowiedź na przyjęcie Ciała i Krwi Chrystusa. Zbieżność, o której mowa, to fakt odczytywania we Mszy rzymskiej na samym końcu Prologu Ewangelii św. Jana 1:1-14 (tzw. Ostatnia Ewangelia).

​Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.​ Ono było na początku u Boga.​ Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic nie się stało, z tego co się stało.​ W Nim było życie, a życie było światłością ludzi.​ A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie ogarnęła.​ Wystąpił człowiek, posłany od Boga, który nazywał się Jan.​ Ten przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy przezeń uwierzyli.​ Nie był on światłością, lecz miał zaświadczyć o światłości.​ Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, który na świat przychodzi.​ Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat Go nie poznał.​ Do swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli.​ Tym zaś, którzy Go przyjęli, dał moc stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego,​ którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga.​ A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką ma jednorodzony Syn od Ojca, pełny łaski i prawdy.

Przy czytaniu słów «A Słowo ciałem się stało» wszyscy klękają

To powiązanie poprzez ideę «oglądania prawdziwej światłości» może wyjaśniać oba teksty i ich użycie. Z jednej strony Liturgia bizantyjska przywołuje w ten sposób poselstwo Ewangelii św. Jana. Ci, którzy przyjęli Najświętsze Tajemnice Ciała i Krwi, to ci, którzy przyjęli Słowo, które stało się ciałem. Oni uwierzyli w imię Słowa – Jezusa Chrystusa i znaleźli prawdziwą wiarę. Oni stali się dziećmi Bożymi, otrzymali życie, przyjęli Ducha, którego Syn daje od Ojca, Ducha wołającego «Abba!». Oni w Komunii ujrzeli prawdziwą Światłość, Chrystusa, ujrzeli Go otoczonego Ojcowską chwałą.

Z drugiej strony modlitwa z Liturgii bizantyjskiej mówi coś o sensie odczytywania tej Ewangelii na końcu Mszy. Ta lektura stanowi formę modlitwy dziękczynnej – po przyjęciu Ciała i Krwi Wcielonego Słowa, wierni słowami Ewangelii wyznają prawdę, którą zostali oświeceni w Komunii. Była światłość prawdziwa i my Ją ujrzeliśmy. Przyjęliśmy Słowo, w którym jest życie. Uwierzyliśmy w Jednorodzonego i ujrzeliśmy Jego chwałę, stawszy się dziećmi Jego Ojca.

Tym samym Ewangelia św. Jana wyraża radość i szczyt Paschalnej tajemnicy – przyjęcie Boga, usynowienie przez Niego, udział w Bożej światłości i chwale, egzystencjalne poznanie prawdy i doświadczenie łaski poprzez Wcielone Słowo. To radość tych, którzy zanurzyli się w śmierć z Chrystusem i powstali z Nim do nowego życia, życia dzieci Bożych. Nie bez powodu właśnie ten fragment Ewangelii św. Jana czyta się w Święto Paschy w Liturgii bizantyjskiej.

Chociaż zwykło się postrzegać Mszę rzymską jako strukturę, która kładzie wielki nacisk na Ofiarę Krzyża, to ostatnie czytanie, widziane w świetle modlitwy bizantyjskiej, dopełnia tę Ofiarę właściwym zakończeniem – prawdą o tajemnicy usynowienia przez Boga w Chrystusie, tajemnicy pełnej światła, życia i łaski.

Zwiastowanie: Krzyż Marii i nawrócenie Józefa

Już w przyszłą środę, 25 marca, obchodzić będziemy Święto Zwiastowania Bogurodzicy, po grecku Evangelismós, czyli «zwiastowanie dobrej nowiny». To pamiątka Wcielenia, początku ludzkiej egzystencji Syna Bożego i początek Ewangelii. Bardzo wczesna tradycja, uwieczniona w homilii paschalnej Melitona z Sardes (początek II wieku), podaje, że 25 marca, dzień poczęcia się Jezusa to również dzień jego śmierci na Krzyżu. Do dzisiaj Zwiastowanie wypada w okresie wielkopostnym, w czasie przygotowania do Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, oświetlone jest więc oczekiwaniem na te święta. Zwiastowanie ma jednak bardzo wiele wspólnego z Krzyżem w samej swej istocie, nie tylko przez uniżenie Syna Bożego, który zechciał przyjąć ciało dla naszego zbawienia, ale przez uniżenie Marii, Bożej Rodzicielki. Ten wymiar często umyka uwadze przy okazji Święta Zwiastowania przede wszystkim dlatego, że samo wydarzenie opisane jest w Ewangelii wg św. Łukasza, który mniejszą uwagę poświęca problematyczności poczęcia, które jest udziałem Marii.

Aby ujrzeć szerszy obraz, musimy sięgnąć do Ewangelii wg św. Mateusza, która te wydarzenia opisuje następująco:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, powierzona została Józefowi, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że poczęła z Ducha Świętego. Józef zaś, mąż Jej, sprawiedliwym będąc i nie chcąc na nią donieść, postanowił potajemnie odesłać ją. Gdy tak pomyślał, oto anioł Pana ukazał mu się we śnie, mówiąc: – Józefie, synu Dawida, nie lękaj się przyjąć Mariam, żony twojej, bo To w Niej poczęte jest z Ducha Świętego. Urodzi zaś syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud swój od grzechów ich. To wszystko zaś stało się, aby wypełniło się, co zostało przez proroka powiedziane, mówiącego od Pana: Oto Dziewica pocznie i urodzi Syna, i nadadzą Mu imię: Emmanuel, co się przekłada: – Z nami Bóg. Powstawszy ze snu Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pana, i przyjął żonę swoją. I nie znał jej, a kiedy urodziła syna, nadał Mu imię Jezus.
Mt 1:18-25 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Mary and Joseph

Św. Mateusz ujawnia nam cały skandal: ta, która miała być dziewicza, okazuje się być w ciąży. Na poziomie prostego odczytania Ewangelii, nowopoślubiona małżonka Józefa okazuje się nosić już dziecko pod swym sercem jeszcze zanim się zeszli, zanim Józef «poznał ją» – i to już brzmi skandalicznie. Wrażenie to jednak wzmaga jeszcze znajomość tradycji pozabiblijnej, ale znowu sięgającej początków II wieku po Chrystusie, a zawartej w Proto-Ewangelii Jakuba, wedle której Maria miała być dziewicą poświęconą Bogu, służącą przy Świątyni, a tylko powierzoną pod opiekę starcowi Józefowi. Takie tło nadaje zupełnie nowy wymiar skandalowi poczęcia Jezusa w łonie Marii, który trafnie oddaje jeden z utworów z Liturgii Bożego Narodzenia w rycie bizantyjskim:

To mówi Józef do Dziewicy:
Mario, cóż to za rzecz, jaką w Tobie widzę?
Wątpię i dziwię się, przeraża się mój umysł,
odejdź ode mnie w tajemnicy jak najszybciej,
Mario, cóż to za rzecz, którą w Tobie widzę?
Zamiast szacunku hańbę,
zamiast radości smutek,
zamiast chwały wymówkę przyniosłaś mi.
Nie będę już dalej znosił ludzkich drwin,
bowiem od kapłanów ze świątyni Pańskiej
przyjąłem Ciebie jako nieskalaną i cóż widzę?
Stichera z Pierwszej Godziny 25 grudnia

Z tego tekstu przebija dramatyczny zawód: ta, która wydawała się być świętą dziewicą, okazuje się brzemienna. Maria miała przynieść cześć, radość i chwałę, a w zamian za to stała się źródłem hańby i smutku Józefa. Czy to nie brzmi znajomo? Posłuchajmy Ewangelii wg św. Łukasza i słów dwóch uczniów w drodze do Emaus:

To, co stało się z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem, mężem mocnym w czynie i słowie przed Bogiem i całym ludem, jak arcykapłani i przywódcy nasi oddali Go pod sąd, na śmierć i ukrzyżowali. My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela, a przy tym wszystkim już trzeci dzień upływa, odkąd się to wydarzyło.
Łk 24:19-21 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Zamiast radości – smutek, zamiast chwały – hańba. Zawiedzione nadzieje, wstyd, że się dało tak omamić. W historii zwiastowania to Maria przyjmuje swój krzyż dobrowolnie, przyjmuje hańbę nieślubnej ciąży, ryzyko bycia wytykaną palcami znajomych, odrzucenie przez Józefa, którego pewnej opiece została powierzona. A Józef, niczym Apostołowie w pierwszy dzień tygodnia po Męce, nie daje wiary, jest zdruzgotany, próbuje wyjść z twarzą i ocalić to, co zostało z godności Marii. Nie rozumie jej krzyża, jest nim zgorszony, chce się oddalić od całej sprawy tak, jak uczniowie uciekli od pojmanego Jezusa.

Dopiero sam Jezus wyjaśni Apostołom ich błąd tak, jak anioł objawił Józefowi sens całego wydarzenia. To przez Krzyż przychodzi zbawienie, zmartwychwstanie, życie dla świata. Nim Chrystus zdoła wypowiedzieć swoje wezwanie: «Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje», Maria na własnej skórze, na własnym ciele odczuła, co to znaczy zjednoczyć się z Wcielonym Synem Bożym, co to znaczy być ochrzczonym Jego chrztem i pić z Jego kielicha: zanurzyć się w hańbie, by powstać do chwały, napić się wstydu, by rozweselić serce radością, której już nikt nie może odebrać. Poczęcie i narodzenie Jezusa staje się jakby próbą generalną Jego budzącej bojaźń Paschy, tyle że u zarania Ewangelii próbę przechodzi Jego Matka, która potem będzie stała pod Jego Krzyżem, oniemiały świadek Męki. W Zwiastowaniu to Jezus pozostaje niemym towarzyszem cierpienia Marii, ale i źródłem jej ostatecznej chwały. Bo Józef nawraca się, staje na wysokości zadania, jako wierny stróż Wcielonego Słowa Bożego i Służebnicy Pańskiej. Na koniec posłuchajmy znowu słów Liturgii Bożego Narodzenia:

Gdy Józef, Dziewico, smutkiem spętany szedł do Betlejem, wołałaś do niego: Dlaczego widząc mnie brzemienną smucisz się i wątpisz? Czyż nie widzisz tej strasznej tajemnicy, która dokonała się za mną? Odrzuć wszelki lęk, poznawaj rzeczy przesławne. Bóg bowiem zstępuje na ziemię ze względu na miłosierdzie, teraz jest w moim łonie, gdzie przyjął ciało. Gdy ujrzysz Go urodzonego, jak zechce, napełnisz się radością i pokłonisz się Jemu jako twemu Stwórcy, któremu nieustannie śpiewają aniołowie i wysławiają z Ojcem i Duchem Świętym.
Stichera Dziewiątej Godziny 25 grudnia

Józefie, powiedz nam, jak od świętych przyjąłeś Dziewicę, którą brzemienną przyprowadzasz do Betlejem. Ja, rzecze, proroctwa wybadawszy i wieść otrzymawszy od anioła przekonałem się, że Boga Maria urodzi w niewypowiedziany sposób, któremu ze Wschodu przyjdą pokłonić się magowie z darami godnymi. Panie, ze względu na nas wcielony, chwała Tobie!
Stichera Trzeciej Godziny 25 grudnia

Bogurodzico Dziewico, raduj się,
łaski pełna Mario, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twego,
albowiem zrodziłaś Zbawcę dusz naszych!

Grzegorz Teolog: ikonę zbawić i ciało unieśmiertelnić

Grigorios-theologos_0304

Był to sam Boga Słowo, przedwieczny, niewidzialny, nieobjęty, bezcielesny, z Początku Początek, ze Światłości Światłość, krynica życia i nieśmiertelności, wzór archetypu piękna, nienaruszalna pieczęć, niezmienna ikona, Ojca Określenie i Słowo. Do swej własnej ikony podchodzi i ciało niesie ze względu na ciało, a z duszą rozumną dla mojej duszy się miesza, za sprawą podobnego podobne oczyszczając. I we wszystkim staje się, za wyjątkiem grzechu, człowiekiem. Począł się z Dziewicy duszą i ciałem wcześniej oczyszczonej przez Ducha (trzeba było bowiem, by i zrodzenie zostało uczczone, i dziewictwo otrzymało jeszcze większą cześć). Przybywa zaś jako Bóg z tym, co przyjął, jako jeden z dwóch przeciwności, ciała i Ducha – jednej przebóstwiającej, drugiej zaś przebóstwianej. O, nowe połączenie! O, paradoksalne zmieszanie! Ten, który istnieje – staje się, Niestworzony stwarza się, a Nieobjęty daje się zawrzeć, za pośrednictwem duszy rozumnej pośredniczącej między bóstwem a biernością ciała. I Ten, który wzbogaca, ubożeje – ubożeje bowiem przez moje ciało, abym ja mógł wzbogacić się Jego boskością. I Pełen ogołaca się – ogołaca się zaś z własnej chwały na krótko, abym ja mógł mieć udział w Jego napełnieniu. Jakież bogactwo dobroci! Co to za tajemnica mnie dotycząca! Miałem udział w ikonie i nie ustrzegłem go – On uczestniczy w moim ciele, aby i ikonę zbawić, i ciało unieśmiertelnić. W drugiej wspólnocie ma udział, o wiele bardziej paradoksalnej, niż pierwsza. O ile wtedy miał udział w tym, co lepsze, teraz uczestniczy w tym, co gorsze. To obecne jest bardziej boskie, niż za pierwszym razem, dla tych, którzy mają rozum, bardziej jest wywyższone.
Grzegorz z Nazjanzu, Mowa o Teofanii [38] 13, tłum. własne

Otworzyły się im oczy

Pierwszy posiłek wzmiankowany w Biblii to chwila, gdy Adam i Ewa spożywają zakazany owoc. Bezpośrednią jego konsekwencją jest nowa i niechciana wiedza: „otworzyły się oczy ich obojga i poznali, że są nadzy” (dienoichthesan hoi ophthalmoi ton duo kai egnosan hoti gymnoi esan, Rdz 3:7). Tym razem [w Ewangelii Łukasza – przyp. K.M.] inna para, Kleofas i jego towarzysz (najprawdopodobniej jego żona, jedna z wielu Marii w opowieści ewangelicznej) zasiadają przy stole i są skonfrontowani z nową i jakże głęboko pożądaną wiedzą: „otworzyły się ich oczy i rozpoznali Go” (auton de dienoichthesan hoi ophthalmoi, kai epegnosan auton, 24:31). To, mówi Łukasz, jest ostateczne odkupienie; to jest posiłek, który oznacza, że długie wygnanie rodzaju ludzkiego, nie tylko Izraela, jest wreszcie skończone. To jest początek nowego stworzenia. Właśnie dlatego „nawrócenie i odpuszczenie grzechów ma być głoszone wszystkim narodom” (24:47). Jeśli Earle Ellis ma rację, by upatrywać w scenie z Emmaus ósmego z kolei posiłku w Ewangelii, może działać tutaj numeryczny schemat, który ma podkreślić tę prawdę (która jak się okaże, jest podkreślona szczególnie przez Jana). To jest pierwszy dzień nowego tygodnia.
N.T. Wright, The Resurrection of the Son of God, str 652.

Sola fide – fide Christi

Jedną z najbardziej charakterystycznych nauk protestanckich jest opozycja pomiędzy wiarą i uczynkami. Bywa ona bardziej zniuansowana, kiedy uznaje się nierozerwalny związek między wiarą a rodzonymi przez nią uczynkami, ale też bywa przedstawiana w postaci bardzo uproszczonej, kiedy neguje się wszelką wartość i znaczenie uczynków. Jednak w jakiejkolwiek postaci by tego nie przedstawiać, zdaje się, że w nauce tej traktuje się wiarę i uczynki, jako samodzielne, uniwersalne i abstrakcyjne zasady. Chodzi o generalną ludzką zdolność wierzenia i działania.

Naturalnie nauka o sola fide, czyli o usprawiedliwieniu przez samą wiarę, miała być wywiedziona z Biblii. Kiedy jednak przyjrzeć się temu zagadnieniu bliżej właśnie w Biblii, wydaje się, że sprawa wygląda nieco inaczej. Przede wszystkim zarówno wiara jak i uczynki są w Nowym Testamencie dookreślone. Kiedy mowa o wierze, mówi się w pełnym rozwinięciu o wierze Jezusa Chrystusa (pistis Iesou/Christou), kiedy natomiast mówi się o uczynkach, to w pełnym ich określeniem jest uczynki Prawa (erga tou nomou) i to nie byle jakiego Prawa, ale Prawa Mojżesza (nomos tou Moyseos). To sprawia, że zaczynamy mówić o konkretnej wierze i konkretnych uczynkach. Opozycja nabiera innego charakteru i staje się opozycją pomiędzy dwiema grupami ludzi zdefiniowanymi na dwa sposoby. Jedna grupa ludzi to grupa zdefiniowana przez uczynki Prawa Mojżesza, druga grupa ludzi to grupa zdefiniowana przez wiarę Jezusa Chrystusa.

Prawo Mojżesza stanowiło kodeks moralny społeczeństwa żydowskiego, określało ono wyznaczniki bycia Żydem, a co więcej podawało kryteria bycia dobrym Żydem. Przede wszystkim mówimy tutaj o rzeczach takich jak obrzezanie, święcenie szabatu, zachowywanie koszernej kuchni, obchodzenie świąt, sprawowanie kultu w jednym sanktuarium w Jerozolimie wraz ze wszystkimi przepisami, oddzielenie od czcicieli obcych bogów itd. Prawo Mojżesza ustanawiało pewną wspólnotę – Izrael, określało jej charakter, wyznaczało jej granice, nadawało jej pewien kierunek, stawiało przed nią zadania, którym musiała sprostać, by żyć według tego powołania i mieć się dobrze. Historia tej wspólnoty wyglądała tak, że nie sprostała ona swojemu powołaniu, spotkał ją sąd i rozpad, co objawiło się zniszczeniem Świątyni i Jerozolimy oraz deportacją do Babilonu. Prawo Mojżesza zawierało obietnice naprawy tej sytuacji, przywrócenia sprawiedliwości (usprawiedliwienia), ale pomimo tego, że Izrael powrócił do zachowywania wskazań Prawa Mojżesza, dalej żył w rozproszeniu, a we własnym kraju podlegał władzy obcych. Uwolnienie od owoców, jakie przyniosły narodowe grzechy, nie nadeszło. Przywrócenie sprawiedliwości nie miało miejsca. Spełnianie – nawet drobiazgowe – uczynków określających Izrael w Prawie Mojżeszowym, nie przyniosło wybawienia i odnowy.

Apostołowie i ich uczniowie przeciwstawiali moc uczynków Prawa Mojżesza moc wiary Jezusa Mesjasza. Opowiadali, że Jezus był wierny Bogu aż do śmierci, że został przez Boga wzbudzony z martwych i ustanowiony powszechnym Władcą i Panem. Pojawia się inna zasada organizowania rzeczywistości: wiara lub wierność Jezusa. Ap. Paweł przekonuje w jednej z synagog:

Niech będzie zatem wam wiadome, mężowie bracia, że odpuszczenie grzechów właśnie przez Niego [Jezusa] jest wam obwieszczane i ze wszystkich rzeczy, z których nie mogliście zostać zrehabilitowani [usprawiedliwieni] w Prawie Mojżesza, w Nim [Jezusie] każdy kto pokłada lojalną wiarę doznaje sprawiedliwej odnowy [usprawiedliwienia]. 
Dz 13:38n (tłum. własne)

Czasami apostołowie i pierwsi chrześcijanie mówili o Ewangelii jako „nowym Prawie” i w tym świetle to ma sens. Ewangelia, czyli Jezus i jego wierność w śmierci i zmartwychwstaniu jest nową kartą założycielską, nowym kodeksem definiującym nową wspólnotę, nowe jej wyznaczniki, nowe cele i powołanie. Ta wspólnota nie jest określona już przez uczynki Prawa Mojżesza, ponieważ nie przyniosły one wybawienia nawracającemu się ze swoich przewin Izraelowi, nie miały mocy przywrócić właściwego ładu. Ta nowa wspólnota jest określona przez wiarę/wierność Jezusa, którą okazał On w swoim życiu, ludzie stają się uczestnikami tej wspólnoty i trwają w niej za sprawą przyswojenia sobie tej wierności Jezusa we własnej osobie, naśladując Jezusa, idąc w Jego ślady, przyjmując Jego chrzest i pijąc z Jego kielicha (Mk 10:35-40).

Zatem: tak, tylko wiara Jezusa usprawiedliwia, tylko wierność Jezusa usprawiedliwia, tylko Jego życie, krzyż, grób i zmartwychwstanie usprawiedliwiają, tylko przyswojenie tej wierności Jezusa usprawiedliwia, tylko przyjęcie Jego chrztu i picie z Jego kielicha usprawiedliwia.

Teraz zaś niezależnie od Prawa została ujawniona niosąca odnowę sprawiedliwość Boga, o której świadczą Prawo i Prorocy, jednak jest to sprawiedliwość Boga za sprawą wierności Jezusa Mesjasza dla wszystkich i nad wszystkimi, którzy okazują wiarę. Nie ma bowiem różnicy: wszyscy przecież popełnili grzech i są pozbawieni chwały Boga, a doznają słusznej odnowy darmo, przez jego łaskę przez odkupienie, które jest w Jezusie Mesjaszu. Jego przedłożył Bóg jako oczyszczenie poprzez pokładanie lojalnej wiary w Jego krew, aby wskazać, że miał słuszność w kwestii pominięcia przeszłych grzechów, gdy Bóg je znosił, aby ukazać swoją niosącą odnowę sprawiedliwość w obecnym czasie tak, aby okazał się sprawiedliwym i sprawiedliwie odnawiającym tego, kto odznacza się wiernością Jezusa. Gdzie zatem zadufanie w sobie? Wykluczone. Jakim Prawem? Uczynków? Nie, ale Prawem wiary. Rozumujemy zatem, że to za sprawą lojalnej wiary dostępuje człowiek słusznej odnowy, bez uczynków Prawa, bo czy Bóg jest tylko Bogiem Żydów? Czyż nie także i nie-Żydów? Owszem, również nie-Żydów. Ponieważ jest jeden Bóg, który sprawi rehabilitację obrzezanych z powodu lojalnej wierności, jak i nieobrzezanych poprzez lojalną wierność.
Rz 3:21-30 (tłum. własne)