Chrystus jest otchłanią miłosierdzia

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 170-173).

***

miracle-exorcism-of-daughter-of-the-canaanite-woman

Wtedy Diakon, stojąc przed Królewskimi Wrotami w kierunku sanktuarium, intonuje Ektenię żarliwą:
 Wołajmy wszyscy z całej duszy i ze wszystkich myśli naszych wołajmy.
Chór, po każdej prośbie: Panie, zmiłuj się (trzy razy).
Diakon: Panie wszechmocny, Boże ojców naszych, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Zmiłuj się nad nami, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego, prosimy Cię, wysłuchaj i zmiłuj się.
Jeszcze módlmy się za pobożnych i prawosławnych chrześcijan.
Jeszcze módlmy się za naszego arcybiskupa [imię].
Jeszcze módlmy się za naszych braci kapłanów, hieromnichów, hierodiakonów i mnichów, i za wszystkich naszych braci w Chrystusie.
Jeszcze módlmy się o miłosierdzie, życie pokój, zdrowie, zbawienie, nawiedzenie, wybaczenie i odpuszczenie grzechów sług Bożych, wszystkich pobożnych i prawosławnych chrześcijan, którzy mieszkają lub odwiedzają to miasto i parafię, opiekunów i członków tej świętej cerkwi.
Jeszcze módlmy się za błogosławionych i zawsze godnych pamięci fundatorów tej cerkwi [lub: świętego tego monasteru] i za wszystkich prawosławnych ojców i braci naszych, którzy spoczęli przed nami, którzy tutaj i w różnych miejscach spoczywają w prawdziwej wierze, i za wszystkich prawosławnych w każdym miejscu.
Jeszcze módlmy się za ofiarodawców i dobroczyńców tego świętego i czcigodnego domu Bożego, za pracujących, śpiewających i za tu obecny lud, oczekujący od Ciebie wielkiego i obfitego miłosierdzia.
Gdy Diakon recytuje te prośby, Kapłan po cichu odmawia poniższą Modlitwę ektenii żarliwej:
Panie Boże nasz, przyjmij tę żarliwą modlitwę Twoich sług i zmiłuj się nad nami według wielkiego Twego miłosierdzia. Ześlij swą litość na nas i na cały Twój lud, który oczekuje od Ciebie obfitego miłosierdzia.
(donośnie)  Albowiem jesteś Bogiem miłosiernym, Przyjacielem człowieka, i Tobie chwałę oddajemy, Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze, i na wieki wieków.
Chór: Amen.

Ta seria próśb jest nazywana ektenis ikesia lub „długim błaganiem” (zazwyczaj jest znana jako „żarliwe błaganie” [po polsku „ektenia żarliwa” — przyp. K.M.]).1

Jak niewiasta Kananejska (por. Mat. 15:21-8) przybiegamy do Chrystusa i nieustannie błagamy o Jego miłosierdzie: „Zmiłuj się nade mną. Mój sposób życia nie pozwala mi zwracać się do Ciebie. Szukam schronienia w miłosierdziu, tej przystani, która przyjmuje wszystkich grzeszników. Szukam schronienia w miłosierdziu, gdzie nie ma żadnego trybunału sądowego, gdzie zbawienie jest ofiarowane bezwarunkowo.” „Zwróć uwagę na roztropność tej niewiasty” — mówi św. Jan Chryzostom. „Nie prosi Jakuba, nie błaga Jana, nie zwraca się do Piotra. (…) Myśli: «Nie potrzebuję pośrednika. Biorę pokajanie za swego orędownika i idę do samego źródła. Właśnie dlatego Chrystus zstąpił na ziemię, dlatego przyjął ciało, abym nawet ja mogła z Nim rozmawiać.» (…) Zmiłuj się nade mną. To prosty zwrot, a pociąga za sobą niezmierzony ocean zbawienia. Zmiłuj się nade mną. «To po to przyszedłeś do nas, to po to przyjąłeś ciało jak nasze, to po to stałeś się taki jak ja.» W niebiosach w górze [pośród świętych aniołów] — strach; na ziemi na dole [w kobiecie] — śmiałość zbliżenia!”2

Nawet pomimo iż nie słyszymy Chrystusowej odpowiedzi na nasze prośby, nawet mimo iż nie jesteśmy godni Jego miłosierdzia, i my sami jak Kananejka, klękamy przed Nim i błagamy Go: Panie, zmiłuj się.

Chrystus przyszedł na ziemię ze swego miłosierdzia względem nas i tajemnicy Jego przyjścia na ziemię dane są imiona „miłosierdzia” i „prawdy”: „«Miłosierdzie», ponieważ gdy byliśmy wszyscy w kompletnie godnym pożałowania stanie i nieprzyjaciółmi toczącymi z Nim wojnę, w swej wielkiej łaskawości i miłości do człowieka nie wzgardził nami. I nie tylko okazał litość dla naszej niedoli (…), ale nawet uznał nas godnymi Jego Królestwa. (…) Z tych powodów Psalmista nazywa boską ekonomię miłosierdziem. I nazywa ją prawdą [Ps. 91:3], ponieważ w czasie Starego Testamentu wszystko spoglądało ku niej jak cienie i zarysy ku rzeczywistości.”3

Chrystus jest „otchłanią miłosierdzia”. Dlatego szukamy schronienia w tej otchłani, pewni, że znajdziemy miłosierdzie, ponieważ u Pana jest miłosierdzie (Ps. 129:7). Chrystus jest „krynicą i skarbcem miłości do człowieka, tryskającą niewyczerpanie”. On jest „niezmierzonym oceanem miłości do człowieka”.4

Ten niezmierzony ocean miłości do człowieka, którym jest Chrystus, wyznaczył Tajemnicę Boskiej Eucharystii jako sposób wejścia do Królestwa niebios. Gdy celebruje się Boską Eucharystię, wejście do Królestwa jest otwarte. I „w swej wielkiej miłości do człowieka Pan okazuje nam litość, wyczekując powrotu nas wszystkich do Niego”. Ten, który jest „potężny w miłosierdziu i łaskawy w sile” oczekuje nas na swym zgromadzeniu: oczekuje na nas i ofiarowuje siebie samego każdemu z nas, skoro przez swe Wcielenie „zjednoczył siebie samego całkowicie z człowiekiem w jego zupełności, aby mógł udzielić zbawienia całemu człowiekowi”.5

Gdy dusza staje się kadzielnicą

Fragment z książki The Divine Liturgy. A Commentary in the Light of the Fathers autorstwa Hieromnicha Grzegorza (s. 93-94).

***

censing-in-church1

Kadzidło, którego używa w tym momencie celebrans, jest prefiguracją zstąpienia Świętego Ducha na przedłożone Dary: „Wonny dym symbolizuje wonność Świętego Ducha.” Gdy celebrans okadza je, „oddaje Bogu cześć przez ofiarowanie kadzidła oraz przez jego woń i wskazuje, że cokolwiek czyni, czyni to razem ze Świętym Duchem.”1 „Gdy kadzidło zapala się i płonie, i tchnie wonnym dymem, to symbolizuje to łaskę Świętego Ducha (…), który jaśniejąco oświeca nasze zmysły i jednocześnie czyni je pachnącymi duchową wonnością. Oświeca, ponieważ jest Światłością i jest widziny przez tych, którzy są czystego serca. Wydaje zaś przyjemną woń, ponieważ jest Drzewem Żywota, które krzyżuje [to jest, uśmierca] wolę ciała i czyni cały świat wonnym.”2
Św. Jan Chryzostom przekonuje nas, byśmy rozpalili naszą duszę boską gorliwością, aby przez modlitwę mogła się ona sama stać kadzielnicą: „Tak jak kadzidło jest dobre i wonne nawet samo w sobie, ale wydaje swoją wonność we właściwy sobie sposób, gdy zetknie się z ogniem, tak też jest z modlitwą. Jest dobra nawet sama w sobie, ale staje się jeszcze lepsza i wonniejsza, gdy jest zanoszona z gorącą i żarliwą duszą, gdy dusza staje się kadzielnicą i płonie żarliwym płomieniem. (…) Najpierw rozpal swoje serce gorliwością i wtedy się módl.”3

O. A. Schmemann: Świat sam w sobie

garden_of_eden

Nie przez przypadek także i biblijne opowiadanie o upadku człowieka skoncentrowane jest na pokarmie. Człowiek zjadł zakazany owoc. Cokolwiek dałoby się o nim powiedzieć, owoc ów różnił się od wszystkich innych owoców w raju: nie był darem zaoferowanym człowiekowi. Nie podarowany i nie pobłogosławiony przez Boga był to „pokarm sam w sobie”, a nie w Bogu, był obrazem świata kochanego w oderwaniu od Boga, dla niego samego. Kochać nie jest rzeczą łatwą i człowiek pozostawił miłość Bożą bez odzewu. Zakochał się w świecie traktowanym jako cel sam w sobie, w świecie bez łączności z Bogiem. I ten jego egoistyczny stosunek do świata stał się stopniowo czymś samo przez się zrozumiałym. Człowiek zaczął percypować świat jako zamknięty sam w sobie, jako rzeczywistość, w której nie ma obecności Boga. Jest to świat, któremu Ewangelia nadaje miano „świata tego”, świata egzystującego w sobie i w sobie zamkniętego. I człowiek przywykł żyć nie zanosząc dziękczynienia za świat darowany mu przez Boga, po prostu tak zwyczajnie utracił eucharystyczny stosunek do Bożego stworzenia.

Nasz świat jest światem upadłym, jako że utracił on świadomość, że Bóg jest „wszystkim we wszystkim” (! Kor. 1, 28). To zlekceważenie Boga, to grzech pierworodny, w którym dusi się życie. I w tym upadłym świecie nawet religia przestała być zdolna do tego, by ten świat uleczyć i naprawić, albowiem zgodziła się na zamknięcie Boga w „tym, co święte” i przeciwstawieniu Go „temu, co świeckie”. Religia – zaiste straszna to rzecz – pojednała się z „sekularyzmem” z chwilą odsunięcia Boga w sferę „tego, co święte”.

Pierwotne powołanie człowieka polegało na stałym przetwarzaniu przezeń swej naturalnej zależności od świata we współuczestnictwo w Bożym życiu, które jak mówi Ewangelia, było „światłem dla ludzi”. Człowiek stworzony został na kapłana dziękczynienia. Przynosząc świat w akcie dziękczynienia Bogu, w tym akcie, w dziękczynieniu, otrzymał dar życia. Lecz przez grzech pozbawił się tego kapłaństwa. Jego zależność od świata stała się całkowita. Jego miłość zeszła z właściwej drogi. Jak dawniej kocha i jak dawniej łaknie. Uświadamia sobie swoją zależność od tego, co jest poza nim. Jednakowoż i jego miłość i jego zależność za punkt odniesienia mają teraz świat i tylko świat. Człowiek zapomniał, że ten świat, powietrze, pożywienie nie są same przez się zdolne dać nam życia, że źródłem życia są one o tyle, o ile przyjmowane są „ze względu na Boga” i w Bogu jako nosicielu Boskiego życia.

W świecie, w którym coś samo w sobie ma być celem, wszystko przybiera samoistną wartość, lecz tym samym i traci ją, albowiem swój sens i wartość wszystkie rzeczy mają tylko w Bogu; świat napełnia się sensem tylko wtedy, gdy staje się „tajemnicą” Bożej obecności. „Naturalny” świat, świat oderwany od źródła życia, to świat umierający, kosztowanue jego pokarmu to tyle, co wstępowanie w śmierć. Nawet i sam pokarm jest martwy i trzeba go przechowywać w lodówkach niby jakieś martwe zwłoki.

„Zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Życie, którze człowiek wybrał – to życie zubożone i śmiertelne. Bóg pokazał człowiekowi, że zjedzenie ziemskiego pokarmu, który człowiek sam sobie wybrał, poprowadzi go do ziemi, z której wzięty jest i pokarm, i człowiek: „Bo prochem jesteś i w proch sie obrócisz” (Rdz 3, 19). Człowiek utracił autentyczne – „eucharystyczne” – życie, stracił życie samego życia. Przestał być kapłanem świata i stał się jego niewolnikiem.

Wedle biblijnej opowieści dramat ten odbył się „w porze, kiedy był powiew wiatru”, tj. nocą. I kiedy Adam opuścił rajski ogród, jego życie przestało być „eucharystyczne”, przestało być oddawaniem Bogu świata w akcie dziękczynienia i Adam wraz z sobą, w ciemności, poprowadził świat. W bizantyńskim hymnie o wygnaniu człowieka z raju Adam przedstawiony jest jak siedzi u wrót raju ze zwróconą ku nim twarzą. I płacze. Oto obraz człowieka w upadłym świecie…

o. Aleksander Schmemann, Za życie świata, s. 12-14

Św. Mikołaj Kabasilas o naszym wkładzie w zbawienie

Jest element pochodzący od Boga i element naszego starania. Jeden to całkowicie Jego dzieło, drugi zawiera nasze dążenie. Jednakże ten drugi na tyle jest naszym wkładem, na ile poddajemy się łasce i nie trwonimy skarbu, ani nie gasimy pochodni, która już płonie, to znaczy o ile nie wprowadzamy niczego przeciwnego życiu, ani niczego, co rodzi śmierć. Albowiem taki właśnie jest sens wszelkiej ludzkiej dobroci i wszelkiej cnoty: nie kierować miecza przeciwko samemu sobie, nie uciekać od szczęśliwości i nie strącać z własnej głowy zwycięskiego wieńca.
Życie w Chrystusie
Św. Mikołaj Kabasilas

saint_nicholas_cabasilas

Chrystus jest pośród nas

Damian._The_Ancient_of_Days

Zatem chrześcijanie znoszą cierpienia i myślą sobie: «Gdzie jest Jezus? Co On teraz robi? Co myśli o nas?» To właśnie w tym miejscu zaczyna się proroctwo. Dowiadujemy się, gdzie dokładnie jest Jezus i co robi, w tej cudownej wizji «podobnego do Syna Człowieczego». Pierwszą rzeczą jaką widzi Jan to siedem złotych świeczników i wyjaśnia to dla nas w wersecie 20. Mówi: «Co do tajemnicy siedmiu gwiazd, które widziałeś w mojej prawej dłoni i siedmiu złotych świeczników: siedem gwiazd to aniołowie siedmiu Kościołów, a świeczniki to siedem Kościołów.» A więc pierwszą rzeczą, jaką Jan widzi w tych świecznikach to Kościoły i zwróćcie uwagę, że Jezus jest wśród, pośrodku tych świeczników. Wiecie dobrze, że w Kościele pozdrawiamy się nawzajem nieustannie tymi słowy: «Chrystus jest pośród nas» i wy odpowiadacie «I jest, i będzie». To nie jest tylko przyjazne pozdrowienie, bracia i siostry. To, co widzicie w wersetach 12-13 to rzeczywistość, że Chrystus nie może zostać oddzielony od swego Kościoła. To jest stwierdzenie chrystologiczne. Kiedy kapłan obraca się od ołtarza do was i mówi: «Chrystus jest pośród nas» i odpowiadacie «I jest, i będzie», to potwierdzacie, że ta wizja jest prawdą. Że gdy jesteście w cerkwi, Chrystus też tam jest. Jest dosłownie pośród świeczników, nie jest odłączony od swego ludu, jest Głową Ciała i nie jest odciętą Głową latającą w powietrzu, odłączoną od chrześcijan. Nie – jest jednym z nami, gdzie my jesteśmy, i On jest, a gdzie On jest, tam i my jesteśmy. Czerpcie radość z tego pozdrowienia: «Chrystus jest pośród nas» z większym zrozumieniem, rozpoznajcie, co mówicie. To niewiarygodna chrystologiczna i eklezjologiczna afirmacja odnośnie do naszego życia.
o. Josiah Trenham (wykład o Księdze Apokalipsy)

Żywotność rytuału i niemoc tekstu

Kiedy koherencja rytualna przekształciła się w tekstualną, rytualne powtarzanie stało się zbędne, ponieważ wraz z pismem wynaleziono inny sposób przechowywania sensów. Warto jednak zastanowić się, czy był on lepszy, od tego bowiem zależy trwałość konektywnej struktury* społeczeństwa. Jedynie sens cyrkulujący pozostaje żywy, a rytuał to właśnie pewna forma cyrkulacji. Natomiast martwa litera tekstu istnieje materialnie również poza nią i łatwo może wyjść z obiegu. Kiedy zaś tekst wyjdzie z użycia, staje się raczej grobem niż skarbnicą sensu, który wówczas może zmartwychwstać tylko dzięki wysiłkowi interpretatora, sztuce hermeneutyki i pośrednictwu komentarza. Oczywiście zdarza się również, że zapomniane zostaje znaczenie rytuału. Wtedy jednak zawsze zastępuje je inne znaczenie. Teksty są więc niepewnym sposobem przekazywania sensu, ponieważ może on wraz z nimi wypaść z obiegu komunikacyjnego, co w przypadku rytuału nie jest możliwe.
J. Assmann, Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętywanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytnych, Wyd. UW, Warszawa 2008, str. 106.
  Zgodnie z powyższym rytuał istnieje właściwie dla sensu, który wyraża, a jego życie jest życiem jego sensu. Każde powtórzenie rytuału, które przecież jest obligatoryjne, przywołuje ponownie jego sens. Z tekstem jest trudniej – może zostać odłożony na półkę, a wtedy jego sens trudno odtworzyć i wprowadzić na nowo w przestrzeń społeczną, gdzie bez rytualnej oprawy jego przyszłość jest również niepewna. Być może ma to związek także z tym, że rytuał ma większą moc partycypacyjną, większy potencjał zbiorowego zaangażowania, niż tekst ciążący ku jednostkowemu odbiorowi i transmisji sensu. Prawdopodobnie ten krótki fragment rzuca światło na dzieje chrześcijaństwa na Zachodzie w przeciągu ostatnich pięciu, a może dziesięciu wieków – jest to niewątpliwie historia przemian rytuałów, prób poradzenia sobie z tekstem, historia gubienia, zaniedbywania i odnajdywania sensów.
* Tj. struktury scalające społecznie i historycznie grupę – przyp. K.M.
–Kamil M.

Grzegorz z Nyssy o wolności i godności obrazu Bożego

Jak rzemieślnicy nadają swoim wyrobom kształty odpowiednie do ich przeznaczenia, tak najlepszy Mistrz stworzył naszą naturę jak jakiś najlepszy sprzęt, zdatną do panowania, i tak ukształtował dusze i ciało, by człowiek był zdolny do sprawowania władzy. Dusza ukazuje swój władczy charakter i swą wyższość, daleką od pospolitej niskości, przez swoją niezależność od nikogo (adespoton), wolność (auteksousion) i kierowanie się własną wolą. A czyją to jest cechą, jeśli nie władcy? A poza tym natura, uczyniona na obraz natury panującej nad wszystkim, musi od początku mieć królewski charakter.
Malarze portretów władców zazwyczaj oddają ich postać, a godność królewską podkreślają przez purpurowe szaty i zgodnie ze zwyczajem także obraz nazywa się królem. Tak i ludzka natura, stworzona by rządzić innymi, przez swoje podobieństwo do Króla wszechrzeczy stanowi jakby Jego żywy obraz oraz uczestniczy w godności i imieniu. Nie ozdabia jej purpura, ani berło i korona nie oznaczają jej godności (bo i pierwowzór na tym nie polega), ale zamiast purpury odziana jest w cnotę, najbardziej królewską z szat; zamiast berła dzierży szczęście nieśmiertelności; zamiast korony ozdobiona jest wieńcem sprawiedliwości. Wszystko, co wskazuje na godność królewską, ukazuje jej doskonałe podobieństwo do piękna pierwowzoru.
Grzegorz z Nyssy, O stworzeniu człowieka r. 4, tł. M. Przyszychowska, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006.
004smJaką tragedią dla ludzkiej osoby jest zniewolenie przez grzech i konieczności wynikające z upadku w śmierć. Ten, który został stworzony na obraz Niepodlegającego Namiętnościom, musi służyć instynktom, zachciankom, przypadkowym pragnieniom, które porywają jego wolę i działania. Tym samym człowiek jest upodlony, pozbawiony oryginalnej królewskiej godności wynikającej z podobieństwa do Boga w wolności, w wolnym wyborze cnoty. W innym tekście Grzegorz pisze:
Skoro człowiek został stworzony jako podobny do Boga i szczęśliwy dzięki wolności (to auteksousio) (suwerenność i wolność od wszelkiej zależności (autokrates te kai adespoton) są właściwościami Boskiej natury), zatem prowadzenie go do czegokolwiek siłą lub z konieczności byłoby dla człowieka pogwałceniem jego godności. (…) To, co wolne, jest bowiem równe Bogu (isotheon gar esti to auteksousion).
Grzegorz z Nyssy, De mortuis, GNO 9, 54 (tł. M. Przyszychowska).
Dlatego asceza paradoksalnie nie służy zniewoleniu człowieka, ale przywróceniu mu pierwotnej wolności, niezależności od tego, co wydaje się konieczne w wyniku Upadku – zabiegania o własne zdrowie i życie. Człowiek wolny to taki, który wbrew instynktom decyduje się podążać drogą cnoty, droga miłości. A kto jest tak wolny, ten jest równy Bogu, wolnemu Pierwowzorowi.

Św. Bazyli Wielki o upodobnieniu do Chrystusa

  Ekonomia Boga i Zbawiciela naszego wobec człowieka polega na przywołaniu go z wygnania spowodowanego karą za nieposłuszeństwo i na powrocie do zażyłości z Bogiem. Dlatego potrzebne jest przebywanie Chrystusa wcielonego, przykłady zasad ewangelicznych, cierpienie, krzyż, grób, zmartwychwstanie, aby człowiek zbawiony, przez naśladowanie Chrystusa odzyskał owo dawne synostwo. Dla osiągnięcia życia doskonałego konieczne jest zatem naśladowanie Chrystusa, nie tylko w przykładach opanowania, pokory i wielkoduszności w życiu, lecz także w samej śmierci, jak mówi Paweł, naśladowca Chrystusa: „Upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do powstania z martwych”.

  W jaki więc sposób stajemy się podobni do Niego poprzez śmierć? Jako razem z Nim pogrzebani przez chrzest. Jaki zatem jest sposób pogrzebania siebie i jaka korzyść z takiego naśladownictwa? Pierwszą niezbędną rzeczą jest przerwanie kolei poprzedniego życia. Nie jest zaś niemożliwe „narodzić się powtórnie” – według słowa Pana – ponieważ powtórne narodzenie, jak to wyjaśnia samo słowo, jest początkiem innego życia. Aby zaś zaczęło się inne życie, trzeba położyć kres poprzedniemu. To tak jak podczas biegu podwójnego, gdy jakiś postój lub odpoczynek odcina ruch powrotny, tak też do przemiany życia niezbędną okazała się śmierć, aby pośredniczyła między dwoma [rodzajami] życia, dokonując tego, które trwa, i dając początek temu, które nastąpi. A jak osiągamy zejście do piekła? Naśladując poprzez chrzest grzebanie Chrystusa. Tak samo bowiem w wodzie pogrążone są ciała ochrzczonych. Chrzest symbolicznie wskazuje na wyrzeczenie się spraw ciała, zgodnie ze słowami Apostoła: „Otrzymaliście obrzezanie, nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się z ciała grzesznego, jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie”. Podobnie też jest [on] oczyszczeniem duszy z brudu wnikającego do niej z cielesnego sposobu myślenia, jak napisano: „Obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję”. Dlatego nie obmywamy się na wzór Żydów po każdym splamieniu, bo znamy jeden zbawczy chrzest, skoro jedna jest śmierć nad światem i jedno powstanie z martwych, których typem jest chrzest. Przez wzgląd na to Pan, który zarządza naszym życiem, wyznaczył nam przymierze chrztu, zawierające w sobie typ śmierci i życia. Woda wyraża obraz śmierci, Duch zaś przynosi zapowiedź życia.

  Tak więc odtąd stało się dla nas jasne to, co jest przedmiotem dociekań, dlaczego woda została przyjęta wraz z Duchem. Dlatego, że w chrzcie tkwią dwa cele, jeden to uwolnienie ciała od grzechu, by ono już nie przynosiło owoców dla śmierci, drugi, aby żyło dla Ducha, a owoc znalazło w uświęceniu. Woda przynosi obraz śmierci, tak jak ciało pochowane w grobie. Duch zaś wsącza życiodajną siłę, odnawiając nasze dusze ze stanu śmierci w grzechu do nowego życia. To więc oznacza narodzić się powtórnie z wody i Ducha. Stan śmierci jak gdyby wyraża się w wodzie, a życie nasze urzeczywistnia się przez Ducha. W trzech zatem zanurzeniach i w tyluż wezwaniach dokonuje się wielka tajemnicza chrztu, aby objawił się typ śmierci, a przekazanie Mądrości Bożej oświeciło dusze chrzczonych. Wobec tego jeśli w wodzie jest łaska, to nie pochodzi ona z natury wody, lecz z obecności Ducha. Chrzest bowiem nie polega na usunięciu brudu cielesnego, lecz na dobrze uświadomionym zwróceniu się ku Bogu. Pan zatem, przygotowując nas do życia po zmartwychwstaniu, narzuca ewangeliczny tryb życia, nakazując opanowanie, cierpliwość, wolność od zamiłowania do rozkoszy, życie wolne od przywiązania do pieniędzy. Toteż powinniśmy osiągnąć wcześniej drogą dobrowolnego wyboru to właśnie, co przyszły wiek przyjmie za naturalne. Jeśli więc ktoś powiedziałby, że Ewangelia jest zapowiedzią życia po zmartwychwstaniu, to nie wydaje mi się, by był on daleki od prawdy. Wróćmy jednak do tematu.
  To za pośrednictwem Ducha Świętego [następuje] powrót do raju, wejście do Królestwa Niebieskiego, powrót do synostwa, szczerość w nazywaniu Boga naszym Ojcem, stawanie się uczestnikiem łaski Chrystusa, posiadanie imienia dziecka światłości, udział w wiecznej chwale, jednym słowem doznawanie pełni błogosławieństwa w tym, jak i przyszłym wieku, aby jak w lustrze oglądać łaskę dóbr nagromadzonych w obietnicach, jakby już obecnych, których rozkoszy oczekujemy żarliwie przez wiarę. Jeśli zatem zadatek jest tak wielki, to jak wielkie będzie to, co jest ostateczne? A jeśli pierwsze owoce są tak okazałe, to jakaż będzie pełnia wszystkiego?

Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, rozdział XV, 35-36, wyróżnienie własne (Św. Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, tłum. A. Brzóstkowska, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1999, str. 130-132.)

Św. Bazyli Wielki o Duchu Świętym

Gdy zaś chodzi o uzyskanie przez duszę zażyłości z Duchem, to nie polega ona na przybliżeniu – jakżeż bowiem mogłoby się zbliżyć to, co jest cielesne do tego, co bezcielesne? – lecz na oddaleniu doznań, które z powodu przywiązania do ciała atakują duszę i pozbawiają ją zażyłości z Bogiem. Tedy więc oczyściwszy się z brzydoty, którą wycisnęło zło, wróciwszy do naturalnego piękna, tak jak obraz królewski, któremu przez oczyszczenie przywraca się dawną postać – tak jedynie można zbliżyć się do Parakleta. On zaś, jak słońce ściągnąwszy na siebie czyste spojrzenie, pokaże tobie w Sobie samym obraz Niewidzialnego. W szczęśliwym zaś oglądaniu obrazu jest niewysłowione dla oka piękno Archetypu. Dzięki Niemu serca wznoszą się ku górze, słabi [dają się] prowadzić za rękę, a ci, którzy posuwają się naprzód, doskonalą się. On to, świecąc tym, którzy oczyścili się z każdej plamy, sprawia, że stają się duchowymi istotami dzięki wspólnocie z Nim samym. I podobnie jak ciała jasne i przejrzyste, kiedy pada na nie promień, stają się lśniące i błyszczą innym choć własnym blaskiem, tak samo dusze niosące Ducha, oświecone przez Ducha, one właśnie stają się duchowe i łaskę przekazują innym. Stąd pochodzi przewidywanie tego, co będzie w przyszłości, rozumienie tajemnic, pojmowanie rzeczy ukrytych, rozdział darów łaski, niebiańskie obywatelstwo, korowód taneczny z aniołami, radość nieskończona, trwanie w Bogu, podobieństwo do Boga, kraniec wszystkich pragnień, aby stać się Bożym.
Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, rozdział IX, 23 (Św. Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, tłum. A. Brzóstkowska, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1999, str. 115-116.)
  To jest cytat z pierwszego chrześcijańskiego traktatu poświęconego Duchowi Świętemu, a konkretnie obronie Jego boskości, tymczasem widzimy doskonale, że teologii chrześcijańskiej nie da się sprowadzić do abstrakcji. Pośród argumentacji Bazylego koniecznie musiał znaleźć się taki fragment, który mówi o praktycznym działaniu Ducha Świętego, o relacji człowieka do Niego i o tym, co z tego wynika. Otrzymujemy tym samym pokaz klasycznego rozumienia zbawienia i uświęcenia człowieka. Po pierwsze – zadaniem człowieka jest „zażyłość z Duchem”, czyli więź, relacja z Bogiem. Drogą do tego jest asceza, czyli oddalenie doznań, które narażają duszę na atak bazujący na przywiązaniu człowieka do ciała, swojego fizycznego dobrostanu, zabiegania o fizyczne przetrwanie, o zachowanie swojego ciała. Człowiek jest zabrudzonym obrazem królewskim, tj. obrazem Króla – jeśli człowiek podejmuje trud odczyszczenia tego obrazu, usunięcia brzydoty i piętna zła, Duch ukazuje mu Archetyp, pierwowzór. Im lepiej człowiek widzi pierwowzór, tym bardziej jego serce rwie się ku górze, choć może jest słaby, daje się prowadzić dalej, a jeśli ktoś czyni postępy, Duch go wydoskonala. Ale jak to się dzieje? Otóż człowiek jakby nabywa Ducha, staje się duchowy tak, jak przejrzysty przedmiot jest rozświetlony promieniem słońca. Człowiek nosi w sobie światło i udziela go innym, co przywodzi na myśl słowa Jezusa o Janie Chrzcicielu:
Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. (J 5:33-35)
  To wewnętrzne rozświetlenie według Bazylego jest źródłem wszelkich cudownych duchowych darów, które zmierzają do jednego – do przebóstwienia. Powyższy przekład tłumaczy ostrożnie „aby stać się Bożym”, ale przypis podaje oryginał: theon genesthai, czyli „stać się bogiem”. Nie chodzi tu jednak o jakieś rozpłynięcie się w bóstwie albo stanie się Bogiem według natury, Bogiem jedynym. Jest to to, co zostało tysiąc lat później omówione przy okazji kontrowersji palamizmu, a w co św. Bazyli wierzy najwyraźniej. Chodzi o napełnienie Duchem Świętym, rozświetlenie niestworzoną łaską, przebóstwienie człowieka tak, że cały świeci Bogiem. To stała wizja chrześcijańskiego Wschodu. W XIX wieku w ślad za Bazylim i innymi Ojcami św. Serafin z Sarowa powie, że celem życia chrześcijańskiego jest nabywanie Świętego Ducha Bożego. Dlatego Duch musi być Bogiem – On wiedzie człowieka ku przebóstwieniu.
–Kamil M.

Bóg nie stworzył śmierci (Mdr 1:12-16)

Czytając ciekawy tekst pt. The Sacrifice of the Life-Giving Death: The Atonement and Its Theological Presuppositions in Eastern Orthodox Soteriology [PDF], natknąłem się na poruszający fragment z Księgi Mądrości Salomona 1:12-16, którego autor używa do zilustrowania prawosławnego poglądu na związek grzechu ze śmiercią i skażeniem (str. 17). Uznałem, że przytoczę go tu i przetłumaczę, a do lektury linkowanej pracy zachęcam, nie jest długa.

μὴ ζηλοῦτε θάνατον ἐν πλάνῃ ζωῆς ὑμῶν
μηδὲ ἐπισπᾶσθε ὄλεθρον ἐν ἔργοις χειρῶν ὑμῶν·
ὅτι ὁ θεὸς θάνατον οὐκ ἐποίησεν
οὐδὲ τέρπεται ἐπ᾽ ἀπωλείᾳ ζώντων.
ἔκτισεν γὰρ εἰς τὸ εἶναι τὰ πάντα,
καὶ σωτήριοι αἱ γενέσεις τοῦ κόσμου,
καὶ οὐκ ἔστιν ἐν αὐταῖς φάρμακον ὀλέθρου
οὔτε ᾅδου βασίλειον ἐπὶ γῆς.
δικαιοσύνη γὰρ ἀθάνατός ἐστιν.
᾿Ασεβεῖς δὲ ταῖς χερσὶν καὶ τοῖς λόγοις προσεκαλέσαντο αὐτόν,
φίλον ἡγησάμενοι αὐτὸν ἐτάκησαν
καὶ συνθήκην ἔθεντο πρὸς αὐτόν,
ὅτι ἄξιοί εἰσιν τῆς ἐκείνου μερίδος εἶναι. 

Nie zabiegajcie o śmierć poprzez swe błędne życie,
ani nie ściągajcie na siebie zniszczenia poprzez czyny waszych rąk,
ponieważ Bóg nie stworzył śmierci,
ani nie znajduje zadowolenia w zgubie żyjących,
stworzył bowiem wszystko po to, by istniało,
i by niosły uzdrowienie byty zrodzone przez świat,
nie ma w nich trucizny zniszczenia,
ani domeny krainy umarłych na ziemi.
Prawość bowiem nie podlega śmierci.
Bezbożni zaś dłońmi i słowy przywołują ją,
mając ją za przyjaciela, rozpływają się
i zawierają z nią pakt,
ponieważ zasługują, by przypaść jej w dziale.

–Kamil M.