Zwiastowanie: Krzyż Marii i nawrócenie Józefa

Już w przyszłą środę, 25 marca, obchodzić będziemy Święto Zwiastowania Bogurodzicy, po grecku Evangelismós, czyli «zwiastowanie dobrej nowiny». To pamiątka Wcielenia, początku ludzkiej egzystencji Syna Bożego i początek Ewangelii. Bardzo wczesna tradycja, uwieczniona w homilii paschalnej Melitona z Sardes (początek II wieku), podaje, że 25 marca, dzień poczęcia się Jezusa to również dzień jego śmierci na Krzyżu. Do dzisiaj Zwiastowanie wypada w okresie wielkopostnym, w czasie przygotowania do Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, oświetlone jest więc oczekiwaniem na te święta. Zwiastowanie ma jednak bardzo wiele wspólnego z Krzyżem w samej swej istocie, nie tylko przez uniżenie Syna Bożego, który zechciał przyjąć ciało dla naszego zbawienia, ale przez uniżenie Marii, Bożej Rodzicielki. Ten wymiar często umyka uwadze przy okazji Święta Zwiastowania przede wszystkim dlatego, że samo wydarzenie opisane jest w Ewangelii wg św. Łukasza, który mniejszą uwagę poświęca problematyczności poczęcia, które jest udziałem Marii.

Aby ujrzeć szerszy obraz, musimy sięgnąć do Ewangelii wg św. Mateusza, która te wydarzenia opisuje następująco:

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy Matka Jego, Maria, powierzona została Józefowi, to zanim razem zamieszkali, okazało się, że poczęła z Ducha Świętego. Józef zaś, mąż Jej, sprawiedliwym będąc i nie chcąc na nią donieść, postanowił potajemnie odesłać ją. Gdy tak pomyślał, oto anioł Pana ukazał mu się we śnie, mówiąc: – Józefie, synu Dawida, nie lękaj się przyjąć Mariam, żony twojej, bo To w Niej poczęte jest z Ducha Świętego. Urodzi zaś syna, a ty nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud swój od grzechów ich. To wszystko zaś stało się, aby wypełniło się, co zostało przez proroka powiedziane, mówiącego od Pana: Oto Dziewica pocznie i urodzi Syna, i nadadzą Mu imię: Emmanuel, co się przekłada: – Z nami Bóg. Powstawszy ze snu Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pana, i przyjął żonę swoją. I nie znał jej, a kiedy urodziła syna, nadał Mu imię Jezus.
Mt 1:18-25 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Mary and Joseph

Św. Mateusz ujawnia nam cały skandal: ta, która miała być dziewicza, okazuje się być w ciąży. Na poziomie prostego odczytania Ewangelii, nowopoślubiona małżonka Józefa okazuje się nosić już dziecko pod swym sercem jeszcze zanim się zeszli, zanim Józef «poznał ją» – i to już brzmi skandalicznie. Wrażenie to jednak wzmaga jeszcze znajomość tradycji pozabiblijnej, ale znowu sięgającej początków II wieku po Chrystusie, a zawartej w Proto-Ewangelii Jakuba, wedle której Maria miała być dziewicą poświęconą Bogu, służącą przy Świątyni, a tylko powierzoną pod opiekę starcowi Józefowi. Takie tło nadaje zupełnie nowy wymiar skandalowi poczęcia Jezusa w łonie Marii, który trafnie oddaje jeden z utworów z Liturgii Bożego Narodzenia w rycie bizantyjskim:

To mówi Józef do Dziewicy:
Mario, cóż to za rzecz, jaką w Tobie widzę?
Wątpię i dziwię się, przeraża się mój umysł,
odejdź ode mnie w tajemnicy jak najszybciej,
Mario, cóż to za rzecz, którą w Tobie widzę?
Zamiast szacunku hańbę,
zamiast radości smutek,
zamiast chwały wymówkę przyniosłaś mi.
Nie będę już dalej znosił ludzkich drwin,
bowiem od kapłanów ze świątyni Pańskiej
przyjąłem Ciebie jako nieskalaną i cóż widzę?
Stichera z Pierwszej Godziny 25 grudnia

Z tego tekstu przebija dramatyczny zawód: ta, która wydawała się być świętą dziewicą, okazuje się brzemienna. Maria miała przynieść cześć, radość i chwałę, a w zamian za to stała się źródłem hańby i smutku Józefa. Czy to nie brzmi znajomo? Posłuchajmy Ewangelii wg św. Łukasza i słów dwóch uczniów w drodze do Emaus:

To, co stało się z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem, mężem mocnym w czynie i słowie przed Bogiem i całym ludem, jak arcykapłani i przywódcy nasi oddali Go pod sąd, na śmierć i ukrzyżowali. My zaś mieliśmy nadzieję, że On jest Tym, który ma odkupić Izraela, a przy tym wszystkim już trzeci dzień upływa, odkąd się to wydarzyło.
Łk 24:19-21 (tłumaczenie Warszawskiej Metropolii Prawosławnej)

Zamiast radości – smutek, zamiast chwały – hańba. Zawiedzione nadzieje, wstyd, że się dało tak omamić. W historii zwiastowania to Maria przyjmuje swój krzyż dobrowolnie, przyjmuje hańbę nieślubnej ciąży, ryzyko bycia wytykaną palcami znajomych, odrzucenie przez Józefa, którego pewnej opiece została powierzona. A Józef, niczym Apostołowie w pierwszy dzień tygodnia po Męce, nie daje wiary, jest zdruzgotany, próbuje wyjść z twarzą i ocalić to, co zostało z godności Marii. Nie rozumie jej krzyża, jest nim zgorszony, chce się oddalić od całej sprawy tak, jak uczniowie uciekli od pojmanego Jezusa.

Dopiero sam Jezus wyjaśni Apostołom ich błąd tak, jak anioł objawił Józefowi sens całego wydarzenia. To przez Krzyż przychodzi zbawienie, zmartwychwstanie, życie dla świata. Nim Chrystus zdoła wypowiedzieć swoje wezwanie: «Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i mnie naśladuje», Maria na własnej skórze, na własnym ciele odczuła, co to znaczy zjednoczyć się z Wcielonym Synem Bożym, co to znaczy być ochrzczonym Jego chrztem i pić z Jego kielicha: zanurzyć się w hańbie, by powstać do chwały, napić się wstydu, by rozweselić serce radością, której już nikt nie może odebrać. Poczęcie i narodzenie Jezusa staje się jakby próbą generalną Jego budzącej bojaźń Paschy, tyle że u zarania Ewangelii próbę przechodzi Jego Matka, która potem będzie stała pod Jego Krzyżem, oniemiały świadek Męki. W Zwiastowaniu to Jezus pozostaje niemym towarzyszem cierpienia Marii, ale i źródłem jej ostatecznej chwały. Bo Józef nawraca się, staje na wysokości zadania, jako wierny stróż Wcielonego Słowa Bożego i Służebnicy Pańskiej. Na koniec posłuchajmy znowu słów Liturgii Bożego Narodzenia:

Gdy Józef, Dziewico, smutkiem spętany szedł do Betlejem, wołałaś do niego: Dlaczego widząc mnie brzemienną smucisz się i wątpisz? Czyż nie widzisz tej strasznej tajemnicy, która dokonała się za mną? Odrzuć wszelki lęk, poznawaj rzeczy przesławne. Bóg bowiem zstępuje na ziemię ze względu na miłosierdzie, teraz jest w moim łonie, gdzie przyjął ciało. Gdy ujrzysz Go urodzonego, jak zechce, napełnisz się radością i pokłonisz się Jemu jako twemu Stwórcy, któremu nieustannie śpiewają aniołowie i wysławiają z Ojcem i Duchem Świętym.
Stichera Dziewiątej Godziny 25 grudnia

Józefie, powiedz nam, jak od świętych przyjąłeś Dziewicę, którą brzemienną przyprowadzasz do Betlejem. Ja, rzecze, proroctwa wybadawszy i wieść otrzymawszy od anioła przekonałem się, że Boga Maria urodzi w niewypowiedziany sposób, któremu ze Wschodu przyjdą pokłonić się magowie z darami godnymi. Panie, ze względu na nas wcielony, chwała Tobie!
Stichera Trzeciej Godziny 25 grudnia

Bogurodzico Dziewico, raduj się,
łaski pełna Mario, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twego,
albowiem zrodziłaś Zbawcę dusz naszych!

Bp Kallistos Ware: Zbawienie w Chrystusie

Poniżej znajduje się moje tłumaczenie wykładu bpa Kallistosa na język polski. Właściwy wykład trwa od 6:27 do ok 1:09:00. Nie dokonywałem redakcji tekstu, dlatego pojawiają się w nim czasem niezręczności związane z językiem mówionym. Wykład jest bardzo ciekawy, pozwala spojrzeć na dzieło Chrystusa z różnych perspektyw szczególnie interesujących dla zachodnich chrześcijan, zwłaszcza protestantów, bo i został wygłoszony na protestanckim uniwersytecie. Zapraszam do lektury i komentarzy.

***

Pozwólcie, że zacznę od pytania, które zadano mi jakiś czas temu w pociągu. Pewna osoba siedząca naprzeciwko mnie, utkwiła we mnie przeszywające spojrzenie i powiedziała: «Czy jesteś zbawiony?» Jak na to odpowiedziałem? Jak wy byście na to pytanie odpowiedzieli? Powiem wam, jaka była moja odpowiedź, ale jeszcze nie teraz, będziecie musieli poczekać do końca wykładu.

«Czy jesteś zbawiony?» Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zapytać samych siebie, co rozumiemy przez «zbawienie». Z prawosławnego punktu widzenia są cztery uwagi, które należy poczynić.

«Wielka jest tajemnica naszej religii» jest powiedziane w Listach Pasterskich (1 Tym 3:16) – «Bóg został objawiony w ciele, usprawiedliwiony w duchu, widziany przez aniołów, ogłoszony wśród pogan, uwierzono w Niego na świecie, został wzięty do góry w chwale». W równym stopniu możemy rzec: wielka jest tajemnica naszego zbawienia! Zbawienia nie powinno się dać łatwo wyjaśnić, to jest tajemnica sięgająca w oślepiający mrok Boga. Jest tak wiele rzeczy, których nie potrafimy wyrazić słowami. W tym miejscu przypomina mi się hymn, który my, prawosławni, śpiewamy każdego roku w Wielką Sobotę:

«Niechaj milczy wszelkie śmiertelne ciało
i niech stoi z bojaźnią i drżeniem»

O tej tajemnicy zbawienia – i jest to moja druga uwaga wstępna – można przynajmniej to powiedzieć słowami znowuż Listów Pasterskich, tym razem 1 Tym 2:4: «Bóg pragnie, aby każdy został zbawiony i przyszedł do poznania prawdy». Był to tekst, na który wielki nacisk kładł John Wesley, ale jest to też tekst równie podkreślany w prawosławiu. Dar zbawienia jest skierowany do każdej istoty ludzkiej bez wyjątku. Jednakże – i to jest trzecia uwaga – jednocześnie my, ludzie, możemy odmówić przyjęcia tego daru. Bóg jest wolny i tak każda osoba ludzka ukształtowana na obraz Boży jest podobnie wolna. Mówiąc słowami Sørena Kierkegaarda: «Najbardziej wstrząsającą rzeczą podarowaną ludziom jest wybór, wolność». A św. Augustyn mówi: «Bóg stworzył cię bez twojego przyzwolenia, ale nie zbawi cię bez twojej zgody». Nie możemy zostać zbawionymi bez Boga, ale Bóg nas nie zbawi bez naszej dobrowolnej zgody. Jak jest powiedziane w Homiliach św. Makarego (mających ważny wpływ na Johna Wesleya): «Wola człowieka jest niezbędnym warunkiem wstępnym, bowiem bez niego Bóg nie czyni nic». Nasze zbawienie jest efektem zbieżności – po grecku synergii1 – dwóch czynników, o nierównym znaczeniu, a mimo to obu niezbędnych: Bożej łaski i ludzkiej wolności.

Czwarta uwaga, którą chcę poczynić na początku, jest taka: dla tradycji prawosławnej zbawienie jest osobowe, ale nie rozłączne. Nie jesteśmy zbawieni sami, ale jako członki Ciała Chrystusa, Kościoła, przez udział w sakramentach Chrztu i Świętej Komunii.

Zgłębiając trochę bardziej znaczenie zbawienia, to, co znajdujemy w Piśmie i w Tradycji, to nie pojedyncza systematyczna teoria zbawienia, ale wiele obrazów, metafor i modeli. Nie wyłącznie jedną ścieżką podchodzimy do pojęcia tak wielkiej tajemnicy. A zatem znajdujemy w Biblii wiele symboli o wielkim znaczeniu i mocy, a jednak w większości nie są one wyjaśnione, mają mówić same za siebie i musimy być ostrożni, by zamienić tych obrazów i symboli w racjonalny, sylogistyczny wywód. Nie powinniśmy też oddzielać od reszty żadnego z tych obrazów czy symboli, kładąc nań wyłączny nacisk, ignorując pozostałe. Musimy równoważyć jeden obraz innym obrazem. Musimy mówić nie «albo, albo», ale «i to, i tamto», różne obrazy to nie alternatywy, potrzebujemy ich wszystkich.

To przypomina mi moje doświadczenie, gdy pierwszy raz przybyłem do USA jako student w 1959 roku. W tamtych czasach jeśli chciało się podróżować samolotem, trzeba było być bardzo bogatym, więc ja przypłynąłem statkiem, liniowcem Cunard Królowa Elżbieta, to była pięcio- lub sześciodniowa podróż. W cenie biletu zawierały się wszystkie posiłki. Byłem zupełnie zachwycony, gdy odkryłem po przyjściu do restauracji, że można tam wybrać tyle jedzenia ile się tylko chce. Nie było się ograniczonym tylko do trzech dań. Na śniadanie, jeśli się miało taką ochotę, można było wziąć i owsiankę, i płatki, i sok owocowy, i grejpfruta. A potem można było dostać i bekon z jajkami, i wędzonego śledzia – o ile oczywiście miało się na to ochotę na falujących wodach Atlantyku. Przy obiedzie moi współtowarzysze podróży okazywali wielki brak wyobraźni – wzięli sobie zupę, potem główne danie, a potem jeszcze deser. Ja dałem radę wsunąć każdego wieczora siedmiodaniowy posiłek. A więc powinniśmy uczynić podobnie z różnymi modelami zbawczego dzieła Chrystusa. Wybrać każde danie z menu Cunard. Jest pewne bezpieczeństwo w tych liczbach.

Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować słowa rumuńskiego teologa prawosławnego, Dumitru Staniloae, który mówi w tym miejscu o apofatycznej teologii Kościoła prawosławnego, teologii, która posługuje się negacjami, która mówi przede wszystkim nie o tym, czym jest Bóg, ale czym nie jest, o teologii, która podkreśla Bożą transcendencję. «Tajemnica zbawienia – mówi ojciec Staniloae – nie może zostać wyrażona inaczej, niż w formie paradoksu i dlatego prawosławie szukało zawsze sposobu, by uchronić paradoks przed próbami rozwikłania tajemnicy za pomocą serii jednostronnych, racjonalistycznych twierdzeń. Paradoksalna i apofatyczna pełnia tajemnicy zbawienia jest w sposób bardziej wierny ukazywana za pomocą symboli, niż intelektualnych definicji. Rozważać Krzyż i Zmartwychwstanie w obrazach, wyrażać je za pomocą symbolicznych i liturgicznych aktów – to naprowadzać na tę tajemnicę zbawienia w sposób bardziej rzeczywisty i bardziej egzystencjalny, niż to możliwe za pomocą teorii zadośćuczynienia Anzelma czy protestanckiej teorii kary, które nie mogą wyrazić więcej niż jeden aspekt niepojętej tajemnicy zbawienia. Takie teorie są do przyjęcia tylko pod warunkiem, że nie mają ambicji zastąpić samej tajemnicy w jej niepojętej pełni, ale by zaledwie ukazać pewien konkretny element i to we względny i doraźny sposób.»

Dzisiejszego wieczoru chciałbym przyjrzeć się razem z wami pięciu modelom Chrystusowego dzieła zbawienia i chciałbym, byście w odniesieniu do każdego z tych modeli zadali sobie cztery pytania. Pytania są następujące:

  1. Po pierwsze powinniśmy zapytać, czy dany model zakłada zmianę dokonującą się w Bogu, czy w nas? Jeśli zakłada, że to Bóg podlega zmianie, to oznacza, że na pewno coś tutaj poszło nie tak. Powinniśmy odrzucić obraz Boga Ojca jako gniewnego despoty, którego trzeba jakoś przebłagać. Niektóre teorie odkupienia wydają się sugerować, że musimy zostać uratowani raczej przed Bogiem, niż od grzechu i zła. Ale w kluczowym tekście (2 Kor 5:19), który umieściłem na górze naszego konspektu, Paweł mówi: «Bóg był w Chrystusie, jednając świat ze sobą samym», nie «jednając samego siebie ze światem». To my potrzebujemy pojednania i uzdrowienia, nie Bóg; my potrzebujemy zmiany, nie Bóg.
  2. Drugim moim pytaniem jest: czy dana teoria oddziela Chrystusa od Ojca? Jeśli Chrystus jest oddzielony od Ojca, to ponownie coś zdecydowanie poszło nie tak. Paweł mówi: «Bóg był w Chrystusie». Zbawienie to dzieło Boga w Chrystusie, powinniśmy widzieć Chrystusa w Jego służbie jako przedstawiciela Boga, nie jako Jego ofiarę, nawet jeśli potwierdzamy solidarność i zjednoczenie Chrystusa z nami poprzez Jego Wcielenie, to nie powinno mieć miejsca w taki sposób, że aż oddzielamy Go od Ojca. Jedność Trójcy musi zostać zachowana.
  3. Potem trzecie pytanie: czy model oddziela Krzyż od Wcielenia i Zmartwychwstania? Pewne teorie odkupienia są wyłącznie skoncentrowane na Krzyżu, ale Krzyż nie powinien był oderwany od tego, co miało miejsce wcześniej, Wcielenia, jak i tego, co nastąpiło potem – Zmartwychwstania. W innym wypadku ciągłość i spójność ekonomii Chrystusa zostaje zerwana. Musimy postrzegać zbawcze dzieło Chrystusa jako jedność: narodzenie, życie, cuda, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie – wszystkie razem stanowią pojedyncze i niepodzielne dzieło.
  4. I wreszcie pytanie czwarte: czy dany model zakłada obiektywne czy subiektywne rozumienie dzieła Chrystusa? Czy zbawcze dzieło Chrystusa odnosi się przede wszystkim do naszych uczuć i emocji, czy też rzeczywiście odmienia stan wszechświata? Z całą pewnością to drugie. Bóg był w Chrystusie, przemieniając naszą całkowitą sytuację. Chrystus uczynił coś dla nas, obiektywnie.

Teraz z tymi czterema pytaniami w pamięci przyjrzyjmy się pięciu modelom i to nie jest zestaw wyczerpujący.

Po pierwsze, możemy myśleć o zbawczym dziele Chrystusa w kategoriach wymiany. Kluczowym tekstem tutaj jest 2 Kor 8:9: «Chociaż był bogaty, to dla was stał się ubogi, abyście przez Jego ubóstwo mogli się wzbogacić». Bogactwa Chrystusa to Jego boska chwała, ubóstwo, które przyjął na siebie to nasz rozpaczliwy stan. Zatem Chrystus ogołaca samego siebie – w słowach Listu do Filipian 2 – ogołaca samego siebie ze swej boskiej chwały, staje się posłuszny do śmierci, i to śmierci krzyżowej, w pełni wkracza w nasz rozpaczliwy stan, przyjmuje całe nasze zniszczenie w siebie samego, a przez przyjęcie go, uzdrawia je. Wymiana darów. Udział. Chrystus ma udział w tym, czym my jesteśmy, abyśmy my mogli mieć udział w tym, czym On jest.

To jest wielki motyw w pismach Ojców. Św. Ireneusz mówi: «W swej niezmierzonej miłości stał się tym, czym my jesteśmy, abyśmy mogli stać się tym, czym On jest». A św. Atanazy stwierdza tak, choć bardziej zwięźle: «On stał się człowiekiem, abyśmy my mogli stać się Bogiem». Oczywiście, Atanazy nie ma na myśli, że stajemy się dosłownie według natury Bogiem, nie stajemy się w zbawieniu dodatkowymi osobami Świętej Trójcy. Ale to, co ma na myśli, mówiąc o zbawieniu jako o przebóstwieniu (gr. theosis2), to to że zbawienie to nie jest tylko zmiana naszego prawnego statusu, to nie tylko kwestia przypisanej sprawiedliwości. Zbawienie oznacza kompletną przemianę naszej stworzonej natury tak, że jesteśmy przesiąknięci i odmienieni przez odwieczne Boże życie. Stajemy się, jak jest powiedziane w Drugim Liście Piotra, «uczestnikami boskiej natury».

Za tym modelem zbawienia, który na wiele sposobów jest najbardziej fundamentalnym w Kościele prawosławnym, stoją dwie zasady. Po pierwsze, tylko Bóg może zbawić, zbawienie jest boskim aktem. Prorok nie może być zbawicielem świata, śmierć zwykłego człowieka nie może zniszczyć śmierci. To Bóg musi umrzeć za nas na krzyżu. Zatem jeśli Chrystus ma być naszym zbawicielem, musi być on prawdziwym Bogiem. Ale oprócz tego istnieje druga zasada zbawienia – Boże zbawienie musi dosięgnąć głębi ludzkiej potrzeby. Tylko jeśli Chrystus, boski Zbawiciel jest prawdziwie człowiekiem tak, jak wy i ja jesteśmy ludźmi, tylko wtedy my ludzie mamy udział w tym, co On uczynił dla nas. Zatem jeśli Chrystus ma być naszym zbawcą, musi być prawdziwym człowiekiem. Jest to przedstawione w Liście do Hebrajczyków 4:15, jednym z najważniejszych chrystologicznych tekstów w całym Nowym Testamencie: «Nie mamy arcykapłana, którego nie może dotknąć odczucie naszych słabości – albo jak też może to być oddane – który nie może współczuć z naszymi słabościami, ale takiego, który był próbowany we wszystkim tak, jak i my jesteśmy, z wyjątkiem zgrzeszenia». Takie są więc implikacje modelu współudziału lub inaczej wymiany.

Jeśli uczynimy Chrystusa kimś mniej niż Bogiem, mniej niż człowiekiem, to podważamy cały wzór zbawienia. Chrystus, nasz Zbawiciel nie jest pół na pół, 50 na 50, ale jest w 100 procentach Bogiem i w 100 procentach człowiekiem. Odnieśmy teraz ten model wymiany do naszych czerech pytań. Czy model zakłada zmianę w Bogu czy w nas? Na pierwszy rzut oka zdaje się, że mówimy tutaj o zmianie w Bogu: druga Osoba Trójcy, boski Logos, który od wieczności jest prawdziwym Bogiem z prawdziwego Boga, równy Ojcu, w pewnym momencie staje się człowiekiem, rodzi się na ziemi. Ale nie jest to naprawdę zmiana w Bogu. Bóg jest miłością i Wcielenie jest najwyższym wyrazem Bożej miłości do nas. Ja jest powiedziane w Ewangelii Jana 3:16: «Bóg tak umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna». Tak więc Bóg stając się człowiekiem pozostaje wierny samemu sobie.

W tej teorii, po drugie, Bóg nie jest oddzielony od Chrystusa. Przeciwnie – ten model zakłada, że Chrystus jest Bogiem. Po trzecie, Krzyż nie jest wyizolowany. W istocie wielkie znaczenie jest tutaj przypisane Wcieleniu jako zbawczemu aktowi. Ale Krzyż pozostaje centralnym punktem. W tym modelu Bóg nie tylko ma udział w całej pełni ludzkiego życia, ale również ma udział w pełni ludzkiej śmierci. Krzyż oznacza, że do ostatecznego możliwego stopnia Chrystus uczestniczy w całej naszej udręce, cierpieniu i wyobcowaniu. To jest dla mnie być może najbardziej owocny z modeli, ale przyjrzyjmy się jeszcze kilku innym.

W drugiej kolejności w Piśmie zbawcze dzieło Chrystusa jest czasem rozumiane jako dzieło okupu. «Syn Człowieczy – mówi Chrystus w Ewangelii Marka 10:45 – przyszedł nie po to, aby mu służono, ale by służyć i aby dać swoje życie na okup za wielu». Podstawowym elementem tej metafory jest wolność: wcześniej byliśmy zniewoleni przez grzech, teraz jesteśmy wyzwoleni. Jak mówi Paweł w Liście do Galatów 5:1: «Chrystus wyzwolił nas». Ale ten akt wyzwolenia jest niesamowicie kosztowny! Okup, który Chrystus płaci za nas to samo Jego życie oddane na Krzyżu. Na ile to spełnia wymagania naszych czterech pytań?

Po pierwsze, co jasne, zmiana ma miejsce w nas. W porządku. Po drugie, Chrystus nie jest oddzielony od Ojca, bowiem płacąc okup działa w imię Boga, chociaż dla nas. Trzeci punkt jest mniej wyraźny – teorie okupu mają tendencję do bycia bardzo skoncentrowanymi na Krzyżu, ale tak nie musi być. I po czwarte, okup dokonuje obiektywnej zmiany naszego stanu. Jak na razie wszystko w porządku. Ale nie naciągajmy tej metafory za mocno! Nie powinniśmy zadawać pytania, komu okup jest uiszczany. Nowy Testament de facto nie zadaje tego pytania. W konsekwencji jednak wielu chrześcijan to właśnie czyniło, często z opłakanymi skutkami. Jeśli powie się, że okup jest zapłacony Bogu Ojcu, wtedy wprowadza się obraz zagniewanego ojca, którego trzeba uprosić, mściwego i karzącego, i ten właśnie obraz odepchnął niezliczone rzesze ludzi od chrześcijaństwa na przestrzeni ostatnich stu lat. Na pewno musimy unikać oddzielania Syna i Ojca w ten sposób. Bez wątpienia Bóg wybacza nam darmo, nie wymaga żadnej zapłaty. Ale wtedy czy należy powiedzieć, że okup jest płacony diabłu? Chrześcijanie często twierdzili coś takiego i wymyślono całą teorię na temat tego, jak diabeł został oszukany. Np. św. Augustyn posługuje się metaforą pułapki na myszy: diabeł jest myszą, serem jest człowieczeństwo Chrystusa, pułapka to Jego bóstwo. Demoniczna mysz widzi ser, zakrada się i zaczyna go jeść, i wtedy boska pułapka zatrzaskuje się na niej, i jest złapana. Śmiejecie się z tego i całkiem możliwe, że św. Augustyn zamyślał to jako żart, ale inni ludzie wzięli tego rodzaju wyobrażenie na poważnie. Jednak Grzegorz z Nazjanzu, Grzegorz Teolog, odrzuca tego rodzaju wyobrażenie jako niegodne Boga – Bóg nie posługuje się podstępem. Diabeł nie ma żadnych praw. Zatem centralną ideą teorii okupu nie jest transakcja handlowa, ale idea wyzwolenia. Nie pytaj, kto otrzymuje zapłatę, pozostań przy podstawowym znaczeniu: Chrystus nas wyzwolił.

Zatem dochodzimy do naszego trzeciego obrazu: ofiary. Dzisiaj dla nas jest to trudna idea, straciliśmy w dużej mierze zrozumienie tego, co oznacza ofiara. Ale w starożytności hebrajskiej, greckiej czy rzymskiej ofiara była wszechobecna, była przyjmowana jako coś oczywistego, chociaż zazwyczaj nie tłumaczono jej. Ani w Biblii, ani w tradycji klasycznej nie znajdziemy pojedynczej teorii tego, co ofiara oznacza. W Starym Testamencie jest wiele rodzajów ofiar. Paschalny baranek, w przypadku którego ofiara była spożywana. Ofiara za grzechy w Dniu Pojednania, kiedy ofiara nie była spożywana, ale kropiono krwią lud. Ofiara z kozła w Księdze Kapłańskiej 16, przy której kozioł jest wypędzany na pustynię, niosąc grzechy ludu, ofiara dla szatana. Wszystkie te sposoby rozumienia ofiary można znaleźć odniesione do Chrystusa. «Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata» – baranek paschalny. «Chrystus nasza Pascha został złożony w ofierze za nas» – znowu baranek paschalny. «On jest przebłaganiem – gr. hilasmos3 – za nasze grzechy» – to idea ofiary za grzechy w Dniu Pojednania.

Jeśli mamy poprawnie zrozumieć ofiarę, musimy zauważyć, że rzeczywistą ideą tutaj nie jest śmierć ofiary, prawdziwą istotą jest tutaj ofiarowanie, podarowanie życia ofiary Bogu. Gdy ofiara była zabijana, wylewano krew, co oznaczało, że życie ofiary było ofiarowywane Bogu. Gdy ofiara była palona jak w ofierze całopalnej i dym wznosił się do nieba, ofiara wstępowała do Boga. Mamy to samo poczucie w Kościele prawosławnym, gdy ofiarowujemy kadzidło i dym wznoszący się z kadzidła jest postrzegany jako ofiarowany Bogu. Zatem istotą ofiary jest dar. Ofiarować oznacza podarować, przede wszystkim oddać siebie samego. Toteż ofiara zakłada ideę miłości. I jeśli ofiara nie jest złożona dobrowolnie i z miłości, to nie jest to tak naprawdę w ogóle ofiara. To, co jest mi odebrane siłą i przemocą, wbrew woli, nie jest ofiarą. I kiedy rzeczy są mi odbierane wbrew mojej woli, jestem poszkodowany, ponoszę stratę. Ale jeśli składam ofiarę dobrowolnie, chętnie, nie ponoszę straty – wzbogacam się. Jak mówi C.S. Lewis: «Nic z tego, czego nie oddałeś, nie będzie nigdy naprawdę twoje własne». Zatem śmierć Chrystusa jest ofiarą, ponieważ oddaje On swoje życie za nas z miłości, dobrowolnie. «Nikt mi nie odbiera życia – mówi – ja sam je oddaję».

Myślę, że to wszystko odpowiada na nasze pytania. Chrystus składając ofiarę nie zmienia Boga, ale odmienia naszą sytuację. Ofiara Chrystusa posiada moc i jest skuteczna, ponieważ to jest ofiara Boga – Chrystus jest Bogiem. To nie po prostu ludzka ofiara, ale boska ofiara. Ofiara ta nie jest ograniczona – przechodząc do naszego trzeciego pytania – do Krzyża, ponieważ nie jest ona ograniczona tylko do śmierci. Całe życie Chrystusa to dobrowolne samoofiarowanie Boga, całość życia Chrystusa jest ofiarą. Wcieleniu jest już ofiarą. Znajdujemy kilka wariantów motywu ofiary. Dla przykładu teoria zadośćuczynienia św. Anzelma – i mój cytat z ojca Dumitru Staniloae zasugerował już, że prawosławni nie lubią szczególnie tej teorii. Teoria brzmi tak, że śmierć Chrystus jest aktem wynagrodzenia, czyni zadość urażonemu honorowi Ojca, mamy tutaj feudalne tło. Ale z pewnością Bóg nie jest feudalnym władcą, którego w ten sposób trzeba przebłagiwać za pomocą ofiary Jego Syna. I w istocie idea śmierci Chrystusa jako zadość czyniącej nie jest obecna u Ojców Greckich, ani jak sądzę u wcześniejszych Ojców Łacińskich, to średniowieczny dodatek. I oddziela Syna od Ojca, więc nie może to być słuszne.

Jednakże jest inny wariant, który ma większe znaczenie: idea zastępstwa, to że Chrystus umiera jako ofiara, jest złożony w ofierze zamiast nas. To akurat jest z pewnością biblijne. Jak jest powiedziane u proroka Izajasza w Pieśniach o Słudze, o Cierpiącym Słudze – i to jest odniesione do Chrystusa w Nowym Testamencie – Księga Izajasza 53:5: «Został zraniony za nasze występki i starty za nasze nieprawości. Na niego spadła kara, która nas uzdrowiła, a przez jego sińce jesteśmy uleczeni». Jest tutaj więc jasna idea zastępstwa. I to pojawia się ponownie w Drugim Liście do Koryntian 5:21: «Dla nas Bóg uczynił grzechem Tego, który nie znał grzechu, abyśmy w Nim mogli się stać sprawiedliwością Boga». Św. Atanazy stosuje względem Chrystusa słowo antipsychon4 oznaczające «Tego, który kładzie swoje życie za nas». Ale jeśli pragniemy rozwinąć tę teorię zastępstwa – i z pewnością jest na to miejsce w prawosławiu – musimy uważać, by nie oddzielać Chrystusa od Ojca, nie popadać wyobrażenia rozgniewanego ojca.

Kiedy byłem studentem Oksfordu miałem okazję słuchać przemowy znanego i szanowanego ewangelikalnego kaznodziei, samego Billy’ego Grahama i byłem pod wielkim wrażeniem jego przesłania, byłem przekonany, że naucza prawdziwej i pełnej wiary chrześcijańskiej. Generalnie protestanccy misjonarze nie są mile widziani w Rosji, ale Billy Graham był zawsze wyjątkiem. Gdy przybywał do Rosji, dzwonił wtedy do patriarchy w Moskwie i otrzymywał błogosławieństwo dla swojego głoszenia. Powiedział jednak wtedy pewną rzecz, która utkwiła mi w pamięci i która nie wzbudziła mojej sympatii. Powiedział: «W chwili, w której Chrystus umarł na Krzyżu, błyskawica Bożego gniewu uderzyła w Niego zamiast w ciebie». Pomyślałem, że nie jest to najlepszy sposób na wyrażenie teorii zastępstwa.

Jest jednak pewna istotna prawda zawarta w teorii zastępstwa, w tym, że Chrystus umarł za nas. Podkreśla ona, że Chrystus uczynił dla nas coś, czego nie mogliśmy uczynić sami dla siebie. Nie mogliśmy sami odnaleźć drogi z powrotem do Boga, więc Bóg zstąpił na ziemię i umarł za nas. Jestem zapalonym czytelnikiem opowieści o duchach M.R. Jamesa i wśród nich jest jedna historia nazwana «Opowieść o szkole». Chłopcy w szkole uczą się łaciny tak, jak to miało miejsce w minionych pokoleniach, i poznają zdania warunkowe, zdania zaczynające się od «jeśli», i tutaj zasady są nadzwyczajnie skomplikowane. Nauczyciel każe chłopcom, by każdy z nich napisał po łacinie zdanie, zdanie warunkowe wymyślone samodzielnie. Wszyscy piszą, oddają potem kartki. Nauczyciel sięga po pierwszą kartkę. Robi się blady i z przerażeniem na twarzy wybiega z klasy. Chłopcy zastanawiają się, kto mógł popełnić aż tak okropny błąd gramatyczny, żeby miało to taki skutek dla ich nauczyciela. Podchodzą więc do jego biurka, patrzą na kartkę na wierzchu i widzą charakter pisma, który nie należy do żadnego z chłopców. Tekst na kartce brzmi: «Jeśli nie przyjdziesz do mnie, ja przyjdę do ciebie». Cóż, nie opowiem wam reszty tej historii, o tym czego nauczyciel się tak wystraszył, że przyjdzie do niego i co się stało, gdy to coś w rzeczywistości przyszło. Poczytajcie sobie. Ale! Odnieśmy to do dzieła Chrystusa – my nie mogliśmy przyjść do Boga, więc Chrystus przyszedł do nas. Nie mogliśmy zbawić samych siebie, więc Chrystus by nas zbawić umarł za nas. Jednakże prawdopodobnie nie zamiast nas, ponieważ musimy się utożsamić ze zbawczym aktem Chrystusa.

Pozwólcie, że przejdę do moich dwóch ostatnich obrazów. Zwycięstwo, tzw. teoria dramatyczna. Jest ona bardzo popularna w prawosławiu. Mamy w tym przypadku myśleć w kategoriach kosmicznej bitwy. Chrystus Zwycięzca odnosi tryumf nad siłami diabła, grzechu i zła. Możemy odnaleźć w Nowym Testamencie podstawy dla tego rozumienia w ostatnim okrzyku Chrystusa na Krzyżu w Ewangelii św. Jana: «Tetelestai! Wykonało się!» To nie jest okrzyk rezygnacji i rozpaczy, Chrystus nie mówi: «Już po wszystkim, nic więcej nie da się zrobić». To okrzyk zwycięstwa: «Zostało dokonane! Spełniło się!» Paweł posługuje się tym obrazem, gdy mówi: «Bóg rozrobił władze i zwierzchności i wystawił je na pokaz odnosząc tryumf nad nimi poprzez Krzyż». I znowu mówi: «Gdy wstąpił na wysokości, wziął samą niewolę w niewolę». Każdy, kto miał okazję być na prawosławnym nabożeństwie paschalnym o północy, przypomni sobie zapewne jak silnie obecne jest wtedy poczucie zwycięstwa. «Chrystus powstał z martwych – mówimy – śmiercią podeptał śmierć!» I to jest również zdecydowanie idea obecna na Zachodzie – paschalna sekwencja w liturgii zachodniej zawiera te słowa: «Śmierć i życie starły się w tym wstrząsającym boju, Książe Życia, który umarł, króluje nieśmiertelny!» Zatem to podejście do odkupienia podkreśla Krzyż, ale również bardzo mocno Zmartwychwstanie, które nie mają być postrzegane jako dwa oddzielne wydarzenia, ale jako pojedynczy dramat i niepodzielne dzieło. Ponieważ Chrystus powstał z martwych, nie musimy obawiać się żadnej mrocznej rzeczy we wszechświecie albo w nas samych.

W początkach prześladowań chrześcijaństwa w Rosji ateistyczny wykładowca przyjechał, by przemawiać w pewnej wiosce i wszyscy ludzie zgromadzili się, by go posłuchać. Mówił przez długi czas wyjaśniając, że religia jest w całości kłamstwem i oszustwem, że wszystko to jest nonsens oraz że komunizm nadszedł, by ich wyzwolić z tego złudzenia. Po wszystkim z końca Sali podniósł rękę ksiądz z lokalnej parafii i powiedział: «Czy mogę coś powiedzieć?» Wykładowca wyczuł w tym trudność, ale nie chciał mu odmawiać powiedzenia czegokolwiek, więc odrzekł: «Tak, ale musisz się bardzo streścić, dam ci tylko jedną minutę». Na co ksiądz rzekł: «O, na pewno nie będę potrzebował aż tyle czasu». Wyszedł na przód i powiedział po prostu do całego zgromadzenia paschalne pozdrowienie: «Chrystus zmartwychwstał!» I wszyscy zgromadzeni ludzie odpowiedzieli razem: «Naprawdę zmartwychwstał!» «Dziękuję – zwrócił się ksiądz do ateistycznego wykładowcy – to wszystko, co chciałem powiedzieć».

Zatem w tym obrazie zwycięstwa zmiana zachodzi zdecydowanie w nas, Chrystus i Ojciec są ściśle połączeni, zwycięstwo Chrystusa jest naszym zwycięstwem, śmierć na Krzyżu jest bezpośrednio połączona ze Zmartwychwstaniem i Wniebowstąpieniem i jest to obiektywne. Ale ma to pewną wadę – dla wielu dzisiejszych wierzących wyobrażenie to jest zbyt militarne. Wydaje się, że zbawcze dzieło Chrystusa postrzegane jest w kategoriach przemocy, przymuszającej siły, jednak możemy zdemitologizować ten obraz. Zwycięstwo Krzyża to nie zwycięstwo przemocy, nie militarnej potęgi, ale cierpiącej miłości. Chrystusowe zwycięstwo to kenotyczne zwycięstwo, zwycięstwo ogołocenia samego siebie, zwycięstwo słabości i bezbronności. W poruszających słowach św. Efrem Syryjczyk nazywa Chrystusa «Potężnym, który przywdział bezbronność». Zwycięstwo Chrystusa więc dokonuje się poprzez odmowę wobec użycia siły i przemocy. Jak mówi Grzegorz z Nyssy: «Jego zstąpienie do naszego uniżenia jest najwyższym wyrazem jego potęgi». Bóg nigdy nie jest tak potężny, jak wtedy gdy jest tak słaby. Pokorna, współczująca miłość to najpotężniejsza rzecz we wszechświecie. Jak mówi Karl Barth: «Bóg chrześcijaństwa jest wystarczająco wielki, by być pokornym».

Teraz przechodzę do mojego piątego i ostatniego przykładu. Jestem świadom, że mówię już dość długo. Kiedy na początku zacząłem wykładać, bałem się, że urwę w połowie, bo nie będę miał już nic więcej do powiedzenia. Co ciekawe nigdy coś takiego nie miało w rzeczywistości miejsca. Ale w przeddzień mojego pierwszego wykładu na uniwersytecie inny również świeżo upieczony wykładowca miał bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Przygotował coś, co miało trwać godzinę, ale przez swoje zdenerwowanie wygłosił to tak szybko, że skończył po 20 minutach. Cóż, w tej sytuacji powinien zacząć od początku, ponieważ nikt nic nie zrozumiał. Ale zamiast tego podniósł wzrok na słuchaczy i rzekł: «Przepraszam, ale to wszystko, co mam do powiedzenia», po czym ruszył do wyjścia. Jednak w swoim skrajnym zdenerwowaniu zamiast skierować się do wyjścia, wpakował się do schowka na miotły. W bardzo upokarzający sposób musiał być wyciągany stamtąd przez jego słuchaczy. Dlatego ostrożnie przyglądałem się, gdzie tutaj może być schowek na miotły na wypadek, gdybym musiał pilnie wyjść.

Pozwólcie, że przejdę do naszego piątego przykładu. Jest on wiązany w szczególności z Abelardem. To idea życia i śmierci Chrystusa jako najwyższego wyrazu miłości w działaniu. «Miłość – powiedział Abelard – jest głęboko pociągająca, więc miłość, która Chrystusa zajaśniała w jego życiu i śmierci, wywołuje miłosną odpowiedź w nas». Jak mówimy w pieśni: «Jak wielce, wielce umiłował On i my Jego umiłować musimy też». A u św. Jana Jezus mówi: «Gdy zostanę podniesiony z ziemi, pociągnę wszystkich do siebie». Zwróćmy uwagę na to, jak wielką zaletę ma ten piąty model dla dzisiejszych chrześcijan. Kompletnie oddala się od obrazu Boga Ojca jako zazdrosnego, mściwego, żądnego krwi. W równym stopniu odsuwa się od legalistycznych kategorii takich jak zadośćuczynienie. Odsuwa się od militarystycznych wyobrażeń. Interpretuje Boga i Jego zbawienie w kategoriach miłości, ale czy odpowiada na nasze czwarte pytanie? Z pewnością ten piąty model, który traktuje Krzyż jako najwyższy przykład miłości, jest subiektywny, nie obiektywny. Jeśli Chrystus tylko dał nam przykład, wtedy nie uczynił nic, przez co rzeczywiście odmieniłby nasza sytuację. Jesteśmy zdani na siebie samych, by naśladować jego przykład mocą własnych wysiłków. W efekcie musimy zbawić samych siebie, a to jest pelagianizm.

Pozwólcie, że podam przykład z życia szkockiego wodza Roberta Bruce’a, który walczył z Anglikami i wielokrotnie został pokonany. W przygnębieniu siedząc w samotności myślał, że musi się poddać. Wtedy spojrzał i zobaczył pająka zwisającego z pajęczyny, który próbował wspiąć się z powrotem, ale ciągle spadał. Mimo to nie przestawał usiłować wspiąć się na górę, chociaż spadał nieustannie. I w końcu udało mu się wrócić na pajęczynę. «Cóż – rzekł Robert Bruce – jeśli pająk może to uczynić, być może ja też mogę». Wyruszył wtedy i pokonał Anglików. Ale czy Chrystus nie zrobił nic więcej dla nas, niż pająk dla Roberta Bruce’a? Moja odpowiedź jest taka, że ta krytyka całkowicie błędnie pojmuje zakres i dynamikę miłości.

Miłość jest twórcza, to nie jest tylko subiektywne uczucie. To obiektywna moc we wszechświecie. Kochając innych ludzi, zmieniamy ich, zmieniamy świat, w którym żyją. To samo jest prawdą w odniesieniu do nienawiści. Miłość uzdalnia, nienawiść pozbawia możliwości. Miłość drugiej osoby wobec mnie wlewa we mnie przemieniającą siłę, moc. I to jest bardzo prawdziwe w przypadku rodziców i dzieci. Jeśli miłość ojca lub matki ma tak dalekosiężne skutki dla przyszłości dziecka, o ileż bardziej miłość Boga dla nas. Chociaż tutaj rozróżnienie na subiektywne i obiektywne w rzeczywistości się rozmywa.

Być może możemy połączyć model czwarty i piąty, by otrzymać w tym punkcie efektywną teorię odkupienia. Zwycięstwo Chrystusa to zwycięstwo cierpiącej miłości, bezbronnego współczucia, zdemilitaryzowanej siły. A potem przejmujemy model piąty w obiektywnym sensie: miłość jest twórcza i przemieniająca. Dokładnie dlatego zwycięstwo Chrystusa darowuje nam wolność. W słowach Pieśni nad Pieśniami: «Miłość jest silna jak śmierć, wielość wód nie zdoła zgasić miłości». A poetka Edith Sitwell powiada: «Miłość nie doznaje zmiany za sprawą śmierci i nic nie jest stracone, i wszystko w końcu jest żniwem».

W tym punkcie pozostawiam wam moje pięć modeli. Jednak wciąż mam do spełnienia pewną obietnicę. Św. Paweł mówi w Pierwszy Liście do Koryntian 9:27, że obawia się, aby po głoszeniu innym, sam nie został odrzucony. Zatem na długo po swoim doświadczeniu nawrócenia pod Damaszkiem, obawiał się, że może odpaść od wiary. Zbawcze dzieło Chrystusa to fakt dokonany, Jego zwycięstwo jest spełnione. Ale moje uczestnictwo w tym zbawczym dziele i tym zwycięstwie nie jest jeszcze wypełnione. Zachowuję wolną wolę, a z nią możliwość odstąpienia. Św. Antoni z Egiptu, ojciec monastycyzmu, powiedział: «Oczekuj kuszenia aż do swego ostatniego tchu». Jestem w drodze, to prawda, ale ta droga się jeszcze nie skończyła. A więc, czy powinienem był odpowiedzieć: «Nie, nie jestem zbawiony»? Wtedy by pewnie zapytał, co w takim razie wyprawiam łażąc dookoła przebrany za duchownego. I czyż nie byłoby to zaprzeczenie łasce, którą otrzymałem od Chrystusa, mojego Zbawiciela? Cóż, może zatem powinienem był odpowiedzieć: «Nie wiem»? Ale czy nie zabrzmiałoby to marnie? Dlatego postanowiłem odpowiedzieć w czasie teraźniejszym, ale teraźniejszym ciągłym: «Ufam, że przez łaskę Bożą jestem zbawiany». To jeszcze nie skończone, zbawienie to proces trwający całe życie, ale mogę przynajmniej powiedzieć, że ufam, iż przez Bożą litość i miłosierdzie jestem zbawiany. Jednak aż do bram śmierci muszę kontynuować moje pokajanie.

Jest taka historia opowiadana o jednym z wielkich Ojców Pustyni, Abbie Sisoesie. Był już na łożu śmierci i w minionych wiekach śmierć była wydarzeniem publicznym, mnóstwo ludzie stało dookoła patrząc, jak umierasz. Było więc wielu jego uczniów wokół niego, gdy on zaczął rozmawiać z kimś. I oni pytają: «Z kim rozmawiasz, ojcze?» A on na to: «Rozmawiam z aniołami, proszę ich, by dali mi więcej czasu». «Dlaczego?» – zapytali jego uczniowie. «Proszę ich, by dali mi – odpowiedział – więcej czasu, bym mógł się pokajać». Uczniowie odrzekli: «Ty jesteś święty, wszyscy o tym wiemy, nie musisz się kajać». A on odpowiedział na to: «Zaiste, nie potrafię nawet po sobie stwierdzić, że choćby zacząłem się kajać». Wtedy jego twarz się rozjaśniła i mówi: «Pan przybył!» I umarł pośród wielkiego blasku jaśniejącego z jego twarzy. Taka jest moja nadzieja, abym mógł umrzeć jak Abba Sisoes. Dziękuję.