55 wskazówek o. Thomasa Hopko dla chrześcijańskiego życia

Na znakomitym serwisie Ancient Faith Radio o. Thomas Hopko, znany amerykański duszpasterz i były dziekan Seminarium Św. Włodzimierza, ma swój podcast, a na tym podcaście wspaniałe audycje. Wśród nich znajduje się nagranie Wielki Post – Dziesięcina roku (Lent – The Tithe of the Year), w którym o. Hopko opowiadając o postnym przygotowaniu do Paschy, przedstawia 55 rad dla chrześcijańskiego życia, o które został poproszony. Ponieważ rady te cieszą się niegasnącą popularnością i rzeczywiście wypływają z wieloletniego doświadczenia duchowego życia i jego zmagań, postanowiłem przetłumaczyć je na polski, by udostępnić je polskim czytelnikom. Dla znających j. angielski polecam inne audycje, artykuły i wykłady o. Hopko, tymczasem zaś zapraszam do lektury 55 wskazówek dla chrześcijańskiego życia:

  1. Bądź zawsze z Chrystusem. Ufaj Bogu we wszystkim. Nigdy nie zapominaj o Bogu.
  2. Módl się, jak potrafisz, nie jak myślisz, że musisz. Módl się tak, jak Bóg skłania cię do modlitwy, nie jak byś chciał, ale jak Bóg daje. A dla chrześcijanina oznacza to: w swoim sercu, w swoim pokoju, w swoim Kościele.
  3. Miej regułę modlitwy, którą możesz zachować i którą będziesz wypełniać z dyscypliną. Nie możesz się po prostu modlić, jak ci się podoba. Musisz się modlić z dyscypliną, mieć pory dnia, w których będziesz wspominał Boga i odmawiał swoje modlitwy.
  4. Odmawiaj Modlitwę Pańską kilka razy na dzień – gdy wsiadasz do samochodu lub idziesz do biura albo do klasy, albo przed zjedzeniem posiłku, gdy budzisz się rano, gdy kładziesz się spać. Po prostu odmawiaj Modlitwę Pańską. Jest to modlitwa, którą przekazał Pan, modlitwa krótka, ale zawiera wszystko, o co człowiek potrzebuje się modlić, jeśli Chrystus został ukrzyżowany, wzbudzony z martwych i uwielbiony.
  5. Znajdź krótką modlitwę, którą możesz nieustannie powtarzać, gdy twój umysł nie jest zajęty czymś innym. Tą krótką modlitwą może być po prostu „Panie, zmiłuj się” albo „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się.” Można po prostu mówić „Jezu.” Można mówić „Boże”, ale ma to być po prostu jakaś krótka modlitwa, która wypełnia umysł, gdy nie jest zajęty, by utrzymywać pamięć o Bogu w swoim życiu, w swoim sercu.
  6. Jako prawosławni moglibyśmy powiedzieć: rób prostracje, gdy się modlisz. Klękaj. Pochylaj się. Kłaniaj się. Używaj swego ciała. Jak mówi św. Efrem: „Jeśli twoje ciało się nie modli, gdy się modlisz, nie modlisz się tak naprawdę.” Modlitwa to nie tylko czynność umysłu i serca. To działanie całej osoby.
  7. Jedz dobre rzeczy z umiarem.
  8. Pość w dni postne i oczywiście w czasie Wielkiego Postu. Jednak jedz dobre rzeczy, nie takie, które mogą wyrządzić ci szkodę oraz jedz z umiarem, a gdy pościsz, pość w ukryciu.
  9. Ćwicz wyciszenie, wewnętrzne i zewnętrzne. Zwyczajnie siedź przez kilka minut dziennie w ciszy. Wyłącz wszystkie urządzenia. Otwórz się na Boga. Nie myśl o niczym. Obserwuj myśli, które się pojawiają i zwracaj je ku Bogu.
  10. Dokonuj aktów miłosierdzia w ukryciu. Po prostu czyń jakieś dobre rzeczy, o których nikt nie wie.
  11. Uczęszczaj regularnie na liturgiczne nabożeństwa. Chodź do kościoła. Stój tam. Słuchaj. Módl się. Nie zwracaj uwagi na ludzi – oczywiście bądź świadom ich obecności, ale bądź tam dla samego nabożeństwa.
  12. Przystępuj regularnie do Spowiedzi i Komunii Świętej. Bierz udział w życiu sakramentalnym Kościoła.
  13. Nie poddawaj się nachalnym myślom i uczuciom. Gdy nachodzą cię różne uczucia, gdy jakieś myśli cię nachodzą, nie zajmuj się nimi. Jeśli je przyjmiesz, one będą mieć cię w garści i będziesz grzeszyć. Musisz więc je uciąć, już na samym początku.
  14. Wyjawiaj wszystkie swoje myśli i uczucia regularnie jakiejś zaufanej osobie. Zazwyczaj będzie to duszpasterz lub ojciec albo matka duchowa, starzec. Jednak każdy człowiek, każdy chrześcijanin musi mieć kogoś, kto wie o nim wszystko, abyśmy mogli mu regularnie zdawać sprawę z tego, co dzieje się w naszym życiu.
  15. Regularnie czytaj Pismo Święte – nie czytaj go, by walczyć z innymi, ani by chwalić się zdolnością cytowania, ale czytaj je jako paliwo, jako pokarm. Ponieważ jeśli nie czytamy Pisma regularnie, umieramy. To jest jakby próbować żyć bez jedzenia albo jeździć samochodem bez nalania paliwa.
  16. Czytuj dobre książki, po trochu naraz. Nie pochłaniaj ich od razu. Nie czytaj ich po to, by móc powiedzieć „Przeczytałem ją”. Czytaj książki wolno. Czasami czytaj tą samą książkę dwa lub trzy razy – próbując wprowadzić w czyn to, o czym ona mówi.
  17. Pielęgnuj wspólnotę ze Świętymi. Dowiaduj się, kim byli święci ludzie w chrześcijańskiej historii. Dowiaduj się kim byli ci, którzy nauczali, którzy cierpieli, którzy umierali, którzy żyli chrześcijańskim życiem. I naśladuj ich. Jak rzekł św. Jan Klimak: „Kto nie naśladuje Świętych, jest głupcem, ale również głupcem byłby ktoś, kto by usiłował naśladować jakąś osobę w szczegółach jej życia.” Tego nie możesz uczynić, ale musimy uczyć się od świętych ludzi.
  18. Bądź zwyczajną osobą. Bądź jednym z ludzkiego rodu. Nigdy nie mów: „Dziękuję Ci, Boże, że nie jestem jak inni ludzie.” Staraj się być jak inni jak to tylko możliwe. Bądź zwyczajny. Jak rzekł rosyjski pisarz Czechow: „Wszystko poza tym, co zwyczajne, jest od Diabła.”
  19. Bądź uprzejmy względem wszystkich – przede wszystkim względem członków swojej własnej rodziny. Czasami wydaje nam się, że możemy być aroganccy w stosunku do członków własnej rodziny, ale mili dla ludzi z zewnątrz. Nie – musimy zacząć od życzliwości wobec tych, którzy są najbliżej nas.
  20. Zachowaj czystość i porządek w swoim domu. Bóg nie mieszka w bałaganie albo w brudzie i nieporządku. Oczywiście nie musimy być fanatykami zachowywania pedantycznej czystości, ale powinniśmy utrzymywać mądry porządek, przynajmniej w niektórych częściach domu, w których żyjemy, jadamy i zwłaszcza tam, gdzie się modlimy.
  21. Posiadaj zdrowe hobby. Znajdź sobie coś, przy czym będziesz ćwiczył swój mózg dla samej radości z tego płynącej.
  22. Ćwicz regularnie, musisz się ruszać.
  23. Przeżywaj dzień, lub nawet część dnia, naraz. Nie żyj w przeszłości, nie żyj jutrem. Św. Benedykt powiedział: „Rób to, co robisz. Bądź obecny tam, gdzie jesteś.” Co Bóg chce, abym robił właśnie teraz – nie wieczorem, nie jutro rano, nie wczoraj, ale właśnie teraz?
  24. Bądź zupełnie szczery – przede wszystkim z samym sobą. Największym grzechem jest kłamstwo, a największym kłamstwem jest kłamstwo dotyczące Boga i kłamstwo o mnie i Bogu. Bądź kompletnie szczery.
  25. Bądź wierny w małych rzeczach. Jezus to powiedział: „Kto jest wierny w małym, odziedziczy wiele i zostanie postawiony nad wieloma. A ci, którzy nie są wierni w małym, tracą to małe, które posiadają.” W Ewangelii św. Łukasza Pan nawet powiedział: „tracą to małe, które sądzą, że posiadają.” Wierność w małych, zwykłych sprawach.
  26. Wykonaj swoją pracę, a potem zapomnij o niej. Nie bierz jej wszędzie ze sobą. Bądź kompletnie skupiony na tym, co robisz, ale nie noś tego ze sobą w swoim umyśle. Skupiaj swój umysł na tym, co robisz w obecnej chwili.
  27. Rób trudne i bolesne rzeczy w pierwszej kolejności. Mamy zwyczaj robić najpierw proste rzeczy, rzeczy które lubimy, i odkładać te, których nie lubimy. Powinniśmy próbować odwrócić to i robić najtrudniejsze i nudne rzeczy najpierw.
  28. Mierz się z rzeczywistością. Nie żyj fantazją. Jest takie rosyjskie powiedzenie: „Bóg jest wszędzie, poza wyobraźnią i fantazją.” Zmierz się z rzeczywistościami swojego życia.
  29. Bądź wdzięczny. Bądź wdzięczny w każdym położeniu.
  30. Bądź radosny. Zachowuj się pogodnie, nawet jeśli nie czujesz się tak, zwłaszcza w obecności innych.
  31. Bądź prosty, ukryty, cichy i mały. Święci Ojcowie powiadają: „Jeśli chcesz być poznany przez Boga, nie staraj się być znany przez ludzi.” I znowu – to prostota, ukrycie, cichość, małość.
  32. Nigdy nie ściągaj ku sobie uwagi. Nigdy, świadomie, nie ściągaj uwagi ku sobie samemu. Gdziekolwiek jesteś, czyń, co czynią inni ludzie. To szczególnie ważne w Kościele. Gdy idziesz do Kościoła, rób to, co inni ludzie robią. To właśnie św. Ambroży powiedział św. Monice, matce św. Augustyna, gdy spytała: „Co powinnam czynić, gdy udam się do Rzymu?” Odpowiedział: „Rób to, co Rzymianie robią.” Pość, jak poszczą Rzymianie. Stój, jak Rzymianie stoją. Śpiewaj, jak Rzymianie śpiewają.
  33. Słuchaj, gdy ludzie mówią do ciebie. Bycie uważnym wobec innych jest jednym z największych darów. Zachowuj umysł trzeźwym i zwracaj uwagę, gdy inni do ciebie mówią.
  34. Bądź rozbudzony i bądź uważny. Bądź w pełni obecny tam, gdzie jesteś – trzeźwość, czujność, uważność.
  35. Myśl i mów o rzeczach nie więcej, niż jest to konieczne. Powinniśmy mówić tylko, gdy jest koniecznym mówić. W istocie Pismo powiada: „Powinniśmy mówić tylko, gdy ktoś się do nas zwróci.” Ojcowie mówią: „Często kajamy się z próżnej mowy, ale bardzo rzadko musimy pokutować za zachowanie milczenia.” Czasami mówimy, bo musimy coś powiedzieć. Ale powinniśmy mówić i myśleć o rzeczach nie więcej, niż jest to absolutnie konieczne.
  36. Gdy mówimy, mówmy prosto, jasno, pewnie i wprost – nic zbytecznego, żadnego pustego gadania. Znowu – prostota jest tu regułą.
  37. Uciekaj przed imaginacją, fantazjowaniem, analizowaniem, rozgryzaniem rzeczy. Bóg może oświecić nasz umysł i dać nam wgląd w naturę rzeczy, ale my nie możemy ich rozgryźć. Nie mamy zdolności, by to uczynić i powinniśmy przestać próbować.
  38. Uciekaj przed tym, co cielesne, seksualne na sam jego widok. Nie możesz prowadzić dialogu z żądzą, porneią i niemoralnością cielesną. Ona zawsze wygrywa. Zawsze ma argumenty po swojej stronie. Uciekaj na sam jej widok.
  39. Nie narzekaj, nie gderaj, nie szemraj, ani nie jęcz. Narzekanie, myślenie, zwracanie uwagi na braki innych – pracujemy w trakcie Wielkiego Postu i przez całe nasze życie, by z tym skończyć. Skupiamy się na sobie.
  40. Nie porównuj się z nikim. Sąd Ostateczny nie będzie od tego zależeć. Bóg nie porównuje nas ze sobą nawzajem. Każdy z nas zajmuje miejsce według tego, kim jest, co otrzymał, co zostało mu dane i co jest jego powołaniem.
  41. Nie szukaj i nie oczekuj pochwały z niczyjej strony, ani użalenia się nad tobą przez kogokolwiek. Żadnego chwalenia, żadnego użalania się. Zawsze pragniemy, by ludzie myśleli: „Och, jaki ty jesteś wspaniały” lub by mówili: „O, ale ciężko pracujesz” albo „Ale cierpisz!” Musimy starać się uciekać przed litością i uciekać przed pochwałą innych.
  42. Nie sądźmy nikogo za nic – bez względu na wszystko. To nie oznacza, że możemy po prostu powiedzieć: „Wszyscy są dobrzy i w porządku.” To nieprawda. Ale nie potępiamy ich. Nie wiemy, co nimi kieruje. Nie mówimy im cały czas, co mają robić. Pokazujemy ludziom, w co wierzymy, przez to, co czynimy. Ale nie osądzamy nikogo za nic, a jeśli osądzamy, to Pan osądza nas w taki sam sposób.
  43. Nie próbuj przekonywać nikogo do niczego. Raz na zawsze powinniśmy przestać próbować pouczać innych ludzi. Nie próbuję was teraz pouczać, mam nadzieję. Próbuję po prostu powiedzieć wam o tym, co uważam za prawdę. Wtedy możecie zrobić z tym, cokolwiek chcecie. Ale nie może być moim pragnieniem przekonać was i zwyciężyć w dyskusji. Mogę tylko – by użyć słowa z Pisma – „składać świadectwo” lub „zaświadczać”. Ale nie mogę mieć za cel nawracania innych. I jest to prawdą nawet w kwestii ewangelizacji. Nie jesteśmy tutaj, by nawracać ludzi. Jesteśmy, by przynosić im radość ze zwycięstwa Boga w Chrystusie. Co z tym zrobią, to jest sprawa między nimi i Bogiem.
  44. Nie broń się, ani się nie usprawiedliwiaj. Święci powiadają: „Ci, którzy usprawiedliwiają samych siebie, popełniają samobójstwo.” Nie potrzebujemy się usprawiedliwiać. Bóg nas zrehabilituje. Nie musimy bronić samych siebie. Bóg jest naszym obrońcą.
  45. Niech określa cię i zobowiązuje tylko Bóg, a nie ludzie. Nie dajemy nikomu określać naszego życia. Bóg określa nasze życie. I nawet najbliżsi nam ludzie nie powinni określać naszego życia – nasi rodzice, nasi małżonkowie. Nie, tylko Bóg określa kim jesteśmy i jesteśmy związani tylko przez Jego określenie.
  46. Przyjmuj krytykę z wdzięcznością, ale uważnie ją sprawdzaj. Nie jesteśmy zobowiązani wprowadzać w czyn każde słowo krytyki, które do nas dociera. Czasami krytyka jest fałszywa. Ale zdecydowanie musimy przyjąć ją otwarcie, okazać za nią wdzięczność, sprawdzić ją. A św. Jan Chryzostom powiedział, że nawet jak jesteśmy oskarżani o coś – nawet jeśli myślimy, że to nieprawda – powinniśmy przyjąć krytykę jak prawdziwą i wprowadzić ją w czyn, a wtedy nigdy nie zbłądzimy. Ponieważ jeśli nasz oskarżyciel ma rację, pokajaliśmy się i zadowoliliśmy go. A jeśli nie ma racji, to zawstydziliśmy go.
  47. Dawaj rady innym tylko, gdy jesteś o to proszony lub gdy jest twoim obowiązkiem to uczynić. To bardzo ważne. Nie chodź rozdzielając darmowe rady lub wskazówki. Jeśli ludzie proszą nas, odpowiadamy im. Poproszono mnie: „Ojcze Tomie, może powiesz parę rzeczy na Ancient Faith Radio.” Ja odpowiedziałem: „Ok, skoro mnie prosicie.” Więc gdy jesteśmy o to proszeni, możemy odpowiedzieć. Jeśli to jest nasz obowiązek, nasza praca – jak rodzic, duszpasterz, kierownik jakiegoś przedsięwzięcia lub nauczyciel – wtedy musimy to uczynić. To nasza praca. Ale nigdy nie udzielamy wskazówek i porad, jeśli nie zostaliśmy o to poproszeni lub nie jest to nasz obowiązek.
  48. Nie rób dla nikogo niczego, co może i powinien zrobić sam. Nie jest niczym wspaniałomyślnym robić dla innych to, co powinni oni robić sami dla siebie. Okradamy ich z ich życia, gdy tak postępujemy. Powinniśmy zatem pomagać ludziom robić to, co powinni czynić sami dla siebie, ale nie robić tego za nich. Jest oczywiście mnóstwo ludzi, którzy nie mogą uczynić dla siebie tego, co potrzebują. W takim wypadku pomóżmy im. Ale nie powinniśmy nigdy pomagać ludziom robić rzeczy, które sami powinni dla siebie wykonywać.
  49. Miej na każdy dzień plan aktywności, unikaj zachcianek i kaprysów. Ponownie Święci Ojcowie pouczają nas, że brak rytmu, kapryśność, uleganie zachciankom jest przyczyną wszystkich naszych upadków. Potrzebujemy dyscypliny. Potrzebujemy mieć dla siebie regułę i próbować ją zachowywać. Oczywiście reguła nie jest jakimś żelaznym prawem. W pewnym sensie jest skazana na to, by ulegać modyfikacji lub złamaniu, ale musimy ją posiadać. Każdego wieczoru, gdy idziemy spać, powinniśmy powiedzieć sobie, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, a potem usiłować dotrzymać tej reguły. Różne rzeczy się wydarzą, ale powinniśmy próbować zachowywać regułę.
  50. Bądź miłosierny dla siebie i innych. Oczywiście powinniśmy być miłosierni dla innych, ale musimy być miłosierni również względem samych siebie. Nie możemy osądzać samych siebie ostrzej, niż Bóg to czyni, a największym grzechem jest rozpacz. Powinniśmy zatem żyć przez miłosierdzie Boże w każdym czasie – biorąc odpowiedzialność za nasze życie, a nie wymyślając sobie albo mieszając siebie z błotem. Bóg tego nie pragnie. Nie ma w tym żadnej zasługi. Pokajanie jest tym, czego Bóg pragnie, nie samych wyrzutów sumienia albo jakiegoś samobiczowania.
  51. Nie miej innych oczekiwań, jak tylko tego, że będziesz zaciekle kuszony do swego ostatniego tchu. Św. Antoni tak powiedział. Rzekł: „Prawdziwie mądra osoba zna różnicę pomiędzy tym, co słuszne i niesłuszne, dobrem i złem, prawdą i fałszem, i usilnie trzyma się tego, co jest dobre, prawdziwe i piękne, ale w pełni oczekuje, że będzie próbowana, sprawdzana, kuszona do jej ostatniego tchu.” Powiedział, że bez bycia kuszonym, nikt nie może wejść do Bożego Królestwa – bez kuszenia, nie ma zbawienia. Całe życie człowieka na Ziemi jest próbą według Pisma. Job o tym mówił. A zatem jesteśmy próbowani każdej chwili, powinniśmy tego oczekiwać. Nigdy nie powinniśmy się spodziewać, że próba minie. Nie prosimy Boga, by zabrał nam nasze krzyże. Prosimy o moc, byśmy mogli je unieść. Bóg nie kusi nikogo. Jednak w opatrzności Bożej jesteśmy próbowani w każdym czasie, aby nasze zbawienie mogło być naprawdę nasze i abyśmy mogli być zwycięzcami przez zwycięstwo Chrystusa.
  52. Skup się wyłącznie na Bogu i światłości. Nigdy nie skupiaj się na ciemności, kuszeniu i grzechu. To klasyczna nauka. Wypełnij samego siebie dobrymi rzeczami. Nie daj się zahipnotyzować przez mroczne rzeczy. Nie rozmyślaj o złych rzeczach. Rozmyślaj o rzeczach dobrych, a Bóg zadba o resztę.
  53. Znoś swoją próbę, próbę swoich błędów i grzechów z pokojem, pogodnie, w miłosierdziu Bożym. To jest bardzo ważne. Św. Serafin z Sarowa powiedział: „Posiadać Ducha Świętego oznacza patrzeć na swoją własną marność z pokojem, ponieważ wiesz, że Boże miłosierdzie jest większe niż twoja marność.” Św. Teresa z Lisieux, rzymskokatolicka święta, która zmarła w wieku 24 lat, napisała do przyjaciółki: „Jeśli jesteś skłonna znosić próbę własnej marności pogodnie, wtedy na pewno będziesz słodkim mieszkaniem Jezusa.” Musimy znosić nasze własne błędy z pokojem. Św. Paweł rzekł: „Gdzie grzech się rozmnożył, łaska nadzwyczaj obfitowała.” I nie możemy pozwolić diabłu radować się dwukrotnie. Pitagoras powiedział: „Jeśli upadamy, diabli radują się. Jeśli pozostajemy na dole, diabli nie przestają się radować.” I nic nie zawstydza biesów bardziej, niż to, gdy upadłszy, powstajemy znowu. Musimy więc znosić w pokoju, spokojnie nasze własne słabości, nasze własne upadki. Spodziewaj się ich. Nie przyczyniaj się do nich, ale spodziewaj się ich. Nie jesteśmy Bogiem.
  54. Gdy upadasz, powstań natychmiast i zacznij od nowa. Ilekroć upadamy, powstajemy. Na pewno upadniemy. Jest powiedziane w Piśmie, że mądra osoba, mądry człowiek upada siedem razy w ciągu dnia – to znaczy po wielokroć – ale wstaje znowu. Głupiec nie powstaje, głupiec nawet nie wie, że upadł. Mądra osoba wie, gdy upada, ale powstaje ponownie. W istocie Tradycja mówi: „Tylko Bogu jest właściwe nigdy nie upadać.” Demonom jest właściwe upadać i nie powstawać, ale ludziom właściwe jest – na pewno zaś chrześcijanom – upadać i podnosić się, upadać i znowu wstawać. Pewien Ojciec Pustyni nawet opisał ludzkie życie, zgodnie z wiarą chrześcijańską, w ten sposób – gdy został zapytany przez poganina, co to znaczy być chrześcijaninem, powiedział: „Chrześcijanin to osoba, która upada i powstaje, upada i powstaje, upada i jest podniesiona znowu łaską Bożą, by zacząć od nowa.” W każdej chwili możesz zacząć od nowa.
  55. I wreszcie – poproś o pomoc, gdy jej potrzebujesz, bez strachu i bez wstydu. Wszyscy potrzebujemy pomocy. Rosyjskie przysłowie mówi: „Jedyne, co możesz zrobić sam, własnymi siłami, to zginąć,” to znaczy pójść do Piekła. Jeśli jesteśmy zbawieni, jesteśmy zbawieni z innymi. Potrzebujemy zatem rady. Musimy mieć przyjaciół. Musimy być z innymi. A czasami potrzebujemy konkretnej pomocy, kiedy np. jesteśmy uzależnieni od narkotyków, alkoholu, seksu. Wtedy musimy pójść i poszukać tej konkretnej pomocy tak, jak poszlibyśmy do lekarza w chorobie. Czasami nie wiemy, co czynić, więc potrzebujemy pomocy. Potrzebujemy pójść do starszej osoby, kogoś bardziej doświadczonego, by nami pokierował. Ale nigdy, przenigdy nie powinniśmy być zawstydzeni lub bać się szukać pomocy. To jest normalna część ludzkiego biegu. Okres Wielkiego Postu, jako miniatura życie, to czas, gdy korzystamy ze wszelkiej pomocy, jaką możemy uzyskać. Szukamy pomocy autorów Pisma. Szukamy pomocy Świętych. Szukamy pomocy nabożeństw. Szukamy pomocy, której udziela Bóg na wszelkie sposoby, jakie zapewnia – dla naszego życia, naszego uzdrowienia i naszego zbawienia. Zatem ostatnią, pięćdziesiątą piątą maksymą jest: szukaj pomocy, gdy jej potrzebujesz, bez strachu i wstydu. Bądź człowiekiem. Bądź chrześcijaninem.

Ze Święta Chrztu Pańskiego

Z jutrzni święta

Światłość ze Światłości, zajaśniał światu Chrystus, Zbawca nasz, objawiony Bóg, któremu, ludzie, pokłońmy się.

Jakże Ciebie, Chryste, my słudzy, godnie uczcimy jako Władcę, bowiem w wodach wszystkich nas odrodziłeś.

Ty będąc w Jordanie chrzczonym, Zbawco nasz, wody uświęciłeś, dłonią sługi dotykany i żądze świata leczący, wielka jest tajemnica objawienia Twego, Przyjacielu człowieka, Panie, chwała Tobie!

Prawdziwa Światłość objawiła się wszystkim i wszystkim daje oświecenie. Chrzczony jest Chrystus jak my, chociaż przewyższa On wszelką czystość, Święty wstępuje do wody i jest oczyszczeniem dla dusz, na ziemi objawiony przewyższa niebios rozumienie. Kąpiel jest zbawieniem, wodą zaś Duch i ze względu na zanurzenie bywa nasze wejście do Boga. Cudowne są dzieła Twoje, Panie, chwała Tobie!

Chwała Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi.

Wodami jordańskimi odziałeś się, Zbawco, przyodziewający się w Światłość jak w szatę, i pochyliłeś głowę przed Poprzednikiem, który niebo wymierzyłeś piędzią, aby nawrócić świat ze zbłądzenia i zbawić jako Przyjaciel człowieka.

I teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Dzisiaj Chrystus przyszedł nad Jordan, aby zostać ochrzczonym, dzisiaj Jan dotyka głowy Władcy. Moce niebieskie przeraziły się, przesławną widząc tajemnicę, morze ujrzało i uciekło, Jordan zobaczył i cofnął wody swoje. My zaś, oświeceni, wołamy: Chwała objawionemu Bogu i na ziemi poznanemu, który oświecił świat!

Ofiara Chrystusa (1)

W ewangelikalnym ujęciu ofiara Chrystusa jest zazwyczaj przywoływana jako zapłata, spłacenie długu u Boga zaciągniętego przez ludzi za sprawą ich grzechów, jako zastępcza kara – Chrystus po to miał się stać człowiekiem, po to cierpieć i umrzeć, aby zadośćuczynić Bogu w miejsce wierzących za ich grzechy. Uznaje się, że ludzkie grzechy zasługują na nieskończony gniew Boga, który ugasić może tylko śmierć Jezusa Chrystusa ze względu na Jego boską naturę. Chociaż mówi się o ofierze, takie ujęcie tematu sprawia, że rzeczona „ofiara” nie ma nic wspólnego z ofiarą, jako formą kultu. Śmierć Chrystusa może pozostać ofiarą wyłącznie w tym sensie, że Chrystus dobrowolnie poświęcił siebie dla dobra wierzących. Nowy Testament nie ogranicza jednak ofiary Chrystusa w ten sposób, a raczej przedstawia ją w kultowym kontekście. Jaki jest sens ofiary w ogóle? W tym poście skupimy się na znaczeniach związanych z ofiarą w kulcie Izraela.

1. Ofiara jest darem.

Podstawową rzeczywistością ofiary jest dar. Można to rozpoznać po tym, że przed Chrystusem było wiele ofiar i nie wszystkie były związane z grzechem, a mimo to nadal przysługiwało im miano ofiary. Istotą ofiary jest to, że człowiek bierze coś, co posiada, i darowuje to Bogu, poświęca to Bogu. Nie zawsze oznaczało to zniszczenie daru – nie wszystkie ofiary spalano. Czasem część niektórych ofiar była niszczona, a część spożywana. Również zalecenia dotyczące rytualnego uboju można rozumieć jako ustanawiające powszechność ofiar – każde zwierze z trzody musi zostać zabite w kontekście kultu JHWH, musi zostać najpierw przedstawione Bogu, a dopiero potem spożyte.

Ofiara zatem to dobrowolny dar przedstawiany Bogu przez czciciela – dar związany z popełnionym grzechem, ale niekoniecznie. Mógł to być również zupełnie bezinteresowny dar. Składanie ofiar miało być znakiem, że czciciel, Izraelita, jest związany ze swoim Bogiem, jest od Niego zależny, jest Jemu poddany i posłuszny. Był to znak, że cała majętność owego Izraelity, która stanowiła o jego przeżyciu, należy do Boga, że On jest jej dawcą i prawdziwym właścicielem. Dlatego ofiara chociaż jest darem, nie jest wyłącznie darem – nie jest to przekazanie czegoś pomiędzy równymi. Ofiara oznaczała hołd, wyraz uznania dla Boga.

W historii Abla i Kaina nie jest powiedziane, że złożyli oni swoje ofiary za coś. Raczej opowieść rozwija się w ten sposób, że każdy z nich zajął się różnym rodzajem pracy dla swego utrzymania i potem przyniósł Bogu to, co ta praca mu zrodziła. Z tego, co we współpracy z ziemią zdołali wyhodować, podarowali Bogu jako znak poddaństwa. Konflikt w tej historii rozgorzał, gdy ofiara – dar – Kaina nie została przyjęta, a stało się tak, ponieważ Kain uległ grzechowi. Bóg odrzucił dar Kaina, jego hołd nie znalazł u Boga uznania, ponieważ był obłudny i nieczysty. Obłudę kultu ofiarniczego wielokrotnie piętnowali potem prorocy wskazując, że nie o same ofiary Bogu chodzi – mają one być znakami postawy człowieka wobec Boga. Bóg nie potrzebuje ofiar, ponieważ wszystko z natury do Niego należy, Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia. Ofiary to dar człowieka dla Boga, dar, który na samym początku jest darem Boga dla człowieka.

2. Ofiara jest hołdem, dziękczynieniem i wyrazem wiary.

Okazuje się zatem, że człowiek nie może Bogu nic dać, co nie należałoby już do Boga. Tym bardziej ofiara staje się unaocznieniem tego faktu – radosne, rytualne wyniszczenie ofiary na ołtarzu jest świadectwem wiary czciciela w to, że wszystko od Boga pochodzi, a zatem nie musi się o to troszczyć, może to oddać z wiarą, że mu nigdy nie zabraknie tego, czego potrzebuje.

Dlatego ofiara jest dziękczynieniem, jest uznaniem dobroci Boga, weseleniem się z faktu, że dobra Boże są nieograniczone, że Bóg jest łaskawym dawcą i daje tak wiele, że tym, co człowiekowi ofiarowuje, ten człowiek może jeszcze Go czcić. Można dzięki temu zrozumieć opisy hekatomb przy wielki świętach Izraela w starym przymierzu – złożenie w ofierze setek zwierząt było aktem niepohamowanej wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, uznaniem, że to wszystko od początku do końca od Boga pochodzi, jest Jego dziełem, darem i własnością.

Znacząca tutaj jest historia o ofiarowaniu Izaaka. Można powiedzieć, że ujawnia ona, iż Abraham prawdziwie pojął sens ofiarnego rytuału – nie zawahał się poświęcić własnego długo wyczekiwanego syna, ponieważ wiedział, że Bóg mu go dał i może go zwrócić (Hbr 11:17-19). Ale to nie tylko historia dwóch ludzi – Izaak jest przecież protoplastą narodu wybranego. Opowieść ta mogła pouczać Izraelitów o tym, że w gruncie rzeczy zawdzięczają Bogu w całości swoje istnienie i tą wdzięczność mogą wyrażać przez takie ofiary, jak ta, którą Abraham złożył na górze Moria. Ofiary, które zastępują ich samych na ołtarzu, jak baran zastąpił Izaaka. Abraham za swoją wiarę i ofiarność otrzymał błogosławieństwo i podobnie Izraelici mieli wierzyć, że składając na ołtarzu to, co stanowi o ich życiu, otrzymają błogosławieństwo swego ojca Abrahama.

3. Ofiara to wspólnota, uczta i dialog.

Z powyższych uwag można łatwo wyciągnąć wniosek, że ofiara zawiera w sobie ogromny ładunek znaczeń: wierność, wdzięczność, dar, ofiarność, hołd, poddanie, posłuszeństwo, uznanie. To wszystko sprawia, że ofiara jest sposobem zawiązania i zachowywania relacji między ludźmi a Bogiem. Dary, które ludzie ofiarowują Bogu ze swej natury są wspólne – należą i do Boga, i do człowieka. W ten sposób stworzenie, które służy ludziom, człowiek wykorzystuje na służbę Bogu, dla uwielbienia i dziękczynienia. Ofiara to podstawowy język, w jakim odbywa się dialog między Bogiem a człowiekiem. To nie słowa tworzą relację pomiędzy Stwórca i człowiekiem, ale właśnie realizm daru, dlatego przymierza bywały zawierane przez złożenie ofiar i były zachowywane przez ofiary.

Ofiara to oczywiście była również uczta. Jak zostało wspomniane – nie wszystkie ofiary spalano w całości. Część z nich była źródłem kultowych uczt. Owe uczty były jakby echem uczty, którą spożyli starsi Izraela z Mojżeszem u stóp Boga na górze Synaj przy zawarciu przymierza (Wj 24:11), ale również znakiem przyszłej uczty na górze Syjon zapowiadanej przez proroków dla wszystkich ludów (Iz 25:6). Sens tych uczt pozostaje ten sam – to JHWH jest źródłem życia, dawcą wszelkich dobrych darów dla wszystkich ludów. Wizja wszystkich pogan ucztujących z Izraelem przed obliczem Pańskim to była wizja wspólnego całej ludzkości kultu prawdziwego Boga.

4. Ofiara to to, co najlepsze dla naprawy tego, co najgorsze.

We wszystkich sferach kultu Izraela królowała zasada, że Bogu należy się to, co najlepsze, najczystsze, najdoskonalsze. Tak doskonali fizycznie musieli być kapłani, tak czciciele nie mogli wstępować do domu Pańskiego, jeśli posiadali jakiekolwiek stałe lub tymczasowe defekty. Tak też ofiary musiały być nieskazitelne. Pisma są pełne napomnień, by nie ofiarowywać Bogu tego, co zepsute lub marne – jest to zniewaga, a nie prawdziwy hołd. Tak też było z ofiarami za grzech, które musiały być doskonałe, niepokalane, by dokonać oczyszczenia z grzechu. Ofiarowuje się Bogu nie to co grzeszne i nieczyste, ale to co najdoskonalsze, najlepsze – zwierzęta nie są zabijane i ofiarowane jako złe, ale właśnie jako najczystsze, by naprawić zniszczoną przez grzech więź człowieka z Bogiem. Po tym jak człowiek zanieczyścił siebie, jak skaził samego siebie, czyni coś radykalnie przeciwnego – bierze to, co najlepsze, co najcenniejsze, co stanowi o jego życiu i oddaje to Bogu. Zaburzenie porządku relacji między człowiekiem i Bogiem przynosi zniszczenie, ale ofiara odbudowuje te relacje ponownie – znowu człowiek oświadcza swym czynem, na kim polega i komu oddaje hołd, a Bóg przywraca czystość i zdrowie człowiekowi. Tam, gdzie weszła śmierć i zniszczenie przez zerwanie wspólnoty z Bogiem, zaczyna na powrót królować życie przez wylanie krwi czystego zwierzęcia. Niektórzy są skłonni sądzić, że przebłagalna funkcja ofiary zasadzała się na przeniesieniu winy z człowieka na zwierzę i zabicie go w miejsce człowieka, jednak wywraca to do góry nogami logikę systemu ofiarniczego – ofiara przestaje być darem (tymczasem każda ofiara nim jest) i staje się egzekucją, a gdyby w tej sytuacji miała pozostać darem, to oddawałoby się Bogu coś, co jest Boga niegodne – coś grzesznego i nieczystego. Prawo izraelskie znało egzekucje zwierząt – wołu, który zabódł człowieka należało ukamienować i nie wolno było go spożywać. Nie miało to nic wspólnego z ofiarą, ale z bezpowrotnym zniszczeniem.

Podsumowując można powiedzieć, że ofiara była osią, wokół której obracały się żydowskie wyobrażenia na temat więzi człowieka. z Bogiem. To ona ukazywała jaka jest pozycja człowieka wobec Boga, ona ukazywała jakie znaczenie ma stworzenie i wszystko, co daje człowiekowi życie, w świetle Boga. Z ofiarą wiązało się dziękczynienie, wspólnota z Bogiem i innymi czcicielami, radość z dobrodziejstw, skrucha wobec własnej niewdzięczności, oczyszczenie i odpuszczenie grzechów, ratunek od zniszczenia i śmierci. W następnym wpisie zobaczymy, jak te prawdy zostały przekute przez Apostołów na teologię ofiary Chrystusa.

Igrzyska Śmierci: Męczeństwo rozwala system

Męczeństwo – nie po prostu bycie ofiarą, ale właśnie dobrowolne męczeństwo – bywa często kompletnie niezrozumiane. Z jednej strony przedstawia się je jako wyraz fanatyzmu, skrajnej wierności swoim poglądom, z drugiej jako radykalny owoc silnej wiary w to, że życie pozagrobowe jest cenniejsze, niż życie doczesne. Tego rodzaju interpretacje skupiają się na niezwykłości bądź dziwności męczennika, jawi się on jako szaleniec, uparty wyznawca, odmieniec. Tymczasem w chrześcijaństwie męczeństwo mówi wiele o świecie i ludziach w ogólności, męczennik wywleka pewne prawdy na wierzch i stawia je ludziom przed oczami.

Jakie to prawdy? Zaskakującym było dla mnie znaleźć doskonały przykład chrześcijańskiej logiki męczeństwa w popkulturze, mianowicie w ekranizacji pierwszej części trylogii Igrzyska Śmierci. Ponieważ książki jeszcze (!) nie czytałem, odwołuję się do filmu. Kto nie chce przeczytać w tej chwili spoilera, niech obejrzy najpierw film, a potem powróci do tego wpisu. Kto widział już film, niech czyta śmiało. Otóż świat Igrzysk Śmierci znajduje źródło rozrywki w obserwowaniu, jak ludzie, młodzi ludzie, dla zachowania własnego życia zamieniają się w maszyny do zabijania, ofiary systemu zabijają inne ofiary systemu w śmiertelnym boju zorganizowanym dla uciechy możnych. Cały projekt ma się dobrze właśnie dlatego, że zawodnicy Igrzysk pragną przeżyć, większość pragnie przeżyć za wszelką cenę. W końcu pośród żywych pozostają tylko Katniss i Peeta, wedle ogłoszonych wcześniej zasad mieli w takiej sytuacji oboje zostać zwycięzcami, ale w chwili tryumfu obwieszczona zostaje ponowna zmiana reguł gry – może być tylko jeden zwycięzca. Zapewne w tej chwili wygłodniała publiczność przed telewizorami oczekuje, że Katniss i Peeta rzucą się na siebie, by zwieńczyć to dzieło rozrywkowego geniuszu wisienką na torcie, zabiciem przyjaciela. Byle przeżyć.

I wtedy właśnie bohaterzy postanawiają razem popełnić samobójstwo za pomocą trujących jagód. Na taki obrót spraw reżyserzy tego makabrycznego przedstawienia pasują, pozwalają obu zwycięzcom przeżyć. Igrzyska Śmierci odnoszą w ten sposób potężną ranę, ich logika zawiodła. Znalazło się zwycięstwo nad śmiercią – śmierć.

Dlaczego ma to cokolwiek wspólnego z chrześcijaństwem? W świecie po Upadku to już nie tylko grzech jest źródłem śmierci, ale śmierć staje się źródłem grzechu. Śmierć jest tym przerażającym końcem człowieka, ostatecznym momentem dezintegracji, rozpadu fizycznego i psychicznego. W ciągu życia człowiek tylko coraz lepiej sobie uświadamia, że na horyzoncie dniem i nocą unosi się widmo jego własnej śmierci, która napawa go strachem i którą chciałby jak najdalej odsunąć od siebie. To jest ostateczne zagrożenie, jakby suma i korona wszystkich zagrożeń, które czyhają na człowieka. Cały czas walczy on nie tylko o zachowanie swojego życia, ale i o zachowanie swojego posiadania, swojej reputacji. Kłamie, kradnie, oszukuje, usprawiedliwia swoje wątpliwe postępowanie tylko po to, by mu czegoś nie odebrano, by mu czegoś nie ubyło – bezpieczeństwa, środków do życia, przyjemności, dobrej opinii u innych. Dlatego śmierć jest źródłem grzechu – grzeszymy, by siebie samych zachować nietkniętymi, a moce, które rządzą światem ten pęd ku samozachowaniu wykorzystują, byśmy niszczyli siebie nawzajem, byśmy dokonali dzieła własnymi rękami – oszukali, okłamali, okradli, znienawidzili innych, byle siebie zachować. List do Hebrjaczyków mówi o tym w ten sposób:

Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli.
Heb 2:14-15

Ten system funkcjonuje tylko w oparciu o to, że ludzie lękają się śmierci, lękają się stracić, boją się zubożeć. A co, gdyby ktoś przestał się bać? Ktoś, kto przestaje się bać śmierci, przestaje obawiać się zaparcia się siebie, inaczej mówiąc – zdradzenia siebie i swojego własnego dobra, uderza w same fundamenty tego kosmicznego widowiska, staje się odporny, ciosy, które się w niego wymierza, są wchłaniane, ponieważ nie oddaje oprawcom. Tracą one swoją moc. Śmierć nie może zagrozić komuś, kto przyjmuje ją z pokojem, kto daje się obrażać, kto daje się pozbawić mienia. To jest właśnie męczeństwo chrześcijan – nie tylko dla tych, którzy faktycznie tracą życie, ale dla wszystkich wszędzie i zawsze, bo wszędzie i zawsze boimy się straty. To męczeństwo rozwala system, bo dla męczenników nie ma już żadnej metody dyscyplinującej, nie ma na nich bata, który zmusiłby ich, by znowu podjęli walkę ze wszystkimi ku uciesze Mocy i Zwierzchności. Dlatego właśnie Chrystus śmiercią podeptał śmierć, jak śpiewamy na Paschę, a dając nadzieję nowego życia w zmartwychwstaniu, uwolnił tych, którzy troszczyli się o swoje doczesne życie, od strachu przed śmiercią i od spirali grzechu nakręcanej przez ten strach. Męczeństwo to wyraz siły, a Krzyż jest znakiem mocy.

Chrystus depczący śmiercią śmierć

Boże Narodzenie – powrót Świątyni

Znajdujemy się właśnie w trakcie obchodów świąt Bożego Narodzenia (wg kalendarza juliańskiego wypadają one 7 stycznia w naszym kalendarzu i ciągną się do święta Chrztu Pańskiego 19 stycznia). Niesłychanie popularnym na Wschodzie, a zapomnianym na Zachodzie źródłem refleksji teologicznej nad pochodzeniem Marii i Jezusa jest tzw. Protoewangelia Jakuba, która zawiera opis nie tylko dzieciństwa Marii, ale również poczęcia i narodzenia się Chrystusa. Jest to dzieło specyficzne, czasami uderzające niektórymi szczegółami, czasem brzmiące niewiarygodnie lub naiwnie, jednak posiada swoją logikę na poziomie teologicznym. Jego wartość przejawia się w tym, że prawdopodobnie przekazuje dziedzictwo pierwotnej refleksji judeochrześcijan nad Chrystusem w świetle tradycji żydowskich. O jednym takim wątku chciałbym dzisiaj napisać.

Druga Księga Machabejska, utwór bardzo popularny wśród Żydów w starożytności jak i dziś, opisujący zmagania Machabeuszy z poganami, zawiera ciekawe tradycje dotyczące świątyni:

W dokumentach można znaleźć [wzmiankę], że prorok Jeremiasz rozkazał, aby ci, którzy byli uprowadzeni do niewoli, wzięli ze sobą ogień. Tak było powiedziane i tak prorok przykazał tym, których uprowadzono do niewoli. Dał im Prawo, aby nie zapomnieli przykazań Pana i aby nie zamąciły się ich myśli, kiedy będą widzieli wizerunki [bóstw] złote i srebrne, a wokoło nich ozdoby.Tymi i podobnymi słowami upomniał ich, aby nie dali usunąć Prawa ze swego serca.Było w tym piśmie [napisane], jak z Bożego polecenia prorok kazał nieść za sobą namiot i arkę, gdy wyszedł. Kiedy zaś wszedł na górę, na którą Mojżesz wstąpił i [z której] przyglądał się dziedzictwu Bożemu,przyszedłszy tam znalazł Jeremiasz pomieszczenie w postaci pieczary. Umieścił tam namiot, arkę i ołtarz kadzenia, a wejście zarzucił kamieniami.Kilku z tych, którzy mu towarzyszyli, wróciło, aby zaznaczyć drogę, ale już nie mogli jej odnaleźć.Kiedy zaś Jeremiasz dowiedział się o tym, czyniąc im wymówki powiedział: „Miejsce to pozostanie nieznane, aż Bóg na powrót zgromadzi swój lud i okaże mu miłosierdzie.Wtedy to Pan ponownie pokaże to [wszystko] i będzie można widzieć chwałę Pańską i obłok, podobnie jak za Mojżesza można ją było widzieć i jak wtedy, gdy Salomon modlił się, aby miejsce zostało w uroczysty sposób poświęcone”.
2 Mch 8:1-8

W ten sposób opisane zostało ukrycie najświętszych przedmiotów Świątyni – znalazły się w pieczarze, której lokalizacja jest nieznana, aż do czasów zmiłowania Bożego nad Izraelem. Wtedy powróci chwała Pańska i Świątynia prawdziwie odzyska swój blask, funkcję, cel i przeznaczenie jak za Mojżesza i Salomona.

We wspomnianej na początku Protoewangelii Jakuba znajdujemy takie zaskakujące wypełnienie tych słów. Józef i Maria są w drodze do Betlejem:

I przeszli około połowy drogi, i rzekła do niego Maryja: „Józefie, zsadź mnie z osła, ponieważ to, co jest [w moim łonie] nęka mnie, by się narodzić”. I zsadził ją tam, i rzekł do niej: „Gdzież cię zaprowadzę i osłonię twój wstyd, bo miejsce jest pustynne?” I ujrzał tam jaskinię, i wprowadził ją, i zostawił przy niej swoich synów, i odszedł, aby szukać położnej pochodzenia żydowskiego w krainie Betlejem.
ProtoEw Jak 17:3-18:1

Józef umieszcza Marię, dla której nadszedł czas porodu, w jaskini i sam idzie szukać żydowskiej położnej. Ciekawą rzeczą jest to, że położne pojawiają się tylko trzykrotnie w Piśmie Świętym. Pierwszy raz gdy Rachela rodzi Beniamina, ukochanego syna Jakuba – Rachela umiera w połogu, a ma to miejsce właśnie w drodze do Efraty, czyli Betlejemu (Rdz 35:16-20). Potem położna jest obecna przy narodzinach synów Judy z Tamar (Rdz 38:28). I wreszcie położne odgrywają kluczową rolę w przetrwaniu Izraela w niewoli egipskiej (Wj 1), co stanowi tło dla historii Mojżesza i wyprowadzenia ludu z Egiptu. Skoro zatem Józef udaje się po położną, wszystkie te tematy odżywają: znowu jesteśmy w drodze do Betlejemu, na świat ma przyjść ukochany Syn Ojca, prawdziwy Król z pokolenia Judy. On, jak zaraz zobaczymy, nie potrzebuje położnej, bo to nie On potrzebuje wybawienia, ale sam jest zbawieniem Izraela.

W czasie poszukiwania położnej Józef ma wizję, w której całe stworzenie zastyga w bezruchu, czas staje, by potem podjąć na nowo bieg – być może to nawiązanie do tego, iż właśnie objawia się nowe Święte Świętych, którym wieczność Boga przychodzi pośród ludzi i dlatego wszystko zastyga na Jego obecność.

I ujrzałem kobietę zstępującą z góry, i rzekła do mnie: „Człowieku, dokąd idziesz?” I rzekłem: „Szukam położnej, [która byłaby] z Hebrajczyków”. I odpowiadając powiedziała do mnie: „Czy ty jesteś Izraelitą?” I rzekłem do niej: „Tak”. Ona wtedy powiedziała: „A kimże jest ta, która porodziła w jaskini?” I rzekłem: „Jest mi zaślubiona”. I rzekła do mnie: „Nie jest twoją żoną?” I rzekłem do niej: „To jest Maryja, która została wychowana w świątyni Pańskiej, i została mi wyznaczona losem jako żona, i nie jest moją żoną, ale owoc jej łona jest z Ducha Świętego”. I rzekła położna: „Jestże to prawdą?” I rzekł do niej Józef: „Wejdź i zobacz!” I weszła z nim i stanęła wewnątrz jaskini. I była [tam] ciemna chmura, która ocieniła jaskinię. I rzekła położna: „Dziś dusza moja została wywyższona, bo moje oczy ujrzały dziś rzeczy przekraczające wszelkie pojęcia, ponieważ zbawienie narodziło się dla Izraela”. I natychmiast chmura poczęła znikać z jaskini, a w jaskini pojawiło się wielkie światło, że nie mogły go znieść. I wkrótce światło to poczęło znikać, aż ukazało się dziecię i zbliżyło się, i zaczęło ssać pierś swej matki. I położna wydała okrzyk i rzekła: „Jakże wielkim jest dla mnie dzień dzisiejszy, gdyż ujrzałam ten niezwykły cud”. I wyszła położna z jaskini, i spotkała ją Salome. I [położna] rzekła do niej: „Salome, Salome, mam ci do opowiedzenia cud niezwykły: dziewica porodziła, do czego z natury jest niezdolna”. I rzekła Salome: „Na Boga żywego, jeśli nie włożę palca mojego i nie zobaczę jej przyrodzenia, nie uwierzę, że dziewica porodziła”.
I weszła położna [do jaskini], i rzekła: „Maryjo, ułóż się odpowiednio, niemały bowiem spór toczy się w twojej sprawie”. I Maryja usłyszawszy to ułożyła się odpowiednio, i włożyła Salome palec w jej przyrodzenie. I Salome wydała okrzyk i rzekła: „Biada mi, bezbożnej i niewiernej, bom kusiła Boga żywego. Oto ręka moja palona ogniem odpada ode mnie”. I padła Salome na kolana przed Panem wszechwładnym, mówiąc: „O Boże ojców naszych, wspomnij na mnie, bom i ja jest potomkiem Abrahama i Izaaka, i Jakuba. Nie stawiaj mnie za przykład synom Izraela, ale oddaj mnie biednym. Ty bowiem wiesz, Panie wszechwładny, że w imię twoje dokonywałam uzdrowień, i że otrzymałam od Ciebie zapłatę” I oto anioł Pański stanął i rzekł do niej: „Salome, Salome, Pan wszechwładny wysłuchał twą modlitwę. Zbliż twą rękę do dziecięcia i obejmij je, i stanie się twoim zbawieniem i radością”. Przejęta radością zbliżyła się do dzieciny i objęła je mówiąc: „Uwielbiam Go, ponieważ ten jest, który narodził się królem Izraela”. I natychmiast Salome została uzdrowiona, i wyszła z jaskini usprawiedliwiona. I oto odezwał się głos: „Salome, Salome, nie objawiaj rzeczy cudownych, któreś widziała, dopóki dziecina nie wejdzie do Jerozolimy”.
ProtoEw Jak 19:1-20:3

Położna w jaskini znajduje niespodziewanie obłok, który zacienia pieczarę, a potem wielką światłość – są to dobrze znane starotestamentowe znaki objawienia się Boga, chwały Pańskiej. Nagle jaskinia wydaje się być przybytkiem Pańskim, w nim objawia się Arka – Maria i sam Pan, który spoczywa w jej ramionach. Zaiste zapowiedziane przez Jeremiasza zbawienie narodziło się dla Izraela, a zatem powróciła Świątynia i Arka, i chwała Pańska.
Ale to nie koniec historii, pojawia się Salome, po hebrajsku Szlomit, żeńska forma imienia Salomon (hbr. Szlomo). Nie jest ona tutaj budowniczą Świątyni, jak jej wielki imiennik, ale prototypem niewiernego Tomasza i naśladowniczką Uzzy, który po dotknięciu Arki Pańskiej padł martwy (2 Sam 6:3-8). A jednak ona żyje, bo narodziny Jezusa to objawienie miłosierdzia Pańskiego nad Izraelem – Salome zostaje przekonana o dziewiczym narodzeniu Chrystusa, wyznaje wiarę w Niego, zostaje uzdrowiona i usprawiedliwiona.

Przybytek Boga jest znowu między ludźmi i płynie z niego uświęcenie, uzdrowienie i zbawienie. Chrystus zajaśniał w jaskini z Dziewicy, skończyła się niewola Izraela i Adama, chwała Pańska powróciła i założyła nową Świątynię, chwała na wysokościach Bogu, na ziemi pokój, w ludziach upodobanie, światłość na oświecenie pogan oraz chwała i miłosierdzie dla Izraela!