Didache: Wprowadzenie

Co to jest Didache?

Didache to wczesnochrześcijański dokument powstały najprawdopodobniej w I w. w Syrii, cieszący się dużą popularnością i autorytetem we wczesnym Kościele. Zaginął on na wiele stuleci i jego kopia z X wieku została ponownie odnaleziona w 1873 roku w Konstantynopolu przez metropolitę Filoteosa Bryenniosa. Na Didache mocno opiera się inne starożytne dzieło z III wieku – Didascalia Apostolorum, które wszedłszy w skład Konstytucji Apostolskich z IV wieku, zostało uznane za kanoniczne przez Etiopski Kościół Ortodoksyjny. Jeśli chodzi o kanoniczność Didache to generalnie jej nie uznano, natomiast dokument ten polecano do czytania i liczono się z jego treścią.
Tytuł dokumentu ma zasadniczo dwie wersje:
  • krótszą: Διδαχὴ Κυρίου διὰ τῶν δώδεκα ἀποστόλων (Didachē Kyriou dia tōn dōdeka apostolōn) – Nauka Pana przez dwunastu wysłanników
  • dłuższą: Διδαχὴ κυρίου διὰ τῶν δώδεκα ἀποστόλων τοῖς ἔθνεσιν (Didachē Kyriou dia tōn dōdeka apostolōn tois ethnesin) – Nauka Pana przez dwunastu wysłanników dla pogan (lub: narodów)
  Najwyraźniej tytuł ma nawiązywać do słów Jezusa w Ewangelii Mateusza:

A jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, jak polecił im Jezus i ujrzawszy Go, oddali Mu pokłon, ale niektórzy powątpiewali. Jezus podszedł i powiedział im tak: Została mi dana wszelka władza w niebie i na ziemi – idźcie więc i czyńcie uczniami wszystkich pogan, zanurzając ich w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, ucząc ich zachowywać wszystko, co tylko nakazałem wam, a Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia wieku.
Mat 28:17-20

Treść

Faktycznie wielokrotnie zauważono silne związki pomiędzy treścią Didache a Ewangelią Mateusza – wydaje się, że autor dokumentu pragnie dostarczyć czytelnikom treść nauki Apostołów, którą przekazał im Jezus. Co więcej układ Didache jakby odzwierciedla porządek rzeczy w tym ostatnim nakazie Jezusa – mamy zatem:
  1. Czynienie uczniami – w rozdziałach 1-6 wyłożona jest nauka o drogach Życia i Śmierci.
  2. Zanurzanie – w rozdziale 7 opisana jest praktyka zanurzania (chrzczenia), które ma następować po uprzednim nauczaniu tego, co było w poprzednich rozdziałach.
  3. Nauczanie przykazań Pańskich – w rozdziałach 8-15 znajdują się wskazania o charakterze wspólnotowym dotyczące postu, modlitwy, wspólnotowych posiłków dziękczynnych, podróżujących wysłanników, proroków i uczniów, organizacji i dyscypliny.
  4. Gotowość na przyjście Pana – w ostatnim rozdziale 16 są przestrogi dotyczące oczekiwania na Pana i skrót wydarzeń mających poprzedzić Jego przyjście przy skończeniu wieku.
Widać zatem, że Didache ma być swego rodzaju sequelem do Ewangelii, którą znają adresaci tekstu. Mimo tak dużego wpływu Ewangelii Mateusza, można również dostrzec w Didache wpływy języka i myśli ze środowiska Pawła (z jego listów i dzieł Łukasza – Ewangelii i Dziejów, co niektórych popchnęło do spekulacji, czy omawiany dokument nie powstał w wyniku spotkania apostołów opisanego w Dz 15 i czy nie był rozpowszechniany przez Pawła i Barnabę. Jakkolwiek by było…

Dlaczego warto poświęcić Didache trochę uwagi?

  Jest to dokument bardzo stary, może najstarszy z tzw. Ojców Apostolskich i jest świadectwem życia Kościoła być może jeszcze z czasów apostołów. Didache rzuca światło na interpretację przesłania apostołów w bardzo wczesnym okresie i podaje przykłady praktyk, jakie ono generowało. Z tego względu może pomóc zrozumieć Ewangelię lepiej i zainspirować czytelnika lub badacza tego tekstu do zastanowienia się nad tym, jak wprowadzać tę Ewangelię w życie w wymiarze prywatnym i wspólnotowym.

–Kamil M.

Pismo Święte wczesnego Kościoła – uwagi formalne

  Teoria komunikacji w dziedzinie środków przekazu szczególnie rozwinięta przez tzw. szkołę kanadyjską (Havelock, Ong, McLuhan) uczy, że na odbiorców komunikatu (przesłania, message) wpływ ma nie tylko sama treść, ale również środek przekazu (medium), jego forma. Powiedzenie ukute przez McLuhana brzmi the medium is the message – medium jest przesłaniem. Media (środki przekazu) w swoim ukształtowaniu same w sobie są przesłaniem. W więcej teoretycznych szczegółów może wdawać się nie będę, ale przejdę od razu do praktyki.
  Wielokrotnie i z wielu ust słyszałem już w kwestii wydań Biblii słowa „śródtytuły nie są w końcu natchnione,” co zasadniczo oznacza świadomość tego, że nie znajdowały się w oryginalnym tekście. To stwierdzenie wpada na trop pewnej bardzo ważnej rzeczy. Czym różni się nasza, współczesna Biblia od Biblii starożytnych? Oczywiście takie pytanie najczęściej staje się sygnałem do startu wielkiego wyścigu pod hasłem „Czy i gdzie tekst Biblii został zmieniony oraz jak udowodnisz, która jego wersja jest prawdziwa?”, ale nie to mam obecnie na myśli. O krytyce tekstu może jeszcze coś napiszę, tym razem jednak mam w głowie rzecz bardziej trywialną i jak to z takimi rzeczami bywa – o niebywałym znaczeniu. Otóż pomijając takie rzeczy jak materiał, którego używa się do publikacji Biblii czy cały problem tłumaczeń, skupmy się na – wydawałoby się nieistotnych – podziałach na wersety i rozdziały. Dostęp do informacji o tym, że te podziały zostały wprowadzone w toku historii nie jest trudny, a i nie wzbudzają one współcześnie wśród chrześcijan zbytniej kontrowersji. Przeciwnie – prawdopodobnie nie wyobrażają oni sobie korzystania z Biblii bez tych podziałów, bo skąd by wiedzieli „gdzie co jest”? Co najwyżej właśnie może paść uwaga o tym, że analizując tekst i jego kontekst nie należy się sugerować podziałem na rozdziały, bo bywa, że jest on nietrafiony.
  Wydaje się jednak, że wersety i rozdziały stwarzają ogromną różnicę. Pismo Święte wczesnego Kościoła nie zawierało żadnych podziałów wersetowych czy rozdziałowych, choć oczywiście teksty dzielono na pewne sekcje. Co więcej, mało prawdopodobne, żeby powszechnie w kościołach funkcjonowały księgi, które zawierałyby całe Pismo – raczej poszczególne Pisma stanowiły materialnie oddzielne księgi (zwoje), których kolekcje postrzegano jako kanoniczne (nie wkraczam w problem tworzenia się kanonu). Jest to sytuacja z goła odmienna od nasze, współczesnej: dla nas kanon to nie kolekcja, wystarczy otworzyć Biblię wydaną przez daną tradycję chrześcijańską i znajdziemy tam wszystkie księgi uznawane przez wydawcę za kanoniczne w odpowiedniej kolejności i porządku. Ale ta uwaga o kolekcjach Pism jest tak na marginesie, dla zastanowienia i pogłębienia kiedy indziej.

  Wczesny Kościół czytał zatem raczej nie jedną Księgę, ale księgi i pisma, które uznawał za mniej lub bardziej wiążące i które uważał za takie, ponieważ łączyła je pewna Historia, a Kościół widział siebie jako żywą kontynuację tej Historii pełnej wydarzeń, ludzi i przede wszystkim – Boga. Historia, opowieść, narracja to kategorie współcześnie w chrześcijaństwie często zapominane, ale nie jest to nic dziwnego. Tutaj wkraczają właśnie wersety i rozdziały – chrześcijanie znają Biblię przede wszystkim jako zbiór wersetów, w drastycznej formie jako zbiór wersetowych sentencji, chrześcijańskich wróżb z chińskich ciasteczek. Biblia jest bazą danych wygodnie oznakowaną cyframi, w której każde kilka czy kilkanaście słów ma swoją precyzyjną lokalizację w biblijnej siatce geograficznej. Z łatwością przychodzi zaznajomić się z dziesiątkami wersetów wyrwanych pojedynczo z tekstów, stają się one rozpoznawalne, czasem jako tagi czy catchphrases dla pewnych doktryn czy przekonań (np. łaską zbawieni jesteście, gdybym mówił językami ludzi i aniołów czy tak bowiem Bóg umiłował…). Rodzi to całe uniwersum tzw. proof-texts – zestawów wersetów dowodzących biblijności pewnych poglądów, powtarzanych do znudzenia. Wszystko to w dużej mierze zrodziło się nie tylko z upowszechnienia dostępu do Biblii wraz z Reformacją i drukiem, ale właśnie z wprowadzenia podziałów na wersety i rozdziały.
  Medium jest przesłaniem. Wczesny Kościół czytał księgi zawierające Pisma jak… księgi, traktaty, spisane historie, opowieści. Owszem – księgi o wielkiej wartości, stanowiące regułę wiary i pobożności, ale jednak księgi, tzn. pewne całości o zauważalnej literackiej budowie, na którą składały się jasne przy czytaniu sekcje zawierające jedną rozwiniętą myśl lub epizod narracyjny. Często się mówi, że Biblii nie można czytać jak zwykłej książki i jest to po części prawda, ale po części zwodnicze twierdzenie. Wczesny Kościół nie atomizował Pism, ale czytał je całymi partiami tak, jak czyta się książki. Współcześnie rozbicie na wersety doprowadziło do szatkowania tekstu, utraty szerokiego obrazu z pola widzenia i przyjęcia biblicyzmu obcego oryginalnym autorom, który utrudnia odczytanie przesłania Pisma. Chrześcijanie stracili zdolność odczytywania symboli (symboli, a nie kodów), literackich metafor, postradali umiejętność uchwycenia zamysłu pisarza przez ogarnięcie kompozycji całego dzieła – często czytanie Biblii sprowadza się do „słowa dla mnie od Boga” wyrwanego z małego kąska listu, ewangelii czy innego proroka. W ten sposób rozczłonkowanie Pism przyczynia się do indywidualizacji wiary, chrześcijanin dostaje na swój duchowy telefon 160-znakową wiadomość tekstową z Nieba. Szeroka wizja, porywająca Historia, która trwa i w którą są (powinni być) zanurzeni chrześcijanie dzisiaj, zniknęły pod gąszczem siglów. Znamiennym jest, że – przynajmniej na polskim rynku – nie do dostania jest wydanie Biblii, w którym nie byłoby żadnej numeracji wersetów czy rozdziałów, tylko sam, dobrze przetłumaczony, ciągły, choć może podzielony wygodnie na akapity bez śródtytułów tekst. Przeciwnie – nie dość, że wszystkie wydania zawierają omawiane podziały, to jeszcze Biblia Warszawska czy Gdańska niezmiennie są wydawane w ten sposób, że każdy werset zaczyna się od nowej linijki, a tekst przypomina wyliczankę. Tego nie da się czytać! A przynajmniej nie da się w taki sposób, by ogarnąć całość.
  Jakiś czas temu odkryłem, czemu nie jestem w stanie uczyć się z własnych notatek z wykładów – przy czytaniu rozpraszały mnie nadrukowane na kartki zeszytu kratki i linie. Na początku edukacji były bardzo pomocne, pozwalały zachować jakiś porządek w notatkach, linijki tekstu trzymały się prostej, litery zachowywały jako-taką proporcję (abstrahując od mojego niezbyt czytelnego stylu pisma). Ale nadszedł taki moment, ze zaczęły przeszkadzać odczytaniu tego, co napisałem. Od niedawna notuję tylko na białych czystych kartkach i wszystko stało się przejrzyste. Podział na wersety jest pomocny, pozwala szybko lokalizować fragmenty, czasami zwraca uwagę na rzeczy, które przy czytaniu zwykłego, ciągłego tekstu by umknęły. Jednak ostatecznie nie z tymi tradycyjnymi podziałami zostały Pisma napisane, ale z wielkim rozmachem, który koniecznie trzeba uchwycić cofając się nieco, by nie rozpraszały detale. Tak jak człowiek na pewnym etapie wspinaczki wyłania się spomiędzy drzew, wstępuje na łyse, skalne progi i wreszcie oprócz wszystkich okazów fauny i flory, jakie spotkał po drodze, widzi Puszczę, która jest więcej, niż sumą drzew i krzewów, a przynajmniej to zdaje się oznaczać zaparty dech patrzącego na nią człowieka. Tak spojrzeć na Pisma razem i każde z osobna, to zobaczyć je tak, jak widział je wczesny Kościół i dostać się pod ich nieco inny wpływ – dla nas odmienny, ale w gruncie rzeczy stary jak Ewangelia.
  Dla zachęty – N.T. Wright o pełnym ogarnięciu Pism:

The Whole Sweep Of Scripture – N.T. Wright

–Kamil M.

Oralność i piśmienność a Kościół: Słowo

Czym jest słowo w kulturze oralnej? Słowo kojarzy nam się z tekstem – jeśli słowo ma jakąś fizyczną postać, to jest to dla nas znak lub szereg znaków na papierze czy ekranie. Słowa są etykietkami na różne rzeczy, kategoriami, pozycjami w słownikach. Inaczej jest w świecie niezdominowanym przez tekst, gdzie – jak pisałem wcześniej – komunikacja odbywa się bezpośrednio.

Przede wszystkim – słowo jest dźwiękiem. W jego naturze leży pewna nietrwałość, jeśli zatrzymamy dźwięk wypowiadanego słowa, nie uchwycimy go – część będzie należała już do przeszłości, a część będzie jeszcze niewypowiedziana. Dlatego słowo jest akcją, czymś czynnym, a nie statycznie spoczywającym na kartce. Słowo w kulturze oralnej ze swej natury jest żywe, pojawia się i zanika, kolejne głoski przeskakują po kolei na swoje miejsce i już po nim. Dlatego słowo mówione jest nie tylko żywe, ale też żywiołowe, co ma różne społeczne konsekwencje, jak będzie można przeczytać w następnym wpisie dot. wspólnoty.
Słowo w kulturze oralnej jest czymś silnie związanym z osobą – jest dźwiękiem wydobywającym się z wnętrza człowieka. Tak, jak instrumenty są poznawane poprzez dźwięk jaki wydają i jak zawartość jakiegoś przedmiotu można w przybliżeniu określić przez ostukiwanie go oraz ocenę wydawanego przez niego dźwięku, tak też zawartość drugiej osoby – jej charakter, myśli, życie wewnętrzne, świadomość – jest poznawana przez słowa, żywe dźwięki objawiające osobę. Słowo jest tym, co pozwala poznać drugiego człowieka, jest aktywnym przedłużeniem człowieka ściśle związanym jednak z nim ze względu na dźwiękową naturę słowa. Bez słowa człowiek w swojej istocie jest niepoznawalny, ale bez obecności żywego człowieka nie ma dźwięku, nie ma słowa w kulturze oralnej. Człowiek to słowo, a słowo to człowiek. W tym świetle może lepszym określeniem na słowo w kulturach oralnych jest polski wyraz, związany z czasownikiem wyrażać.
Biorąc to wszystko pod uwagę i zwracając się z tymi informacjami w stronę starożytnego Kościoła, możemy pewne sprawy zrozumieć lepiej. Rozumiemy w ten sposób, dlaczego Papiasz z Hierapolis – który z wielkim zapałem wypytywał tych, którzy osobiście słyszeli nauczanie Jezusa, o to, co mają w tej materii ustnie do przekazania – napisał:

Gdyż wyobrażałem sobie, że to, co jestem w stanie zaczerpnąć z ksiąg, nie jest dla mnie tak pożyteczne jak to, co pochodzi z żywego i trwającego głosu.
Papiasz z Hierapolis, Wyjaśnienie mów Pańskich

To są słowa człowieka, który ceni osobisty kontakt ze świadkiem wydarzeń bardziej niż to, co może mu przekazać statyczny tekst. Polega też najwyraźniej bardziej na ustnym, żywym i pewnym przekazie, niż na tekście o nieokreślonym pochodzeniu, oderwanym od osoby. Możemy zrozumieć, dlaczego w pierwotnym Kościele tak ceniono przekaz ustny (gr. paradosis) – postrzegano go, jako żywy kontakt z początkami, z relacją naocznych świadków i z ich słuchaczami. Nauka otrzymana od osoby przez bezpośredni kontakt była lepsza, pewniejsza i bardziej przekonująca, a zarazem poprzez łańcuch wzajemnych relacji, znajomości i powiązań tworzyła wspólnotę Kościoła. O wspólnocie jednak następnym razem.
Mówimy wszakże tutaj o Słowie.

Jn 1:1-3
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
a Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez nie powstało,
a bez niego nic nie powstało, co powstało.

Heb 1:1-3
Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty i podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy, dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach.

Wczesna chrystologia została osadzono głęboko w wyobrażeniach funkcjonujących w kulturze oralnej. Jezus Chrystus został nazwany Słowem Boga. Wziąwszy pod uwagę to, co napisałem wyżej, możemy pogłębić nasze odczytanie tego tytułu. Oznacza on bowiem, że Chrystus jest najgłębszym wyrazem istoty Boga – jak pisze autor listu do Hebrajczyków: „odblaskiem chwały i odbiciem [gr. charakter] jego istoty”. Chrystus wprost objawia i wyraża Ojca, a z drugiej strony Ojciec i Jego osoba może być poznany tylko przez Jego Słowo, czyli Syna. W kategoriach świata piśmienniczego tytuł Słowa Boga nie niesie tych znaczeń, ale w świecie przeważającej oralności staje się poważną podstawą chrystologii trynitarnej – Syn jako Słowo pochodzi z wnętrza Boga Ojca, jest z Nim ściśle związany. Gdzie jest Syn, tam jest i Ojciec, a Ojciec jest dostępny tylko poprzez Syna. W oralnym świecie te relacje wynikają z samego pojmowania osoby i słowa, niepotrzebne są rozważania natury filozoficznej. Słowo człowieka nie jest człowiekiem, ale jednocześnie nie ma nic bardziej zgodnego z człowiekiem, nic lepiej go wyrażającego, niż jego słowo. Ale skoro zostało powiedziane już, że słowo to wydarzenie, coś żywego i niemal namacalnego, to jakże konsekwentne, a mimo swej konsekwencji zaskakujące są słowa: A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas [Jan. 1:14a]. To jest najwyższy możliwy do wyobrażenia sobie przez ludzi kultury oralnej poziom komunikacji – Słowo Boga, najwyższy, jedyny i pełny wyraz boskiej istoty staje się namacalnym, działającym człowiekiem. Nie człowiekiem osobnym od Boga, ale: Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go [Jan. 1:18]. Ewangelia według św. Jana jest tej myśli pełna – zachęcam do obserwacji.
–Kamil M.