E-book Apoftegmaty Ojców Pustyni za darmo!

Tynieccy benedyktyni udostępnili za darmo e-booka (formaty EPUB, MOBI i PDF) z dość obszernymi fragmentami z Apoftegmatów Ojców Pustyni. Zachęcam serdecznie do pobrania i lektury, może ta próbka zachęci kogoś do zgłębienia całości zbioru. E-book zawiera również przydatne wprowadzenie.

Przejdź do strony z Apoftegmatami!

Jezus nie schował się w naszych sercach

Przyjmij Jezusa do swego serca, przyjmij Jezusa jako swego osobistego Pana i Zbawiciela, a będziesz zbawiony. Wielu zapewne spotkało się już z tym potężnym przesłaniem. Dlaczego potężnym? Z wielu powodów. Po pierwsze, wielu daje mu posłuch – ten sposób ewangelizacji przyciągnął do chrześcijaństwa miliony osób na całym świecie, osób obojętnych religijnie lub osób tylko nominalnie będących chrześcijanami. Po drugie, właśnie szczególnie oddziałuje takie postawienie sprawy na ludzi, dla których chrześcijaństwo było bezwiednie odziedziczoną religią; takie słowa stawiają przed takimi osobami nową możliwość: chrześcijaństwo może być osobistym wyborem i owocem własnej decyzji. Po trzecie jednak, taka formuła jest atrakcyjna również dlatego, że wpisuje się w tzw. ducha naszych czasów, jest to odbierane jako wezwanie do sprowadzenia duchowości i religijności do sfery prywatnej, zamknięcia się w religii serca i osobistych przeżyć, w gronie wierzących-niepraktykujących. Ostatecznie chociaż cel wezwania może być szczytny – duchowe przebudzenie religijnie oziębłych ludzi – w swej treści i formie zawiera pewne ważne wykrzywienie chrześcijańskiej prawdy.

W ewangelizacji tego rodzaju często przywołuje się fragment z Listu do Rzymian, który brzmi:

Jeśli wyznasz ustami swymi, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych, będziesz zbawiony.
Rz 10:9

Tekst ten stał się narzędziem sprywatyzowanej pobożności i jakże dalekie jest takie jego użycie od jego wybuchowego pierwotnego sensu! Nie ma wątpliwości, że słowa te wzywają do osobistej wiary, nie wzywają jednak do wiary w osobistego Pana. Niedawno obchodziliśmy święto Wniebowstąpienia Pańskiego, święto, które moim zdaniem jest w dużej mierze „zapomniane”, ignorowane, którego doniosłość nie dociera do większości chrześcijan. Jest to sytuacja tragiczna, biorąc pod uwagę, że wniebowstąpienie Jezusa i Jego zasiadanie po prawicy Ojca było dla pierwszych chrześcijan niemal centralnym punktem Ewangelii zaraz po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. Właśnie dlatego najczęściej cytowanym Psalmem w NT (jeśli nie najczęściej cytowanym fragmentem ST w ogóle) jest początek Psalmu 109 [110]: «Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej…»

Po co Jezus zmartwychwstał? Sądząc po tym, jak ewangelizuje się w niektórych środowiskach wydaje się, że po to, by zamieszkać w naszych sercach. Powiada się, że teraz możemy przyjąć Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela, że może On królować w naszym sercu, że możemy Go do siebie zaprosić. Nawet jeśli w pewnej mierze to prawda (wszakże pisma Jana pięknie wzywają do trwania w Chrystusie, aby On trwał w nas), to nie to było naczelnym poselstwem Apostołów. Apostołowie, jak wielokrotnie można przeczytać w Dziejach Apostolskich i Listach, niezłomnie głosili, że Bóg wzbudził Jezusa z martwych, aby wywyższyć Go ponad wszystko (Dz 5:31, Flp 2:9), aby darować Mu wszelką władzę w niebie i na ziemi (Mt 28:18, Ef 1:20-23), by uczynić go Panem wszystkich (Dz 10:36, Rz 10:12), by ustanowić Go Sędzią żywych i umarłych, przed którym wszyscy odpowiadają (J 5:22-23, Dz 10:42). Kiedy więc Paweł wzywa: wyznaj, że Jezus jest Panem i uwierz, że Bóg wzbudził Go z martwych, to owszem, zawiera się w tym osobista wiara i posłuszeństwo, i zawierzenie, ale przede wszystkim Paweł wzywa do szalonego wyznania! Jezus, cieśla i wędrowny nauczyciel, uzdrowiciel i prorok, którego skazano na okrutną, bezlitosną i poniżającą śmierć przysługującą największym wichrzycielom, ten Jezus nie tylko został przez Boga wskrzeszony odwracając ciążący na Nim wyrok. Więcej! Tego właśnie Jezusa, który jawił się galilejskim biedakiem zdeptanym przez doczesne władze, Bóg wywyższył do najwyższej władzy i chwały, ten Jezus okazał się być Synem samego Boga. W Liście do Rzymian Apostoł Paweł wyjaśniając przedziwne i zaskakujące plany dobroci Bożej, które dokonały się w życiu i śmierci Jezusa, zachęca właśnie do tej szalonej wiary, tego szokującego i gorszącego dla świata wyznania. Nie: «Jezus zmartwychwstał i teraz panuje w moim sercu», ale: «Jezus zmartwychwstał i panuje teraz nad wszystkimi ludźmi i wszelką władzą, i wszyscy Jemu podlegają i przed Nim odpowiadają, i prędzej czy później Jemu hołd będą musieli oddać».

Jezus nie skrył się w naszych sercach. Jezus przejął władzę nad światem! Skoro tak jest, to jesteśmy wezwani nie tyle do łaskawego przyzwolenia, by zapanował w naszych sercach, ale do oddania Mu ufnego hołdu. To jest Ewangelia. Jak mówi jedno z wezwań w liturgii z narastającym przynagleniem:

Przyjdźcie, pokłońmy się Królowi naszemu Bogu!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa, Króla naszego i Boga!
Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do samego Chrystusa, Króla i Boga naszego!

Albo wezwanie towarzyszące wniesieniu Ewangelii w trakcie niedzielnej Liturgii:

Przyjdźcie, pokłońmy się i przypadnijmy do Chrystusa!
Zbaw nas, Synu Boży, śpiewających Tobie: Alleluja! Alleluja! Alleluja!

To jest tajemnica Wniebowstąpienia. To jest prawda zasiadania Jezusa po prawicy Ojca. Na tronie Wszechrzeczy zasiadł ukrzyżowany Jezus, na tronie Ojca znalazł się Baranek jakby zabity (Ap 5:5-6). Przyjdźmy, pokłońmy się i przypadnijmy do Niego, ofiarowując Mu serca i umysły, ciała i dusze, życie prywatne i życie publiczne, bo On jest Panem i Władcą wszystkiego, a zarazem jedynym prawdziwie Dobrym i Przyjacielem człowieka.

pantocrator_large

Zaprzeć się siebie

Jeśli ktoś pragnie iść za mną, niechaj wyprze się siebie, weźmie swój krzyż i niech podąża za mną.
Mt 16:24

Słowa Pana o zaparciu się siebie i wzięciu swojego krzyża trzeba rozumieć w świetle Jego zaparcia się siebie i Jego Krzyża. Syn Boży wyrzekł się swojej chwały, swojej mocy, swojego bogactwa z miłości do swego Ojca i do ludzi – stał się człowiekiem, dał się upokorzyć, dał się poniżyć i zmieszać z błotem. Nie szukał swej wartości w samym sobie, w tym co posiadał, w tym kim był, ale we wszystkim czerpał swą wartość z wierności Ojcu i służby ludziom. Krzyż to zwieńczenie tej rzeczywistości, Jezus wyrzekł się swego życia do końca z wiarą, że Ojciec jest jedynym prawdziwym źródłem wszelkiego dobra.

Wedle słów Chrystusa my też powinniśmy powiedzieć o sobie «Nie znam tego człowieka», zapomnieć o sobie, zgubić siebie, a zacząć żyć w całości dla Boga i ludzi. My też powinniśmy zrezygnować z poszukiwania swej wartości w tym, kim jesteśmy, co umiemy, co posiadamy, co ludzie o nas sądzą, nie bać się straty, wyjścia na głupców, na biedaków. Nic nam nie powinno stanąć na drodze do Królestwa, ale przede wszystkim nie powinniśmy stanąć my sami. Nie jest trudno winić innych i cały świat za nasze niedomagania, nie jest trudno próbować dostosowywać rzeczywistość pod siebie, byle tylko łatwiej nam było przejść przez życie z wiarą. Ale Jezus pokazuje inną drogę: zacznij od siebie, sam jesteś przeszkodą, pozbądź się siebie. Pokłóciłeś się z kimś i wiesz, że masz rację w tym sporze? To nie ważne – uniż się przed tą osobą, zapomnij o swojej racji i szukaj zgody i przyjaźni. Ktoś wymaga od ciebie więcej niż powinien? Nie szkodzi – czyń to, czego wymaga, a szukaj nawet sposobu by zrobić jeszcze więcej. Masz oszczędności, które długo zbierałeś na jakiś cel, na jakiś zakup dla siebie, ale ktoś prosi cię o pieniądze? Daj i zapomnij o tym, że w ogóle je miałeś, nie spodziewaj się zwrotu. To jest Krzyż – kiedy człowiek go bierze i daje się ukrzyżować, zamienia się w źródło wody żywej, w lampę w ciemnym pokoju, która nigdy nie gaśnie. Nic nie ma, a zawsze ubogaca wszystkich dookoła, wydaje się być głupcem, a wszyscy pragną jego mądrości. To nie jest droga tych, którzy biorą życie w wierze na przetrzymanie, na przetrwanie, ale dla tych, którzy przyjmują poniżenia, ubóstwo, głód jak dobrych przyjaciół, wiedząc, że życie wieczne nie polega na podreperowaniu życia doczesnego, ale na ochotnym wejściu w śmierć i zwycięskim przejściu na drugą stronę.

Daj nam wszystkim, Panie, łaskę, abyśmy zdołali za Tobą pójść.

Sytuacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie

Zachęcam do obejrzenia obszernie ilustrowanego wykładu Dominiki Kovačević na temat sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

Czego nie wie diabeł?

Istnieje spora grupa ludzi spośród tych, którzy w ogóle wierzą w istnienie diabła, która wielką wagę przykłada do jego mocy i wiedzy. Słuchając lub czytając wypowiedzi takich osób na ten temat, ma się czasem wrażenie, że diabeł jeśli nie może wszystkiego, to już na pewno wie wszystko i przez to zręcznie manipuluje ludzkością stanowiąc rywala godnego Boga. Chociaż w żadnym wypadku nie lekceważę walki duchowej, jaką każdy prawdziwy chrześcijanin toczy z mocami ciemności w swoim życiu, to w takim ujęciu dostrzegam pewien mankament. Doskonale wychodzi on na jaw, kiedy pojawia się pytanie: jeśli to diabeł stał za udanym spiskiem na życie Jezusa, to dlaczego okazał taką naiwność sądząc, że Jezusa jako Syna Bożego da się skutecznie uśmiercić? Dlaczego nie wiedział, że posłanie samego Boga na śmierć zniszczy śmierć i moc szatana? Bardzo trafnie moim zdaniem podchodzi do tego zagadnienia o. Jonathan Tobias w swoim wykładzie Otchłań zwyciężona przez Piękno: Implikacje prymatu boskiego piękna nad przemocą. Oto co mówi:

Oto co jest niezmiennie szokujące w tych wydarzeniach, a co zawsze wprawiało mnie w zdumienie, gdy byłem dzieckiem: Dlaczego diabeł zawiódł Jezusa w tamto miejsce [do Otchłani, w śmierć], skoro wiedział, że się to tak skończy? Cóż, pierwsza odpowiedź, zgodnie ze św. Ireneuszem i niektórymi innymi Ojcami, brzmi tak, że nie wiedział, iż Jezus jest w pełni Bogiem. Druga odpowiedź jest jeszcze bardziej szokująca. Diabeł i moce zła w Wielki Piątek, Wielką Sobotę i w Wielką i Świętą Paschę, diabeł i moce zła nie znały trynitarnego nauczania i chrystologii. Po prostu nie znały. Prawdopodobnie nie powinniśmy być tym tak zaskoczeni, ponieważ jedynym sposobem, by rozpoznać boskość Chrystusa jest świadectwo Ducha Świętego, a jedyną drogą poznania Boga jako Trójcy jest dobrowolne przystąpienie do komunii trynitarnej miłości.

To w ten właśnie sposób piekło nie zorientowało się co je czeka i nadal tego nie rozumie. Diabeł, tak sądzę, nadal jest w najlepszym przypadku arianinem, a może być nawet agnostykiem i pozostaje fanatycznie oddany narracji o chaosie i przemocy, na które narzekaliśmy z taką mocą na początku. Ty sam jesteś z miejsca lepszym teologiem, niż diabeł, i zawsze będziesz. Diabeł zna wiele faktów, ale w rzeczywistości nie rozumie.

To jest właśnie rzecz, która zastanawia: jeśli to przez Ducha Świętego poznaje się prawdę, nie tylko o Jezusie, ale w ogóle o rzeczywistości duchowej, to jak diabeł może być tak „wszechwiedzący”, jak przypisują mu to niektórzy chrześcijanie? Zło nie tylko degraduje nas moralnie czy egzystencjalnie, ale zaciemnia oczy naszego serca, otępia nasz umysł, sprawia, że mniej rozumiemy, mniej widzimy. Jeśli diabeł jest w istocie takim mistrzem zła, to jakże ślepy musi być w istocie na wszystko, co od Boga pochodzi, na wszystko, co Bóg czyni. To jest wielka nadzieja: kto ma udział w Duchu Świętym, w Chrystusie, w Bogu, ten już jaśniej widzi, niż ociemniały władca ciemności.

resurrection-icon

Nieszpory: 1. Modlitwa świecznika

W czasie nieszporów kapłan przed Królewskimi Wrotami odmawia po cichu szereg modlitw zwanych modlitwami światłości lub dokładniej modlitwami świecznika (gr. euchai tou lychnikou – modlitwy nabożeństwa ze świecznikiem). W serii wpisów chciałbym zamieścić tekst tych modlitw po grecku, w łacińskiej transkrypcji w języku cerkiewno-słowiańskim i z własnym polskim przekładem. W odpowiednich miejscach tekstu zamieszczę odniesienia biblijne, ponieważ modlitwy te są bogate w cytaty z Pisma Świętego, szczególnie Psałterza (tutaj używam numeracji Psalmów wg Septuaginty). Na koniec dodam krótki komentarz. Dzisiaj modlitwa pierwsza.

Κύριε, οἰκτίρμον καὶ ἐλεῆμον, μακρόθυμε καὶ πολυέλεε, ἐνώτισαι τὴν προσευχὴν ἡμῶν, καὶ πρόσχες τῇ φωνῇ τῆς δεήσεως ἡμῶν· ποίησον μεθ’ ἡμῶν σημεῖον εἰς ἀγαθόν· ὁδήγησον ἡμᾶς ἐν τῇ ὁδῷ σου τοῦ πορεύεσθαι ἐν τῇ ἀληθείᾳ σου· εὔφρανον τὰς καρδίας ἡμῶν, εἰς τὸ φοβεῖσθαι τὸ Ὄνομά σου τὸ ἅγιον· διότι μέγας εἶ σὺ, καὶ ποιῶν θαυμάσια· σὺ εἶ Θεὸς μόνος, καὶ οὐκ ἔστιν ὅμοιός σοι ἐν θεοῖς, Κύριε, δυνατὸς ἐν ἐλέει, καὶ ἀγαθὸς ἐν ἰσχύϊ, εἰς τὸ βοηθεῖν καὶ παρακαλεῖν, καὶ σῴζειν πάντας τοὺς ἐλπίζοντας εἰς τὸ Ὄνομά σου τὸ ἅγιον.
Ὅτι πρέπει σοι πᾶσα δόξα τιμή, καὶ προσκύνησις, τῷ Πατρὶ καὶ τῷ Υἱῷ καὶ τῷ Ἁγίῳ Πνεύματι νῦν καὶ ἀεὶ καὶ εἰς τοὺς αἰῶνας τῶν αἰώνων. Ἀμήν.

Gospodi ščedryj i milostivyj, dolgotierpielivie i mnogomilostivie, vnuši molitvu našu i vonmi glasu molenija našego, sotvori s nami znamienije vo blago, nastavi nas na put’ twoj, ježe choditi vo istinie tvojej. Vozvieseli sierdca naša, vo ježe bojatisia imienie tvojego sviatago. Zanie vielij jesi ty, i tvoriaj čudiesa, ty jesi Bog jedin, i niest’ podobien tiebie v boziech, Gospodi, silen v milosti, i blag v krieposti, vo ježe pomagati i utiešati, i spasati vsia upowajuščyja vo imia sviatoje tvoje.
Jako podobajet tiebie vsiakaja slava, čest’ i poklonienije, Otcu i Synu, i Sviatomu Duchu, nynie i prisno, i vo vieki viekov, amin’.

Panie litościwy i miłosierny, wielce cierpliwy i wielce miłościwy1, usłysz modlitwę naszą i zważ na głos błagania naszego2, uczyń z nami znak ku dobremu3, skieruj nas na drogę Twoją, abyśmy postępowali w prawdzie twojej, rozwesel serca nasze, abyśmy okazywali bojaźń wobec imienia Twego świętego4. Albowiem Ty jesteś wielki i sprawiasz cuda, Ty jeden jesteś Bogiem5 i nie ma podobnego Tobie pośród bogów6, Panie potężny w miłosierdziu i dobry w mocy, aby wspierać, pocieszać i zbawiać wszystkich pokładających nadzieję w imieniu świętym twoim.
Albowiem Tobie przynależy wszelka chwała, cześć i pokłon, Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Modlitwa ta, jak widać, wykorzystuje bardzo mocno tekst Psalmu 85 [86], prawie cała jest jednym długim cytatem. Warto ten psalm przeczytać, by zobaczyć jak autor modlitwy umiejętnie ją skomponował. Należy tutaj poczynić kilka zaledwie uwag. Wyrażenie «uczyń z nami znak ku dobremu» nie jest zbyt zgrabne, ale trudno zwięźle oddać sens tekstu. Psalmista, a za nim my, modlimy się, by Bóg dokonał z nami, w naszym życiu czegoś, co będzie świadectwem Jego dobrej woli względem nas. To nie jest zaledwie prośba o znak, ale żeby nasze życie stało się dla nas dobrym znakiem od Niego, a może i świadectwem dla innych o Jego dobroci. Interesujący jest też dodatek autora modlitwy do tych wszystkich cytatów, który mówi, że Pan jest potężny w miłosierdziu i dobry w mocy. Słowa te pięknie ujmują to, kim Bóg jest – nie posiada On mocy, by być jakimś powszechnym dyktatorem, ale by z siłą okazywać dobroć i miłosierdzie i to wszystkim, którzy pokładają w Nim nadzieję. W tym przejawia się Jego wielkość i chwała.

Jezus poręką zbawienia człowieka

Bowiem nie aniołom [Bóg] poddał porządek świata, który ma nastać, a o którym tutaj mowa. Gdyż zaświadczył gdzieś ktoś mówiąc:
Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim?
I kim jest syn człowieczy, że troszczysz się o niego?
Uczyniłeś go niewiele (βραχύ τι) mniejszym od aniołów,
chwałą i czcią ukoronowałeś go,
wszystko poddałeś pod jego stopy.
Gdy bowiem poddał mu wszystko, niczego nie pozostawił, co by nie było mu poddane. Jednak teraz jeszcze nie widzimy, by wszystko było mu poddane, natomiast widzimy tego, który na krótko (βραχύ τι) został uczyniony mniejszym od aniołów – Jezusa, który dla śmiertelnych cierpień został ukoronowany chwałą i czcią.
Heb 2:5-9a (tłum. własne)

W toku myśli autora Listu do Hebrajczyków znajduje się krzepiące spostrzeżenie, które podpowiada odpowiedź na pytanie o problem zła na świecie. Autor przytacza wspaniały Psalm 8, który wychwala Boga za jego miłość do człowieka, którą okazał w wywyższeniu człowieka pośród wszystkich stworzeń. Jednakże Heb podchodzi do tego tekstu w sposób jakby krytyczny, zadaje poniekąd pytanie: czy widzimy, żeby człowiekowi wszystko zostało poddane pod jego stopy? Przeciwnie: strach, cierpienie i śmierć królują nad człowiekiem, który sam targany jest przez różne potężniejsze od niego moce. Człowiek nie jest panem sytuacji. W takim układzie rzeczy chciałoby się zapytać – czy w takim razie postanowienie Boga zawiodło? Czy Bóg z tym nie zamierza nic zrobić?

Odpowiedzią staje się tutaj Jezus, który jak mikrokosmos zostaje posłany przez Boga, by reprezentować całą ludzkość. Sam staje się niewiele mniejszym od aniołów, przyjmuje człowieczeństwo z jego uwikłaniem w zło, ale przez cierpienia śmierci otrzymuje obiecane chwałę i cześć w zmartwychwstaniu i wywyższeniu po prawicy Boga. Psalm jeszcze się nie spełnił, ale autor Listu chce nam powiedzieć coś takiego: nawet jeśli nie widzimy zwycięstwa zamiarów Boga na co dzień wokół nas, to Bóg poręczył realizację swego planu poprzez Jezusa, którego zmartwychwstanie i wywyższenie jest dowodem tego, że Bóg nie zapomniał o człowieku, że w swoim czasie wszystko odmieni tak, jak ocalił Jezusa ze śmierci. Jezus jest jak przebiśnieg zwiastujący nieuchronne nastanie wiosny, chociaż śnieg wciąż zalega na ziemi. Ilekroć rzeczywistość rodzi w nas wątpliwości, tylekroć możemy spojrzeć na Jezusa, który jest ikoną nadchodzącego porządku rzeczy.

the-last-judgement-icon